Tytuł: Ostatni gasi światło. Przypowieści o transformacji
Autor: Marta Madejska
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Czarne
Format: książka papierowa
ISBN: 978-83-8396-199-6
Liczba stron: 310
Ocena: 7/10
Lata dziewięćdziesiąte to czas, który całkiem nieźle pamiętam, łatwo mi więc śledzić tropy, a każdy nowy odnaleziony - czy to w pamięci, czy w literaturze lub popkulturze - jest dla mnie cenny i tworzy mój obraz historii i siebie samej.
Autorka opowiadając o czasach transformacji wylicza nam co straciliśmy, a co zyskaliśmy w czasie przemian, gdzie i dlaczego zgubiliśmy pewne części naszego życia. Mówi gdzie i dlaczego utraciliśmy nie tylko wielkie fabryki, ale też zaufanie do innych ludzi.
Brakowało mi w tej opowieści większej liczby opowieści, głosów zwyczajnych ludzi, dostaliśmy w zamian jednak fascynującą perspektywę osoby, która usiłuje pomóc innym w odnajdywaniu ważnych fragmentów przeszłości.
Tytuł: Mój świat jest pierwszy i jedyny. Studia językoznawcze poświęcone Wiesławowi Myśliwskiemu w 90. rocznicę urodzin
Autor: Praca zbiorowa
Kategoria: Literaturoznawstwo
Wydawnictwo: Uniwersytet Jana Kochanowskiego
Format: e-book
Liczba stron: 160
Ocena: 8/10
Postanowiłem zakończyć rok nietypowo, bo publikacją analizującą twórczość jednego z moich ulubionych autorów - Wiesława Myśliwskiego, która ukazała się z okazji jego 90. urodzin.
Książka zawiera 5 artykułów, każdy z nich bierze na tapet inny aspekt i dzieło, które analizuje, a są to kolejno:\
1. Agnieszka Rosińska-Mamej - Nie jesteśmy już ci sami, co w młodości. Tożsamość człowieka w powieści Ucho Igielne Wiesława Myśliwskiego
Esej Rosińskiej-Mamej odsłania jedną z najbardziej niepokojących prawd prozy Myśliwskiego: tożsamość nie jest czymś, co się zachowuje, lecz czymś, co się traci. Ucho Igielne nie opowiada o starości jako naturalnym etapie życia, ale jako o momencie, w którym człowiek zaczyna wątpić, czy ma jeszcze prawo mówić o sobie w liczbie pojedynczej. Autorka bardzo subtelnie pokazuje, że kluczowy sens tej powieści zawiera się w drobnych, niemal niewidocznych wyborach językowych. Różnica między "tym samym" a "takim samym" staje się różnicą ontologiczną. Stary bohater nie jest już "tym samym" człowiekiem, którym był w młodości - nawet jeśli nosi to samo imię i to samo nazwisko. Związek między dawnym "Ja" a obecnym "Ja" zostaje zerwany, a ciągłość życia okazuje się narracyjną iluzją.
2. Aleksandra Kasprzyk - Wybór i kreacja określeń metaforycznych obrazujących pamięć o osobach w powieściach Wiesława Myśliwskiego
W drugim tekście Aleksandry Kasprzyk pamięć zostaje odarta z sentymentalnej aureoli. Nie jest ona ani schronieniem, ani magazynem przeszłości. Jest mechanizmem metaforycznym, który nie przechowuje ludzi, lecz ich językowe reprezentacje. Esej pokazuje, że w prozie Myśliwskiego pamięć o drugim człowieku nigdy nie dotyczy "całości". Zapamiętujemy fragment: gest, głos, sposób chodzenia, przedmiot, część ciała. Człowiek zostaje rozbity na znaki, a te znaki żyją własnym życiem w języku narratora. To dlatego pamięć bywa u Myśliwskiego tak niepewna - nie dlatego, że zawodzi, lecz dlatego, że z natury jest konstruktem. Szczególnie istotna jest myśl, że pamięć nie należy wyłącznie do jednostki. Jest ona zawsze w jakimś stopniu zapożyczona, zbiorowa, ukształtowana przez cudze opowieści i społeczne oczekiwania.
