Świetne anime, bardzo mi się podobało. Jest tu chyba wszystko - ładna kreska , świetna muzyka, ciekawe postacie, dobry morał, a nawet w sumie kilka... Nawet pewna amerykańska piosenka, którą kojarzę jako prostą i trochę memiczną jest tutaj pokazana inaczej i nabiera dodatkowego sensu z napisami końcowymi, choć nie wiem czy jest przetłumaczona 1:1. Przewija się natomiast przez całość w różnych formach.
Studio Ghibli nie zawodzi, tutaj akurat dostajemy bardziej życiowe, realistyczne anime tylko z małym dodatkiem ich "magii" często obecnej w produkcjach, co osobiście mi się podoba. Zastanawiałem się nad oceną 10, ale jednak dałem 9+, bo do najwyższej oceny zabrakło jakiegoś takiego poruszenia w środku, głębszej i ciężkiej do opisania emocji, którą bardzo rzadko, ale zdarza mi się doświadczyć, szczególnie w tych smutniejszych filmach, do którego to anime trochę należy, choć nie zupełnie. W każdym razie polecam, trafia do mojej topki i pewnie wrócę do niego jeszcze.
Kategoria: popularnonaukowa / psychologia / nauki medyczne
Wydawnictwo: Znak
Format: e-book
ISBN: 9788324068623
Liczba stron: 224
Ocena: 7/10
Obiektywnie ocena bliżej 8. Ciężko było mi ocenić tę książkę, bo oczekiwałem od niej trochę czegoś innego. Z jednej strony napisana dobrze i dość lekko, a z drugiej czułem, że można to napisać krócej - mimo, że książka nie jest długa.
Sporo jest w niej informacji o tym, skąd prawdopodobnie wzięło się ADHD i jak naszym przodkom było przydatne. Z jednej strony fajnie, a z drugiej jest o tym moim zdaniem za dużo. Szczerze to mało mnie obchodzi, że było nam łatwiej polować na zwierzynę 20 tysięcy lat temu, bo coś tam (nie będę robił spoilerów). Sporo też było o genach, a konkretniej nawet jednym genie, który jest mocno przebadany i wiązany mocno z ADHD.
Czy są tutaj zatem porady jakie są potęgi ADHD dzisiaj i jak je wykorzystać? Ano są, ale nie jest to nic, czego bym chyba wcześniej nie wiedział. Same porady są ok, ale trochę zbyt ogólnie są opisane, bez wchodzenia w szczegóły. Są też poruszane tematy kreatywności, prowadzenia firmy, systemie nauczania. Jasne, nie powinien być to zarzut do książki, że wcześniej przeczytałem "Z tego się nie wyrasta" i sporo rzeczy w sieci przez co porady w większości były dla mnie mało odkrywcze. Pojawia się trochę danych, badań i wniosków z nimi związanych, których nie znałem, więc fajnie.
To, co podobało mi się też w tej książce to brak takiego ścisłego spojrzenia na ADHD. Co mam na myśli? Ano zdroworozsądkowość, czyli nie ma czegoś takiego, że "musisz mieć diagnozę", "musisz zażywać leki", "jeśli masz tak to na pewno masz ADHD" tylko autor, który jest swoją drogą psychiatrą, pokazuje kiedy można mówić o ADHD oraz jak zastąpić leki.
Na koniec rzecz, która mi się nie podobała i mogła wynikać z wyżej wspomnianych innych oczekiwań co do książki. No więc czytałem tę książkę, czytałem, czytałem... byłem w 40% książki, czytam nadal o tych przodkach i genie jednym... No i czuję jakby ta książka dopiero się zaczynała, to był jakiś wstęp do czasów aktualnych, oczekuję jakiegoś mięsa - no ludzie, gdzie ta potęga, którą mogę zaraz wykorzystać? - ale go nigdy chyba nie dostałem. Czuję trochę niedosyt, bo spodziewałem się książki nakierunkowanej na konkretniej opisane porady praktyczne.
Czy polecam? Oj trudne, trudne się wylosowało... Ogólnie tak. Jeśli nie czytałeś za dużo o ADHD, nie masz diagnozy / dopiero ją dostałeś / podejrzewasz, że możesz Ty lub ktoś bliski mieć ADHD - tak, polecam. Dowiesz się dlaczego prawdopodobnie istnieje ADHD, kiedy warto coś z nim robić, dostaniesz mimo wszystko dobre porady, a wszystko czyta się dość lekko i przyjemnie. Jeśli jak ja czytałeś "Z tego się nie wyrasta", a oprócz tego jeszcze sporo w sieci to nie jest to pozycja obowiązkowa, ale warta przeczytania.
No i wyszło jak zawsze, czyli nie dość, że długo, a więc mało dopasowane pod osoby mające ADHD, to jeszcze chyba za bardzo ją zjechałem. Mimo wszystko nie uważam ją za złą książkę, bo jest całkiem dobra i lekko napisana. Gdyby to była pierwsza książka jaką przeczytałem zaraz po diagnozie lub nawet przed w tej tematyce to zapewne ocena była by wyższa. Mimo wszystko polecam.
