Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Siema,
Kolejne nocne łażenie w #piechurwedruje
---------
Miejsce: Kotoń Zachodni, Kotoń (Beskid Makowski)
Data: 26/27 października 2024 (sobota/niedziela)
Staty: 12.5km, 3h50, 640m przewyższeń
To była kolejna z nocnych trasek, które zrobiliśmy z tatą, żeby choć na kilka chwil wyrwać się z miasta i pochodzić po górach, co w ciągu dnia jest zwykle poza naszym zasięgiem. Na Kotoniu Zachodnim już kiedyś byłem (żółty szlak z Pcimia) i wiedziałem, że nie ma tam nic ciekawego, no ale nie o to chodziło. Chwilę przed 22 dojechaliśmy do Trzebuni i spod kapliczki, przy której zostawiliśmy samochód, ruszyliśmy na szczyt.
Wchodziliśmy zielonym szlakiem, który moim zdaniem niczym szczególnym się nie wyróżniał. Może był trochę bardziej stromy, niż się spodziewaliśmy. Podczas wchodzenia słyszeliśmy spłoszone stada saren, a także dziki albo dzika, co mimo wszystko często się nie zdarza. Dość szybko znaleźliśmy się przy tabliczce z nazwą szczytu, pogadaliśmy chwilę z quadowcami, których również przywiało tam tej nocy, a następnie czarnym szlakiem zeszliśmy do miejscowości Zawadka.
Głównym powodem, dla którego chciałem iść tą trasą było to, że na mapach dało się wyznaczyć krótką pętlę z tej miejscowości, idealną na wycieczkę z moimi dziewczynkami lub babcią. Niestety okazało się, że jest tam stanowczo za dużo asfaltu jak na nasze gusta, także drugi raz raczej się tam nie wybiorę. Przeszliśmy przez tę małą miejscowość i czarnym szlakiem, który większość czasu prowadził ulicą, doszliśmy w okolice Kotonia.
Aby na niego dojść trzeba było zejść z żółtego szlaku - w pewnym momencie na drzewie można było dostrzec strzałkę z napisem "szczyt". Sugeruję używać tam jednak GPS i map, bo dalej oznaczenia są już niewystarczające, a dostępnych ścieżek jest kilka. Znakiem, że trafiło się na Kotoń, była tabliczka z nazwą szczytu zawieszona na drzewie. W tamtym miejscu zrobiliśmy sobie przerwę na gorącą herbatę i posiłek, po czym zdecydowaliśmy się schodzić.
Uparłem się, żeby nie wracać na zielony szlak, którym wchodziliśmy, i zamiast tego wyznaczyłem nam trasę wzdłuż leśnych ścieżek oznaczonych na mapach. Nie polecam tego zejścia. Początek był bardzo stromy, szło się przez chaszcze, a później po błocie wzdłuż ciurczącego strumyka. Tymi dróżkami także nie planuję ponownie iść.
Po wyjściu z lasu do samochodu również musieliśmy dojść asfaltem i ostatecznie wyszło mi, że stanowił on 30% naszej trasy, więc raczej średnio. Ogólnie, poza tym, że trochę podchodziliśmy, byliśmy z tatą zgodni, że tym razem było trochę byle jak.
#gory #wycieczka #wedrujzhejto #fotografia #beskidmakowski





Zaloguj się aby komentować
Cześć,
Natrafiłem na filmik z lotu ptaka - czyt. drona - który pokazuje drogę na Mount Everest, od 5300 m.n.p.m. do samego szczytu (8849). Dron niby wznosi się "tylko" na wysokość 3,5 km, ale widowiskowo oddaje potęgę natury przy widocznych gdzieniegdzie malutkich dwunożnych postaciach, które to starają się dotrzeć na samą górę mimo licznych wyzwań, chcąc udowodnić przed sobą, że są w stanie pokonać własne ograniczenia.
Jak to mówią na Podlasiu - dla mnie się filmik bardzo podoba, dlatego się nim z Wami dzielę ʕ•ᴥ•ʔ
Muzyka w tle: Two Steps From Hell - Victory, jakby ktoś był ciekaw (nie ja dodawałem, tak było oryginalnie), choć w mój gust trafia (wg. Spotify jestem w 0.5% top słuchających tego zespołu xD)
#gory #ciekawostki
Zaloguj się aby komentować
Siema,
Zapraszam na #piechurwedruje
---------
Miejsce: Wysoka (Pieniny)
Data: 27/28 lipca 2024 (sobota/niedziela)
Staty: 10.5km, 550m przewyższeń
Od momentu gdy Mysz po raz pierwszy nocowała ze mną pod namiotami na Lubaniu, co bardzo jej się spodobało, miałem w głowie plan, żeby kiedyś poza nią zabrać na podobną wycieczkę również jej kuzynkę, czyli moją siostrzenicę. Kiedy tylko zaczęło robić się cieplej zarzuciłem temat i sprawdzałem, czy rybki biorą - okazało się, że złapały się obydwie.
Na cel naszej wyprawy wybrałem Wysoką w Pieninach z podejściem przez Wąwóz Homole. Znałem tę trasę i wiedziałem, że dziewczynki spokojnie sobie poradzą. Na dwa tygodnie przed planowanym wyjazdem okazało się, że dołączyć mogłaby również moja siostra, co trochę komplikowało mi plany z racji tego, że namiot miałem trzyosobowy. Na szczęście okazało się, że w studenckiej bazie namiotowej pod Wysoką, w której planowałem się zatrzymać, jest opcja wynajęcia namiotów - należało to zrobić poprzez napisanie maila, a rezerwacja liczyła się w momencie uzyskania pozytywnej odpowiedzi zwrotnej. Nocleg kosztował tyle co nic (bodajże 16 złotych od osoby ze zniżkami dla dzieci do 7 roku życia), a dzięki temu odpadło sporo kilogramów, które w przeciwnym razie trzeba by było nieść.
Wyruszyliśmy z największego parkingu znajdującego się niedaleko wąwozu (strasznie drogi, zapłaciłem 50 zł za dobę, w okolicy były chyba tańsze). Kiedyś już opisywałem tę drogę, dlatego teraz tylko skrótowo powiem, że była idealna: ścieżkę okalały wysokie skały, co i rusz trzeba było omijać wielkie głazy, wzdłuż trasy płynął potok, który w kilku miejscach przekraczało się przechodząc po mostkach, dużo było też wspinania się po metalowych schodkach. Droga była przygotowana świetnie i cieszyła się ogromną popularnością. Trzeba liczyć się z tym, że w sezonie może być tłoczno.
Do bazy namiotowej doszliśmy po ok. 2 godzinach z hakiem. Siostrzenica zasuwała dzielnie i bez większego narzekania, natomiast moja młoda walczyła trochę z muchami w nosie. Na miejscu zameldowaliśmy się do bazowego, który pokazał nam nasz namiot, przedstawił ogólne zasady przebywania w bazie oraz pokazał, co można w niej znaleźć. Według mnie było perfekcyjnie i do tej pory nie byłem w lepszym miejscu (prawda jest też taka, że nie mam dużego porównania). Poza zadaszoną kuchnio-stołówką, w której w olbrzymich garach gotowała się nieustannie woda i można było skorzystać ze sztućców, talerzy i tym podobnych rzeczy, w bazie było miejsce na ognisko, zlew do mycia naczyń oraz prysznic z wodą z płynącego obok potoku, a także źródełko z pyszną, zimną wodą. Namiot, w którym spaliśmy był czteroosobowy z dwoma komorami i półką na rzeczy znajdującą się w przedsionku; miejsca do spania były odizolowane od ziemi paletami wyłożonych materacem i kocem - karimaty, które wziąłem, okazały się niepotrzebne, wystarczyło zabrać śpiwory. Według mnie petarda, polecam gorąco.
Po małym posiłku i przepakowaniu się w mniejsze plecaki ruszyliśmy na szczyt. Droga wznosiła się już znaczniej i przez większość czasu szło się na pełnym słońcu, na szczęście rosły przy niej wysokie drzewa, pod którymi można było się na chwilę schować. Na rozległej polanie można było dostrzec pasące się owce, których dzwoneczki słychać było już z daleka, klimat był iście sielankowy. Wychodząc nasze dziewczyny nawiązały kontakt z dwoma innymi koleżankami w podobnym wieku, które szły ze swoją mamą, dzięki czemu przestały zwracać uwagę na trudy wędrówki. W tym miejscu serdecznie pozdrawiam panią Justynę, która zdecydowała się sama pójść na taką wyprawę ze swoimi dziewczynkami. Brawo!
Ogólnie trasa na Wysoką nie była wymagająca do momentu, w którym kończyła się polana. Później jednak nastąpił fragment, którego niezbyt lubię - zrobiło się stromo, a pod nogami była ziemia, której wierzchnia warstwa była dość sypka i łatwo było się poślizgnąć. Wchodziło się bardzo kiepsko, ale mimo to mijaliśmy kilka osób z nosidłami, w których były małe dzieci. Cóż, ja bym się jednak nie zdecydował iść tam z dzieckiem w nosidle wiedząc, jak wygląda droga.
Od skrzyżowania szlaków pod Wysoką trasa również prowadziła stromym podejściem, jednak tam było już skaliście, więc noga trzymała się podłoża pewniej. Przez większość czasu musiałem asekurować Mysz przy wchodzeniu, jednak nowo poznane koleżanki śmigały samodzielnie. Po pokonaniu, mimo wszystko, wymagającego podejścia, wspinaczce po głazach i zainstalowanych metalowych stopniach, dotarliśmy na szczyt. Od bazy zajęło nam to półtorej godziny. Zrobiliśmy dłuższą przerwę ciesząc się widokami i karmiąc dzieciaki zasłużonymi czekoladkami, po czym udaliśmy się w drogę powrotną.
Na miejscu nazbieraliśmy gałęzi i rozpaliliśmy ognisko, do którego po krótkim czasie zaczęły dołączać również inne osoby. Poza naszymi pociechami było sporo dzieci, także siostrzenica szybko znalazła sobie towarzystwo do zabawy. Niestety moja młoda jest bardzo nieśmiała, więc skończyło się na tym, że prawie cały czas musiałam być w jej pobliżu. Gdy nastał zmrok umyłem się pod lodowatym prysznicem i poszliśmy spać do naszego namiotu.
Obudziłem się wypoczęty i zadowolony. Obok mnie słodko spała Mysz, więc poleżałem jeszcze kilka chwil rozkoszując się tym, co upichciło dla mnie życie. Gdy reszta również powstawała, ogarnęliśmy z siostrą dzieciaki, zjedliśmy niespiesznie śniadanie wzbogacone kubkiem solidnej kawy, a następnie po uregulowaniu płatności za nocleg udaliśmy się z powrotem na parking. Dzieciakom bardzo się podobało (chociaż co innego niż nam, dorosłym), jednak siostrzenica, w przeciwieństwie do mojej Myszy, chyba nie zapałała miłością do namiotów. Zresztą zobaczymy: gdy tylko zacznie robić się cieplej spróbuję znowu zarzucić temat wypadu, a nuż znowu złowię jakieś rybki.
#gory #wycieczka #wedrujzhejto #fotografia #pieniny





Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Siema,
W #piechurwedruje
---------
Miejsce: Szpilówka (Pogórze Rożnowskie)
Data: 23 czerwca 2024 (niedziela)
Staty: 10.5km, 6h30, 310m przewyższeń
Na Szpilówkę wchodziłem już wcześniej od strony Lipnicy Murowanej i bardzo spodobała mi się ta nieduża górka. Postanowiłem, że wrócę tam kiedyś z Myszą i oto kilka miesięcy później nadarzyła się ku temu okazja. W drugiej połowie czerwca pogoda była wspaniała, więc wybraliśmy się tam na wycieczkę wraz z moim kolegą i jego synkiem.
Samochody zostawiliśmy w miejscu oznaczonym na mapach turystycznych jako Tymowa Górna, a na Google maps jako Parking A - w rzeczywistości była to po prostu szersza, błotnista leśna droga. Według komentarzy podejście stamtąd miało być wymagające, ale były to opinie mocno przesadzone: mimo, że trochę nachylone, nie było długie, i naszym czterolatkom nie sprawiło żadnych trudności.
Całe szczęście nigdzie nam się nie spieszyło i na wyprawę przeznaczyliśmy cały dzień, bo dzieciaki co i rusz zatrzymywały się przy kałużach, zbierały patyki, nakręcały się wzajemnie na brykanie po krzakach, także posuwaliśmy się do przodu w tempie żółwim. Nie chodziło jednak o to, żeby biec, ale żeby małe gnomy miały frajdę, także wszystko grało.
Gdzieś w połowie trasy można było zejść do pustelni św. Urbana, co też uczyniliśmy - tam rzeczywiście było dość stromo i musieliśmy asekurować dzieci przy schodzeniu. Zrobiliśmy przerwę na posiłek i ruszyliśmy dalej.
W końcu, po prawie 3 godzinach od opuszczenia parkingu, naszym oczom ukazała się wysoka, robiąca wrażenie wieża widokowa. Wspięliśmy się na tę dosłownie niemałą atrakcję, a po nasyceniu oczu widokami zeszliśmy na dół i zabraliśmy się za rozpalanie ogniska, co miało być główną atrakcją wycieczki. Gałęzi i połamanych, zasuszonych drzew było w okolicy pod dostatkiem, także zacząłem pracować siekierą i wkrótce na przygotowanym miejscu buchał już wysoki ogień. Dzieci były zachwycone. Upiekliśmy kiełbaski, zjedliśmy trochę owoców i innych pyszności, po czym ruszyliśmy w drogę powrotną. Na szczycie spędziliśmy niecałe 2 godziny.
Wracaliśmy tą samą trasą, którą przyszliśmy. Jako, że robiło się już późno, poganialiśmy trochę młodych, jednak i tak znaleźliśmy jeszcze chwilę, żeby pooglądać znajdujące się przy trasie okazałe mrowiska. Zalecam zachować przy nich ostrożność - kilka dużych mrówek weszło na Mysz, która dostała przez to ataku paniki i narobiła konkretnego krzyku.
Około 19 byliśmy z powrotem na parkingu i rozjechaliśmy się do swoich domów. Młoda, wykończona trasą, odleciała praktycznie od razu, gdy ruszyliśmy. Jeśli chodzi o wrażenia, to bardzo jej się podobało, a według mnie też było świetnie - szlak prowadzący na Szpilówkę jest bardzo przyjemny, lekki i urokliwy, a sam szczyt również ma dużo do zaoferowania, także mogę go z czystym sumieniem polecić.
#gory #wycieczka #wedrujzhejto #pogorzeroznowskie





