Zdjęcie w tle

damw

GURU
  • 1484wpisów
  • 5289komentarzy

Firmy inwestują ogromne pieniądze w biura pełne zieleni, kawiarni i stref relaksu, ale pracownicy wciąż wolą zostać w domu. Przymusowe powroty rodzą frustrację i obniżają zaangażowanie. Bo dla wielu zatrudnionych problemem nie jest jakość biura — tylko brak wpływu na to, jak i gdzie pracują.


Analiza McKinsey z lutego 2025 r. podkreśla konieczność transformacji przestrzeni biurowych, by skutecznie odpowiadały na zmieniające się potrzeby pracodawców i pracowników. Powierzchnie przyszłości będą mniejsze, lecz staranniej zaprojektowane, z jasno określonym celem: wspieraniem kreatywności, współpracy i rozwoju kompetencji. Nowoczesne miejsca pracy mają być centrami wymiany wiedzy i budowania relacji, nastawionymi na wartościowe interakcje.


Eksperci prognozują, że do 2030 r. w wielu miastach zapotrzebowanie na tradycyjne przestrzenie biurowe może spaść nawet o 13 proc. w porównaniu z 2019. Firmy coraz częściej inwestują w cyfrowe rozwiązania usprawniające współpracę – od systemów zarządzania przestrzenią, po inteligentne narzędzia poprawiające komfort pracy. Coraz większe znaczenie ma także zrównoważone podejście do projektowania wnętrz. Biura powinny zapewniać wysoką jakość powietrza, dostęp do naturalnego światła i elementy zieleni.


Samo ściągnięcie ludzi do biura nie sprawi, że nagle zaczną lepiej współpracować, czy będą bardziej efektywni. Liczy się przede wszystkim to, jak firma organizuje pracę zespołu i ile swobody daje pracownikom. Brooke Weddle, Senior Partner w McKinsey, podkreśla: — nie chodzi o to, gdzie siedzimy, ale jak wspieramy kreatywność i współpracę w zespołach.


Mimo to firmy masowo wzywają pracowników z powrotem. Bryan Hancock z McKinsey przytacza wymowne liczby: w 2024 r. już 68 proc. badanych pracowało głównie z biura, podczas gdy rok wcześniej było to tylko 35 proc. Pracodawcy wierzą, że biuro to serce kultury organizacyjnej i najlepsze miejsce na budowanie relacji. Szefowie liczą, że fizyczna obecność zespołu pomoże odbudować więzi i usprawnić wymianę informacji.


Podobnie wygląda to w Polsce. Według danych Grant Thornton z grudnia 2024 r., przybyło firm wymagających pracy wyłącznie z biura — ich odsetek wzrósł z 23 proc. do 37 proc. w zaledwie rok.


Niechęć do powrotu do siedziby firmy wynika przede wszystkim z potrzeby elastyczności, ciszy i kontroli nad własnym czasem. Wielu pracowników skarży się, że otwarte przestrzenie biurowe utrudniają koncentrację, co negatywnie wpływa na ich produktywność.


Dla osób łączących obowiązki zawodowe z opieką nad dziećmi lub innymi członkami rodziny powrót do biura oznacza dodatkowy stres i konieczność przeorganizowania całego dnia. Kolejną przeszkodą są dłuższe dojazdy, które pochłaniają czas przeznaczony dotąd na odpoczynek lub życie prywatne.


A Wy jak na to patrzycie? Jakie macie zdanie? Praca z biura, hybryda, czy full remote? I czy ktoś z Was uprawia coffee badging?

Ciekawym zjawiskiem, które zyskuje na popularności, jest tzw. coffee badging – praktyka, w której pracownicy pojawiają się w biurze na krótki czas, odbijają kartę, wypijają kawę z kolegami i wracają do pracy zdalnej. Według badań Slack z końca 2024 r., aż 29 proc. pracowników hybrydowych przyznaje się do takiego zachowania.


https://businessinsider.com.pl/praca/powrot-do-biur-wyzwanie-czy-koniecznosc/538dwgp


#pracbaza #praca

@damw praca zdalna to najtańszy benefit pozapłacowy jaki można zaoferować. Także ten, jak uda nam się spotkać raz na miesiąc w biurze, to jest sukces.

Tylko praca zdalna i taką też mam. Mam też kolegę, który musi być 3 dni w biurze w tygodniu i właśnie odbija się, wchodzi na godzinę na kawę i wraca. Fika tak od dawna ale chronią go bardzo dobre warunki wypowiedzenia umowy przez pracodawcę.

Zaloguj się aby komentować

To nie fantastyka naukowa. Planeta oświetlana blaskiem aż trzech gwiazd istnieje naprawdę (no dobra, jest bardzo duża szansa, że istnieje, ale jeszcze tego nie potwierdzono na 100%), i to całkiem niedaleko nas. Astronomowie donoszą o niezwykłym odkryciu, które pokazuje, że wszystko jest możliwe.


