Jak być może część z was wie, moim hobby jest zbieranie flipperskich ulotek #natropachflipperow #hobby #dziwnehobby

Jak być może część z was wie, moim hobby jest zbieranie flipperskich ulotek #natropachflipperow #hobby #dziwnehobby

@DerMirker ja zostawiam na pamiątkę tylko te od oszustów udających młode rodziny. A nazbierało się tego już trochę, rysowane domki, kwiatki, pszczółki. Młode pary szukające pierwszego mieszkania, ale mogące spłacić zadłużenie i rysowane serduszka. Patologia. Zawsze potem szukam powtarzających się numerów i raz nie wytrzymałem. Poszły serdeczne pozdrowienia smsowe do "pary", która na 6 różnych ulotkach miała ten sam numer telefonu, ale trzy różne kombinacje imion i prześciganie się w rysowaniu i ckwliwych historiach.
I generalnie flipperów nie cierpię. Gdzieś było ładnie wypisane, że ponad 2/3 ruchu na rynku nieruchomości to są spekulacje cenowe przez flipowanie. Ludzie, którzy nie kupują mieszkań dla siebie, czy swoich bliskich, a przez których rosną wykładniczo ceny i nie da się kupić czegoś za odłożone pieniądze.
Zaloguj się aby komentować
007/xxx
Dziś polski akcent w kolekcji.
John Deere z chwytakiem do drewna niemieckiej marki SIKU wyprodukowany w Złotoryi.
Model jest szczegółowy, tur chodzi sztywno, posiada gumowe opony. Dodatkowo na oponach są napisy, chyba jedyny traktorek w kolekcji, który posiada takie koła. W zestawie dostajemy jedną kłodę, ona również jest inna od typowych SIKU - jest dużo jaśniejsza.
Z minusów to brak szyb jedynie.
Daje to nam model 10/10. Wydaje mi się, że jest lepiej wykonany niż jego chińscy bracia. Chociaż chińczyk chińczykowi nie równy.
Historia tym razem jest prosta. Kupiłem nowego na alledrogo kompletując leśną kolekcję.
Traktorek jest dość tani, kosztuje w okolicach 30 zł. Jak ktoś zbiera to moim zdaniem warto kupić.
#traktorki #hobby #kolekcje

Zaloguj się aby komentować
Jestem bardzo happy z wyglądu mojego pierwszego, 2,5-miesięcznego wina zrobionego z mieszanki winogron Isabella i Golubok.
Stabilizowane za pomocą piro. potasu i dojrzewane na mocno palonych płatkach z francuskiego dębu.
Taka ładna przejezystość pojawiła się dzięki zgrubnej filtracji grawitacyjnej, która zajęła 15 godzin na 27 litrów. Nie użyłem żadnych dodatków klarujących.
Myślę, że w pewnym momencie przeszło FMJ, ale nie jestem pewien w jakim stopniu (przez cały ten czas było bąbelkowanie), a chromatogramy mi jeszcze nie wychodzą 😵💫
Miałem problemy z H2S po stabilizacji, stąd filtracja, aby pozbyć się większości osadów organicznych.
Na razie nic nie mogę zrobić z pustą przestrzenią. Po prostu napełniam CO2. Myślę, że pójdzie do wczesnego butelkowania.
#kuchnia #winoroby #hobby




Zaloguj się aby komentować
Szanowni Hejtowicze
Jak wiecie (bądź nie wiecie) zajmuje się hobbistycznie rękodziełem. Tworzę sobie pudełeczka ozdobne, składam origami, a ostatnio naszło mnie na coś nowego również związanego z rękodziełem jednak bardziej czasochłonnego.
Od jakiegoś czasu kilka osób zaczęło mnie namawiać na kanał na #youtube . Wiem, że to niszowa sprawa takie tworzenie ale chciałam was spytać co o tym sądzicie. Warto się w to pchać i poświęcać czas? Wiadomo, czerwonego dywanu i fajerwerków nie osiągnę raczej ale myślę, że zadowoliłaby mnie publika - samo to, że komuś się podoba to co tworzę to jest super docenienie, podziękowanie.
Poza namowami i wahaniem się czy to ma sens too.. nie wiem
Co sądzicie?
Jeśli również macie jakieś rady, pomoce, jakieś.. hm... co mogłabym pokazać na takim kanale poza zrobieniem czegoś od A do Z to również przytulę.
Każda informacja od was jest na wagę złota.
Dziękuje.
ps. Wesołych Świąt.
#pytanie #hobby #rozkminy
Zaloguj się aby komentować
006/xxx
Dziś jeden z ciekawszych traktorków - kombajn buraczany ROPA od SIKU.
Model jest bardzo szczegółowy, nie żałowano również metalu. Posiada ruchomą taśmę do opróżniania zbiornika, przegub, oraz odczepiany heder, który posiada ruchome kółka.
Ogólnie model jest 10/10. Niestety mój egzemplarz może otrzymać max siódemkę. Nie jest połamany, ale w bardzo dużej ilości miejsc odpadła farba. Ale i tak jest super.
Jaka kryje się za nim historia? Kupiłem, bo był w dobrej cenie. Już na początku przeglądania ofert dowiedziałem się o tym modelu. Z jakiegoś powodu jest on cholernie drogi, a czarna wersja to już w ogóle kosmos. Chciałem go mieć, ale nie za takie pieniądze, za które zazwyczaj jest wystawiany. Pewnego razu trafił się w stanie średnim za cenę bardzo dobrą. No to wziąłem. Kupię sobie rzułty mazak i zamaluję odpryski xd Ważne, że nie jest połamany
Powiem wam, że dobre oferty na olxie znikają w mgnieniu oka. Kilka razy tak miałem, że już klikałem kup teraz, a maszynka była już sprzedana. Ale o tym przy kolejnych maszynach.
Do końca roku postaram się codziennie dodawać jakiś traktorek, bo ostatnio trochę zaniedbałem ten tag.
#traktorki #hobby #modele

