
Ragnarokk
- 1939wpisów
- 16292komentarzy



Zaloguj się aby komentować
Dziś krótki wpis dla fanów #trypofobia
Cylindrowiec białawy ma bardzo charakterystyczny wygląd białych cylindrów. Nie jestem pewny, ale zgaduję że od tego wzięła się jego nazwa. Każdy jeden z owych cylindrów nie ma nawet 1mm, w średnicy zaś około 0.2mm. Więc jest tak mały jak Twoje szanse na zostanie miliarderem jeśli nic nie odziedziczyłeś po starych. Występuje na każdym kontynencie, w Polsce ani częsty, ani też jakiś skrajnie rzadki. Tyle że mały, to można nie zwrócić uwagi. Rośnie na zmurszałym drewnie i powoduje jego zgniliznę.
Podobieństwo do hatifnatów zapewne przypadkowe, ale kto jeden wie co jest natchnieniem tych Finów.
#grzyby #fungi






Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Mamo, chcę mieć sztuczny kominek w lesie
Mamy sztuczny kominek w lesie
Pięknorogi to rodzina grzybów, który każdy z was zapewne widział. Są bardzo dobrze widoczne, zaś bez znaczenia jako grzyby niejadalne, więc jak już wyrosną to sobie rosną. Najbardziej znanym gatunkiem z tej rodziny jest Pięknoróg Największy, ale dziś będzie o jego kuzynie, Pięknorogu Szydłowatym (nie mylić z byłą panią premier, on nigdy nie spowodował swoją kolumną wypadku na biednym studenci a jego syn ksiądz nie zaciążył z 16-letnią podopieczną). Różni się on od tego Największego, że rośnie jako pojedynczy "płomyk", nie rozgałęzia się u większych osobników. Jest też, jak można zgadywać, mniejszy. Czyli ma jakieś 1 - 1.5cm max, a często mniej. Kolor ma gdzieś pomiędzy żółtym i pomarańczowym - jak wszystkie Pięknorogi.
Rośnie pospolicie na martwym drewnie drzew liściastych (szczególnie dębów), występuje cały rok ale głównie gdy jest cieplej. Praktycznie zawsze w mnmiejszej bądź większej grupie. Występuje na całym świecie. Jak już wyżej pisałem - niejadalny.
#grzyby #fungi






Zaloguj się aby komentować
Przedwczoraj rozjebała się przenośna klawiatura, wczoraj na badaniach w szpitalu wyszły ch⁎⁎⁎we wyniki, dziś rozjebał się samochód.
Po bardzo dobrych kilku pierwszych dniach roku rzeczywistość postanowiła jednak, by mnie wyprostować xD
#zalesie

Zacząłem się poważnie zastanawiać czy iść dziś na łyżwy
@GrindFaterAnona pojadę jutro całą rodziną, jak coś będzie miał kto zbierać mnie
Zaloguj się aby komentować
Follow up wpisu o wczorajszych fajerwerkach.
Zgdanijcie, czy dzis na ulicy widziałem śmieci po tych ku⁎⁎⁎ch je⁎⁎⁎⁎ch?
#gownowpis

Zaloguj się aby komentować
Osobie która dziś, tydzień po sylwestrze, odpaliła fajerwerki i mnie przy okazji obudziła życzę, by ktoś kiedyś mu odpalił petardę w odbycie
K⁎⁎wy jebane.
#gownowpis