Astronomowie donoszą o odkryciu planety krążącej wokół aż trzech gwiazd. Planeta Tatooine z Gwiezdnych Wojen krążyła wokół dwóch, a jak może wyglądać skupisko aż trzech gwiazd?! Naukowcy opublikowali grafikę i animację, dzięki którym możemy zobaczyć taką sytuację na własne oczy. Układ wygląda fenomenalnie.


Chodzi o GW Orionis, czyli hierarchiczny system potrójnej gwiazdy typu T Tauri przed sekwencją główną. Obiekty znajdują się 1300 lat świetlnych od Ziemi. To bardzo mała odległość, jak na warunki kosmiczne. Najnowsze obserwacje z Europejskiego Obserwatorium Południowego i ALMA wykryły niestabilności grawitacyjne gwiazd i dysk protoplanetarny w układzie GW Orionis.


Chociaż istnienie planet nie zostało jeszcze potwierdzone na 100 procent, to jednak jest to tylko formalność, bo zgromadzone dane jak najbardziej na to wskazują. Dotychczas nie udało nam się odkryć tak intrygującej formacji we Wszechświecie.


Jeśli byśmy znaleźli się na jednej z planet tego układu, to moglibyśmy zobaczyć na nieboskłonie trzy gwiazdy. Dwie z nich w tangu, a trzecią okrążającą je po bliskiej orbicie. Niestety, naukowcy przyznali, że dwie gwiazdy dla nas zlewałyby się w jedną, ale z odpowiednim filtrem na oczach moglibyśmy zobaczyć trzy. Tak czy inaczej, trzeba przyznać, że byłby to widok zapierający dech w piersi.


GW Orionis związany jest z obszarem formowania gwiazd Lambda Orionis i wyróżnia się swoją niezwykłą strukturą, w szczególności rozległym dyskiem protoplanetarnym otaczającym wszystkie trzy gwiazdy. Ten dysk, w przeciwieństwie do płaskich dysków typowych dla wielu innych układów gwiezdnych, jest zdeformowany i podzielony na wyraźne, nachylone pierścienie pyłowe, co czyni GW Orionis obiektem wyjątkowym.


GW Orionis A i B tworzą ciasną parę spektroskopową, krążąc wokół siebie w odległości ok. 1 jednostki astronomicznej z okresem orbitalnym około 241 dni, natomiast GW Orionis C okrąża tę parę w odległości ok. 8 jednostek astronomicznych, z okresem ok. 11,5 roku. Dysk protoplanetarny rozciąga się na setki jednostek astronomicznych, a jego pyłowa część ma promień ok. 400 j.a., tymczasem gazowa sięga nawet 1300 j.a.


Naukowcy podejrzewają, że w luce między pierścieniami, ok. 100 j.a. od centrum, może istnieć planeta, być może o masie porównywalnej do Jowisza, która dodatkowo wpływa na kształt dysku. Jeśli ta hipoteza się potwierdzi, byłby to pierwszy znany przypadek planety krążącej wokół trzech gwiazd jednocześnie.


https://www.youtube.com/watch?v=SEDKd1z0YwA


https://geekweek.interia.pl/kosmos/news-planeta-ktora-krazy-wokol-az-trzech-slonc-tak-wyglada-swiat,nId,21320825


#ciekawostki #astronomia #kosmos

Czyli tak jak w serii "Wspomnienie o przeszłości Ziemi". Dobre książki, autor to taki chiński odpowiednik Andy'iego Weira, serial już gorszy ale mimo wszystko daje radę.

Zaloguj się aby komentować

Unia Europejska odpowiada na nowe amerykańskie taryfy na stal i aluminium. Bruksela planuje nałożenie ceł na amerykańskie towary o wartości 26 mld euro — informuje Bloomberg. Pierwszy etap ma zacząć obowiązywać od kwietnia, choć KE zapewnia, że jest gotowa do negocjacji z USA.


Komisja Europejska, organ wykonawczy UE, stwierdziła w oświadczeniu, że podejmie "szybkie i proporcjonalne" działania. Oświadczenie UE pojawiło się kilka godzin po tym, jak administracja USA nałożyła 25 proc. cła na import stali i aluminium w ramach ogromnej eskalacji wojny handlowej między dwoma długoletnimi sojusznikami.


"Unia Europejska to inny przypadek. Oni nas wykorzystują w inny sposób (...) Nie przyjmują naszych samochodów, nie przyjmują właściwie naszych produktów rolnych, z wielu różnych powodów. A my wszystko przyjmujemy i mamy deficyt (handlowy) na 300 mld z Unią Europejską" — uzasadniał pod koniec lutego prezydent USA.


Dla Europy nowe taryfy, które weszły w życie w nocy z wtorku na środę, byłyby prawie czterokrotnie większe niż podobne cła nałożone podczas pierwszej kadencji Trumpa, kiedy to Stany Zjednoczone były celem eksportu metali bloku o wartości prawie 7 mld dol., powołując się na obawy dotyczące bezpieczeństwa narodowego.


