@skorpion ma to jakiś sens, przynajmniej do czasu aż sobie uświadomimy, problem z tym tematem mają nie tyle rodzice, co większość dorosłych w ogóle. Tu już nie chodzi o planowanie diety, kiedy podstawowa świadomość żywieniowa u dorosłych leży, bo nigdy nie byli jej nauczeni i całe swoje życie jedli 4 dania na krzyż non stop, z czego 2 to jakaś wariacja kotleta, a do każdego z nich obowiązkowo była druga świętość czyli kartofle. I potem masz rodziny, które na okrągło jedzą jeden i ten sam zestaw- schaboszczak z zimniorami, rolada z modro kapusto i zimniorami, filet z kurczaka też z kartoflami i może nie wiem- bigos (a jakże- z kartoflami)? Jakieś marketowe kluski? A no- i jak byli świętopierdolnięci to w piątek ryba, bo wiadomo- "ryba to nie mięso".
Cokolwiek, chodzi mi o to, że ci ludzie nie mają żadnych kwalifikacji do tego, żeby planować dietę, czy brać udział w jej planowaniu, skoro sami nic nie wniosą do tej dyskusji. A to wszystko dlatego, że sami od najmłodszego tym przesiąkali obserwując co ich starzy gotowali przez całe życie- te same 3-4 dania na krzyż, tydzień w tydzień, rok po roku. A jak nie chcieli tego już jeść, albo mieli ochotę na coś innego to się pojawiał standardowy zestaw tych głupo-odpowiedzi, który przeszedł potem na nich samych i możliwe że i ty je słyszałeś za dzieciaka, ja na pewno tak-
"tobie to by się kilkudniowa głodówka przydała i być żarł aż by ci się uszy trzęsły"
"my całe życie tak jedliśmy i to nam wystarczało"
i sztandarowe "oj zobaczysz jeszcze przyjdzie wojna i będziesz się modlił o takie jedzenie". Tak jakby się o tę wojnę modlili, żeby ci potem wypominać swoją rację.
Sorry- to nie jest żaden materiał na autorytet, szczególnie, że duża część tych ludzi jak słyszy słowa "coś nowego" albo "zmiany" to dostaje piany, bo jeszcze by musieli coś zrobić. A skoro przez tyle lat nie chcieli nic zmienić, to nie ma co liczyć na ich wiedzę, bo to przypomina tych wszystkich "szanownych panów profesorów" to co z wiedzą w swojej dziedzinie zatrzymali się 30 lat temu jak dorobili się profesora. I to nie jest kwestia Polski B, tak jest wszędzie, bo to taki kolejny- może niebezpośredni- ale spadek po czasach wojny i komuny. Dopiero tak jak powiedziałeś nasze pokolenie zaczęło zmieniać ten stan- dostrzegać, że opcja obiadowa nie zaczyna się i nie kończy na kotlecie przez cały rok, że jest tyle opcji do wyboru, że można by było całe życie jest codziennie coś innego, a i tak by się nie spróbowało wszystkiego, że nie trzeba jeść cały czas mięsa i dalej to może być bardzo smaczne, pełnowartościowe danie, że można zjeść prosto i dalej sycąco i smacznie. I to nie tak, że trzeba robić wtedy z tego jakiś doktorat i tracić lata, żeby znaleźć takie przepisy i składniki. Tylko problem jest z mentalnością i głęboko zakorzenionymi wzorcami pielęgnowanymi przez całe życie.