Zaloguj się aby komentować
Pare osob moze mnie kojazyc z tego ze lubie gotowac, ale dzisiaj pochwale sie moim innym hobby
Jest nim #cnc i CAD (rysunki 2D i modelowanie 3D).
Jakis czas temu jak odchodzilem z jednej pracy, to zeby nie zerwac kontaktow postanowilem z kumplem kupic ploter CNC. Taki do samodzielnego zlozenia. Zamysl byl taki zeby spotykac sie w wolnym czasie, wypic piwo, pogadac, i moze przy okazji zlozyc to ustrojstwo. A z czasem moze nawet cos wycinac np. Nowe szafki do kuchni.
Ku naszemu zdziwieniu, droga pantoflowa roznioslo sie, ze sa tacy dwaj z maszyna i wycinaja rozne rzeczy. Nasze hobby ktore w zalozeniu mialo pochlaniac kase, zaczelo przynosic zysk
Pod spodem w komentarzach wstawie pare zdjec. Nie sa to moze jakies super ambitne projekty, ale i tak sie jaramy ze ludzie sa zadowoleni z naszej pracy.
#hobby #uk #diy




Elegancko! Ja również w garażu mam CNC, ale na razie to topienie kasy bo czasu na promowanie wytworów brak. Za to sezon prezentowy jest git, każdy dostaje coś drewnianego na święta
Jakiej firmy macie router? Piszesz że kit składany, który?
Od siebie załączam znak który był dla córki znajomych, robiony pare dni temu.

Zaloguj się aby komentować
#tikutak #zegarki #zainteresowania #hobby #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu
Automaty Poljota, cz. 2.
Już po kilku latach całkowicie przekonstruowano mechanizm. Aby uzyskać ówczesny najcieńszy w świecie automat (3,9 mm grubości!) dwukierunkowy, wprowadzono szereg zmian, tworząc 29-kamieniowy mechanizm 2415 zegarka „Orbita”. W wersji 2416 „Kosmos” (zwróćcie uwagę na zmianę nazwy z „ojczyźnianej” na „kosmiczną”) zegarek miał na tarczy dodatkową podziałkę datownika, obsługiwanego specjalną wskazówką (tzw. „pointer”). Wypuszczano „Orbitę” przez bodaj 2 lata, a „Kosmosa” przez kilka miesięcy, po czym nastąpiła unifikacja nazw w 1964 r. i produkowano je dalej pod zmienioną nazwą. Stąd wziął się Poljot de luxe, czyli luksusowy, płaski zegarek naręczny o zmniejszonej grubości, z 29-kamieniowym automatem.
Również z lat 60-tych pochodzi mechanizm 26XX, gdzie do manuala zwanego potocznie „bocianem” dołożono automat. Miał on w zależności od wersji do 30 kamieni, z czego ok. 13 odpowiadała za poprawną pracę wahnika.
W latach 70-tych wdrożono nowy 26XX.H na 23 kamieniach, gdzie sam mechanizm był nie do zarżnięcia, ale automatowi poskąpiono troski: element obrotowy osadzony był na rodzaju tulejki, która dość łatwo wycierała się i dostawała luzu, co oczywiście zakłócało pracę rotora. No nie podumali.
Opracowywany był mechanizm 30644 (chronograf z automatem), ale – o ile mi wiadomo – nie wszedł do masowej produkcji.
Tyle o automatach Poljota. Z innych radzieckich konstrukcji mamy chyba najlepszą Rakietę 2627, gdzie zarówno mechanizm, jak i automat jest godny podziwu, 29 kamieni i łożysko kulkowe wahnika. Popularną przypadłością jest odbarwianie się tarcz, z nieznanego mi powodu. Ba! Była też Rakieta 3031 na 33 kamieniach, automat z funkcją alarmu, ale z nią jak ze złotym smokiem: nikt na oczy tego nie widział.
Porównywalny Wostok 2416b, z łożyskiem kulkowym wahnika, 31 kamieni, ale z problematycznymi kołami zdawczymi automatu.
Zaria 2016, niewielki ale dzielny 20-milimetrowy mechanizm szedł do zegarków damskich. W zależności od wersji miał do 30 kamieni.
Łucz 1816, za którym nie przepadam, ale bez grymaszenia: 21 kamieni, wahnik na łożysku kulkowym i podwyższona częstotliwość oscylacji balansu, niestety, tylko do damek.
Sława, ciekawy ale wrażliwy na wstrząsy mechanizm 24XX na 27 kamieniach i najgorszy radziecki automat. Trudno kupić sprawny bo też nie podumali o zużywaniu się elementów.
O tych „innych” automatach będę jeszcze – mam nadzieję – pisał, pokazując poszczególne z nich w oddzielnych postach.
Poniżej kilka zdjęć, "Kosmos" zdjęcia z netu, niepozorny Poljot "bocian", dla porównania werk Wostoka.




