#bookmeter

170
4404

1465 + 1 = 1466


Tytuł: Żołnierze kosmosu

Autor: Robert A. Heinlein

Tłumaczka: Paulina Braiter

Kategoria: science fiction


Ocena: 3/10


Przyszłość, ziemią rządzą wojskowi, bo tylko weterani mogą głosować i politykować. Dżony z bogatego domu zapisuje się do armii, sam za bardzo nie wie po co, ale mu się podoba i się cieszy. Najpierw przez pół książki szkoli się na piechura, potem chwilę strzela do kosmitów, potem się szkoli na dowódcę, znowu trochę strzela no i tyle.


Głównym elementem książki, na który ludzie zwracają uwagę w swoich opiniach jest opis ustroju. Jedni jęczą że chłop faszyzm opisał i jak tak można, inni chwalą jaka to głębia filozoficzna w rozważaniach o tym że bicie dzieci zwalczy przestępczość. Problem w tym, że o ile ukazanie takiego systemu od środka w warunkach wojny z kosmicznymi robalami moim zdaniem było ciekawe, to jest tego tyle co kot napłakał. Tak samo jak futurystycznych scen akcji, które pomimo kilkudziesięciu lat na karku nadal były bardzo dobre i robiły wrażenie.

Problemem tej książki nie jest faszyzm tylko kompletna nuda i brak fabuły. W pierwszej połowie większość treści to zwykłe szkolenie żołnierza, który biega i biega i biega po amerykańskim poligonie, a sierżant na niego krzyczy. W drugiej połowie za to mamy masę fascynujących rozważań o dobrych i złych sierżantach, podpułkownikach, kapitanach, pułkownikach i o tym kiedy kogo awansować. Jakbym chciał przeczytać suchy podręcznik do żołnierki to bym kupił suchy podręcznik do żołnierki, a nie nagradzaną powieść sf. xd


A no i to ten przypadek gdzie film pierdyliard razy lepszy, bo uciął to co nudne, zostawił to co fajne, a to co śmieszne obśmiał.

#ksiazki #bookmeter #sciencefiction #scifi

6e880ab2-1ebf-449c-a462-5fffa4cf5b45

Zaloguj się aby komentować

1464 + 1 = 1465


Tytuł: Kwiaty dla Algernona

Autor: Daniel Keyes

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Rebis

Format: książka papierowa

Liczba stron: 298

Ocena: 8/10


Mocna książka opisująca rewolucyjny zabieg zwiększenie ilorazu inteligencji, pierw u szczura, a następnie u człowieka - Charliego Gordona.


Zapisana w formie dziennika głównego bohatera, możemy zatem dzień po dniu śledzić efekt eksperymentalnej terapii, która zamienia upośledzonego chłopaka w geniusza. Przewyższającego inteligencją lekarzy odpowiedzialnych za eksperyment.


Najważniejsza jest jednak przemiana i refleksje jej towarzyszące, a także zmiana odbioru Charliego jako osoby przez otoczenie. Książka jest też bardzo uniwersalna, nie daje odczuć, że została napisana ponad 50 lat temu.


#bookmeter #ksiazki

6d74fc16-f7e7-4a77-98ce-a60106807d32

@Gilgamesh Polecam audiobook tej powieści, wtedy oczy nie krwawią od (celowych) błędów i słychać, jak lektor, zamiast nas, czyli czytelników, męczy się z bykami.

Zaloguj się aby komentować

1463 + 1 = 1464


Tytuł: Pozdrowienia z Rosji

Autor: Ian Fleming

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Skarpa Warszawska

Format: e-book

Liczba stron: 416

Ocena: 3/10


Miałem nic nie wrzucać, ale raz to chyba można się wyłamać ze swojej reguły


Ten Bond to bajka dla grzecznych dziewczynek, więc o fabule opowiem tak:

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, żyli sobie król (M) i książe (James Bond). Królestwo króla (Brytyjski wywiad) działało właściwie samo, bez większych problemów, więc król mógł się skupić na życiu miłosnym księcia. Serce księcia pękło po tym jak jego wybranka zdecydowała, że woli amerykańskiego rycerza, zamiast brytyjskiego księcia i odpłynęła za ocean. Król nie wiedział jako pomóc księciu, ale okazało się, że piękna księżniczka z dalekich krain (Tatiana Romanowa) zakochała się w jego synu, od kiedy po raz pierwszy zobaczyła jego portret. Postanowiła do spółki z matką (szefową radzieckiego wywiadu), że wyruszy na spotkanie księcia, następnie razem wrócą pociągiem do królestwa i razem będą żyli długo i szczęśliwie.


Król do spółki z księciem postanowili, że to nie może być zasadzka, nie ma w propozycji księżczniki nic podejrzanego i postanowili, że taka okazja się nigdy więcej nie powtórzy i jest to ostatnia szansa na ożenek księcia.


Nie wiedzieli jednak, że królowa matka postanowiła, że w prezencie z córką wyśle 2 prezenty: posag (radziecką maszynę szyfrującą) oraz swojego giermka (radzieckiego cyngla), który zadaniem będzie zgładzić księcia.


Tym jest niestety ta książka, jak do tej pory jest to najsłabszy Bond, jakiego czytałem i oglądałem, choć nie miałem okazji obejrzeć tej ekranizacji. Bond nie jest tu Bondem, traci swoje wyczulone zmysły, które przesłania mu naga Tatiana. Niemal w każdej walce dostaje wpierdziel i tylko cudem udaje mu się przeżyć. Autor nie korzysta też z dobrodziejstwa wszystkiego tego, co niesie za sobą podróż po Europie, bo jest ona spłycona dosłownie do wagoni, przedziału i jednego mieszkania odwiedzonego po drodze. Podobnie ze Stambułem, zero opisów miejsca akcji, wszystko po łebkach. Ta książka ma 416 stron, a mam wrażenie, jakby miała 116.


