Występują: Humphrey Bogart, Sydney Greenstreet (zagrał w wielu filmach z Bogartem)
Ocena: 8/10
Główny bohater, Richard Mason, udaje poważny wypadek, aby uniknąć podróży z żoną, co pozwala mu na realizację swojego mrocznego planu, jakim jest morderstwo żony w celu poślubienia jej siostry.
Film opisuje problem narkomani w USA na przelomie lat 80 i 90.
Dokument dosyć pobieżnie porusza zagadnienie wszechobecnego cracku na ulicach stanów zjednoczonych.
Skierowany raczej do osób, które po raz pierwszy stykają się z tym tematem.
W sieci, zwłaszcza na filmwebie zetkniemy się z krytyką jaki to netflix tęczowy i wogle propaganda Black Lives Matter. A to guzik prawda, jeśli ktoś orientuje się w temacie.
Kolejno Raegan, Bush i Clinton grubo spierdolili sprawę kampanią antynarkotykową, co przede wszystkim uderzyło w czarne społeczności wielkich amerykanskich metropolii.
Czarni do dziś nienawidzą za to Ronalda.
Nie rozumiem tylko dlaczego wciąż jest bożyszczem wielu białych, skoro to przez niego ostatecznie kokaina zalewała usa.
Troche historii, ciekawych niuansów, interesujące historie dilerow, narkomanów i ekspertow.
Jest mocny nacisk na czarnych, ale biali też przedstawieni jako poszkodowani bo zabroniono im kokainy, a oni przecież się za nią nie mordowali.
Dla uzupelnienia polecam film o zamieszkach w Los Angeles na poczatku lat 90. Niestety nie pamiętam tytułu.
Do tego konkretniej w temat wchodzi serial Flow.
A co do nienawisci afroamerykanow do zjebanego Raegana to piosenka Killera Mike'a, którą dodaje wyjaśnia właściwie wszystko.
Sam wraca do miejsca urodzenia z planem zjedzenia swojej ulubionej pizzy. Gdy jest już w nowym jorku ziemia zostaje zaatakowana przez obcych.
Odgrzewany kotlet po bądź co bądź popularnych, ale srednich filmach Krasińskiego. Łączy je dobry pomysł wyjsciowy, ale spartolona nieangażująca intryga i trzymanie się reguł przedstawionego świata tylko wtedy gdy to wygodne dla twórców. Nie wolno rozmawiać nawet szeptem, ale setek ludzi starających się iść w grupie cicho ulicami noweho jorku to już nikt nie słyszy.
Polskie korzenie reżysera prequela to także cecha wspólna.
W rolach głównych srednia (moim zdaniem zawsze) Lupita Nyong'o i taki sobie Joseph Qiunn, który podobnie jak inni eksplatowani aktorzy debiutanci Stranger Things, powinien zostać na modłę serialowych gwiazd w świecie seriali, bo na dużym ekranie wypadają mizernie.
Scenariusz to standard postapo. Zamiast kosmitów mozna wstawić zombii i nikt się nie zorientuje. Jak ktoś liczy na jakąś genezę obcych (ja mam swoją prostą teorie) to srogo się zawiedzie. Intryga opiera się na rozterkach, głównych postaci pozostawionych w upadłym świecie samym sobie, co zdążyło się opatrzeć już po 3 sezonie Walking Dead.
Ogolnie czarna lesbijka z kotem i przypadkowo spotkany zagubiony gej idą na pizze. Mało jak na trzecią odsłonę, która zresztą pokazuje i wciąga mniej jak pierwowzory.
Efekty specjalne na poziomie amatorskich krotkometrażowek z yt.
Polecam tylko dla znudzonych, ktorzy lubią zasnąć na seansie.
Jezu jakie to było cienkie... Typowy skok na kasę po wcześniejszej części, która była całkiem dobra. A przecież k⁎⁎wa mać można było zrobić też kolejny dobry film o tym samym: Aliens, Terminator 2, Die Hard 2 itd. Ale po co? Zaoszczędzimy na reżyserze i aktorach, motłoch na pewno się skusi. No i się skusłi: A Quiet Place: Day One had a worldwide box office total of approximately $261 million on a budget of $67 million. Cyferki w excelu się zgadzają, wszystko cacy.
Poprawne kino o ludziach ubogich w majątek, ale bogatych w empatię.
Potężne pożary zabierają rancho głównego bohatera. Zmuszony jest mieszkać na malutkim osiedlu przyczep na pustyni. Kowboj Dusty (grany przez Josha O'Connora) musi teraz wymyślić na nowo swoje życie. W jego głowie rodzi się pomysł by wyjechać i pomagać siostrze na farmie w innym stanie, ale z drugiej strony zostawi tu córkę ze swoją byłą partnerką, z którą do dziś się przyjaźni.
Mała społeczność ludzi, którzy teraz stracili majątek pomoże mu podjąć właściwą decyzję.
Piękny, prosty i wzruszający film. Dla mnie takie 7,5/10!
Pierwszy dokument na liście obejrzanych filmów z AFF 2025 i zarazem drugi z filmów, które oceniam wyżej niż 7/10.
Videoheaven to niemal trzygodzinna przygoda z historią wypożyczalni kaset video w USA. Dostajemy pełny przekrój tematu, przeplatany scenami z filmów, które w całości albo choć na moment przenoszą nas do wnętrza wypożyczalni.
Dla mnie był to też zarazem pewien filozoficzny esej o kinie na podstawie sposobu oglądania, wybierania i spędzania czasu jakim były wypożyczalnie video.
Bardzo interesujący to dokument, i może w Polsce nie rządziły takie multipleksy wypożyczalniowe jak w USA, ale też przeżyliśmy w naszym kraju erę zwaną video.