Popularną przypadłością jest odbarwianie się tarcz, z nieznanego mi powodu.
@t0mek Technicznie to nie wiem, ale zasadniczym powodem była zapewne gospodarka socjalistyczna. Pojęcia "niedobór' i "brakoróbstwo" były wszak jej znakami firmowymi. Czegoś tam nie dowieźli, ktoś gdzieś po drodze ukradł, oszukał lub zachachmęcił, kooperant się nie wywiązał, zaopatrzenie nie pozyskało na czas i tak dalej. I nawet jeśli projekt był udany, a załoga kompetentna i zmotywowana, to fabryka zazwyczaj miała do dyspozycji tylko takie części i materiały, jakie udało się wyprodukować w kraju lub nabyć w pierwszym obszarze.
Zaloguj się aby komentować
#tikutak #zegarki #zainteresowania #hobby #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu
No dobrze proszę szanownego państwa, zatem dziś wracamy do 1. Moskiewskiej Fabryki Zegarków i jej produkcji. Dziś przyjrzymy się zegarkom automatycznym. Dla wygody podzielę wpis na 2 części.
Na początek przypomnienie, że do pewnego momentu produkowano tam kilkanaście marek, wszystkie elementy zegarka poza paskiem wykonując w tym samym zakładzie produkcyjnym. Ich nazwy brzmią dziś…hm…jakby to ująć? „Anachronicznie” to nie jest dobre określenie. Bo czy ktokolwiek normalny nazwałby zegarek „Wysoka wieża na lądzie lub wyspie emitująca światło naprowadzające statki na kurs”? No nikt. Ale „Latarnia Morska”? No już tak, bo takie znaczenie słowa „Маяк” podaje słownik. „Ojczyzna”? Proszę uprzejmie. „Stołeczny”? Jak najbardziej. „Zwycięstwo”? I „zwycięstwo” też się znajdzie, proszę pana, i „Sygnał”, i „Proporzec”, i „Lot” również. Po wojnie Ruscy mieli taką manierę nadawania nazw związanych z ojczyzną, partią, ustrojem, które obecnie postrzegamy jako dziwne. W tamtych czasach były zabiegiem propagandowym, dzięki któremu w każdej dziedzinie życia obywatel miał identyfikować się z ZSRR i komunizmem. „Nowy naród stu narodów”, pisał Tuwim w „Kwiatach polskich”. Stu? Po wojnie w Związku Radzieckim było 38 głównych narodowości i ok. 50 kolejnych, z których najmniejszy „naród” liczył ok. 400 osób. Wyobraźcie sobie taką mieszankę odrębnych zwyczajów, kultur, języków, wyglądu; reżim starał się ich wszystkich wtłoczyć w nowy schemat „człowieka radzieckiego”. Na marginesie: w spisach powszechnych Sojuza brak było narodowości polskiej, są tylko „inni” albo „nieokreśleni”, np. gdy dziecko pochodziło z mieszanego związku i trudno było jednoznacznie określić przynależność.
Wróćmy jednak do nazw: pozostaniemy przy ich oryginalnym brzmieniu, bo lepiej wpadają w ucho.
Po zakończonym sukcesem locie Gagarina w Kosmos użyto całej propagandowej machiny, aby mówiło się o tym na świecie. Uważam, że człowiek w Kosmosie to jedno z ważniejszych wydarzeń dla światowej pop-kultury. Na tym tle w przemyśle zegarkowym ZSRR fabrykom zmieniano dotychczasowe nazwy, i tak np. 1. Moskiewska FZ stała się „Poljotem”, Czystopolski Czasowyj Zawod – „Wostokiem”, Petrodworecki Czasowyj Zawod – „Rakietą” itd. Od tej chwili wszystkie zegarki z 1. MFZ (poza eksportowymi i wojskowymi) wychodziły jako „Poljot”, choć dla samej mechaniki zegarka niewiele się zmieniło. A jak wielka była produkcja? 1 Moskiewska/Kirow/Poljot była największą radziecką fabryką zegarków. Wypuszczała między 1,1 mln szt. rocznie w 1955 r. a 2,7 mln szt. rocznie w 1972 r., z czego ok. 70% szło na eksport do 63 krajów, pod własną nazwą, jako zewnętrzny brand (np. Exacta, Corsar, Nairi), albo w postaci mechanizmów i części do nich (również jako no-name, bez oznaczeń producenta, do zegarków zachodnich).
Dla wyjaśnienia zagadnienia: zegarek automatyczny oprócz normalnego mechanizmu posiada układ, który pod wpływem ruchu powoduje „nakręcanie”, czyli magazynowanie energii w ściskanej sprężynie, umieszczonej w bębnie. Wcześniejsze wersje tego pomysłu, np. „bumper”, miały rodzaj wahadła, które kołysząc się podczas ruchu ręki czy nadgarstka, przekazywały ruch oscylacyjny przez szereg kół na wałek sprężyny. Potem były małe wahniki wykorzystujące ruch obrotowy w jednym kierunku, a finalnie duże wahniki, o średnicy nawet większej niż sam mechanizm, o ruchu jedno – lub dwukierunkowym. W pewnych rozwiązaniach zegarek równolegle z naciągiem automatycznym da się nakręcić ręcznie, jak zwykłego manuala (np. gdy leży sobie w szufladzie długo niewykorzystywany a chcemy go założyć), w innych (np. Seiko 7009A) działa tylko automat.
Pierwszym radzieckim zegarkiem automatycznym była „Radina” („Ojczyzna”), produkowana od 1954 czy 1956 r. na mechanizmie 2415A. No i tu mamy zderzenie ze wschodnią „myślą techniczną”. Do podstawowego - i całkiem dobrego - mechanizmu produkowanego w fabryce im. Kirowa (jak uważam – opartego na projektach szwajcarskich), dołączono zabezpieczenie antywstrząsowe osi balansu i niezbyt udany moduł jednokierunkowego automatu. Może za bardzo wybrzydzam w stosunku do prawie 70-letnich zegarków, ale powszechną przypadłością było wycieranie się łożyska rotora, przez co element obrotowy dostawał luzu i „bił” na boki, ocierając o kopertę i mechanizm. Nie podoba mi się również sposób przekazania ruchu, bo koła zdawcze i ich blokada wymagają szczególnej troski. Ta wersja była łożyskowana przez 22 kamienie, ale w powszechnej opinii był to pomysł dość ”surowy”. O dziwo, małe chińskie rączki produkują do dziś zegarek pod tą nazwą na ich własnym Seagullu.
Poniżej zdjęcie mechanizmu "Radiny" ze zdemontowanym wahnikiem, mechanizm kompletny i dwa moje zegarki, w tym ostatni z oryginalnym pudełkiem fabrycznym.
c.d.n.




