@NiebieskiSzpadelNihilizmu, Tak, co celna obserwacja i zgadzam się, ale są pewne niuansiki.
U mnie wejście w erę online rozpoczęło się dopiero w gimnazjum. W 2003 roku miałem podłączone stałe łącze, w gimnazjum uczyłem się już tworzenia stron WWW w HTMLu, i parę komputerów w pracowni miało przyłącze do sieci. W podstawówce internetu nie było, niektórzy uczniowie, którzy byli już w innych szkołach czasem wpadali w odwiedziny do nauczycieli i przynosili wydrukowane jakieś HAXy na darmowe połączenia/smsy XD
Przed 2003 roku miałem modem w domu i absolutny zakaz z jego korzystania, mogłem co najwyżej popatrzeć z boku, jak wygląda strona WP.pl XD
Także podstawówka była offline, jednakże grało się w różne gry na komputerze, wpadało do znajomych i grało na konsoli... Nie wszystkie spotkania wiązały się ze szwendaniem się do późna, acz większość spotkań tak wyglądała. Na boisku grało się, dopóty bramkarz widział piłkę, siedziało się spokojnie do późnego wieczora i jeździło gdzie się chciało praktycznie. Szwendanie się po mieście i okolicach było fajną przygodą. Człowiek wiedział jakich okolic i typów ludzi unikać i jakoś to było ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Odnośnie niuansów, o których wspominałem na początku - pamiętam, że miałem parę osób w klasie, które niechętnie spędzały czas na zewnątrz, ale odwiedzało się takich albo przyprowadzało z tłumaczeniem dla rodziców, że kumpel znowu zapomniał kluczy ༼ ͡° ͜ʖ ͡° ༽
Niemniej, nawet ci, którzy stronili od spotkań po lekcjach nie byli ulani.
Przyjaciel, który był przy kości, brał jakieś sterydy, leki na astmę i rzeczywiście u niego był problem, bo zwiększony apetyt + spowolniona przemiana materii.
Myślę, że w dalszym ciągu utrzymanie przyjaźni bez spotkań na żywo, jest bardzo trudne. Może coś w tym jest, bo większość przyjaźni jakie mi się utrzymały, a niektóre będą niebawem 30-letnie, to osoby poznane w okresie szkoły podstawowej i gimnazjum. utrzymujemy bliski kontakt, widujemy się nawet parę razy w miesiącu, zdarza się wspólnie spędzać urlopy, przyjaźń się utrzymuje. Z okresu liceum i studiów utrzymuję kontakt z jedną osobą (studia), jest ciężej, bo kumpel wyemigrował, ale gdy wpada do PL, to staramy się jeden dzień zagospodarować na spotkanie, wspólny wypad na motocyklach. Wracając jeszcze do technologii, w późnej podstawówce parę osób w klasie miało jakiś tam telefon po mamie/tacie, ale to w dalszym ciągu nie przenosiło relacji na łącza telekomunikacyjne, a jedynie ułatwiało to, że nie trzeba było drzeć ryja pod oknem, dzwonić domofonem, czy telefonem stacjonarnym i prosić rodziców/opiekunów kolegi, by podali go do telefonu... niby nic w tym strasznego, ale często się zdarzało, że odebrał któryś z niedosłyszących dziadków, albo akurat kumpel był w sraczu i następowała taka niezręczna cisza ( ಠ ͜ʖಠ)
Fajne czasy, ani trochę nie żałuję, że urodziłem się na przełomie lat 80/90.