Odkąd w życiu pojawiły się bombelki, #zmianaczasu straciła jakiekolwiek plusy dodatnie. Nie dość że rozpierdolony został porządek dnia, a raczej wstawania i zasypiania- jako dorosły człowiek to się szybko przestawię, ale jako rodzic to już trochę trudniej...
To jeszcze k⁎⁎wa o 16 robi się ciemno. Jak ja mam teraz cokolwiek na podwórku po robocie ogarnąć
Tak, wystalkowałem typa bo dwa razy jak to auto stało chujowo zaparkowane pod szpitalem, to widziałem go na oddziale i od razu pomyślałem, że wygląda na właściciela xD
Generalnie to w ZUK poszli w stronę nauk mistrzów RCB.
Zapisałem się na smsowy "newsletter", żebym info o skażeniu w wodze/przerwach w dostawie nie musiał szukać na facebooku. Nigdy nie dostałem żadnego alertu, poza potwierdzeniem zapisania się :v
I generalnie ogłoszenia o awariach/planowanych przerwach nie pokrywają się kompletnie z prawdziwymi przerwami. Czasem jak woda z kranu kapie a nie leci to sprawdzam fb ZUKu i o ile o aktualnej awarii info brak, to za to dowiaduję się, że trzy, pięć i 10 dni temu nie miałem wody przez pół dnia. Podobno, bo nic takiego nie zauważałem
Obraz dnia dzisiejszego przedstawia Galatykę spiralną znaną Meathook (hak rzeźnicki), a oficjalniej: PGC 21373, NGC 2442 lub NGC 2443. A dlaczego aż dwa numerki w katalogu NGC?
Ano pierwszy chłop co skierował w tę stronę teleskop (John Herschel) dostrzegł "dwa obiekty typu mgławicowego, pomiędzy którymi znajduje się gwiazda" - w tamtych czasach nie było czegoś takiego jak galaktyka (więc ramion galaktycznych też nie było).
Teraz już wiemy, że to galaktyka spiralna z poprzeczką, i że znajduje się w gwiazdozbiorze Ryby Latającej (niebo południowe). I że jest to galaktyka z aktywnym jądrem. Zawiera nieprzepuszczające światła pasma pyłu, niebieskie gromady młodych gwiazd oraz czerwonawe obszary gwiazdotwórcze otaczające jądro galaktyki, świecące żółtawym światłem starej populacji gwiazd (i stąd też numer w katalogu PGC)
Nie wiemy natomiast, czemu jest tak bardzo zniekształcona. Jeżeli doszło do jakiejś kosmicznej kolizji, to jej sprawca uciekł z zasięgu naszego wzroku i pozostaje niewykrywalny.
Autorzy: Lukasz Remkowicz i Marzena Rogozińska - pewnie Państwo tego nie przeczytają, ale szczere gratulacje!
Co tu dużo tłumaczyć - ubiegłoroczny deszcz perseidów 12/13.08.2024 spod Śnieżnika. A że fotografowie to profesjonaliści, to i Drogę Mleczną pięknie widać. A w niej mgławice: Kalifornia, Serce, Dusza, dwie jakieś których nazw nie pamiętam a nie chce mi się sprawdzać, Ameryka Południowa i Pelikan. A że zeszły rok pod tym względem był szalony, to i zorza polarna przyszła w odwiedziny do południowej Polski. Czego chcieć więcej? Międzynarodowa sława i uznanie też jest, i to od dawna :v
@Oczk bardzo śliczne foto. Ciekawi mnie, że wszystkie perseidy zdają się wychodzić z jednego miejsca. Nie wiem, czy to akurat perspektywa, aczkolwiek dziwi mnie że nie ma jakiegoś skierowanego w drugą stronę, tzn. po lewej stronie idą w lewo, po prawej w prawo, ale nie ma jakiegoś zabłąkańca który zmierza wprost "do środka".