Żeby łatwiej zrozumieć jak i co działa w środku nie można nie wspomnieć o https://ciechanow.ski/mechanical-watch/
Zaloguj się aby komentować
Prawie złożony. Jeszcze gąsienice (weathering I przymocowanie), druga warstwa farby, detale (może numer 102 :)), weathering i gotowe.
Faktycznie, ciężki do składania model, dużo dziur do wypełnienia, słabe spasowanie elementów, ale dobrze się na takim czymś uczyć jak obrabiać plastik i myśleć do przodu w procesie składania.
Czołg pomalowałem jak samochód... Zbyt gładko wygląda. Więc następny trzeba zrobić lepiej. Kolor nie jest aż tak jasny jak oddaje go zdjęcie.
Oświetlenie nie jest idealne, postaram się następne fotki zrobić lepsze.
W najbliższym czasie dodam zdjęcie zakończonego projektu tego T34
Zapraszam do obserwowania tagu #klejemifarba
#hobby #modelarstwo #czolgi


Zaloguj się aby komentować
Takie różowa z piernika zrobiła. Ja w tym czasie puszczałem z głośnika świąteczne piosenki, więc przypisuję sobie część sukcesu
#diy #gotowanie #święta #hobby

Zaloguj się aby komentować
To samo co wczoraj ale po deszczu
3x więcej funu ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)
#offroad #pokazpsa #hobby





Zaloguj się aby komentować
Katowickie nieużytki w klimacie mud runner/snow runner, trochę przeschło było więcej błocka jeszcze dobę temu.
@ImeNs mówisz masz
#offroad #katowice #hobby




