Za tydzień o tej porze będę w trakcie swoich pierwszych zagranicznych wakacji. Mamy zabukowany hotel w okolicach Manavgat/Side, ale raczej nie spędzimy całego tygodnia na plaży.
@aerthevist ogólnie te miasta są spoko do tego jeszcze dodałbym jakiś mały wypad do Alanii - trochę tam fajnych ruin.
w Turcji imo obowiązkowe jest Pamukkale choć to wycieczka na prawie 20h.
jak ja byłem to korzystałem z usług https://alanyaonline.pl/ ceny mają spoko, znacznie tańsze niż te klasyczne biura z ich wycieczkami fakultatywnymi - to taki easy mode
@aerthevist byłem w tych okolicach parę lat temu. Według mnie warto zobaczyć:
Ruiny w Side - wtedy jeszcze prowadzono sporo prac i cześć była niedostępna ale mi się podobało.
Manavgat - rzeka i wodospady, bardzo ładne miejsce.
Pamukkale - byłem dwa razy i uważam że warto chociaż raz. Ruiny dookoła (hierapolis? Czy jakoś tak) też niezłe. Basen Kleopatry, który też tam jest, uważam za pozycje nieobowiązkową.
A żeby nie dać się nabić w butelkę to polecam (chociaż to czasochłonne) sprawdzać cenę za to samo w kilku najbliższych miejscach, jeśli chodzi o bazary czy lokalne wycieczki. No i przede wszystkim targować się ( ͡° ͜ʖ ͡°)
@antekwpodrozy Jak Opolszczyzna, to polecam moje rodzinne Olesno. Jest kościół św. Anny, jedyny w Polsce zbudowany na planie róży,a nie krzyża. Średniowieczny kościół św. Michała. Samo miasteczko ma przyjemny rynek z kilkoma starymi kamienicami, a do tego w okolicy jest ośrodek Anpol. Nieżyjący już były właściciel ośrodka kiedyś się popisał fantazją i postawił na środku jeziora samolot
@antekwpodrozy uuub Öberglogau, czy jak to tam leci po niemiecku. Od razu się przypomina zesłanie na prawicy, gdy któryś z ichnich polityków zobaczył dwujęzyczne tablice przy wjeździe do któregoś z miast Opolszczyzny
Pułtusk to miasto słynące z najdłuższego brukowanego rynku w Europie. Oprócz tego znajduje się tam zamek, piękna kolegiata i wiele innych ciekawych miejsc i zabytków.
@antekwpodrozy Parkujemy na rynku koło bazyliki, polecam freski w nawie bocznej, z bazyliki idziemy na środek rynku do muzeum, potem na kawę z widokiem na rzekę do domu Polonii i wersję krótką zwiedzania miasta można uznać za zakończoną.
Jak ktoś lubi to jest jeszcze kilka kościołów, w końcu miasto biskupów płockich
A tak naprawdę to fajne miasto dla ludzi którzy lubią spacerować wzdłuż wody albo nawet zamieszkać niedaleko wody, ja mieszkałem na tyle blisko że łyżwy zakładałem w domu i sto metrów później tylko zdejmowałem ochraniacze
@aerthevist esim to zdecydowanie najwygodniejsza opcja... Możesz wyguglować, czy da się kupić SIMa lokalnego na lotnisku. Ja tak zrobiłem w Tajlandii bo wtedy też nie miałem eSim Teraz już mam
No dobrze, spróbujemy zrobić coś ambitniejszego o #slowenia - nie wiem czy wyjdzie z tego jakiś quality content, ale może przynajmniej "content".
Nie wiem jak w Waszym otoczeniu, ale ja w mojej bańce odnoszę wrażenie, że Słowenia (przynajmniej nie mylona ze Słowacją) jest nadal takim luźnym skojarzeniem: ktoś tam coś widział w sporcie, ktoś tamtędy jechał na urlop na Chorwację, może nawet nocował w trasie. Ale żeby tak więcej wiedzieć - to nie do końca.
Zatem zacznę od kilku #ciekawostki o Słowenii:
Słowenia jest niewielkim krajem, powierzchniowo podobnym do województwa podlaskiego (20k km²)
Mimo to jest dwukrotnie gęściej zaludniona od wspomnianego (100 osób na kilometr)
Skoro już o ludności mowa: jest ich niewielu - około 2,1 miliona, czyli tyle co Warszawa i ze dwa-trzy przylegające powiaty
Jest trzecim najbardziej zalesionym krajem UE: 61% to lasy
Ma trzykrotnie większe PKB per capita niż Polska
...i jest bardziej zadowolonym krajem - siedem oczek wyżej w rankingu niż Polska
Jest krajem z zaskakującym poziomem sportowym - ma sportowców w absolutnej światowej topce w bardzo wielu dyscyplinach (przypominam: ludności mają trochę więcej niż Warszawa!) - kolarstwo (Pogačar, Roglič, Mohorič, Novak, Urška Žigart), wspinanie (Janja Garnbret), siatkówka (kto śledzi, ten pamięta ciężkie boje), koszykówka (Dončič), skoki (rodzeństwo Prevc, Lanisek, Zajc)
I jedną z większych jaskiń udostępnionych turystom - jeździ tam nawet kolejka i występuje tam pewien rzadki płaz
Po słoweńsku spisany jest najstarszy tekst napisany w języku słowiańskim
No dobrze, to co tam robić i po co tam jeździć?
Przede wszystkim można spędzać #urlop aktywnie: miejsca dla siebie znajdą m.in. rowerzyści (szosa, gravel, MTB i downhill na trasach narciarskich), górołazi (ponad 10kkm szlaków, w tym najwyższy szczyt - Triglav - i jego via ferraty), narciarze (oczywiście), biegacze (też pewnie nikogo nie zaskakuje) i np. wspinacze (m.in. okolice Osp - jeden z topowych rejonów wspinaczkowych świata, chociaż raczej nie dla początkujących).
Kraj słynie też z wina i produkcji miodu (najwyższy wskaźnik pszczelarzy na 1000 osób w Europie). Posiada tylko 40 km linii brzegowej, ale da się tam również wypocząć stacjonarnie - na tym się nie znam, to sobie Czytelnik zgłębi samodzielnie.
No dobrze, tutaj zaczyna się nuda, będzie o mnie - można przestać czytać, dziękuję za uwagę.
Po co w ogóle tam pojechałem? Akurat napatoczył się długi weekend, a celem był #rower w #gory W Słowenii na dłużej do tej pory nie byłem, cel podpowiedział się sama, bo całkiem niedaleko granicy urodził się i mieszkał Tadej Pogačar , a po chwili szukania okazało się, że organizuje nawet swój event , polegający na wtarabanieniu się na szczyt Krvavec. A skoro już znalazł się punkt zaczepienia, to zrobienie planu na trzy dni było łatwe.
Być może będąc tak roztrenowanym jak ja (ostatnie trasy ponad 50km robiłem pół roku temu) powinno się zacząć od jakiegoś rozjeżdżenia na początek. Cóż, 1500 metrów na 50 km trasy to nie jest "rozjeżdżenie" a już na pewno nie "jakieś". Sztywniutkie podjazdy trzymające po 12-14% przez kilka kilometrów też na pewno nie pomogły - chociaż przynajmniej były krótsze niż (hehe) Monte Zoncolan . Trasa była krótka, ale wymagała podwiezienia się autem - akurat pan gospodarz miał dla nas wolny pokój i wpuścił nas do niego tuż przed 12:00 (ruszałem z Austrii), więc trzeba było wyrzucić graty, ubrać się, podjechać kawałeczek do parkingu przy cmentarzu (słoweńskie słówko na dziś: pokopališče) - i można zwiedzać.
Nie żebym widział wiele więcej niż moje przednie koło toczące się przez asfalt I to nie ze względu na zmęczenie - trasa prowadziła głównie przez lasy. To jest pewien problem - jeśli się ułoży fajnie trasę, to jest pewne ryzyko, że będzie sporo ostrej wspinaczki przez las, na szczęście są też miejsca, gdzie robi się rzadziej - i jest co oglądać.
