W amerykańskiej agencji antynarkotykowej działającej w Paryżu dochodzi do serii zabójstw. Szef agencji, Steve Ventura , zamierza chronić pozostałych podwładnych. Postanawia zlikwidować narkotykowego bossa - według niego to właśnie Brizard, powszechnie szanowany obywatel, jest odpowiedzialny za wszystkie morderstwa. Z pomocą inspektora policji Ventura nawiązuje kontakt z zawodowym zabójcą.
Nieobecny w życiu dwóch córek ojciec-reżyser wraca z propozycją aby obsadzić jedną z nich w roli w swoim filmie.
Kurde, dawno mnie żaden film tak nie poskładał. Przez dłuższą część film ukrywa bagaż emocjonalny całej rodziny w niedopowiedzeniach i niezręcznych rozmowach na tyle zręcznie, że kiedy jest pod koniec filmu jedna scena z uwolnieniem emocji, to przyznaje że łezka poleciała.
Swietny aktorsko w całej obsadzie. Dotyka całej gamy tematów rodziny, zmian pokoleniowych i traum przenoszonych z rodziców na dzieci. Komediowe tony tu i ówdzie (jak filmowy prezent dziadka) sprawiają że pomimo tematyki nie jest to ciężki seans (co nie oznacza że odejmują od powagi). Dla mnie film 2025 roku
Akcja sunie prędko i z polotem, młody dżokej Krzysiek z Sopotu chce wygrać Warszawską, ale układy i zakłady rządzą ustawianiem wyścigów, o czym młodziak szybko się przekonuje, jego ojciec zresztą też w młodości przeżył to na własnej skórze.
Krzysiek postanawia znaleźć sposób na załatwienie nieczystych układów i zarazem sposób na wygranie Warszawskiej.
Największą zasługę dla mnie robiło odwzorowanie początku lat 90. I to nie tylko w takich szczegółach jak stare banknoty, ortaliony i stadion 10lecia, ale także z szerokiego planu, więc z pompą robiona epoka w filmie.
To typowy akcyjniak, fajnie zmontowany, aktorzy robią robotę, zdjęcia są spoko - zarówno te oddające epokę jak i te wyścigowe.
Tylko dlaczego większość polskich produkcji obstawia garstka aktorów? Z całym szacunkiem dla Ziętka i jego talentu ale jego japa tak potwornie mi się opatrzyła. A chyba jeszcze bardziej mnie znudziła twarz pani Permanentne-znieczulenie-dentystyczne Żulewskiej.
Jak się powiedziało Scary, to trzeba powiedzieć Movie. Zapraszam do #piechuroglada
----------
Tytuł: Scary Movie 3
Rok produkcji: 2003
Reżyseria: David Zucker
Kategoria: #komedia
Czas trwania: 84 min
Moja ocena: 5/10
Dziennikarka Cindy Campbell wpada na trop kasety, po obejrzeniu której ludzie umierają w ciągu siedmiu dni. Są też kosmici, rapujący farmer i inne chuje muje.
Konfrontacja nostalgii z rzeczywistością zakończyła się niestety brutalnie. Film, na którym lałem ze śmiechu, gdy oglądałem go w kinie będąc nastolatkiem, teraz tylko w niektórych momentach sprawił, że lekko się uśmiechnąłem. Widać zmianę w reżyserii od pierwszych dwóch części: jest bardziej hollywoodzko, zwiększono znacznie nacisk na żarty słowne, niektóre zresztą całkiem fajnie siadły. Ogólnie ta część przypominała mi klimatem Nagą Broń i obecność w niej Leslie Nielsena nie jest raczej przypadkowa. Mocne strony: sceny z Brendą, kilka momentów z Architektem, Anna Faris dalej w formie. Mimo, że film trwał krócej niż półtorej godziny, to dłużył mi się to trochę i jakoś tak oglądałem bez większego zainteresowania. Ani nie polecam, ani nie nie polecam.
