3 sierpnia 1967 Wietnam. Samolot transportowy C-7B Caribou podczas podejścia do lądowania w bazie sił specjalnych w Duc Pho. Ogromny niefart załogi która wleciała wprost w linię strzału prowadzącej ogień haubicy 155 mm. Bezpośrednie trafienie ciężkiego pocisku spowodowało odstrzelenie ogonowej części kadłuba samolotu. Zginęła cała trzyosobowa załoga.
Fotografię spadającego Caribou wykonał japoński korespondent wojenny Hiromichi Mine, który zdobył nią nagrodę fotograficzną World Press oraz nagrodę w konkursie na zdjęcie roku. Japończyk wkrótce sam jednak zginął w Wietnamie.
Miasto:Dobiegniew – miasto w Polsce w województwie lubuskim, w powiecie strzelecko-drezdeneckim, siedziba gminy miejsko-wiejskiej Dobiegniew, położone nad jeziorem Wielgie . Przez miasto przepływa rzeka Mierzęcka Struga . Według danych GUS z 30 czerwca 2024 Dobiegniew liczył 2970 mieszkańców. Dobiegniew (osada rybacka) otrzymał prawa miejskie około 1298. W czerwcu 1433 zostało w trakcie wojny polsko-krzyżackiej (nieszawskiej) zdobyte przez wojska czesko-wielkopolskie. Miasto było kilkakrotnie niszczone przez pożary. W 1848 otwarto w Dobiegniewie stację kolejową na trasie łączącej Poznań i Szczecin. W okresie wojennym (1940–1945) w Dobiegniewie był największy obóz jeńców wojennych Oflag II C Woldenberg . Na miejscu oflagu utworzono Muzeum Woldenberczyków. W 1945 miasto zostało zniszczone w 85%. Zabytki:kościół pod wezwaniem Chrystusa Króla , baszta – czata strażnicza z XIV w. z fragmentem miejskich murów obronnych, z XIV w., cmentarz kościelny, synagoga , cmentarz żydowski , Muzeum Woldenberczyków – zlokalizowane w jednym z baraków obozowych, kościół św. Józefa z 1934.
Wieś: --
Data wykonania zdjęcia: Rok 1948
Opis zdjęcia: Stacja transformatorowa gdzieś w Dobiegniewie. Powojenna, amerykańska fotografia agencyjna Źródło
Zwycięzca losowania: @KatieWee
Jak chcesz wziąć udział w losowaniu kolejnego miasta kliknij w ten link
Laur na Arlii. Jak „Dragon Ball Z” połączył rzymskie munera z damnatio ad bestias
W popkulturze Rzym rozpoznaje się często szybciej po geście niż po nazwie: władca siedzi ponad areną, czerwona szata spływa z ramienia, nad głową pojawia się laur, a pokonany znika pod piaskiem albo w paszczy bestii. Kilka takich znaków wystarcza, by obca planeta zaczęła przypominać cesarski amfiteatr. Jedenasty odcinek anime „Dragon Ball Z” wykorzystuje ten skrót wyjątkowo wyraźnie, gdy Vegeta i Nappa trafiają na Arlię, rządzoną przez Króla Moai. W pałacu tyrana działa arena, wojownicy walczą przed jego tronem, a przegrani spadają do jamy, gdzie czeka ogromny potwór Yeddy.
Rzymska stylizacja pojawia się równocześnie w stroju, przestrzeni i ceremoniale. Moai nosi drapowaną czerwoną szatę przypominającą togę lub cesarski płaszcz, jego dwa jasne czułki układają się niczym gałązki laurowego wieńca, a złoty kielich, monumentalny tron i szerokie stopnie oddzielają władcę od walczących poniżej poddanych. Historyczna rekonstrukcja ustępuje wizualnemu skrótowi: laur oznacza zwycięstwo, szata władzę, arena prawo do rozporządzania cudzym losem. Obraz uzupełnia sam król, znudzony poziomem walk i poszukujący nowych przeciwników, jak organizator rzymskich widowisk oczekujący coraz okazalszego programu.
