Przerwa w szkole podstawowej, przerażający momęt krzyku i chaosu.
Dzieci biegają we wszystkich kierunkach, rzucają, turlają, wymachują, krzyczą, piszczą istne pandemonium.
Odnajdując wewnętrzny stoicki spokój wyjmuję telefon i uruchamiam aplikację do pomiaru głośności... Tak jak myślałem ... Trochę lepiej niż na koncercie rockowym jednak niewiele brakuje.
W wielu miejscach użyteczności publicznej, szkoły, baseny dworce zastanawia mnie dlaczego architekci tak bardzo mają gdzieś akustykę pomieszczeń i ochronę słuchu. Brak elementów wygłuszających, choćby piankowych heksagonalnych paneli czy paneli akustycznych
Nawiązując do mojego ostatniego wpisu o chujowej akustyce poświęciłem jakieś 13 minut żeby bardziej wgryźć się w temat. Poniżej skrót, może kogoś zainteresuje.
Ogolnie wszędzie piszą, że hałas szkodzi, ale sensownych opracowań ile tego halasu, jak i po co, to wcale nie za dużo.
Jak powszechnie wiadomo istnieje coś takiego jak miara natężenia dźwięku wyrażana w decyBelach (dB). Każda czynność lub zjawisko generujące fale dźwiękowe ma swój poziom ich natężenia, odbierany przez nas jako głośno lub cicho.
Przykladowo zwykła rozmowa to natężenie ok. 60dB, a pracująca kosiarka to 90dB, z kolei szept to około 30dB. Pomiary natężenia dźwięku poza laboratorium nie są proste, gdyż dochodzi dużo zjawisk dodatkowych.- odbicia, tłumienia, wzmocnienia, interferencje, całe spektrum zjawisk związanych z propagacją fal (zainteresowanych odsyłam na fizykę, klasa 6 podstawówki).
Istnieje też coś takiego jak izolacyjność dźwiękowa przegrody, zarówno w zakresie blokowania dźwięku, jak i jego tłumienia. I tak przykładowo typowa ściana ma +/- 40db izolacyjności, a okna +/- 30db. Czyli o tyle mniej więcej zmniejsza się natężenie dźwięku słyszalnego za przegrodą (upraszczam, bo jest to trochę bardziej skomplikowane, różne częstotliwości są różnie przepuszczane przez przegrodę, itp).
No i teraz tak. Samochód (normalny, nie pierdzący trup) jadący po asfalcie z prędkością 90km/h generuje około 80db hałasu. Jakże popularny u nas trup z pierdzikiem (vel tjuning sportowy) spokojnie 100dB i więcej. Przy prędkości 120km/h może to już być 90-100dB dla zwykłego samochodu. Czyli jeżeli mamy przegrodę o izolacyjności 40db, to hałas słyszalny za przegrodą bedzie na poziomie... rozmowy. Czyli będzie słyszalny. W praktyce będzie niższy, bo w grę wchodzi tłumienie i obniżanie natężenia dźwięku o ok. 6dB na każde podwojenie odległości, rozpraszanie o przeszkody, itp. Czyli np. jeżeli w odległości 10 metrów mamy 90dB, to w odległości 20 metrów bedzie 84db. Czyli tak czy inaczej nadal głośno.
I takie jest rozwiązanie zagadki czemu w chałupie słychać ulicę.
Co mozna z tym zrobić? Można podbić izolacyjność akustyczną przegród. Typowe okna dźwiękoszczelne to 40dB. Użycie wełny mineralnej zamiast styropianu na elewacji to 25-30db zysku i wtedy może być naprawdę baaardzo cicho nawet mieszkając przy autostradzie. To oczywiście wszystko kosztuje i to niemało. Szkoda że wielkie pany architekty nie tłomaczą takich rzeczy inwestorom, no ale po co. Do bramy i się nie znamy.
Jest też inne rozwiązania, a mianowicie można nie zapierdalać w terenie zabudowanym, w szczególności starymi trupami. Stąd uspokajanie ruchu na terenach zamieszkałych daje przede wszystkim efekt ciszy, a nie że mniej wypadków.
Oczywiście jest to najtrudniejsze do realizacji, bo husaria musi zapierdalać, zwłaszcza ta wracająca z roboty na schabowego.
Można też oczywiście wybrać lokalizację w lesie albo na końcu spokojnej ślepej uliczki.
I tym optymistycznymi akcentem kończę wpis.
Jak ktoś chce poczytać coś ciut bardziej naukowego:
@w0jmar zauważ, że u nas jest jakieś chore uwielbienie hałasu. Ludzie mają głośno w pracy, w mieszkaniu, w domu, potem jadą na działkę, na urlop i muzyka na fula, ryki, wrzaski, skutery, quady, motory, etc. bo od ciszy to normalnie wysypki można przecież dostać. Świadczy to o społeczeństwie, ale nie będę brzydko pisał.
Zachodnie kultury mają jednak dużo większy szacunek do odpoczynku, ciszy i spokoju, ale też to w odpowiedni i w miarę skuteczny sposób wymuszają.
Szkoda że wielkie pany architekty nie tłomaczą takich rzeczy inwestorom, no ale po co.
Tłumacza architekty, tłumaczą. A inwestory na to: minimum wymagane przez prawo/normy jest jakie? No to zna już Pan moją odpowiedź. Ma być dużo, ma być tanio. Rozliczamy się za m² PUM z aru działki. Żadnych dodatkowych kosztów a kolorki na elewacji zaprojektuje moja siostrzenica, bo wygrała konkurs malarski organizowany przez parafię.
@cododiaska to chyba u deweloperów tak albo z tych co przychodzą z adaptacją 70m2 z tych darmowych projektów. Ja wyjebałem 15k na "polecanego" architekta i jeszcze musiałem potem projekt poprawiać bo zjebał. A drugi "polecany" nawet zestawienia materiałów nie chciał zrobić, bo się nie zniży jaśnie pan. Także ten. Na pewno są porządni architekci, ale cała masa to paździerze przydatni do projektowania co najwyżej publicznego kibla albo altany smietnikowej.
Ogólnie uprawnienia do projektowania budynków jednorodzinnych do np. 300m2 zwykły technik powinien mieć. Żadna filozofia. Od razu by ubyło orłów architektury.
To prawda, są architekci i są architekci. Ja miałem sporo doświadczeń zarówno jako klient, współpracownik i inwestor z wieloma architektami i miałem chyba to szczęście, że architekci trafiali mi się tacy, którzy wręcz myśleli za mnie i rozwiązywali problemy, których istnienia nawet nie byłem świadomy.