
Społeczność

Społeczność

Wideo pokazuje, jak wygląda od środka nielegalny targ zwierząt egzotycznych w Dżakarcie. Ukazane są warunki, w jakich przetrzymywane są zwierzęta, ryzyko związane z handlem oraz ukryta strona tego niebezpiecznego biznesu
#azja #podroze #podrozujzhejto #indonezja #zwierzaczki #zwierzeta #ciekawostki...
Zaloguj się aby komentować

Na Bali zaczęły się niespodziewane kontrole turystów. Funkcjonariusze imigracyjni pojawiają się na plażach i w kurortach, sprawdzając dokumenty wczasowiczów. Wszystko po to, by ukrócić przypadki nielegalnego pobytu i pracy w raju, który co roku przyciąga miliony odwiedzających. Ci, którzy nie mają...

W Gorlicach Łukasiewicz pozostawił pierwszą uliczną lampę naftową rozpoczynając rewolucję "czarnego złota". Odbyła się tu też bitwa, okupiona wieloma ofiarami, która odmieniła losy I wojny światowej. W okolicy są też piękne drewniane świątynie wpisane na listę UNESCO.
#podroze #podrozujzhejto...
Zaloguj się aby komentować

Od wtorku 9 września pasażerowie odlatujący z poznańskiego lotniska Ławica mogą zabierać do bagażu podręcznego płyny w opakowaniach nawet do 2 litrów. Co ważne, podczas kontroli bezpieczeństwa nie trzeba ich już wyjmować z torby. To duża zmiana i spore ułatwienie dla podróżujących. […]
#podroze...
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
@LondoMollari Na dużych lotniskach akurat wiele lotów potrafi mieć tę samą godzinę, bramek dużo, a czasem się zmieniają w międzyczasie, więc zostaje kwestia wpuszczenia do samolotu - tu raczej się skupiają na destynacji, a często też sprawdzają w komputerze, czy jesteś na liście pasażerów (aczkolwiek Lufthansa na dwóch lotach tego nie robiła: bilet + rzut okiem na dowód). Więc w sumie zostaje kwestia bramki.
Plus w samolocie czasem mówią, że jeśli ktoś nie leci do, to niech zgłosi. Ale ci lecieli To Nice, a samolot Tunis, więc...
@LondoMollari
Przecież, żeby coś takiego zrobić, trzeba pójść do złego numeru bramki, obejść skanowanie/sprawdzenie biletu i zignorować różnicę godziny odlotu.
AFAIK one się spóźniły na swój lot do Nicei i kupowały na lotnisku, więc trzeba być tylko głupim na tyle żeby pomyśleć, że Tunis na bilecie i na bramce na lotnisku we Włoszech zinterpretować jako "tłumaczenie". xD
Zaloguj się aby komentować
Chojnów to niewielkie miasto położone w województwie dolnośląskim, do którego przyciągnęły mnie mury obronne. Mieści się tam również niewielki zamek piastowski i kilka innych ciekawych zabytków.
Atrakcje Chojnowa:
Mury obronne w Chojnowie powstały w pierwszej połowie XIV wieku. Nigdzie nie znalazłem ich oficjalnej długości, ale mogła ona wynosić około 1200 metrów. Obwarowania miały kształt owalu. Oprócz tego miasto posiadało fosę, która oddzielała zamek od miasta. Mur zbudowany był z kamienia i osiągał 5,5 metra wysokości oraz grubości do 1,9 metra w przyziemiu. W XV stuleciu dobudowano baszty wykuszowe. W północnej linii murów znajdowała się baszta Tkaczy o wysokości 15 metrów, która przetrwała do czasów współczesnych. Miasto posiadało dwie miejskie bramy Dolną (Legnicką) od wschodu i Górną (Bolesławiecką) od zachodu, które mieściły się na przedłużeniu linii przebiegającej przez rynek. Do chwili obecnej przetrwała wspomniana wcześniej baszta Tkaczy z około 1400 roku, fragment murów przy tzw. Domu Kata przy ulicy Grottgera, a także niewielkie kawałki przy Chmielnej i Królowej Jadwigi. W sumie wszystkie odcinki mają łącznie nieco ponad 100 metrów długości.
Chojnów posiada wydłużony rynek o wymiarach 300 na 60 metrów i zaliczany jest do najdłuższych na Śląsku. Otoczony jest przez liczne kamienice, ale również współczesną zabudowę. W jego wschodniej części mieści się kościół św. Piotra i Pawła, a w zachodniej Dom Schrama z XVI wieku. W centralnej części rynku zobaczyć można fontannę tkacza.
Zamek Piastowski w Chojnowie został wybudowany w drugiej połowie XIII wieku, a po spaleniu go przez husytów w 1428 roku został przebudowany. Liczne przebudowy doprowadziły do zatarcia pierwotnego wyglądu. Obecnie we wnętrzach zamku mieści się powstałe w 1908 roku Muzeum Regionalne. Duże wrażenie robi znajdujący się nad wejściem portal z herbami i popiersiami. Obok zamku mieści się ciekawy park.
Kościół św. Piotra i Pawła w Chojnowie powstał w XIV wieku w stylu gotyckim. Jest największą tego typu budowlą w całym powiecie legnickim. Położony jest we wschodniej części rynku. Początkowo świątynia służyła katolikom, a od 1525 roku aż do końca II wojny światowej używali jej protestanci. Ołtarz główny kościoła pochodzi z 1400 roku, a dzwon jest zaledwie 5 lat młodszy. W trakcie swojego istnienia świątynia przechodziła liczne przebudowy. W trakcie wojen napoleońskich działał w niej szpital. Obok kościoła przy Głowackiego 1 mieści dawna plebania z XVIII wieku.
-------------------------------------------
Jeśli chcesz być na bieżąco z moimi znaleziskami to zapraszam do śledzenia hashtagu #antekpodrozuje
Jeśli chcesz, żebym Cię wołał w przyszłości, to zostaw piorun pod odpowiednim komentarzem poniżej
#polska #antekpodrozuje #dolnoslaskie #dolnyslask #podroze #podrozujzhejto #turystyka #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #zainteresowania