Drugie zdjęcie pochodzi z autorskiego opisu z astrobin, to nie ja go generowałem z pomocą AI
Mamy tutaj fragment nieba z okolic gwiazdozbioru Cefeusza, przedstawiający dwie ciekawe mgławice:
LDN 1089 to ciemna mgławica, oddalona o około 800-1000 l.ś. od nas. Te gęste chmury gazu i pyłu, przysłaniające nam gwiazdy "z tyłu", mogą stać się w przyszłości gwiezdnymi żłobkami - wystarczy trochę popychu od wybuchu supernowej w okolicy (albo w ogóle wiatru kosmicznego) i proces zacieśniania się chmur pod wpływem grawitacji przyspieszy. A miejsce ciemnej mgławicy zajmie jakaś jaśniejsza
Drugim obiektem, tym czerwonym, jest mgławica emisyjna Sh2-130. Oddalona ok 1900 l.ś., doszła już do tego etapu, gdzie w środku formują się nowe gwiazdy, rozświetlające, rozgrzewające i jonizujące okolicę. Kolor czerwony jest emitowany przez zjonizowany wodór, którego klasycznie jest najwięcej w takich mgławicach, i Wszechświecie ogólnie.
A dodatkowo możemy zobaczyć w tle całkiem sporo pięknych galaktyk.
Śliczny kadr, ale mogliby go obrócić do zdjęcia xD
Dzisiejszy apod przedstawia nam kosmiczną kolizję galaktyk NGC 4038 oraz NGC 4039, znanych pod wspólnym numerem Arp 244 jako Galaktyki Czułki (bądź Anteny). Około miliarda lat temu, dwie galaktyki spiralne z poprzeczką (czyli takie w typie Drogi Mlecznej) zaczęły na siebie wpadać. Takie zamieszanie spowodowało zagęszczenie się chmur kosmicznego gazu i doprowadziło do powstania milionów nowych gwiazd. Kilka z nich już nawet zdążyło wybuchnąć jako supernowe: do tej pory zaobserwowano ich 5 w latach:
1921 (przez samego Edwina Hubble'a i Johna Charlesa Duncana)
1974
2004
2007
2013
Proces łączenia jąder w jedno ma potrwać jeszcze ok 400 milionów lat. Kupa czasu i niby wiele się jeszcze może zdarzyć, ale grawitacji nie oszukasz. Dorzucam też zdjęcie wykonane przez teleskop Hubbla w 1997 roku, na którym najjaśniejsze obszary galaktyk tworzą kształt kosmicznego serca.
Bardzo się cieszę, kiedy szukam rozwiązania jakiegoś problemu w google i wyskakuje mi link do #elektroda . Staje mi wtedy przed oczami załączony mem i wiem od razu, że nic się nie dowiem, ale co się pośmieję to moje xD
Nie inaczej było dzisiaj: cywilizacja dotarła do mojej okolicy, mogę podłączyć sobie światłowód (!!!), tylko najpierw jeszcze trzeba wybrać router (oferowany przez dostawcę nie jest zły, ale trochę przepłacony). A że kompletnie nie w temacie jestem, to sobie szukam jaki router będzie odpowiedni.
No i cały na biało wjeżdża on, temat na elektrodzie:
Jaki router do domu x metrów, podłączone będą telefony, tv, smart dom i 6 kamer wifi?
Odpowiedzi przewidywalnie na temat:
WiFi to kiepskie medium do ciężkich zadań. Powinieneś to co się da podłączyć po kablu. Błędem było także kupowanie kamer z WiFi
Trzeba było też dopytać o kluczowe informacje, których zabrakło w poście:
Jakie to są dokładnie kamery?
Co doprowadziło do owocnej dyskusji:
Niezależnie od tego jakie są (jaki mają wpływ na obciążenia WiFi) to zupełnie nie rozumiem takich wyborów. Każda kamera WiFi potrzebuje zasilania więc i tak potrzebny jest "kabel" - mnie łatwiej i bezpieczniej byłoby podciągnąć skrętkę i zasilić kamerę niskim napięciem po skrętce niż bawić się w konstrukcje hermetyczne i 230V.
Szybko też udało się zwietrzyć kłamstwo OPa:
Gniazdka masz u góry, na zewnątrz i akurat w pobliżu gdzie ma być kamera ? 6 kamer ? Widocznie miałeś bardzo przewidującego elektryka
Wybacz... albo nie montujesz kamer albo wymyśliłeś to na poczekaniu.
