A już miałem nadzieję, że się pozbierała ostatnio. I jeszcze super mecz zaczęła, a tu coś takiego...
No nic, teraz trzymam kciuki za Osakę. Ale też ciężko.
Nie będę ukrywać, że to co najbardziej mnie interesowało w tym dokumencie to tenisowa rywalizacja Martiny Navratilovej i Chris Evert. Ich walka z rakiem była mi mniej ciekawa - ale no tak się stało, że na starość wieloletnie przyjaciółki mają podobne problemy.
Myślę, że ten film pokazał, że ta rywalizacja już całkiem podniosła poziom zainteresowania żeńskim tenisem. Billie Jean King wspomina na początku, że po "kobiecej" rewolucji pod koniec lat 70. żeński tenis po prostu potrzebował kolejnego wagonika by wjechać na właściwe tory - czyli gwiazd.
A nic tak nie tworzy gwiazd jak uroda, wyniki, ciekawy background i na koniec solidna rywalizacja ciągnąca się przez ponad dekadę. I to wszystko zapewniły te dwie tenisistki - Chris, urocza młodziutka Amerykanka, która trzaskała wszystko jak leciało, Martina - uciekinierka z komunistycznego kraju, która dopiero po czasie doskoczyła do poziomu Chris i wtedy właśnie ruszyła rywalizacyjna maszyna.
Panie od początku były dobrymi koleżankami, ale presja na wyniki często zaburzała ową relację. Na emeryturze już mogły spokojnie zaprzyjaźnić się na staro i nowo - do dziś są podawane jako przykład zarówno zaciekłej rywalizacji jak i wielkiej przyjaźni poza kortem.
Ostatnio widziałem kilka art o tym ze Iga dzięki triumfie w Toronto odblokowała nowe osiągnięcie i mocniej zapełniła pasek postępu, który jest już blisko końca. Do przejścia gry zostaje jej w zasadzie AUSTRALIAN, Wuhan i Dubaj.
Ja bym ewentualnie dodał do tego jeszcze Guadalajare ale ona tam nie startowała i obecnie jest to 500 a nie 1000.
Magda Fręch bawi sie w trochę innej lidze, ale wczorajszej nocy również odblokowała pewne osiągnięcie.
Otóż pokonała pewnego Bossa gry. Dość potężnego, bo Iga sobie z nim nie radzi.
Iga ma obecnie z tym bossem bilans 0-6 a Magda 1 do 2
Hej. Jeśli kibicujesz polskiemu tenisowi to wypada wspomnieć że jedna z polek właśnie osiągnęła życiowy sukces wygrywając dziś swój pierwszy większy turniej. Ale o kogo chodzi?
O naszą obecnie 6 rakietę WTA, 25 letnią Martynę Kubkę.
Dziś wygrała turniej rangi 75 ITF dzięki czemu awansowała o 27 miejsc i po raz pierwszy w karierze przekroczyła granice 200 miejsca w rankingu WTA, obecnie plasując sie na 194 pozycji.
Szkoda słów. Jest jak jest. Skoro Idze to pasuje to niech gra. Mnie wyleczyła z oczekiwań kiedy sama powiedziała "low expectations". No to mam co do niej low expectations... I tyle. Szkoda, bo talent pokoleniowy nie ma skalę Polski, tylko na skalę świata
@4pietrowydrapaczchmur ciezko sie ostatnio Ige oglada. W kilka minut poziom skupienia leci na leb. Latwy pierwszy set, wrecz spacerek, bo Townsend pomagala duzo, ale w drugim rywalka nie zaczela grac lepiej, tylko Iga o wiele gorzej... Pozniej nerwy, bo trzeba znowu sie wykopywac z tarapatow... Cieszy tylko, ze trzeci set wygrany dla odmiany po ostatnich przygodach
@onlystat absolutnie nie da się jej oglądać, Iga w losowym (najczęściej na początku 2 seta) momencie zjeżdża z poziomem bez żadnego powodu i nagle gra jak zawodniczka z poziomu poniżej top100. W pierwszym secie miała 4 niewymuszone błędy, w całym drugim secie 16 niewymuszonych, zaś w samym pierwszym gemie trzeciego seta miała 9 niewymuszonych (na 11 zdobytych piłek przez Townsend!) - tak się nie da grać przeciwko nikomu z czołówki światowego tenisa
Aha, no ale oczywiście, taki dołek to wina całego świata, a nie samej Igi, czemu bardzo wyraźnie daje za każdym razie znać
Pewnie trzeba będzie zmieniać znowu trenera. Troche przykro sie to ogląda jgdy cały swiat mówi że problem Igi siedzi w głowie a osoba teoretycznie odpowiedzialna za ten obszar jest nie do ruszenia w sztabie ¯\_(ツ)_/¯
5:3 w 3 secie dla IGI. Btw. tak patrzę Iga jest dobrze zbudowana, Townsend wygląda jakby od poczęcia chodziła na siłownię. Z kolei Maja wygląda jakby o siłowni tylko słyszała.
W 1929 roku René Lacoste, francuski tenisista, wymyślił własną koszulkę. Grając w 1926 roku w turnieju US Open założył po raz pierwszy białą koszulkę z krótkimi rękawami, szytą z francuskiej bawełny. Była ona całkowitą odmianą od panującej ówcześnie mody tenisowej. Rok później amerykańska prasa nazwała Rene „the Alligator” (ang. aligator) z powodu noszonej przez niego teczki ze skóry aligatora. Przezwisko to spodobało się publiczności, dobrze bowiem opisywało zawziętość Lacoste’a na korcie tenisowym. Sportowiec poprosił swojego przyjaciela o narysowanie krokodyla, którego następnie wyhaftował na zakładanych sportowych koszulkach[2].