Opisy poszczególnych miejsc nie są bardzo rozwlekłe, więc nie jest to źródło obszernej wiedzy, ale stanowi dobre tło do vibe'owego podróżowania po tym kraju. Oprócz opisów ważnych miast, wsi, atrakcji turystycznych mamy też przydatne mapki z zaznaczeniem poszczególnych obszarów, ceny biletów oraz godziny otwarć ważniejszych atrakcji, a także wskazówki dotyczące tawern i restauracji, w których warto się stołować.
Przewodnik zawiera też papierową mapę, którą można oderwać i posługiwać się w podróży. Nie jest to mapa wysokiej skali, nie nawigowałabym według niej, ale parę razy okazała się przydatna do poszukania kolejnych ciekawych miejsc w okolicy.
Wydaje mi się, że ta seria Pascala jest tym, czego potrzebuję w przewodnikach w podróży: coś, czym można się posiłkować i przeczytać dwa-trzy akapity w drodze, by poznać kontekst miejsca, do którego się jedzie.
No lubię ten świat Bridgertonów, no. Głupiutkie to takie, naiwne, ale czyta się znośnie.
Okazało się przy okazji, że nieopatrznie przeskoczyłam jeden tom tej sagi o rodzie Rokesbych, więc czeka mnie jeszcze jedno cringe'owanie w najbliższej przyszłości.
O co w tej książce chodzi? A jest sobie panna Poppy Bridgerton, która jest kuzynką "tych" Bridgertonów, trochę biedniejszą, trochę mniej popularną. Ale ma w sobie tę bridgertonową ikrę i ciekawość świata.
Poppy podczas spaceru po plaży wchodzi do jaskini, w której znajduje się skarb piratów. I ci piraci nakrywają ją w danej jaskini. Zabierają ją więc do swojego kapitana, a ten decyduje, że musi pozostać na statku i popłynąć z nimi do Portugalii, bo nie mogą jej tak po prostu wypuścić (wiedząc, że kryjówka została spalona i mają za mało czasu, by ją opróżnić).
Kapitan jest, oczywiście, zabójczo przystojny. Nic więcej takiej historii nie trzeba. I nie trzeba za wiele myśleć, czytając taką książkę. W sam raz na urlop.
Jeden z niewielu reportaży o Grecji, który znalazłam przy okazji szukania lektur na urlop.
Książka ta jest miksem przemyśleń o Grecji i Grekach oraz rozważań o losach rodziny autora, syna Polki i Greka, który jako młody dorosły próbuje odnaleźć swoją tożsamość.
Pierwsze wydanie miało miejsce w 2013, dlatego pozycja ta skupia się reportażowo głównie na Grecji w kontekście kryzysu gospodarczego.
Bardzo ciekawą część stanowią rozdziały dotyczące imigrantów, którzy przechodzą do Grecji przez granicę z Turcją.
Stanowi lekki kontekst do wyprawy do tego kraju, choć nie wyczerpała mojej ciekawości i nie przygotowała na zderzenie się z grecką rzeczywistością.
Swoją drogą, chętnie przyjmę polecajki reportaży o Grecji. Może coś wartościowego mi umknęło.
W tej książce są w teorii dwie rzeczy, które mnie fascynują: sekty i językoznawstwo. No, nie jest ona o czymś, co by było odjazdowe, czyli o sektach językoznawców (choć językoznawcy niekiedy tworzą takie swoje sekciarskie społeczności... no, nieważne) - tu mamy książkę, która spogląda na sekty z językoznawczego punktu widzenia.
Nie jest to jednak szczegółowe i rzeczowe przedstawienie sekciarskiego lingo, a bardziej luźne omówienie tego, w jaki sposób język i mowa mogą wpływać na ludzi; mamy nieco historii sekt, porównania ich z religiami, a także zwrócenia uwagi na grupy, które są jakby "sektoidalne": crossfitowców, MLMy, instagramowych guru czy QAnon.
Niestety, książka ta ma swoje niedociągnięcia. Po pierwsze, brak mi takiej językoznawczej rzeczowości, na którą trochę liczyłam (a którą autorka zapowiada na pierwszych stronach tej publikacji). Po drugie, sarkastyczne uwagi i język potoczny, który autorka wrzuca nader śmiało, bardziej konsternują czytelnika, niż "luzują" atmosferę. Po trzecie - i tu winne jest, jak się niektórzy już domyślają, samo wydawnictwo Czarne, którego jakość od jakiegoś czasu szoruje bebzonem po dnie i nie chce się od niego odbić - tłumaczenie. Najprościej określić je słowem "toporne" - czytasz i musisz wyobrazić sobie, jak brzmiał tekst oryginału, dzięki któremu zrozumiesz nastrój i przesłanie danego fragmentu. O niedziałających przypisach w ebooku już nie wspomnę.