Nie polecam, bo ta książka nie wnosi nic do uniwersum, a sama w sobie, gdyby wymazać nazwisko Bonda, nie obroniłaby się w żadnym wypadku.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 155/128

#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #czytajzwujkiem

fdace15b-1eae-4eb2-8600-00f96e6d40f6

@saradonin_redux Nie, bo nie wiedziałem, że film jest z nim, czytałem na pokładzie samolotu i nie miałem nawet jak sprawdzić aktorów ekranizacji. Do tego Bonda mi zdecydowanie bardziej pasował Brosnan albo Lazenby.

Zaloguj się aby komentować

1462 + 1 = 1463


Tytuł: Graf Zero

Autor: William Gibson

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

Format: audiobook

Ocena: 10/10


Czas trwania: 11h 32m


Drugi tom trylogii ciągu zatytułowany Graf Zero jest naturalnym rozwinięciem Neuromancera. Ma wiele cech wspólnych: brutalny, zimny, futurystyczny świat, wyraziste postaci, dialogi świetnie dopasowane do osobowości oraz poetyckie opisy składają się na niezwykłą atmosferę powieści. Momentami można niemal poczuć “charakterystyczny zapach Ciągu, bogaty amalgamat stęchłych wyziewów metra, starożytnej sadzy i rakotwórczego aromatu świeżych plastików, a wszystko podszyte węglowodorowym posmakiem bezprawnych paliw kopalnych.”


Gibson rozszerza uniwersum o nowe miejsca, grupy społeczne i aspekty rzeczywistości. Jednocześnie pozostaje ono spójne, w tle przewijają się postaci i wątki spotkane w Neuromancerze. Autor konsekwentnie unika prowadzenia czytelnika za rękę i znów proponuje narrację złożoną z poszarpanych, nieciągłych scen, których sens nie zawsze jest oczywisty i pomiędzy którymi wiele kropek należy połączyć samemu. Dość powiedzieć, że jeden z rozdziałów, krótki ale kluczowy dla zrozumienia tego, co się właściwie wydarzyło, musiałem przesłuchać trzykrotnie. Styl pisarza bywa problematyczny, gdyż ma tendencję do zawierania potężnych wydarzeń lub zwrotów akcji w jednym enigmatycznym zdaniu. Struktura jest jednak bardziej uporządkowana i wyraźnie rozdzielona na trzy wątki reprezentujące trzy zupełnie różne historie i światy.


Turner - najemnik, profesjonalny korporacyjny łowca otrzymuje pilne zlecenie ekstrakcji cennego inżyniera. Marly Krushkova - była właścicielka upadłej galerii sztuki, zostaje wynajęta przez bogatego ekscentryka w celu odnalezienia artysty będącego źródłem niezwykłych obiektów. Bobby Newmark - dzieciak, młody haker o pseudonimie Graf Zero marzący o karierze cyberkowboja ociera się o "śmierć [...] coś zimnego i bez zapachu" podczas pierwszego zadania. Trzy różne opowieści: o woli przetrwania w świecie korporacyjnych interesów, porachunków i podstępów, emocjonalna podróż przez człowieczeństwo oraz eksploracja współistnienia voodoo i technologii. A pod koniec wszystkie się łączą w pokręconą całość.


#bookmeter #czytajzhejto #ksiazki #cyberpunk

5b06663c-ae13-4666-9ef5-b89ee4c55633

@Cerber108 tak, to trzy różne książki, które w formie papierowej też były wydane osobno. Razem są tylko w serii Artefakty z oszczędności, gdyż są relatywnie krótkie.

@saradonin_redux to, że kiedyś były, to wiem. Jednak zaskakuje dzielenie przez MAGa w sytuacji, gdzie Artefakt jest jednak zbiorczy.

Zaloguj się aby komentować

1461 + 1 = 1462


Tytuł: Strefa Szaleństwa

Autor: Joy Fielding

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Świat Książki

Format: książka papierowa

Liczba stron: 365

Ocena: 7/10


Przyrodni bracia Jeff i Will oraz ich kolega Tom spotykają się w barze Strefa Szaleństwa w South Beach na Florydzie. Gdy pojawia się tam atrakcyjna nieznajoma, mężczyźni zakładają się, który z nich ją poderwie. Pomaga im dziewczyna Jeffa, barmanka Kristin. Kiedy Suzy decyduje się na randkę z onieśmielonym Willem, zarówno Jeff, jak i Tom są zaskoczeni tym wyborem. Od tej pory wzajemne relacje między trzema mężczyznami mocno się komplikują. Sytuacja wymyka się spod kontroli, gdy okazuje się, że Suzy ma męża- brutalnego zazdrośnika i przebiegłego sadystę. Niewinny zakład na zawsze odmienia losy bohaterów, doprowadzając do dramatycznych wyborów i śmiertelnie niebezpiecznych konsekwencji.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #czytanie #ksiazki #czytajzhejto

ffe6fdee-dd5e-46db-a2f4-f3eadec3862a

Zaloguj się aby komentować

1460 + 1 = 1461


Tytuł: Rosyjska Laleczka

Autor: Dagmara Jakubczak

Kategoria: literatura obyczajowa, romans

Wydawnictwo: Black Rose

Format: książka papierowa

Liczba stron: 400

Ocena: 6/10


Życie Vanessy zmienia się nieodwracalnie, kiedy pewnego dnia osiemnastolatka budzi się w nielegalnym domu publicznym. Nie pamięta, jak się w nim znalazła. Jej jedynymi towarzyszami są: samotność, ciemność i strach przed nieznanym.

Wkrótce zostaje wystawiona na licytację. Splot wydarzeń sprawia, że zamiast do nowego właściciela trafia do posiadłości mężczyzny skrywającego przerażający sekret. Za jej ochronę odpowiada Colton, który wcześniej zmuszał ją do niewyobrażalnych rzeczy, a teraz nie odstępuje jej nawet na krok. Kobieta planuje uwieść swojego ochroniarza. Wierzy, że z jego pomocą będzie w stanie uciec. Niestety mężczyzna nie ma najmniejszego zamiaru jej pomóc. czy Vanessa zdoła odnaleźć w sobie siłę do walki? Do czego zdolna jest kobieta, by opuścić bramy piekieł? Jak tajemnica właściciela domu wpłynie na jej życie?