Najbardziej rzymski element tego epizodu kryje jednak drobną nieścisłość, która odsłania sposób, w jaki późniejsza kultura zapamiętała arenę. Król Moai łączy walkę gladiatorów z rzuceniem pokonanego wojownika bestii, podczas gdy w rzymskim programie były to zazwyczaj odrębne rodzaje widowiska. Poranek należał do venationes, pokazów i polowań na zwierzęta; południe przynosiło publiczne egzekucje, wśród nich damnatio ad bestias, czyli skazanie przestępcy lub jeńca na śmierć przez dzikie zwierzę; dopiero później rozpoczynały się munera, pojedynki wyszkolonych gladiatorów zestawianych według określonych typów uzbrojenia. Seneka w siódmym liście moralnym wyraźnie odróżnia poranne widowiska ze zwierzętami od południowego zabijania skazańców, a zachowane źródła i przedstawienia areny potwierdzają stosunkowo stałą kolejność tych trzech części programu. Zwykła porażka gladiatora nie oznaczała więc automatycznego zrzucenia go lwom; ten obraz powstał przez zlanie gladiatorskiego pojedynku z rzymskim rytuałem egzekucji.
Na Arlii wszystkie te elementy zostają ściśnięte w jedną scenę. Król zajmuje miejsce rzymskiego editora, organizatora i fundatora widowiska, wojownicy dostarczają mu munus, a Yeddy czekający pod areną wprowadza motyw damnatio ad bestias. „Dragon Ball Z” wykorzystuje więc Rzym szerzej niż przez samą szatę Moaia: przejmuje cały rozpoznawalny układ, w którym tron znajduje się ponad piaskiem, walka stanowi element dworskiego ceremoniału, a bestia zamknięta pod posadzką pozostaje ostatnim argumentem monarchy. W rzymskim amfiteatrze poszczególne części programu następowały po sobie przez wiele godzin; na Arlii mieszczą się w kilku minutach i jednej otwartej zapadni.
Jeżeli podobają Ci się treści, jakie gromadzę na portalu oraz, którymi dzielę się na social media, wdzięczny będę za jakiekolwiek wsparcie: https://imperiumromanum.pl/dotacje/
Rzymskie pieczęcie ołowiane jako ślad codziennej administracji
Rzym kojarzy się z legionami, akweduktami i wielkimi cesarzami, ale o sprawności imperium równie dużo mówią drobne przedmioty: plomby, tabliczki i pieczęcie. Ołowiane bullae, używane do zabezpieczania przesyłek i towarów, były małym, praktycznym narzędziem kontroli, które łączyło handel, wojsko i urzędy w jeden system zaufania.
W świecie rzymskim ogromne znaczenie miało to, czy informacja albo ładunek dotarł w nienaruszonej postaci. Zanim upowszechniły się dzisiejsze podpisy, kody i elektroniczne potwierdzenia, Rzymianie korzystali z rozwiązań prostych, ale skutecznych. Jednym z nich były plomby z ołowiu lub gliny, zaciskane na sznurkach zamykających worki, paczki, dokumenty czy skrzynie. Na miękkim materiale odciskano znak właściciela, urzędu, jednostki wojskowej albo osoby odpowiedzialnej za przesyłkę.
Taka pieczęć działała jak starożytny „dowód integralności”. Jeśli sznurek został przecięty albo odcisk uszkodzony, odbiorca od razu wiedział, że ktoś ingerował w zawartość. W przypadku administracji państwowej miało to znaczenie nie tylko praktyczne, lecz także prawne: pieczęć potwierdzała, kto odpowiada za dokument lub transport. W przypadku armii mogła ułatwiać kontrolę zaopatrzenia, a w handlu wzmacniała zaufanie między stronami transakcji.
Najciekawsze jest to, że te małe obiekty potrafią przetrwać dłużej niż same dokumenty. Papirus, drewno czy tkanina ginęły, lecz ołów często pozostawał w ziemi. Dzięki temu archeolodzy mogą dziś odczytywać skróty nazw urzędów, imiona, symbole i znaki warsztatowe. Jedna niewielka plomba bywa więc śladem większej historii: drogi transportu, działania kancelarii, obecności oddziału wojskowego albo prywatnej korespondencji.
W ten sposób codzienna, niemal niewidoczna administracja staje się jednym z sekretów trwałości imperium. Rzym nie opierał się wyłącznie na monumentalnych budowlach i sile legionów. Potrzebował także tysięcy drobnych procedur, które pozwalały zaufać, że rozkaz, podatek, towar czy wiadomość nie zostały po drodze zmienione. Ołowiana pieczęć była małym przedmiotem, ale pełniła rolę strażnika porządku w świecie rozciągniętym od Brytanii po Egipt.
