#hobby

56
1748

Lepiej późno niż wcale.

Zapraszam w najbliższy weekend na I Przemyski Konkurs Modeli Kartonowych mający miejsce w Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej w Przemyślu, pl. Berka Joselewicza 1. Modele będzie można oglądać w sobote w godzinach 13-16 oraz w niedzielę 9-13.


#modelarskarzeznia #modelarstwo #rzeszow (dla zasięgu) #hobby

8676678b-2185-4b9c-a34e-f4fc90f7d5a9

Zaloguj się aby komentować

5/150


Cascadia: Kraina Puzzli i Spokoju


Czy zdarza Wam się szukać gry, która jest jednocześnie prosta do nauczenia, piękna dla oka i nie opróżni portfela? Gry, którą można wyciągnąć na stół zarówno w towarzystwie planszówkowych weteranów, jak i osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z tym hobby? Jeśli tak, to mam dla Was idealną propozycję: Cascadia.

Pierwsze Wrażenie: Natura w Pudełku.


Cascadia zaprasza nas do malowniczego regionu Pacyficznego Północno-Zachodniego w Ameryce Północnej. Już od pierwszego spojrzenia na pudełko, ozdobione przepiękną ilustracją autorstwa Beth Sobel, czujemy spokój i bliskość natury. A co najlepsze? Samo pudełko jest niewielkie i zgrabne. W dobie ogromnych pudeł walczących o każdy centymetr na regale, Cascadia jest jak powiew świeżego powietrza. Nie będzie niepotrzebnie zajmować cennego miejsca, a całą zawartość mieści w sposób przemyślany i kompaktowy.


Jak w to się gra? Prościej się nie da!


Jedną z największych zalet Cascadii są jej banalnie proste zasady. W swojej turze gracz robi tylko jedną rzecz: wybiera z dostępnej puli jeden zestaw składający się z kafelka terenu i żetonu zwierzęcia, a następnie dokłada je do swojego rosnącego ekosystemu. Kafelek terenu musimy dołożyć do już istniejących, a żeton zwierzęcia położyć na pasującym do niego terenie. To wszystko. Tłumaczenie zasad nowym graczom zajmuje dosłownie pięć minut.

Sercem gry jest mechanika układania kafelków (ang. "tile-laying"), którą osobiście uwielbiam. Daje ona ogromną satysfakcję płynącą z tworzenia własnej, spójnej i punktującej krainy. Obserwowanie, jak z pojedynczych heksagonalnych płytek powstaje kolorowa mozaika gór, lasów, rzek i prerii, jest niezwykle relaksujące.

Piękno tkwi w szczegółach.


Mimo prostoty zasad, gra oferuje zaskakującą głębię. A to za sprawą kart punktacji dla poszczególnych gatunków zwierząt (łosie, niedźwiedzie, łososie, sokoły i lisy). Przed każdą rozgrywką losujemy po jednej karcie dla każdego gatunku, co całkowicie zmienia sposób, w jaki będziemy chcieli układać nasze żetony. Raz łosie będą punktować za tworzenie długich korytarzy, a innym razem za bycie w parach. To sprawia, że każda partia jest inna i wymaga od nas nowej strategii. Taka regrywalność to ogromny plus!


Co więcej, rozgrywka jest naprawdę szybka. Partia w dwie lub trzy osoby zamyka się zwykle w 30-40 minutach. Nie ma tu długiego oczekiwania na swoją turę, wszystko płynie gładko i dynamicznie. Gra świetnie sprawdza się też w trybie solo, oferując sprytny system do rywalizacji z samym sobą.


Podsumowanie: Czy warto?


Zdecydowanie tak! Cascadia to gra niemal idealna.


  • Łatwe zasady sprawiają, że to świetny tytuł "wejściowy" ("gateway game") dla początkujących.

  • Przyjemna, relaksująca tematyka i piękne wykonanie cieszą oko.

  • Szybka rozgrywka i ogromna regrywalność gwarantują, że gra często będzie wracać na stół.

  • Satysfakcjonujące układanie kafelków daje poczucie tworzenia czegoś własnego.


Niewysoka cena i małe pudełko to argumenty, które trudno zignorować.


Dodałbym od siebie, że Cascadia ma w sobie coś z medytacyjnej układanki. To jedna z tych gier, po której zakończeniu czujemy się po prostu dobrze i mamy ochotę na jeszcze jedną partię. Jeśli szukasz tytułu, który przyniesie Ci wiele spokojnej radości, a jednocześnie stanowi ciekawe wyzwanie logiczne, nie szukaj dalej. Cascadia to strzał w dziesiątkę.


#gryplanszowe #grybezpradu #hobby #boogiecontent


ps. w następnym conietygodniowej recenzji, będzie Destinies. To już ostatnia pozycja z wcześniej "głosowanych", a to znaczy, że po Destinies będzie jakaś ankieta

7b6bd07f-df28-4839-88e4-d4d823a0c8ba
53a696a0-7986-48e8-ab4c-059aeb006638
1dab169a-bc19-4f6a-8a5e-bdf17f9ad163

Co do tego piękna, to ja mam odmienne zdanie. Gra bardzo fajna, ale dla mnie jest strasznie brzydka - mowa tu o kafelkach. Ostatnio już wolę zagrać w Calico albo Doniczki, bo tutaj odrzuca mnie aspekt wizualny

Zaloguj się aby komentować

#malowaniefigurek #hobby

Za⁎⁎⁎⁎sty jest ten airbrush.