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #Czytanie #ksiazki #czytajzhejto

860adab5-6a4f-49ec-83d2-a5cb463e06c9

Zaloguj się aby komentować

1459 + 1 = 1460


Tytuł: Polskie wojska łączności na przełomie XX i XXI wieku

Autor: Jan Kowalski

Kategoria: militaria, wojskowość

Format: e-book

Ocena: 7/10


Książka jest co w rodzaju spisu i pamiątki na lata. Podzielona jest na 3 części: jednostki rozformowane, istniejące i instytuty, ośrodki łączności do 2014 roku. Każdy rozdział w części ma się mniej więcej tak: co to za jednostka, sztandar, krótka historia, skład i trochę o sprzęcie. I tyle.


Prywatny licznik: 131/200


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

be7748e7-dc84-4ac3-8c8f-ba3f929434f5

Zaloguj się aby komentować

1458 + 1 = 1459


Tytuł: Żuk w pudełku oraz 99 innych eksperymentów myślowych

Autor: Julian Baggini

Kategoria: publicystyka literacka, eseje

Format: e-book

Ocena: 6/10


Kolejna książka filozoficzna to przemyśleń na jesień. Tak gimnastyka mózgu, żeby skłonić czytającego do zadawania pytań i szukania odpowiedzi na proponowanych z końca każdego rozdziału kolejnych rozdziałów. Takie sobie.


Prywatny licznik: 130/200


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

cdb745ea-ddba-4816-92ce-52e5d1ce2d0e

Zaloguj się aby komentować

1458 + 1 = 1459


Tytuł: Montaż

Autor: Vladimir Volkoff

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Format: e-book

Ocena: 7/10


Ci, co interesują się tematyką dezinformacji i ogólnie gry wywiadów podczas zimnej wojny to Vladimira Volkoffa znają i cenią. Tutaj na podstawie powieści autor opisuje jak odbywała się "instalacja" wtyk KGB na przestrzeni jednego pokolenia i jak zdobywa się "duszę" danego narodu w tym wypadku francuskiego. A no, wydając książki z odpowiednim przesłaniem i narracją. Żeby podgrzać temat stosuje się konflikty i spory, tak żeby nadać danej książce odpowiednią aurę. Im więcej wypływowych i majętnych ludzi jest w naszej aurze tym lepiej dla sprawy. Jest oficer prowadzący, który zawsze służy radą, nawet jak ma ponad 80 lat. Jak chcesz zwiać i zaprzestać tego typu działalności w swoim kraju urodzenia a nie pochodzenia to musisz wiedzieć, że sekretarka jest z KGB i na ciebie z pewnością doniesie. A potem, specjalnym samolotem do Moskwy. I to nie na urlop.


Prywatny licznik: 129/200


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

8210cfa8-a880-4a88-8adf-da4f6c167983

Zaloguj się aby komentować

1456 + 1 = 1457

Tytuł: Archipelag GUŁag Autor: Aleksandr Sołżenicyn Kategoria: literatura popularnonaukowa, reportaż Format: audiobook Liczba stron: 1728 Ocena: 8/10

Archipelag GUŁag – monumentalna praca słynnego pisarza i myśliciela Aleksandra Sołżenicyna, poświęcona więzienno-obozowej martyrologii narodu rosyjskiego i obywateli innych republik ZSRR i krajów, łączy w sobie elementy powieści, autobiografii, reportażu, wspomnień świadków i uczestników. Dzięki tej książce, opublikowanej w Paryżu w latach 1973-1975, świat poznał prawdę o łagrach i skrywanej przed opinią publiczną części historii ZSRR.

Krótki opis dla formalności - myślę, że książki nie trzeba przedstawiać.

Faktycznie monumentalna praca. Mnogość postaci i nazw miejsc jest wręcz przytłaczająca. W trakcie słuchania musiałem robić sobie przerwy na czytanie bądź słuchanie czegoś innego. Mając jednak na względzie cel autora, jaki przyświecał przy pisaniu tej książki, jest to zrozumiałe.

Akcja ciągnie się jak sinusoida. Szczególnie w pierwszej części. Miejscami ciężko oderwać się od lektury, by za chwilę słuchać cały rozdział o tym samym. Jednak wśród tego natłoku przemyśleń można często znaleźć perełki, nad którymi warto dłużej sie zastanowić. Ocena wysoka głównie ze względu na te przemyślenia oraz wartość, jaką książka wniosła do historii.

#ksiazki #bookmeter #czytajzhejto

546c2a0c-3f11-499c-b19d-e69ce102b174

Przeczytałem całą lata temu. Moje dzieciństwo przypadało na koniec komuny. Prawda jest jedna. Rosjanie to naród skur...ynów.

Zaloguj się aby komentować

1455 + 1 = 1456


Tytuł: Ultraprzetworzeni ludzie. Dlaczego wszyscy jemy rzeczy, które nie są jedzeniem... i czemu nie możemy przestać?

Autor: Chris van Tulleken

Kategoria: popularnonaukowa

Wydawnictwo: Marginesy

Format: e-book

Liczba stron: 448

Ocena: 3/10


Książka jest raczej słaba merytorycznie…


Już tłumaczę dlaczego: książka jest w całości pisana pod tezę, a wszystkie przedstawione informacje są tak sprytnie manipulowane żeby tylko to potwierdzić.


Co więcej, książka jest po prostu broszurką reklamową dla systemu klasyfikacji żywności NOVA, który nie tylko że jest krytykowany przez środowisko naukowe, ale nawet na pierwszy rzut oka prostego człowieka widać że coś z nim jest nie tak.


Najbardziej urzeka mnie, że w książce występują dwie praktycznie wykluczające się wzajemnie tezy które zamiennie są stosowane do wyjaśnienia tego zjawiska, w zależności od tego które akurat pasuje emocjonalnie do opisywanej anegdotki.

