Taaa! Właśnie! Depresja sresja! Łopata albo szpadel w łapę i spulchniać glebę, a nie uwalą się z telefonami i kryzysy egzystencjalne udają albo paraliże zadaniowe. Czego to człowiek nie wymyśli, żeby się za robotę nie wziąć...
W Alicante 50-letni mężczyzna stał się dobrze znany w restauracjach, bo zawsze stosował ten sam numer. Wchodził jak bogaty turysta, zamawiał drogie dania, whisky i wszystko, na co tylko miał ochotę, a gdy nadchodził moment zapłaty rzucał się na podłogę, trzymając się za klatkę piersiową, jakby zaraz miał zemdleć. Na początku wiele lokali dawało się nabrać. Wzywali karetkę, a on opuszczał knajpę bez uregulowania rachunku. Z czasem jednak zaczęli go rozpoznawać. Ostatnia próba oszustwa skończyła się telefonem nie na pogotowie, tylko na policję. Wszyscy byli przekonani, że mężczyzna tym razem dostanie lekcję, której nie zapomni. Kiedy jednak został zatrzymany, w ogóle się nie przejął. Był rozbawiony całą sytuacją i zakuty w kajdanki z uśmiechem na twarzy wsiadł do radiowozu...
Tytuł: Battlefield 6 Developer: Battlefield Studios Wydawca: Electronic Arts Rok wydania: 2025 Gatunek: FPS Użyta platforma: PC Czas do ukończenia: 6 - singleplayer Ocena: 5/10
Skoro dostałem za darmo, to postanowiłem, że przejdę kampanię. Akurat seria „Battlefield” nigdy nie kojarzyła mi się z udanymi singleplayerami - „Bad Company 2” była całkiem przyjemna, „Trójka” też mi się podobała, ale nie miały podjazdu do oryginalnej trylogii „Modern Warfare”. I to świeże doznania, ponieważ pierwsze „MW” przeszedłem w grudniu zeszłego roku. Dlatego nie spodziewałem się niczego wybitnego.
I szkoda, że nie dostałem, ponieważ podwaliny są bardzo dobre. I strzelanie daje radochę, i misje są całkiem zróżnicowane, ale wszystko sprawia wrażenie zrobionego po łebkach, na odwal się.
O fabule nie będę się wypowiadał, ponieważ od początku mnie nie zainteresowała i pod koniec kampanii nawet jej nie śledziłem. Są jakieś zwroty akcji, śmierć ważnych postaci et cetera - nic zapadającego w pamięć.
Najważniejsze jest to, że kampania daje się trochę pobawić zabawkami dostępnymi w multiplayerze, często zmieniając postacie, którymi gramy, a co za tym idzie, także dostępne uzbrojenie.
Zagrałem na najwyższym poziomie trudności. Nie jestem jakimś tam hardcore'owym graczem, ale w „Call of Duty” zawsze lubiłem grać na weteranie, więc tutaj nie mogło być inaczej. Szczerze mówiąc, nie chcę wiedzieć, jak nudne muszą być niższe poziomy trudności. Najwyższy nie sprawiał mi żadnych problemów - przeciwnicy są totalnie głupi i nie potrafią strzelać, do tego potrafią się zespawnić tuż pod celownikiem. Na szczęście nasi sojusznicy nie są tylko tłem i naprawdę coś robią. Pozytywne zaskoczenie.
Ogromnym ułatwieniem są też umiejętności członków zespołu, w szczególności zwiad, który zaznacza przeciwników. Trudno dać się zaskoczyć wrogowi, którego pozycję znasz, ale nawet bez tego zwiadu byłoby bardzo łatwo.
Ogółem - nie warto. Nie było to złe doświadczenie, ale nie poleciłbym tej kampanii nikomu. Chyba że ktoś chce zdobyć skiny/emblematy czy inne takie do multi, to może wtedy.
A, jest jeden bardzo duży plus - można strzelać do kobiet. #czarnyhumor
@cyberpunkowy_neuromantyk czyli singiel do pominięcia? Grę i tak raczej kupię tylko se muszę stanowisko zrobić żeby na padzie nie grać, no nie umiem xD
Rzeczywiście, starszy pan z Tesco ma już swoje lata, ale nazywanie go ściekiem nie jest zbyt grzeczne. I w żadnym momencie nie próbował być śmieszny, wręcz przeciwnie, pytając o paragon był w tamtym momencie śmiertelnie poważny.