Deweloperuchy usilnie wpychają w inne projekty ustaw zmiane polegającą na usunięciu minimalnej ilości miejsc parkingowych - pardon w swej dobroci i miłości do wolności chcą oddać decyzyjność gminom i lokalnych deweloperom.
Czy osiedla bez minimalnego 1,5 miejsca parkingowego mają sens? No raczej jego brak.
Czy one się będą sprzedawać? Tak, bo nie będzie innych a deweloper zawsze szuka oszczędności i jak największej marży.
No a teraz skutki społeczne - kto poniesie tego koszty? Oczwiście, że nie deweloper tylko lokalne gminy, które będą musiały po czasie organizować parkingi, naprawiać rozjeżdżone chodniki czy pobocza.
Pan od deweloperów na Komisji Infrastruktury mówił - no to ludzie przesiądą się na rower. No w jakiejś mniejszej, powiatowej mieścinie to na pewno, gdzie jakieś firmy, produkcje są 5-15km od miasta
@inty to jest kolejny przykład tego, jak kończy się deregulacja i oddanie decyzyjności w ręce biznesu. Biznes jak to biznes, będzie próbował zrobić wszystko, żeby mieć jak największy zwrot z inwestycji.
@inty Prywatyzacja zysków, uspołecznianie kosztów. Po co deweloper ma z własnej kieszeni finansować infrastrukturę skoro państwo zbuduje to samo z pieniędzy podatnika.
Na deweloperach powinno się wymuszać dostosowanie infrastruktury do zwiększenia liczby mieszkańców w danym obszarze. Jeżeli deweloper stawia osiedle w jakimś miejscu to jego kosztem powinno być dostosowanie dróg, parkingów, placówek publicznych itp. do nowych realiów. Teraz mamy przykłady osiedli stawianych na zadupiach na których nie ma przychodni zdrowia, szkół, parkingów - stąd te memy np. o Wrocławskim Jagodnie i korkach. Oczywiście kapitan państwo reaguje i za pieniądze podatnika buduje buspasy/tramwaj na Jagodno zamiast wymusić np. wybudowanie dodatkowego pasa ruchu jako warunek uzyskania pozwolenia na budowę osiedla.
kto poniesie tego koszty? Oczwiście, że nie deweloper tylko lokalne gminy, które będą musiały po czasie organizować parkingi, naprawiać rozjeżdżone chodniki czy pobocza.
Czy to powstrzyma lokalnych polityków od pójścia deweloperom na rękę? Oczywiście, że nie, bo zawsze będzie jakaś korzyść od dewelopera (polityczna, materialna, wizerunkowa, itd.) na tyle duża, żeby skusić politykę, a oni potem jakoś to wytłumaczą, zepchną na następców, albo nawet jeśli przyjdzie ponieść konsekwencje, to nie ze swoich przecież będą płacić, nie?
Co pewien czas przeglądam sobie nieruchomości w okolicy i coraz to lepsze hity się pojawiają. Np. domy w stanie surowym zamkniętym od dewelopera, 140m2 za jedyne 500 tys. Działeczki, mimo że wybór praktycznie żaden, powolutku z miesiąca na miesiąc idą w górę i tak jak patrzę, to ofertowe 10-20% więcej z metra niż jeszcze w styczniu. Jest moc. Za chwilę budowa byle chałupiny w średniawej lokacji pod Wawą to będzie minimum 1.5 bańki.
Od 2018 sledze rynek nieruchomosci. Znam kazdy dom i dzialke, ktore byly sprzedawane w okolicy ~100tys mieszkancow i wiem jedno ... zyczenia sprzedajacych rozmijaja sie z rzeczywistoscia. Owszem, ceny sa niebotycznie wysokie, ciagle rosna ale sie nie sprzedaja. Niektore stoja na ogloszeniach juz kilka lat. Absurdy juz opisywalem na hejto.