Są to: (będę się do nich odwoływał jako “punkt 1” i “punkt 2”)

1. “W dzisiejszych czasach jemy coś co nie jest i nigdy w historii nie było jedzeniem. Konsumujemy związki które zostały wytworzone w nowoczesnych laboratoriach, wpychamy do gęby sztuczne produkty inżynierii chemicznej, a spychamy na margines prawdziwe jedzenie, naturalne pożywienie, produkty które jedli nasi przodkowie przez miliony lat i do których wyewoluowaliśmy.” Trzeba przyznać że jest to świetnie wzbudzający emocje truizm. Włos się jerzy na głowie, ciężko się z tym stwierdzeniem kłócić, a nawet i nagle człowieka łapie motywacja pt “TO JA BĘDĘ JADŁ NATURALNIE”. Generalnie dobieranie argumentów pod takie zrywy emocji było w książce obrzydliwie nadużywane, ale poczekajcie aż przejdę do… holocaustu.

2. Skład chemiczny jedzenia nie ma ŻADNEGO znaczenia. Suma wartości odżywczych, soli, błonnika, tłuszczu, węgli - to wszytko NIC NIE MÓWI o jedzeniu które jemy, oraz na nic nie wpływa. Zwracanie na to uwagi jest błędem, używanie wskaźników które to podsumowują (jak Nutri-Score) jest błędem, i jedyne na co powinniśmy patrzeć to wskaźnik NOVA zaproponowany przez profesorka z Brazylii w sposób tak arbitralny że aż pomyślicie że upraszczam i spłycam, gdy już go przedstawię.


Więc oto przedstawiam.

Skrót klasyfikacji NOVA:

Grupa 1. Żywność nie przetworzona - owoce, nasiona, bulwy, mleko, jaja, mięso, grzyby, itp.

Grupa 2. Składniki kulinarne - W jakiś sposób obrobione, zazwyczaj spożywane z produktami grupy 1. Ta grupa jest uznawana za pozytywną… bo jeśli ktoś kupuje dużo produktów z tej grupy to znaczy że musi je zużywać do gotowania, a wiec zdrowo je xd Jest w tym jakaś logika, nie powiem xD Przykłady: cukier. No jak kupujesz dużo cukru to raczej już nie kupujesz drożdżówek, które są przetworzone, wiec to dobrze, co nie? Kolejne przykłady: oleje roślinne, masło, smalec, ocet, mąka, miód (tego ostatniego nie rozumiem w sumie).

Grupa 3. Przetworzone rzeczy z grupy 1, poddane konserwacji, oraz uzupełnione produktami z grupy 1. W sumie to większość domowego jedzenia łapie się właśnie tutaj, ale też i kupne rzeczy w puszkach, słoikach, czy butelkach.

Grupa 4. Żeby produkt trafił do grupy czwartej, oznaczanej na czerwono, musi… Składać się z pięciu składników xDDDDDD Nie, to nie żart. Dokładnie w ten sposób profesor Monteiro stworzył swoją skalę. Tak więc książka opowiada o różnych “strasznych” procesach przetwórstwa żywności żeby finalnie za złe uznać wszystko co ma pięć składników lub więcej, kropka. Dodatkowym opisem tej grupy jest że te produkty są tanie, gotowe od razu do spożycia, wyglądają apetycznie, mają atrakcyjne opakowanie, i często kampanie marketingowe. Przykłady: napoje gazowane, energetyki, ciastka, czekolada, lody, cukierki, słodycze, pizza z biedronki, hamburgery, zupki błyskawiczne.


Powiecie tak: “no zaraz, ale przecież produkty z grupy 4 to sam syf z tego co przedstawiłeś w przykładach”. Jeśli tak uważasz to masz racje, ale patrz punkt 2 powyżej: Te produkty nie są zdaniem autora szkodliwe przez to co zawierają, ani przez ilość wartości odżywczych, tylko przez sam fakt należenia do grupy 4, który może wynikać z ilości składników.


Dajcie mi wyjaśnić to jeszcze raz, bo to ważne.


Gość wpakował produkty (o których wiemy że są niezdrowe, bo chociażby dlatego że większość z nich jest zajebana cukrem, dziwnymi dodatkami i tłuszczami trans) do grupy produktów szkodliwych, i teraz mówi że są szkodliwe DLATEGO ŻE SĄ W TEJ GRUPIE. Cała podstawowa zasada forsowana przez pierwsze 150 stron tej książki to właśnie to. Że produkt szkodzi BO JEST W GRUPIE KTÓRĄ NAZWANO ULTRAPRZETWORZONĄ, CO BRZMI STRASZNIE, A NIE ZE WZGLĘDU NA JAKIEKOLWIEK WŁAŚCIWOŚCI FIZYCZNE/CHEMICZNE/BIOLOGICZNE/ODŻYWCZE. Nieźle, co?


Oczywiście tak durny system jest krytykowany w środowiskach naukowych w sposób dosyć bezlitosny. Jak sobie z tym poradzić w książce będącej bezmyślną broszurką reklamową pisaną pod tezę? Ano w sposób Goebbelsowski: wybrać te krytyczne opinie które są pisane przez osoby związane w jakikolwiek sposób z żywnością przetworzoną (np pracowali dla ha tfu Nestlé) a następnie wytknąć im to. W ten sposób można zbudować super aurę oblężonej twierdzy gdzie krytyka systemu NOVA to ostatnia desperacka próba ratowania biznesu przez złe koncerny.


Przejdźmy do rozdziału który bardzo fajnie pokazuje w jaki sposób pisana jest książka.


Żeby ładnie zdemonizować dzisiejsze dodatki do jedzenia przenieśliśmy się w czasie do drugiej wojny światowej, podczas której Niemcom zaczęło brakować tłuszczu do jedzenia. Był to ponoć poważny problem, który trzeba było jakoś rozwiązać. Na szczęście jakiś niemiaszek wpadł na pomysł jak przerabiać parafinę (będącą odpadem z produkcji ropy naftowej) w pierwszy na świecie syntetyczny tłuszcz jadalny. (Tutaj śmieszna dygresja że to było opisywane w atmosferze punktu 1, czyli jedzenia rzeczy które nigdy nie były jedzeniem, ale z tego co zrozumiałem w książce to ostateczny produkt zaliczał się do organicznych kwasów tłuszczowych tych samych co w tkance zwierzęcej, ale teraz patrz punkt 2 - to nie ma znaczenia czym był, albo z czego się składał, ważne że był zły). No więc mamy pięknie nakreślone kto tworzy sztuczne jedzenie - NAZIŚCI! I TO Z ROPY! Mało Ci? No to śmiertelność takiego masła została ustalona przez… średnią długość życia członka załogi ubota w boju, wraz z liczbą 60 dni. Nie było powiedziane wprost że “od tego masła umrzesz w 60 dni”, nie. Było mistrzowsko powiedziane że dłużej żyć nie musisz, a to rozbudza wyobraźnie nawet lepiej.