Jeżeli podobają Ci się treści, jakie gromadzę na portalu oraz, którymi dzielę się na social media, wdzięczny będę za jakiekolwiek wsparcie: https://imperiumromanum.pl/dotacje/
Ostatnia chwila bez strażnika. Germanin w rzymskiej latrynie
Rzymskie widowisko zaczynało się wcześniej niż pierwszy okrzyk tłumu, wcześniej niż otwarcie bram areny, wcześniej niż pojawienie się zwierząt, gladiatorów i skazańców przeznaczonych do porannego programu. Zaczynało się w zapleczu, w korytarzach, pomieszczeniach i celach, gdzie liczono ludzi, odbierano im przedmioty, pilnowano ruchów i podporządkowywano ciała rytmowi spektaklu. Wszystko miało swój czas, swoje miejsce i swoją kolejność, ponieważ rzymska disciplina nie kończyła się na ćwiczeniu legionów ani na porządku urzędów. Obejmowała również tych, którzy mieli umrzeć ku rozrywce publiczności.
Wśród ludzi przygotowywanych do jednego z takich widowisk znajdował się Germanin, o którym wspomniał Seneka. Nie podał jego imienia ani miasta, nie opisał jego wcześniejszego życia, nie wyjaśnił, w jaki sposób trafił do niewoli. Z przekazu wynika jedynie, że mężczyznę przeznaczono do porannego występu, najprawdopodobniej do walki ze zwierzętami, i że znajdował się pod stałym nadzorem, bez broni, bez swobody, bez możliwości odmowy. Pozostawała mu tylko jedna czynność, przy której strażnicy musieli na chwilę cofnąć się za próg. Germanin poprosił o wyjście do latryny. Wewnątrz znajdowało się proste narzędzie higieniczne, drewniany kij zakończony gąbką, określany później nazwami xylospongium lub tersorium. Taki przedmiot służył do oczyszczania ciała po wypróżnieniu i nie budził podejrzeń, ponieważ należał do zwyczajnego wyposażenia ustępu, tak jak kanał odpływowy, kamienne siedzisko czy naczynie z wodą. Strażnik nie widział w nim broni. Germanin dostrzegł jedyną rzecz, której mu nie odebrano. Wepchnął kij z gąbką do gardła i zablokował sobie drogi oddechowe. Nie wybrał śmierci szybkiej ani godnej w rzymskim rozumieniu, ponieważ nie pozostawiono mu dostępu do miecza, sznura ani wysokiego okna. Seneka przywołał ten przypadek podczas rozważań nad wolnością człowieka pozbawionego wszystkich innych możliwości, zwracając uwagę nie na piękno gestu, lecz na jego skrajną determinację. Rzymski porządek potrafił odebrać jeńcowi imię, broń, decyzję i ciało przeznaczone na arenę, lecz nie potrafił przewidzieć znaczenia przedmiotu zbyt pospolitego, by uznać go za niebezpieczny.
Poranny program miał rozpocząć się zgodnie z planem, tłum miał otrzymać widowisko, a Germanin miał zostać wyprowadzony przed publiczność jako część cudzego scenariusza. Nie dotarł na arenę. Wystarczyła latryna, zamknięte drzwi i gąbka na drewnianym kiju.
Jeżeli podobają Ci się treści, jakie gromadzę na portalu oraz, którymi dzielę się na social media, wdzięczny będę za jakiekolwiek wsparcie: https://imperiumromanum.pl/dotacje/
Podczas wykopalisk rzymskiej willi tuż za murami starożytnych Pompejów odkryto rydwan ceremonialny
Podczas wykopalisk rzymskiej willi, tuż za murami starożytnych Pompejów, odkryto rydwan ceremonialny. Czterokołowy pojazd wykonany z drewna i żelaza, z dekoracjami z brązu i cyny, zachował się niemal idealnie, gdy miasto zostało pogrzebane przez erupcję Wezuwiusza w 79 r. n.e. W 2018 r. odkryto go w portyku naprzeciwko stajni, gdzie archeolodzy znaleźli szczątki trzech koni, w tym jednego wciąż w uprzęży.