Wywołuję obserwujących i zainteresowanych:
@IceXXX @mrololl @Kolej_na_drony @jordan @lluke @Ralfralf @Gruby @robaczek @Anabel2023@SzaloneWalizki @mateoaka@Wobiektywie @Rudeiczarne @places2visit.pl @lukasz-piernikarczyk@Grubas @polaczkropki @Atarax @Dzikie_oregano @Boltzman @kbk@Lemmy @schweppess @4Sfor@dybtas @DOgi @dasistfubar @Nirvash @Geratius @Kruczek555 @Sofie @gaga262 @Patalizator@mikeku@gingerowl @Parowkowy_Skrytozerca @Venfi @Roci @krzysztof-k-d @Duvel @Misiasio@Lime @kejdzu @Sorokawojcie.ch @Atexor @Huxley@Warus @Damdzior @_wojti @bbwieli17@shack_my_kak @cyberpunkowy_neuromantyk @tyci_koks @Wlacza @3cik @alaMAkota@Roche@Barabarabasz7312 @e5aar @zuchtomek @Lawyerish @razALgul @Lurker69@konto_na_wykop_pl @anervis @Ewcias @koniecswiata@Dzban3Waza @Minotaur_Kebabowy@AndrzejZupa @wozny87 @cejaczek @Icon_of_sin @SzwarcenegerKibordu @Jarosuaf@ddhadq@Farmer111 @Villdeo @Pawelvk @Maciej_Amadeusz @mahoney @Odczuwam_Dysonans@Buendia @stimmhorn @ataxbras @m-q@Bukuria @Tino @meinigel @bagela @suseu @ovoc@rakokuc @Koloalu @Bjordhallen @bielak1212 @Cybulion @Kulfi_89 @lucabianco@Berdonzi@Taxidriver @szymek @nazwa_uzytkownika @Siejek @Tyglys @cyber_biker @epsilon_eridani @teetx@Rudolf @BND @oromek@Wojciechpy @HerrJacuch @Chunx @galencjusz @Arxr @ismenka@adamec @travel_learn_wine @bzyk260 @Pouek @Mr.Mars @voy.Wu@sireplama @Adam3photo@skorpion @Augustyn_Benc-Walski @Fly_agaric @qwar @Kaligula_Minus @darek-kantorski @Eliasz_Oderman @PanWibson @UncleFester
@Fly_agaric były kilka lat temu
https://antekwpodrozy.pl/253-strzelce-krajenskie-lubuskie-miasto-z-pieknymi-murami-obronnymi
Kumpel kiedyś jechał pociągiem, w przedziale kimał też jakiś pijaczek.
I, przejeżdżając przez Chojnów, pijaczek się ocknął, spojrzał przez okno, mruknął:
- O, Chojnów, miasto biznesu i seksu.
I poszedł spać dalej xd
Zaloguj się aby komentować
#podroze #ciekawostki #chelm byliśmy dzisiaj na pikniku edukacyjnym PANS.
jestem pod wrażeniem. jakbym nie miał rodzinnych zobowiązań, to bym znowu poszedł na studia - nawet matematykę bym podszlifował, żeby się tam dostać!!
pomijając bezpłatne dmuchańce, grochówkę i watę cukrową, to największe wrażenie zrobił sprzęt. straży pożarnej, wojskowy 19 Brygady oraz wystawka Politechniki Lubelskiej.
i lecieliśmy balonem