Żałuję, ze "żałowałem" na początku £60 i zamiast niego kupiłem tanie gowno ładowane na usb, do tego bez dual action. Kupiłem 2 razy, bo pierwsze sie zjebało po kilku użyciach, ale myślałem, ze to kwestia tego ze obsługiwać sie tym nie potrafię i tego czyscic. W sumie na te poprzednie wydałem ok. £50, wiec praktycznie tyle ile na ten z kompresorem a wszystko przez obawę, ze zjebie przez nieumiejętność obsługi.

cb3ed238-17f6-4f8f-85b2-27343227ed93

Zaloguj się aby komentować

#malowaniefigurek #hobby


Planowalem sobie pograć w BG3 , ale chyba mam bardziej nastrój na pędzel i farbki. Lecimy z tematem


To moje 3. Podejście do tego illithida. Pierwszy raz bylo krótko po tym jak kupiłem drukarkę i zacząłem malować i mnie to przerosło, drugi raz krótko przed tym jak sie przeprowadzałem i wydruk sie połamał. Mam nadzieję że teraz sie uda xP

d9c9d70a-d6f0-4216-922a-aee8ca3254e9

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

@winiucho W sumie ciekaw jestem, czy by chciała na takie coś pójść... Ale mieszka za granicą, a poza tym obiecałem, że się nie będę do niej odzywał, bo sama nie chciała.

Zaloguj się aby komentować

U dziewczyn całkiem dobrze się dzieje.

Przebrzmiała już chwała rzepaków, a mendy noszą na potęgę masę żółtego pyłku. Jak to, jak to? Skąd to, czyżby jeszcze gdzieś znalazły resztkę jakiegoś późnego, który wykorzystują?

-Oho! - rzekłem sobie. - Coś mi się wydaje, że komuś tu zakwitła wczesna gorczyca...

No, chyba że to akacja, ale w mojej okolicy niezbyt wiele jej rośnie, a w tym roku kwitnie wyjątkowo podle. W sąsiedztwie bywa siana gorczyca biała, sam zresztą przeznaczam niewielkie poletko pod tą roślinę, żeby załatać dziurę w pożytkach. Kwitnący łan gorczycy pachnie wspaniale, ciężko, korzennie, piernikowo, i daje przede wszystkim pyłek. Do maliny jeszcze trochę, do lipy jeszcze dalej, a pszczoły muszą mieć zajęcie oraz pokarm węglowodanowy i białkowy, żeby rodzina rozwijała się optymalnie.

Od momentu osadzenia roju, zasiliłem go kilkoma plastrami czerwiu z innych rodzin, poza tym poddawałem ramki po odwirowanym miodzie. W tej chwili rodzina obsiada 12 ramek, z czego 5 to czerw, a reszta to zapas pokarmu. Czy to dużo? To zupełnie przyzwoicie. 5 ramek czerwiu oznacza, że stopniowo przybędzie taka "objętość" młodych pszczół, ale najpierw na ich wychowanie zużyje się taką samą ilość miodu i połowę tego pyłku.


Pszczoły składają dojrzały miód u góry ramek i trochę z boku, a poniżej robią wianek z pyłku. Reszta plastra to miejsce na składanie jaj (fot. 1). Właśnie teraz matka osiąga maksimum czerwienia; przy optymalnych warunkach może to być ok. 1300 szt./dobę. Na fot. 2 widać właśnie matkę - piękna, tłusta, dupiasta, dla takiej złożyć jajo to jak splunąć. I co 3 sekundy nowe jajo. I tak przez całą dobę, a potem kolejną i kolejną. Z takiego jaja za 3 tygodnie, pod koniec czerwca, będzie pszczoła. Normalnie w tym czasie kwitnie lipa, a jak będzie w tym roku - wiele zależy od pogody, od wilgotności i ciepła. Młode owady wcale nie ruszają na kwiatki, tylko zajmują się pracami ulowymi. Kiedy już dorosną do przynoszenia nektaru, lipa dawno przekwitnie. W moich warunkach z pożytków będzie jeszcze nawłoć, ale przez upały i suszę w tym okresie najczęściej nie jest wykorzystywana.


#beestory #pszczoly #pszczelarstwo #zainteresowania #hobby #ciekawostki

36887f65-e5fe-4281-a6a6-a20a9c705d6e
b5e59c4c-1e8c-4661-8afa-c177397898e1

Zaloguj się aby komentować

Za oknem Księżyca przybywa - a u mnie na warsztacie, pomiędzy zamówieniami na skrzynkowe różności, przybywa i księżyców, i sówek


Poniżej fragment wieczka skrzynki-książki jeszcze przed nałożeniem detali wypukłych. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, około weekendu całość będzie już w pełni ozdobiona i gotowa do sesji zdjęciowej - ale póki co, muszę pomedytować, jaki wzór narożników będzie tu najlepiej pasował


Więcej moich szpargałów twórczych tradycyjnie na #apaturiart


#rekodzielo #handmade #diy #tworczoscwlasna #hobby #sowy #ksiezyc #magia

971008a6-ef81-42ed-9ded-015d68b36795

Zaloguj się aby komentować

Potrzebuje porady w temacie #taniec

Cale życie unikałem jak ognia, ale moja narzeczona bardzo to lubi, wiem ze mi tego nie powie ale wydaje mi się że nas to oddala i chciałem coś zrobić żeby się przełamać, nauczyć i przynajmniej próbować czasem tak spędzać z nią czas.


Czy ktoś ma tu doświadczenie w temacie tańca? Od czego zacząć? Czy szukać szkoły tańca, ewentualnie jakiego tańca, czy może jakieś zajęcia dla par, czy mam sam iść pokryjomu się uczyć?


Doradźcie coś.


#porady #hobby

dildo-vaggins userbar

Idź z różową, szczerze polecam Lindy Hop. Ale odpuść sobie salsę bachate i latino jak nie tańczyłeś wcześniej.