Ministerstwo Kultury Włoch określiło powóz jako „unikalne znalezisko, bez precedensu we Włoszech”. Powóz towarzyszył uroczystym momentom lokalnej społeczności - paradom i procesjom. W Pompejach znaleziono inne powozy, ale były to pojazdy funkcjonalne, używane do transportu i pracy, a nie do ceremonii.
Wykopaliska w podmiejskiej willi Civita Giuliana, około 700 metrów na północ od murów starożytnych Pompejów, rozpoczęły się w 2017 roku. Jednym z celów projektu była ochrona willi przed poszukiwaczami skarbów, którzy wykopali kilka tuneli w tym rejonie. W listopadzie 2020 roku z willi w Civita Guiliana odnaleziono dwa ciała. Po odkryciu rydwanu archeolodzy próbowali zachować delikatne pozostałości drewna i metalu, zalewając gipsem puste przestrzenie po rozkładającej się materii organicznej.
Tył powozu zdobią medaliony przedstawiające Kupidyna, rzymskiego boga miłości, oraz sceny erotyczne z udziałem postaci męskich i żeńskich. Nie można wykluczyć, że mógł to być rydwan używany do rytuałów związanych z małżeństwem, do prowadzenia panny młodej do jej nowego domu. „Pompeje wciąż zadziwiają nas swoimi odkryciami i będą to robić przez wiele lat, a 20 hektarów wciąż czeka na rozkopanie” - powiedział minister kultury Dario Franceschini.
Jeżeli podobają Ci się treści, jakie gromadzę na portalu oraz, którymi dzielę się na social media, wdzięczny będę za jakiekolwiek wsparcie: https://imperiumromanum.pl/dotacje/
Codziennie lub w miarę możliwość będę wrzucał jakieś historyczne zdjęcie z jakiejś miejscowości w Polsce.
Aby wziąć udział w losowaniu miejscowości wystarczy wygrzmocić ten wpis.
O nazwę miejscowości będę pytał po wylosowaniu pioruna z tego wpisu poprzezhejto los.
Losowanie odbywać się będzie po godzinie 20, jeśli osoba biorąca udział w losowaniu wie, że może być niedostępna po tej godzinie, proszę niech profilaktycznie zostawi komentarz z nazwą miasta lub wsi w tym wpisie.
Nie ma ograniczeń dla użytkowników, można plusować ten wpis za każdym razem nawet jeśli już wygrałeś, i można cały czas prosić o zdjęcie z tego samego miasta nawet jeśli już zostało wylosowane, a jeśli się zdarzy że nie ma już zdjęć z danej miejscowości to użytkownik zostanie poproszony o podanie nazwy innej miejscowości.
Dopuszczam możliwość wpisania nazwy jakiejś wsi, ale nie obiecuje że znajdę zdjęcie z tej miejscowości oraz proszę o podanie dokładniejszych danych jak np. powiat i województwo.
Dziś pod wieczór zrobię losowanie, a jutro z rana dodam zdjęcie z opisem.
Brak odpowiedzi i brak podania nazwy miasta przez wylosowaną osobę w godzinach między 20 a 9 rano, będzie skutkował tym że OP sam wybiera za wylosowanego miejscowość.
#ciekawostki #historia #alawar Byłem się dzisiaj przejść z kolegami. Pięć kilosów w jedną stronę na odludzie. Mijaliśmy dwa potoki i jedno źródło wszystko wyschnięte więc piesio musiał się zadowolić spritem.