Zaloguj się aby komentować
#tikutak #zegarki #zainteresowania #ciekawostki #hobby #gruparatowaniapoziomu
Dziś miał być dalszy ciąg wpisów dotyczących 1. Moskiewskiej Fabryki Zegarków, czyli Poljota. Miałem pokazać kilka zwykłych zegarków, którym robiłem remont, a może omówić automaty. Będzie natomiast mały offtop. Posłuchajcie....
"Mir", czyli "Pokój". To słowo ma też w języku rosyjskim drugie znaczenie - "Świat".
W 1965 r. mój tatko, będąc we wojsku, kupił używany zegarek. Kupił, bo poprzedni ktoś mu ukradł. Zegarek był z nim na poligonie, kilka razy zamoczył się podczas nieregulaminowych wyjść na kołobrzeską dziką plażę (dawno, dawno temu pokazywał mi, przez którą dziurę w płocie przeskakiwali), poszli później do cywila...Ja pamiętam go z dzieciństwa, na zjedzonym skórzanym pasku i z tą burą tarczą, jak jeździł z tatą na traktorze. Pamiętam, jak siedziałem w kuchni i czytałem, a tata wrócił do domu, taki milczący. Odpiął zegarek i schował go do kredensu. Umarła wtedy jego mama, a moja babcia; pół roku wcześniej pochowaliśmy dziadka. Miałem wtedy 11 lat.
W opowiadanych tutaj historiach pojawiała się informacja, że gdy podczas II WŚ front podchodził pod Moskwę, wszystkie zakłady produkcyjne, które dało się rozebrać i ewakuować, wyjechały w oddalone miejsca. 1. Moskiewska FZ, czyli "Kirow", a późniejszy "Poljot", wyjechała za Ural do Złatoustu (nazwa miasta pochodzi od św. Jana Chryzostoma "Złotoustego"; stamtąd pochodził znany szachista, Anatolij Karpow). Po wojnie produkowano tam kieszonkowe zegarki "Złatoustowskie".
2. Moskiewska FZ (późniejsza "Sława") pojechała do Czystopola, gdzie dała początek przyszłemu zakładowi produkcji zegarków marki "Wostok", ale to długa historia i na inną okazję. Skracając, to właśnie tam mniej więcej do 1961 r. był produkowany m in. "Mir".
Mechanicznie to "wół roboczy" - ma robić swoje. W prostej linii pochodzi od projektu Ferdynanda Lipmana (1918 rok!), który Związek Radziecki zakupił do wdrożenia u siebie do produkcji w 2 połowie lat 30-tych. To były zegarki z wyższej półki, produkowane dla masowego odbiorcy, jako przedmiot użytku codziennego, narzędzie traktowane wyłącznie utylitarnie. Koniec lat 50-tych i początek 60-tych to czas, gdy do wykończenia przywiązywano dużą dbałość; koperty złocono warstwą 20 mikronów, mechanizm ma włos Bregueta i system przeciwwstrząsowy, na krawędziach mostków widać polerowane fazowania, polerowane są też główki śrub. Całość ma być estetyczna, choć mechanizmu w zamkniętej kopercie nikt przecież nie ogląda.
Cóż, swoje od życia zebrał. Czasem stawał, trudno było go nakręcać, bo wytarta koronka była trudna w obsłudze, a poharatana koperta i głębokie zadrapania nasuwały skojarzenia ze starym kocurem, który w walkach otrzymał niejedną ranę. Urodą, jednym słowem, nie grzeszył. Jakieś 25 lat temu zupełnie odmówił posłuszeństwa (mój brat w ramach testów usiłował uruchomić swojego Wostoka, używając tego tutaj jako dawcę części). Jako swoją pierwszą naprawę w 2019 r. rozłożyłem mechanizm na części, wymyłem, a tony brudu, jakie wygarnąłem z werku, to jest temat na oddzielną opowieść. O dziwo, udało się odnaleźć i skompletować 100% zawartości oryginału - należało tylko poprawić paletę kotwicy, która uległa zniszczeniu. Do wymiany poszła koronka, bo była zwyczajnie zużyta. Największym zdziwieniem był kolor tarczy, jaki pojawił się, podczas mycia. Niby wiedziałem, jak to powinno wyglądać, ale pierwszy raz w życiu zobaczyłem ją w takiej postaci. Nie jest idealnie: została czarna kropa koło godziny 9, przy 6 farba jest zjedzona do gołej blachy, przy indeksach jest sporo patyny....Znikające napisy to przypadłość tej marki, ten typ po prostu tak ma. Powyżej wskazówek powinien być czerwony napis "Mir", poniżej zachowały się ledwo - ledwo widoczne "18 kamieni, przeciwwstrząsowy". Mam cyferblat w lepszym stanie, ale nie chciałem go zmieniać - niech już taki sobie będzie. Koperta, wysłana do renowacji, pozostawia sporo do życzenia. Niby odnowione złocenie, ale głębokie szramy zostały niedostatecznie spolerowane. Zżymałem się na fuszerkę, ale potem pomyślałem: facet bez blizny to nie facet. Naoliwiłem (nawet przeoliwiłem!), poskładałem - ruszył, i to bez marudzenia (to było kolejne zdziwienie: tak jakby on sam chciał pracować; zupełnie nieźle, jak na 60-letniego staruszka). Wystarczyło wypolerować indeksy i wskazówki, wyregulować, przepolerować kopertę i założyć nowy pasek. Kosztował mnie kupę pracy i czasu, ale było warto ze względów sentymentalnych. Tata dostał go po odnowieniu w prezencie na 75 urodziny. Nie wiedziałem o tym, ale wtedy miał przed sobą jeszcze 3,5 roku życia.
Tatko zmarł równo rok temu na raka. Wyjątkowo bolesna śmierć, pomimo wcześniejszego leczenia przerzuty z płuc i opłucnej poszły na żebra i kręgosłup, słabo działały środki przeciwbólowe. Pojawiły się niedowłady nóg, strajkowały nerki, były stany zapalne i problemy z oddychaniem. Rano dawałem mu opioidy, zastrzyk sterydów, podłączałem kroplówkę, byle szybko, bo bardzo cierpiał. Zapadał w ciężki, narkotyczny sen na kilka godzin, a ja siadałem przy nim, pilnowałem tempa kroplówki, wenflonu, respiratora i żeby zająć czymś głowę - pisałem o zegarkach. Cóż, zegarki to czas, czas to historia....
No i tak to było. Przedstawiam Państwu: oto Mir, czyli Pokój, starszy brat Wostoka z tej samej Czystopolskiej Fabryki Zegarków Zdjęcia poniżej przed i po mojej pracy.



