1819 + 1 = 1820
Tytuł: Grona gniewu
Autor: John Steinbeck
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Format: książka papierowa
ISBN: 9788382343687
Liczba stron: 672
Ocena: 10/10
Absolutne arcydzieło — idealne literackie zamknięcie roku 2025.
Steinbeck stworzył coś jednocześnie intymnego i na wskroś amerykańskiego, a przy tym boleśnie zrozumiałego daleko poza granicami USA. Literaturę, której słowa nie starzeją się, a zmieniają sobie adresata. Tylko wielka proza potrafi być tak uniwersalna — bez trywializowania, popadania w banał, moralizatorskiego zadęcia czy wyższości podsyconej klasizmem.
„Grona gniewu” opowiadają o świecie, w którym ziemia z miejsca do życia zamienia się w aktywo finansowe. Skąd my to znamy XD
O systemie, w którym decyzje ekonomiczne zostają brutalnie odłączone od ludzkich konsekwencji, a odpowiedzialność rozpływa się w procedurach, regulaminach i bezosobowych strukturach. Systemie, który przestaje widzieć człowieka — staje się moralnym ślepcem.
Powieść aż prosi się o współczesne analogie: do korporacjonizmu, lobbingu, świata, w którym zasady obowiązują słabych, a silni poruszają się ponad nimi, zasłaniając się koniecznością, rynkiem i „brakiem alternatywy”.
Jest tu także drugi, równie gorzki wymiar: bezimienne rzesze migrantów, ściąganych nie w imię humanitaryzmu, lecz w celu zwiększenia podaży taniej siły roboczej. Ludzi sprowadzonych jak byśmy dzisiaj powiedzieli do tabelki w Excelu — potrzebnych tylko wtedy, gdy da się ich wykorzystać (a na protestujących w polskim Valeo francuzi ściągną robotników z Afryki - to takie proste!).
To książka niewygodna, gniewna i uczciwa. Nie daje prostych odpowiedzi, nie daje pocieszenia, nie daje zakończenia jak w Edenie. Zostawia za to pytanie - ile z tego świata Steinbecka wciąż jest naszym światem?
Innym, absolutnie poruszającym aspektem jest pomnikowa rola matki. Jeśli miałabym wskazać jeden z najlepszych literackich archetypów „prawdziwej kobiety”, to matka u Steinbecka sięga absolutnych wyżyn. To ona spaja rodzinę, podejmuje decyzje w chwilach kryzysu, ale jednocześnie daje każdemu z jej członków solidne, ciche oparcie. Jej siła nie jest dominacją, nie krzyczy Go Girl! — jest trwaniem, miażdży swoją siłą mężczyzn.
To właśnie ona w finałowej scenie łączy swoje intencje z Rose of Sharon, przekazując dalej ciężar człowieczeństwa.
Mogłabym tu jeszcze pisać i pisać - ale lepiej przeczytać w tym czasie coś Steinbecka.
Dla mnie: 11/10 —Steinbeck żyje! Czy jesteśmy Kalifornią? Czy biednymi Oklakami?
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter

