Tytuł: Trzymaj się z dala, kochanie. Opowieść o miłości w Afryce Wschodniej
Autor: Konrad Piskała
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Szczeliny
Format: książka papierowa
ISBN: 9788381353830
Liczba stron: 352
Ocena: 6/10
"Opowieść" to to nie była, po prostu zbiór opowieści i reportaży z wybranych 5 krajów regionu: niektóre dłuższe, inne krótsze, inne nieco dłuższe, większość przeciętnych, część niezłych, ale nic takiego zachwycającego - ba, parę razy nawet uznałem, że komentarze autora czy wchodzenie przez niego z butami w czyjeś życie było dosyć niestosowne i potencjalnie szkodzące. Ale przede wszystkim często są tylko liźnięciem tematu przez szybkę, gdzie aż prosiło się o szersze przedstawienie problemu (w zasadzie chyba tylko ugandyjska polityka wobec osób LGBT wyszła naprawdę dobrze).
Autor szuka odpowiedzi na pytanie, czym dla tamtejszych ludzi jest miłość. Ale mam wrażenie, że to szukanie jest dosyć wybiórcze - albo są to historie smutne, albo kontrowersyjne z punktu widzenia europejskiego czytelnika. Nie neguję tego, że życie miłosne w Afryce Wschodniej może być trudne i bolesne, ale jednak wolałbym zobaczyć cały jego przekrój, a nie tylko bardziej smakowite z niego kąski.
W dużym skrócie książka bez szału, ale za te parę złotych z promocji była nawet dobra. W cenie okładkowej nie polecam
Dobrze, że obyło się bez cytatu z Mandeli #pdk @Dziwen
Tytuł: Czekając na aresztowanie nocą. Relacja ujgurskiego świadka z ludobójstwa w Chinach
Autor: Tahir Hamut Izgil
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Znak Koncept
Format: książka papierowa
ISBN: 9788324094288
Liczba stron: 320
Ocena: 7/10
Ciąg dalszy książek kupionych dzięki polecajce promocyjnych @WujekAlien - tematyka bardzo dobrze mi znana, począwszy od 2014 roku i zamachów w Urumczi śledziłem wydarzenia w Xinjiangu na bieżąco, ale za tę cenę (bodajże dyszka) szkoda było książki nie wrzucić na półkę
Na początek małe wyjaśnienie - Xinjiang (po polsku Sinciang, acz ja zdecydowanie wolę używać oryginalnej nazwy) to najbardziej na zachód wysunięta prowincja Chin, będąca jednocześnie jednym z kilku regionów autonomicznych. Ludność tamtejszego obszaru to Ujgurzy, będący w większości muzułmanami i przynależący do ludów tureckich, których chińscy Hanowie chcą odnarodowić, na co radykalni Ujgurzy starali się odpowiedzieć terrorystycznymi atakami, na co restrykcje wymierzone we wszystkich Ujgurów zaczęły się nakręcać (szczególnie od czasów regionalnego przywódcy Chena Quanguo).
Autor jest ujgurskim intelektualistą i tylko dzięki temu i swoim znajomościom zdołał uciec z Chin na zachód i opublikować swoje wspomnienia z życia w swojej ojczyźnie, gdzie wszyscy Ujgurzy stopniowo, ale nieuchronnie ludzie są poddawani coraz silniejszym restrykcjom, na czele z odbieraniem paszportów i byciem zatrzymywanym bez żadnego wyroku i wysyłanym do obozów reedukacyjnych - ten los spotkał przynajmniej 1-2 miliony z nich (na 10-milionową społeczność). Wielu więcej pierwszoosobowych relacji z życia pod takim zacieśniającym się kagańcem nie ma i chociażby z tego względu warto się z książką zapoznać.
Książka pokazuje bardzo dobitnie jak represje i kontrola społeczna w Xinjiangu są niestety skuteczne. Analogicznie sytuacja miała miejsce w Tybecie, na nieco mniej drastyczną skalę również w Mongolii Wewnętrznej. Chiny to nie tylko piękne turystycznie miejsca czy niebywały rozwój technologiczny i o tej ciemniejszej stronie "rozwoju" (bo Ujgurzy byli i są również wykorzystywani w formie pracy przymusowej w tamtejszych zakładach przemysłowych) warto pamiętać.