Zaloguj się aby komentować
Cześć!
W końcu po intensywnych tygodniach, w trakcie których siadałem tylko na moment do T34, znalazłem czas na użycie po raz pierwszy aerografu.
Cała praca wykonana do momentu położenia pierwszej warstwy koloru to było piłowanie plastiku, wypełnianie dziur, szlifowanie oraz na koniec próba uzyskania na wieżyczce czołgu faktury 'odlewu' stali. Myślałem o spawach, ale chciałem już malować. Za mały i zbyt tani model, będzie jeszcze okazja się pobawić na innych
Faktycznie stary model miał sporo ubytków, złe spasowanie, brakujące elementy, ale sprawia mi dużo radości.
Farba wyszła chyba odrobinę zbyt jasna, nie mam konkretnego koloru do malowania radzieckich czołgów, ale nie słynęli oni z precyzyjnego malowania
Farby Vallejo, rozcienczane wodą 1:1.
Farby Light Green, Black, White w proporcjach 7
Kolejne etapy: lekkie przetarcie powierzchni, nałożenie lekko ciemniejszego zielonego, próba wymyślenia jak namalować ładnie 102 i jak odcisnąć ręce i łapę, zmontowanie całego czołgu, oraz weathering.
#klejemifarba #hobby #modelarstwo





@Arxr Do mnie nigdy nie trafiała metoda tej całej modulacji, bo po pierwsze jestem leniwy i nie chciało mi się mieszać kolorów, po drugie wyglądało mi to sztucznie a po trzecie nie znam się na kolorach na tyle, żeby jakoś to wyglądało xD Dlatego kiedy przypadkiem zauważyłem, że jak opierdzielę czołg w całości na czarno, potem z góry strzelę białą farbą, a na koniec dam z umiarem bazę to wychodzi fajny i realistyczny efekt cieniowania - zacząłem robić tylko tak. Polecam tę metodę, chociaż przy kamuflażach sprawdza się tak se

Zaloguj się aby komentować
005/xxx
Wszystkie wcześniej prezentowane maszyny były niemieckiej marki Siku. Ale nie tym razem!
Dziś o harvsterze Komatsu japońskiej marki Takara Tomy.
Model jest dość szczegółowy i ma coś, czego poprzednio prezentowany JD - przegub. Daje to dużo więcej możliwości ustawienia traktorka. Do maszyny dostajemy trzy kłody, które są lepsze od SIKU, bo można łączyć je w dłużyce.
No to teraz minusy. Głowica jest mało szczegółowa i słabo trzyma drewno. Od razu rzuca się w oczy. Jednak to nie jest najgorsze. Do maszyny dostajemy zestaw naklejek, by móc upiększyć maszynę. Pomijając to, że słabo się trzymają, bo trzeba przykleić je do nierównej powierzchni, zawsze miałem dwie lewe ręce do takiej zabawy i wychodziło mi to krzywo.
Podsumowując, traktorek dostaje ocenę 8/10.
Historia zakupu nie jest zbyt ciekawa. Udało mi się go znaleźć przekopując tony śmieci na aliexpress.
Kosztował 30 zł, szedł około dwóch tygodni. Tyle.
A, i obecnie zdrożał około 20 zł. Boli mnie to. Dlaczego? Bo jest do niego ciężarówka izusu z drewnem, ona również poszła do góry xd Jak stanieje to kupię xd
#hobby #kolekcje #traktorki

@Airbag kupuj w JP
Na plazajapan wydałem już z 2tys i zawsze byłem zadowolony.
Srednio model takara Tommy to 2-3 euro
https://www.plazajapan.com/search-results/?q=Isuzu
Twoje isuzu
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry,
Nadszedł czas by się wziąć za obfocenie modelu I-153 Czajka którego jakiś czas temu pokazywałem na etapie budowy. Jest to model w skali 1:72 od ICM (przepak Revella). I taka ciekawostka czajka to po rosyjsku mewa, a nawiązuje to do ukształtowania górnego płata. Płat taki zwany jest inaczej płatem Puławskiego od nazwiska polskiego konstruktora, który płat taki opatentował.
Zapraszam do oglądania, a może i pioruna można?
#modelarskarzeznia #modelarstwo #lotnictwo #hobby