3. Andrzej Kominek - Próba charakterystyki postaci Kaziunia z Widnokręgu Wiesława Myśliwskiego w świetle dwóch charakterystycznych kluczy interpretacyjnych (jurodstwa i autyzmu)
Tekst Andrzeja Kominka jest próbą odczytania jednej z najbardziej zagadkowych postaci Widnokręgu. Kaziuń zostaje tu pokazany jako figura graniczna - ktoś, kto nie mieści się w normie języka, rozumu i społecznej komunikacji. Kominek sugeruje, że Kaziuń jest kimś, kto nie uczestniczy w świecie na zasadach, które uznajemy za oczywiste. Jego "nieprzystawalność" nie jest brakiem, lecz alternatywną formą istnienia. W tym sensie Kaziuń demaskuje arbitralność normalności. Esej prowadzi do wniosku, że Myśliwski często umieszcza prawdę nie w centrum narracji, lecz na jej marginesach. To postacie dziwne, niepełne, niezrozumiałe mówią najwięcej o kondycji świata. Kaziuń nie interpretuje rzeczywistości - on ją zakłóca swoim jestestwem, a przez to odsłania jej ukryte reguły.
4. Aleksandra Kasprzyk - Pamięć o ciele kobiety w Ostatnim rozdaniu Wiesława Myśliwskiego
W czwartym eseju Kasprzyk wraca, ale w zupełnie innym rejestrze. Tym razem analizuje pamięć ciała kobiety w Ostatnim rozdaniu. To tekst niezwykle ważny, bo pokazuje, że u Myśliwskiego ciało nie jest ani erotycznym fetyszem, ani neutralną formą biologiczną. Ciało kobiety staje się miejscem zapisu relacji. Pamięć o kobiecie nie dotyczy jej "osoby", lecz cielesnych śladów obecności: spojrzenia, dotyku, fragmentu twarzy. Esej pokazuje, że erotyka u Myśliwskiego jest zawsze spóźniona, przesłonięta melancholią. Ciało nie prowadzi do spełnienia, lecz do wspomnienia. Jest tym, co zostaje, gdy relacja już nie istnieje. W ten sposób ciało wpisuje się w główną logikę całego tomu: wszystko, co ludzkie, istnieje po czasie, jako ślad bytności.
5. Aleksandra Ciarkowska - Językowa kreacja Jakuba w Pałacu Wiesława Myśliwskiego (wybrane zagadnienia)
Ostatni tekst skupia się na Pałacu i językowej kreacji Jakuba. To esej, który domyka cały tom, bo pokazuje, że ostatecznym organem istnienia u Myśliwskiego jest język. Jakub nie jest opisany psychologicznie - on wydarza się w słowach. Jego emocje istnieją o tyle, o ile można je nazwać, najczęściej poprzez metafory serca. Gdy język się rwie, rozpada się również podmiot. Esej Ciarkowskiej pokazuje, że kryzys bohatera jest w istocie kryzysem narracji. Język nie służy tu komunikacji ani porozumieniu. Jest narzędziem rozpaczliwej próby uchwycenia siebie. Bohater mówi, bo tylko mówiąc może jeszcze istnieć. Milczenie oznaczałoby zniknięcie.
Czytane razem, te pięć tekstów układa się w jedną opowieść:
O człowieku, który nie ma dostępu do siebie poza językiem, którego pamięć nie ratuje, ciało zdradza, a tożsamość rozpada się w czasie.
Korzystając z formuły kalendarza - różnego pochodzenia świąt, rocznic, dni tego i owego - autor przenosi nas w czasy PRL-u i opisuje fragmenty tamtej rzeczywistości - politykę, życie codzienne i niecodzienne.
Próbuje jednocześnie odbrązawiać różne postaci i zjawiska, wyważając przy tym otwarte już wielokrotnie przy innych okazjach drzwi.
To książka o szukaniu wspólnego języka, o tworzeniu go ze skrawków, odłamków i miejsc, które są w jakiś sposób styczne dla dwóch wszechświatów - matki i córki. Wszechświaty te są sobie bliskie, ale porozumienie nie zawsze jest możliwe - z wielu, bardzo wielu względów.
Absolutne arcydzieło — idealne literackie zamknięcie roku 2025.
Steinbeck stworzył coś jednocześnie intymnego i na wskroś amerykańskiego, a przy tym boleśnie zrozumiałego daleko poza granicami USA. Literaturę, której słowa nie starzeją się, a zmieniają sobie adresata. Tylko wielka proza potrafi być tak uniwersalna — bez trywializowania, popadania w banał, moralizatorskiego zadęcia czy wyższości podsyconej klasizmem.