@dildo-vaggins ja wiem, że napisałeś że kompletnie nie czujesz tańca, ale może spróbuj się zainteresować Lindy hop - taniec jazzowy z lat 20, dla mnie osobiście jest bombowy :p

Zaloguj się aby komentować

Łąki Łan to straszne #piekloperfekcjonistow na półce. Armanda mogłaby pasować do ŁąkiŁandy gdyby było na półce "do góry nogami" i jeszcze tył na przód, więc kompletna katastrofa. Ale wtedy wjeżdża nam jeszcze Syntonia która ponownie zaburza układ.

Obecny stan ratują tylko te gwiazdki na górze, ale i tak są krzywo.


#lakilan #plytycd #hobby #muzyka

2d8c2b66-80c7-418f-b9c5-f6f03704814d

Zaloguj się aby komentować

Szukałem w "Pobranych" specyfikacji falownika (nie mam tego modelu, ale i tak liczyłem, że specyfikację kiedyś ściągałem) i zacząłem sprawdzać pdfy. Znalazłem m.in.:


  1. Bezpieczeństwo Jądrowe i Ochrona Radiologiczna - Biuletyn Informacyjny Państwowej Agencji Atomistyki Nr 2 (50)/2002

  2. Bilans finansowy Polskiego Związku Badmintona

  3. Napęd jądrowych okrętów wojennych - Postępy Techniki Wojennej wol. 64 z. 4 2019

  4. Mapę realizacji dróg krajowych - stan na 23.12.2024 r.

  5. Raport nr PKBWK/1/2013 Państwowej Komisji Badania Wypadków Kolejowych (Szczekociny)

  6. Urzędowy wykaz polskich nazw geograficznych świata

  7. Badania lotu przeciwpancernego pocisku kierowanego Pirat z funkcją "top attack" - Problemy Mechatroniki Uzbrojenie, Lotnictwo, Inżynieria Bezpieczeństwa

  8. Raport katastrofy Embraera ERJ 190-100 IGW z Ministerstwa Transportu Republiki Kazachstanu (po rusku)


[tylko 5 fotek wchodzi]


Mam chyba za dużo wolnego czasu...

#zainteresowania ? #hobby ? #niewiemjaktootagowac #sprzatanie ?

edad645b-a178-4f78-bff8-96b7f55ea376
c234d249-8aff-4a23-8c34-f18f8a0111d4
e9774b51-5d89-420f-a717-a018c6c8eae7
8dc4ccc2-4a2d-48b4-b04c-48f4c5a0193e
70c91519-165d-4b67-adc0-924918cbfeba

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Dziewczyny mają się dobrze, tutaj zdjęcia z następnego dnia po osadzeniu roju w ulu. Ul + rodzina (czyli pszczoły w różnym wieku oraz czerw) to pień. Ta stara nazwa, jak pewnie się domyślacie, pochodzi z dawnych czasów, kiedy to pomieszczeniem dla pszczół był faktycznie wydrążony pień drzewa. W zależności od tego, czy wykonywano je (czyli dziano) w żywym, rosnącym drzewie, czy w ściętym, miały swoje specyficzne nazwy. Najbardziej znana to "barć". A przecież "barta, barda" to starosłowiańska nazwa siekiery. Co pochodzi od czego, czy barć od barty, czy na odwrót - nie mam pojęcia; słownik Glogera wskazuje na aryjskie pochodzenie wyrazu i przypuszcza, że to dzień barci dziano bartą Zrozumiałe?


Na fot. 1 #trypofobia widać, że poddane wieczorem ramki z węzą zostały prawie w całości odciągnięte, tzn. pszczoły odbudowały na niej komórki plastra. To ważna informacja: coś takiego jest podejmowane wyłącznie w obecności matki i przy sprzyjających warunkach, gdy dopisuje siła rodziny, pogoda i pożytek. Komunikat jest jasny - "wszystko OK, wkrótce pojawią się jaja".

Osadzając rój, dodałem z innej rodziny kilka plastrów z czerwiem (fot. 2). Uniknę w ten sposób przerwy w czerwieniu, bo minie jeszcze dzień, zanim matka zacznie czerwić, a potem trzy tygodnie do pojawienia się młodych pszczół. A jak już będą, to początek życia spędzą na pracach wewnątrz ula. Po pyłek i nektar robotnice wychowane w ten sposób polecą najwcześniej dopiero pod koniec czerwca, może zdążą załapać się na kwitnienie lipy. Dodając plastry, z których za chwilę wygryzą się pszczoły, zwiększam siłę rodziny i zmieniam jej skład wiekowy w perspektywie najbliższych tygodni.


Gniazdo będę sukcesywnie poszerzał dokładając więcej ramek.


#pszczoły #pszczelarstwo #zainteresowania #hobby #pasieka #beestory

389d3f91-e939-4f0c-bc4f-f8ec19e075d7
c1a40984-888f-4b52-9229-c03a40aaeff7

Zaloguj się aby komentować

OK, to skoro jest ssanie na pszczelarskie historie, to może pora pomyśleć o jakimś tagu #beestory czy coś takiego

Dziś krótko, bo pora późna, a padam na ryj. Domowe obowiązki, do pracy, zabrać mamę ze szpitala, wrócić, zjeść, ogarnąć pszczoły w minimalnym zakresie, no i zrobił się wieczór. Tate, tate, przeczytaj mój wiersz. Dziecku odmówisz...?

No ale nie o tym miało być.


Z pszczołami mam czytelny układ: pracujemy razem, razem korzystamy z dorobku (czytaj: miodu) i obie strony są jak dotychczas zadowolone.

Parę lat temu, ciepłą wiosną, miałem potrzebę dokupić pszczół. Potrzebowałem zasilić jedną słabszą rodzinę, a nie chciałem uszczuplać żadnej z już posiadanych. Błysnęło właśnie kwietniowe słońce, wymarzone ciepło rozlało się nad światem, zatem: OLX, jeden telefon, sprzęt do bagażnika - i jadę w nieznane.