@Ragnarokk może ktoś wyszedł z więzienia albo dostawa koksu przyjechała
Zaloguj się aby komentować
Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie? Dziś po miesiącu z górką przerwy przedstawiamy nowego grzybka. Grzybka, którego raczej w Polsce nie znajdziecie, bo w całej historii były tylko dwa potwierdzone przypadki jego spoktania, choć szanse wzrastają nieznacznie wraz podnoszeniem się temperatur. Szczudłówka piaskowa jest grzybem o wyjątkowo długiej nóżce - dojrzałe egzemplarze mają od 10 do ponad 30cm (wy koledzy macie bliżej 10cm, tak dla porównania. I nie jest to porównanie całkowicie nie na temat - łacińska nazwa grzyba ma człon "phalloides. Nie znam co prawda łaciny, ale na tyle to rozumiem). Na końcu tego długiego trzonu znajduje się dość niewielki kapelusz w piaskowym kolorze i luźnym miązszu - stąd zapewne nazwa grzyba.
Choc znaleźć go w teorii można w wielu rejonach i różnych kontynentach, to nigdzie nie jest popularny. Spotkac go można w krajach o klimacie suchym, na glebach piaszczystych, głównie na pustyniach i półpustyniach. Jest grzybem niejadalnym, choć ponoć na Cyprze je się w formie czarciego jaja.
#grzyby #fungi






Zaloguj się aby komentować
Piękne imię xD Właśnie wygrał turniej w Białymstoku
https://en.wikipedia.org/wiki/Giga_Quparadze
#heheszki #szachy

Zaloguj się aby komentować
21 + 1 = 22
Tytuł: Czeluśc
Autor: Anna Kańtoch
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo: Powergraph
Format: książka papierowa
Ocena: 9/10
Do książek Anny Kańtoch znanej jako Anneke sięgam zawsze. Trochę z tego powodu, że znam ją osobiście, ale głównie dlatego, że bardzo lubię jej ksiązki. Zacznę od tego, że to co ona pisze jest na pograniczu fantastyki i kryminału - zaczęła swój dorobek od czystej fantasy, ale później poszła bardziej w stronę kryminałów - fantastyka jest jednak dużo mniejszą niszą, a jak ktoś chce żyć z pisania książek to musi mieć czytalników. Ale nie oznacza to, że unika elementów fantasy w swoich dziełach. Czeluść jest własnie na to przykładem - ciężko ocenić czy bardziej to ksiązka typu thrillera, czy fantasy, Początkowo zaczyna się dość normalnie, jednak z czasem zaczynamy się zastanawiać, czy aby na pewno.
Główną bohaterką jest kobieta przed sześćdziesiątką, która 40 lat wcześniej przeżyła jakąś historię z rówieśnikami w kamieniołomie. Ale co tam się w zasadzie wydarzyło? Kto tam w ogóle był? Czy to że nie wiadomo jest rezultatem tego, że nie pamięta, czy że wcale się to nie wydarzyło. I czemu nie ma pojecia kto tam był, dlaczego i z kim? Bohaterka próbuje odtworzyć tamte wydarzenia, ale powoli zatraca się w tym, co jest sprawą okłamującej ją pamięci, a co jest tylko odbiciem księżyca na powierzchni czeluści.
Zakończenie jest dość zagmatwane - do tego stopnia że przy pierwszej wysylce ponoć Powergraph wysyłał kopertę z wytłumaczeniem. Dość niecodzienna rzecz. Sam wydaje mi się, że zrozumiałem clue całej fabuły, ale niektórych aspektów dalej nie rozgryzłem. Ale dobrze mi z tym.
Sama książka jak na autorkę przystało pisze bardzo dobrym jeżykiem, klimat jest świetny, sama fabuła rozwija się ciekawie, choć czasem zaskakująco.
Jest to chyba moja ulubiona książka Anneke obok Niepełni - bardzo mi się podoba jej styl w tego typu książkach, bo w czystych kryminałach, choć wciąż dobra, to jednak fabuła nieco niedochodzi pod koniec.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki


Zaloguj się aby komentować
17 + 1 = 18
Tytuł: Schronisko, które przestało istnieć
Autor: Sławomir Gortych
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Format: książka papierowa
Ocena: 6/10
Trochę świątecznej przerwy od pracy, troche przerwy od Hejto i innych czasomarnowaczy, to udało mi się poczytać kilka książek co leżą w backlogu (jest jeszcze kilkadziesiąt, więc szybko nie zejdzie). Na początek zacząłem od rzeczy raczej lekkich, więc kryminałów
Schronisko jest książką, która dość przebojem wbiła się w rynek, szybko powstały dwa kolejne tomy, autor choć to jego debiut stał się popularny w swojej kategorii, zdobywa też dobre oceny. Ale mojego serca jakoś nie zdobył.
Zacznę od tego, że nie lubię kryminałów, gdzie wątek jest uzależniony od czysto losowych wydarzeń. Koleś wsiada do pociągu i absolutnym przypadkiem wpada na laskę, z którą romansował naście lat temu, która też przypadkiem jedzie w tym samym kierunku i w ogóle jest w temacie. Ok, takie rzeczy czasem się zdarzają. Ale potem liczba przypadków takich rośnie, bo na tym jednym się nie kończy, tutaj spotkanie z przypadkowym kelnerem co okazuje się że znał aktorów wydarzeń, tu jakieś widokówki. I tak samo wszystko głównemu bohaterowi się udaje pomimo tego że w zasadzie nie powinno - jakby za każdym razem rzucał 20 kostkę k20 w RPG. Koleś przyjeżdża w góry wiedząc w zasadzie nic, po trzech chyba dniach wszystko rozplanowane, w Karkonoszach biega jakby się w nich urodził i zna wszystko o wszystkim, jeździ sam terenówką po zaśnieżonych górach, a przy okazji w międzyczasie udaje mu się jeszcze ze⁎⁎⁎ąć koleżankę z pociągu nie robiąc w zasadzie niczego w tym kierunku. Aczkolwiek nie pamiętam, czy w opisie jego postaci było coś o żuchwie.
Sam wątek kryminalny jest też dość płytki a główne rewelacje człowiek w większości bardzo szybko wyłapuje zanim książka tam go zaprowadzi. Trochę nielogicznie też jest prowadzony - na początku długi wstęp z historią z Hauptmannem i Hanke, z którego w zasadzie wynika tyle, że jest skrzynia i że być może ukrywa w jakimś szybie. I jeszcze ten koleś nieznany z imienia, który przyjechał z Niemiec by ten skarb znaleźć - ta historia absolutnie niczego by nie straciła, jakby ten bohater nie istniał.
Ale by nie było, że tylko krytykuje, bo jednak ocena na niewielki plus - bardzo fajny język, jest klimat i ogólnie temat z tych bardzo ciekawych. Widać też, że odrobił pracę domową z historii tych ziem (sam pochodzi z rejonu, no ale jedna rzecz pochodzić, druga znać historię). I szczerze jestem w kwestii fabuły dość wyrozumiały - bardzo mało książek kryminalnych w tej kwestii mnie satysfakcjonuje.
Czy przeczytam kolejne dwie? Na razie dodałem do koszyka, waham się czy kliknąć guzik. Backlog jest spory, ale z drugiej strony to o rejonach które uwielbiam i bardzo dobrze znam. No i książka była jego debiutem, może się wyrobi w kwestii fabuły
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki


Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Wodnicha Późna (po lewej) i zmutowana Wodnicha Późna. Zmutowane grzyby są fascynujące. Trochę przypomina Złotoborowika mlodego
#grzyby #niemoje


Zaloguj się aby komentować
Trochę mi się przejadł temat #grzyby ale zdjęcie takie ładne że szkoda ominąć