Następny dzień to nie do końca regeneracja: sto kilometrów, 2500 metrów w górę. Trochę wspinania, trochę zjazdów po nawierzchni różnej, trochę szutrów (na oponkach 25c), dłuższy odcinek dnem doliny pod wiatr (na odcinku Bled-Krajn) i przerwa na bardzo przyjemne (i zimne) piwko 0% gdzieś pośrodku tejże doliny. Niby nic niezwykłego, ale jednak #czujedobrzeczlowiek Potwierdziło się, że w tych okolicach da się znaleźć tereny rowerowe dla każdego - po drodze choćby jechała kilkudziesięcioosobowa wycieczka emerytów (którą widziałem dwukrotnie, jechali jakąś pętlę w przeciwnym kierunku). Wygląda na to, że nie jest też obowiązkiem jeżdżenie po sztywnych ściankach, wolno szukać bardziej płaskich odcinków, nikt tego nie sprawdza.
No i w końcu - etap królewski. Akurat trafiliśmy na jakiś... kolarski event , więc trzeba było zmienić parking, bo na planowany nie wpuszczała już policja.
Trasa poprowadziła najpierw rozgrzewkowo przez jeden pagórek z kilkoma kilometrami szutru, a potem od razu główny cel, czyli Krvavec. Masa znaków ostrzegających o kolarzach, trochę ludzi (na szczęście zjeżdżających), napisy na asfalcie - widać że to często (i wyścigowo!) odwiedzany podjazd. Bardzo przyjemny, odcinków ponad 12% było niewiele, trochę dłuższych po 9-10%, a końcówka - z parkingu aż pod sam kurort narciarski - prawie po płaskim. Na górze restauracja, widać że wszędzie w standardzie jest piwko 0%, więc można bezpiecznie uzupełnić płyny.
Za podjazd daję pięć gwiazdek, więc jeśli ktoś planuje te okolice, proszę sobie koniecznie dopisać do listy! Do listy też warto dopisać podjazd pod przełęcz Volovjek - ten z kolei był pokonywany na tegorocznym Tour of Slovenia. Tu z kolei było milusio i pluszowo: tak 4-6%, miejscami odrobinkę bardziej stromo, tak akurat żeby nie schodzić z wygodnej kadencji 90 i cieszyć się widokami i dniem.
Końcówka trasy to - po pokonaniu szutrowego, stromego pagórka - prawie że płaski transfer do auta. Z przejazdem przez Rondo Tadeja i oczywiście Klanec . Na rondzie stoi figurka - kiedyś w koszulce Giro, obecnie w koszulce mistrza świata, a sama wioska... no, zwykła rolnicza wioska, to nie jest miejsce do zwiedzania, nie nastawiajcie się
Czy warto było jechać tak? (Bo z Polski jednak kawałek, a długi weekend jest krótki)
Tak, zdecydowanie. Przyjemne widoki, sporo dróg do wyboru, trochę wpisów na climbfinder, każdy ułoży tam coś pod siebie. Gdybym miał tam jechać na dłużej, to albo na łamany rowerowo-maszerowany wyjazd, albo na dwie lub trzy bazy noclegowe, żeby zobaczyć więcej.
Widoki są bardzo ładne (o ile wyjedzie się z lasu, bo ich - jak pisałem wcześniej - jest wiele, więc jest gdzie szukać cienia). Słoweńcy - mili ludzie, praktycznie każdy mówi po angielsku, jest jak się dogadać. Układając trasy trzeba wziąć pod uwagę asfalty i to chyba jedyny minus całej zabawy: jeździłem sporo po mniejszych, lokalnych drogach, gdzie głównie jeżdżą mieszkańcy i rolnicy, więc na zjazdach można się spodziewać nierówności, dziur, ale i szutru (i to niezapowiedzianego, ot - 20 metrów), no i żwiru. Serio, nie wiem co oni z tym żwirem: większość zakrętów jest pięknie osypana jakby się ciągle bali śniegu i chcieli pozostać w gotowości. Na szczęście zjazdów w których można puścić hamulce i cieszyć się życiem też było niewiele, więc mocniejsze dohamowania w ostrych zakrętach nie były jakoś bolesne dla serca.