Chcialem kupic dzialke ale dzialki, ktore by mnie interesowaly sa w chorych cenach, a wszystkie w normalnych cenach nie nadaja sie do budowy bo albo nie spelniaja mpzp, albo sa na wypizdowie, albo na terenie zalewowym xD Uznalem, ze taniej i prosciej mi kupic dom do generalnego remontu bo w cenie dzialki mam mury do wybebeszenia, dzialke w miescie z przylaczami i mozliwosc dofinansowania do ocieplenia, okien, dachu i ogrzewania. Takze siedze, obserwuje i zbieram w woreczek zloto bo nie chce sie kredytowac. Mam dom ale nie spelnia juz moich wymagan choc ho wykanczalem w 2019 roku.
@kitty95 a, i nawiazujac do Twojego wpisu, w moim 60k miescie plus 40k przyleglosci, dom blizniak od dewelopera w stanie surowym zamknietym, na skraju miasta, na dzialce +4m do obrysu, o bardzo prostej i zwartej bryle, bez mozliwosci montazu ogrodzenia z przodu bo samochod nie miesci sie caly na podjezdzie ... potrafi byc wyceniony na 950k pln xDDDD
@radziol Powinni jeszcze znieść obowiązek toalet w mieszkaniu, niech będą znowu wspólne na korytarzach. Z zaoszczędzonej powierzchni zrobi się kolejne mieszkanie.
Morawiecki mówi o "Pierwsze Klucze", że programy popytowe nie rozwiązują problemów mieszkaniowych. BK2% też nie rozwiązał żadnego problemu i przyczynił się do wzrostu cen. Po tym przebłysku premier wrócił do bycia sobą i kłamania/manipulowania:
BK2% podniósł ceny, bo zmieniła go aktualna władza - miało być 50 000 kredytów na 5 lat, a zrobili 15 000 w pół roku (WTF?). Buda mówił, że pierwotnie miał być limit 15k na te pół roku, ale z uwagi na wybory PIS go zniosło, nie było żadnego limitu ilości wniosków. Ostatecznie za te pół roku udzielono ponad 90 000 kredytów 2%.
Od bk2% premier ucieka w banki - gani je za drogi kredyt i niski oprocentowany depozyt. Co jego zdaniem należy zrobić - ograniczyć marże ustawowo? Wydać rekomendację przez KNF? Nie - wprowadzić wakacje kredytowe
Jak był prezesem banku BZ WBK to płacił on więcej dochodowego niż wynosiła stawka 19% CIT. Co za bzdura - nie można płacić więcej podatku niż stawka ustawowa. Poza tym takiego prezesa każda rada nadzorcza wywaliłaby na zbity pysk.
Porządek świata jest zachowany: tak jak trawa jest zielona, niebo niebieskie, a po nocy jest dzień, tak Paszyk przepycha dopłaty do kredytów a Morawiecki kłamie i manipuluje.
No strasznie biedny flipper. Będzie musiał zapłacić podatek dokładnie tak, jakby prowadził działalność.
Kupiła cztery mieszkania, wyremontowała i sprzedała z zyskiem. Twierdziła, że robiła to z powodów osobistych, a nie zarobkowych. Fiskus miał inne zdanie. Sprawa trafiła do sądu, a wyrok nie pozostawił wątpliwości. Kobieta musi zapłacić podatek.
Kobieta w ciągu dwóch lat nabyła cztery mieszkania w Warszawie o wartości 123-130 tys. zł każde. Według podatniczki nieruchomości były w złym stanie technicznym, ale znajdowały się w atrakcyjnych lokalizacjach. Po przeprowadzeniu remontów sprzedawała je za kwoty przekraczające 200 tys. zł. Kobieta przekonywała, że nie prowadzi działalności gospodarczej, a jedynie zarządza majątkiem prywatnym. Argumentowała, że transakcje były wynikiem zmian życiowych – rozwodu czy braku chętnych na wynajem lokalu, który planowała przekazać synowi. Jej zdaniem nie spełniała przesłanek prowadzenia firmy, ponieważ nie działała w sposób zorganizowany, a sprzedaż mieszkań wynikała z okoliczności niezależnych od niej.