*Na zdjęciu scena z jednego z seriali (Stranger Things) użytych w dokumencie i zarazem lektorka offowa tego dokumentu - Maya Hawke.
Czy polecam? Dla miłośników nostalgii oraz ery VHSów - lektura obowiązkowa!
Zbiór najbardziej znanych i lubianych historyjek z udziałem Kubusia Puchatka oraz jego przyjaciół, przedstawionych w formie przyjemnej dla oka i kreatywnej animacji, okraszony bezbłędnym polskim dubbingiem. Absolutny klasyk. Oddaję głos ekspertowi.
[Piechur]: Jak podobał Ci się film o Kubusiu Puchatku?
[Mysz]: Bardzo.
[P]: Co Ci się w nim podobało?
[M]: Ten początek, gdzie pokazywano pokój Krzysia. Podobało mi się jeszcze, jak przeskakiwali z jednej strony na drugą.
[P]: A co Ci się nie podobało?
[M]: Ten smutny Tygrys na końcu. Nawet prawie się rozpłakałam.
[P]: Komu poleciłabyś ten film?
[M]: Myślę, że tylko mamie i siostrze, i tacie, i jeszcze wszystkim moim przyjaciołom.
Ten film mnie totalnie zmęczył, może o to właśnie chodziło by pokazać trudy życia słomianej samotnej matki - dziecko chore cały czas wymaga opieki, w mieszkaniu zawalił się sufit (dosłownie!), mąż daleko w robocie, wredna kasjerka nie chce sprzedać butelki wina bo za 2 minuty nocna prohibicja, w pracy same problemy i natrętni klienci.
I tak obserwujemy poczynania głównej bohaterki, która powoli stacza się w odmęty lekkiego szaleństwa z powodu samotności.
Zestresowany życiem człek postanawia wymusić na doradcach finansowych przeprosiny, za to, że zrujnowali jego interes. Bierze więc obrzyna, idzie do siedziby firmy i drutem przywiązuje trzymaną broń do szyi doradcy (oryginalny tytuł to "Dead Man's Wire").
Teraz ten stanie się jego zakładnikiem, póki nie zostaną spełnione warunki głównego bohatera.
Bardzo dobrze się ogląda, głównie dzięki młodszemu z familii Skarsgardów, który wbija się na aktorskie wyżyny.
Leonardo DiCaprio jako lewicowy rewolucjonista i jako ojciec, który próbuje uratować swoją córkę.
DiCaprio nie występuje w słabych filmach, to postanowiłem obejrzeć. Sam Leo zagrał dobrze, ale nie jakoś wybitnie. Moim zdaniem Sean Penn zagrał bardzo dobrze i ma dużą szansę na nagrodę Oscara za tę rolę.
Spodobały mi się długie ujęcia filmowe, nie jesteśmy atakowani całą masą cięć filmowych. Fabuła może nie była jakość wybitnie złożona, ale nie zauważyłem tam żadnych dziur.
Widzę, że kina zdecydowały się na puszczanie Funny Games z 1997. Czekam na rzeszę straumatyzowanych "fanów brutalnego kina" jak (o ile w ogóle) dotrwają do końca.
Zacząłem czytać Dwie wieże także chciałem sobie przypomnieć co było poprzednio - tym razem w wersji rozszerzonej. Co więcej w tej edycji było nie wyłapałem ale jak na prawie 4h nie nudził.
Oglądasz sobie ten film z Meg Ryan i Tomem Hanksem gdzie jest chłop, który przez internet poznaje laskę co się okazuje w realu się znają i ona go nienawidzi bo przez typa musiała zamknąć swoją małą księgarnię. Typ tam miał takiego dzieciaka co się nim opiekował bo to był jego dużo młodszy przyrodni brat. No i kurde oglądasz ten film i oglądasz a tutaj ta typiara nie ma księgarni, typ też nie ma księgarni. Sceny co się spotykać mają w kawiarni nie ma, tylko na szczycie wieżowca.
Co tu się odpierdala, jakiś efekt Mandeli?
Chcesz potwierdzić czy może ci się coś ubzdurało i pytasz narzeczonej.
- Cipcia, pamiętasz ten film co grał w nim Tom Hanks i Meg Ryan? Taka tam komedia romantyczna z lat dziewięćdziesiątych.
- Jo, pamiętam. Ten co Tom Hanks chciał wskoczyć do wulkanu.
Aż się boję wrzucać tu swoją opinię na temat tego filmu, bo wiem, że komedia obrosła kultem dla niektórych, sam fakt, że puszczano to na festiwalu w ramach jakiś tam komedii amerykańskich, może o tym świadczyć oraz wypowiedź prowadzących sekcję, którzy wprost powiedzieli, że zazdroszczą tym, którzy będą oglądać ten film po raz pierwszy.
To ja. Nie widziałam wcześniej "Jaj w tropikach".
Napiszę krótko: przez pierwsze pół godziny śmiałam się jak po⁎⁎⁎⁎na. Potem był koniec śmiania, czułam się jakbym oglądała polsatowskie kabarety.
Przepraszam fanów tej komedii, mi nie pykła, miałam dość tych dowcipów po 30 minutach już.
@Mahjong - rozumiem, że dla niektórych "włączających myślenie" to może być kultowy film bo może być odbierany jako naśmiewający się z politycznej poprawności - niemniej przy głębszej analizie (chociaż nie trzeba wcale kopać głęboko) wcale nie popiera rasizmu czy kulturowego zawłaszczania
Mnie osobiście część rzeczy w nim śmieszy - ale większość gagów odbieram jako meh (zwłaszcza po drugim obejrzeniu w tamtym roku zastanawiałem się nad skalą miałkości tego filmu i oceniam go na 5/10).