Sieć dróg rowerowych jest zadbana i pomyślana: na skrzyżowaniach są drogowskazy, nic nie kończy się w krzakach, nie ma wyjazdów na krawężnik albo jakiegoś dziwnego nadkładania drogi: wręcz przeciwnie - wjeżdżając ma się pewność, że się zjedzie, kilka razy oszczędziliśmy sobie przepychania się w korku, jadąc po królewsku puściutką DDR i mijając korek. Widać, że jest to kraj mocno zrowerowany, kierowcy też jeżdżą ostrożnie i nie ma ani trąbienia, ani dojeżdżania do koła, ani robienia głupot - wszyscy się szanujemy i chcemy sobie razem dotrzeć do domu.
No i na koniec - język słoweński. W mowie brzmi tak, jakby ktoś mówił polską gwarą trzymając w buzi dwa duże kamienie. Z kolei w piśmie... jest uroczy. Oczywiście większość napisów można zrozumieć, ale są też perełki, takie jak "pipa" (kran), wspomniany już cmentarz, "avtopralnica" (myjnia) i masa innych.
Jako że jeszcze nie łaziłem tam po górach z buta, wspinać też mi się nie zdarzyło, pewnie za jakiś czas tam wrócę, zaliczyć nowe #kwadraty bo wpadło ich prawie dwieście.
Dorzucam kilka fotek w komentarzach - nie umiem robić zdjęć, więc pewnie nikogo nie zachęcę, ale robię co mogę.
W stolicy oprowadzali za nas za co łaska studenci. Smutna historia kraju, który przez większość historii nie był niepodległy, dużo musieli robić od zera.
Nie wiem czy nadal, ale ceny na stacjach były ustalane centralnie, więc bez różnicy gdzie się tankuje.
@Statyczny_Stefek dla mnie zrobiło się ciekawie od drugiej części wpisu. Piszesz więc, że na szosę to tak średnio dobre są te drogi? Szutry, żwir na zakrętach... Podejrzewam, że na Komoocie dało by się wytyczyć jakieś sensowne asfaltowe trasy.
@ovoc Nie, to nie tak: po prostu na zjazdach bywają ujeby i piach. Ale trzeba wziąć pod uwagę ze 1) jeździłem drogami raczej dla ruchu lokalnego (w tym: rolniczego) i 2) przejechałem tylko niewielki wycinek. Na bardziej popularnych terenach (Krvavec czy przełęcz Volovjek) asfalt był od dobrego w górę.
Planując trasy nie bawię się w Komoota - wystarczy mi RWGPS pod rysowanie i nawierzchnię (pomijając krótkie fragmenty, na dłuższe odcinki byłem gotowy), bo i tak nie lubię korzystać z cudzych tras. Wzoruję się na publicznych rankingach wartych uwagi podjazdów, zderzam to z wyścigami szosowymi i sklejam w kupę, często jakimiś podejrzanymi ściezynkami zamiast ładnie, asfaltem, na podstawie heatmapy.
@Statyczny_Stefek w hokeja tez dają rady. Kolejny utrzymali sie w Elicie w tym roku i w przyszlym znowu zagrają na MŚ. Zazdro w c⁎⁎j. Nie wiem jak oni to robią przy takiej liczbie osób
@radidadi podonoż po rewolucji i egzekucji Nicolaia i jego szanownej małżonki, chciano zburzyć Pałac Ludowy żeby przenieść wszystkie jednoski administracyjne w miejsca nie kojarzące się z dyktatorem, ale ponieważ był ( i nadal jest!) tak ogromny gmach, że nie opłacałoby się przenosić wszystkiego w inne miesjca. Czasem dobrze, że pragmatyzm zwycięża nad resentymentami i niechęcią do 'dawnowładców", w innym wypadku zabrałkoby tak wspaniałej budowli!
@tomwolf czy jest za duży? Tak. Czy wspaniały, nie wiem.. wiem że mają z nim spory problem bo utrzymanie tego wszystkiego jest bardzo drogie a używa się tylko ok 30% przestrzeni.. zaskoczył mnie sentyment z jakim Rumuni wspominają swojego dyktatora