Żałuję, że nie potrafię tak ładnie pisać, aby oddać moje emocje podczas czytania Zimy Muminków.
Muminki tradycyjnie od pokoleń przesypiają okres od października do kwietnia. Zdaje się, że dlatego są takie szczęśliwe, bo nie zaznają zimowych trosk, mrozu, braku jedzenia, ciemności.
Tym razem Muminek niespodziewanie budzi się w środku zimy i nie może już zasnąć. Samotność i ciekawość tego zupełnie innego świata, wyciąga go na zewnątrz.
Po raz pierwszy w życiu doznaje takiego zimna, tęsknoty za swoją rodziną, która nie potrafi się obudzić oraz zaskakujących aktywności, które możliwe są tylko zimą. Wraz z nowymi przyjaciółmi oraz Małą Mi, stawia czoła nowym trudnościom. Dużo rozmyśla, a są to myśli wielkie i mniejsze.
Przychodzi też śmierć, po niej pogrzeb a wszędzie wokół czuć mroczny klimat zimy.
U Stawiszyńskiego kiedyś był rozmówcą jakiś poważny profesorek i rozmawiali o książkach i mówił, że po wielu latach wrócił do Muminków i właśnie Zima bardzo go zaskoczyła tym jak głęboko opowiada o śmierci
@JapyczStasiek jestem absolutnie zauroczona tą powieścią, dawno żadna książka nie wywołała u mnie gęsiej skórki i takiego wzruszenia
A napisane w tak prosty i łagodny sposób
"Ostatnie rozdanie" to dla mnie przykład literatury pięknej kompletnej. Takiej, w której nie ma ani jednego elementu zbędnego, a forma, temat, język i sens tworzą spójną całość. Punkt wyjścia jest pozornie prosty: bezimienny narrator przegląda stary notes z nazwiskami i adresami, próbując go uporządkować. Nie jest to też pierwsza próba ogarnięcia tego chaosu, złapanego kilkoma gumkami, żeby się nie rozleciał (nie wybuchł). Każde nazwisko otwiera jednak nie tylko wspomnienie konkretnej osoby, ale całe warstwy pamięci, zaniechań, utraconych możliwości, dawnych miłości i pytań o to, czym właściwie było dotychczasowe życie. I nagle okazuje się, że ten notes jest nie tylko rejestrem kontaktów, pamiętanych dobrze, źle lub wcale, ale metaforą egzystencji.
Najbardziej fascynuje mnie to, że Myśliwski z czegoś tak skromnego buduje powieść o wszystkim. O pamięci, przemijaniu, przypadku, miłości, szczęściu, samotności, wolności, niespełnieniu. To książka, która nie ma klasycznej fabuły w zwykłym rozumieniu (jest tu kilka wątków, które w obliczu przesłania nie mają dużego znaczenia), a mimo to niesie czytelnika swoim rytmem. U Myśliwskiego opowieść jest jak myśl, ona nie płynie - ona meandruje, znika, wraca, zatacza kręgi. I właśnie dlatego działa tak mocno.
Jest w tej książce coś z wciąż żywej korespondencji. Nie tylko dosłownie, przez listy i ślady po ludziach, ale przez samą ideę, że relacje nigdy nie znikają całkiem, tylko przechodzą w pamięć, w język, w sposób, w jaki opowiadamy siebie samym sobie. To piękna myśl, i Myśliwski potrafi ją unieść bez cienia pretensjonalności.
I jest jeszcze język. To jest właśnie ta "kompletność". U Myśliwskiego nie ma rozdziałów zbędnych. Wszystko jest zawarte między tym, co opowiedziane i jak opowiedziane. Ta kompletność objawia się też w połączeniu najlepszych cech z innych jego dzieł: gawędziarstwa znanego z "Traktatu o Łuskaniu fasoli", melancholii z "Widnokręgu", filozoficzności z "Ucha igielnego" i ironii z "Drzewa". W mojej ulubionej książce Pana Wiesława ("Traktacie o łuskaniu fasoli") już te elementy były na miarę arcydzieła, ale mam wrażenie, że tu nie wypada to gorzej.
