W sumie tak z ciekawości zapytam. Ponieważ 2 lata temu u sąsiada był pożar a jako, że mieszkam w szeregówce to nam elewacji też trochę zjadło i nie było za ciekawie. Już wtedy miałem gaśnicę w domu, ale pożar był już na takim etapie że nie miało to sensu. Macie coś u siebie w razie czego?
Obecnie do nowo budowanego domu kupiłem już drugą 6kg. Mam nadzieję, że nigdy się nie przyda. Chociaż z poprzednią miałem to samo.
@Tomekku fajny gadżet mi się udało kupić za 40euro u helmuta. Na początku nie wiedziałem dlaczego mi tak wyrywa ta maszynę jak próbuje rezać deskę i po jakimś czasie szwagier przyszedł i powiedział mi że jestem pie⁎⁎⁎⁎⁎iety i że tym się jedzie z lewej do prawej
Naszła mnie rozkimna z rana. W końcu człowiek ma wolne to może roztrząsać problemy obecnego świata. "Kozy z nosa" skąd to się wzięło. Sprawdzam na necie i jakiejś specjalnego wywodu nie ma, choć ktoś też miał rozkmine na ten temat z którą w sumie mogę się zgodzić.
1. Istnieje (a bardziej: istniała) w języku skłonność do nazywania rzeczy od gatunków zwierząt. No bo zwierząt jest spora różnorodność -- jedne duże, inne małe; jedne szybkie, inne wolne, itd., itp.
2. Jaka jest koza (zwierzę)? Co ją charakteryzuje -- rzeczy jasna, z punktu widzenia człowieka i codziennego z nią kontaktu (w dawnych czasach). Nooo, że jest niezbyt wielka i że... cuchnie :).
Mam wrażenie, że na tym polega rozwiązanie zagadki :). Oczywiście, współczesne standardy higieny są takie, że zwykle staramy się nos wydmuchiwać, gdy tylko zalega nam w nim większa ilość wydzieliny. Tym niemniej, każdy z nas na pewno miał nieraz okazję doświadczyć tego, że wnętrze naszego własnego nosa wcale nie jest bezwonne, szczególnie jeśli akurat przechodzimy katar.
Wystarczy teraz przenieść się wyobraźnią do czasów, gdy ludzie w większości pracowali na wolnym powietrzu, gdzie kurz, chłód i niemożność pozbycia się ładunku gromadzącego się w nosie (bo np. ręce brudne, a mimo daleko idącej tolerancji w tych sprawach, nie każdy rodzaj brudu ludzie byli od razu gotowi pchać sobie do nosa :D) prowadziły do jego kumulacji i dalszej obróbki przez bakterie, by zrozumieć, że ten zapach mógł często nabierać sporej intensywności.
"Kozy z nosa" to potoczne określenie zaschniętej wydzieliny nosowej (śluzu). Nazwa ta wzięła się z językowego żartu opartego na kojarzeniu twardych grudek z małymi, twardymi bobkami (jakie zostawiają prawdziwe kozy), a także z faktu, że aby je wydobyć, często wykonuje się ruchy przypominające "bodzenie" palcem.
@Xavy przy tego typu opisach zawsze mam mimo wszystko średnie zaufanie. Pewno na jakiejś wsi ktoś coś komuś powiedział z powodu X i poszło w świat. Ale co miał na myśli tego nie będzie wiedział nikt. Z tymi bobkami I porównaniem do kozy to średnio się zgodzę. Chyba że już takie ulepione, a to już post mortem
Książka jest przyjemna w odbiorze. Osobom, które nie znają tej tematyki, może otworzyć okno na świat map i stojących za nimi mechanizmów. Stanowi ona mieszankę kartografii oraz matematyki (co sugeruje już sam tytuł). Dla czytelników lepiej zorientowanych w zagadnieniu treść może okazać się jednak nieco nudna. Dużym minusem są niestety częste dygresje niezwiązane z tematem, takie jak wątki o prześladowaniu czarnoskórych w USA czy wywody o winach białego człowieka. To mocno popsuło mi ogólny odbiór. Liczyłem na zdecydowanie bardziej naukowe i neutralne podejście.
@Harpersy niestety ale tak. I to mnie dosyć odrzuciło. W sensie co i rusz odniesienia że kobiety to miały wtedy tak źle. I mężczyzni to w ogóle ich nie słuchali. Ale ogólnie to zasługa kobiet. No i czarni w stanach przy wyborach i szkołach są dyskryminowani. Tak, wiem że są. Ale to nie książka na ten temat droga autorko.