„Grona gniewu” opowiadają o świecie, w którym ziemia z miejsca do życia zamienia się w aktywo finansowe. Skąd my to znamy XD
O systemie, w którym decyzje ekonomiczne zostają brutalnie odłączone od ludzkich konsekwencji, a odpowiedzialność rozpływa się w procedurach, regulaminach i bezosobowych strukturach. Systemie, który przestaje widzieć człowieka — staje się moralnym ślepcem.
Powieść aż prosi się o współczesne analogie: do korporacjonizmu, lobbingu, świata, w którym zasady obowiązują słabych, a silni poruszają się ponad nimi, zasłaniając się koniecznością, rynkiem i „brakiem alternatywy”.
Jest tu także drugi, równie gorzki wymiar: bezimienne rzesze migrantów, ściąganych nie w imię humanitaryzmu, lecz w celu zwiększenia podaży taniej siły roboczej. Ludzi sprowadzonych jak byśmy dzisiaj powiedzieli do tabelki w Excelu — potrzebnych tylko wtedy, gdy da się ich wykorzystać (a na protestujących w polskim Valeo francuzi ściągną robotników z Afryki - to takie proste!).
To książka niewygodna, gniewna i uczciwa. Nie daje prostych odpowiedzi, nie daje pocieszenia, nie daje zakończenia jak w Edenie. Zostawia za to pytanie - ile z tego świata Steinbecka wciąż jest naszym światem?
Innym, absolutnie poruszającym aspektem jest pomnikowa rola matki. Jeśli miałabym wskazać jeden z najlepszych literackich archetypów „prawdziwej kobiety”, to matka u Steinbecka sięga absolutnych wyżyn. To ona spaja rodzinę, podejmuje decyzje w chwilach kryzysu, ale jednocześnie daje każdemu z jej członków solidne, ciche oparcie. Jej siła nie jest dominacją, nie krzyczy Go Girl! — jest trwaniem, miażdży swoją siłą mężczyzn.
To właśnie ona w finałowej scenie łączy swoje intencje z Rose of Sharon, przekazując dalej ciężar człowieczeństwa.
Mogłabym tu jeszcze pisać i pisać - ale lepiej przeczytać w tym czasie coś Steinbecka.
Dla mnie: 11/10 —Steinbeck żyje! Czy jesteśmy Kalifornią? Czy biednymi Oklakami?
@ciszej pierwsze 200 stron czytało mi się wspaniale, ale gdzieś bliżej 400 strony sposób myślenia bohaterów tak zaczął mnie drażnić, że zrobiłem dnf. Miałem zamiar kiedyś dokończyć ale było to już ponad 2 lata temu.
@splash545 część z nich też mnie irytowała - wujek który myślał tylko o grzechu, Al który uganiał sie za dupeczkami, Rose of Sharon i jojczenie xd ale jednak myślę ze całościowo było warto
Czyżby Fabryka Słów pozwoliła na plagiat? A może wykupili prawa autorskie do serii „Thief”? W to drugie wątpię, ponieważ główny bohater nazywa się Gareth, gdy w grach był to Garrett. No chyba, że autor zrobił aż tak poważną literówkę, jednak na razie wszystko wskazuje na plagiat. xD
@Whoresbane
Dlaczego #mag wycofał się z dodruku Myta Ogarów?? #malazan #malazanska Był zapowiadany na Q1 2026, a teraz zniknął z listy dodruków.
Ceny na rynku wtórnym pojebało.
@radziol ludzie próbują sobie radzić. Dobrze, że w większości w miarę spoko i oparte na faktach a nie jakieś magii (Goggins, clear z tego co ja czytałem).
Dom Wydawniczy REBIS zapowiada dodruk ze świata Diuny. "Bitwa pod Corrinem" Briana Herberta i Kevina J. Andersona wróci do sprzedaży 3 lutego 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie z obwolutą zawiera 736 stron, w cenie detalicznej 119 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Blisko sto lat dżihadu, świętej wojny Sereny Butler, było pasmem heroicznych zmagań ludzi z myślącymi maszynami. Pasmem naznaczonym również tarciami w szeregach obrońców, politycznymi intrygami, historyczną niesprawiedliwością, zdradą i bezbrzeżnym okrucieństwem najbardziej zaufanych członków Ligi Szlachetnych.