Mało? No to jeszcze dopiszmy że to masło było testowane w Auschwitz, bo nikt nie wiedział czy serio nadaje się do jedzenia.


No jeśli po takiej mieszance emocji nie czujesz wstrętu do UPF (Ultra Processed Food) to ja już nie mam sił Ci tłumaczyć. Ale czy masło to faktycznie było szkodliwe? A NIE WIEM, TEGO NIE NAPISALI XDDDD


Podoba mi się też, że w paru miejscach autor napisał że schudnięcie gdy jest się grubym jest NIEMOŻLIWE bez operacji, a nawet jak się uda to MUSI BYĆ EFEKT YOYO, a tak w ogóle to otyłość jest ZAWSZE TOTALNIE POZA ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ OSÓB CIERPIĄCYCH NA NIE, i porównał do raka.


Książka totalnie pomija możliwość… Liczenia kalorii. Tak jakby to nie istniało. No po prostu nie da się. Ale z drugiej strony po co miałbyś to liczyć skoro (punkt 2) wartości odżywcze nic nie dają, nic nie wnoszą, nie mają znaczenia, liczy się tylko czy losowy profesor z Brazylii uznał że to czwarta grupa czy nie czwarta grupa. Tylko byś czas tracił.


Generalnie pierwsze 2 części książki były dla mnie okropne i ledwo przez nie przebrnąłem.


A potem?


Potem w sumie zrobiło się nienajgorzej xd


Autor omawiał szkodliwośc różnych dodatków, przywoływał ciekawe badania (chociaż nadal manipulując nimi i np w jednym opisie wspomniał kilkukrotnie o EKSPERTACH i SPECJALISTACH poddanych badaniom podczas gdy wyszukałem na necie że byli to... studenci). Opisywał wiele zbrodniczych praktyk wielkich korporacji i generalnie sypał anegdotkami jak z rękawa.


Mam ból d⁎⁎y, bo ja naprawdę bardzo chciałem się z tą książką zgadzać. Ja nadal szczerze wierzę że śmieciowe żarcie to syf, że korporacje są jednoznacznie złe, a takie Nestle to powinno pójść do rozstrzelania. Ale no ta książka bardziej sprawiła że momentami czułem się jak ich obrońca przed totalnie źle przedstawionym ciągiem oskarżeń a nie hejter, którym w sumie chciałbym być.


Nie wiem czy polecam xD Wołam @rith bo u niego w recenzji podpatrzyłem ten tytuł.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto #dietetyka #dieta

1ae1c0c7-76de-466d-9252-998567867012

Szarlatani od żywieniowego voodoo zawsze będą wmawiać że należy jeść jak w czasach kiedy średnia długość życia wynosiła 30 lat a dorosły mężczyzna ważył 40 kilo (nasi zdrowi praprzodkowie). Bo przyznanie że dzisiejsza żywność jest lepsza niż kiedykolwiek a przede wszystkim dostęp do niej i jej zróżnicowanie może i było by zgodne z prawdą, ale czy napisałbyś o tym dobrze sprzedającą się książke?

@Szara_Kaseta Co to znaczy "jedzenie jak nasi przodkowie"? Weźmy tylko ostatnie 12 tys. lat. To są społeczności z kompletnie różnych regionów świata - od mroźnej tundry po żyzne niziny Mezopotamii czy Egiptu, od społeczności bez zorganizowanych struktur społecznych - wolnych grup łowców-zbieraczy, którzy "robili" tylko na swoją rodzinę, po pierwsze miasta i cywilizacje, gdzie garstka elit zmuszała poddanych do dorabiania się garba, dzielenia się owocami swojej pracy i spijała śmietankę. Od społeczności żyjących z dala od mórz, na górskich glebach ubogich w jód, borykających się z chorobami tarczycy, po społeczności wyspiarskie.

@GazelkaFarelka Właśnie o to chodzi, człowiek zawsze jadł to do czego tylko miał dostęp, bo dostęp był ograniczony czy to przez miejsce czy uwarunkowania społeczne. A teraz?. Mam ochote na Kimchi? Jest w lodówce. Carbonara? Prosze cie bardzo, Pad Thai? Jadłem w zeszłym tygodniu. A potem widze taką książke gdzie autor mówi ze kiedyś to było jedzenie, teraz nie ma XD

Zaloguj się aby komentować

1454 + 1 = 1455


Tytuł: Droga Królów

Autor: Brandon Sanderson

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

Format: e-book

ISBN: 9788374804219

Liczba stron: 960

Ocena: 10/10


Coś na co czekałem od dawna, nie wiedziałem jedynie, że to właśnie na to.


Przemyślany, przygotowany świat, przedstawiony z punktu widzenia kilku osób. Przedstawione sytuacje mają znaczenie, pojedyncze niuanse, które gdzieś zauważamy, nie są nigdzie bez znaczenia. Bohaterowie nie są przerysowani - a nawet jeśli gdzieś tam robi się niewielka przesada, to jest to uzasadnione. Ciekawe, wciągające otoczenie. Trochę intryg, które - te zakończone - nie zawsze kończą się w spodziewany sposób. Czytając jakiś fragment nie można się nigdy spodziewać, że będzie tak, jak chcieliśmy - coś niespodziewanego zawsze się może wydarzyć (i wydarza!). Nie ma jakichś dłużyzn, niepotrzebnych analiz, opisów nie wiadomo czego i nie wiadomo o czym (chociaż pamiętajcie, że ja lubię dobrze opisane światy, żeby dobrze się w nich osadzić). Oczywiście - niech go przeklną bogowie! - Sanderson uwielbia kończyć rozdziały zawieszeniem, po czym wrzucić jakąś retrospekcję, chyba tylko po to, żeby drażnić czytelnika. Na szczęście akcja dzieje się równolegle z kilku stron, więc nie jest to tak, że zostajemy zawieszeni z jednym wątkiem i słuchamy jakiejś uspokajającej opowieści w innym wątku.