Zaloguj się aby komentować
Za 5 minut mam samolot do Londynu, potem Doha i Abu Dhabi. Dwa tygodnie delegacji a raczej odpoczynku bo po tym co się w tej firmie odpierdala mam zamiar dać z siebie cały 1%. Mimo późnego lotu wstałem o 6 rano żeby przejechać 180km w jedną stronę po trzy maszyny do szycia...
#pracbaza #praca #hobby #kolekcje
Zaloguj się aby komentować
Help! Mam kwiatka dodniczkowego pieniążka - wychodzą mu jakieś brązowe plamki ok 1mm i odpadają liście. Jeszcze żyje ale jest już coraz gorzej. Jak z tym zawalczyć, ci to szkodnik?
Pic rel
#kwiaty #hobby #kiciochpyta #kwiatydoniczkowe




Zaloguj się aby komentować
#tikutak #hobby #zainteresowania #ciekawostki #zegarki #gruparatowaniapoziomu
Poljot ”Szturmanskie”.
Idąc w dalszym ciagu tropem Pierwszej Moskiewskiej Fabryki Zegarków im. Kirowa i późniejszego Poljota, dziś prezentuję dość ciekawy obiekt, jakim jest chronograf tejże produkcji, przeznaczony dla pilotów.
Łatwo określić, czym jest chronograf: to po prostu rozbudowany stoper, albo też sekundnik, o wysokiej precyzji. Czasomierz wyposażony w taką funkcję pokazuje z dużą dokładnością pewien określony zakres wskazań, może też mieć dodatkowe zastosowania, przeznaczone do użycia w konkretnym celu. Gorzej jest mi przetłumaczyć nazwę „Szturmanskie”. Jedna z wersji, jaką znalazłem, brzmi: nawigatorski. Ale to aż się prosi o powiązanie ze szturmem, atakiem, zdobywaniem! K.O.Borchardt w powieści „Znaczy kapitan” wspomina o naszywce ze szturmańskimi kotwiczkami, która była przywilejem oficerów nawigacyjnych marynarki. Był to relikt z marynarki wojskowej, z czasów, kiedy obcy statek zdobywało się abordażem, w walce wręcz. Szturmować falę, to ustawiać jednostkę pływającą odpowiednio do kierunku wiatru i pchanej przezeń wody. Ale gdzie marynarka, a gdzie lotnictwo?
Więc dalej: w ZSRR „szturmanem” nieregulaminowo nazywało się drugiego pilota samolotu. Ciepło, ciepło. Z lektury wspomnień wojennych wiem, że zajmował się on wyliczaniem kursu na podstawie wskazań przyrządów pomiarowych i naziemnych punktów orientacyjnych (a nierzadko również na podstawie gwiazd) oraz długości trwania odcinków lotu. Pilnował również zużycia paliwa, odnosząc je do czasu lotu i przebytego dystansu, aby było możliwe zarówno osiągnięcie strategicznego celu, jak i powrót do bazy. Każdy lotnik czasu wojny był wyposażony w zegarek, a kontrakty na ich dostawę (zegarków, nie lotników
Nieco historii: w 1974 r. szwajcarska fabryka Valjoux zaprzestała produkcji swojego mechanizmu chronografu 7734. Wkrótce linię produkcyjną wraz z prawami własności, częściami i narzędziami zakupił Związek Radziecki. Mechanizm rozwinięto i udoskonalono, dokonując szeregu istotnych zmian. Przykładowo, zwiększyła się ilość kamieni (z 18 do 21), zwiększono dokładność wskazań przez zastosowanie wyższej częstotliwości wahań balansu oraz lepszych łożysk w module chronografu (podczas późniejszej produkcji dokonano zmian materiału kół zębatych chronografu, aby poprawić dokładność wskazań niezależnie od wahań temperatury), zmniejszono grubość werku, dołożono własne zabezpieczenie antywstrząsowe. Finalnie powstał mechanizm 3133 i jego pochodne, później również oznaczany jako P3133 (litera „P” od nazwy fabryki – Poljot).
Na zdjęciach widać, że pod względem mechanicznym stopień skomplikowania przekładni jest o niebo wyższy, niż w dotychczas prezentowanych konstrukcjach. Produkowano je do kilku zegarków. Najpierw był właśnie „Szturmanskie” i jego bliźniak „Okean”, „Strieła” (jeden z „kosmicznych” zegarków, wspominałem o nim w poprzednich wpisach) - chronografy przeznaczone dla oficerów lotnictwa i marynarki. Nie były dostępne w handlu, a wyłącznie w służbach mundurowych. Występowały w limitowanej ilości i były poddawane dodatkowym testom jakości, narzuconym przez armię. Doszło nawet do tego, że w niektórych z nich, tak jak w przypadku mojego, brak wyraźnie podanej marki: na cyferblacie jest tylko symbol wojsk lotniczych i tyle (nazwa „Szturmanskie” była wybita na deklu). Potem pojawił się „Buran” i cywilny „Poljot”, już z napisem na tarczy. Pisałem już o tym, że wszystkie czasomierze z Pierwszej Moskiewskiej nazywały się po 1961 r. „Poljot” - wszystkie, poza eksportowymi i wojskowymi markami, tu jest właśnie widoczny ten wyjątek. Po upadku Związku Radzieckiego były jeszcze inne dziwadła – noworusy jak np. Pilot, Aviator, Junkers, Zeppelin czy reedycje „starego” Szturmana i Okeana, fabrykowane przez spadkobierców do 2011 roku, kiedy to produkcja całkowicie padła. Można dziś kupić zegarek chiński z mechanizmem Valjoux, czyli tym, od którego rozpoczęła się cała historia.