Po latach walk imperium demonicznego Omniusa skurczyło się do jednego zaledwie Zsynchronizowanego Świata – Corrina. Ten, choć otoczony, wydaje się wciąż niezdobytą twierdzą. Dopóki zaś istnieje choćby jeden komputerowy wszechumysł, ludzkość nie może czuć się bezpieczna. To pod Corrinem, w ogromnej bitwie, rozstrzygną się ostatecznie jej losy…
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Wydawnictwo Marginesy zapowiedziało wydanie kolejnej powieśći Percivala Everetta - "Drzewa".
Autora możecie kojarzyć z retellingu przygód Hucka Finna, czyli książki "James", nagrodzonej National Book Award w 2024 roku i Pulitzerem w 2025 roku, o której więcej pisałem - TU.
"Drzewa" liczą 368 stron. Książkę z języka angielskiego przełożył Tomasz Macios. Dostępne będą wydanie miękkie ze skrzydełkami w cenie 54,99zł i ebook, którego ceny jeszcze nie znamy. Data wydania to 28.01.2026.
Bardzo prawdopodobne, że doczekamy się również audiobooka z około tygodniowym poślizgiem (bazując na wydaniu "Jamesa"), ale jest to jeszcze niepotwierdzona informacja.
W oryginale książka "Drzewa" ukazała się wcześniej niż "James", bo 21 września 2021 roku. A w 2022 załapała się nawet na Shortlistę Bookera, gdzie przegrała z "Siedem księżyców Maalego Almeidy".
Opis książki znajdziecie poniżej:
Mocna satyra na temat zemsty i sprawiedliwości rasowej w Ameryce Kiedy w prowincjonalnym miasteczku Money na południu Stanów Zjednoczonych dochodzi do serii brutalnych morderstw, na miejsce przybywa dwóch czarnych detektywów ze stanowego Biura Śledczego Missisipi. Spotykają się z oporem ze strony miejscowego szeryfa, jego zastępcy, koronera i białych mieszkańców Money. To ich nie dziwi. O wiele bardziej zaskakujące jest to, że przy każdej ofierze śledczy odnajdują ciało tego samego mężczyzny – łudząco przypominającego czarnego chłopaka zlinczowanego w tym samym miasteczku sześćdziesiąt pięć lat wcześniej. Wraz z rozchodzącą się falą podobnych zabójstw w całym kraju to, co zaczęło się jako dochodzenie w sprawie morderstwa, szybko przeradza się w podróż w głąb brutalnej przeszłości Stanów Zjednoczonych… Drzewa to bezpardonowa i prowokacyjna powieść wielokrotnie nagradzanego pisarza, który doskonale wyczuwa puls współczesnej Ameryki.
To powieść przezabawna i przerażająca jednocześnie. Everett, mistrz pióra, znawca literatury i badacz losów czarnych mieszkańców USA, sięga po jeden z najtrudniejszych tematów – pisze o historii linczów na niewinnych, ograbionych z godności ludziach i pokazuje, jak głęboko w amerykańskim społeczeństwie wciąż zakorzenione są rasizm oraz pogarda wobec potomków niewolników. O sprawach najtrudniejszych potrafi jednak opowiedzieć z humorem, zdobyć zaufanie czytelnika i skłonić go do rozważań na temat niesprawiedliwości, podłości i istoty zła.
Tytuł: Alien Earths: The New Science of Planet Hunting in the Cosmos
Autor: Lisa Kaltenegger
Kategoria: nauka
Wydawnictwo: St. Martin's Press
Format: e-book
ISBN: 9781250283634
Liczba stron: 288
Ocena: 8/10
Czego potrzebujemy, żeby znaleźć życie pozaziemskie? W zasadzie wszystko to znajduje się w tej książce.
...
W sensie opis tych rzeczy, nie faktyczne warunki na istnienie cywilizacji xD
Autorka przechodzi przez kolejne pytania, które można sobie zadawać:
- czemu nie możemy dostrzec bądź usłyszeć obcych?
- jakie są warunki powstania planety takiej jak Ziemia?
- jakie są warunki powstania życia?
- w jaki sposób możemy próbować szukać potencjalnych innych planet z życiem?
- jak takie poszukiwania zaczęły zmieniać nasz stan wiedzy o kosmosie?
- dlaczego nawet takie poszukiwania mogą okazać się nieskuteczne?
- jakie są nowe próby poszerzania naszej wiedzy o możliwości życia pozaziemskiego?