To jedna z tych rzadkich książek, które nie tylko opowiadają o życiu, ale zdają się działać według jego logiki - fragmentarycznej, nieuporządkowanej, złożonej, a jednak ostatecznie sensownej. Książka, która nie tyle daje się przeczytać, co pyta: A jak wygląda Twój notes teleadresowy? Ile z zapisanych w nim osób dalej pamiętasz, ile z nich odegrało jakąś rolę w Twoim życiu (pozytywną lub negatywną)? a ile na przestrzeni lat stało się tylko nic nie znaczącym wpisem, który możesz bez konsekwencji wyrzucić. I wreszcie, czy piszesz jeszcze odręczne listy? kiedy napisałeś ostatni i do kogo?
Słowo pisane ręcznie jest bowiem innym słowem niż na maszynie czy komputerze. To jakby krwi własnej pieczęć.
Szkoda, że miałem przyjemność widzieć autora tylko raz na żywo i przed jego śmiercią nie udało mi się otrzymać choć 1 autografu.
Okładka z mojego ulubionego wydania, Znak zrobił rewelacyjną robotę wydając te książki w tak pięknej i zarazem prostej oprawie, która świetnie współgra z treścią książek i twórczością Pana Wiesława.
@WujekAlien Właśnie przed sekundą skończyłem ją czytać. Dla mnie to jest zdecydowanie najlepsza książka Myśliwskiego jaką miałem okazję przeczytać. Śmiem nawet twierdzić, że jest lepsza niż Traktat o łuskaniu fasoli. W Traktacie było kilka fragmentów, które mnie... zmęczyły? Ostatnie rozdanie natomiast, dotyka jakichś takich obszarów we mnie, że im dłużej ją czytałem, tym bardziej chciałem, żeby ona w ogóle nie miała końca. Ale książki Myśliwskiego są o życiu i tak jak życie - mają swój koniec. I tak samo jak życie zostawiają czytelnika z głębokim poczuciem niedosytu. A "relacja" z Marią - zarówno w idei, formie i języku - to jest po prostu majstersztyk!
@fonfi dla mnie te 2 książki plus “Widnokrąg” to najlepsze, co Myśliwski napisał i trudno mi wybrać, która jest lepsza. Fakt “Ostatnie rozdanie” jest bardziej kompletne i porusza ważniejsze wątki, niż Traktat, do tego ma odrobinę wątków fabularnych, które też są na plus. Ale Traktat to mistrzostwo gawedziarstwa, które u autora uwielbiam.
No i książka wylądowała właśnie w czytniku kompletnie zaburzając kolejność tego, co miałem czytać dalej. Wydaje mi się jednak, że to, że ten wpis pojawił się akurat wtedy, kiedy wybrałem się do Sandomierza, to musi być jakiś znak.
Do Doliny Muminków znów zawitała powódź. Kuchnia, salon, wszystko zatonęło w wodzie wraz z meblami, imbrykiem i kawą. Ale Muminki nie należą do gatunku zamartwiającego się, płyną na spotkanie kolejnej przygodzie, podczas której niespodziewanie tworzą pierwszą w życiu sztukę teatralną. Pojawiają się nowi przyjaciele i zaskakujące rodzinne powroty.
Książka dość krótka, ledwo się zaczęła a już skończyła 😉
@osn_jallr nie wiem jeszcze nie zaczalem czytac i tez trudno mi sie wczuc w role kogos kto nie zna śląskiego ¯\_( ͡° ͜ʖ ͡°)_/¯ zrobie ci zdjecie jak bede w domu to sam ocenisz
W tej części poznajemy niesamowite przygody z czasów młodości Tatusia Muminka, które rozpoczynają się od czasu podrzucenia go w papierowym worku do domu podrzutków Ciotki Paszczaka, a kończą na pierwszym spotkaniu z Mamusią Muminka.