Unia Europejska musi działać, aby chronić konsumentów i przedsiębiorstwa. Środki zaradcze, które dziś podejmujemy, są silne, ale proporcjonalne — stwierdziła szefowa KE Ursula von der Leyen.


Jak dodaje, ponieważ Stany Zjednoczone stosują cła o wartości 28 mld dol., UE odpowie środkami zaradczymi o wartości 26 mld euro. — Odpowiada to zakresowi gospodarczemu amerykańskich ceł. Nasze środki zaradcze zostaną wprowadzone w dwóch etapach. Począwszy od 1 kwietnia i w pełni od 13 kwietnia. W międzyczasie zawsze pozostaniemy otwarci na negocjacje — powiedziała szefowa KE.


https://businessinsider.com.pl/gospodarka/ue-odpowiada-trumpowi-naklada-cla-odwetowe-na-usa/164mc2f


#wiadomosciswiat #usa #uniaeuropejska

Nie chcemy aut bo to w większości gruzy? Jedzenia bo jest nafaszerowane antybiotykami i nawozami? No szok i niedowierzanie... Jak zaczną produkować coś faktycznie jakościowego to przecież każdy będzie chciał kupić

Zaloguj się aby komentować

Ostatnio to mam łeb do interesów - parafrazując klasyka - może myśleć Elon Musk.


Przez pchanie się w politykę wartość jego spółek leci na łeb, na szyję, klienci rezygnują z kontaktów na Starlinka, a w tym samym momencie akcje konkurenta Starlinka rosną bardzo ładnie.


Akcje francuskiego operatora satelitarnego Eutelsat tylko w ciągu ostatniego tygodnia wystrzeliły w górę o 390 procent. Przyczynił się do tego sam Elon Musk, który zasugerował, że Ukraina może stracić dostęp do należącej do niego sieci Starlink.


Eutelsat wystrzelił na giełdzie. Giełdowy rajd Eutelsatu rozpoczął się w ubiegły wtorek, gdy walory firmy na paryskim parkiecie zdrożały aż 77 proc., w środę było to już 120 proc., a tydzień francuska spółka zakończyła z oszałamiającym wynikiem +387 proc. W tym tygodniu Eutelsat również rośnie, choć nieco wolniej. W poniedziałek akcje zdrożały o kolejne 22 proc., a we wtorek (stan na 11:40) o 8 proc. i są obecnie wyceniane na 8 euro.


Doniesienia dotyczące możliwości odcięcia Ukrainy od Starlinków pojawiły się już w lutym. To wówczas w unijnych kuluarach omawiano pomysł zastąpienia tego systemu alternatywnym rozwiązaniem - najlepiej europejskim.


Musk jeszcze bardziej podgrzał atmosferę w niedzielę, kiedy to napisał na platformie X, że Starlink to "kręgosłup armii ukraińskiej", a gdyby wyłączył system to "zawaliłaby się cała linia frontu". Na jego wpis zareagował szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski. "Starlinki dla Ukrainy są opłacane przez polskie Ministerstwo Cyfryzacji kosztem ok. 50 mln dolarów rocznie". Dodał, że Polska będzie musiała poszukać nowego dostawcy łączności dla ukraińskiej armii, jeśli SpaceX Muska "okaże się niewiarygodnym dostawcą". Musk w odpowiedzi napisał: "Bądź cicho, mały człowieczku. Płacisz niewielki ułamek kosztów. I nie ma zamiennika dla Starlinka". W kolejnym wpisie zapewnił, że "bez względu na to, jak bardzo się nie zgadza z polityką Ukrainy, Starlink nigdy nie wyłączy terminali"


No cóż, kij temu odklejeńcowi w nery. Życzymy mu jeszcze wielu takich wywiadów jak ten ostatni dla Fox, gdzie nie był w stanie odpowiadać na pytania tylko wzdychał i się zapowietrzał.


https://next.gazeta.pl/next/7,151243,31758830,europejski-rywal-starlinka-bije-rekordy-na-gieldzie-czy-zastapi.html


#wiadomosciswiat #europa #musk #dobrewiesci #francja

@damw To też było niezłe.

In a significant business development, Mexican billionaire Carlos Slim has decided to cancel his collaboration with Elon Musk’s Starlink. The decision comes after a series of tensions between the two magnates, culminating in Slim’s choice to invest in his own infrastructure rather than relying on Starlink’s satellite technology


Elon Musk shared a post on his social network stating that Slim could have ties to criminal groups, and five minutes later, Carlos Slim canceled all business collaborations with Starlink in Latin America, which made Musk lose 7 billion US dollars.


https://mexicodailypost.com/2025/02/24/carlos-slim-orders-to-cancel-his-collaboration-with-elon-musks-starlink/


Wspaniały negocjator!

@ZygoteNeverborn

, and five minutes later

to akurat jest bardzo możliwe ale takich rzeczy się nie mówi publicznie. nie wobec osoby z którą robisz grube pieniądze.

@damw wszystko fajnie, tylko jak wejdę na ich stronę to polskie tłumaczenie leży, a sprawdzenie cen I prędkości internetu to chyba wyczyn

@Hakamairi i masz odpowiedź, dlaczego Starlink miał większość rynku dotychczas - konkurencja się nawet nie starała walczyć. Oby to się zmieniło.

Zaloguj się aby komentować

No dobra, to odpaliłem ostatnie wyzwanie na dzisiaj i zobaczymy czy moje dzisiejsze spamowanko "zażarło" na tyle, żeby do jutra rano było wyzwanie skończone


#gownowpis

@bori nie powiem, bo nie chcę uprawiać żebroplusy Spamowałem przecież komentarzami oraz wpisami, żeby mogło lecieć "po równo" na te 2 kategorie

Zaloguj się aby komentować

Kuźwa, fajne to. Szkoda, że ten MOC "nie jest ubrany w " czerwony kolor, no ale to wersja Miami Vice, więc nic się z tym już nie da zrobić xD


When we think of Ferrari, one color often springs to mind - the bright and striking Rosso Corsa, or "Racing Red". The exact number of Testarossas that were produced in each color is unknown, but it is for sure that the Ferrari Testarossa, one of the most iconic models from the Italian automaker, was also produced in a variety of other colors other than the Rosso Corsa. 

Produced between 1984 and 1996, Ferrari created around 10,000 Testarossas. While the company didn't officially release a detailed breakdown of production numbers by color, its iconic red hue was the default choice for many buyers, who saw it as synonymous with the brand's racing heritage.

However, Testarossa was also available in other color ranges like Giallo (yellow), Bianco (white), Nero (Black), Grigio Metallizzato (Silver Gray), and many more. One of the rarest colors for the Testarossa is a bright yellow. This vibrant color, also a classic Ferrari shade, was a less common choice for the Testarossa but offers a unique twist on the typical Ferrari image.


https://rebrickable.com/mocs/MOC-211672/firefabric/testarossa-miami-vice/#details


Tutaj: https://www.exoticcartrader.com/blog/ferrari-testarossa moża sobie jeszcze poczytać o tym modelu.


#lego #ferrari

38c47f0e-9eb3-46b4-8bf4-841e1fad778e
db5e3cbd-9fa2-4f8d-9972-306e66968750

Zaloguj się aby komentować

Kolej Dużych Prędkości zakłada, że pociągi w Polsce pojadą nawet z prędkością ponad 300 km/h. Tymczasem na razie nie ma składów, które jadą 200 km/h. Ministerstwo Infrastruktury nie pozostawia w tej kwestii złudzeń. Tak szybkie połączenia do końca tej dekady mogą stać się realne na niewielu trasach.


Zacznijmy do tego, że obecnie w Polsce są prowadzone liczne prace w ramach Krajowego Programu Kolejowego. PKP PLK modernizuje różne trasy, co ma pozwolić na szybsze przejazdy pociągów. Najczęściej dotyczy to prędkości do 160 km/h. Coraz częściej mówi się jednak o składach, które pojadą z 200 km/h lub więcej. Debata w tej sprawie pojawiła się nawet w Sejmie.


Głos w tej sprawie zabrał wiceminister infrastruktury, Piotr Malepszak i wyjaśnił, że do 2030 r. pociągi w Polsce będą mogły jeździć z prędkością 200 km/h i większą tylko w przypadku CMK (Centralnej Magistrali Kolejowej). Według PKP PLK stanie się to też możliwe na odcinku trasy Warszawa - Białystok i linii 202. Co z większymi prędkościami? To zadanie należy do CPK.


Projekty 250+ to są projekty CPK. My nie przewidujemy, aby na istniejącej infrastrukturze uzyskiwać prędkość ponad 200 km. Wyjątek to Rail Baltica na odcinku Ełk – Suwałki, który jest projektowany do 250 km/h

powiedział wiceminister infrastruktury Piotr Malepszak.


Szybsze połączenia będą dostępne w ramach projektów CPK. W przypadku linii kolejowych ważną rolę odegra tzw. Y, który połączy cztery z pięciu największych miast w Polsce. Budowa ma odbywać się etapami do przyszłej dekady, ale na pocieszenie jest fakt, że gotowe odcinki trasy mają być oddawane do użytku jeszcze przed ukończeniem całej inwestycji.


No szkoda kurde myśli człowiek. Jednak szybki transport między miastami w PL mocno by ułatwił wielu ludziom życie... A trzeba będzie znów czekać kilkanaście lat na skończone prace (jeśli się uda je faktycznei dociągnąć do końca), a samych pociągów mogących jechać z taką prędkością też chyba za wiele nie ma. Pendolino raptem a i to nie do końca, bo kojarzę, że były do 200-250 (jakoś tak) certyfikowane.


https://geekweek.interia.pl/technologia/news-szybkie-pociagi-w-polsce-ministerstwo-infrastruktury-zabralo,nId,21320738


#wiadomoscipolska #polska #pociagi #transport #cpk

Problemem nie są składy tylko infrastruktura i za każdym razie przy CPK o tym pisałem.

Trasa Warszawa-Gdańsk jedna z nowszych, budowana 10 lat na Euro i zakończona 4 lata po Euro pozwala jechać maks 200 i to nie wszędzie.

Nikt zdrowy nie będzie przerabiał infrastruktury nowej bo to nie tylko torowisko, ale znowu perony itd.

@zuchtomek


pozwala jechać maks 200


Na kliku odcinkach zaledwie. Zasadniczo po trwającej 10 lat modernizacji osiągnięto czasy przejazdów z przełomu lat 80/90.


Do 200+ potrzeba de facto nowych linii o dostosowanym profilu łuków, nachyleniach, kątach rozjazdów, systemie sterowania ruchem, etc.


Ja to już raczej tych KDP u nas nie dożyję.


@binarna_mlockarnia technicznie z 3kV pojedziesz 250, tylko jest to ekonomicznie nieopłacalne i nieefektywne. Stąd wszyscy jeżdżą na 25kV AC najczęściej.

Zaloguj się aby komentować

Ehhh, dużo tych dymisji ostatnio. Ciekawe, kogo tym razem będą chcieli wsadzić (bo o kompetencje tej osoby się nie musimy martwić prawda? PRAWDA?)


Minister rozwoju Krzysztof Paszyk odwołał we wtorek Grzegorza Wrochnę ze stanowiska prezesa POLSA - poinformowało MRiT. Rzeczniczka resortu Małgorzata Dzieciniak powiedziała PAP, że przyczyną odwołania było nieprawidłowe wykonywanie zadań przez prezesa agencji.


"Przyczyną odwołania prezesa Polskiej Agencji Kosmicznej Grzegorza Wrochny są nieprawidłowości w wykonywaniu zadań związanych z kierowaniem agencją" - powiedziała PAP rzeczniczka resortu Małgorzata Dzieciniak. Dodała, że w "ministerstwie trwa rozpatrywanie kandydatur na nowego szefa POLSA" i resort będzie informować o procedurze związanej z powołaniem.


20 lutego 2025 r. minister rozwoju wezwał prezesa Polskiej Agencji Kosmicznej do złożenia wyjaśnień ws. nieprawidłowości w informowaniu o niekontrolowanym wejściu w atmosferę członu rakiety Falcon 9. Argumentowano wówczas, że raporty POLSA nie sygnalizowały poziomu ryzyka.


Paszyk zobowiązał potem prezesa Agencji do "natychmiastowej weryfikacji i zmiany stosowanych dotychczas przez Agencję procedur powiadamiania". Chodzi m.in. o sposób "dystrybucji oraz oceny możliwości wystąpienia incydentów, a także ich późniejszej aktualizacji". MRiT stwierdziło, że raporty sytuacyjne POLSA, "w żaden sposób nie odbiegały od wcześniej przesyłanych i nie sygnalizowały poziomu ryzyka możliwości wystąpienia incydentu".


Według MRiT przekazywane przez POLSA informacje "nie odzwierciedlały oceny sytuacji wynikającej z przesłanych przez Agencję raportów i mogły wprowadzić opinię publiczną w błąd".


https://www.pap.pl/aktualnosci/odwolano-prezesa-polskiej-agencji-kosmicznej


#polityka #wiadomoscipolska

Zaloguj się aby komentować

Parlament Europejski w Strasburgu uchylił immunitet europosłowi PiS Adamowi Bielanowi. Chodzi o oskarżenie wytoczone przeciw politykowi przez Przemysława Wiplera z Konfederacji. Poseł oskarża Bielana o pomówienie związane z zaangażowaniem jego firmy w aferę wokół Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBiR).


Z prywatnym aktem oskarżenia wobec Adama Bielana wystąpił Przemysław Wipler. Poseł Konfederacji uznał za zniesławiające wypowiedzi eurodeputowanego PiS o tym, że firma FiveRand, której jest współwłaścicielem, była zamieszana w aferę związaną z NCBiR. Chodzi o defraudację dotacji opiewających na sumę 178 mln euro (ok. 750 mln zł).


Eurodeputowany PiS został w styczniu wysłuchany w tej sprawie przez komisję do spraw prawnych w Parlamencie Europejskim. Utrzymywał wówczas, że to próba nękania politycznego. Z kolei w 2023 r. na antenie RMF FM stwierdził, że kluczowa dla zrozumienia tego, co działo się w NCBiR, jest działalność firmy FiveRand, zwanej w branży — jak stwierdził — "rzeźnikami z Nowogrodzkiej". Polityk PiS dodał, że przedsiębiorstwo "jest znane z czarnego PR-u i lobbingu".


https://wiadomosci.onet.pl/swiat/adam-bielan-bez-immunitetu-decyzja-parlamentu-europejskiego/1fpl25f


#polityka #wiadomoscipolska #bekazpisu

Zaloguj się aby komentować

Hmmm może się niedługo okazać, że Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik znów będą się ubierać w ubranka w paski.