Nie będę dodawać kategorii "biograficzny", bo o ile fakty twarde się zgadzają, tak samo "mięso" historii to wymyślone domniemania. Po prostu historia z życia Williama Szekspira była punktem wyjścia filmu.
SPOILERY poniżej, rzadko je daję, bo mam wyjebane XD - większość moich wpisów i tak zawiera spoilery, ale ten film warto obejrzeć bez czytania jak się skończy, więc kolejne akapity raczej sugeruję przeczytać po obejrzeniu Hamneta.
Will ma piękną i specyficzną żonę, córkę oraz wspaniałe bliźnięta - Judith i Hamneta. Głównie wychowuje je Agnes, bo Will nie umie odnaleźć się w zwykłej robocie - wyjeżdża do Londynu, gdzie pisze dramaty, szybko zaczyna robić karierę. Jednak nad rodziną Szekspira przemyka cień śmierci - dżuma, która zabiera chłopca - Hamneta. Agnes popada w rozpacz, sam William nie potrafi jej pomóc i po śmierci chłopca wraca do Londynu. Wygląda jak porzucenie trochę, ale ostatecznie dowiemy się, że sam Szekspir też był w głębokiej żałobie i rzucił się w wir pracy.
Agnes ze swoim bratem przyjeżdża do Londynu, by obejrzeć premierę najnowszego dzieła Willa, czyli "Hamlet". Jest naiwnie przekonana, że to dramat o jej synku i początek spektaklu wprawia ją w smutne zaskoczenie. Jednak im dalej wgłębia się w historię filozofującego młodzieńca, który musi dokonać zemsty za śmierć ojca, tym bardziej zaczyna rozumieć, jak bardzo jednak "Hamlet" odnosi się do jej syna - a my wraz z z nią, ponieważ przez 3/4 filmy obserwujemy życie Szekspirów, głównie jego żony i dzieci.
Te 3/4, chociaż pięknie wizualnie, ciągnie dłużyznami, ale są to dłużyzny zrobione specjalnie, ot - klimat życia w małym miasteczku w XV wieku. Przeciągamy się po tej krainie, czasem odwiedzając z Willem Londyn, obserwujemy rytm życia i wielką tragedię. Agnes całe życie drży o życie dzieci - nic w tym dziwnego, w tamtych czasach śmiertelność dzieci jest wysoka. Więc gdy faktycznie umiera jedno z jej dzieci przeżywa to bardzo mocno - zresztą wiemy dzięki tej części filmu, że to kobieta specyficzna, bardzo związana z naturą, pragnąca dbać o swoje dzieci aż do własnej śmierci. To już wiemy, że się nie uda.
Niesamowite oczyszczenie dostajemy w ostatniej części filmu (owe 1/4 filmu), które właściwie jest wystawieniem "Hamleta", które oglądamy razem z Agnes, która stoi przy scenie i z Willem, który ogląda to z backstagu.
"Hamnet" to opowieść o tym, jak sztuka potrafi pomóc. Pomóc w żałobie, w odzyskaniu chociaż ułamka spokoju. Siła twórczości jest wielka, i od razu mi się przypomniał film "Chronologia wody", tyle że tam trauma jest przepracowywana samym tworzeniem, tutaj efekt twórczości ma "uzdrowić" umęczone dusze rodziców.
Piękny film, jest tak przeprowadzony idealnie, może w trakcie miało się wrażenie, że coś nie działa, coś jest niepotrzebne, ale jako całość reprezentuje spełnione i przemyślane dzieło. Byłam w kinie, pełna sala - chyba wszyscy płakali w ostatnich scenach - bardzo wzruszające przeżycie. Polecam ten seans. Mahjong.
Film zaczyna z grubej rury - przedstawia różne relacje z zamachu na World Trade Center. Między innymi rozmowy telefoniczne ofiar.