Na rynek włoski z tym samym mechanizmem trafiał Wostok.
Z ciekawostek: Poljot chrono trafiał na wyposażenie polskich pilotów wojskowych. Któryś z zegarków o tym mechanizmie – Poljot czy Okean, nie mam pewności – służył na orbitalnej stacji „Mir” kosmonaucie Walerijowi Poljakowowi, który pobił rekord długości pobytu w przestrzeni kosmicznej, 437 dni i 18 godzin. „Szturmana” miał Japończyk, dziennikarz Akiyama Toyohiro, który jako członek załogi Sojuz TM-11 był pierwszym komercyjnym pasażerem lotu kosmicznego w 1990 r. (jego stację telewizyjną kosztował ów lot 28 milionów baksów, ale kto bogatemu zabroni?).
Warto zwrócić uwagę na jakość wykonania i powtarzający się schemat: dobra zachodnia baza + armia jako siła sprawcza, w ruskim militarnym państwie wcale nie tak rzadki. Zegarek pracuje w klasie chronometru, czyli z dokładnością -10/+40 s/dobę, z uwzględnieniem możliwych skoków temperatury w szerokim zakresie i wpływu tego zjawiska na dokładność chodu. Koperta ze stali nierdzewnej ze szlifem promiennym, wersje cywilne miały kopertę i przyciski chromowane, ew. złocone. Również stalowe są przyciski (górny uruchamia centralną wskazówkę chronografu i zatrzymuje ją, dolny - kasuje wskazania) i koronki. No właśnie, koronki, bo są dwie, po obu stronach koperty. Prawa służy do nakręcania i regulacji czasu, lewa ustawia wewnętrzny pierścień wokół tarczy. To dodatkowa funkcja, dzięki której można sobie przyjąć początek jakiegoś okresu, aby móc odczytywać na bieżąco wskazania zarówno aktualnego czasu, jak też czasu akcji. Indeksy, wskazówki i początkowy znacznik wewnętrznej tarczy są widoczne w ciemności. Data na godzinie 6.00, lewa tarcza to zwykły sekundnik, centralna wskazówka to sekundnik chronografu, minuty są zliczane na prawej małej tarczy. Były też wersje z wycechowaną podziałką telemetryczną i ze stop-sekundą. W noworuskich późniejszych wersjach cywilnych bywały rozwinięcia o np. kalendarz księżycowy, wskaźnik dzień-noc, stop-sekundę itp.
Co jeszcze? Swój kupiłem jako niesprawny i sam doprowadziłem do stanu używalności. Po odwiedzeniu 3 zakładów zegarmistrzowskich i wycenach serwisu w granicach 350 - 700 zł, samodzielnie wymieniłem balans z uwalonymi czopami i skorygowałem moduł chronografu. Nie mając doświadczenia w tak skomplikowanych mechanizmach, oddałem mycie i smarowanie w ręce dość znanego majstra, po którym przyszło mi poprawiać robotę. Po różnych szczegółach wykonania datuję zegarek na 1987 rok, ale moim zdaniem wymieniono mu kilka części, posługując się dawcami narządów. Solidny, bardzo trwały, jeden z kilku moich chronografów, które mam nadzieję jeszcze tutaj pokazać.





@Kanciak O właśnie, jak najbardziej nawiązanie do Szturmana. Na lewej tarczy (sekundowej) logo - korona Poljota, u dołu napis "sdjełano w Rossii". Po rozpadzie ZSRR tam była walka o prawa do marki, nazwy, do znaków handlowych między różnymi podmiotami. Jedni wykupili udziały, drudzy odziedziczyli prawa własności, trzeci chcieli korzystać ze spuścizny znanej fabryki i podpiąć się na krzywy ryj. Dość powiedzieć, że w rożnych formach kilkanaście firm nawiązujących do Poljota było zarejestrowanych w Rosji i za granicą. Bodaj najbardziej u nas znaną przed wojną na Ukrainie był MakTime, który do tej pory coś tam niby oferuje, ale ile z tego w rzeczywistości jest osiągalne.....nie wiem.
Zauważ, że w twoim jest 25 kamieni (czyli jeszcze zwiększono ich ilość), datownik na 4.30 oraz wskaźnik 24-godzinny, którego nie było oryginalnie.
Zaloguj się aby komentować
Regał na traktorki w końcu dotarł.
Złapał jedynie dwa tygodnie opóźnienia...
Ale jest!
#traktorki #hobby

Zaloguj się aby komentować