Emeryckim tempem, bo miałam dość intensywny tydzień i w zamyśle niedziela miała być dniem regeneracji, ale zastosowałam No Day Off, to chociaż powoli i spokojnie laskiem.
W jedną stronę: samochodziarze po lesie 15 km/h po dziurach, po kiego? nie wiem..., quady i motocorssiarze (plaga!!!!!). Ale w drugą już bez motoryzacyjnych pojebów wjeżdżających do lasu, paru rowerzystów i koniary. Cisza i spokój, fajnie.
Widziałam wiewiórkę i dzięcioła z bliska :)
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
To wspaniałe dzieło filmowe dla mózgowców. Oh wait, raczej nie.
Ogromny, bestialski mózg, hipnotyzuje ludzi przez program telewizyjny. W szranki staje niezbyt ogarnięty, napompowany hormonami nastoletni oskarek lat 80. Jim Majelewski.
Urgh, dla miłośników horroru wszelakiego oraz fanów ery VHS. Reszta może sobie darować.
Zwyczajowa jazda popołudniowa. Chciałam wincyj, ale jak zjeżdżałam na Ustkę przypomniałam sobie, że jutro robimy 80 km i postanowiłam oszczędzać siły :D
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Książka była infantylna, ale ciekawa i film jest jeszcze bardziej infantylny, ale nieco mniej ciekawy.
Ogólnie to raczej bardzo bezpieczne SF o sile przyjaźni, mamy tu też survival w kosmosie oraz genezę podróży przez odzyskiwane wspomnienia bohatera. Te trzy wątki razem splątane dają nawet niezły wynik, a jednak ostatecznie oprócz ładnych obrazków nie ma tam nic więcej.
Sprawnie skonstruowane dobre kino, dające zabawę i emocje. Można wyjść kontent z kina.
Ale w moim przypadku, tam gdzie kończy się "dam +1 bo to SF", zaczynają się wymagania i Hail Mary połechtała moje uwielbienie do gatunku i pozostawiło dalej głodną. Co niby nie jest złe, ale z drugiej strony czy to popchnie produkcję kina SF do przodu?
To dalej gatunek niszowy, kompletnie zjedzony przez kino wysokobudżetowe. W tym przypadku i tak z książki więcej by się nie wyciągnęło, bo to zaledwie prosta historia o wielkiej przyjaźni, tyle że w kosmosie.
No ale i takie kino rozrywkowe SF jest potrzebne, żeby popatrzeć na dobrze zrobiony film i miłe kosmiczne obrazki.
@Mahjong u mnie to takie połączenie Interstellara, Marsjanina oraz kina familijnego. Przyjemnie się oglądało. Nic bardzo wybitnego, ale przyjemnego. Za to dzięki niemu poznałem tę nutę i się w niej zakochałem.
@Mahjong odkąd przeczytałam "Artemis" Andy Weir jest moim wrogiem, zagrożeniem egzystencjalnym dla gatunku sci-fi. Zabranie gatunkowi wszystkiego co kocham, zrobienie pustej fabuły w której się rzeczy dzieją. Z drugiej strony Ryan Gosling kurdeee
Nie czytałam książki, ale film mi się bardzo podobał. Nie jest to wybitne kino, ale film, który zwyczajnie dobrze się ogląda. Ciekawa idea przedstawiona bez sztucznego patetyzmu.
Myślę, że to jeden z nielicznych współczesnych filmów, do których będzie się z przyjemnością wracać tak jak wracamy do klasyków z przełomu wieków
Pojechaliśmy pociągiem z rowerami godzinę od naszego miejsca docelowego. Powrót głównie lasami, minęliśmy parę jezior takich jak Łętowskie czy Zbyszewo, ale hitem było jezioro Przyjezierze - czyste i piękne.
W lesie koło innego jeziora spotkaliśmy kilka dzieciaków rozkładających namioty i hamaki, mieli masę stuffu, stanęliśmy się dowiedzieć co to za obóz survivalowy dla młodzieży, a to młodzi harcerze z Krakowa na obóz przyjechali.