Pamiętniki świetnie prezentują przekorną naturę Tatusia, oraz jego zamiłowanie do przygód.
Pojawia się też sporo nowych postaci, jak na przykład Mała Mi, czy też rodzice Włóczykija oraz Ryjka.
I w tej części nie brakuje pięknych grafik Tove ♥️
“Wszyscy na Calth otrzymali taki wyrok (śmierci) [...] Możemy jedynie wybrać jak zachowamy się w jego obliczu.”
XIX część cyklu Herezja Horusa
Fabularnie jest to kontynuacja wątków zapoczątkowanych w Bitwie o Otchłań i Pierwszym Heretyku, więc jak zwykle nie da się o wydarzeniach za dużo powiedzieć bez spalenia poprzednich tomów, ale podtytuł na okładce mówi sam za siebie.
Jedno jest pewne: tą książką Dan Abnett utwierdził swoją pozycję lidera wśród autorów piszących dla Black Library i pokazał, że doskonale potrafi operować formą.
Po pierwsze samo dramatis personae zajmuje 4 strony (najczęściej mieści się na 1-2 stronach), co odzwierciedla ogrom najliczniejszego spośród wszystkich legionów - Ultramarines, ale także podkreśla wagę opisywanych wydarzeń.
Po drugie język. Nie jest to już wzniosły, melodramatyczny styl będący odbiciem chwały Horusa czy pasji Lorgara, tylko język precyzyjny i bardziej techniczny oddający opanowanie i zmysł taktyczny Guillimana oraz militarną dyscyplinę XIII Legionu. Poszczególne podrozdziały oznaczone zostały wojskowym znacznikiem czasu, odliczającym czas do umownego początku bitwy o Calth. Wraz ze zmniejszeniem wartości licznika napięcie czytającego wzrasta. W pewnym momencie powieść przeradza się w porażającą rozmachem narrację katastroficzną, by przerodzić się w zapis epickiej kampanii wojennej.
Niebiescy pokazali, że też mogą być fajni, szczególnie Ventanus, Selaton oraz ich sztandar.
Kor Phaeron umocnił się na pozycji najpodlejszej mendy uniwersum.
Intrygujący wątek z Ollem Perssonem i jego wizją łysego mordercy pdk.
Przy okazji dowiedziałem się, że kilkadziesiąt tomów Herezji to pikuś, ponieważ:
“Księga Lorgara [...] została spisana ręcznie w dziewięciu tysiącach siedmiuset pięćdziesięciu dwóch tomach. Ich ilość regularnie wzrasta.”
Zdecydowanie jedna z najlepszych części Herezji Horusa, na pewno najbardziej emocjonująca.
Dembski-Bowden lepszy. Abnett na dobre pióro, a ww pozycja jest świetna, ale takie szmiry jak wciskanie Gramaticusa i jego zgrai w niemal każdej pozycji, czy problemy z zakończeniem, gdzie najpierw historia się ciągnie niemiłosiernie, a potem wszystkie wątki są kończone w ekspresowym tempie(vide Duchy Gaunta, czy Eisenhorn) irytują mnie u niego. No i to jak zrobił z babola, jakim była pomylenie płci jednej trzecioplanowej postaci, a następnie zrobienie z tego plot twista w zakończeniu Duchów Gaunta, to jest jedno z największych partactw, jakie czytałem w książkach Black Library.
@saradonin_redux raczej się nie rozczarujesz: bromance Argell Tala i Kharna, skomplikowane uczucia Pożeraczy Światów w stosunku do ich prymarchy, Lothara Sarinn, Legion Vulpa, tytan klasy Imperator i Erebus to huj, a to wszystko w ramach jednej książki ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
@saradonin_redux te książki z HH są mega nierówne. Niektóre to arcydzieła, a niektóre to czysta grafomania. Teraz czytam cykl o Eisenhornie, bo ukazało się wznowienie przetłumaczonego wydania od Copernicusa. Na razie bardzo polecam!
@saradonin_redux w sumie jako, że planuję zacząć z tą serią niedługo to zapytam tutaj... "Czas Horusa" to jest samo co "Wywyższenie Horusa"? Rozumiem, że różnią się przekładem i czasem wydania.