Zawiodło mnie do jakiegoś dziadka, boczną dróżką na skraj wioseczki, pod lasek. Miejsce zaciszne, osłonięte, na toczku nastawiane uli do licha i ciut. Od słowa do słowa, bo ze starszą osobą to nie tak hop, siup - biorę, płacę i "do widzenia". Ze starszą osobą to trzeba porozmawiać, opowiedzieć, zapytać, czy wierzba tu mocno kwitnie, bo u nas, to panie, jak na lekarstwo, a co było, to śnieg spadł, przymrozek zniszczył....I delikatnie wylegitymować się. Uwiarygodnić swoją umiejętność.


Bo dziadek przychylniej spojrzy, jeśli jego pszczoły idą do kogoś, kto czuje temat. A więc nie zniszczyć, nie zaszkodzić, nie zabić choćby przypadkiem przez nieuwagę. Tu na nieuwagę nie ma miejsca. Każde jedno takie małe stworzenie to jest jedno życie, które zostało pod twoją opiekę powierzone. I to życie wartościowe, może wcale nie gorsze niż twoje, choć takie maleńkie. Obchodzić się zdecydowanie, pewnie i ostrożnie, z troską. U nas w domu zawsze mówiło się do zwierząt, każde miało swój charakter, różniło się od innych - z czasem zauważyłem, że do pszczół też gadam, jak do psa czy kota. Że pies nie rozumie? Rozumie, po swojemu, po psiemu - ale rozumie. Pszczoły też rozumieją. Nie słowa, tylko emocje, bo uczucia to są hormony, które krążą w twojej krwi, wydostają się porami skóry, w oddechu, a co jak co, ale węch to te mendy mają. I tak przy przeglądzie nawzajem się uspokajamy - ja je, a one mnie....


-Do obory!!! - mruczy dziadek, zmiatając ociągające się owady ze ścianek ula do środka gniazda.


Aha. Czyli to nie tylko ja tak mam


Małe, szare, wibrujące rodzynki po chwili wahania, jak zaczarowane, posłusznie ciekną na swoje miejsce, tam gdzie ciemniej i gdzie mocniej czuć feromony matki.


Ależ miał facet skilla. Ja, po swoich ładnych paru latach pszczelarzenia, to i owo potrafię, ale pod jego ręką to wyglądało jak zaczarowane - niby nic takiego szczególnego nie robił, ale wrażenie było takie, jakby owczarek zapędzał stado do zagrody.


-A wiesz pan, ile ja mam lat? - pyta dziadek z błyskiem w oku.

Zastanowiłem się. Z wyglądu gdzieś w wieku mojego taty, ale sprawny, pracujący fizycznie....

-75 - strzelam.

-ŁO-SIEM-DZIE-SIUNT JE-DEN!!! - oznajmia dziadek tryumfalnie. - Aaale panie, zdrowie jusz nie to. 100 uli, to już nie na moje siły....


Zachłysnąłem się.

-Panie kochany, daj Boże, żebym w pańskim wieku miał tyle zdrowia i siły, żeby połowie tego dać radę! - powiedziałem z serca.


Wyjechałem stamtąd ze swoją uczciwie opłaconą zdobyczą, kilkoma ramkami z czerwiem, oblepionymi szarą masą robotnic.


Rok czy dwa później, w poszukiwaniu kosiarki, zapuściłem się w tamte okolice. Pan Edward w dalszym ciągu gospodarzył w pasiece, robiąc to, co całe życie lubił robić. Wśród pszczelarzy jest duży odsetek ludzi starszych, a mimo to sprawnych, aktywnych fizycznie i zawodowo - tak tylko zauważam


#pszczoly #pszczelarstwo #zainteresowania #hobby #pasieka


Wołam @HolQ , chciałeś, to masz i czytaj.

Potrzebowałem zasilić jedną słabszą rodzinę, a nie chciałem uszczuplać żadnej z już posiadanych

To można je tak sobie "przekładać" z rodziny do rodziny? Nie zostaną potraktowane jako intruzi ?

@HolQ i tak, i nie. Normalnie, u pszczół zachodzi zjawisko trofalaksji, czyli dzielenia się pokarmem. Nektar przyniesiony z kwiatka w wolu pszczoła przekazuje z dzióbka do dzióbka innej pszczole. I tak kilka razy, po drodze ginie z niego część wody. Na końcu trafia on do komórek plastra, gdzie w dalszym ciągu odparowuje. Podczas tego wzajemnego karmienia się, przekazywane są feromony mateczne, czyli substancje wydzielane wyłącznie przez jednego osobnika - matkę pszczelą, które scalają rodzinę. Pszczoły wiedzą, które są "swoje" (bo pachną tak samo) a które "obce".

Więc wystarczy odłączyć część pszczół bez matki, przetrzymać je trochę w izolacji, żeby poczuły jej brak, i wtedy można je dołączyć do innych. Czerw nie ma zapachu i daje się przekładać bez ograniczeń, w ten sposób można regulować siłę rodziny (ująć najmocniejszym, dodać najsłabszym itp.).

Zaloguj się aby komentować

Kilka spraw, zanim będzie recenzja:


4/150 <- zredukuję ilość tylko do tytułów wartych opisania (np. warcabów czy szachów raczej nie będę recenzował :P)


Ankieta: czy robić ankietę z przypadkowymi grami z mojej kolekcji pod każdym tekstem, czy raz ja jakiś czas i tylko pisać o kolejnych tytułach jak już opiszę wszystkie (zgodnie z kolejnością z ankiety)?