Tak więc piłeczka po Twojej stronie @Statyczny_Stefek Pisałeś już sonety, więc mam nadzieję, że się nie pogniewasz i odbijesz (lub zostawisz dla wygranej ) piłeczkę sonetową
No hej, to znowu ja. Wracam z inną kawką i zdjęciami filtra + bananem dla skali na prośbę @UncleFester
Kawiarka jak wczoraj, a w niej:
Juicy Blast od Coffee Plant, czyli blend (Kenia Kegwa z obróbki mytej oraz Brazylia z obróbki naturalnej). Jak smakuje? Ano bardziej owocowa niż wczorajsza Gwatemala, a sama kawa jest bardziej soczysta (owocowość taka bardziej cytrusowa), wyrazista, ale za to ma mniej słodyczy i do mlecznych kaw moim zdaniem gorzej się nada. Ogólnie bardzo smaczna, polecam dla fanów owocowych espresso. Dla mnie trochę za droga, z owocowych espresso wolałbym tańszy różowy HAYB ¯\_( ͡° ͜ʖ ͡°)_/¯
23g kawy (dzisiaj 2g więcej. Czemu? Ano zbiorniczek na kawę w kawiarce obchodzi objętość, a nie waga. Ta sama grubość, a trzeba tej kawki nasypać więcej . Niby niuanse, ale z paczki 250g tutaj zrobię 1 kawę mniej )
92ml wody
43ml uzysku - znów dość mało, na 1 kliku grubiej wychodziło 50ml, ale wtedy była mało wyrazista, ogólnie gorsza. Być może na następny raz zwiększę ilość wody do 100ml, aby zwiększyć balans.
No i wrzucam zdjęcie (drugie) filtra z uszczelką włoskiego E&B Lab. Jak widać dziurek jest zdecydowanie więcej i są one mniejsze. Jakość wykonania jest bardzo dobra. Dla porównania na 3 zdjęciu wygląd filtra Bialetti (zdjęcia z neta).
Kolejne zamówienie kawowe wpadnie może od Coffee & Sons, więc jeśli macie od nich jakieś warte polecenia kawy (oraz takie jakie lepiej omijać) to chętnie posłucham. Brałem od nich raz ze 4 lata temu i zapamiętałem je tak, że mają dobre krówki kawowe i dość słabawe kawy do przelewu (a brałem 4 różne) xD. Wiem natomiast, że niektóre palarnie są lepsze w espresso i tutaj czuję, że tak może być, więc dam im szansę jeszcze.
@pingWIN próbowałeś może stosować dodatkowo papierowe filtry od Aeropressa na sitko? Ja tak robiłem i można było wyczuć różnicę w smaku i fakturze na plus
Rano doszły mnie tutaj słuchy, że społeczność zdechła. Nie zdechła, tylko przysypia. A przysypia, bo kawy nie piła, więc wrzucam chwilę temu zaparzoną kawkę ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
Kawiarka, ale coś ala espresso (na kolbę i młynek pod espresso mnie teraz nie stać, ale kawiarka też potrafi cuda jak się ją wymasteruje )
Gwatemala Amapolas od Coffee Plant, czyli myty single origin z Gwatemali. Średnio palona, dość owocowa, ale raczej gładka niż "soczysta", ogólnie bardzo smaczna
21g kawy
90ml wody (to kawiarka, więc część to zapas, który zostaje w zbiorniku)
40ml uzysku - dość mało, zazwyczaj z tych proporcji mam bliżej 50ml, ale te ziarna na tym kliku wychodzą najsmaczniej, więc nie zmieniam (jakość > ilość )
Papierowego filtra z aeropressu już nie stosuję od początku roku, bo miałem już starą uszczelkę i zamiast kupować oryginalną wymieniłem cały filtr z uszczelką na włoskie E&B Lab, które pasuje do Bialetti. Ogólnie wrażenia pozytywne, szczególnie do kaw owocowych, jaśniej palonych, bo wychodzi ta kawa czystsza w smaku, bardziej klarowna. W porównaniu do starego filtra, ale z dodatkowym filtrem papierowym, to tam było chyba mniej body, tutaj jest tak pośrodku, co mi odpowiada. Jeśli ktoś pije ciemniej palone kawy o klasycznych profilach lub woli po prostu takie cięższe smaki to zostałbym przy oryginalnym, tym bardziej, że cena nie jest korzystna w tym momencie (mi się udało kupić za 73zł z darmową dostawą, teraz te 100-120zł trzeba dać). Pozdrowionka i smacznej kawusi (o ile ktoś jeszcze pije o takich godzinach)
Byłem dziś w empiku, bo miałem chwilę wolnego czasu. Znalazłem książkę, którą chcę przeczytać za niedługo i z racji, że ostatnio czytam same ebooki na kindle'u to czemu by nie kupić dla odmiany w papierze? Za dostawę nie zapłacę, więc odejdzie koszt dostawy to pewnie wyjdzie cenowo tak samo jak w innych księgarniach, nie?