OP w końcu sam sobie odpowiedział na temat:
Chciałbym choć trochę poprawić domowe wifi dlatego myślałem nad kupieniem Asus RT-AX57
Z czym nie wszyscy eksperci musieli się zgodzić,:
W moim przekonaniu to zamiatanie problemu pod dywan.
Koniec końców trafił się ktoś normalny, kto odpisał opowi że wspomniany router da radę, a jak nie to kupi drugi i wtedy pobawi się z kablami. OP napisał że kupił i jest zadowolony. Eksperci chyba obrażeni bo już nie komentowali dalej xD
Jak elektrody nie lubie za elityzm, tak co jest złego w tym wątku?
Wifi jest generalnie słabe jeśli jest duzy ruch niezależnie od routera i dobrze mu odradzali kamery po wifi zamiast prostrzego rozwiązania na PoE jeśli te kamery ciagle streamują obraz.
Z kamerami wifi jest jak z bez kluczykowymi autami. Byle amator może kupić zabawkę do zagłuszania kamer. W USA jest to bardzo popularne. Ja będę miał kamery po kablu a w każdym pokoju gniazdko sieciowe. Wifi np. przy podłogówce to słaby pomysł bo ekranuje konkretnie.
To zielone to nie ptak, nie samolot, nie Green Lantern, a jakiś randomowy perseid który wbił się w kadr przy foceniu galaktyki w Andromedzie. Ta aż się wywróciła z zaskoczenia.
A tak naprawdę to jest to prawdziwe położenie Andromedy względem ziemskiego obserwatora - mocnym teleskopem (albo bardzo dużymi oczami) zobaczylibyście ją dokładnie w takiej pozie. Ale zwyczajowo na zdjęciach odwraca się ją "do góry nogami" (zdefiniuj nogi galaktyki), bo wygląda wtedy ładniej, i paradoksalnie, naturalniej.
Jak patrzę na ten kadr to jakieś OCD mi się załącza, no nie mogę aż ciarek dostaję xD Ale meteor piękny, jeden z tych co świetnie je widać gołym okiem.
Obyśmy w tym roku mogli takich oglądać jak najwięcej!
Oczywiście ani to pilne odkrycie (bo co może być pilnego w zauważeniu gwiazdy istniejącej od setek tysięcy lat), ani sensacyjne, bo hipotezy o towarzyszu "ręki al-Dżawzy" istniały już od blisko stu lat. A sam news z 23.07, na Uranii opublikowany 2.08, no ale ja się dowiedziałem właśnie teraz. Wy jeszcze później :v
Betelgeza to najbliższy nam czerwony olbrzym i chyba najbardziej rozpoznawalny, zarówno z racji na widoczność i umiejscowienie w pięknym gwiazdozbiorze nieba zimowego, Orionie, jak i na regularne SZOKUJĄCE artykuły w mediach nawet głównego nutru, jakoby miała zaraz wziąć i wybuchnąć do supernowej. Takie artykuły zawsze na czasie, bo kosmiczne 'zaraz' to od 0 do 1 000 000 lat.
No i wiadomym było od dawna, że jasność Betelgezy się zmienia w czasie. Potem zaczęło być wiadomym, że zmienia się dwuokresowo, co 400 dni oraz co 6 lat. Zmiany jasności w okresie głównym (400dni) przypisywano niestabilności i pulsacji samej gwiazdy, która a to puchnie (a skoro się powiększa, to i świeci większą powierzchnią) a to się kurczy. Ale zmiana jasności co 6 lat była dalej niewyjaśniona. No i zaczęto spekulować o jakimś towarzyszu, który zasłania nam widoki.
Ale dostrzec tego tajemniczego betaorbitera nie szło, nawet z pomocą Hubbla i jego teleskopu.
Od października 2019 do lutego 2020 jasność gwiazdy spadła aż o 40%, by powrócić do swojego normalnego stanu dopiero w 2023 roku. Plot twist: sprawcą był duży obłok materii wyrzucony na znaczną odległość nad powierzchnię Betelgezy, gdzie nastąpiło jego schłodzenie, prowadzące do utworzenia się nieprzezroczystej blokady światła z pyłu i gazu.