Ojciec Chrzestny: Imperium Corleone – czyli jak zostać Alem Pacino w godzinę (no, może dwie)

Czołem, mafiosi i mafioski! Dziś na warsztat bierzemy grę, która pozwoli Wam poczuć się jak głowa jednej z Pięciu Rodzin – mowa oczywiście o "The Godfather: Corleone's Empire". Jeśli na dźwięk słów "propozycja nie do odrzucenia" dostajecie gęsiej skórki (z ekscytacji, rzecz jasna!), a Waszym ulubionym filmem jest ten, w którym Marlon Brando mamrocze o szacunku, to dobrze trafiliście. Zapnijcie pasy, bo jedziemy do Nowego Jorku lat 40. i 50. ubiegłego wieku!

Co w pudełku piszczy, czyli "zostaw broń, weź cannoli"... i te wszystkie figurki!

Otwierając to słusznych rozmiarów pudło, od razu czuć klimat. Wydawca, Portal Games (w Polsce), nie oszczędzał na jakości. Co znajdziemy w środku?


  • Plansza Nowego Jorku: Solidna, klimatyczna, podzielona na dzielnice, o które będziemy toczyć boje. Wygląda tak, że aż chce się na niej rozkładać swoje interesy.

  • Figurki członków rodziny i gangsterów: I to jakie! Plastikowe, ale szczegółowe. Każda rodzina ma swoje unikalne pionki "Donów" i "Konsylierów", a do tego całą armię "Mięśniaków" (Thugs) i "Rodziny" (Family Members). Serio, wyglądają jak miniaturowi twardziele gotowi do brudnej roboty. Jest nawet figurka konia... tfu, znaczy się, znacznik pierwszego gracza w kształcie głowy konia. Subtelne, prawda?

  • Metalowe walizki: Tak, dobrze czytacie! Zamiast nudnych żetonów pieniędzy mamy tu małe, metalowe walizeczki. Brzęczą tak przyjemnie, że od razu człowiek czuje się bogatszy (i bardziej podejrzany).

  • Karty: Cała masa! Mamy karty haraczu (Ally cards), karty zadań (Job cards) i karty specjalnych akcji. Wszystkie klimatycznie zilustrowane.

  • Żetony kontroli terytoriów, biznesów i wiele innych: Wszystko, co potrzebne do przejęcia miasta.

  • Woreczek na gangsterów: Bo jak inaczej rekrutować nowych "pracowników"?

  • Instrukcja: Jasna i przejrzysta, choć jak to w grach Erica M. Langa, trochę zasad do przyswojenia jest.


Powiem Wam, że samo wypakowywanie tego dobra to już frajda. Czuć, że to produkt premium.

O co w tym całym zamieszaniu chodzi? "To nic osobistego, Sonny. To czysty biznes."


W "The Godfather: Corleone's Empire" wcielamy się w jedną z rodzin mafijnych walczących o wpływy i pieniądze w Nowym Jorku. Cel jest prosty: na koniec gry mieć najwięcej kasy w swoich (metalowych) walizkach. Jak to osiągnąć? No cóż, na pewno nie sprzedając lemoniady.

Będziemy wysyłać naszych gangsterów do różnych dzielnic, żeby przejmować kontrolę nad biznesami (legalnymi i tymi mniej), wymuszać haracze, wykonywać zlecenia (czasem krwawe) i ogólnie pokazywać, kto tu rządzi. Gra toczy się przez cztery akty (rozdziały), a każdy akt to kilka rund, w których będziemy zagrywać karty, wykonywać akcje i, co najważniejsze, zbierać łupy.

Kluczowe jest tutaj mądre zarządzanie swoimi ludźmi i pieniędzmi. Trzeba wiedzieć, kiedy zainwestować w nowy biznes, kiedy wysłać "chłopaków" po haracz, a kiedy pozbyć się konkurencji (tak, tak, można "wysadzać" biznesy rywali, a nawet posyłać ich gangsterów na dno rzeki Hudson – oczywiście w przenośni... chyba).


Główne mechaniki, czyli jak to działa pod maską


  • Worker Placement (Rozmieszczanie Robotników): Podstawa gry. Wysyłamy naszych członków rodziny i mięśniaków na planszę, by zajmowali pola akcji i przynosili nam korzyści. Im silniejsza postać (Don > Konsyliere > Mięśniak), tym lepsze efekty, ale też większe ryzyko.

  • Area Control (Kontrola Terytoriów): Walczymy o dominację w poszczególnych dzielnicach. Kto ma więcej "wpływów" (czytaj: gangsterów) na danym terenie, ten zgarnia profity z tamtejszych biznesów. Proste i brutalne.

  • Hand Management (Zarządzanie Ręką Kart): Karty zadań i haraczu dają nam cele do zrealizowania i potężne jednorazowe efekty. Trzeba mądrze wybierać, które zagrać i kiedy, bo ich liczba jest ograniczona.

  • Set Collection (Zbieranie Zestawów): Niektóre karty zadań punktują za zebranie odpowiednich zestawów symboli z kontrolowanych biznesów.

  • Take That (Element Negatywnej Interakcji): Oj tak, jest tego sporo! Możemy podkładać sobie bomby, eliminować gangsterów przeciwnika z planszy (trafiają do rzeki Hudson, skąd mogą zostać wyłowieni... albo i nie). To gra o mafii, więc uprzejmości nie ma co się spodziewać.


Dla kogo ta impreza? A kto powinien zostać w domu?

"The Godfather: Corleone's Empire" to gra, która spodoba się, jeśli:


  • Kochasz klimat filmów o mafii. Serio, ta gra nim ocieka.

  • Lubisz gry z negatywną interakcją. Tutaj nie ma głaskania się po główkach. Będziecie sobie nawzajem szkodzić i to jest część zabawy.

  • Cenisz połączenie mechanik worker placement i area control. To działa tu naprawdę dobrze.

  • Nie przeszkadza Ci odrobina losowości (dociąg kart, niczym rzuty kością przy niektórych akcjach).