Chwilę później jest jeszcze mocniej, ponieważ jesteśmy świadkami torturowania zakładnika przetrzymywanego przez CIA. Zacząłem się zastanawiać, czy człowieka, który pomógł w doprowadzeniu do śmierci kilku tysięcy osób, powinno się traktować humanitarnie? Skoro on nie uszanował czyjegoś życia, to czy zasługuje, by uszanować jego?
Nie mam żadnej odpowiedzi na tak trudne pytanie.
Na szczęście potem reżyserska postanowiła dać widzowi odpocząć i tempo mocno spadło, co ma swojego zalety, ale i może też znudzić, jako że film trwa prawie trzy godziny. Potem czekałem już tylko na misję wyeliminowania Osamy bin Ladena. Z tego, co pobieżnie przeczytałem, film wydaje się całkiem nieźle odwzorowywać operację. Przynajmniej według dostępnych informacji.
Rzadko się zdarza, aby sequel był lepszy od pierwowzoru, a tutaj tak było w moim odczuciu. Podczas gdy pierwsza część starała się być zarówno Jasiem Fasolą i parodią Jamesa Bonda oraz była pełna brytyjskich gagów, które były wciskane na siłę, tak tutaj było ich trochę mniej a przy tym były bardziej naturalne. Również fabuła - w jedynce dość niedorzeczna i to mi psuło odbiór komedii, a tutaj logiczniejsza, a przede wszystkim bardziej spójna.
Każda akcja ma swoją reakcję, nie jest tak wyssana z palca jak w jedynce i konsekwencje mają swoje przyczyny.
Lekki film na odmóżdżenie. Szkoda, że dodatkowa scena w trakcie napisów była słabsza od jedynkowego gagu, ale nadal fajnie uzupełniająca :)
Btw. @renkeri zauważyłem, że szukajka na filmmeterze nie znajduje coś dodanych filmów (pomimo, iż je nalicza). Tutaj przykład sprzed 2 dni. Możesz na to zerknąć?
Od wczoraj Dom dobry jest dostęp w Prime Video, więc mimo pewnych obaw zdecydowałem się na seans. Film jest mocny, ale nie aż tak brutalny jak się spodziewałem patrząc na recenzje i komentarze widzów.
Z jednej strony fabuła to przerysowane case study, z drugiej pokazuje uniwersalne mechanizmy przemocy domowej (fizycznej, psychicznej, emocjonalnej, seksualnej, ekonomicznej) stosowanej przez toksycznego partnera. Każdy przypadek przemocy domowej jest inny. W tym przypadku nie bez znaczenia jest to, że główna bohaterka wychowała się w dysfunkcyjnej rodzinie przez co nie ma poczucia wartości i może liczyć tylko na ograniczone wsparcie ze strony bliskich. Z kolei główny bohater jest wpływową osobą o szerokich znajomościach, więc czuje się kompletnie bezkarny (ba, nawet racjonalizuje swoje zachowanie).
Fabuła jest poszatkowana w tik-tokowym stylu, co z jednej strony utrudnia odbiór i niekoniecznie przypadnie wszystkim do gustu, ale z drugiej świetnie oddaje stan psychiki ofiary przemocy psychicznej i emocjonalnej (gaslighting). Z uwagi na taką konstrukcję zakończenie zostało otwarte.
Pracownicy budujący dla potrzeb armii podczas II Wojny Światowej, pomimo ochrony od strony marynarki wojennej są narażeni na ataki. Po jednym takim ataku Japończyków, zostaje stworzona nowa formacja - Bataliony Konstrukcyjne, zwane pszczołami morskimi (CBs - skrót od angielskiego Construction Batalions = SeaBees), oddziały które za równo będą budować jak i walczyć
Mocno średni jako romans czyli przez większość czasu dopiero ostatnie kilkanaście minut zrobiło się ciekawie - dużo szczelania było.
Kurde, no bawiłam się całkiem nieźle, ale w pewnym momencie film zakręcił plot twistem i przedłużył się o 20 minut czystej akcji - dla mnie to był przesyt, jakby dać 150 procent cukru w cukrze.