Ale wracając do drugiej gwiazdy: Dane dotyczące Betelgezy zbierane sumiennie przez ponad 100 lat, pozwoliły dwóm grupom badaczy zgłębić temat. I zgłębili na tyle, że wyliczyli jak duży i jasny musiałby być ten drugi składnik i gdzie by orbitował. Ale jak już wspomniałem, nawet obserwacje Hubblem nie pozwoliły go wykryć.
Dopiero Steve Howell, naukowiec z ośrodka Ames, z pomocą naziemnego teleskopu Gemini North na Hawajac, sparowanego ze specjalną kamerą 4k (albo pewnie bardziej 4m) zbudowaną przez NASA, miał okazję zaobserwować towarzysza Betelegezy. Dziesiątki tysięcy zdjęć z krótką ekspozycją pozwoliły wyeliminować falowania naszej atmosfery i dostrzec bardzo słabo świecącą gwiazdę dokładnie w miejscu, w którym spodziewali się go zobaczyć (Nie pomylili się!).
A jest to miejsce dość niezwykłe.
Pozornie długi czas obiegu wokół znacznie masywniejszej Betelgezy może sugerować, że drugi składnik znajduje się daleko od niej, w rzeczywistości krąży on niemal tuż przy jej powierzchni, w zewnętrznej atmosferze gwiazdowej. Wynika to z ogromnych rozmiarów Betelgezy, która jest gwiazdą o promieniu około 700 razy większym niż promień Słońca, co oznacza, że gdyby znajdowała się w centrum Układu Słonecznego, pod jej powierzchnią znalazłyby się w całości orbity Merkurego, Wenus, Ziemi i Marsa. To jednocześnie pierwszy przypadek, gdy udało się bezpośrednio wykryć obecność drugiego gwiazdowego składnika wewnątrz rozległej atmosfery nadolbrzyma.
Drugi składnik otrzymał oczywiście też swoje imię. Z racji że Betelgeza z arabskiego to wspomniana ręka al-Dżawzy (Kobieta z arabskiej mitologii), to jej towarzyszem została Siwarha - "jej bransoletka".
Siwarha jest gwiazdą młodą i o kosmicznie małej masie, bo zaledwie 1.5m Słońca, więc nie ma co się dziwić, że blado wypada na tle towarzyszki
LDN43, znana jako mgławica Nietoperz, to ciemna mgławica w gwiazdozbiorze Wężownika. Ciemna mgławica to chmura chłodnego gazu, który przysłania ten bardziej rozgrzany czy gwiazdy znajdujące się za nim. Faktycznie widać tam na środku pyszczek nietoperza Do obrazu zbieranego kamerą mono z kolorowymi filtrami (LRGB) został dołożony materiał w paśmie H-alfa do koloru czerwonego, co mocno podkreśliło "ognistość" gigantycznego ssaka.
Fajna mgławica, sam nie znałem jej wcześniej, ale nie jest też zbyt popularna, przynajmniej przy naszych szerokościach geograficznych
A to druga seria, którą zacząłęm czytać - przyznam, że czytnik mi tu dużo ułatwia temat, bo mogę czytać po nocach xD
Historię z Diuną zacząłem od obejrzenia filmu (dwie części z rzędu, jakoś na początku roku), film mi się spodobał, więc wziąłem się za książkę. I im dalej w tekst, tym mniej mi się ekranizacja podobała - poza obsadą, bo zdecydowana większość aktorów bardzo mi pasowała, z wyjątkiem chyba tylko Lieta (XD), Chani i Rabbana.
Książka ma imo niesamowitą lekkość i czyta się ją świetnie, fabułę znałem więc zaskoczeń jakoś dużo nie było, ale nie przeszkadzało mi to w delektowaniu się każdym wydarzeniem. Zabolały mnie trochę przeskoki czasowe, bo nie lubię takich rzeczy (i przez to nie mogę przebrnąć od tygodnia przez pierwsze rozdziały 'Mesjasza Diuny', bo już mi się nie podoba ta dziura czasowa, czy wręcz przepaść).
Tak czy inaczej Diuna to świetna powieść, świetny klimat, wykreowany świat i świetny początek historii, o której podejrzewam że z czasem będzie mi się podobać coraz mniej (nie znam za dużo spojlerów, poza chyba "głównym" dotyczącym Paulai nie chcę poznać więcej xD), ale nie uprzedzajmy faktów. Warto było
Wpis dodany za pomocą notatnika, bo mi t-mobile zablokował bookmeter
@Oczk Zazdroszczę ludziom, którzy mają możliwość czytania całej serii po raz pierwszy. Ja przeczytałem wszystkie chyba ze 3 razy, a God Emperor i Dune jeszcze dodatkowo.
