Zostałem zaproszony na imprezę integracyjną ludzi od strony mojego klienta xD zastanawiam się czy lepiej iść czy nie xD wiecie jak to jest na tych imprezach integracyjnych, wóda leje się litrami i gada się różne rzeczy xD ja alkoholu już nie pije i nie wiem czy przyjąć zaproszenie czy nie trochę się obawiam, że jak te babeczki się spiją to będą gadać jakieś bzdury, a ja muszę potem z nimi rozmawiać w sposób profesjonalny. Z drugiej strony mogę się dowiedzieć ciekawych informacji i wyrobić sobie lepsze układy nie wiem co o tym myśleć... Inni mówią żebym szedł, ale pewnie wysyłają mnie tylko na zwiady i narażają na potencjalny przypał xD
Macie skłonności do podejmowania ryzyka? Ja to we wszystkim co robię muszę mieć jakiś dreszczyk emocji, niepewności. Jeżeli coś jest dla mnie zbyt pewne, oczywiste to nie odczuwam tego wyrzutu dopaminy. Niby jestem spokojny i staram się unikać przypałów, ale takie jakieś minimalne zwiększenie pulsu muszę mieć. Ciekawe czy da się to leczyć.
Ja j⁎⁎ie, pomogłem chyba feministce wymienić koło w jej gruzie pod sklepem xD jak wchodziłem do marketu to widziałem jak się z tym pi⁎⁎⁎⁎li, jak wyjechałem z wózkiem to dalej walczyła. Ładując zakupy do auta cały czas ją obczajałem co ona odpierdala no i w pewnym momencie sobie pomyślałem, że nie powinienem tego robić, ale c⁎⁎j - jej kalectwo bardziej mnie drażniło i zmieniłem jej to koło. A dlaczego wydaje mi się, że to była feministka? Normalna kobieta raczej nie ma niebieskich włosów xD
Wgrywam nowy mindset na banie. Leci format, żadnego backupu. Świeży soft. Tak jak się za gówniaka XP stawiało. Wszystko co istotne da się szybko znaleźć, nie ma sensu sprzątać, rozsądniej będzie postawić system od nowa.
Kumplujecie się na stopie prywatnej z ludźmi ze swojej roboty? Ja mam parę spoko osób, z którymi wyskoczę gdzieś od czasu do czasu i w ogóle, ale praktycznie nigdy nie zdradzam żadnych szczegółów ze swojego życia prywatnego. Jeżeli coś mówię o sobie to bardzo ogólnikowo. Inni mówią o sobie dość otwarcie, a jakby ktoś z roboty zapytał kogoś innego o mnie to niewiele mógłby powiedzieć pomimo tego, że trochę już się znamy. Mam w robocie kontakt z wieloma osobami, dużo muszę gadać, ale o swoim życiu nie mówię prawie nic w przeciwieństwie do reszty.
Mam kilku kumpli z początku swojej kariery zawodowej. To była nasza pierwsza praca, robiliśmy kilka fajnych projektów, jeździliśmy po Polsce otwierać oddziały firmy, byliśmy na swoich weselach, utrzymujemy kontakt cały czas. Później już żadna firmowa znajomość nie przetrwała próby czasu. Teraz to już tylko są współpracownicy a nie koledzy.
@evilonep Lubię ludzi z pracy ale głównie widujemy się na integracjach. Rozmawiamy prywatnie na różne tematy z własnego życia. Staram się być otwartym w stosunku do innych.
Racjonalizacja jest jednym z gorszych mechanizmów obronnych w ludzkiej bani. Wmawianie sobie przez dłuższy czas, że cytryny są słodkie nie sprawi, że takie się staną, a "uwierzenie" w to na dłuższą metę tylko pogłębi zakrzywiony obraz rzeczywistości. Najlepsze wnioski wyciąga się patrząc na jakiś temat z perspektywy obserwatora, a jeszcze lepiej jak ma się za obserwatora żywego człowieka, który ci powie, że odpierdalasz lipę.
Boże co za pierdolenie. Nie ma złych i dobrych mechanizmów obronnych per se. Są tylko takie które nam w danej sytuacji służą i takie, które nie służą.