Kontrola skarbowa wykazała jednak, że transakcje miały wszystkie cechy działalności gospodarczej. Naczelnik urzędu skarbowego, a później dyrektor Izby Administracji Skarbowej (IAS) stwierdzili, że podatniczka działała za każdym razem według powtarzalnego schematu:
1. Kupowała mieszkania na kredyt,
2. Remontowała je z pomocą męża i znajomego,
3. Sprzedawała je w krótkim czasie po zakończeniu prac,
4. Spłacała kredyt i kupowała kolejną nieruchomość
Finalnie sprawa skończyła się w sądzie:
Podatniczka nie zgodziła się z interpretacją skarbówki i zaskarżyła decyzję do sądu. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Rzeszowie (sygn. akt I SA/Rz 31/22) podtrzymał jednak stanowisko fiskusa. Przypomniał, że zgodnie z art. 5a pkt 6 ustawy o PIT działalność gospodarcza charakteryzuje się: zarobkowym charakterem, działaniem we własnym imieniu oraz zorganizowaniem i ciągłością.
Przyjęty przez Stały Komitet Rady Ministrów projekt nowelizacji przewiduje likwidację wymogu budowy określonej liczby miejsc postojowych towarzyszących budowie budynków mieszkalnych w ramach inwestycji mieszkaniowej realizowanej na podstawie tzw. specustawy mieszkaniowej.
Przygotowany przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii projekt zakłada m.in. uchylenie dwóch przepisów specustawy. Pierwszy przewiduje, że dla inwestycji mieszkaniowej minimalna liczba miejsc postojowych wynosi co najmniej 1,5-krotność liczby mieszkań przewidzianej w ramach tej inwestycji.
Drugi z przepisów, który miałby być uchylony przewiduje, że dla inwestycji mieszkaniowej zlokalizowanej w obszarze zabudowy śródmiejskiej minimalna liczba miejsc postojowych jest co najmniej równa liczbie mieszkań w tej inwestycji.
Projekt zakłada również, że rada gminy w standardach urbanistycznych może określić liczbę miejsc postojowych dla danej inwestycji mieszkaniowej. Obecnie samorząd może określić liczbę miejsc, pod warunkiem że będzie ona większa niż wynikająca z ustawy.
W uzasadnieniu do projektu ustawy o zmianie ustawy o społecznych formach rozwoju mieszkalnictwa oraz niektórych innych ustaw wskazano, że aktualne brzmienie przepisów "ogranicza możliwość modyfikacji tego wskaźnika przez gminę i uniemożliwia dostosowanie go do lokalnych uwarunkowań w danej miejscowości, uwzględniających np. lokalizację terenu inwestycji, stopień rozwoju transportu publicznego, czy sieci dróg rowerowych, tak jak jest to ustalane w miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego".
W sumie to bym rozumiał ten płacz, gdyby te miejsca parkingowe były ogólnodostępne i darmowe, a jak i tak trzeba za nie płacić 20-60k to bez różnicy. To już lepiej parkować w płatnej strefie na taryfie dla mieszkańców.
Aby rozwiązać problem deweloperzy podniosą swoje marże tak że jak kupisz mieszkanie na nowym osiedlu to ratę kredytu będziesz mieć taką że na samochód już cię nie będzie stać.
Niezłe, szczególnie wykręcanie się tym że ekipy remontowe i banki też trzeba uregulować. No raczej- bankom narzucić stopę procentową, ktora nie jest wyssana z palca jak WIBOR i dodać kilka zapisów jak konieczność utrzymywania stałej stopy przez 3 lata, brak opłat za wcześniejszą spłatę i możliwość rozliczenia kredytu poprzez oddanie kluczy do mieszkania.
kolega wyżej dobrze napisał, przypierdalanie się do tych ludzi którzy siedzą w branży, to tak jak przypierdalanie się do lekarzy którzy wyrażają swoje opinie na temat metod leczenia, to jest ich zawód, w tym się specjalizują, to robią na co dzień i na tym się znają
Chyba nie tylko ja dostałem od Santander propozycję aneksu, który ma zabezpieczyć (raczej bank niż mnie) na wypadek końca WIBOR i systemowego przejścia na inny wskaźnik. Zastanawiałem się gdzie może być haczyk i mam taką koncepcję, że nie chodzi o same zapisy o zmianie stawki na 'nowy WIBOR', ale cześć mówiąca o korekcie nowego wskaźnika.