  • Podobają Ci się gry z dużą ilością figurek i ładnymi komponentami.

  • Masz stałą ekipę, która nie obrazi się za kilka "ciosów poniżej pasa" (na planszy, oczywiście!).


Możesz nie być zachwycony/a, jeśli:


  • Preferujesz czyste eurogry, gdzie interakcja jest minimalna, a losowość ograniczona do zera.

  • Nie lubisz, gdy ktoś psuje Twoje starannie zaplanowane akcje.

  • Tematyka mafijna Cię odrzuca.

  • Szukasz bardzo głębokiej, strategicznej rozgrywki na wiele godzin. "Godfather" jest raczej średnio-ciężki i dynamiczny.


Coś podobnego, ale innego? Sugestie Don Corleone

Jeśli "Ojciec Chrzestny" przypadł Ci do gustu, albo szukasz czegoś w podobnym klimacie lub z podobnymi mechanikami, rzuć okiem na:


  • "Blood Rage": Również od Erica M. Langa, również z figurkami i walką o terytoria, ale w klimacie wikingów i mitologii nordyckiej. Bardzo dużo negatywnej interakcji i świetny system draftu kart.

  • "Rising Sun": Kolejna gra Langa, tym razem w feudalnej Japonii. Piękne figurki, sojusze, zdrady i kontrola terytoriów. Bardziej strategiczna i "polityczna" niż "Godfather".

  • "Scythe": Choć klimat zupełnie inny (Europa Wschodnia lat 20. XX wieku z mechami), to też mamy tu worker placement, area control, ulepszanie swojej frakcji i potencjalne konflikty. Mniej bezpośredniej negatywnej interakcji, ale napięcie jest.

  • "Lords of Waterdeep": Klasyczny worker placement w świecie Dungeons & Dragons. Mniej konfrontacyjny, ale równie satysfakcjonujący, jeśli lubisz realizować zadania i zbierać punkty.


Podsumowując: Propozycja nie do odrzucenia!


"The Godfather: Corleone's Empire" to kawał solidnej, klimatycznej gry, która dostarcza mnóstwo frajdy, zwłaszcza jeśli lubicie trochę poszarpać się z innymi graczami. Wykonanie stoi na najwyższym poziomie, a mechaniki są ze sobą dobrze splecione. To nie jest może najcięższy tytuł na rynku, ale dzięki temu jest bardziej przystępny i dynamiczny. Jeśli macie ochotę na wieczór w towarzystwie Dona Corleone i walkę o wpływy w Nowym Jorku, to śmiało – ta gra to propozycja, której trudno odmówić. Tylko pamiętajcie: trzymaj przyjaciół blisko, a wrogów jeszcze bliżej... najlepiej na dnie rzeki.


#gryplanszowe #grybezpradu #hobby

35c84a46-ae14-40ef-a208-6546948d5ac6
6e7df882-64ff-417e-bdda-f2f48130df22
9c220493-8877-4579-aa40-fd52604bc710
90e6a422-6e1f-48a9-aea7-725273de1c43
29cf5ae8-a1c2-4780-95b5-90622627db2a

Ankieta pod każdym tekstem z grami, czy raz na jakiś czas?

8 Głosów

Zaloguj się aby komentować

Kurcze, dziś Światowy Dzień Pszczół, a w mojej pasiece dzieją się rzeczy niestworzone.

Po długim okresie zimna i niepogody właśnie błysnęło słońce. Rzepak kończy kwitnienie, a rodziny są bardzo silne. Jest to okres ich naturalnego podziału, czyli rójek. Jeśli nie zlikwiduje się nastroju rojowego, można ponieść straty.

Wyszedłem popatrzeć na świat, i coś mi brzęczy, coś mi lata...JEST!!! Przyszedł rój!!! Ogromny, mocny, łagodny, grający jak wiejskie wesele. Uwiązał się idealnie (fot. 1), zdjąłem go bez trudu. Po przetrzymaniu przez pewien czas w chłodku, osadzę go w ulu, dając ramki z zaczątkami plastrów, czyli węzą. Rójki mają dużą dynamikę rozwoju, taka rodzinka to skarb. Miałem nie rozwijać pasieki, bo trudno wygospodarować mi czas niezbędny do uczciwego zajęcia się pszczołami, no ale darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby.


Ale ale, czy to aby nie któraś z moich rodzin postanowiła pójść "na swoje"? Jedna z nich wchodziła w nastrój rojowy, tydzień temu zerwałem mateczniki, poszerzyłem gniazdo i wychłodziłem je zwiększając wentylację, ale przez ostatnie dni dużo pszczół przybyło, a zimno i deszcz ograniczyły pożytek...Trzeba zrobić przegląd....


No i tak przeglądam, przeglądam, zrobiłem porządek, aż się zmęczyłem i poszedłem coś zjeść. Po południu ciąg dalszy grzebania.

Przyszedłem w sam raz na moment, kiedy z najsilniejszej z moich rodzin wychodziła rójka.....


Nie macie pojęcia, jakie to robi wrażenie....


Pszczoły w roju nie są agresywne, bardzo rzadko żądlą, więc nie stwarzają zagrożenia. Niemniej, wrażenie jest potężne (fot. 2). W powietrzu huczy i jest gęsto od wirujących owadów. Udało mi się zachwiać ich "parciem" ku wolności, zdezorientowane podzieliły się: jedna część zaczęła osiadać tuż po wyjściu - i te wlazły do innej, słabszej rodziny (tegorocznego odkładu) z nieunasienioną jeszcze matką, uśmiercając ją natychmiast. Druga część poszła w powietrze i niezdecydowanie siadła na pobliskiej wierzbie, ale widać matki tam nie było. Trzecia część latała czarną chmurą w powietrzu; wyobraźcie sobie najbardziej przegięte wizje pszczelego roju z kreskówek - no to było właśnie tak i jeszcze trochę


Skończyło się dobrze wraz z nastaniem wieczoru. Jutro jeszcze osadzić ten zebrany rój, przegrzebać dwie rodziny i na tą chwilę powinno wystarczyć. Ale za tydzień, jak urwie się rzepak, to dopiero będzie polka....Na malinę jeszcze za wcześnie, do gorczycy i akacji daleko, nic innego w pobliżu nie kwitnie. Będzie bal.