@Belzebub
A to już wyższe pierdolenie.
Racjonalizacja polega na tłumaczeniu swoich czynów niezgodnie z daną sytuacja. PO FAKCIE. A nie, że się boisz iść do lekarza, ale ludzie to robią i strach znika.
@evilonep Jakbym mógł, dałbym Ci dwa pioruny za zwrócenie na to uwagi
Racjonalizacja IMO to dzisiejszy rak zachodnich cywilizacji. Jesteśmy mistrzami w usprawiedliwianiu własnych decyzji, a społeczeństwo przytakuje w przekonaniu że nie ma prawa kwestionować czyjegoś poglądu. W ten sposób osoba racjonalizująca usprawiedliwia się w przekonaniu że takie usprawiedliwianie działa, co może uświadczyć w przekonaniu że nie robi nic złego.
Ile to ludzi, wyrzuca śmieci tłumacząc "a to tylko jeden papierek, nic to nie zmieni"
"Ja zaparkowałem tylko na chwilę więc nikomu nie zająłem miejsca"
**"**Wiem że to auto używane wyłącznie prywatnie ale wziąłem je w leasing na firmę bo każdy tak robi"
"Prawda, skłamałem jednak zrobiłem to bo..."
Racjonalizacja sprawia że nie potrafimy wziąć swoich błędów na klatę. Jesteśmy społeczeństwem ludzi z zasadami ale można je naginać jeżeli je zracjonalizujesz. Nawet nie musi być to dobre usprawiedliwienie - wystarczy że masz swoje zdanie, bo to Twoje prawo do patrzenia na sytuację ze swojej perspektywy. Niestety, mam wrażenie że wykorzystujemy to prawo do własnej opinii tak dobrze, że nawet nie ma chęci na spojrzenie tego z perspektywy obserwatora, o której piszesz.
Jesteśmy społeczeństwem ludzi miałkich zasad, którzy złapani za rękę racjonalizują swoje zachowania, oczekując że ich zrozumiesz i odpuścisz.
Dla mnie temat jest poruszający bo dokładnie pamiętam moment od kiedy sam zacząłem bacznie zwracać na to uwagę. Ogładałem sobie jeden z odcinków RSA Animate , w którym to autor opowiadał o historii małego Jasia który ukradł ołówek koledze. Rodzice wieczorem, odnosząc się do nagany którą dostał mówią "Jasiu, po co kradłeś, przecież mogliśmy Ci przynieść ółówki z pracy"
... i publika wybuchła śmiechem...
... a ja nie kumałem zupełnie dlaczego. Gdzie tu żart? Sam rzadko odwiedzałem sklep papierniczy, ponieważ moi rodzice często wynosili mi przybory szkolne z pracy. A ja wychowany w przeświadczeniu że skoro tak się dzieje to musi być dobre, nie miałem pojęcia że moi rodzice również okradali pracodawce. Wtedy zdałem sobie sprawę w jakiej bańce jestem i nie wszystko co uważam za dobre musi takie być, ponieważ może być przeze mnie racjonalizowane. Jeżeli chcesz osądzić czy jest dobre, konieczne jest spojrzenie z perspektywy sytuacji kilku osób a nie tylko swojej.
Nie kumam jak żyją ludzie, którzy mają dzieci. Ja to się otaczam tylko takimi, którzy ich nie mają. Posiadanie dzieci i takie życie se dniem to jakaś abstrakcja dla mnie. W ogóle sobie siebie nie wyobrażam w takiej sytuacji. Mam taki czat grupowy na Facebooku z ludźmi, z którymi kiedyś się zadawałem i teraz dzieci ma jakieś 1/4 i w ogóle nie potrafię z nimi rozmawiać. Ich życie to tylko te dzieci. Chyba wolałbym być normalniejszy.
@evilonep Zdradze ci tajemnice. Niech każdy żyje według swoich wartości, marzeń i aspiracji. Dla niektórych posiadanie dzieci to duża radość w życiu pomimo ciężkich chwil. Inni nie chcą się decydować na posiadanie rodziny z różnych powodów. Ja nie widzę problemu w żadnym z tych przypadków.
Ja sam bardzo długo zastanawiałem się nad posiadaniem dziecka z żoną, i dla mnie wcześniej także było to tak abstrakcyjne jak lot na księżyc. Przed narodzeniem się syna nie mogłem sobie wyobrażać życia z dzieckiem, teraz nie moge sobie wyobrazić życia bez niego.
Rok 2000 któryś, trzeba wstać o 4 rano, bo wyruszasz z rodzicami na coroczne wakacje. Dzień wcześniej zgrywasz sobie piosenki na gównianej jakości odtwarzacz mp3, od którego wiecznie odkleja się szybka. 128 mb nie wystarczy na zbyt wiele utworów, więc starannie selekcjonujesz te, które lubisz. Nawet się nikomu nie przyznajesz co to za muza, koledzy pewnie by cię wyśmiali gdybyś pokazał co bierzesz na trasę. Matka wieczorem przygotowuje kanapki na drogę, a stary martwi się czy w razie czego nie zabraknie mu papieru toaletowego po drodze. Przed tobą prawie cały dzień jazdy w aucie, ale wiesz, że to będą spoko wakacje.
2000 i odtwarzacz mp3 xd jak miałeś discmana w 2000 to byłeś banan, co najwyżej jakiś walkman po starszym bracie. Swoją drogą postęp w latach 2000-2010 był niesamowity.
@evilonep najśmieszniejsze jest to, że według PiSu zakaz handlu miał sprawić, że pracownicy będą spędzać czas z rodziną bla bla, a tu się okazuje, że będą j⁎⁎ać nawet w Wigilię Bożego Narodzenia xD
Dzisiaj byłem świadkiem w knajpce jak chłop lat ze 40 bujał się na krześle i wy⁎⁎⁎ał się na plecy, wiecie - jak w szkolnej ławce xD babeczka, która z nim była próbowała mu pomóc wstać, a ten ją pociągnął i ta też się wy⁎⁎⁎⁎ła xD ale siara, ja to bym się ze wstydu chyba spalił xD długo już nie siedzieli
@evilonep W "Akwarium" Suworowa było to opisane jako jedno z pierwszych, podstawowych ćwiczeń dla szpiegów GRU. Jeśli nie potrafisz pokonać lęku przed upadkiem na plecy na krześle, to nie możesz przejść dalej. Dalej było wyskakiwanie z jadącego pociągu i biegnięcie przy nim, żeby wyhamować. I tak dalej. Świetna książka, polecam.
Lekarze to najbardziej znarkotyzowana grupa zawodowa z jaką miałem styczność. Jarają trawkę na potęgę, a do tego doprawiają się benzodiazepinami jak nikt inny. To coś jak małpka dla budowlańca przed rozpoczęciem kolejnego dnia. Są bardzo nieufni w kontaktach prywatnych z osobami spoza ich środowiska, ale dość szybko można zyskać ich zaufanie gdy faktycznie wykazuje się zrozumienie dla ich pracy i nie ocenia się ich przez pryzmat tego czym się odurzają w czasie wolnym. Są bardzo zdystansowani i świadomi wszystkiego co ich otacza nawet będąc pod wpływem miksu kilku substancji. Humor młodych lekarzy to przede wszystkim nabijanie się z celebrytów i reklam suplementów diety. W rozmowach na tematy medyczne, których ja nie rozumiem - nie robią sobie jaj. Nie próbują stawiać diagnozy poza miejscem swojej pracy - każdy na coś choruje.
@evilonep Mieszkałem koło Uniwersytetu Medycznego. Fajni ludzie, bardzo spokojni, ugodowi, nigdy nie było problemów. Miałem tam jednego kumpla i faktycznie palił trawkę. W sumie jakie to ma znaczenie? Jedyne co mi przeszkadzalo to arogancja :P inna sprawa ze starym chłopem, lekarzem. Miałem przy sobie (z 8 lat temu) lek który wtedy brałem na stabilizację nastroju, powiedział że ten lek się nie nadaje i żeby mu oddać i on to zniszczy a oczy mu się świeciły. W sumie to miałem to w d⁎⁎ie i mu oddałem, ale potem doczytałem, że można dostać od niego fazy
Najbardziej znakortyzowana grupa zawodowa to wszelkiej maści dyrektorzy i managerzy średniego szczebla. I pracownicy fizyczni(alkohol też narkotyk). I artyści. Teraz się tak zastanawiam, że artyści zdecydowanie najbardziej.
Lekarze są zdystansowani nie przez dragi, a przez pracę którą wykonują. Nie możesz patrzeć na pacjenta jak na człowieka bo zwariujesz.
I tak, farmakoterapia jest popularna wśród lekarzy. Też ją lubię. Świadomość jak pewne substancje mogą poprawić Ci funkcjonowanie w konkretnych sytuacjach jest mega przydatna.
No przysięgam, że zaraz wyjdę i przypierdolę grubasowi kopa w drzwi, tyle razy go prosiłem żeby tak nie trzaskał jak włazi do tej meliny i dalej to robi. Nie wytrzymie. Za⁎⁎⁎ać mu?
@evilonep policz do 10, idź do grubasa i zapytaj czy umie się zachowywać jak cywilizowany człowiek. Jak będzie coś sapał to mu wypłać liścia i zapytaj ponownie.
@evilonep i tak sie zyje w tym kraju cuckow i beta spierdoksow gdzie jakikolwiek przejaw stanowczości w przestrzeni publicznej jest odbierany jak agresywne zachowanie xD
A upomnienie sie o swoje za pretensjonalizm i awanturnictwo
Przyjdzie dzień, w którym dotrze do ciebie, że zabraknie ci czasu na zrobienie wszystkiego o czym marzyłeś. Obudzisz się i zrozumiesz jak szybko uciekają dni, miesiące i lata. Uzmysłowisz sobie, że nie ma już na co czekać. Wszystko, co chciałeś w życiu zrobić – zrób teraz. Jest później niż myślisz. Większość ludzi żyje tak, jakby nigdy nie mieli umrzeć. Jakby byli nieśmiertelni. Tracą czas na gówniane znajomości i nudne życie bez polotu. Znikają w szarej codzienności dnia zapominając o swoich marzeniach. Zastanawiają się czy wypada i co ludzie powiedzą. Powtarzają sobie w myślach, że „kiedyś” wszystko zmienią. Pierdolone „kiedyś”, które najczęściej nie nadchodzi nigdy. Powiem ci coś. Czas ma głęboko w d⁎⁎ie twoje plany. Nic nie jest w stanie go zatrzymać. Mija i nie wraca. Przychodzi dzień, w którym wstajesz rano i nie masz pojęcia, że właśnie wypiłeś ostatnią kawę w swoim życiu. Nigdy nie wiesz, kiedy patrzysz komuś ostatni raz w oczy. Jutra może nie być. W jednej sekundzie cały świat może się zawalić. W ułamku chwili wszystko może się skończyć. Przestań czekać. Zacznij żyć tak, jakby codziennie był ostatni dzień w twoim życiu.
Wsiadam w gruza i jadę se na Hel, i tak już nie zasnę ( ͡° ͜ʖ ͡°) Pozdro dla wszystkich co wstają właśnie do roboty, miłego dnia. Ja dziś wolne.
@evilonep kiedyś było coś takiego jak filozofia życia. Ludzie mieli więcej czasu by usiąść i zastanowić się po co właściwie żyją, czego od życia chcą. Co jest ważne a co nie, co trawi i marnuje ich czas a co jest tego czasu warte. Teraz wszyscy za czymś biegną, nie myślą o tym by żyć w zgodzie ze sobą tylko gonią swoje marchewki, toną w morzu pierdół nie myśląc o rzeczach dla nich istotnych.
Dzisiaj uczymy się jak zarabiać kasę, jak być produktywni ale kiedyś prócz tego ludzie zdobywali też wiedzę na temat tego jak żyć, co jest w życiu ważne. Oczywiście każdy zainteresowany wybierał swoją szkołę filozofii ale ludzie byli świadomi tego że coś takiego jest.