Film zrobiony pod modłę komiksową w sensie realizacji, ale garściami czerpie też z kina wu xia. Trup ściele się gęsto, fajne walki, krew i krew i jeszcze raz krew.
Pewien chłopak traci rodzinę. Wychowywany przez Szamana w lesie, jest trenowany by dokonać zemsty. Głuchoniemy wojownik gdy staje się dorosły rusza na osobistą vendettę (w tej roli aktualnie ulubiony Skarsgard publiczności, czyli Bill).
Niby pulpa, niby zabawa, ale dla mnie tej akcji było za dużo - w pewnych dawkach. Fabuła nie ma aż takiego znaczenia, liczą się walki i ich realizacja, to jest akurat TOP. Moim zdaniem spokojnie można było wy⁎⁎⁎ać ten plot twist, lepsiejsze by było pójście tylko w siostrę oraz budowanie teamu. Ale to moje zdanie i nie ja kręcę filmy
Tak sobie dzisiaj przypomniałem o tym filmie, bo Jim Carrey tam pokazał, że potrafi też grać poważniejsze role. Zaintrygowało mnie, że na Rotten Tomatoes film ma rating na poziomie 6%. Nie żeby oceny na RT miały jakikolwiek sens, ale chciałem sprawdzić czy moje wspomnienia czegoś nie przekłamały. Okazało się, że to jest całkiem fajny film.
Bez Jima Carreya ocena by była dużo słabsza, bardzo się postarał Zresztą, większość komedii z tego okresu gdzie ma role główną są odjechane. Produkcja na luźny wieczór w sam raz.
Obsada: Omar Sharif, Catherine Deneuve, James Mason, Ava Gardner
Czas trwania: 2h 20min
Ocena: 8/10
Arcyksiążę Rudolf, następca tronu Austro-Węgier, nie kocha swojej żony, którą poślubił ze względów politycznych. Jego wypełnione hulankami życie zmienia się, kiedy traci głowę dla młodziutkiej Marii Vetsery.
Brytyjska komedia o muzyku Jacku który bezskutecznie próbuje osiągnąć jakikolwiek sukces. Gdy ma już rezygnować z jakichkolwiek prób nagle przydarza się niewytłumaczalna rzecz - na całym świecie nagle gaśnie światło, a po tym, choć świat pozornie wygląda jak zawsze wyglądał, ludzkość całkowicie zapomniała o wielu rzeczach. Nie ma juz Coca Coli, nie ma papierosów, nie ma Harrego Pottera. I nikt nie pamięta też o Beatlesach.
Historia jest dość sztampowa - Jack próbuje z pamięci odtworzyć piosenki zespołu (bo Google i wszystko inne też nie wie że był taki zespół), bardzo powoli zdobywa popularność, a potem następuje przełamanie, wszyscy się jarają, leci do Ameryki gdzie korporacje i manadżerowie już sikają w majtki. A w środku on - przytłoczony, czujacy się jako oszust, bo przecież wie że to nie jego piosenki. (później okazuje się, że parę innych osób też pamięta - ale ten wątek w sumie kończy się na tym, że się cieszą, bo koleś śpiewa piosenki co oni lubią). A w tym wszystkim jeszcze jest sztampowy wątek miłosny.
Taki przyjemny film do obiadu, trochę piosenek dla fanów zespołu. Ot takie coś, co można obejrzeć, żadna strata jak się ominie. Jest na Netflixie jeszcze dwa dni, jak ktoś by chciał
Minęło dziesięć lat od czasu, kiedy bomby atomowe zniszczyły Hiroszimę i Nagasaki. Tymczasem Kiichi Nakajima, podstarzały właściciel odlewni nadal obawia się nuklearnego ataku a także radioaktywnego skażenia bombami atomowymi. Nakajima pragnie zabrać swoją rodzinę z Japonii i uciec jak najdalej, najlepiej do Brazylii gdzie będą bezpieczni.