Generalnie książka bardzo ciekawa, nawet przy moim umiarkowanie niskim poziomie wiedzy o astronomii dużo rzeczy było zrozumiałych, włącznie z aspektami technicznymi narzędzi, które wykorzystujemy do badania kosmosu. Zdecydowana polecajka
Ten temat jest ultraciekawy, niestety do momentu, gdy zdamy sobie sprawę jakim „ograniczeniem” jest prędkość światła i jej następstwa w obliczu rozmiaru Wszechświata (przynajmniej naszego) i odległości między gwiazdami.
Tytuł: The Sister: The Extraordinary Story of Kim Yo Jong, the Most Powerful Woman in North Korea
Autor: Sung-Yoon Lee
Kategoria: historia
Wydawnictwo: Macmillan
Format: e-book
ISBN: 9781529073546
Liczba stron: 304
Ocena: 7/10
Na początku roku wczytywałem się w biografię Kim Dzong Una, więc przy okazji przeczytałem również biografię jego siostry, Kim Yo Jong, która jeszcze do niedawna była uznawana, zgodnie z tytułem, za najpotężniejszą kobietę w Korei Północnej. Postać ważna przede wszystkim z tego względu, że jak obecnie się wskazuje, miała być "przygotowaniem" do akceptacji północnokoreańskich elit na kobietę u władzy, do roli której obecnie ewidentnie przygotowuje się najstarszą córkę Kima.
Z racji na to, że wiele o samej Kim Yo Jong nie wiadomo, sporą część książki autor poświęca na pokazanie dynastii Kimów i władzy obecnego Kima, dzięki czemu jego siostra mogła objąć obecną pozycję. Najwięcej uwagi na Kim Yo Jong zostaje zwrócone podczas zimowych Igrzysk Olimpijskich w Pyongyangu, kiedy zaskarbiła sobie uwagę całego świata, a także podczas późniejszej roli w zasadzie najważniejszej dyplomatki reżimu, kiedy w bardzo obcesowy sposób wypowiadała się o Korei Południowej czy USA.
Wiele materiału do szycia nie było, ale autor dał radę stworzyć porządną książkę o Kim Yo Jong, generalnie cenne źródło wiedzy.
Ciekawe, że o niej książkę napisano. Ale generalnie - pisanie biografii którejś o postaci z koreańskiej dynastii Kim'ów jest trochę śmieszne - w mojej opinii, więcej w tym zawsze będzie domysłów niż prawdy. A co dopiero mówić o tej "nieodgadnionej" siostrze dyktatora.
Do odlotów w japońskiej literaturze już się przyzwyczaiłem - a mimo to mnie zaskoczyła pod tym względem.
Natsuki od najmłodszych lat czuła się, jakby przybyła z zupełnie innego świata - a rodzice tego nie ułatwiali, traktując ją podle, w przeciwieństwie do drugiej, ukochanej córeczki. Nie mógł więc dziwić absolutny brak pewności siebie i ukrywanie wielu spraw przed światem, co doprowadziło do kilku, ekhm, intensywnych przeżyć. Tak więc tak, już wtedy dużo się dzieje. Na koniec książki jest tylko, ekhm, bardziej ekstremalnie. Ale nie, zdecydowanie nie w takim sensie, o jakim moglibyście myśleć - tyle mogę powiedzieć, bez większych spoilerów xD
Książka porusza problem dostosowywania się jednostki do wymogów społeczeństwa, a także prób jej uwolnienia się z tych trybów - co nigdy do końca się nie uda. Fajna jest w tym również rola położenia geograficznego miejsca dziania się akcji.
Jak mówiłem, nawet jak na warunki japońskiej literatury jest to książka dziwna, co nie zmienia faktu, że dobra i wciągająca, nawet jeśli czasem czyta się ją z obrzydzeniem. Słodka okładka zupełnie tego nie odzwierciedla xD
@bojowonastawionaowca Ziemianie jeszcze czekają na półce na swoją kolej, ale zdecydowanie polecam inną pozycję od pani Muraty czyli tę, która jest wymieniona na okładce Ziemian czyli Dziewczyna z konbini
@bojowonastawionaowca Wreszcie przeczytanie. Jako, że nie było to moje pierwsze spotkanie z tą autorką to trochę straciło urok "inności", szczególnie że Dziewczyna z konbini to była dla mnie książka prawie idealna. Nadal jest to ciekawa pozycja, ale po prostu dużo bardziej nastawiona na szokowanie czytelnika.
Na początek ukłony dla @Whoresbane za polecajkę, w przyszłym roku będę więcej korzystał z Twoich wrzutek, bo powoli zaczynają wypełniać półki
Moja dotychczasowa wiedza o Imperium Mongołów była skromna - w zasadzie tyle, co pamiętałem ze szkoły (hehe, wiecie co się stało pod Legnicą?) i jakieś losowe cząstki wiedzy wyniesione z gier w Europę Universalis. W związku z tym jak zobaczyłem tę książkę, to koniecznie chciałem ją przeczytać.
Mimo szczątkowych źródeł historycznych (najstarsze pisane pochodzą z około 1240 roku) autorka prezentuje historię Imperium od samych zalążków i rywalizacji pomiędzy poszczególnymi stepowymi nomadami aż po ich stopniowy upadek w XV wieku. Nie zatrzymuje się jedynie na historię: dużo miejsca poświęca relacjom społecznym pomiędzy Mongołami a podbitymi ludami, roli Mongołów w ówczesnej światowej gospodarce i handlu czy przemianom w kształtowaniu się ośrodków władzy w Imperium. Pod względem uwzględnionych tematów trudno jest mieć jakiekolwiek zażalenia do treści.
ALE. Niby tytuł na to wskazuje, ale szkoda, że książka zajmowała się głównie najbardziej zachodnią częścią Imperium Mongolskiego, które najpierw przyjęło nazwę Ułusu Dżocziego (od najstarszego syna Czyngis-chana), a następnie było znane właśnie jako Orda (Błękitna i Biała/Złota). Pozostałe części imperium były uwzględniane jedynie przy okazji krzyżowania się ich losów z krainą potomków Dżocziego - z jednej strony szkoda, a z drugiej wtedy książka musiałaby być przynajmniej 2 czy 3 razy większa (nie żałowałbym!).
Ponadto wydaje mi się, że można było zrobić parę rzeczy lepiej, by ułatwić czytelnikowi odnalezienie się w gąszczu poszczególnych nazw obszarów czy przywódców. O ile na początku mapy pojawiały się stosunkowo często, tak później były już zbyt sporadyczne i niekoniecznie dostosowane do tego, co były opisywane w danym momencie. Pierwsze akapity każdego rozdziału prezentowały pewne najważniejsze wydarzenie z tego rozdziału (wraz np z nową terminologią i postaciami), nawet jeśli działy się kilkadziesiąt lat po tym, co były opisywane w poprzednim rozdziale - niepotrzebnie wprowadzało to moje pogubienie się. W końcu, BARDZO przydałby się spis nazw i postaci , by można ich było sobie uporządkować np na jakiegoś rodzaju drzewie genealogicznym albo którą częścią Ułusu Dżocziego kto zarządzał. Indeks na końcu to było zdecydowanie za mało, nie obyło się bez własnoręcznego rozpisywania w notatkach tego wszystkiego, a i tak się gubiłem.
Minusy nie mogą jednak przysłonić plusów - kawał znakomitej dawki wiedzy o Mongołach, chcę więcej
W takich książkach często brakuje dobrego podsumowania danego rozdziału i często zastanawiam się czy autor jest leniwy czy sam nie wie co z czego wynika xd
Tytuł: Jedyny samolot na niebie. Historia mówiona zamachów z 11 września
Autor: Garrett M. Graff
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Format: książka papierowa
ISBN: 9788382100761
Liczba stron: 656
Ocena: 10/10
Reportaż absolutnie idealny. Połączenie kilkuset źródeł mówionych czy pisanych z wielu miejsc kraju i wszystkich warstw społecznych i politycznych (zabrakło jedynie prezydenta Busha) w spójną historię minuta po minucie największego ataku terrorystycznego na obszarze USA. Kilka bardzo precyzyjnych mapek na początku książki, do których z łatwością można było wrócić. Autor nie dodaje wiele od siebie, dorzuca krótki komentarz jedynie kiedy jest to wymagane. Pomysł bardzo prosty, a jednocześnie nie dało się tego zrobić lepiej.
@eloyard tytuł nie jest przypadkowy, to cytat bodajże od ludzi z kontroli powietrznej po uziemieniu wszystkich lotów cywilnych i wojskowych (bo każdy mógł być zagrożeniem), a jedynym samolotem w amerykańskiej przestrzeni powietrznej był samolot prezydenta Busha
Czasem bywam wredną parówką bez serca - książka bowiem wpadła w moje ręce w ramach prezentu kupowanego dla koleżanki (tzw. secret santa), ale że miałem wolny dzień przed jego wręczeniem, to sobie ostrożnie przeczytałem xD Gdyby nie to, to bym tej książki dla siebie nie kupił, bo wcześniej przy selekcji książki byłem świadomy pewnych jej wad.