Po 40 km naprawdę wyczerpującej jazdy, po piachach, podjazdy, pod wiatr, zmęczeni dotarliśmy do Kępic gdzie udaliśmy się na uzupełnienie paliwa. Byliśmy tak podle głodni, że zamiast rozsądku zwyciężyły wołania żołądka i zamówiliśmy pizzę. Po obżarciu się ruszyliśmy się jak kule kaloryczne w dalszą trasę, zdumiewając się, że mimo naszej rowerowej wiedzy zapchaliśmy się pizzą i kondycja padła uśpiona.
Dopiero gdzieś po godzince, gdy już jechaliśmy znów po lesie, trochę z nas zeszło.
Niestety, mieliśmy też bardzo przykrą przygodę... W jednej wiosce dosłownie nagle pojawiły się obok nas trzy psy, z czego jeden taki większy. Zanim zdążyliśmy jakkolwiek zareagować jeden z kundli ujebał mojego kolegę w kostkę. Zaczęliśmy krzyczeć by zabrali te agresywne psy, ale zaraz dwa z nich ruszyły za mną. Motorek w d⁎⁎ę i dopiero za wioską odpuściły. Strasznie się bałam, że też mnie pogryzą, szczególnie, że jeden z nich był taki większy i naprawdę szybko biegł, słyszałam go tuż za mną.
Już z daleka obserwowałam sytuację, bo psy tam dalej krążyły, bałam się o kolegę, bo jeszcze wyskoczył równie agresywny właściciel. Chcieliśmy po wszystkim dzwonić po gliny, ale to daleko od miasta, weekend, byśmy pewnie musieli czekać z 2h na patrol. Odpuściliśmy i cali w nerwach ruszyliśmy w stronę domu. Na szczęście, pies nie wgryzł się mocno, tylko zaorał skórę, ale strach był mocny.
Sama trasa super, fajne jeziorka, czasem tylko wmordęwiatr zabierał sporo sił, ale tak to fajowo. Szkoda, że przez nieodpowiedzialnych właścicieli pchlarzy taka fajna traska zarysowała się niefajną przygodą.
Ostateczni zmęczeni i fizycznie i emocjonalnie dotarliśmy do miasta.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Przed miastem chmara wyrostków na motokrosach, jakaś j⁎⁎⁎na plaga ostatnio - oczywiście slalomy po ulicy i jazda na jednym kole i te ogłuszające pierdzenie.. Masakra.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Ależ się pięknie bawiłam. Cudowne teksty, jeszcze w tłumaczeniu mądrym, sprytnym, VHSowym.
Cudowna parodia filmów o Robin Hoodzie. Takich komedii już nie ma, chlip chlip.
PS. Ciężko btw mi idzie z filmami przez to lato bo a to praca, a to rower, a to Mundial, a to Wimbledom, ale pod koniec lipca oczywiście festiwal i wrócę z ponad 40 tytułami!
Celem dziś było dobić do 1000 km w czerwcu i udało się! To mój osobisty rekord i cieszę się, że co roku idzie mi lepiej i mimo peselu forma tylko rośnie.
Trochę lasem, ładne mamy szutry na Pomorzu - takie idealne pod kolarkę też. No i zaliczony klif w Poddąbiu.
W lipcu raczej nie pobije, ale ucieszę się jak przejadę chociaż z 500 km - bo urlopy i inne sprawy. Ale, że ten czerwiec mi się udało to jestem mega happy!
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Szkoda, że nie wytrzymałam i nie wyjechałam przed 19, jednak więcej bym wracała już w przyjemnej pogodzie, światełka mam, końcowe fragmenty to ścieżka, no ale nie wytrzymałam - musiałam wcześniej wyjechać i cześć!
Upał doskwierał na początku - już miałam zawracać ale polanie czapki i twarzy wodą pomogło i gdy dotarłam już blisko morza i wiedziałam, że teraz czeka mnie kilkanaście km w cieniu to szkoda było odpuszczać. Potem już był luz.
Ostatecznie gorszym utrapieniem niż pogoda okazali się kierowcy - co drugi z udarem chyba jechał... Odetchnęłam gdy nie musiałam już jechać z nimi drogą - na żyletki mijali, jechali na czołówki byle mnie wyminąć, no czyste pojeby. Odetchnęłam gdy znów trasa zjechała na ścieżkę.
Ostatnie kilometry cudo, zachód słońca, już chłodniej, milutko się wracało.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Sam film nie przypadł mi do gustu, trochę taka kalka z Uprowadzonej, ale jednak coś innego in the end (szczególnie na końcu!).
Wyjebana w szkoleniu w kosmos była żołnierka próbuje odnaleźć uprowadzoną nastoletnią córkę - uprowadzoną przez handlarzy ludźmi.
I dopiero gdy nasza bohaterka w wieku średnim, na emeryturze, wkracza na teren złoli zaczyna dziać się magia.
Złole tylko klną pod nosem, z przerażeniem zaglądając śmierci w oczy, zdumieni, że co tu się odpierdala! Tymczasem nasza Nikki rozpiernicza kolejne tabuny złoli a jak będzie trzeba to i rozwali SWATowców. Jest po prosty nieposkromionym żywiołem.
Wszystkie sceny akcji miodzio, kocham patrzeć jak Milla w filmach rozwala ludzi, i tu się na pewno nie zawiodłam!
Paru rzeczy mi brakowało w tym filmie, ale ostatecznie nie po to takie obrazy się ogląda. Do tego niczym wisienka na torcie na końcu film plot twist.
Piątek, popołudnie. Kto wie czy to nie ostatnia jazda w najbliższych dniach, bo chyba raczej wyjazd w taki upał nie jest najlepszym pomysłem?
Chociaż mam przez to doła, że nie pojeżdżę. Może mogłabym chociaż do lasu? Ale tam znów zje mnie robactwo. Ech.
Ale wczoraj było ok, pojechaliśmy na północ, tam kilka stopni mniej i dało radę normalnie jechać. Widziałam zająca i małą sarenkę. Za to rowerzystów tyle co kot napłakał, mimo że jechaliśmy kawałek R10.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Dla odmiany leśniakiem, chociaż w ogóle nie miałam ochoty dziś na rower, ale się zmusiłam. I dobrze! W lesie spotkałam wiewiórkę i bardzo blisko ode mnie spacerowała młoda sarenka, wcale się nie bała, ale też ja jej nie chciałam jakoś wystraszyć, więc przesuwałam się na stojąco rowerem aż sobie skręciła w inną niż ja jechałam ścieżkę i pożegnałam ją wzrokiem.
Mimo środka tygodnia nawet sporo ludzi, ale to dość popularna trasa rowerowa leśna. Przykro tylko, że motorozyzacyjni też mogą tam mogą wjeżdżać, na szczęście większość kierowców wybiera wyremontowane dla nich asfalty, ale zawsze jakiś "skrótowiec" się znajdzie i potem ja muszę się wlec za takim autem 15 km/h bo samochodziarz boi się, że podwozie sobie rozwali. No, ale jak pisałam - na szczęście nie ma takich za dużo, więcej pieszych i rowerzystów.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Tytuł: Łowca śmierci 3: Deathstalker i wojownicy z piekieł
Rok produkcji: 1988
Kategoria: Fantasy
Reżyseria: Alfonso Corona
Czas trwania: 1h 26m
Ocena: 5+/10
Kolejne przygody flirciarza, wojownika, najemnika, kobieciarza, spryciarza, mistrza miecza, aroganckiego lecz uroczego gnojka Deathstalkera.
Tym razem Stoker bla bla bla czyli księżniczki, seksy, magiczne kamienie, złol co wygląda jak Gargamel i martwi wojownicy (z piekieł jak w tytule).
Standardowa sesja RPG, tyle że Stoker co chwilę uwija się z laskami, jak nie jedna to druga i tak dalej, może to wykracza nieco poza typowe fantasy, ale dodaje charakterystyki Stokerowi.