Zaloguj się aby komentować
Rozdroże Kruków.
Przeczytałem, mimo iż nie miałem zbyt wysokich oczekiwań. Jest trochę lepsza niż się spodziewałem, jest lepsza niż Sezon Burz. Moim zdaniem. Teraz kreski, za nimi będą spoilery. Więc czytacie dalej na własną odpowiedzialność
#ksiazki #sapkowski #wiedzmin
--------------------------------------------
Bardzo dobrze wybrany jest moment historii. Młody Geralt który jeszcze niewiele wie o byciu Wiedźminem. Wszystko do tego w cieniu wydarzeń w Kaer Morhen. Lata duuużo przed wydarzeniami z Cyklu, więc nie psują w zasadzie niczego w historii. Lokacja też która była dość nieobecna w poprzednich książkach, czyli Kaedwen. Tutaj nie mam uwag, naprawdę czas i miejsce historii dobrze wybrane. I jeszcze jako rozszerzenie historii Monstrum czyli Wiedżmina opisanie.
Sama fabuła jest taka se. Od początku czuć, że kręci się wokół wydarzeń tego roku 1194 i że taka jest główna motywacja tego Proctora "Proktologa" Holta (tragiczny wybór imienia, moim zdaniem, acz pierdoła, więc dla zabawy w myślach dodałem ów przydomek). Fabuła jednak mocno rozlazła, mnóstwo jakichś miniwątków bez większego znaczenia dla fabuły, wątek z Romeo i Julią i Hipopotamami wyjątkowo słaby. Bohaterowie też tacy se - Geralt ziomal z pierwszego rozdziału to mocne WTF, Holt to taki generyczny bohater na emeryturze, ci wszyscy inni bohaterowie też mocno bezimienni i przede wszystkim było ich za dużo i zachowują się zbyt głupio. Dziwny też wybór, że postaci których zabicie jest końcem książki to jakieś zbiry co poznajemy w 3/4 ksiązki dopiero. I ten czarodziej, co jest niby kluczem całej imprezy (też sztampowy do bólu) i poznajemy go na pięć minut. Geralt chwile z nim gada, odchodzi, wraca bo coś podsłuchał. Geralt go zabija. Bo wiadomo, potężni czarownicy doszli do swojej pozycji bo byle frajer może ich podczas drzemki za⁎⁎⁎ać.
Nowe potwory też totalnie niepotrzebne. Szczególnie że to takie, o których słówka nie było w innych książkach (choć może w Sezonie Burz były, tą część raz czytałem)
Czuć klimat innych książek Panżeja. Miejscami czyta się naprawdę dobrze, miejscami nieco gorzej. Jako osobna książka randomowego autora byłaby naprawdę solidna. No ale Panżej nie jest radnomowym autorem, a książka kosztuje 65zł w miękkiej okładce.
Przeczytałem na raz, a ostatnio rzadko mi się tak z książkami zdarza. Ale nie jest to bliskie poziomu, jak Panżej prezentował w swych najlepszych latach.


Uwaga, spoiler!
--------------------------------------------
Zgadzam się z wyborem imienia, choć niby tam było napisane że wrócił do swojego prawdziwego. Ale swoje prawdziwe miał ch⁎⁎⁎we. Na dodatek kolejne białe włosy u wiedźmina - tanie to. Jak pojawiał się pierwszy raz, to myślałem że Geralt z przyszłości przybył. Ogólnie mam te same spostrzeżenia - wątki myślałem, że nie zepną, a jak się spięły to ta końcówka wyglądała jak szkic niż jak powieść. tak jakby deadline się zbliżał. Chociaż przyznam, że motyw z potworem napotkanym na wyspie po drodze sprawił, że parsknąłem śmiechem. Mimo wszystko cieszę się, że trochę więcej dołożył do świata i do wydarzeń. I mimo wszystko dobrze się to czyta. AS umi opowiadać i opisywać na pozór zwykłe wydarzenia w ciekawy sposób. Dla mnie ta książka była po prostu za krótka. Jakby dołożyć z 150 stron to wszystko zyskałoby głębię. No i miałem nadzieję, że jednak odwiedzimy znów Kaer Morhen. Żeby tylko raz na tyle książek?
Ja w nieco ponad 24h się uporałem, bo nie mogłem przysiąść porządnie a doszła tez późno.

@Ragnarokk zgadzam się. Najgorzej, że AS twierdzi, że nadal coś pisze, więc mógł to na prawdę jakoś rozbudować a tak to dostaniemy takie hermetyczne historie i bez zazębiania się fabuł.
A jeszcze co do tych imion to ja mam wrażenie, że AS sobie postawił na celu żeby żadnego z nich nie dało się wymówić.
Zaloguj się aby komentować