Zaloguj się aby komentować
Siema,
Zapraszam na powrót do cieplejszych dni w #piechurwedruje
---------
Miejsce: Ciecień (Beskid Wyspowy)
Data: 8 czerwca 2024 (sobota)
Staty: 8km, 2h, 460m przewyższeń
To była kolejna wycieczka na Ciecień, na którą tym razem wziąłem samego Robalka. Jak zwykle zaplanowałem trasę, którą wcześniej nie szedłem, biorąc dodatkowo ogranicznik czasowy - chodzenie nie mogło trwać dłużej niż 2h30, żeby nie zamęczyć młodej. Samochód zostawiłem na skraju lasu, do którego dojechałem wąska asfaltową drogą. Nie wiem, czy można było się tam zatrzymywać, ale zakazu nie widziałem, a stało tam już inne auto (na więcej nie było zresztą miejsca, więc miałem dużo szczęścia).
Na szczyt wszedłem szlakiem czerwonym. Podobał mi się: nie był bardzo wymagający, sceneria i klimat lasu zmieniały się kilkakrotnie, co bardzo lubię. Dziubek zasnął w nosidle po jakichś 15 minutach marszu, także było bezproblemowo.
Na sam Ciecień doprowadził mnie już szlak niebieski. Warto zejść nim kawałek, aby dotrzeć do małej polany, z której rozpościera się widok na okoliczne pagórki. Rzecz jasna też tam poszedłem, a następnie - korzystając z tego, że młoda spała - zacząłem schodzić drugą częścią czerwonego szlaku prowadzącą do Szczyrzyc. Przy ścieżce rosły piękne różowe i białe naparstnice, pogoda dopisywała, las był chłodny i przyjazny, po prostu wymarzone warunki na wycieczkę.
Podczas schodzenia zahaczyłem jeszcze o małą polanę, na której stała ambona, a także poszedłem pod leśną chatkę, mijając po drodze krzyż poświęcony partyzantom. Droga była kamienista, więc na wszelki wypadek w ruch poszły kijki. Do samochodu wróciłem już nieoznakowaną, szeroką drogą dla samochodów, co było jedyną opcją pozwalającą na zrobienie małej pętli.
Ogólnie trasę oceniam pozytywnie - było ładnie i w miarę szybko. Jedyny mankament to kwestia tego, gdzie powinno się zostawić w tamtym miejscu auto, bo najbliższy parking jaki widziałem na mapie był w Skrzydlnej, a wtedy czekałoby nas dodatkowe ponad 2km asfaltem w pełnym słońcu.
#gory #wycieczka #wedrujzhejto #fotografia #beskidwyspowy