Dzień dobry, miłej niedzieli, et caetera, et caetera. Ja tylko tak na momencik, bo podobno jest jakieś zapotrzebowanie na biorących udział w konkursie, by spełnić warunki regulaminu, żeby Owcen nie mógł się wymigać w żaden sposób.
Natchnieniem był wczorajszy leśny spacer, zaliczanie kwadratów w lasach, przez które biegną tory kolejowe.
Państwa zachęcić do pisania wymyśliłem sobie, że naczelną zasadą edycji bieżącej będzie: jeśli powstanie w niej więcej niż 10 wierszy oraz weźmie w niej udział więcej niż 7 osób zwycięzcą zostanie kolega @bojowonastawionaowca.
Chociaż wczoraj położyłem się spać grubo po północy (parafrazując klasyka: nie mogę spać, bo piszę sonet), to dzisiaj obudziłem się wcześnie rano. Wcześnie jak na niedzielny poranek. A obudziłem się wcześnie, ponieważ jakaś niespokojna myśl nie dawała mi spać. Dręczony tą natrętną myślą wstałem i policzyłem. Ale nie owce, a sonety. No i wyszło mi z tych obliczeń, że do tego, żeby kolega @bojowonastawionaowca zwyciężył w obecnej edycji #nasonety brakuje nam jednego (słownie: 1) wytworu. Pomyślałem sobie, że przykro by było wszystkim - z w/w kolegą na czele - gdyby tak duży wysiłek, tak wielu zaangażowanych w to zwycięstwo osób, po prostu się zmarnował. No tak być nie będzie. Dlatego przychodzę do Państwa z ostatnim, dziesiątym utworem, za który z góry Państwa przepraszam
Niedzielny poranek
I może to nie jest najlepszy czas,
Bo mówią, że nie wypada tak w lesie,
To właśnie przez cały ten spacer w las,
Chętka mnie naszła miłosnych uniesień.
Pęcznieje mi w spodniach coś niczym guz,
W myślach obracam już chwile intymne,
Aż ślinka mi cieknie z kącika ust,
(nie mówiąc już o tym, że cieknę gdzie indziej)
I kiedy rozpięty już miałem pas,
I rękę pod bluzkę chciałem jej wsadzić,
To wściekłej żony rozległ się wrzask:
Obudź się @fonfi, ty stary dziadzie!
Nie pozostaje mi nic innego, jak pogratulować koledze @bojowonastawionaowca zwycięstwa - @George_Stark czyń swoją powinność. No chyba, że te zasady to tak jak zawsze...
Skoro spełniliśmy warunki, to nie muszę się spieszyć z podsumowaniem, co w sumie mi odpowiada, bo przeszacowałem swoje poranno-niedzielne możliwości czasowe (no ok, wyjątkowo dobrze i długo mi się dzisiaj spało). Podsumowanie będzie dzisiaj, ale jednak wieczorem.
EDIT: A nie, nie spełniliśmy jeszcze, jak sam główny zainteresowany zwraca uwagę. No to tym bardziej termin przedłużony do wieczora.
Każdy mag dostatecznie sprytny, by przeżyć pięć minut, jest też wystarczająco rozsądny by wiedzieć, że w całej demonologii władza i moc tkwi wyłącznie w demonach. Wykorzystanie ich dla własnych celów przypominałoby próbę zatłuczenia myszy grzechotnikiem.
A to jest w ogóle bardzo ciekawy motyw. Bo faktycznie we współczesnej zachodniej "demonologii" wywodzącej się z chrześcijańskiej mitologii, to logika jest właśnie taka i cały okultyzm nie ma sensu. Ale sam koncept wzywania złych sił na swoje usługi, w zamian za opłatę (duszę/noworodka/założenie państwa w Azji), jest dużo starszy i tam te siły są bardziej neutralne, czasami bardzo ograniczone i dużo magi szamanicznej ma taką mechanikę. I wtedy jest to logiczne, zanim się to przemieli przez chrześcijański młyn interpretacji.