To co tu opisałeś to w sumie stoicka perspektywa filozofii życia - pamiętaj że kiedyś umrzesz, myśl codziennie o tym jakbyś jutro miał nie wstać, jakbyś mógł wszystko stracić i przez to doceniaj wszystko co masz. Wiem że tutaj wjeżdża od razu mem Homera łkającego na krawężniku po tym gdy ktoś mówi mu by żył tak jakby każdy dzień był jego ostatnim ale ma to sens. Perspektywa kruchości swojej jak i rzeczy/ludzi otaczających Cie dookoła zupełnie zmienia podejście do życia, sprawia że myślisz o tym co jest ważne.
Jeżeli kogokolwiek tą wypowiedzią zainteresowałem to serdecznie polecam książkę `Sztuka życia według stoików
` Piotra Stankiewicza. To świetne wprowadzenie do filozofii stoicyzmu i myślę że warto się z nią zapoznać. Nawet jeżeli nie masz zamiaru praktykować filozofii w życiu codziennym to nadal świetna lektura która zmusza do refleksji nad tym po co właściwe stąpa się po ziemi.
w niedziele wieczorem kupiłem prom zapakowałem Kobitę i dzieciaki i w poniedziałek rano już bylem we Francji a wieczorem przy Bawarii, wyjazd spontan miałem remontować mieszkanie ale stwierdziłem że pi⁎⁎⁎⁎le to
@evilonep z jednej strony spoko, z drugiej pamiętaj że nie każdy jest w pozycji żeby pieprznąć wszystko i jechać w bieszczady, np. wybiera między nadgodzinami a bezdomnością i taki wyjazd na Hel i zwolnienie z roboty może się tragicznie skończyć. Cytat ma sens jak ludzie nie mają problemu z pieniędzmi.
5 miesiąc za mną na siłowni. To była jedna z lepszych decyzji ostatnich lat. Drugie miejsce zajmuje kupno robota sprzątającego xD.
Od samego początku progres jest liniowy, praktycznie z tygodnia na tydzień zwiększam obciążenie. W barach coraz szerzej. Sylwetka nabiera spoko kształtów. Robię se foty co tydzień i widzę zmiany. Fajnie jest patrzeć jak przychodzą świeżaki, dla których podciągnięcie się to coś niemożliwego, bo sam tak miałem, a teraz to sobie latam. Większość z nich pojawia się 2-3 razy i tyle było ich widać. Ja nie odpuściłem, choć na początku nie czułem się tam szczególnie komfortowo. Teraz to już na luzie. Wbijam, zbijam pione z ludźmi, krótka rozgrzewka i cisnę poważne ciężary. Do tego siłownia bardzo znacząco wpływa na mój nastrój i samopoczucie. Czuję się po prostu lepiej, a w ostatnim czasie potrzebuję tego bardziej. Waga rośnie zgodnie z planem, jeszcze 2 albo 3 tygodnie mam zwiększoną podaż kalorii. Potem redukcja i odsłonięcie tego nad czym tyle miesięcy pracowałem. Pod niewielkim już sadłem na brzuchu czuć kratę, na zimę powinno być już ją widać. Dobrze, że kończą się upały, naprawdę źle je znoszę. Wręcz fatalnie.
Pod wpisem z zeszłego miesiąca ktoś mi się tam zesrał w komentarzu, więc informuję, że traktuję swoje wpisy tutaj po części jak swój blog, do którego wracam po czasie.
@evilonep u mnie też leci jakoś 5 miesiąc. Na leg press robię po 100kg w serii, w przysiadzie 60, a na klate 35 i to z gryfem. Dziwne uczucie kiedy rękami mam problem z założeniem ciężaru do ćwiczenia nóg XD
Jeszcze dziwniejszym uczuciem jest podbić do kogoś mając taki staż, i powiedzieć mu że chyba źle robi ćwiczenie, i za każdym razem boje sie że zrobie z siebie debila przed gościem xD Raz zwróciłem uwagę gościowi że robi przeprost kolan przy przysiadzie, a raz że gość wygina strasznie plecy w martwym ciągu (a dokładniej tą część kręgosłupa na wysokości klatki piersiowej, ale pod szyją).