Nadużywanie uprawnień, polityczne naciski na służby i wytwarzanie dokumentów na podstawie fałszywych informacji – takie zarzuty wobec Mariusza Kamińskiego, Macieja Wąsika, funkcjonariuszy ABW oraz Szefa Urzędu ds. Cudzoziemców z czasów PiS pojawiły się w zawiadomieniu złożonym przez Ludmiłę Kozłowską z Fundacji Otwarty Dialog. Śledztwo w tej sprawie wszczęła Prokuratura Okręgowa w Warszawie. — Liczę na to, że prokuratura odsłoni kulisy fabrykowania tajnych dokumentów i postawi zarzuty sprawcom — mówi Onetowi Kozłowska.


W sobotę Wirtualna Polska jako pierwsza poinformowała, że prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień przez byłego ministra koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego, jego zastępcy Macieja Wąsika oraz funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Urzędu do Spraw Cudzoziemców.


Pełnomocnik szefowej Fundacji Otwarty Dialog zarzuca funkcjonariuszom ABW, że z inspiracji swoich szefów – czyli Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika – wytwarzali od 2018 r. dokumenty zawierające nieprawdziwe informacje, które miały wskazywać na to, że Kozłowska stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa.


Następnie ABW nadawało tym dokumentom klauzulę "ściśle tajne" i przekazywało je do Urzędu ds. Cudzoziemców, który na tej podstawie nie wpisał, a następnie utrzymywał Kozłowską na liście osób niepożądanych na terenie Polski. Co więcej, dane Ludmiły Kozłowskiej zostały umieszczone na liście uniemożliwiającej jej poruszanie się w strefie Schengen.


W zawiadomieniu złożonym w prokuraturze pełnomocnik szefowej Fundacji Otwarty Dialog zwrócił uwagę, że sądy administracyjne wydały łącznie sześć wyroków, w których uznawały wpisanie Kozłowskiej na listę osób niepożądanych za bezpodstawną.

Sądy podkreślały w swoich uzasadnieniach, że informacje zawarte w dokumentach niejawnych są bardzo ogólnikowe, a Urząd ds. Cudzoziemców opiera się na niewystarczających danych do tego, aby taką decyzję podejmować.


"Organ nie przeprowadził właściwej oceny. Wnioski, które wymienił, nie wypływają w sposób racjonalny z materiału dowodowego, który w tej sprawie zebrano" – czytamy w uzasadnieniu (jednym z sześciu) Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego z kwietnia 2019 r.


Jednak po każdym kolejnym wyroku Urząd ds. Cudzoziemców otrzymywał następne niejawne dokumenty z ABW, które miały obciążać Kozłowską. Dzięki temu ignorowano orzeczenia sądów i utrzymywano szefową Fundacji Otwarty Dialog na "na czarnej liście".


— Sądy za każdym razem wskazywały, że decyzje Szefa Urzędu ds. Cudzoziemców nie mają żadnych podstaw, ale po ich uchyleniu kierowały sprawy do ponownego rozpatrzenia. To była furtka, która pozwalała na pozyskiwanie lipnych materiałów z ABW, które utajniano, żebyśmy nie mieli do nich wglądu. Za szóstym razem sąd stracił cierpliwość, a podejście organu zmieniło się dopiero po zmianie władzy – mówi w rozmowie z Onetem Bartosz Kramek z Fundacji Otwarty Dialog, prywatnie mąż Ludmiły Kozłowskiej.


— Rozumiem jeszcze gdyby faktycznie były jakiegoś rodzaju wątpliwości merytoryczne i stałoby się to raz, czy dwa. Ale szef urzędu sześciokrotnie wydawał negatywne decyzje, mimo wyraźnych wytycznych ze strony sądów! – dodaje.


— Nie może być tak, że centralny organ administracji rządowej zachowuje się jak pacynka w rękach służb specjalnych, nie weryfikuje informacji i ich źródeł, tylko bezkrytycznie przyjmuje każdą bzdurę, która zostanie mu podsunięta. Sąd jasno wskazał, że szef urzędu musiał dokonać samodzielnej oceny, choć oczywiście rozumiem, że nie takie były oczekiwania ówczesnego szefa MSWiA — zaznacza Kramek.


Więcej można przeczytać tutaj:


https://wiadomosci.onet.pl/kraj/kaminski-i-wasik-odpowiedza-za-dzialania-wobec-kozlowskiej-fabrykowali-dokumenty/bmkv89t


#polityka #polska #bekazpisu

Zaloguj się aby komentować

Według anonimowych południowokoreańskich urzędników Polska może podpisać umowę na kolejne czołgi K2 już w kwietniu – donosi agencja Yonhap News. Cena tego kontraktu wskazuje, że zawiera już spolonizowanie czołgów, jak i ustanowienie ich produkcji w Polsce.


Od podpisania 27 lipca 2022 roku umowy wykonawczej na 180 czołgów K2GF z południowokoreańską firmą Hyundai Rotem, w oczekiwaniu jest drugi kontrakt na kolejne maszyny. W nim zawarta ma być kolejna partia 180 czołgów oraz 81 wozów zabezpieczenia technicznego z prawdopodobnym pakietem szkoleniowym, oraz logistycznym. Jednak jeszcze ważniejsze jest spolonizowanie kolejnych czołgów K2 i zmodernizowanie ich do wersji PL, jak i zapewnienie produkcji w Polsce.


Jak donosi agencja informacyjna Yonhap News Agency na bazie wypowiedzi anonimowych urzędników południowokoreańskiego rządu, druga umowa wykonawcza na czołgi K2 dla Polski ma zostać podpisana najwcześniej w kwietniu. Opiewać ma na 6,2 mld dolarów.


6,2 mld dolarów to prawie dwukrotność kosztu pierwszej umowy wykonawczej na czołgi K2 dla Polski (3,37 mld dolarów), która zawierała też pakiet szkoleniowy i logistyczny. Oznacza to, że przy potwierdzeniu założeń mediów obok samych maszyn nowy kontrakt powinien zawierać polonizację czołgów K2 oraz prawdopodobnie transfer technologii i rozwój do ustanowienia ich produkcji w Polsce. Warto dodać, że jak wskazał wiceminister obrony narodowej Paweł Bejda w połowie lutego w rozmowie z dziennikarzem Defence 24 Jędrzejem Grafem, Korea Południowa wydysponowała dla Polski kredyt sięgający 5 mld dolarów do wykorzystania właśnie do drugiej umowy wykonawczej na czołgi K2.


W ramach umowy ramowej z 2022 roku na czołgi K2 dla Polski założeniem było zmodernizowanie ich do specjalnej wersji przystosowanej do naszych warunków, oznaczonej właśnie PL. Polonizacja K2 ma zakładać wprowadzenie dużej części komponentów polskiej produkcji. Według dostępnych informacji K2PL ma posiadać m.in. wzmocnienie opancerzenia, najprawdopodobniej w burtach wieży i kadłuba. Elementem wzmocnienia ochrony czołgów K2PL może być opracowany przez Wojskowy Instytut Techniczny Uzbrojenia pancerz reaktywny Pangolin, stanowiący następcę podobnego pancerza ERAWA z czołgów PT-91 Twardy. Jak podaje Wojsko Polskie elementem modernizacji K2 do standardu PL ma być doposażenie w system obserwacji dookólnej, aktywny system ochrony pojazdów ASOP, oraz karabin 12,7 mm WKM.


W ramach tej samej umowy ramowej na czołgi K2 Polska może pozyskać aż 1000 tych maszyn. Pierwszych 180 miało być w wersji GF (Gap-Filler), czyli w konfiguracji dla sił zbrojnych Republiki Korei. To właśnie są czołgi K2 zakupione w pierwszej umowie wykonawczej, które znajdują się obecnie na stanie Wojska Polskiego. Jednak według umowy ramowej 820 czołgów ma być wersjami PL. 320 z nich powstałyby w zakładach w Korei, a 500 w Polsce po transferze odpowiedniej technologii. Ostatecznie wszystkie czołgi K2 w Wojsku Polskim miałyby zostać podniesione do wersji PL.


Jak więc widać, sprawa kolejnych czołgów K2 dla Polski przybrała formę niekończącej się opowieści. Pojawiające się co chwila przecieki o jak najszybszym podpisaniu umowy lub trudnościach w negocjacjach przypominają wręcz grę pomiędzy stronami, która ma zostać pokazana opinii publicznej. Stąd całą otoczkę wokół drugiej umowy na czołgi K2 można traktować z przymrużeniem oka. Wręcz można pokusić się o stwierdzenie, że na ten moment nikt dokładnie nie wie, kiedy druga umowa na czołgi K2 dla Polski zostanie podpisana.