Zaloguj się aby komentować
#fotografia #fotografiamobilna , trochę #astrofotografia #koscielisko #gory #fotografiaamatorska

Zaloguj się aby komentować
22.11 wschód słońca na górze Śnieżnik. Mocny wiatr w porywach do 50 km/h przeszywał ciało. Palce przymarzły przez podwójne rękawiczki ale było warto. Wyście od parkingu z Międzygórza o 4:16, spora pętla dookoła góry, łącznie wyszło 30 kilometrów w pięknej białej scenerii.
#gory #podroze #trekking #zima




Jest i śnieżnikowy bledner
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry,
Postanowiłem się podzielić zdjęciem, które niedawno znalazłem. Przedstawia ono SdKfz 164 Nashorn tudzież Hornisse w Alpach ( w tle najwyższy szczyt Austrii Grossglockner)
Zdjecie wykonane mniej więcej z tego miejsca: https://maps.app.goo.gl/V9ef1yWgHb86c6jd8
Polecam pokręcić sie po okolicy bo jest przepiękna.
#ciekawostkihistoryczne #historia nieśmiało #gory #iiwojnaswiatowa

Podróżnikom polecam Großglockner Hochalpenstraße - to płatna drogą widokowa tamże.
Niebywałe wrażenia geoturystyczne.
Ja zawitałem tam w lipcu tego roku na motocyklu, a wracałem helikopterem do Lienz, do szpitala. Ech, nie wiem jak to zrobiłem, ale zwaliłem się w zakręcie z motocykla i złamałem dwie kości nogi + skręciłem staw skokowy.
I tu muszę pochwalić potomków słynnego akwarelisty za świetnie wykonaną operację i późniejszą opiekę. Dostałem od nich w prezencie dwie blachy tytanowe i osiemnaście śrub, które na rtg wyglądają jak wkręty do płyt GK.
Ale jak mawiał Franz, „jeszcze tu kurfa wrócimy!” (plan jest na lipiec 2025).
Dlaczego o tym wspominam? Bo fauna - na zdjęciu jest niemiecki nosorożec, a ja nie okiełznałem brytyjskiego tygrysa.
Zaloguj się aby komentować
Książeczka wyrusza dziś w drogę na weryfikację
#zielczanwgorach #koronagorpolski #gory


@Ragnarokk to prawda, chociaż mają w tym trochę racji, że książeczka to fajna pamiątka - ale mogliby zrobić to elektronicznie z uploadem zdjęć, a kwestię papierowej wersji pozostawić do wyboru. Niestety wszystkie te organizacje to żyją w latach 90 jeszcze, to samo jest z GOT PTTK, nastukałem tam kilkaset punktów, ale w końcu nie chciało mi się weryfikować i nigdy żadnej gotki nie odebrałem
Zaloguj się aby komentować
Siema,
Nocne tuptanie w #piechurwedruje
---------
Miejsce: Lubogoszcz (Beskid Wyspowy)
Data: 19/20 października 2024 (sobota/niedziela)
Staty: 14.5km, 4h, 650m przewyższeń
Na Lubogoszcz można wejść czterema dostępnymi szlakami: czarnym, zielonym oraz czerwonym od Mszany Dolnej, lub czerwonym od Kasiny Wielkiej. Tym razem zdecydowaliśmy się z tatą na czarny i w godzinach wieczornych wyruszyliśmy w drogę spod stacji benzynowej, przy której zostawiliśmy samochód.
Początkowo trasa prowadziła przy ulicy, a następnie wznosiła się między osiedle domków jednorodzinnych. Wkrótce kroczyliśmy już w ciemnym lesie po ścieżce usianej opadłymi z drzew liśćmi. Mimo, że droga była typowo leśna, to co jakiś czas widać było studzienki kanalizacyjne, a niebawem wyjaśniło się, skąd się tam wzięły - naszym oczom ukazała się dość duża baza, nazywana Bazą Lubogoszcz, należąca do Krakowskiego Szkolnego Ośrodka Sportowego. Z ciekawostek, jej historia sięga trzeciej dekady XX wieku, a została założona przez Amerykanów jako miejsce wyjazdowe dla Young Men's Christian Association. Tak, chodzi o sławne YMCA znane z przekornej piosenki Village People.
Minęliśmy bazę i kontynuowaliśmy wspinaczkę na Lubogoszcz Zachodni. Droga nie wyróżniała się niczym szczególnym i może dlatego w pewnym momencie zaczęła mi się dłużyć. Ostatecznie dotarliśmy na pierwszy ze szczytów, który znajdował się dosłownie kilka kroków od głównej ścieżki. Przy tabliczce z nazwą szczytu była pojedyncza ławka, na której przez chwilę przycupnęliśmy.
Od tamtego miejsca trasa na Lubogoszcz była już czysto spacerowa, z niewielką ilością przewyższeń. Po północnej stronie słychać było uciekające stada spłoszonych przez nas saren, które swoimi kopytami roztrącały na boki zeschnięte, szeleszczące liście.
Na Lubogoszcz dotarliśmy na kilka minut przed północą. Poza wieloma ławkami i ławami oraz miejscem na ognisko, znajdował się tam sporych rozmiarów krzyż. Polana, jeśli tak można to nazwać, była otoczona lasem, więc poza skrzącymi się nad nami gwiazdami niewiele mogliśmy zobaczyć. Szkoda, że nie było tam wieży widokowej - miejsca na takową było dość, w bliskiej okolicy żadnej nie ma, myślę, że byłoby to coś fajnego.
Po przerwie na gorącą herbatę i bułkę ruszyliśmy w drogę powrotną. Wracaliśmy dla odmiany czerwonym szlakiem, jednak gdybym miał iść tą trasą znowu, to zdecydowanie wybrałbym ponownie czarny, a to z względu na końcówkę. O ile przez las, a następnie przez rozległe pola oferujące widok na sąsiednie szczyty szło się przyjemnie, to po ich opuszczeniu czekała nas (na mój gust) zbyt długa droga powrotna asfaltem - jakieś 2 km marszu.
Ogólnie jednak wyprawa się udała i na ten moment podejście czarnym szlakiem wydaje mi się najlepszym z tych, które są dostępne z Mszany Dolnej (zielony jest najgorszy, bo najdłużej prowadzi asfaltem). Jeśli czerwony z Kasiny Wielkiej okaże się lepszy, to na pewno dam znać.
#gory #wedrujzhejto #wycieczka #beskidwyspowy #fotografia





@LondoMollari Na Babiej zawsze tłoczno i pizga złem, więc dobrze mieć coś ekstra ciepłego, żeby na szczycie założyć podczas czekania. Możesz sobie obczajać warunki na mountain-forecast , żeby była dobra przejrzystość i stosunkowo małe podmuchy (najlepiej sprawdzać na dwa dni do przodu, dłuższe prognozy zwykle zawodzą).
Zaloguj się aby komentować
Walka jesieni z zimą i moja z lenistwem.
I test termosa za 23zł z aliexpress. Plus: trzyma wrzątek parę godzin. Minus: trzyma wrzątek parę godzin i nie można pić z gwinta gdy zapomni się kubka. Zrobiłem sobie Ice Tea ze śniegu.
Pindelówka (Przyborów) - Mała Mędralowa - Wielka Mędralowa - Tabakowe Siodło - Borsucze - krzakami na Głuchaczki - Pindelówka.
#gory





Zaloguj się aby komentować
#fotografia #gory
Zima próbuje wytargać góry jesieni. Walka trwa, a ja się przyglądam z zachwytem.

Zaloguj się aby komentować
Za nami Velkofatranska Magistrala na Słowacji
#podroze #slowacja #gory #trekking





@Piechur wręcz idealne, szliśmy od 9 do 11 listopada, dopiero w dolinie gdy schodziliśmy do Starych Hor zrobiło się zimno i mrocznie, a tak przez trzy dni idealna pogoda, owszem w nocy przymrozki i nocleg w "utulni" bez dobrego śpiwora byłby męczący, ale i tak było super, chociaż można się zdziwić, że o takiej porze roku brakuje wody.
Zaloguj się aby komentować
Jak to w komentarzu ktoś fajnie napisał, łączne IQ rodziców wynosi 55 #wiadomoscipolska #gory

Zaloguj się aby komentować
I jeszcze ujęcie ze Śnieżki dzisiaj, ze starlinkami w tle.
foto: Mateusz Frycz
#fotografia #sniezka #swietoniepodleglosci #starlink #gory

Zaloguj się aby komentować