#historia #2wojnaswiatowa #jebacruskich
Armia Czerwona, która najechała polskie ziemie we wrześniu 1939 r., i dokonała m.in. ludobójstwa w Katyniu, to ta sama Armia Czerwona, która wkraczała na polskie ziemie w latach 1944–1945. Na Pomorzu i Kujawach od stycznia 1945 r. Sowieci przeprowadzali deportacje kobiet, młodzieży, starców, mężczyzn. Wywieźli ponad 15 tys. osób do obozów pracy na Syberii. Dlaczego? Ponieważ szukali darmowej siły roboczej dla swojego przemysłu.
"Najwięcej osób aresztowano w mieszkaniach. Konrad Pik z powiatu świeckiego opisywał przyjście trzech sowieckich żołnierzy do jego domu: „Zabrano ojca, matkę, siostrę oraz mnie najmłodszego z rodziny. Miałem wówczas 16 lat. Tak jak staliśmy, w pośpiechu zdążyliśmy zabrać płaszcze, czapki, była przecież zima”. Jednak czasami nie pozwalano zabrać nawet odzieży, bielizny, jedzenia. 15-letnia Urszula Piotrowska ze Świecia, zabrana wraz z ojcem, dopytywała dokąd są prowadzeni. W odpowiedzi usłyszała: „sami zobaczycie”. (...) Wywózki do ZSRS odbywały się bydlęcymi wagonami zamykanymi od zewnątrz. Okna zabito lub zakratowano, w podłodze przygotowano dziurę pełniąca rolę toalety. Nie zawsze w wagonie znajdował się żelazny piecyk. Ten, którym transportowana była P. Dopierała, w środku pokryty był kilkucentymetrową warstwą lodu. Przewożonym przymarzały do prycz i ścian włosy i twarze. A. Mahlik relacjonował: „W podróż deportowani nie otrzymali żadnego okrycia, nie mówiąc już o pościeli. Za poduszkę służyły buty, które podkładano pod głowę, a za prześcieradło i kołdrę własny płaszcz”. (...) Z powodu bardzo trudnych warunków część osób chorowała, m.in. na czerwonkę, i umierała w drodze. Tych, którzy umarli w wagonach, nie chowano. S. Koziorowski opisywał: „Na stacjach, gdzie stawał nasz pociąg, najpierw obchodzili wagony żołnierze, którzy konwojowali nasz transport, otwierali drzwi i nakazywali wyrzucać trupy, ludzi którzy zmarźli, lub nie wytrzymali trudów i warunków podróży”. Takie same doświadczenia miała T. Błaszczak: „Pierwsze okolicznościowe otwarcie wagonu było w Mińsku, ponieważ w wagonie trzy kobiety zamarzły na śmierć. Trzeba było się długo dobijać i prosić o otwarcie ażeby tych zmarłych usunąć. Nie pozwolono wynieść, tylko musieliśmy rzucić jak kłodę drzewa. Dla nas to było szokujące” . Po przyjeździe do obozu „Róża” zwłoki zmarłych i zabitych wyrzucono z wagonów i przysypano śniegiem. (...) Obozy były otoczone parkanami, płotami, drutem kolczastym, terenu pilnowali uzbrojeni strażnicy na wieżyczkach. Według relacji Jana Kuldanka obóz na Uralu, w którym przebywał, przypominał niemiecki „kacet”. Ryszard Bukowski we wspomnieniach opisał wprowadzenie do łagru Bobrik Donskoj k. Stalinogorska: „Po wielogodzinnym marszu, brodząc w zaspach śniegu (…), ukazał nam się łagier, a obok «Szachta nr 24», razem spięte zasiekami z drutu kolczastego – obóz dodatkowo ogrodzony parkanem 2,5 metrowym i wieżyczkami strażniczymi. Wszystko zasypane śniegiem (…)”. U. Piotrowska trafiła na Ural: „Obóz w kształcie prostokąta otoczony był wysokim drewnianym płotem, u góry z drutem kolczastym. W narożnikach były wieże strażnicze”.
R. Ławniczak, Armia Czerwona w rejonie Kujaw i Pomorza w 1945 roku: aresztowania i deportacje, https://www.academia.edu/144039250/Armia_Czerwona_w_rejonie_Kujaw_i_Pomorza_w_1945_roku_aresztowania_i_deportacje
Autor: Referat Analiz i Informacji
