Podsumujmy:
Podstarzały, społecznie nieprzystosowany, o raczej odrażającej powierzchowności, gość z obsesja na punkcie małych, niedojrzałych dziewczynek, ginie w wypadku i odradza się w ciele dziecka.
Następnie ponownie przeżywa dojrzewanie, w tym standardowe pierwsze kontakty z płcią przeciwna. W międzyczasie jego nad wyraz seksualnie aktywny ojciec zdradza jego matkę i ma dziecko.
Rodzina i znajomi bohatera zostaja wmanewrowani w szereg katastrof, w trakcie których niektórzy giną, biusty podskakują, majtki się przewijają, i kolejne seksualne niezręczności trapią główne postacie.
Melanż o tyle niefajny, że bohater z jednej strony jest w sumie pozytywną postacią, ale z wyraźnie nieciekawymi upodobaniami seksualnymi.
Dodatkowo autor ma coś do rodziny bohatera. Zabijanie, zdrady, alkoholizm, wzajemne dręczenie się.
Ciężkie i niesympatyczne to.
A, i główny bohater to idiota. Niby dojrzały gość w ciele nastolatka, ale - przynajmniej w dwóch pierwszych seriach - popełnia błąd za błędem. I nie mówimy tu o boskich intrygach czy jego braku znajomości natury ludzkiej. Nie, tu chodzi o brak empatii, zorganizowania, rozumienia konsekwencji.
Jego spotkanie z zapijaczonym starym po rozłące to pomnik tępoty - oboje mają swoje drużyny, obojgu zależy na zaginionych członkach rodziny, ale jeden woli wpaść w pijacki szal, a drugi znacząco i wyniosłe milczeć. Bleh.