Otóż nie. Książka kosztuje tam stacjonarnie 55zł. Wiecie ile kosztuje ta sama książka na stronie empika sprzedawana przez nich samych z możliwością odbioru w sklepie od ręki? 38zł. Tak, wiem że można kupić w innej księgarni jeszcze z 5zł taniej, ale czemu nie mają tych samych cen skoro to ten sam sklep? xD
Dobrze, że nie kupiłem, bo bym się wkurzył. W sumie i tak się wkurzyłem. Finalnie jednak zostanę przy ebooku za 22zł, trudno ¯\_( ͡° ͜ʖ ͡°)_/¯
Książka kosztuje tam stacjonarnie 55zł. Wiecie ile kosztuje ta sama książka na stronie empika sprzedawana przez nich samych z możliwością odbioru w sklepie od ręki? 38zł.
To są dwie książki sprzedawane przez dwóch różnych sprzedawcow i żadnej z nich nie sprzedaje empik. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
@pingWIN online im się bardziej opłaca od strony logistycznej. W sklepie to trochę, jak kupowanie żarcia na stacji benzynowej. Wiedzą, że tam kupują tylko desperaci i dlatego ceny są z kosmosu. xD
Szybka rundka podczas pięknego golden hour (oczywiście podczas zdjęcia było trochę chmur, standardowo, ale musicie mi uwierzyć xD).
W jedną stronę był w morde wind, za to w drugą też. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Przy okazji zauważyłem, że robię chyba błąd. Wydaje mi się, że jeżdżę za szybko, tj. zbyt obciążam organizm. Pewnie jest to dobre raz na jakiś czas, ale raczej jeżdżenie co jazdę na 80-90% mija się z celem i muszę przejść bardziej na treningi tlenowe. Średnia spadnie, ale powinno się to później pozytywnie odbić i większe dystanse będą mniejszym problemem (zazwyczaj po 70 kilometrze bywało ciężko). Chętnie posłucham Waszych doświadczeń, przyjmę wszelkie porady.
@pingWIN pulsometr i jakiś przypominacz o jedzeniu i piciu to coś co warto mieć na dłuższych dystansach. W zupełności Cię rozumiem bo też jeżdżę zazwyczaj blisko swojego maxa, strefa trzecia rzadko na zjazdach a druga tylko przypadkiem. Jeśli mam silę w nogach to muszę cisnąć aż nie zdechnę, nie wiem czemu ¯\_( ͡° ͜ʖ ͡°)_/¯
@pingWIN wiem, że obciążenie treningowe drastycznie inne, ale zgodnie z teorią o polarized training podobno powinno się jeździć przez większość czasu w easy zone. https://youtu.be/Ju3McjlSoAg
Sam na sobie jeszcze tak na prawdę nie próbowałem.
Dobra, jednocześnie łatwa i trudno była to książka. Niby jest w miarę krótka, przyjemnie się to czytało, a jednak sporo w niej spostrzeżeń, głębokich przemyśleń (niekoniecznie bohatera, ale też takich, które skłaniają czytelnika do nich). Sens życia, obojętność i absurdy wszechświata. Było kilka momentów gdzie miałem "wait, what?!", takie nieoczywiste zachowania bohatera czy wydarzenia, które doceniam. Nie chcę za dużo napisać, żeby nie zdradzić za wiele, ale wiem, że książka ta będzie za 2 miesiące w #klubczytelniczy i tam chętnie o niej podyskutuję i poczytam mam nadzieję Wasze spostrzeżenia, interpretacje, itd. Ogólnie polecam.
Nie wiem co teraz przeczytać... Są jakieś klasyki w tym gatunku, które każdy powinien poznać?
Kusiło dziś losowych rowerzystów i przechodniów polać wodą z bidonu, ale powstrzymałem się. Bardzo ładna pogoda, sporo ludzi, przyjemnie. No i średnia powoli wraca do norm, a powinno być tylko lepiej.
24km z poniedziałku i 28km sprzed chwili. Pogoda taka, że czuję się jakby było lato, a nie wiosna. Trochę #wmordewind, ale przynajmniej ochładzał, ogólnie nie będę narzekał.
Forma nie jest jakaś cudowna, ale w sumie patrząc na to, że dopiero zaczynam sezon i niestety patrząc na zmianę wagi (mądrzej o tym nie wspomnieć) to jest znośnie.
Powiedziałbym nawet, że gdyby udało się wrócić do starej wagi chociaż i w miarę regularnie jeździć to może to być najlepszy sezon rowerowy, ale nie ma co gdybać tylko wziąć się za robienie formy