#pszczoly #pszczelarstwo #zainteresowania #hobby #ciekawostki #pasieka

56ff5512-ee67-423b-8542-b6ca3fc7e37c
82f98697-15c6-46d8-917b-f649c56f10ed

@t0mek jak to się stało że ja to przegapiłem?

A, mam Poljota z budzikiem, na dość dokładnym chodzie, zegarmistrz nie dał rady i stawał po czyszczeniu a mi się udało


Gx

@t0mek zawsze się zastanawiałem czy trudno zrobić taki ul i jeśli kiedyś do tego dojdzie to jakiś pszczelarz będzie chciał go używać. Jak zrobię wg sztuki i instrukcji z jakichś książek czy skąd się bierze informacje o robieniu uli.

@owczareknietrzymryjski mój dziadek miał taką astrą książkę z czasów głębokiego PRL i tam było wątko co musiał wiedzieć przczelarz. Myślę że instrukcja budowy ula też by się tam znalazła.

@owczareknietrzymryjski wiesz, ja podstawową wiedzę o ulach wyniosłem ze szkoły, ale parę lat temu poszedłem krok dalej i zrobiłem własną modyfikację jednej ze starszych konstrukcji. W sumie ul nie jest bardzo skomplikowaną rzeczą, w najprostszej wersji cztery deski zbite do kupy tworzą taką skrzynkę, czyli korpus, i jeszcze trzeba to na czymś postawić (dennica) i czymś przykryć (daszek). Wewnątrz zawiesza się ramki. I to jest cały ul.

Zaloguj się aby komentować

3/150


Dziś na tapet biorę grę, która zajmuje specjalne miejsce na mojej półce wstydu... tfu, chwały! Mowa o Brass: Lancashire, czyli tytule, przy którym poczujecie się jak prawdziwi XIX-wieczni przemysłowcy, tylko bez konieczności noszenia cylindra i wąchania fabrycznego smogu (chyba że akurat odkurzacie).


Muszę się przyznać – to jedna z moich absolutnie ulubionych gier. Tak, wiem, mówię tak o wielu, ale tym razem to szczera prawda, jak to, że zaraz po partii mam ochotę na herbatę z mlekiem i narzekanie na pogodę. A dlaczego tak ją kocham? Cóż, zacznijmy od tego, co rzuca się w oczy jako pierwsze.


Grafika, co cieszy oko (i duszę estety)


Pamiętacie oryginalnego Brassa? Tego z grafiką, która wyglądała, jakby ktoś ją narysował w Paincie podczas przerwy na lunch? No cóż, nowa edycja od Roxley Games to zupełnie inna para kaloszy! Plansza jest mroczna, klimatyczna, a ilustracje na kartach i kafelkach to małe dzieła sztuki. Widać, że ktoś tu włożył serce (i pewnie sporo funtów szterlingów) w to, żeby gra wyglądała jak milion dolarów... a przynajmniej jak solidny brytyjski funt. Poważnie, różnica jest kolosalna – to jak przesiadka z furmanki na parowóz! Nagle budowanie tych wszystkich kopalń i portów stało się jakieś takie... bardziej epickie.


Żetony tak przyjemne, że chcesz nimi płacić za zakupy (serio!)


A skoro już przy pieniądzach jesteśmy... Jeśli mieliście szczęście załapać się na wersję z Kickstartera (lub po prostu lubicie wydawać pieniądze na rzeczy, które błyszczą), to wiecie, o czym mówię. Te ciężkie, pokerowe żetony pieniędzy! Och, jaka to jest przyjemność! Stukanie nimi, układanie w stosiki, rzucanie o stół, gdy bierzesz kolejną pożyczkę, bo przecież "jakoś to będzie"... Czysta poezja. Zwykłe tekturowe pieniążki mogą się schować. Te żetony są tak satysfakcjonujące, że czasem łapię się na tym, że chcę nimi zapłacić za bułki w sklepie. Kasjerka patrzy wtedy dziwnie, ale co ona tam wie o prawdziwym bogactwie przemysłowca!


O co w tym całym Brassie biega? (Krótko i na temat, bo zaraz fajrant)


Dla niewtajemniczonych: w Brass: Lancashire wcielamy się w przedsiębiorców w czasach rewolucji przemysłowej w Anglii. Budujemy kopalnie węgla, huty żelaza, przędzalnie bawełny, porty i stocznie. Łączymy to wszystko siecią kanałów, a później kolei. Brzmi jak praca domowa z historii? Może trochę, ale uwierzcie mi, jest w tym więcej emocji niż na trybunach podczas meczu Manchester United z Liverpoolem (a przynajmniej równie dużo strategicznego myślenia).

Gra dzieli się na dwie epoki: kanałów i kolei. Musisz mądrze zarządzać kartami (które pozwalają budować konkretne rzeczy w konkretnych miejscach lub po prostu budować), kasą (której zawsze jest za mało) i swoimi zasobami. Interakcja? Owszem, jest! Możesz korzystać z węgla czy żelaza przeciwnika (za co on dostaje punkty i dochód – sprytne!), a także rywalizować o najlepsze miejsca na planszy i dostęp do rynków. Czasem trzeba komuś podłożyć świnię... znaczy, zbudować kanał tam, gdzie on bardzo chciał. Ups!