Miasto:Koźmin Wielkopolski – miasto w Polsce w województwie wielkopolskim, w powiecie krotoszyńskim, siedziba gminy miejsko-wiejskiej Koźmin Wielkopolski. Według danych z 30.06.2024 miasto liczyło 6091 mieszkańców. Gród z podgrodziem istniał tam już w XII w., prawa miejskie Koźmin otrzymał między 1251 a 1283 rokiem. W 1338 roku Kazimierz III Wielki darował miasto Maćkowi Borkowicowi , który zbudował w Koźminie zamek. Po upadku wojewody miasto wielokrotnie zmieniało właścicieli. W czasie wojny trzynastoletniej Koźmin w 1458 roku wystawił 20 pieszych na odsiecz oblężonej polskiej załogi zamku w Malborku . W 1 poł. XVIII w. miecznik wielki litewski Janusz Aleksander Sanguszko podarował miasto wraz z siedemnastoma okolicznymi wsiami swojemu kochankowi Karolowi Szydłowskiemu. W 1875 roku wybudowano linię kolejową, co przyspieszyło rozwój miasta. Już w listopadzie 1918 roku sformowano tu Radę Robotniczo-Żołnierską oraz, po wybuchu powstania wielkopolskiego , kompanię żołnierską. Zakończenie II wojny światowej nastąpiło w Koźminie 23 stycznia 1945 roku. Miasto zostało zajęte przez jednostki 33 Armii I Frontu Białoruskiego Armii Czerwonej w walkach toczonych od 23 do 26 stycznia 1945 roku. W 1995 roku na terenie miasta i gminy odbyło się referendum na podstawie którego Rada Miejska wystąpiła do Szefa Urzędu Rady Ministrów z prośbą o zmianę nazwy. Rozporządzenie Rady Ministrów wydano w dniu 23 grudnia 1996 roku (Dziennik Ustaw Nr 155, poz. 761 ), dzięki czemu przymiotnik Wielkopolski został dodany do nazwy miejscowości 1 stycznia 1997 roku. Zabytki:zamek z XIV wieku , (ob. Muzeum Ziemi Koźmińskiej ) wybudowany przez Maćka Borkowica, murowany z cegły, tynkowany z wyjątkiem wieży, wielokrotnie przebudowywany, kościół parafialny Najświętszej Marii Panny i świętego Wawrzyńca , wzniesiony w 1462 przez Hińczę z Rogowa , kościół i klasztor pobernardyński Najświętszej Marii Panny i świętych Stanisława i Franciszka , wzniesione w latach 1648–1670, kościół cmentarny Trójcy Świętej drewniany, wzniesiony w 1570, wiatrak-koźlak .
Wieś: --
Data wykonania zdjęcia: Lata 1966-1968
Opis zdjęcia: Aleja grabowa w parku im. Powstańców Wielkopolskich.
Pocztówka PTTK. Źródło
Zwycięzca losowania: @bori
Jak chcesz wziąć udział w losowaniu kolejnego miasta kliknij w ten link
Codziennie lub w miarę możliwość będę wrzucał jakieś historyczne zdjęcie z jakiejś miejscowości w Polsce.
Aby wziąć udział w losowaniu miejscowości wystarczy wygrzmocić ten wpis.
O nazwę miejscowości będę pytał po wylosowaniu pioruna z tego wpisu poprzezhejto los.
Losowanie odbywać się będzie po godzinie 20, jeśli osoba biorąca udział w losowaniu wie, że może być niedostępna po tej godzinie, proszę niech profilaktycznie zostawi komentarz z nazwą miasta lub wsi w tym wpisie.
Nie ma ograniczeń dla użytkowników, można plusować ten wpis za każdym razem nawet jeśli już wygrałeś, i można cały czas prosić o zdjęcie z tego samego miasta nawet jeśli już zostało wylosowane, a jeśli się zdarzy że nie ma już zdjęć z danej miejscowości to użytkownik zostanie poproszony o podanie nazwy innej miejscowości.
Dopuszczam możliwość wpisania nazwy jakiejś wsi, ale nie obiecuje że znajdę zdjęcie z tej miejscowości oraz proszę o podanie dokładniejszych danych jak np. powiat i województwo.
Dziś pod wieczór zrobię losowanie, a jutro z rana dodam zdjęcie z opisem.
Brak odpowiedzi i brak podania nazwy miasta przez wylosowaną osobę w godzinach między 20 a 9 rano, będzie skutkował tym że OP sam wybiera za wylosowanego miejscowość.
Na stanowisku archeologicznym w Kalkriese w Dolnej Saksonii (Niemcy) zaprezentowano wyniki konserwacji wyjątkowego zabytku – najstarszego i zarazem najlepiej zachowanego egzemplarza rzymskiej lorica segmentata, czyli zbroi segmentowej używanej przez legionistów we wczesnym okresie cesarstwa. Odkrycie dostarcza nowych informacji na temat uzbrojenia armii rzymskiej z czasów cesarza Augusta oraz rozwoju wyposażenia legionów.
