Wiedeń, przełom XIX i XX wieku. Wyjątkowy narrator zaprzyjaźniony z karuzelą prowadzi przez serię miłosnych historii, które targają stolicą cesarstwa Habsburgów.
Początek świetny - w szczególności monolog później już były sztampowo
Henry Jekyll eksperymentuje z kokainą; nagle wszystko wymyka mu się spod kontroli i zmienia się w odrażającego Jacka Hyde`a. Jako Hyde spędza noce wędrując po ulicach...
Hej. Mam pytanie do ludzi spod tagów #filmmeter #gamesmeter i innych jeśli jeszcze jakieś podobne istnieją. Na starcie sorka za spam na tagach, jak coś to usunę posta.
Wytłumaczy ktoś dokładnie zasady zabawy? Bo chciałem zacząć coś takiego samego tylko dla anime pod tagiem #animemeter. Nie mogę znaleźć nigdzie na żadnej ze stronek (bookmeter.xyz , gamesmeter.bieda.it , filmmeter.vercel.app ) info o tym więc jedyne co to mogę wnioskować na podstawie wpisów. Rozumiem, że po prostu po przeczytaniu, obejrzeniu zagraniu w coś robicie posta w którym zwiększacie licznik o 1, dajecie podstawowe info o dziele oraz piszecie swoją recenzje czy krótką opinie ta? I statystyki się resetują co rok?
Co jak ktoś się pomyli i źle policzy?
W jaki sposób sumujecie potem te statystyki? Macie gdzieś jakiś kod do tego upubliczniony czy mam sobie napisać to samemu?
A teraz parę pytań do ludzi z tagu #anime. Macie jakieś sugestie jak to powinno wyglądać w naszym wypadku? No bo tutaj mamy o tyle prościej, że każde anime będzie w bazie MAL, Anilist itp. więc można by uprościć sposób dodawania postów. Że np. wklei się tylko linka do MAL i podstawowe informacje o animacji się zaciągną z ich API i dla użytkownika pozostanie jedynie napisać co o nim sądzi.
To jakie info zaciągać z API? Tytuły brać po angielsku, czy po japońsku w romaji czy np. oba? Zaciągać też opis fabuły czy zostawić to dla użytkownika do opisania?
No i w ogóle to najważniejsze czy chciałby się ktoś w coś takiego bawić? Bo jak ma się skończyć, ze góra 3 użytkowników będzie spamiło tag postami bez żadnego odzewu to raczej nie ma sensu prawda? Wołam też @Rozpierpapierduchacz bo to on prosił żebym zrobił tego posta.
@l__p seriale też lądują na filmmeter? Bo że @TyGrySSek ładuje tam filmy ghibli i pokemonów, to jasne i zrozumiałe, są to jednak fimy pełnometrażowe. My się jednak z reguły rozbijamy o serie
A tak poważniej to zabawa jest bardzo liberalna: czytasz, oglądasz, grasz i po jakimś czasie opisujesz czy i jak się podobało. Możesz pisać referat na 2000 słów, możesz napisać 3-4 zdania. Jedyną miękką zasadą jest, aby nie pisać, że coś jest ch⁎⁎⁎we albo rewelacyjne po 10 min grania /czytania / oglądania Większość ludzi wrzuca tylko tytułu skończone, ale nie jest to wymóg.
@boogie No w sumie to też miałem zapytać, czy trzeba ukończyć daną rzecz żeby ją wrzucić. Moim zdaniem by wypadało no ale wtedy nie pojawiały by się prawie posty z rzeczami których bardzo nie polecamy bo takich zazwyczaj nie kończymy.