W dużym skrócie jeżeli nowy wskaźnika będzie historycznie niższy niż WIBOR (a raczej będzie, bo w końcu może hyc ustalany rynkowo), to bank obliczy sobie ile bylby na tym stratny i podbije stawkę 'nowego WIBORu'.
Oczywiście w teorii może to zadziałać na korzyść klienta, gdyby nowe regulacje wybrały wskaźnik, który jest wyższy od WIBORu, czyli nie wiem... oparty o wietnamskie dongi, albo funty egipskie, bo chyba nic bardziej zmanipulowanego niż nasz narodowy, polski wskaźnik nie występuje w Europie.
(Powyższy wywod to brednie z internetu, a nie porada prawna czy inwestycyjna)
Jest tu może ktoś, kto ma #kredythipoteczny w #santander?
Przysłali propozycje aneksu do umowy kredytu. Wszystko oczywiście ładnie i pięknie. Zrozumiałem, że chodzi o fakt, kiedy #wibor przestałby być publikowany.
Wrodzona paranoja podpowiada mi, że skoro bank tak to zachwala, to musi być tam haczyk albo konkret pułapka.
Jest tutaj może ktoś, kto ma hipo w Santanderze i dostał propozycję aneksu? Najlepiej gdyby taka osoba się znalazła i dodatkowo wiedziała o co w tym chodzi.
Zainteresowanie wynajmem mieszkań było w styczniu o 6 proc. mniejsze niż rok wcześniej — wynika z analizy portalu Nieruchomosci-online.pl, którą przywołuje "Rzeczpospolita". W efekcie są na rynku miasta, gdzie czynsze spadły. Część mieszkań, które do tej pory były oferowane na wynajem, trafiły nawet na sprzedaż.
Sytuacja wygląda inaczej dla wynajmujących mieszkania, gdy spojrzymy na dane rok do roku. Statystyki pokazują, że zainteresowanie wynajmem mieszkań było w styczniu o 6 proc. mniejsze niż rok wcześniej.
W miastach takich jak Bydgoszcz (średnia stawka 1,5 tys. zł), Katowice (niespełna 1,6 tys. zł), Gdańsk (około 2,3 tys. zł) i Szczecin (ponad 2 tys. zł) ceny pozostają niemal niezmienne. Tymczasem w Krakowie, Łodzi, Warszawie i Wrocławiu odnotowano spadki od 1 do 4 proc. Średnie stawki w tych lokalizacjach wynosiły odpowiednio: 2,3 tys. zł w Krakowie, ponad 1,4 tys. zł w Łodzi, około 2,8 tys. zł w Warszawie i przeszło 2,3 tys. zł we Wrocławiu.
Dodatkowo część wynajmowanych dotąd mieszkań zmienia swoje miejsce na rynku — trafiając z najmu do segmentu sprzedaży. Jak przypomina "Rzeczpospolita", to kolejne wskazanie, że po ubiegłorocznych zawirowaniach wynikających m.in. z wysokiego popytu generowanego przez uchodźców, rynek najmu w Polsce powoli wraca do normy.
Moja ciotka chce sprzedać dom w Poznaniu. Zwykła peerelowska kostka na obrzeżach miasta, mała działka, więc bez szału. Wiecie ile sobie pośrednik zażyczył prowizji za całość?
30 TYSIĘCY POLSKICH NOWYCH ZŁOTYCH (╯ ͠° ͟ʖ ͡°)╯┻━┻
Z pośrednikiem to trzeba krótko. Zero umów, zero prowizji, jak ma klienta to niech przyprowadzi i prowizję od niego bierze, a jak się nie podoba to elo.