Liczyć trzeba, że strona polska utrzyma negocjacje, prowadząc je w racjonalną stronę. Najgorszą opcją jest bowiem zarzucenie publicznej opinii, że K2PL na ten moment jest za drogi i chcąc utrzymać modernizację naszej broni pancernej trzeba dokupić w kolejnej umowie partię kolejnych czołgów K2GF, bez ustanowienia kwestii zapowiadanej polonizacji i produkcji.


https://geekweek.interia.pl/militaria/news-czolgi-k2-w-wersji-made-in-poland-umowa-w-kwietniu,nId,21320599


#wiadomoscipolska #wiadomosciswiat #wojsko #czolgi

@100mph fajnie by było, gdyby się to udało. Ale będzie to strasznie ciężkie do wykonania biorąc pod uwagę, że kraje europejskie wolą kupować Leopardy z okresem dostarczenia za kilka-kilkanaście lat:

https://defence24.pl/przemysl/szwecja-kupuje-batalion-leopardow-2a8


Rząd Szwecji zawarł umowę z koncernem KNDS, postanawiając zakupić batalion czołgów Leopard 2A8, batalion ten liczy 44 maszyny

Koszt zakupu to około 22 mld koron szwedzkich, natomiast terminy dostaw to lata 2028-2031, a więc od 2025 do zakończenia dostaw Szwedzi poczekają 6 lat

6 lat, a 44 sztuki. Przecież ta produkcja to "homeopatczna/craftowa" chyba jest...

A gdyby ktoś chciał kupić 500-800 czołgów to w 2150 je dostanie dopiero?

Zaloguj się aby komentować

Rosyjska inwazja na Ukrainę zwiększyła napięcia, które narastały od kilka lat pomiędzy krajem rządzonym przez Władimira Putina a Zachodem. Pojawiają się liczne głosy o potencjalnym ataku na inne kraje. Eksperci uważają, że jednym z najbardziej zagrożonych obszarów są państwa bałtyckie, które mogą zostać odcięte od lądowej pomocy przez szybkie działania w przesmyku suwalskim, które połączą Obwój Królewiecki z Rosją przez Białoruś.


NATO, czyli Organizacja Traktatu Północnoatlantyckiego zrzesza 32 państwa Ameryki Północnej i Europy (wyjątkiem jest Turcja, która w większości położona jest w Azji), których celem jest zwiększenie bezpieczeństwa militarnego.


Choć w ogólnym zarysie mówi się o ogólnych zagrożeniach, to chyba dla nikogo nie zostaje tajemnicą, że obecnie głównym „podejrzanym” jest Rosja. Władimir Putin, który rządzi krajem, widocznie nie może się pogodzić z rozpadem potęgi, jaką było ZSRR i chce zachować wpływy w pozostałych dawnych republikach radzieckich. Białoruś jest jednym z największych sprzymierzeńców Rosji. W przypadku Ukrainy Putin za wszelką cenę chce odzyskać kontrolę nad wschodnią częścią kraju, która ma być lądowym połączeniem z Krymem, zaś zachodnia co najwyżej może stać się obszarem neutralnym. Ale są trzy państwa, które mocniej się wyłamały.


Chodzi oczywiście o Litwę, Łotwę i Estonię, trzy byłe republiki radzieckie, które po rozpadzie ZSRR zwróciły się w kierunku Zachodu i ostatecznie przystąpiły do NATO. Ten krok geopolitycznie niejako odciął rosyjską eksklawę - Obwód Kaliningradzki. Mamy więc niezwykle wąski, zaledwie 104-kilometrowy odcinek, który łączy Europejski, stosunkowo zwarty obszar NATO z krajami bałtyckimi, zwany przesmykiem suwalskim. Uważany jest za jeden z ze strategicznych punktów na mapie.


Według Amerykanów przesmyk suwalski jest jednym z punktów zapalnych w Europie. Scenariusze potencjalnego konfliktu na linii Rosja-NATO wskazują to miejsce, jako jeden z pierwszych celów, który umożliwi utworzenie lądowego połączenia z Obwodem Królewieckim, a jednocześnie odetnie Litwę, Łotwę i Estonią od lądowej pomocy innych państw członkowskich. Jedyne połączenie będzie wówczas możliwe przez Morze Bałtyckie.


Często przytacza się rosyjsko-białoruskie ćwiczenia Zapad 2017. Według oficjalnych informacji wzięło w nich udział do 13 tys. żołnierzy (ponad 10 tys. Białoruskich, pozostali to Rosjanie), nieoficjalnie mówi się o nawet 100 tys., którzy kryci scenariuszem ataku fikcyjnego państwa mieli de facto ćwiczyć z myślą o potencjalnym ataku na NATO, w tym przesmyk suwalski.


Przeglądając wikipedię, można znaleźć cel ćwiczeń Zapad 2017:

Szkolenie praktyczne w zakresie zagadnień zabezpieczenia technicznego obiektów na wyznaczonych odcinkach dróg wojskowych, ewakuacji, naprawy i odbudowy niesprawnego sprzętu i uzbrojenia, rozwijania magistrali polowej, a także rejonów masowego tankowania sprzętu.


https://geekweek.interia.pl/bezpieczenstwo/news-przesmyk-suwalski-najslabszy-punkt-nato-tu-moze-uderzyc-rosj,nId,21320595


#polska #geografia #bezpieczenstwo

Zaloguj się aby komentować

@boogie pewnie nie, ale całe życie przyzwyczajony do życia do góry nogami, i potem jedzie na północną półkulę i ma problem

Zaloguj się aby komentować