@szatkus-1 nie, czytałem o tych zdjęciach - oni to robili np w niedziele o 5-6 rano, nie płacili za zamykanie ulic, tylko błagali nielicznych, co by chwilkę poczekali, bo film się kręci
były oficjalne, ale ultra-krótkie zamknięcia ulic - miasto dało zgody, ale na minuty, nie godziny (GPT podpowiada, że np Westminster Bridge – zamknięta na ok. 20 minut, Piccadilly Circus – kilka minut, jeden przejazd kamery i koniec)
@szatkus-1 ten film był tak bardzo budżetowo zrobiony, że nawet go nie kręvcili na kamerze filmowej, tylko na camcorderze Canon XL-1 dlatego dzisiaj ten film tak mocno odstaje jakością. trochę w chołdzie temu pierwszemu, ta ostatnia część została nakręcona na Iphonie
Dwóch policjantów, pracujących na co dzień w wydziale zabójstw Komendy Stołecznej Policji, odkrywa, że z pozoru przypadkowe morderstwa zaczynają się ze sobą łączyć. Tajemniczości całości dodaje fakt, że wokół sprawy zaczynają kręcić się ludzie ze służb i polityki. A kolejni ludzie wciąż giną.
Mam co do tego serialu (jego 1. sezonu) mieszane uczucia. Z jednej strony fabuła całkiem ciekawie i zgrabnie skonstruowana, momentami zaskakująca, do końca nie wiadomo co się wydarzy. Z drugiej strony jest to strasznie "sterylny" świat, bliższy bardziej telenoweli niż prawdziwemu kryminałowi, przez co ciężko było mi się w niego w pełni wczuć. Nawet melina wydaje się względnie sympatyczna. Daleko mu pod tym względem do serialu "Pitbull", który stanowi dla mnie wyznacznik udanego polskiego serialu kryminalnego.
Szkoda, że taki krótki owy dokument o 33 zdjęciach zrobionych przez polskiego strażaka w getcie żydowskim, które zostały znalezione dopiero wiele lat po jego śmierci, przez jego syna i córkę. To jedyne zdjęcia z getta zrobione przez kogoś innego niż niemieckich żołnierzy, więc dość unikalna sprawa.
Leszek Grzywaczewski jest młodym mężczyzną, gdy zaczyna się wojna. Zostaje strażakiem i gdy w 1943 roku wybucha powstanie w getcie żydowskim w Warszawie jest dysponowany do gaszenia pożarów zgłoszonych budynków przez Niemców. W tym czasie Grzywaczewski robi potajemnie zdjęcia getta, czasem w bliskiej obecności niemieckich żołnierzy, ryzykując życiem.
Ale nie tylko tam ryzykuje życiem, poza gettem również - jego rodzina pomaga Żydom w czasie wojny i w filmie dowiadujemy się, że dzięki temu przeżyła cała rodzina i jeszcze jedna kobieta.
To film o cichym bohaterze, realnym świadku tragedii, która na zawsze go zmieniła a sceny z getta utkwiły już i wyobcowały go lekko jako człowieka - tego dowiadujemy się z zapisków z dziennika młodego Leszka, które także znajduje syn.
Bardzo fajnie zrealizowany dokument - mamy perspektywę ocalonej dziewczynki (w filmie już starszej kobiety), oraz dzieci innej ocalonej kobiety. Do tego dochodzą takie ciekawostki jak dokładna analiza miejsc, w których Grzywaczewski robił zdjęcia w getcie - robi to ekspert od Warszawy, który z precyzyjną dokładnością potrafi określić, która to ulica, który to dom, ba! nawet które to okno.
Sam negatyw jest uszkodzony lekko i inny specjalista dzięki temu potrafi znaleźć model aparatu, którym robił wtedy zdjęcia strażak, a nawet w jaki sposób je robił i dlaczego zdjęcia się ucinają lub nakładają na siebie.
Ktoś miał pomysł i to widać, oglądając ten dokument. Polecam gorąco - jest dostępny na HBO.
*zamiast plakatu wrzucam jedno ze zdjęć z getta - można zobaczyć jak blisko akcji był polski strażak, i jak blisko niebezpieczeństwa, robił zdjęcia praktycznie w obecności Niemców.
Obsada: Michael Caine, Donald Pleasence, Lawrence Douglas, Trevor Howard
Czas trwania: 1h 40min
Ocena: 8/10
Osierocony David udaje się do żyjącego na odludziu stryja z listem pozostawionym przez ojca. Nie wie, że jest to początek jego licznych i niebezpiecznych przygód.
Jedynie samo zakończenie zostało trochę po macoszemu potraktowane
Nie spodziewałem się, że to będzie tak dobry film.