Książka opowiada o Białorusi, ale w zasadzie przede wszystkim o władzy Łukaszenki: jak do niej doszedł, jakimi sposobami się utrzymuje u steru, ze szczególnym uwzględnieniem przebiegu protestów w 2020 roku czy jak wygląda życie Białorusinów pod "ostatnim dyktatorem Europy" jak się go niegdyś określało.
Niemniej ten ostatni punkt wyszedł szczególnie słabo - poważniej traktuje o tym jedynie jeden rozdział, gdzie w dodatku w dosyć suchy sposób wymieniane są kolejne statystyki gospodarcze, bez szerszego opisu (po czym na koniec stwierdza, że te statystyki i tak są niewiele warte, bo są fałszowane). Białorusi i Białorusinów jest niestety niewiele - no chyba że ktoś stwierdza, że państwo to przede wszystkim Kartofel stojący u władzy; to było ewidentnie myślenie autora.
I nie, to określenie w poprzednim zdaniu nie jest przypadkiem - autor wymienia przynajmniej kilkanaście podobnych określeń na przywódcę Białorusi. Ba, we wstępie pisze, że robi to celowo, by nie okazywać Łukaszence żadnego szacunku. Rozumiem tę decyzję, ale na litość boską, to jest reportaż drukowany w książce, a nie wpis na portalu społecznościowym czy luźny podcast. Kolejne czytanie o "człowieku-ziemniaku”, “warzywnej bulwie w wojskowej czapce”, “łysej frytce z wąsem”, “humanoidalnej bulwie”, “dyktatorze, który w młodości świetnie komponował się z koperkiem”, “liderze pachnącymfryturą“ czy “Alaksandrze Kartoflowiczu Ziemniaczence”, by wymienić tylko kilka, po prostu z czasem zaczynało to żenować. Trochę mało zrozumiałe dla mnie była również ilość miejsca poświęcona (niestety nielicznemu) oddziałowi Białorusinów walczących po stronie Ukrainy w wojnie z Rosją - jasne, od tego się trochę zaczęła kariera autora, ale nie sądzę, że to odpowiednie wypełnienie tej książki.
Co nie zmienia faktu, że jak już autor pisał o protestach, relacjach Łukaszenki z Putinem czy przewadze języka rosyjskiego w białoruskiej codzienności, to robił to naprawdę dobrze. Książka mogłaby być o połowę krótsza, a niczego wartościowego by nie straciła. I za to tylko lub aż 6/10.
"człowieku-ziemniaku”, “warzywnej bulwie w wojskowej czapce”, “łysej frytce z wąsem”, “humanoidalnej bulwie”, “dyktatorze, który w młodości świetnie komponował się z koperkiem”, “liderze pachnącymfryturą“ czy “Alaksandrze Kartoflowiczu Ziemniaczence”, by wymienić tylko kilka
Ciekawa rzecz - przeczytałem kilka książek (zresztą - myślę, że nawet wszytko co było wydane do tej pory) traktujących o współczesnej rosji i putinie, ale nigdy mi do głowy nie przyszło, żeby poczytać o Białorusi. Chyba pora nadrobić zaległości i poczytać o kartoflanym krulu
Kolejne czytanie o "człowieku-ziemniaku”, “warzywnej bulwie w wojskowej czapce”, “łysej frytce z wąsem”, “humanoidalnej bulwie”, “dyktatorze, który w młodości świetnie komponował się z koperkiem”, “liderze pachnącymfryturą“ czy “Alaksandrze Kartoflowiczu Ziemniaczence”, by wymienić tylko kilka, po prostu z czasem zaczynało to żenować.
@bojowonastawionaowca w sensie ja wiem, że jak go nazywam kartoflanym murgrabią to to nie jest szczyt elokwencji, ale zdaję sobie sprawę, że to moje je⁎⁎⁎ie po nim na portalu niczym się nie różni od jebania po "putlerze", "karzełku z kremla", "fanta fuhrerze", "mango mussolinim", "grubasie z północy" czy innym "puchatku". No tylko to jest hejto. Noooo i tak jakby skoro gościu już się zdecydował na takie docinki, to kurde- ja wiem, że złośliwość i kumam, że specjalnie go obrażał, ale mógł się chociaż w tym postarać. O ile jeszcze "kartofel" to ujdzie, bo jest raczej proste, wpadające w ucho i jakoś brzmi, tak już "dyktator, który w młodości świetnie komponował się z koperkiem" to już ani nie jest kreatywna obelga, ani żadna hasłówka, ani nawet nic celowanego, tylko bezsensowny wysryw bez ładu i składu. A jak na dziennikarza i absolwenta filologii, który powinien być biegły w piśmie... no to chujowo mu to wyszło, bo mógł wybrać zwykłe proste "karmiciel Seagala" obśmiewając słynną akcję z marchewką, a nie jakieś koperkowe kompozycje odjaniepawlać.