Nie wiem jak zrobić wprowadzenie w ten świat tak, żeby zrobić to bez spoilerów, więc nie będę się rozwodził, żeby przypadkiem niczego nikomu nie popsuć.


No bomba, no.


Poszło trochę za szybko (sześć dni), łącznie wg apki 15,5h czystego czasu gry. Czy zdarzyło mi się kilka razy pójść przez to później spać? Możliwe. Czy kolejne tomy spowodują coś podobnego? Zapewne.


#bookmeter #brandonsanderson

05ae443a-0c58-4d3d-bfa8-9694e0edb25d
Statyczny_Stefek userbar

@saradonin_redux W mojej opinii, jeżeli nie podszedł Ci Z mgły zrodzony, to i archiwum Ci raczej nie podejdzie. ABŚ jest mocniej rozbudowane, bardziej szczegółowe i, w mojej opinii, lepsze. Jednak styl pozostaje zbliżony do z mgły zrodzonego. Mam wrażenie, że ABŚ albo kocha się od pierwszego (może drugiego) rozdziału, albo obchodzi szerokim łukiem.

@Statyczny_Stefek A później jest tylko lepiej. Cholera no muszę w końcu wrócić do drugiego tomu Rytmów Wojny, bo już czeka na mnie Wiatr i Prawda.

@Statyczny_Stefek Przeczytałem dwa tomy, nawet mi się podobały ale dałem sobie spokój bo coś czuję, że w tym tempie to pan Sanderson przejdzie w stan Ś.P. zanim ukończy cykl. Fani szacują, że po obecnej przerwie, którą ma poświęcić na pisanie cyklu kolejnej ery Z mgły zrodzonego, powróci do pisania archiwum grubo po 2030r i zakończy po 2045r. xD

Zaloguj się aby komentować

1453 + 1 = 1454

prywatny licznik: 48/52


Tytuł: Gamedec: Czas silnych istot

Autor: Marcin Przybyłek

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Rebis

Format: książka papierowa

Liczba stron: 660

Ocena: 8/10


W końcu udało się przebrnąć przez czwarty tom sagi o Gamedecu. Trzeci tom był jeszcze dłuższy, liczył chyba prawie 1000 stron (Przybyłek ty bulwo), więc musiałem sobie trochę odpocząć. I tak zeszło prawie dwa lata... Z początku ciężko mi było się z powrotem wciągnąć w to uniwersum, bo nie ukrywajmy, próg wejścia jest spory. W końcu nie od parady 80 stron na końcu zajmują rozmaite dodatki jak słownik neologizmów (cała masa!), spis postaci, opisy planet czy nowej miary czasu. Sprawę nieco ułatwia streszczenie poprzednich tomów, od którego warto zacząć. Przygotuj się jednak, że początkowe sto stron to ciągłe skakanie na koniec tomiszcza i sprawdzanie nowych pojęć w słowniku


Od wydarzeń opisanych w poprzednim tomie minęło jakieś 150 ziemskich lat (99 cykli według nowej miary), więc mamy okolice 24-25 wieku. Ziemia, kolebka ludzkości stracona, pozostała w rękach Thirów po dramatycznych wydarzeniach tomu trzeciego. Ludzkość dokonała kolejnego ogromnego skoku technologicznego. Zasiedlono już 25 planet, na których mieszka ponad 300 miliardów ludzi. A raczej tego czym się stali. Każdy bowiem pełnoletni obywatel ma prawo do przebywania w trzech postaciach, przy czym może to być człowiek organiczny, różnego rodzaju roboty, cyborgi, mechy (...) czy sama psyche przeniesiona do sieci - posthumanizm pełną gębą. Ludzkość osiągnęła już chyba wszystko co można było wymyśleć - inteligentne, samonaprawialne i dowolnie morfujące materiały, teleportacje, skoki hiperprzestrzenne na drugi koniec galaktyki - co tylko chcesz. Nasz główny bohater czas spędza na eksploracji kosmosu, przebywania ze swoim Reorem, stadem rodzinnym (w tych czasach monogamia wyszła z mody, dlaczego sztucznie się ograniczać, jeśli podobają nam się także inni partnerzy) i przed wszystkim jako Ran, żołnierz elitarnej jednostki broniącej wszechświat przed zagładą. Dysponują oni poza klasycznym uzbrojeniem (o ile tak można nazwać gigantyczne latające zbroje-roboty) także zdolnościami psychicznymi, w tym telepatią, wyczuwaniem nastrojów czy jasnowidzeniem. A wspominałem że można roztroić swoją psyche? To może co-op w trzech "ja" w jednej stumetrowej zbroi, prawdziwej machinie do zabijania? Ja strzelam, ty latasz xD


W tej części mamy głównie wojnę, walki i potyczki na różnych planetach, w kosmosie pod wodą czy gdzie tylko wyobraźnia autora nas zabierze. A tej nie zdecydowanie nie można mu odmówić, bo szaleje na całego. Aż boje się co będzie dalej... Jednocześnie, chyba wolałem pierwsze dwa tomy, gdy akcja działa się nie w aż tak odległej przyszłości. Zdecydowanie było to ciekawsze, klimatem bliższe cyperpunkowi niż - jak tutaj Warhamerowi 40k. Książka ma lepsze i gorsze fragmenty, ale raczej nie znajdziemy tu dłużyzn, na które nieco cierpiała poprzednia część. Było tam sporo wątków które nie doprowadziły w końcu donikąd i tylko sztucznie wydłużały treść. Nie znajdziemy też dużego stężenia erotyki, która była obecna wcześniej. Czasem mocno krindżowa, czasem seksistowska ale była niejako znakiem rozpoznawczym, a tu zupełnie nic.