Przede wszystkim nie zgadzam się z różnymi komentarzami, że to pornografia przemocy. Myślę, że trudno jest inaczej pokazać przemoc domową bez pokazywania rzeczywistej przemocy. To musiał być obraz brutalności, żeby dobitnie zaznaczyć, jak wygląda życie ofiary przemocowca. Że nie dotyka jej agresja wyłącznie fizyczna, ale także psychiczna i ekonomiczna.
Nie zgodzę się także z tym, że „płeć ma przemoc”, czyli męską. Już na początku mamy przykład przemocowej matki, która w żaden sposób nie wspiera swojej córki, a wręcz przeciwnie, ciągle ściąga ją w dół. Siostra nadużywająca alkoholu i wyzywająca swojego męża od debili, impotentów i cip. Znajome męża głównej bohaterki ignorujące wyraźny problem. Czy chociażby partnerka, która okładała samą siebie, byleby tylko móc pozbyć się swojego partnera, wyprowadzonego przez policję z własnego domu.
Wydawałoby się, że zachowanie głównej bohaterki jest bardzo nielogiczne - dlaczego po prostu nie odejdzie od swojego męża? I dokąd miałaby pójść? Matka zmarła. Siostry ciągle nie było. Własnych pieniędzy najpewniej nie miała. Poza tym pewnie przez całe swoje życie słyszała od matki, że jest najgorszą osobą na świecie, niczego wartą, że przez nią rodzicielka porzuciła swoje marzenia. Skoro mówiła tak do dorosłej córki, to wcześniej zapewne było identycznie. Więc prawdopodobnie Gosia nie wierzyła, że poradzi sobie sama. Że może uwolnić się od męża.
Łatwo jest oceniać taką osobę i jej zachowanie, ale nie wiemy, co siedzi w jej głowie. Szczególnie, gdy jej partner za każdym razem wmawia jej kłamstwa, robi z nią głupią, manipuluje, zastrasza, oczernia, ośmiesza. Gdy sama już nie wie, w co ma wierzyć.
Od początku seansu czułem wewnętrzne napięcie, wiedząc, że prędzej czy później COŚ nastąpi. I ani trochę nie przeszkadzała mi poszatkowana fabuła - mimo że czasem nie wiedziałem, czy to rzeczywistość, to myślę, że dobrze odzwierciedlało to stan głównej bohaterki.
@cyberpunkowy_neuromantyk fajny wpis. Podpisuję się pod tym też. Dla mnie alternatywa happy endu przy tym wszystkim wyglądała aż za bajkowo. Ale dla równowagi psychicznej można uznać, że obie wersje zakończenia mogły by być możliwe, czyli ta optymistyczna też.
a) można wyrwać się z takiego piekła
b) często kobiety same z siebie wracają do tego piekła
Ogółem można potraktować „Dom dobry” jako taki film informacyjny: jak działają tacy przemocowcy, że kobietom nie jest łatwo, ponieważ ludzie im nie wierzą, że nie wierzą im, ponieważ niektóre kobiety potrafią kłamać i oczerniać swoich partnerów. Jak szukać pomocy i że ta pomoc jest możliwa. I tak dalej, i tak dalej.
@cyberpunkowy_neuromantyk widzę, że zachęciłem społeczność Hejto do obejrzenia Domu Dobrego na Prime
Zachowanie głównej bohaterki było nielogicznej, bo była osobą o niskiej samoocenie (dzięki matce), a potem mąż zafundował jej ostre pranie mózgu (gaslighting). Ta poszatkowana fabuła miała potęgować to co się działo w jej głowie. I jeszcze dla wyolbrzymienia tego efektu to mąż otrzymał władzę absolutną w postaci układów i znajomości. Co do zakończenia - myślę, że reżyser pokazuje dwie skrajne opcje - uwolnienie się od potwora wymagające przejścia raz jeszcze koszmar przed sądem (lepsza opcja) lub wykończenie potwora i przejście sądowego koszmaru o wywalczenie możliwie krótkiego wyroku (gorsza opcja), ale wydaje mi się, że to przenikanie się zakończeń wskazuje na to, że Gosia nadal się mota i analizuje co powinna zrobić i wizualizacją tych przemyśleń są właśnie te poszatkowane scenki, które pomieszane są ze wspomnieniami (np. red flagów, które zignorowała).