Jednak jego obsesja staje się coraz silniejsza i staje się przeszkodą w prowadzeniu normalnego życia.
Teraz dopiero patrzę na obsadę i aż mnie zaskoczyło to że się pojawił Mifune - tak dobra charakteryzacja że nie poznałem go. Ogólnie troch nudził - że rozłożyłem oglądanie na dwa wieczory
Miałem ochotę by po jakichś 20 latach obejrzeć ten film. Nie powiem - nie jest to kino wysokich lotów, ale bawiłem się lepiej niż przy trzeciej części Matrixa. Nieco mieszane uczucia miałem po tym filmie, ale czego się spodziewałem.
Najlepsza w tym filmie jest ta historia z planu zdjęciowego
"I asked Michael why it was easier to train oil drillers to become astronauts than it was to train astronauts to become oil drillers, and he told me to shut the f**k up," Affleck said. "So that was the end of that talk.
@starszy_mechanik a ja tam trochę rozumiem. Ogarnięty specjalista od ciężkiej pracy ma już wyrobiony łeb, nawyki i tzw. smykałkę, której "inteligent" nie wyćwiczy zbyt szybko.
Załoga powinna się składać i z tych i z tych, aby zespół zrobił swoje - astronauci ogarniają podróż, na miejscu robole napierdalają swoją robotę
@plemnik_w_piwie a to całe mistyczne wiercenie nie polegało na puszczeniu jakiegoś robota z ładunkiem w odpowiednim miejscu? Czy mi się filmy z meteorami pomyliły
Uszczypnięty nie tak dawno sugestią, że ten portal to nie tylko kawiarenka i bookmeter, odkryłem że jest taki tag o filmach, no to coś napiszę, żeby się pochwalić, że obejrzałem. Bo obejrzałem, choć mało oglądam, a obejrzałem dlatego, żeby się lepiej przygotować do dyskusji o książce i trochę też dlatego, że książkę uwielbiam i byłem ciekawy jak to przeniesienie jej na ekran wyszło. Wyszło gorzej niż w mojej wyobraźni w czasie lektury, ale i tak wyszło całkiem nieźle.
Nie znam się na filmach, nie bardzo potrafię docenić kunszt reżysera, filmowe technikalia to zupełnie nie moja bajka (choć efekt specjalny w postaci pioruna wędrującego po rogach pędzącego bydła zrobił na mnie wrażenie, choć głównie z racji tego, że nawet ja zauważyłem, że dziś to już mocno trąca myszką). Podobała mi się gra aktorów, podobały mi się zdjęcia (z jakim zdziwieniem odkryłem, że kadr na tle zachodzącego słońca, który tak mnie zachwycił w Rio Bravo to westernowy standard!).
Mimo wszystko uważam jednak (może to kwestia narzędzi, jakie film ma do dyspozycji, może mojego przyzwyczajenia do przyjmowania treści raczej za pomocą tekstu czytanego), że choć powieść pana McMurtryego została zaadaptowana bardzo wiernie, to mnóstwo w tej adaptacji straciła. O ile siłą książki są wspaniale wykreowane postaci, tak w serialu nie zostało przedstawione to aż tak głęboko. Ta kwestia zresztą pojawiła się w czasie dyskusji, kiedy to usłyszałem tezę, że być może to Newt jest głównym bohaterem całej tej historii, bo przecież tak naprawdę to on w niej wygrywa. I zgadzam się, że po obejrzeniu serialu są silne przesłanki do wysnucia takiego wniosku, jednak w książce proces podejmowania decyzji przez Woodrowa Calla jest znacznie bardziej skomplikowany (a co za tym idzie dla mnie ciekawszy). A to tylko jeden z przykładów takiego spłycenia.