Ogólnie im dalej w las z tą serią tym lepiej - poczynając od kompletnie topornego i pełnego przemocowego seksu pierwszego Deathstalkera.
Kto wie, może jeszcze kilka części i Stoker będzie w wielkim poświęceniu niósł pierścień do Mordoru, tylko po drodze wyrucha kilka elfek i jakąś księżniczkę z Rohanu.
@Mahjong pierwszy największy kanał commentary na polskim YT, niestety po latach koleś okazał się damskim bokserem i na fali Pandoragate został scancelowany
Chciałabym napisać coś mądrego o tym filmie, ale jestem wyzuta z sił umysłowych niestety. Najwyżej jak mnie kiedyś wena kopnie w mózgownicę to zrobię osoby wpis.
Ale na pewno był to jeden z lepszych filmów (dla mnie przynajmniej) Lanthimosa. Podobało mi się prawie wszystko - próg wejścia, aktorstwo i realizacja. Sam pomysł sięgający dalej poza teorie spiskowe, wgłąb tego, jak dziś wygląda świat i co my znaczymy - to już naprawdę sporo, więc skoro dołożyć do tego świetną realizację, to ciężko ocenić ten film inaczej.
W każdym razie mnie bardziej śmieszny idea, że nasz los niewiele różni się od losu małomózgowych dinozaurów i wystarczy przesunięcie wajchy w drugą stronę.
Wynoszenie samowyższości ludzi nad resztą świata to po prostu kosmiczny prank. Everytime.
@zachlapany_szczypior nie trzeba, ja nie jestem zwolenniczką teorii spiskowych, zresztą IMO film nie jest o teoriach spiskowych tylko wykorzystuje lore do przedstawienia pewnych wniosków o kondycji ludzkości.
Jakich to jeszcze tego nie rozgryzłam, bo nie umiem jeszcze kumać teorii tego reżysera, ale w sumie lubię jego filmy.
Mam mocny sentyment do tego filmu, więc gdy zauważyłam, że jest dostępny na vodach postanowiłam po latach zrobić rewatch.
David i jego siostra przenoszą się z lat 90. do lat 50., w których dzieje się akcja ulubionego serialu Davida. Na początku chłopakowi wydaje się, że trzeba dążyć razem ze schematami, ale niesforna siostra wprowadza swoje reguły i nagle czarno-biały świat zaczyna się koloryzować.
To dość lekka rekonstrukcja rasizmu społecznego USA, ale na tyle wyrazista i strawnie poddana, że ciężko nie ulec jej urokowi.
Oto utopia konserwatystów, gdzie wszystko działa tak samo i musi działać tak samo, ponieważ każda zmiana zmienia świat - wystarczy, że głowa rodziny nie dostanie kolacji po powrocie z pracy i nagle nie wiadomo co się stało. Po ulicach biegają "kolorowe" dzieciaki, a strażacy muszą gasić prawdziwy pożar zamiast ratować kota z drzewa.
To deprymuje społeczność Pleasantville, ale wielu z nich odnajduje się w nowym świecie zmian - jak na przykład matka serialowego Buda, a teraz Davida z lat 90., który zajął jego miejsce. Nowa rzeczywistość polaryzuje wciąż czarno-białych, ale szybko zdemaskowani nie mają szans przez szaleńczymi zmianami ogarniającymi zastały jeszcze niedawno w jednej pozie świat.
W gruncie rzeczy ten społeczny rasizm, który w latach 50. toczył USA segregacją rasową, został wykorzystany jako odniesienie do zmian, którym żaden człowiek nie może się przeciwstawić.
Jedyne co nam pozostaje to z wypiętą piersią oczekiwać czegoś dobrego, lepszego. Bo świat i tak się zmieni, a my, nawet jeśli zamkniemy się w nuklearności, która nam odpowiadał i tak dostaniemy od tych zmian w pysk. Lepiej iść z wiatrem, niż pod wiatr, to są czyste prawa fizyki i logiki.