Temat sekt jak zwykle poruszany od złej strony - sekta i jej guru w centrum, a motywacja potencjalnej ofiary pominięta. Ważniejszym pytanie od tego co motywuje grupę władzy do stworzenia sekty jest to co motywuje ludzi przyłączających się do niej w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania kierując swój impuls poznawczy na zewnątrz zamiast do środka. Z opisu bardziej brzmi jak broszura ostrzegawczo-informacyjna czyli coś czego jest wszędzie pełno, ale to dobrze, takie publikacje są potrzebne. Jednak dla osób które badają temat od dawna od razu przypuszczam że nie ma w tym nic odkrywczego. Poza tym ta straszliwa głupota o poszukiwaniu czegoś większego i przynależności do wspólnoty jako czymś wpisanym w DNA. Te rzeczy są nabyte w procesie socjalizacji. Jedni mają ku nim większe predyspozycje, inni mniejsze. Nie wiem czy opis pochodzi od autorki czy od wydawcy, ale dość ironiczne że właśnie takie zdanie trafia do opisu języka sekt.
Wyobraźcie sobie świat, w którym nagle, niespodziewanie, płodność całej populacji spada niemal do zera. Poczęcie metodą naturalną staje się praktycznie niemożliwe. Kobiety z tych par, które są zdecydowane na dziecko, muszą przejść bolesne i długotrwałe leczenie niepłodności zwane indukcją, które - jeśli się powiedzie - skończy się ciążą. Te, które nie chcą przechodzić tego procesu, muszą liczyć się z konsekwencjami swojego wyboru - gorszymi warunkami mieszkaniowymi, sufitem karierowym i ostracyzmem społecznym.
Ale samo urodzenie dziecka to jeszcze nie koniec. Państwo bardzo dba o to, by dzieci, które przyszły na świat, miały zapewnione jak najlepsze warunki bytowe. W związku z tym rodzice są poddawani nieustannej inwigilacji przez organ zwany Biurem Standardów Rodzicielskich. Jeśli otrzymają 9 NSR (niezadowalających standardów rodzicielskich), czyli żółtych kartek, dziecko zostanie im odebrane.
Książka przedstawia losy Kit, głównej bohaterki z dwóch perspektyw: przeszłości i teraźniejszości. Jej opowieść o procesie indukcji, macierzyństwie, nieustannym lęku i walce o dziecko ukazuje to, co w dystopiach lubię najbardziej: czy lepiej jest zacisnąć zęby i przetrwać, czy w końcu zrobić coś, by zmienić swój los?
Książkę tę czyta się szybko mimo nieco konfundującego (ale wciągającego) początku. Główny plot twist ma się, niestety, rozkminiony dość wcześnie, ale potem dostajemy jeszcze jeden, niespodziewany plot twist na osłodę. Mimo drobnych błędów w tłumaczeniu jest to bardzo przyjemna książka.
Sięgnęłam po tę książkę, zachęcona wysokimi ocenami i polecajkami z amerykańskich środowisk czytelniczych. I chyba znowu dałam się nabrać :P
Czym nie jest ta książka? Nie jest to arcydzieło literatury obyczajowej, nie jest to lektura zmuszająca do rozważań, zastanowienia się nad swoim życiem. Nie mam po niej głębszych refleksji. Nie jest to też książka, którą zapamięta się na dłużej.
Czym więc jest? Jest obyczajówką na lato dla osób, które lubią Marilyn Monroe, Audrey Hepburn i całą tę złotą erę Hollywood.
Tytułowa Evelyn Hugo jest w dużej mierze narratorką książki i opowiada o swoim życiu Monique, dziennikarce, która ma być jej biografką. Wraz z nimi śledzimy historię życia Evelyn, rozwoju jej kariery jako gwiazdy filmowej i wszystkie małżeństwa. Otrzymujemy odpowiedź na pytanie, kto był jej największą miłością, czego żałuje najbardziej i dlaczego zdecydowała się poprosić o spisanie swojej biografii właśnie Monique.
I okej, książkę czyta się szybko, akcja nie jest nadmiernie rozwleczona, ale... nie jest to literatura wysokich lotów. Nie ma tu momentów chwytających za serce; nie utożsamiamy się jakoś szczególnie z żadnym z bohaterów.
Jakoś w tym roku nie mam szczęścia do dobrych książek.