Jeżeli podobają Ci się treści, jakie gromadzę na portalu oraz, którymi dzielę się na social media, wdzięczny będę za jakiekolwiek wsparcie: https://imperiumromanum.pl/dotacje/
Książka ta to zbiór wspomnień, tudzież reportaż, Orwella, który walczył w hiszpańskiej wojnie domowej. O konflikcie pisał z punktu widzenia lewicowego działacza w oddziałach POUM (Robotniczej Partii Zjednoczenia Marksistowskiego), który spostrzega, że za wojenno-rewolucyjną retoryką kryje się rywalizacja ugrupowań, które walczą z faszystami. „W hołdzie Katalonii” stanowi cezurę, po której Orwell zaczął rozprawiać się z totalitaryzmami.
Nie jest to oczywiście „Rok 1984” czy „Folwark zwierzęcy”, te dwa utwory to zupełnie inna kategoria literatury. „W hołdzie Katalonii” to książka w miarę ciekawa, chociaż a) przedstawione w niej wioski to w zasadzie zalążki tego, co później Orwell rozwinął we wspomnianych utworach b) ukazane absurdy wojny były mi mniej lub bardziej znane w nieco innych formach i w innych powieściach lub opracowaniach historycznych c) książka momentami była dość sucha. Być może ostatnie zastrzeżenie to „zasługa” tłumacza. Posiadany przeze mnie egzemplarz książki pochodzi z 1990, wydawca na tylnej okładce chwali się, że to pierwsze oficjalne wydanie w Polsce. Podejrzewam, że wydawca niespecjalnie zadbał o jakość, chcąc jak najszybciej wydać wcześniej zakazaną książkę.
Xantia to było przepiękne auto, bardzo wygodne, bardzo dobrze wspominam. Jeździłem głównie jako pasażer na tylnym siedzeniu, ale raz czy dwa dali mi troszkę "poprowadzić" xD
Ale jakoś mało tego w Polsce było, dzisiaj jest jeszcze mniej (a bym sobie kurde kupił może)
Wieloletni, niedoscigniony mistrz testu losia, gdzie w 2021, juz jako 22 letnie auto, ten modelmosiagnac 73 km/h zostasiajac wiele modeli porsche czy ferrari z tylu.
To jest motoryzacja za ktora bede tesknil. Citroenowskie hydrozawieszenie to klasa sama w sobie.
Za⁎⁎⁎⁎ste auto, mialem kombi 2,1td i hb 1,8i, oba polifty i oba czerwone, trasa w tym to bajka, po miescie przez progi mozna gnac 2x limit ale i tak wsiadajac odcinalo sie od swiata zewnetrznego ze nie chcialo sie tym szybko jezdzic, ziemniorow i cegiel moznabylo wozic na tony i nie siadal ani o centymetr, dlatego nawet nie mial regulacji wysokosci lamp bo zawieszenie zawsze kompensowalo ladunek
O historii Heweliusza słyszałem od dziecka. W końcu prom w ostatni rejs wyruszył z mojego rodzinnego miasta. Temat jest mi tym bliższy, że pracowałem jako spedytor i prowadzeni przeze mnie kierowcy nie chcieli pływać bliźniaczym Kopernikiem. Tłumaczyli, że to pływająca trumna.
To były jednak opowieści i przesądy, a czym innym jest przeczytanie reportażu skupiającego się na bezemocjonalnym przekazaniu faktów o tej katastrofie. Faktów, które przez wiele lat były traktowane jako nieistotne, niewpływające na przebieg katastrofy.
Zdziwiłem się, że ktokolwiek chciał pracować na Heweliuszu patrząc na jego bogatą historię awarii i wypadków. Być może nie wiedzieli o tym, ponieważ armator je zatajał, do czego był skłonny także w przypadku samej katastrofy. Gdyby potwierdzono jego winę (brak odpowiednich napraw, niezgłaszanie wcześniejszych wypadków), musiałby wypłacić odszkodowania rodzinom załogi i pasażerów, a także firmom przewożącym ładunki. Od huraganu nikt by tego nie oczekiwał.
Oprócz przebiegu katastrofy i batalii sądowej, autor przybliżył sylwetki członków załogi i poszczególnych pechowych pasażerów. Nie pominął też różnych ciekawostek okołopromowych, jak chociażby świetnie prosperujący przemyt. Że miało to miejsce, dobrze wiedziałem - mój sąsiad kiedyś wpadł i oprócz odsiadki w więzieniu, zakazano mu wjazdu do Szwecji - jednakże nie sądziłem, że udział w tym procederze potrafiła brać większość załogi.