Tytuł: Jeźdźcy sprawiedliwości (Riders of Justice)
Rok produkcji: 2020
Kategoria: Akcja / Kryminał
Reżyseria: Anders Thomas Jensen
Czas trwania: 1h 55m
Ocena: 5/10
Pierwsza połowa filmu mocno nużąca, druga z jednej strony wciągająca, ale nawet jak na mój gust za losowa. Miejscami dziwny humor. Jest to w pewnym sensie miks różnych garunków, włączając w to czarną komedię i po ocenach widziałem, że ludzi potrafi zachwycić. Mnie produkcja bardziej zmęczyła niż zachwyciła.
Niestety, mimo zaliczonej lektury wiele lat temu - nie pamiętam prawie nic z książki, więc trudno mi to ocenić jako adaptację. Pamiętam tylko, że mi książka się podobała. Tyle.
Jako po prostu film - jego jedyną wadą, że jest lekko za długi, ale z drugiej strony rola Isabelle Huppert tak trzyma za mordę, że ciężko nie bawić się dobrze na tym obrazie.
Pani Bovary nie przepada za swoim małżeństwem, jest nudno i przewidywalnie, a mąż wydaje się jej irytujący. Jedna impreza na salonach otworzy przed kobietą oczy, że można żyć inaczej. Więc pani Bovary wchodzi w to - w uciechy życia doczesnego, romanse są odskocznią od jej nudnego życia.
Leciał wczoraj na TVP Kultura więc ciągiem po "Wieku niewinności" obejrzałam. Ciekawe to było doświadczenie, gdzie w "Wieku" wygrywają konwenanse, a w "Pani Bovary" konwenanse nie mają szans przed zdobywającą romantyczne doświadczenia znudzoną mężatką.
Niekoniecznie polecam, może się dłużyć, ale Huppert jest tak gigantyczna, że naprawdę warto - można się nawet pośmiać, taki rys wdrożyła w panią Bovary ta znakomita aktorka.
Wiek XIX, Nowy Jork, elita towarzyska miasta, takie wyższe sfery. Archer jest zaręczony z młodą May, wydaje się, że jest szczęśliwie zakochany. Ale na jego drodze staje hrabina Oleńska, w której Archer natychmiast się zakochuje.
Pragnie kontaktu z kobietą, która jest w trakcie rozwodu, ale mimo pożądania i odwzajemnionego uczucia hrabiny Archer dalej trzyma się konwenansów. Nawet lekko przerażony własnymi uczuciami chce przyspieszyć ślub, co nie umyka uwadze jego narzeczonej.
Ostatecznie i Archer i hrabina wybierają drogę konwenansów zamiast uczucia.
Dość nietypowy film w twórczości Scorsese. "Wiek niewinności" jest napakowany klimatem epoki tych wysokich elit. Trudno mi go ocenić, chociaż spłakałam się na koniec nad losem straconego uczucia?, nie wiem czy bardziej nie nad myślą samej May, która wcale nie była taka naiwna jak sądził Archer.
Mimo wszystko polecam - świetni aktorzy, reżyser top i realizacja również zacna.
Opowieść o przemocowym związku w dość krótkoujęciowo zmontowanym filmie. Przeskakujemy od sceny do sceny, od czasu dobrego do złego, od alternatywy dobrej do złej.
Gosia poznaje starszego od siebie Grzegorza. To on zajmie się nią gdy spijaczona matka zmusi ją (psychicznie) do wyprowadzki. Potem wspólne mieszkanko, wakacyjki, ślub. Elegancko wręcz, choć powoli zaczynają pojawiać się rysy, ale potem Smarzowski konsekwentnie od razu ładuje nas w emocjonalne piekło Gosi.
Grzegorz nie dość, że jest przemocowcem, to jeszcze sadystą, który lubi patrzeć jak Gosia cierpi. Wydaje mu się, że może wszystko, bo ma znajomości, zgłoszenia Gosi na policję lądują od razu w koszu. Swoją przemoc argumentuje przemocowym wychowaniem, które ostatecznie pochwala.
Taki chaotyczny motyw montażu pokazuje nam różne sytuacje z innego punktu widzenia - jak na przykład wizyta ex-żony Grzegorza, dopiero później dowiadujemy się, że ostrzegła Gosię przed nim.