Schizofrenia jest jednym z tych zaburzeń psychicznych, który najzwyczajniej w świecie mnie fascynuje. Intrygują mnie ściany napisów gdzieś na paczkomatach (pozdro, parking przy Biedrze w Szczecinie na ulicy 26 kwietnia), ludzie nawołujący do opamiętania się, bo nadchodzi sąd boży, czy wyklejone gazetami okna.
W lokalnej bibliotece pojawiła się ostatnio dana książka o schizofrenii, a ja uświadomiłam sobie, że wcale nie wiem o tym zaburzeniu tyle, ile bym chciała. A że autor znany (napisał wcześniej popularną książkę "Czarna owca medycyny. Nieopowiedziana historia psychiatrii"), to długo nie myślałam i zabrałąm się za lekturę.
W książce otrzymujemy solidną pigułę wiedzy na temat historii leczenia psychiatrycznego (bardzo ciekawy fragment poświęcony został lobotomii), historii metod diagnozowania i leczenia schizofrenii oraz to, w jaki sposób obecnie podchodzi się do tej choroby. Autor ma ogromną wiedzę na ten temat jako praktykujący psychiatra, specjalizujący się właśnie w pomocy schizofrenikom.
Nie jest to książka prosta i łatwa do czytania - mimo popularnonaukowości, jest tu dużo wiedzy z zakresu biologii, anatomii, medycyny. Autor jednak przekazuje ją w bardzo przystępny sposób.
To, na co liczyłam, czyli opisy indywidualnych objawów schizofrenii i opisy konkretnych urojeń czy zachowań zostało tu, niestety, ograniczone do minimum. Jasne, pojawiają się ilustrujące kolejne rozdziały postaci, jednak autor nie opisuje ich szczegółowo, jest ich też niewiele.
Tym niemniej, jest to bardzo wartościowa książka, która przybliża daną chorobę laikowi w maksymalnie przystępny, a jednocześnie wyczerpujący sposób.
Będąc w Szczecinie, zobaczyliśmy z mężem na przystanku napis "Zdrada!!! Rząd Tuska zamierza wypowiedzieć wojnę Rosji!!! więcej na paczkomacie obok Biedronki na 26 Kwietnia". Wrzuciłam to na storki na instagramie, i do wieczora kilkoro znajomych zapytało mnie, czy pojedziemy tam i czy będzie kontynuacja historii. No to pojechaliśmy. I napotkaliśmy tam słupy oraz paczkomat zapisane rozmaitymi tekstami. Część była już zmyta i zostały tylko cienie tekstu, ale widać było, że calusieńka tylna ściana paczkomatu była zapisana urojonymi tekstami.
Po "Pachinko" sięgnęłam, mając ochotę na dłuższą, może nieco cięższą w odbiorze powieść. Jej wysokie oceny i intrygująca tematyka zachęciły mnie do sięgnięcia po nią.
"Pachinko" opowiada losy czterech pokoleń jednej rodziny Koreańczyków, którym przyszło żyć w Japonii. Akcja ma miejsce od początku do lat 90. wieku XX.
Główną bohaterką, która rozpoczyna ciąg wydarzeń, jest Sunja - dziewczyna wychowywana przez matkę-wdowę, cicha i pracowita. Sunja zachodzi w ciążę z Hansu, koreańskim biznesmenem krążącym między Koreą a Japonią, który jednak ma żonę. Sunja z uwagi na swój honor nie chce pozostać jego kochanką. Przypadkiem poznaje Isaka, chrześcijańskiego pastora, który decyduje się usynowić jej dziecko. Mają jednak wyjechać do Japonii, bo tam Isak zmierza, by podjąć pracę.
Koreańczycy w Japonii są jednak traktowani jak ludzie drugiej kategorii. Nie dla nich dobre albo neutralne wręcz stanowiska, nie mają większych praw, zdobycie japońskiego obywatelstwa jest w zasadzie niemożliwe. Zajmują się drobnym handlem, usługami czy... prowadzeniem salonów tytułowego pachinko, gry hazardowej popularnej w Azji. Pachinko wplecione jest też w losy rodziny głównych bohaterów.
Choć ogółem okazała się nie tak ciężka, jak się spodziewałam, to miejscami widziałam błyski tego, co wywoływało zachwyty innych. Czytało mi się ją lekko, miejscami pociekła mi łezka. Z uwagi na to, że autorka wychowała się w USA, książka była oryginalnie napisana po angielsku - dzięki temu łatwiej jest się zachodniemu czytelnikowi zatopić w historii, bez niedopowiedzeń i domysłów typowych dla książek pisanych m.in. po japońsku. W intrygujący sposób przybliżyła też (mi, ignorantce) historię Japonii i Korei w XX wieku.