Przede mną jeszcze tom 5 i prequel całej serii, zobaczymy jak się to potoczy. Książki już kupione, ale muszą odstać swoje w kolejce


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

7be33a25-f9fe-4a7a-9acc-63bbf8c15c59
trixx.420 userbar

Zaloguj się aby komentować

1452 + 1 = 1453


Tytuł: Przygody Tomka na czarnym lądzie

Autor: Alfred Szklarski

Kategoria: literatura młodzieżowa

Ocena: 5/10


Prywatny licznik: 36/50+


Ta książka bardzo źle się zestarzała. Młodemu się nie podobało. Nic przerzucamy się na Pana Samochodzika xD


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #czytajzhejto #ksiazki #czytamponocach

842bce48-cfe8-432f-93fd-da3716cbd14c

@maly_ludek_lego mi się ciężko czytało - szczególnie jak postacie wywalają monolog o faunie i florze danego miejsca.

@l__p rozumiem. Te starsze powieści takie są. Np Anna Karenina też taka była. Chodzi o to, że my już jesteśmy przyzwyczajeni do innej, "szybszej" literatury.

Zaloguj się aby komentować

1451 + 1 = 1452


Tytuł: Ex Libris: 100+ Books to Read and Reread

Autor: Michiko Kakutani

Wydawnictwo: Clarkson Potter

Format: e-book

ISBN: 978-0-525-57498-9

Ocena: 6/10


Prywatny licznik: 35/50+


Książka o książkach. Autorka w krótkich esejach stara się nas przekonać do przeczytania konkretnych pozycji. Jednak zbiór książek jaki proponuje jest bardzo (wręcz obrzydliwie) amerykańsko-centryczny. Z esejów wylewają się przekonania i poglądy autorki, a książki są dobierane pod klucz: zagrożona demokracja w 'Murica! Mimo wszystko zapisałem sobie kilka książek, które mnie zaciekawiły, m.in.:

- The Idea Factory - Jon Gertner

- Atonement - Jan McEwan

- Song of Solomon / Beloved - Toni Morrison


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #czytajzhejto #ksiazki #czytamponocach

8321763a-acd2-4de9-b713-727217401fa4

1450 + 1 = 1451


Tytuł: Nawałnica mieczy

Autor: George R.R. Martin

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Format: książka papierowa

Ocena: 10/10


Prywatny licznik: 34/50+


Tom podzielony na dwie części ale nie ma sensu dodawać ich pojedynczo. Jak na razie moja ulubiona część. Dzieje się dużo, jest krwawo, a zakończenie wbija w fotel. Podoba mi się rozwój Denerys, uwielbiam przemianę Jaimiego, a moim ulubionym bohaterem jak zwykle jest Tyrion.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #czytajzhejto #ksiazki #czytamponocach

eddccae4-11db-4b5e-9497-4ecc0dfc249c

@Hoszin przecież to zakończony cykl już xD Martin nie dokończy, a czytałem, że nie chce aby ktoś po nim to kończył.

Zaloguj się aby komentować

1449 + 1 = 1450

Tytuł: Iluzja wyboru. 16 i pół pułapki myślenia

Autor: Richard Shotton

Kategoria: Poradnik

Wydawnictwo: MT Biznes

Format: książka papierowa

ISBN: 9788382314687

Liczba stron: 248

Ocena: 6/10

Zgrabnie zebrana i opisana lista technik stosowanych przede wszystkim przez marketingowców służących manipulowaniu nami na wszelkie sposoby. Jest to dosyć mocno skondensowane kompendium - książka ma niewielką objętość a liczba technik opisanych jest spora (tytuł jest trochę mylący) w związku z czym są one opisane zwięźle, ale wyczerpująco na tyle, żebyśmy wiedzieli na czym polegają. Niemniej jednak tematy nie są tak zgłębione jak np. w "Wywieraniu wpływu na ludzi" Cialdiniego lub "Pułapkach myślenia" Kahnemana więc jak ktoś jest już z tymi tytułami zaznajomiony to niewiele nowego dowie się z tej książki. Jest to tytuł przede wszystkim dla osób, które do tej pory nie miały za wiele do czynienia z przedstawionym tematem - im na pewno otworzy oczy na wiele manipulacji jakich jesteśmy ofiarami na codzień i będzie to fajny wstęp do ewentualnego zgłębienia tematu. Osoby natomiast które już trochę miały do czynienia z tą tematyką mogą tę książkę z racji jej niewielkiej objętości ewentualnie potraktować jako swego rodzaju ściągawkę pomagającą w przypomnieniu sobie podstawowych informacji.

#bookmeter #ksiazki

316af407-b726-44eb-8d0b-95b359c720c4

Zaloguj się aby komentować

1448 + 1 = 1449

Tytuł: Osiągnij UPTIME Jak zamienić chaos w kalendarzu na porządek i produktywność

Autor: Laura Mae Martin

Kategoria: Poradnik, samorozwój

Wydawnictwo: MT Biznes

Format: książka papierowa

ISBN: 9788382315325

Liczba stron: 320

Ocena: 7/10

Całkiem zgrabnie napisany poradnik mający za zadanie pomóc ogarnąć bałagan zawodowy a także i prywatny. Z książki najwięcej chyba skorzystają pracownicy dużych korporacji w których ilość procedur, maili, pionów, project menagerów, meetingów, ASAP-ów, deadlinów i innych tego typu rzeczy może przyprawić o zawrót głowy (przynajmniej tak mi się wydaje, sam w takim miejscu pracowałem krótko). Ale nawet osoby pracujące w mniejszych firmach w których liość korespodnencji i spotkań nie jest tak duża znajdą w tej książce coś wartościowego. Tytuł podzielono na pięć części, każda z tych części ma kilka rozdziałów - łącznie jest ich dwadzieścia. Każdy z nich bierze na tapet jakąś kolejną kwestię związaną z porządkowaniem swojej pracy oraz zwiększaniem produktywności przedstawiając konkretne metody i wskazówki pomagające uporać się z problemem. Długość rozdziałów jest w sam raz - na tyle, żeby rozwinąć temat ale nie przeciągać niepotrzebnie. Na plus także przejrzystość książki - dosyć szybko można odnaleźć dręczący nas problem i propozycję rozwiązania. Co do samych rozwiązań to może nie do wszystkich jestem do końca przekonany ale jak sam wspomniałem nie jestem chyba do końca targetem tej książki oraz nie o to chodzi w tego tytułach, żeby je w całości bezrefleksyjnie przyjmować. W końcu wystarczy przyjąć jedno usprawnienie które zaoszczędzi 5 minut tygodniowo przez następne 20 lat żeby czas zainwestowany w czytanie zwrócił się z dużą nawiązką. Generalnie myślę, że jeżeli jesteś jednym z tych ludzi którzy lubią cały czas się udoskonalać mały kroczkami na różnych polach to warto zainwestować czas i pieniądze w ten tytuł.