Czasem nie wiadomo co jest prawdą, a co halucynacją. Najlepiej chyba uznać to za dwie ścieżki alternatywne: gdzie Gosia ucieka od Grzegorza, otrzymuje pomoc, uruchamia system by uzyskać rozwód i pełną opiekę nad córką oraz ścieżka, w której postanawia wrócić/zostać z Grzegorzem.
W pierwszej wersji Gosia jest w końcu szczęśliwa, otoczona przyjaciółmi a Grzegorz zniknął z obrazka, w drugiej wersji dla nikogo nie kończy się to dobrze.
Wiem, że niektórzy podśmiechują się, że Smarzowski to taki Vega dla intelektualistów, ale ja lubię te jego realizacyjne sztuczki i że nie ułatwia nic widzowi, tylko od razu do niego strzela by "zabić". W sumie jakby pomyśleć, to mało jest takich reżyserów - nawet jeśli ktoś chce nakręcić jakąś strasznie brutalną historię, to wprowadza widza w to w pewnym tempie. U Smarzowskiego tempo wydaje się chaotyczne, nic nie jest zamknięte.
Na plus też scenki z innych żyć z przemocowcami. Od razu przypomniały mi się wmontowane historyjki pijaków z "Pod mocnym aniołem".
@Mahjong oglądałem wczoraj i mną wstrząsnął... Obejrzałem też wywiady z twórcami i aktorami. Mam nadzieję, że ta produkcja dotrze do jak największej liczby odbiorców. Ponoć niedługo po premierze kinowej, bardzo wzrosła liczba kobiet zgłaszających przemoc domową. I bardzo dobrze! Dla mnie Smarzowski robi polskie Kino Moralnego Niepokoju ver. 2.0 - i robi to fenomenalnie!
@Mahjong wydaje mi się, że obie przenikające się wersje zakończenia to tak naprawdę projekcje myśli zagubionej Gosi, pomieszane ze wspomnieniami i halucynacjami. Zabieg ten ma zobrazować zrujnowany stan psychiki ofiary jako odpowiedz na jojczenie czemu ona nie chce wyjść z toksycznego związku i pokazać, że nie przemoc to nie tylko podbite oko, ale również robienie sieczki z mózgu.
@aerthevist dokładnie tak jest, Agata Turkot o tym opowiadała w jednym z wywiadów, że te projekcje, co jest prawdą a co iluzją to zamysł Smarzowskiego na to, co przechodzą kobiety w takich związkach...
@Dybala te "tanie chwyty" to niestety prawdziwe historie kobiet, które musiały przechodzić takie gehenny. Żadna z tych scen i historii nie została zmyślona, tylko spisana od ofiar przemocy
Po 3 wojnie światowej ostatni ludzie na ziemi zamieszkują "Kopułę", gdzie w oczekiwaniu na zbawienną arkę zaczynają powoli szaleć.
W sumie vibeuje ale nie mam pojęcia dlaczego. Nie będę udawał że w pełni rozumiem co ten film chciał przekazać. Ogrom symboliki, nawiązań do religii, systemów kapitalistycznych czy komunistycznych jest w pewnym momencie przytłaczający. Nie jestem nawet pewien czy pełne zrozumienie w pierwszym seansie jest oczekiwane, czy bardziej celem jest chłonięcie atmosfery filmu. A jest co chłonąć, film klimatem przypominał mi Łowcę Androidów ze swoimi filozoficznymi podtekstami i ślicznymi post-apo zdjęciami.
Film widziałem pierwszy raz, będę musiał obejrzeć teraz ponownie Blade Runnera 2049, bo są tam wyraźne nawiązania.
Przenosimy się do wspaniałych czasów sprzed pandemii... do 2019 r. No mieli niezłe wyobrażenie naszych czasów - trzeba przyznać (do 2049 r. też już wcale niedaleko).
Przede wszystkim film robi wrażenie. Czasy sprzed CGI - co wyraźnie widać i co warto docenić. Mnóstwo świetnej roboty ze światłem, bardzo dobra muzyka. I wiele pytań.
Czy androidy śnią o elektrycznych owcach? Nie. O jednorożcach.