Co jest w tym najlepsze? To, że każda decyzja ma znaczenie. Każda pożyczka to krok w stronę bankructwa albo... wielkiego zwycięstwa. Każdy wybudowany kafelek to potencjalne punkty i dochód. Gra potrafi nieźle rozgrzać szare komórki, a satysfakcja z dobrze przeprowadzonej akcji, która przynosi krocie (albo chociaż kilka punktów więcej od rywala), jest nie do opisania.


Dlaczego moja żona już nie chce w to grać?


Cóż, może dlatego, że ostatnim razem, gdy budowałem swoje bawełniane imperium, tak bardzo wczułem się w rolę, że zacząłem do niej mówić "Szanowna Pani Inwestor" i próbowałem ją przekonać do sprzedaży jej udziałów w przędzalni za symboliczną kwotę. Albo może dlatego, że gra potrafi być dość... intensywna. Planowanie, liczenie, optymalizacja – to nie jest lekka, familijna gierka przy niedzielnej kawce. To raczej ciężka artyleria dla tych, co lubią, gdy mózg paruje. Po kilku partiach, gdzie tłumaczyłem jej zawiłości rynku zamorskiego i dlaczego musi mi oddać swój węgiel, stwierdziła, że woli jednak układać pasjansa. A ja? Ja wciąż poluję na kolejnych chętnych, by pokazać im, kto tu rządzi w Lancashire!


Werdykt końcowy, czyli brać czy nie brać?


Jeśli lubisz gry ekonomiczne, gdzie trzeba trochę pogłówkować, a do tego cenisz sobie piękne wykonanie i satysfakcjonujące komponenty (te żetony!), to Brass: Lancashire jest pozycją obowiązkową. To klasyk, który w nowej szacie graficznej lśni jak świeżo wybity pens. Tylko uważajcie – może wciągnąć tak, że zapomnicie o bożym świecie. I może się okazać, że Wasi współgracze zaczną Was unikać. Ale czego się nie robi dla kilku dodatkowych punktów zwycięstwa, prawda?


#gryplanszowe #grybezpradu #hobby #boogiecontent

61b8e7c1-3972-4e24-b3d1-4559f291ba9c
b507fa9e-d960-4cbc-af3f-18a8e8feb3f2
abce9fe6-b7c8-4b6d-a5d9-bcf380e570e5

Mi osobiście ta gra nigdy nie podeszła, ale ja to jestem graczem Ameri i Area Control.

Niemniej feeling tej gry - za to grę doceniłem, nawet jako kompletny eurocienias.

@Pawelvk gra nie należy do najłatwiejszych i budowanie kanałów i później kolei to dla nowego gracza koszmar (zrozumieć połączenia jest niezłym wyzwaniem:) Poza tym, jak jesteś ameritrashem to się nie dziwię

Przedwczoraj zagrałem w Birmingham w 3 osoby, po dłuższej przerwie. I muszę przyznać, że z dobrą ekipą gra lekko zyskała. Ale to była jedyna partia tego wieczoru:)

Zaloguj się aby komentować

Na sali jest dziś klub parawspinaczy. Ludzie bez rąk, nóg, z różnego rodzajami niedowładami. Staram się o tym pamiętać za każdym razem jak zaczynam marudzić jak coś mi się nie chce, albo coś mi nie wychodzi.


#wspinaczka #hobby

fe796289-2c62-4836-893d-7a9cd5755147

Miałem kiedyś kumpla co się wspinał i on mi opowiadał o znanym zawodniku który nie miał nóg poniżej kolan i robił trasy których inni nie potrafili bo po pierwsze był lżejszy a po drugie miał protezy z takimi specjalnymi zakończeniami które mógł wsisnąć w każdą szparę w którą stopa by nie weszła.

Biegacze na protezach też są szybsi niż ci bez, na przykład niesławny Pistorius.

@Kronos jest zdecydowanie łatwiej wspinać się mając prawdziwe nogi. Ci ludzie faktycznie są bardzo zdeterminowani, ale jednak brak nóg lub dłoni to raczej problem niżeli "benefit".

I po treningu ❤️ Wlazłem na 6a+ ale był bliżej 6b niż 6a. W cholerę trudny z przerzuceniem balansu ciała z prawej na lewą bez holdów pod nogi. Jakiś hardcore. Chyba zrobiłem wszystkie możliwe błędy..., ale doszedłem do końca :)

9678446c-31e8-4a0d-89c5-e8631385ea73

Zaloguj się aby komentować

#malowaniefigurek #druk3d #hobby

#modelarstwo

W końcu....ociągałem sie z dokończeniem tego smoka. Już nie chce mi sie. Ostatni raz robię coś tak dużego.


42 h druku

Ok. 30-35h malowania.


W sumie jestem zadowolony co myślicie?

3b282b8f-e39a-4470-98cc-cdd246314df2
220e63e7-648b-483f-abfb-5cb701456c67
0a63caf6-9897-481d-9dcc-9e7b8998a9b9
f6f90c23-8e87-4f8f-aa7f-7b2061d09c3b

@HolQ fajny, ale kolory lepiej można było dobrać, bo jest zbyt intensywny kontrast pomiędzy niebieskim a żółtym. Jakieś cieniowanie by się przydało.

@tosiu dzięki. Teraz też tak mi sie wydaje, ale to chyba kwestia tego, ze lubię kontrastowe kolory, a to z kolei moze byc wynikiem tego ze mam ślepotę barwna xD xD. Ale niebieski od żółtego rozróżniam

@Bjordhallen dobre jest. Jak byłem z wizytacja u dostawcy papryki z pracy to na obiedzie nam dali drinki. Warstea Likier 43,kawa i smietana. Zajebiste to bylo

Zaloguj się aby komentować