@NiebieskiSzpadelNihilizmu Marcin po prostu nie lubi baćki, więc mu się standardowy generator obelg włącza... nie sądzę, żeby robił to z jakimś chytrym planem czy rozmysłem na zawładnięcie szerszą publicznością.
@eloyard no ale w ciągu dalszym- gdyby to był jeszcze jakiś felieton jebnięty na kolanie. Ale on to napisał jako książkę. Ktoś to przejrzał, poprawił, zrobił redakcję, dtpowcy też przyłożyli do tego ręce, w końcu wydrukowali to jako książkę. I on to sprzedaje pod swoim własnym nazwiskiem. I zarabia na tym kasę. Jest jednak drobna różnica między napisaniem wysrywa na forumie w przerwie na kiblu, a pisaniem czegoś pod zarobek jako zawodowy pisarz nie? Wydawać by się mogło, że w takim scenariuszu gość się jednak bardziej postara z poziomem
Czy będzie można liczyć na jakieś podsumowanie tagu #dwanascieksiazek ? Inicjatorka całej akcji zrejterowała stąd na amen, a warto by zobaczyć statystyki książek przeczytanych w ramach tej akcji.
@bori zgodnie z aktem założycielskim koleżanki https://www.hejto.pl/wpis/juz-po-postanowieniach-noworocznych-wiec-moge-spokojnie-zaproponowac-szanownemu- każdy miał sobie sam pilnować wyników
W tomie kończącym trylogię, Pratchett zmienia rolę głównego bohatera z "oszusta w złotej marynarce" na "kierownika projektu". Dick Simnel buduje pierwszą lokomotywę w Świecie Dysku, Vetinari daje zielone światło na rozwój kolejnictwa, a Moist von Lipwig dostaje bojowe zadanie, aby w ekspresowym tempie położyć tory, ogarnąć inwestorów (Harry King), PR i całą machinę kolejowej biurokracji PKP Świata Dysku. W tle wrze u krasnoludów, więc kolej ma dowieźć nie tylko towar i ludzi, ale i... cywilizacyjny pokój. Finał to wielka misja ratunkowa pędząca po świeżo ułożonych szynach.
Najlepsze tu jest poczucie podmiany epoki: jak miasto uczy się rozkładów jazdy, zasad bezpieczeństwa, jak zwykli ludzie (i gobliny) dostają nowe zawody i są dumni z pracy. Chemia relacji Moist-Vetinari wciąż bawi, a pojedyncze absurdalne scenki (regulaminy, fetysz rozkładów, religia pary) powodują uśmiech na twarzy. Jako domknięcie wątku "modernizacji Ankh-Morpork" od poczty przez bank po kolej - książka działa wyśmienicie.
Tylko że... zmęczyła mnie ta jazda lokomotywą. W porównaniu z "Piekłem pocztowym" i "Światem finansjery" to słaby tom: tempo siada, dygresji i wykładów o torach, normach i przepisach jest więcej niż akcji, a sam Moist częściej bywa menedżerem ryzyka niż błyskotliwym iluzjonistą demolującym status quo. Antagonista (frakcja krasnoludów) jest raczej tezą niż postacią, a paradny przemarsz znanych bohaterów bywa tu bardziej listą obecności niż koniecznym elementem fabuły.
Podsumowując: fajna idea, ale brak iskry do odpalenia tego dynamitu. Doceniam wizję pary, która zmienia świat i kilka bardzo udanych żartów/obserwacji, ale brakuje tej świeżości, którą miały dwa poprzednie tomy. Dla fanów Świata Dysku - wciąż przyjemny przejazd. Dla mnie - najsłabsza część trylogii Moista, z długim postojem pośrodku niczego, przez co solidne 6/10 i odrobina ulgi, że choć ze sporym opóźnieniem, to jednak dojechałem do stacji końcowej.