Co tradycyjnie doprowadza do absurdów w działaniu czarnej magii w popkulturze, jeśli autor nie przemysli dobrze tego, skąd bierze inspirację.
(I nie tylko - "satanizm" jakim straszył ksiądz w podstawówce jest właśnie na podobnym poziomie absurdalny 🙃)
@Dzemik_Skrytozerca przecież odniosłem się do fragmentu Pratchetta, który wyśmiewa takie subiektywne podejście do obiektywnej logiki. Jeśli w mitologii chrześcijańskiej przywołujesz demony, to jesteś debilem. A imho jeśli w nie wierzysz IRL (bo jesteś katolikiem, żydem czy innym muzułmaninem) to też jesteś debilem, sorry.
A światy, gdzie ta demonologia jest inna, a religia je zakłamuje, to właśnie światy, gdzie autor odrobił lekcję. I jest to popularny motyw (nie tylko w tym przypadku, bo zabieg relatywizacji "zła" jest dość prosty i wdzięcznym punktem wyjścia do swiatotworstwa).
Wydawnictwo Znak znów wychodzi poza ramy Czarnej Serii, poświęconej historii II Wojny Światowej. "Zachodni front. Historia pierwszej wojny światowej" Nicka Lloyda w księgarniach od 3 czerwca 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie z obwolutą liczy 672 strony, w cenie detalicznej 139,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Wojna, która zburzyła stary porządek i zmieniła oblicze świata
Linia frontu ciągnąca się od Belgii po Szwajcarię, przeszło 600 kilometrów, 4 lata i ponad 3 miliony żołnierzy – to robiąca wrażenie statystyka. Karabiny maszynowe, moździerze, granaty, haubice – to lista broni udoskonalonych do nowego rodzaju walk. Czołgi, samoloty, gaz trujący – to lista wynalazków i odkryć, które miały zmienić oblicze wojny na zawsze.
Za statystykami i listami kryją się ludzie. Żołnierze tkwiący w błotnistych okopach, którzy chowają twarze w maskach przeciwgazowych i czekają na śmierć. Generałowie, którzy w sztabach za linią frontu decydują o losach krwawych bitew, odnoszący sukcesy i ponoszący bolesne porażki. A skutki odczuwa cały świat.
Uznany historyk wojskowości Nick Lloyd w pierwszym tomie epickiej trylogii Wielkiej Wojny opisuje działania na froncie zachodnim: od niemieckiej inwazji na Belgię w 1914 roku aż do zawieszenia broni w roku 1918. Ukazuje krwawy konflikt ze wszystkich perspektyw, dzięki czemu możemy zobaczyć I wojnę światową w nowym świetle. Świetle, które nigdy nie przyćmi ogromu cierpienia, jakim konflikt zapisał się na kartach historii.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Skończyła się jesień, minęła zima i nastała długo wyczekiwana przez wszystkich wiosna. Jesienią mieliśmy #jesiennewyzwania, zimą - #zimowewyzwania i pewnie zaraz Jejekscelencjajaśnienampanująca @bojowonastawionaowca ogłosi kolejną edycję pod hasłem #wiosennewyzwania.
To ja pozwolę sobie - bardzo subtelnie i delikatnie - przypomnieć, że jeszcze nie dostaliśmy nagród za tę zabawę jesienią. No chyba, że to tylko ja nie dostałem...
@bojowonastawionaowca - Ty już wiesz co...
Choć władzę dzierży będąc jednym z nas,
I strzeże porządku w postów bezkresie,
To wyzwań jesiennych już minął czas,
A nagród wysyłka jest w ciemnym lesie.
Już tyle obietnic padło z jego ust,
Daty przesuwa, podaje wciąż inne,
Minęła zima i mamy wiosnę już,
A on się w ogóle nie czuje winny.
Owieczko, ten jeden ogarnij się raz,
Bo cieniem zwłoka tak długa się kładzie
Na Twoim imieniu, i byłby to kwas
Nie dostać tych nagród w obecnej dekadzie
#zafirewallem #nasonety #diriposta i trochę #jesiennewyzwania