454 + 1 = 455
Tytuł: Smashing Machine
Rok produkcji: 2025
Kategoria: Sportowy
Reżyseria: Benny Safdie
Czas trwania: 2h 3m
Ocena: 6/10
W sumie dopóki w tym filmie nie wiemy gdzie zmierzają twórcy to toczy się dość gładko fabuła - sportowe wyzwania, treningi, walka z nałogiem i niespokojny związek z borderline-girl. Potem dynamika lekko siada, by ostatecznie dać nam na koniec jedno wielkie nic.
To historia jednego z pionierów MMA - Marka Kerra. I sama rola Dwayne'a Johnsona nie rozczarowuje. Kerr to był potężny byk, który swego czasu królował w japońskiej organizacji (legendarnej już dziś) - Pride.
Problem jednak z tym aktorem jest taki, że Dwayne nie pasuje tutaj wiekowo - dysonans jest dość spory, a charakteryzacja zamiast ukrywać różnicę wieku między filmowym Kerrem a aktorem, tylko ją uwydatnia. Mimo to warto docenić aktorskie zdolności Johnsona. Nie odstaje też Emily Blunt, grająca jego ówczesną partnerkę.
A teraz - dlaczego wielkie nic? Nie ma tam żadnej konkluzji. Ot, był taki Mark Kerr, świetny wojownik, który musiał się mierzyć w swoim peaku karierowym z uzależnieniem i chorobą swojej dziewczyny. Potem oglądamy jego powrót do walki, perypetie sportowe i... koniec. Przejazd na 20 lat później i widzimy prawdziwego Kerra w aktualnym już wieku, który robi zakupy w sklepie.
Czegoś ewidentnie zabrakło w tej końcówce, czegoś co można by rzucić nawet na oślep widzowi, by miał poczucie, że obejrzał skończone dzieło. A tymczasem Smashing Machine ani nie jest bio-laurką, ani jakimś prostym traktatem o kondycji pionierów MMA.
Gdyby nie to spokojnie dałabym 7/10, bo to wcale nie jest zły film, mimo wiekowego obsadzenia i braku celu na samym końcu - po co powstał ten film.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app
#filmmeter #filmy #kinozmahjongiem




