#bookmeter #ksiazki #samorozwoj

e105843f-5321-430d-be21-5f1b028e3811

Zaloguj się aby komentować

1447 + 1 = 1448

Tytuł: Kamieniarz

Autor: Camilla Läckberg

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Czarna owca (hehe)

Format: książka papierowa

ISBN: 9788381437011

Liczba stron: 536

Ocena: 6/10

Zacznę od tego co mi się w książce nie podoba. Po pierwsze można z niej dosyć łatwo spomiędzy wierszów wyczytać jakie autorka ma poglądy - dla mnie już sama ta cecha jest w powieściach wadą. I nie chodzi tu nawet o to, że te poglądy w znaczącej mierze nie odpowiadają moim tylko o to, w jaki sposób się one ujawniają, tzn. w tym w jak groteskowy i nieporadny sposób są przedstawione postacie reprezentujące idee przeciwne do tych z którymi autorka się utożsamia - i te nieporadnie stworzone postacie są dla mnie drugą główną rzeczą która mnie mocno irytowała. Przygruby, łysawy, niezbyt bystry komendant policji o bardziej konserwatywnym spojrzeniu na świat wciąż ubolewa nad tym jak to młodsi nie mają szacunku do jego pokolenia i jak to młodsze pokolenie mało wie o życiu. Leniwy, niekompetentny policjant ze starszego pokolenia swoim olewactwem doprowadza do katastrofy. Matka jednej z głównych bohaterek swoim brakiem czułości oraz apodaktycznością doprowadza do skrzywienia psychicznego córki. Mąż siostry głównej bohaterki jest stereotypowym, przerysowanym przemocowym psychopatą. Teściowa głównej bohaterki te wredne, złośliwe babsko. Strasznie koślawo przedstawiono też postać chłopaka z aspergerem, można by rzecz, że wręcz w sposób karykaturalny. Tylko bidne kobiety są z tym całym bałaganem pozostawione same i muszę to wszystko ogarniać a jeszcze do tego użerać się z tymi starymi babami, dziadami i tępymi facetami. Generalnie w książce (a w zasadzie w całej serii którą zdążyłem przeczytać do tej pory) wciąż powtarzają się następujące motywy - pokolenie młodych, dorosłych ludzi zostało skrzywdzone przez starsze wychowujące je pokolenie poprzez jego konserwatyzm, brak czułości i zrozumienia, kobiety są generalnie związkach są poszkodowane - czy to poprzez macierzyństwo które w książkach autorki jest przedstawione głównie jako cierpienie czy też przez mężczyzn, którzy albo są przemocowcami albo niewierni albo leniwi(nawet partner głównej bohaterki, postać pozytywna co chwila ma wyrzuty sumienia bo pracuje zamiast pomagać partnerce w wychowaniu dzieci). Ogólnie z książki można wyciągnąć wniosek, że posiadanie dziecka można porównać do pobytu w Guantanamo w roli więźnia - tylko cierpienie, uwiązanie i brak jakichkolwiek perspektyw na poprawę w jakiejś rozsądnej przyszłości. Sam dobrze wiem, że wychowanie dzieci to nie jest wesołe miasteczko i momentami jest baaaaardzo ciężko ale bez przesady - w końcu w ostateczności to co dostajemy w zamian wynagradza nam wszystko ze znaczną nawiązką. Teraz pomimo tego narzekania dlaczego tak stosunkowo wysoka ocena? Otóż pomimo tych wad książka jako typowe czytadło sprawia się bardzo dobrze. Rozdziały znikają nie wiadomo kiedy, fabuła wciąga, nie ma nużących dłużyzn - pomimo sporej objętości byłem bardzo zaskoczony jak szybko udało mi się ją skończyć. Na plus też można zaliczyć wstawki z przeszłości charakterystyczne dla tej serii - z jakiegoś powodu kreowanie postaci w tych fragmentach wychodzi autorce znacznie lepiej. Jako książka na odmóżdżenie ten tytuł jak najbardziej się nada.

#bookmeter #ksiazka




e33aa81a-d8d6-4bad-8c10-b60d49b04aa8

Zaloguj się aby komentować

1446 + 1 = 1447

Tytuł: Medytacje o filozofii pierwszej

Autor: Kartezjusz

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Wydawnictwo naukowe PWN

Format: e-book

Liczba stron: 144

Ocena: 6/10


Prywatny licznik: 27/30


Tekst, który ciężko się czyta, gdyż logika pana Descartesa jest pokrętna i sprowadza się do jednego - Bóg jest i oto dowód na jego istnienie. No mnie jakoś nie przekonał, już pal licho czy Bóg jest czy go nie ma, lecz uważam, że nie można tego udowodnić przy pomocy rozumu bądź matematyki. Autor gdzieś między wierszami starał się przemycić jakąś myśl, lecz każdorazowe parowanie tego z: 'i to jest właśnie dowód na istnienie Boga, a istnieje on bo mam taką ideę w głowie' powodowało u mnie zgrzyt i ciężko było mi nie uznawać całości rozumowania jako błędnej. Na szczęście przy ostatniej, szóstej medytacji Descartes trochę wyluzował z Bogiem i wtrącał o nim co drugą stronę a nie zdanie, dzięki czemu od razu jego przekaz stał się prostszy w odbiorze i nabrał więcej sensu. Medytacja ta traktuje o naturze człowieka, różnych sposobach myślenia i jest też trochę podsumowaniem wcześniejszych i właśnie za nią daję oczko wyżej przy ocenie końcowej.


#bookmeter #dwanascieksiazek

d98253f4-62c7-4f2b-a445-ae833e099808

Zaloguj się aby komentować