Jeśli język pozwala, polecam czytanie w oryginale, bo nie widziałem żadnego polskiego tłumaczenia jakie by dobrze chwytało słowotwórstwo Franka Herberta. Ale też ostatnie polskie tłumaczenie miałem w rękach jakieś 10 lat temu, więc mogło się coś zmienić.
Wreszcie wziąłem się za Pratchetta :v Poczucie humoru autora to jest dokładnie to co mnie śmieszy, 10/10 (i rozumiem, że nie każdemu podchodzi). Ale przyznam szczerze, że poza żartami to tam niewiele się działo - sama historia porywająca nie była, nie czekałem specjalnie na to co się stanie dalej ani jak się wątek będzie rozwijał. Skończyłem, dobrze się bawiłem, wiedziałem że sięgnę po następną ale potrzebowałem przerwy (i zacząłem czytać inną serię). Ale po miesiącu już się zaczynam zastanawiać, co tam u Rincewinda, Dwukwiata i Bagażu słychać xD
@Oczk Miałem kilka podejść do Pratchetta i no kurde nie dam rady, może z jedną książkę skończyłem i to męcząc się strasznie. Ciężko stwierdzić czemu ale chyba właśnie przez ten niepoważny ton. Jakoś nie bardzo mnie interesuje sama fabuła i wszystko traktuję jak zbiór skeczów rodem z Monty Pythona.
autor: Nico Carver - Pan do którego mam ogromny szacunek, bo jego kanał youtube NebulaPhotos wprowadzał mnie w tajniki astrofotografii, sprzętu i obróbki zdjęć https://www.youtube.com/c/nebulaphotos
Mgławica Pierścień, M57 lub NGC 6720 to druga poznana człowiekowi mgławica planetarna. Ten rodzaj chmur świecącego gazu (i pyłu) powstaje w wyniku odrzucania przez gwiazdę zewnętrznych warstw, kiedy to gwiazda zaczyna umierać i kończy się jej materiał do syntezy jądrowej. Sama zamienia się zazwyczaj w białego karła i tak sobie tkwi w środku swoich odchodów.
Nie inaczej jest tym razem. W centralnym punkcie Pierścienia mamy gwiazdę HD 175353, odkrytą w roku 1800 roku (21 lat po odkryciu samej mgławicy). Teraz wielkości planety, jest pozostałością podobnej, jednak prawdopodobnie nieco masywniejszej od Słońca gwiazdy. Teraz temperatura gwiazdy sięga 100 tysięcy K, jednak wkrótce zacznie stygnąć, świecąc jako biały karzeł przez kilka miliardów lat, po czym zakończy swój żywot jako czarny karzeł.
Co do samej mgławicy (z pomocą Wikipedii): Obecnie przyjmuje się, że M57 znajduje się w odległości około 2,3 tys. lat świetlnych od Ziemi i zbliża się z prędkością 19,2 km/s. Czyli według moich obliczeń, doleci do nas za 36 266 400 lat. To w sumie całkiem niedługo. To znaczy doleciałaby, ale do tego czasu pewnie już dawno się rozpierzchnie i gdzieś w okolicy krążyć będzie tylko jakiś karzeł.
Wymiary rzeczywiste to ok. 1,9 na 1,3 roku świetlnego. Znając aktualne wymiary obserwowane i szybkość ekspansji wiek mgławicy można z grubsza oszacować na około 6-8 tysięcy lat. Prędkość ekspansji mgławicy szacuje się na 20–30 km/s (prędkość ekspansji nie uwzględniona w obliczeniach z poprzedniego akapitu).
A co do samego zdjęcia, mamy tutaj całkiem oryginalne przedstawienie mgławicy. Użyta sostała kamerka mono i filtry wąskopasmowe, ale oprócz klasycznych Wodór-Tlen-Siarka, autor użył jeszcze filtru Argonu (AR III). I tak za kolorystykę odpowiadają: