W piątek zaraz po robocie do lasu - strasznie było parno, mimo że słońca zero, bo zachmurzenie. Owady dobijały, ale ogólnie fajnie bardzo.
W sobotę nie miałam planu, byle więcej niż 60 km, ale ups, wyszła stówka. Kolarką jednak łatwiej robić takie dystanse, do tego był wiaterek. Z raz może trochę się oblałam wodą by sobie ulżyć w upale, ale bez większych problemów leciałam - w środku trasy przerwa na batona, żelki i zimne cytrynowe bezalko pifko. nad jeziorem.
W niedziele też kolarką i kumulacja - upał i zmęczenie tymi dwoma poprzednimi dnami, ale najbardziej mnie wykończyła droga Sławno-Sławsko-Staniewicie. Ostatni raz tam jechałam parę lat temu i nie wiem czemu miałam w myślach, że pewnie już jest wyremontowana. Ale nie była - gdy dotarłam do Staniewic to zeszło ze mnie powietrze, ale krótki postój na uzupełnienie wody i żarło dał mi siły na powrót.
Wychodzi na to, że na mnie taka pogoda nie działa demotywująco - wprost przeciwnie. Zawsze byłam tolerancyjna wobec upałów.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Reżyseria: Taylor Sheridan (uniwersum Yellowstone)
Ocena: 8/10
Zamożna, dynamiczna rodzina Clyburnów z Nowego Jorku musi zmierzyć się z tragiczną śmiercią kochanego i kochającego męża, ojca i dziadka.
Jak się okazuje ukochany zmarły miał bzika na punkcie natury i łowienia ryb. Kochał odludne miejsce, z daleka od zgiełku cywilizacji i chciał by w przyszłości cała rodzina odkryła piękno takiego życia, a jednak wiedział równocześnie, że dziewczyny nie zrezygnują zbyt chętnie z miastowego życia.
Pierwszą, która po śmierci zacznie to dostrzegać będzie Stacy, jego żona (w tej roli znakomita Michelle Pfeiffer).
Czasami serial bawi, czasami smuci a czasami wywołuje ciarki żenady. Jest bardzo pomieszany, z jednej strony typowo typowy, z drugiej potrafi uderzyć jakąś niespodziewaną sceną albo świetnie przeprowadzonym dialogiem .
Na pewno bawi dysonans między nowojorską poprawnością polityczną a prostymi frazesami wygłaszanymi przez przystojnych kowbojów.
A jednak największą siła są jednak kobiety w tym serialu, no dobra, i jeden facet, ale za to jaki!
Dynamika relacji matki z dorosłymi córkami, gdzie Stacy postanawia nie odpuszczać późnego rodzicielstwa, to chwała tego tytułu. Postacie są świetnie rozpisane, mają mocne i wyraziste charaktery, świetnie się uzupełniają i oddają "rodzinność" tego projektu. Na przykład nie tylko blond włosy łączą cechy rodzinne Clyburnów - jest scena, gdzie ewidentnie widać, jak bardzo jedna z córek wyniosła z charakteru matki, np. to samo poczucie humoru.
Co do facetów, ci w kowboje są tacy błee, że masakra. Są schematyczni aż do bólu: przystojni, mądrzy, doświadczeni, empatyczni i zarazem twardzi.
Na tym tle wyróżnia się jedyny facet w rodzinie , czyli mąż najmłodszej z córek - Russell. Na początku może wkurzać swoim pantoflarstwem, miękkością charakeru i w ogóle wydaje się być taką ludzką, męską ciapią. Ale z czasem trwania serialu wyławia się nam w końcu prawdziwy męski charakter w tym serialu, w tym sensie, że potrafi świetnie odnaleźć się w każdym środowisku i dobrze reaguje na nagłe zmiany, do tego jest bystry i odczytuje emocje bliskich. Bardzo miła odmiana od tych przepięknych aż do bólu frazesowych kowbojów.
Niektóre dialogi są wybitne, naprawdę dawno się tak dobrze nie bawiłam, słuchając wyłącznie potyczek słownych (Stacy jest mistrzynią tego, zarówno z córkami jak i ze swoim terapeutą - czyste złoto) i dlatego daję 8/10, choć bardziej czuję 7/10, ale serio - piękne są tam rozmowy, nie ma rozbić, wszystko działa jak trzeba i wzbudza w nas odpowiednie emocje.
Gdy w USA agent ICE zastrzelił obywatelkę własnego kraju bo najechała w jego stronę autem, patoprawica klaskała uszami, że takie PRAWO i sama sobie to kobieta uczyniła.
Gdy w Niemczech policja zajęła się grupą demonstrantów, która chciała złamać tamtejsze prawo, patoprawica płacze rzewnymi łzami nad NIESPRAWIEDLIWOŚCIĄ.
Równocześnie we własnym kraju patoprawica nawołuje do BEZPRAWIA - vide "bojówki" łażące po dworcu i zaczepiające obcokrajowców, tzw. ROG, czy obrońcy kościołów.
Ogólnie meh - do obejrzenia, nie ma nudy nawet. Ale co z tego? Bohater bywa skrajny, nie przypomina siebie 5 minut później w kolejnej scenie, chaotycznie zbudowana postać. To mocno psuje odbiór, bo jednak to TA właśnie postać jest tytułowa, wokół niej wszystko się kręci, ale we mnie nie wzbudził sympatii, antypatii również.
To po prostu przeciętny typ, który odmienił sam swoje życie i wydobył na wierzch wszystkie swoje najgorsze cechy. Czasem spod nich, jak lekki promień słońca, wychodzi trochę ukrytego dobra, ale nie wiem po to takie zagrania - chyba miało to pokazać, że nie był taki zły i po prostu się pogubił.
Dla mnie się nie pogubił - zawsze był cyniczny i to po prostu z niego wyszło przy pierwszej lepszej okazji. A skoro film ma niby pokazywać, że nie był wcale taki zły to już nie jest własna interpretacja, tylko rozjeżdżanie się.
Do obejrzenia, ale w dzisiejszym zalewie średnich-lecz solidnych polskich filmów lepiej znaleźć sobie coś innego na wieczorny seans.
66 km, głównie lasami. Kręciliśmy wokół przysłowiowego komina, pilnując uważnie chmur, ale udało się trochę pojeździć. Dopiero wjazd do miasta zaowocował kroplami deszczu, ale nic strasznego.
Takie traski fajne mamy w lasach, a rowerzystów zero - wszyscy tylko do Ustki i z powrotem. Szutry premium, zero cywilizacji, natura. Czego chcieć więcej?
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Historia rodziny obarczonej widmem ojca odsiadującego wyrok. Matka próbuje utrzymać rodzinę, starszy Dawid to troszku łobuz, ale wspiera matkę i przykłada się do swojej juniorskiej kariery sportowej. Problem jest z Michałem, który szykuje się do pierwszej komunii świętej. To on właśnie stawia kłody pod nogami do lepszego rozwoju rodziny, np. sabotuje związek matki z trenerem Dawida. Równocześnie boi się odpowiedzialności i zrzuca to na starszego kochającego brata. Obaj są ze sobą bardzo zżyci.
Czy jest to dobry film? Tak. Głównie dzięki młodym aktorom grających chłopców i rewelacyjnej Agnieszce Grochowskiej. Czy jest to przesadzony film? Tak. Czasem problemy narastają zbyt mocno, z daleka przebrzmiewa lekka beznadzieja, ale na szczęście nie o tym jest ten film.
Nigdy, nawet za dzieciaka, nie śmieszyły czy bawiły mnie te filmy z Terencem Hillem i Budem Spencerem.
Wczoraj mieliśmy seans wyłącznie z Hillem, który grał gliniarza, który w wybuchu atomowym zyskuje specjalne moce. Nie chce mi się opisywać, bo to szereg gagów.
Czuję się trochę jak dupek, bo wszystkim się podobał seans, a ja odliczałam minuty do końca. Ale może faktycznie nie mam czutki do tego rodzaju humoru.
Libby budzi się na łodzi, a męża nie ma, za jest mnóstwo krwi i nóż. Kobieta trafia do więzienia za zabójstwo męża. Kilkuletni synek trafia w ręce przyjaciółki. Ale ta niebawem też znika. Libby odkrywa, że jej mąż jednak żyje, upozorował własną śmierć specjalnie.
Po wyjściu z więzienia rusza więc szukając tropów, które doprowadzą ją do męża oraz jej synka. Jej śladem rusza jej kurator, czyli Tommy Lee Jones w "ściganym/ej".
Sprawny akcyjniak i Ashley Judd to plusy. Minusy to zwyczajowość już na dzisiejsze czasy takiej fabuły, dziury scenariuszowe, ale po za tym do obejrzenia.
Ale oceny słabawe w necie, a pan Kawulski tak się starał być nowym Tarantino.
Jednak te poniżej 5/10 wydają mi się nieco niesprawiedliwe - szczególnie krytycy plują na ten film jakby musieli obejrzeć najgorszy film tego świata i to źle o nich świadczy tylko, że nie oglądają gorszych filmów, choćby po to by wyrobić sobie skalę. Krytyk, który boi się złych filmów potem ocenia takiego średniaka jakby musiał jeść kożuchy z mleka.
Dość o tym. Czas na moje notowania filmu "Dziki".
Możliwe, że nastrojona złymi ocenami i recenzją znajomego (3/10 dał) nie byłam pozytywnie nastawiona, ale wystarczająco ciekawa by to obejrzeć, nie żałuję, bo film dał mi fun. W każdym razie miło się rozczarowałam.
Sama historia nawet zacna - młody chłopiec wychowujący się w dziczy zostaje znaleziony przez ubogiego szlachcica. Wraz z zielarką próbują go trochę ucywilizować, ale dopiero banda, takich porzuconych dzieciaków jak on, wyciągnie z niego trochę człowieka.
Lata mijają a nasi młodzi zbójce napadają na watykańskich kurierów i kradną papieskie insygnia. Do Karpat przybywa inkwizytor by odzyskać skradzione mienie, ale jak się okazuje, nie tyle co mu zależy na robocie, a na dokładaniu drewna do pieca swojej psychopatyczności. W tej roli Sebastian Fabijański, który tak mocno przerysowuje swoją postać, że nie pozostaje nic innego jak to zaakceptować i dobrze się bawić jego występem.
Daleko Kawulskiemu do bycia real director, to raczej pasjonat, i ok, można wiele przez to wybaczyć, ale ktoś gdzieś trafnie napisał, że powinien szukać reżyserów a sam zająć się produkcją.
Tutaj podziurawiony scenariusz, poszatkowaną akcję i drętwe dialogi ratuje realizacja - i ta jest akurat TOP.
Piękne Karpaty, ujęcia, ładne perspektywy, pokazanie walk i ogólnie zbliżenia i panoramy - widać, że film był kręcony pod duży ekran. Sam montaż mi nie przeszkadzał, ale jam dziewczyna wychowana na teledyskach 90. MTV.
Na pewno realizacyjnie został wykorzystany potencjał i to moim zdaniem też warto docenić, szczególnie w polskim kinie, które już wiele lat temu porzuciło wysokobudżetowość filmowych projektów. Do powstania z kolan trzeba było takiego "wizjonera" jak Kawul - można się z niego śmiać, ale on przynajmniej próbuje pchać polski mainstream w coś innego niż franczyza vide Vega.
Stąd moja wysoka ocena, podobała mi się też charakteryzacja, kostiumy, ale w sensie zdjęciowym ten film wyciąga ocenę na maksa, trochę ubolewam nad fabułą i kwestiami dialogowymi - to nie jest niestety casus Avatara, gdzie prostolinijna fabuła i nadęte teksty współgrają z fenomenalnym obrazem.
Kolarką. W sumie trochę skróciłam trasę, bo byłam ciekawa jednego fragmentu - ostatecznie okazał się skrótem, na szczęście fajnym i komfortowym, będę korzystać jeśli nie włączy mi się akurat "chytra baba na kilometry".
Dziś brak zwyczajowej rzeszy rowerzystów, głównie spotykałam takich "pedalarzy" jak ja, czyli barankowych.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Mam sentyment do takiego nieudolnego kina, więc ocena trochę na wyrost. Myślałam, że to będzie coś pokroju "Becky" - ale nie, to nawet nie stało obok, brakuje nie jednego sznytu, ale kilku. To po prostu dzieło wybrakowane.
Mildred Moyer ma strasznie długo nos, przez co jest obiektem drwin w pracy i nie tylko. Będąc zaledwie biedną stażystką poniżaną przez współpracowników, postanawia udać się do "podziemia", bo tylko tam koleś, popijając alko cały czas, może za tanioszkę zrobić jej operację plastyczną.
Jednak to nie stan upojenia doprowadzi do tragedii ale wtargnięcie gangusów, którzy chcą odzyskać hajs od naszego undergoundowego doktorka. Mildred budzi się więc na stole bez nosa.
Nie pozostaje jej nic innego, zakłada maskę i rusza na rzeź - zemścić się krwawo na wszystkich, który kiedykolwiek jej dokuczali.
To jest lowbudget ostro i mimo, że lecą tam czasem śmieszne one-linery to nie są śmieszne, albo są śmieszne rzadko - zdjęcia i aktorstwo rujnuje jakiekolwiek pozytywne rzeczy. To film z kategorii złych, ale nie tak złych, że aż dobrych - ale dość blisko.
Dla takich masochistów jak ja.
Dostępne na Prime, druga część też jest. Też obejrzę.
@Spleen no ja jestem mocno tolerancyjna w ostatnich latach, chyba żadnemu filmowi nie wystawiłam 1/10 a 2/10 to rzadkość też.
Tutaj 4/10 bo sama się wdepnęłam w to gunwo, i widziałam jak będzie, ale parę razy prychnęłam śmiechem lekko no i było sporo krwi i pasował mi drzemiący pod powierzchnią absurd owej historii. Tylko nie zgrało się to realizacyjnie, chociaż są tacy, co lubią takie niskobudżetowe amatorszczyzny.