Oczywiście wg tego filmu akceptacja zmienności jest dobra, moim zdaniem nie jest ani dobra ani zła, po prostu jest nieunikniona zmienność, a nasza akceptacja może być "pleasentville" - możemy próbować rysować świat na szaro, chociaż wszystko dookoła jest już kolorowe.
Ważne, by wiedzieć, że film tak to chce przedstawić - i bawić się razem z bohaterami, czuć ich odmienność, którą odkrywają. Prościej się nie da, a przynajmniej unikamy brutalnej przemocy, która zazwyczaj towarzyszy takim buntom wobec zmienności świata - tutaj to zaledwie wybicie kolorowej szyby.
Tak naprawdę wniesienie kolorowej zmienności w Pleasantville dalej pozostawia nas w Pleasantville, bo jest... pleasant. Tylko już trochę inaczej "pleasant".
Miło było zobaczyć młodziutkich Tobey Maguire i Reese Whiterspoon znowu.
Pleasantville nie jest filmem bezpośrednio o rasizmie, ale można go w ten sposób interpretować na poziomie metaforycznym.
W centrum fabuły jest czarno-biały świat, który stopniowo zaczyna nabierać kolorów, gdy bohaterowie zaczynają się „budzić” emocjonalnie, społecznie i intelektualnie. Ta przemiana symbolizuje przede wszystkim wychodzenie z konformizmu, kontroli i narzuconych ról społecznych.
Elementy, które sprawiają, że pojawia się skojarzenie z rasizmem:
„Czarno-biali” mieszkańcy reprezentują sztywne zasady i wymuszoną jednorodność
Osoby „kolorowe” są traktowane jako zagrożenie dla porządku i są wykluczane
Społeczność reaguje na odmienność segregacją i kontrolą zachowań.
Nie jest to jednak film o rasizmie w sensie historycznym czy dosłownym. Raczej używa szerokiej metafory systemu kontroli społecznej i tłumienia indywidualności.
Najtrafniejsze odczytanie:
- główny temat: konformizm kontra indywidualność.
@dolitd wiem że nie jest stricte o rasizmie tylko powołuje się na skojarzenia, jak napisałam dla mnie to film o zmianie po prostu, świat się zmienia i nara, akceptuj albo się męcz w wymyślonej telewizyjnej utopii
Kiedyś myślałam, że moja ocena serii Mad Max to wygląda następująco:
MM 2
Fury Road
MM 3
MM 1
(jeszcze bez oceny Furiosy, choć widziałam już raz, ale powiedzmy, że powyższa to wycena serii sprzed seansu), ale teraz nie wiem, nie wiem... Czy czasem Fury Road nie powinno być namber łan, albo chociaż razem z Wojownikiem Szos.
Za każdym rewatchem Fury Road rozwala mnie w jakimś innym sensie. To, co zostało do docenienia - zostaje, ale dodają się nowe, dodatnie rzeczy.
Na przykład przy tym ostatnim seansie bardzo mi się spodobała empatia Maxa wobec Furiosy, i w ogóle ich relacja jest na takim wyższym poziomie. To są ludzie, którzy mogą porozumiewać się bez słów, ponieważ są stworzeni z tej samej gliny, tylko że wojowniczka jest jeden krok do tyłu, więc Max postanawia ją naprowadzić na jej własną drogę - by nie wpadła na poziomy szaleństwa, które dręczą jego.
Charlize Theron to dla mnie nadaktorka - gdzie się pojawia, nawet w ujowym filmie to dodaje mu z automatu kilka punktów, ale w Mad Maxie zagrała moją ulubioną rolę. Kiedy ona płacze, ja też płaczę, bo wiem, że w głębi ducha Max też płacze razem z nią - a Max jest lustrem widza - patrzymy na Furiosę jego oczami.
Przepiękny, kolejny seans. I na pewno nie ostatni.
@Mahjong Oj tak, ten film to złoto. właściwie wszystko jest na najwyższym poziomie. To, że ten film nie został kasowym hitem pokazuje, że niestety jako masowi odbiorcy nie potrafimy docenic tego co niesamowite i wolimy żreć popkulturową papkę