Zaloguj się aby komentować

Szukasz miejsca na niezapomnianą wycieczkę w góry, które zachwyci Cię widokami i spokojem? Jezioro Obersee w Niemczech to jedno z najpiękniejszych jezior, jakie można zobaczyć w Europie. Otoczone majestatycznymi szczytami Alp Berchtesgadeńskich, kusi krystalicznie czystą wodą i idealnymi warunkami...
Zaloguj się aby komentować

Ryanair ogłosił zakończenie wdrażania nowych mierników bagażu podręcznego we wszystkich 235 portach lotniczych w Europie. Od czwartku, 4 września, każdy pasażer może zabrać na pokład większą bezpłatną torbę osobistą o wymiarach […]
#podroze #wiadomoscipolska #wiadomosciswiat #ryanair

Od dziś podróżowanie z Krakowa staje się prostsze. Lotnisko w Balicach jako pierwsze w Polsce znosi limit 100 ml na płyny w bagażu podręcznym. To oznacza, że możesz spakować pełnowymiarowy szampon, butelkę wody czy ulubione perfumy i nie martwić się o miniaturowe opakowania. [CZYTAJ DALEJ]
#podroze...
Zbierałem się do tego wpisu przez 2 tygodnie, a teraz mam chwilkę wolnego, to postanowiłem, że napiszę. Szczególnie, że wpis @splash545 został odebrany tak pozytywnie to i może mój taki będzie
W skrócie:
Moim marzeniem z dawnych lat było odwiedzenie Lazurowego Wybrzeża. Wsiedliśmy z żoną i córką w samochód, objechaliśmy 4900 km. Trasa: Podlasie - Graz (Austria, tylko nocleg) - Como (nocleg) - Bellagio - Como - San Remo (Włochy) - Antibes (3 noclegi - baza wypadowa) - Awignion - Chamonix-Mount Blanc - Sallanches (nocleg) (Francja) - Monachium (Niemcy, tylko nocleg), Wrocław (tylko nocleg) - Podlasie.
Długa wersja:
Zaczęło się w 2012 roku. Wziąłem wtedy urlop na 3 tygodnie i postanowiłem pojechać na Lazurowe Wybrzeże. To była seria fatalnych pomyłek. Stanąłem na wylocie na Warszawę z Białegostoku o 7 rano. Po chwili zatrzymał się przedstawiciel handlowy, który obiecał podwieźć 30 km dalej na stację benzynową, gdzie mogę popytać i złapać kogoś w dalszą trasę. To był błąd. Utknąłem tam na 2 godziny. Na stacji prawie nikogo nie było. W końcu udało się i dojechałem do Warszawy z kolejnym przedstawicielem.
Kolejny odcinek to kolejna pomyłka. Wybrałem nie tą wylotówkę co trzeba. Uznałem, że wszystko mi jedno czy kierunek będzie na Poznań czy Wrocław. Stanąłem więc w okolicach Powązek, gdzie krzyżują się drogi. Kolejne 2 godziny nikt się nie zatrzymał, bo... auta przed miejscem gdzie łapałem rozpędzały się na tyle, że nie warto było dla mnie hamować. Ponadto kierowcy nie wiedzieli czy jadę na Poznań czy na Wrocław.
Ostatecznie pojechałem na wylotówkę w Jankach (Kraków, Łódź). Tam skierowałem się na Łódź i złapałem dostawczaka. Dojechałem do Bełchatowa. Tam szybko złapałem TIR-a i dojechałem do Wielunia. Była już godzina 19. Straciłem totalnie cały dzień na tak krótki odcinek. Poszedłem do Biedry po kolacyjkę, a następnie zacząłem szukać noclegu. Okazało się, że Wieluń to dziura i najbliższy hotel robotniczy znajduje się w innej miejscowości. Było ciemno. Droga bez pobocza. Nie dało się tam dojść. Przyszła noc, a ja siedziałem na przystanku w Wieluniu bez pomysłu co dalej.
W końcu zacząłem łapać stopa, a nuż ktoś się zatrzyma. Zatrzymał się TIR do Wrocławia, ale po drodze musi zrobić przerwę. OK. Około 2 rano stanęliśmy na jakimś zadupiu. Kierowca zasnął, ja też. O 4 pobudka i dojazd na obrzeża Wrocławia po 5.
Zjadłem tam śniadanko na jakiejś stacji (jajecznica), potem udałem się autobusem do centrum. Tam byłem o 7 rano. Na przeciwko dworca był jakiś tani hostel, ale doba zaczynała się jakoś o 14. Morale były na dnie. Poszedłem na dworzec, by złapać jakiś pociąg, i przekimać kawałek drogi. Traf chciał, że najbliższy pociąg był do... Białegostoku. To mnie złamało. Wsiadłem i wróciłem z hehe "Lazurowego wybrzeża".
I tak przeskakujemy do 2025 roku. Tym razem nie autostopem, a własnym autem. Z rodzinką.
Pierwszy odcinek najdłuższy bo ponad 1000 km. Do Graz jedziemy przez park dinozaurów przy granicy polsko-czeskiej, gdzie robimy sobie 1,5 godziny przerwy. W 35 stopniowym upale zwiedzamy atrakcje, żeby dzieciakowi dać odpocząć jazdę. Potem kolejny przystanek to granica czesko-austriacka. Zwiedzamy tam zamek w Mikulovie i piękne ogrody. Na wieczór dojeżdżamy do Graz, od razu do hotelu.
Rano śniadanko i jazda dalej. Kierunek: Como. Teraz już "tylko" 720 km. W Como jesteśmy późnym popołudniem. Od razu idziemy na miasto. Zwiedzamy centrum i na wieczór wracamy do pensjonatu. Rano po śniadaniu jedziemy do Bellagio. Górskie, wąskie drogi wokół jeziora to piękne widoki, ale też trudna i wymagająca jazda. Po drodze chcieliśmy zobaczyć słynny wodospad i most, ale ostatecznie nie udało się to, bo ciężko było to znaleźć samochodem w plątaninie wąskich dróżek. W Bellagio o wiele lepiej. Zaparkowaliśmy i poszliśmy do jednego z portów. Potem przeprawa promem na drugą stronę jeziora i powrót do Como przez kolejne piękne miejscowości.
Jako, że wyjechaliśmy dość wcześnie, to Como opuściliśmy też w miarę wcześnie. Pogoniliśmy prosto na plażę w San Remo (311 km), gdzie zameldowaliśmy się jakoś około 17.00. To był pierwszy dotyk Lazurowego Wybrzeża. Marzenie sprzed lat spełnione
Około 21.00 zajechaliśmy pod hotel w Antibes. O ile to było zaledwie 80 km, to niemiłosierne korki wydłużyły czas podróży.
Kolejnego dnia od razu po śniadaniu pojechaliśmy na plażę w Antibes (Francja). Przyjemnie się plażowało. parę godzin do momentu aż nie przyszli Cyganie. Dwie panie, jeden pan, dwoje nastolatków (chłopak i dziewczyna). Najpierw pani wzięła bez pytania nasza matę do plażowania i zaczęła nią szarpać (bo leżała obok jej pustych od rana krzeseł). Jak wybiegłem z mordą, to było tylko gorzej. Rozsiadły się, nastolatki zaczęły zachowywać się dziwnie - niby zabawa, ale to sypnąć piaskiem, to chlapnąć wodą w moje dziecko. W obawie, że albo zaraz im wpierdolę, albo nas okradną, postanowiliśmy zawinąć się, pójść na lody, i rozłożyć w innym miejscu daleko od tej dziczy. Dalszą część dnia plażowaliśmy z przemiłymi starszymi Włochami.
Zeszliśmy z plaży popołudniu i dziecko zasnęło w samochodzie. Ruszyliśmy na wycieczkę do Cannes. Totalne korki sprawiły, że nie było jak wysiąść, więc tylko objechaliśmy główne ulice oglądając "wielki świat" z samochodu. To samo było w Nicei. Potem pojechaliśmy do Monako, a na koniec do Eze. Wszędzie było to samo - totalne korki, brak możliwości zaparkowania gdziekolwiek, obejrzenie z samochodu pięknych miast i tyle...
Generalnie następnego dnia mieliśmy do wyboru: wracać do Cannes, Nicei, Monako z Antbises, ale pociągiem, by połazić, albo jechać do Saint Tropez (100 km dalej). Wybraliśmy to drugie i to był strzał w ... korki
Na marginesie ciekawostka. Woda jest tam nie tylko przepięknie lazurowa od mocnego zasolenia, ale też powoduje, że będąc nawet do pasa można się położyć na tafli i leżeć. U nas od razu idzie się jak kamień na dno.
Wieczorem zahaczając o Auchan i Burger King (tu ciekawostka w Auchan nie działają inne karty niż francuskie) wróciliśmy do Antibes.
Kolejnego dnia po śniadaniu od razu ruszyliśmy do Awinion (250 km). Dawna stolica papieska była tak samo zakorkowana jak reszta. Ale na szczęście w murach zbudowano 4-piętrowy parking, toteż około 11.00 zostało ze 30 ostatnich miejsc. Zwiedziliśmy sam średniowieczny kompleks z mostem. Resztę miasta sobie darowaliśmy, bo pojechaliśmy do Chamonix-Mont Blanc (444 km).
Powiem tak, nie spodziewałem się że miasteczko wywrze na mnie takie wrażenie. Te gigantyczne góry dookoła były niesamowicie przytłaczające. Człowiek się czuł taki malutki. W lokalnej knajpce zamówiłem sobie pieczone ślimaki. Jadłem już je kiedyś, gdy był francuski tydzień w Lidlu. Te w knajpie w Chamonix smakowały podobnie.
Na wieczór zjeżdżając 40 minut z gór serpentynami nocowaliśmy w Sallanches. Rano mieliśmy piękny widok na góry.
Po śniadaniu ruszyliśmy przez Szwajcarię (na granicy z Austrią włączyliśmy internet za szybko, T-Mobile zabrało 49 zł), dojechaliśmy do Monachium. Tam poszliśmy pozwiedzać okolice. Uraczyliśmy się pizzą, a ja dodatkowo lokalnym piwkiem.
Następnego dnia dojechaliśmy do Wrocławia. W zasadzie to na obrzeża. Znów straciliśmy z godzinę na korki. Tym razem nigdzie chodziliśmy. Czilerka w pokoju hotelowym i kolacyjka na dole w restauracji.
Kolejnego dnia szybko wróciliśmy na Podlasie.
Podsumowując: spełniłem swoje marzenie, zwiedziłem Lazurowe Wybrzeże, ale z planem powrotu tam za rok samolotem, by plażować i jeździć pociągiem.
Nie udało nam się zobaczyć:
Portofino (woleliśmy jechać od razu na plażę w San Remo)
Chur (Szwajcaria) - chcieliśmy pojeździć pociągami po górach, ale online było brak biletów, więc ostatecznie nie chcieliśmy ryzykować tam noclegu, by spróbować kupić bilet na miejscu
Cannes, Nicea, Eze, Monako - zwiedziliśmy tylko z samochodu, jest niedosyt
Chamonix - nie wjechaliśmy wyciągiem na 4400 m n. p. m. bo bombelek jeszcze za mały - wrócimy tam też gdy podrośnie
#podroze #wlochy #francja #lazurowewybrzeze





@tosiu elegansior, cieszę się, że inspiruję!
ᕦ( ͡° ͜ʖ ͡°)ᕤ Fajna wycieczka, też chciałbym kiedyś się wybrać na Lazurowe Wybrzeże, ale czytałem, że fajną opcją jest baza w San Remo i stamtąd robić wypady do Francji, ponoć tak jest sporo taniej.
A co do Portofino, to nie macie czego żałować! Portofino jest fajne ale zobaczyć sobie przy okazji czegoś np. wracając z San Fruttoso, bo samo w sobie jako główny cel może jedynie rozczarować. Poza tym gdybyście nie parkowali 10km od Portofino tylko pojechali prosto na miejsce, to prawdopodobnie znów byście nie znaleźli miejsca parkingowego i tyle byście zobaczyli.
Zaloguj się aby komentować

Zebraliśmy dla Ciebie najciekawsze tanie loty na jesień po Europie ale i nie tylko. Idealne na city break, spontaniczną podróż albo przedłużony weekend. Sprawdź, dokąd możesz polecieć i zaplanuj swoje jesienne wakacje! Tym razem mamy dla Ciebie również tanie loty na Malediwy a także do USA. Oto...
#podroze #wakacje #wlochy
Zachęcony tym, co napisał @splash545 postanowiłem krótko podsumować nasz rodzinny urlop w Umbrii i jej stolicy Perugii. Nie będę ukrywał, że na kierunek podróży wpływ miała cena. Za dwoje dorosłych, dójkę dzieci i dwa bagaże rejestrowane 20 kg zapłaciliśmy 1300 zł. Lotnisko w Perugii okazało się takim większym dworcem PKS. Do miasta śmiga za 5 juro autobus AirLink. Nocleg ogarnęliśmy w samym centrum starej części miasta i tu też udało się trafić z ceną 2600 zł. Samą Perugię można podzielić na dwie części starą i nową. Obie łączy ze sobą system minimetra, czyli jeżdżące raz nad a raz pod ziemią małe wagoniki. O nowej części miasta nie ma w zasadzie co pisać. Ot domy i bloki, które czasami lekko przypominają architekturę polskich osiedli z lat 90. Zdziwiło mnie to, ile lokali jest tam pustych. Sklepy, jakieś małe firmy itp. świecą pustymi oknami, albo planszami z ofertą sprzedaży.
Do sedna jednak, a więc do strego miasta. Tutaj już dostajemy prosto w twarz całym pięknem włoskiej architektury. Stare kamienice, piękne czerwono-brązowe dachy, zielone okiennice, wąskie uliczki. Wszystko to przyprószone lekko artystycznym klimatem (polecam Via della Viola i sąsiednie uliczki), pełne street artu i małych knajpek, które wyglądają jakby mieściły się na 20 m2. Zresztą to w Perugii jest trzeci najmniejszy pub na świecie Ill Birrino. Miasto jest stare, z historią i to widać na każdym kroku. Nie będę się tu jakoś rozpisywał, bo w internecie jest masa info i pewnie masa lepiej napisanych tekstów.
Co do samej Umbrii, to odwiedziliśmy jeszcze małe wioski takie jak Toricella, San Feliciano, Magione czy Monte del Lago. Sa to lekko senne miejsca i jeśli ktoś chce się kompletnie wyłączyć z pośpiechu, to można wpaść i np. kupić sobie kawę i chwilę gdzieś posiedzieć.
Na minus na pewno Jezioro Trazymeńskie. Ogromne, ale zasyfione. Przy brzegu walają się jakieś zaschnięte wodorosty a molo w Toricelli przypomina jakiś betonowy pomost zapomniany przez Boga i ludzi. Szerze to wiedzieliśmy o tym, ale nie spodziewaliśmy się, że aż tak to wygląda.
Z miejsc typowo turystycznych odwiedziliśmy jeszcze Asyż. Nie jestem wierzący, ale przyznam, że sam grób św. Franciszka jest ciekawym miejscem, emanującym jakimś lekko mistycznym klimatem. Miasteczko jest przepiękne, ukwiecone, małe uliczki i niskie kamienice robią wrażenie i mimo tłoku, turystów i wszechobecnych straganów gdzie obok krzyży i figurek leżą koszulki Slayera można się tam wyciszyć i poczuć jakoś... inaczej.
Co do cen, to Umbria uchodzi za region stosunkowo tani. Nawet sami Włosi mówili nam, że są tacy, którzy przeprowadzają się tam właśnie ze względu na niższe koszty życia. My jedliśmy raczej budżetowo, tym bardziej, że postawiliśmy na przemieszczanie się i czasami po prostu łapaliśmy jakiś posiłek w biegu.
Wszędzie podróżowaliśmy transportem publicznym. Pociągów jest sporo i nawet mimo remontów na kolei daliśmy radę spokojnie się przemieszczać. Jeżdżą też autobusy miejskie i podmiejskie a po Perugii śmiga dodatkowo wspomniane już minimetro. Fajnie było wsiąść w wagonik czy autobus w powszedni dzień i poczuć klimat miasta, widzieć ludzi jadących do codziennych spraw i obowiązków. Polecam taki sposób podróżowania. W zeszłym roku w Trieście postawiliśmy na samochód i taksówki a w transporcie do i z Chorwacji pomogła nam przemiła właścicielka wynajmowanego przez nas domku. Było wygodniej ale na pewno mniej podróżniczo i przygodowo.
Myślami jestem jeszcze trochę w Perugii i okolicach, mimo że słowa te piszę w przerwie na śniadanie w pracy.



Zaloguj się aby komentować