Trochę żałuję, że życie jest takie paskudne i nie da się zrobić tak, żebym mógł obejrzeć ten serial bez znajomości książki, bo zastanawiam się jakbym go wtedy odebrał. Tym bardziej że, mimo tych wszystkich narzekań wyżej, było to całkiem przyjemne sześć godzin spędzone przed ekranem i nawet nie żałuję, że w tym czasie niczego nie przeczytałem.
Pozwolę sobie jeszcze zawołać kolegę @splash545 , bo wiem, że książka mu się podobała, więc może będzie miał ochotę zobaczyć o ile gorzej niż on to sobie wyobraził przedstawił to reżyser. Jakby co to serial jest na jutubie .
@George_Stark Siemka! Książka za⁎⁎⁎⁎sta, serialu nie widziałam - choć nawet chyba miałam podejście, ale nie chciało mi się - książka swoje zrobiła w głowie i póki co nie mam ochoty tam wracać dzięki filmowi.
Oglądam sobie wczoraj "Osławioną" i myślę sobie, że w końcu jakiś hiczkok którego oglądam z przyjemnością a nie z obowiązku. I nagle w połowie seansu (ale refleks kurna) walnęło mnie, że to wcale nie zasługa Hitchcocka!
Alicji ojciec został skazany za zdradę przeciw USA w czasie wojny. A ona sama dostała propozycję iście szpiegowską - infiltracji naziolków powojennych w Rio. Jeden z nich to zresztą kolega jej ojca, który kiedyś smalił do niej cholewki.
Ale zanim to się stanie, nieświadoma jeszcze szczegółów zadania Alicja zakochuje się w swoim opiekunie zadaniowym, Devlinie. Ich rodząca się miłość pauzuje gdy Devlin zachowawczo puszcza kobietę w ramiona szpiegowskiego zadania.
No i miałam problem z tym filmem, w jakiej mierze jest on sensacyjny - w tym względzie chodzi o owe całe zadanie Alicji, a w jakiej mierze jest romansem - gdy przychodzi co do czego, to j⁎⁎ać naziolków a Alicja i Devlin odjadą bezpieczni i zakochani ku zachodowi słońca, czy jakoś tak.
Nie oglądało się tego źle, o ile nudzą mnie hiczkoki takie jak "Okno na podwórze" (tak, wiem, dziwna ze mnie kinomanka), to tutaj byłam wciągnięta w akcję,
W sensie aktorstwa i olśnienia z początku filmu wystarczą dwa słowa: Ingrid Bergman.
O ile Cary Grant gra bardzo drewniano - z jedną i tą samą miną ogłasza Alicji szpiegowskie gadki i wyznanie miłości, o tyle Bergman wczuwa się mocno w swoją rolę. Gdy gra pijaną Alicję naprawdę wygląda jak pijana, gdy fabuła chce nam pokazać zakochanie jej w Devie, ona nie potrafi przestać na niego patrzeć i od niego odczepić się rękoma, gdy jest zatruta to serio wygląda na chorą.
W każdym razie dzięki temu poczułam jej rozterki - rozczarowanie, że facet, z którym spędziła miłosne dni nagle bez wahania wrzuca ją w małżeństwo z naziolem, ku chwale ojczyzny.
No ale nawet piękna i utalentowana Bergman nie wrzuciła mnie do hypetrainu Hitchcocka i nadal jedynym ulubionym filmem pana Alfreda w mojej księdze filmów pozostaje "Psychoza".
Ale jakby coś, "Osławiona", byłaś blisko. Jak coś to polecam, szczególnie tym, którzy z niskim grubaskiem nie mają problemów takich jak ja (wciąż nie wiem co to za problemy, może kiedyś się dowiem).
@bishop Osławiona? No tak jak napisałam - jest wątek sensacyjny we względzie wejścia w grono nazioli, którzy mieszkają w Rio i jest wątek romansowy powiązany mocno z wątkiem sensacyjnym. Mniej taki kryminalny jak w Oknie na podwórze, ale coś tam się dzieje.