Trzeci tom serii o weterynarzach, którzy poza zwykłymi zwierzętami leczą też zwierzęta fantastyczne. Seria ta jest dosyć lekka i przyjemna - na tyle, że każdy tom można połknąć w 2-3 dni.
Akcja trzeciego tomu rozpoczyna się tam, gdzie zakończyła się akcja drugiego tomu; dzięki temu ciągłość wydarzeń jest zachowana. Głównymi bohaterami są technicy weterynarii, Florentyna i Bastian (będący faunem), którzy pracują w lecznicy doktor Izabeli (będącej weterynarką-nekromantką, a dodatkowo - liczem).
We wsi, w której żyją i pracują, dochodzi do nietypowych wydarzeń: ktoś albo coś rozkopuje groby ludzi i zwierząt i ewidentnie żywi się rzeczonymi trupami i padliną. Ponadto, Florka poważnie rozważa rozpoczęcie nauki magii w celach weterynaryjnych. Jednak po wizycie w magicznym "laboratorium" doktor Izy zaczynają się z nią dziać niepokojące rzeczy...
Mam mieszane uczucia co do tego tomu. Początkowy hype na serię już trochę mi zszedł, i zaczynam zauważać irytujące drobiazgi. Kojarzycie, gdy czytacie czyjeś pierwsze opowiadania lub powieści, i dana osoba ewidentnie opisuje swoje życie, a główny bohater to jej wyidealizowana wersja? Tak jest trochę z "Necrovetem" - główna bohaterka jest tak specyficzna i robi tak specyficzne rzeczy (granie na Switchu, wzmianki o chodzeniu do kościoła, zauroczenie królikami), że zagłębiając tę książkę ma się poczucie czytania czyjegoś pamiętnika, albo wręcz czyichś cringe'owych postów na Facebooku. Taki książkowy ekshibicjonizm.
Wydarzenia i wątki z tego tomu też nie są już tak ciekawe, jak w poprzednich dwóch.
Tym niemniej, podobają mi się opisy magicznych stworzeń i sposobów ich leczenia. Tu książka zachowuje swoją wartość.
Do trójki jeszcze nie dotarłem, przeczytałem jedynie jedynkę i już tam było trochę jak mówisz. Fajna lekka i przyjemna, ale chyba nie zrobię nigdy rereada.
Ostatnia książka z serii o Podzielonych, czyli nastolatkach, którzy zostali przeznaczeni na części w ramach kompromisu aborcyjnego. Ta część nie należy do głównego nurtu, jest to zbiór opowiadań z uniwersum Podzielonych.
...I powiem Wam szczerze, że ten zbiór - to było coś. Opowiadania są mocno powiązane z głównymi wątkami i postaciami z serii. Mamy tu dokończenie kilku wątków, o których ucięciu narzekałam w poprzedniej recenzji; mamy świeże spojrzenie na historie niektórych osób po wydarzeniach z tomu czwartego; mamy w końcu rozwinięcie wątku czarnego rynku, na który ogromnie liczyłam, a który okazał się być najsłabszym z tego zbioru. Niestety.
Chyba najfajniejsze było opowiadanie o tym, co się stało ze "składakami", czyli osobami utworzonymi całkowicie z części.
Ale wszystko co dobre kiedyś się kończy. Pora na kolejną książkę - i miło będzie wrócić do czegoś po polsku, bo jednak książki polskie czyta się znacznie szybciej.
Czwarta część serii "Podzieleni", w której nastolatki można przeznaczyć na podzielenie, czyli rozbiórkę na organy i części jako kompromis aborcyjny. Jest to jednocześnie finalny tom głównego wątku tej serii.
Jak zwykle bywa w takich seriach dystopijnych, w ostatnim tomie mamy kulminację wydarzeń. Wyjaśniają się wszystkie tajemnicze wątki (choć przedsmak tego mieliśmy już w tomie trzecim), udaje się odnaleźć alternatywę dla dzielenia na organy, rozpoczynają się protesty... A oprócz tego mamy intrygującą wizję czarnego rynku handlu organami oraz powroty bohaterów znanych z pierwszych dwóch tomów.
Szkoda, że autor nie rozwinął wątku burmese Dah Zey, którzy mieli być absolutnie najgorszym złem, jeśli chodzi o czarny rynek, i bardzo uciął wątek głównego czarnorynkowego złola w tej serii. A szkoda, bo to miało spory potencjał.
Liczyłam też trochę na inną końcówkę, bardziej w stylu "Kosiarzy".
Tym niemniej, w tym tomie było parę momentów, które mnie zaskoczyły, co jest zawsze na plus. Oznacza to, że powieść nie jest aż tak sztampowa.