Psychiatra próbuje pomóc młodemu mężczyźnie, który chce popełnić samobójstwo. Z czasem okaże się, że historia jest bardziej pogmatwana i sam nasz główny bohater nie wie co jest rzeczywistością, a co nie.
I dzięki temu oglądamy zapatrzeni co tu się odjaniepawla, śledząc tropy, szukając symboli, wiążąc te fakty, które można powiązać,
I chyba dopiero końcówka mi rozwaliła to wszystko - podejrzewałam, że tak się skończy od samego początku, ale miałam nadzieję, że może to wszystko jest właśnie dla widza, ale nie - to było płytkie zagranie.
Jak dobrze pamiętam to ostatnia moja ocena tego filmu to 10/10, więc trochę spadło.
Wciąż jednak jest to jeden z moich ulubionych filmów ever - to bez zmian.
Przygody Sary Connor i Kyle'a z przyszłości to zarazem piękna choć krótka relacja, której skutkiem będzie nowy lider wielkiej rewolucji w przyszłości. Tymczasem z przyszłości przybywa też potężna maszyna T-800, która ma za cel zabicie Sary.
Bardzo ciekawa jest konstrukcja filmu, która po krótkim wprowadzeniu pokazuje nam rzeczywistość dotychczasowego świata Sary - kijowa praca, znajomi, ot zwykłe życie młodych ludzi bez większych perspektyw. Jak się domyślamy życie dziewczyny zmieni się za chwilę diametralnie i nagle wpadniemy w nową rzeczywistość - wielkiego strachu i ucieczki przez śmiertelnym zagrożeniem.
Niesamowite jak dobry to wciąż film i choćby nakręcili tysiąc terminatorów to już żadna część nie odda tego niepowtarzalnego klimatu z pierwszej części.
Po paździerzowej części trzeci to nawet była miła odmiana, Czwarta część przygód Cenobitów w piekle i na ziemskim padole, wróć! Tym razem Cenobici trafiają do kosmosu.
Ogólnie ta część serii to tak naprawdę trzy opowieści: o pierwotnym zabawkarzu L'Merchancie, który konstruuje specjalną kotkę na zamówienie, która staje się portalem do piekła. Od tego momentu ród zabawkarza na zawsze zostanie związany z piekłem i Cenobitami.
Druga opowiastka to już lata 90. Potomek rodu mierzy się ze strażnikami kostki oraz z demonem, ukrytym w ciele ponętnej kobiety.
A trzeba opowieść to już przyszłość - ostatni z rodu postanawia przygotować ze swojego statku kosmicznego pułapkę, która raz na zawsze zamknie portal do piekieł.
W sumie nawet brzmi klawo, jest ciekawie, fajne historyjki, jakby wszystko grało, a jednak czegoś brakowało, czegoś co by trzymało widza za ryj, kazało mu czekać z niecierpliwością na kolejne losy bohaterów. Ale duch ledwo wisi nad tym dziełem, i mimo ciekawych pomysłów - bardzo łatwo zapomnieć o tym tytule już na drugi dzień.
Dokument o Łukasz Podolskim - dumie niemieckiej Kolonii.
Charyzma Podolskiego zaprowadza nas w różne rejony jego życia - jak się żyło i dorastało w Niemczech, jak wyglądały początki jego kariery, wszystko to przeplatane motywami z dzisiejszych czasów - gdy Łukasz mieszka już w Polsce i gra w Górniku Zabrze.
Nad wciąć mocno aktywnym 40-latkiem wisi widmo emerytury, ale widać, że nie jest mu spieszno opuścić boisko. I zapewne nie stanie się to jeszcze, skoro Górnik wygrał teraz Puchar Polski, a sam Poldi przejął klub.
Dużą zasługą oglądalności tego dokumentu jest humor i charyzma Podolskiego. To prosty koleś, z mocnym nastawieniem na rodzinę, ale jeszcze mocniejszym na piłkę nożną. Widać, że to jego życie i nie przeszkadza mu, że nie zrobił aż takiej wielkiej kariery jak Ronaldo czy Messi.
Jego prawdziwym domem zostanie zapewne do końca Kolonia - tam jednak dorastał i tam rozpoczęła się jego wielka kariera, do dziś jest tam traktowany niczym bóg. Ale miło, że Poldi postanowił na koniec osiedlić się na Śląsku i postawić klub na nogi.
Miło się oglądało, nawet nie trzeba być fanem futbolu, po prostu ciekawie zobaczyć jak wygląda życie polskiego imigranta w Niemczech, jak te dwie różne tożsamości złożyły się na całość jako człowieka.
W Boże Ciało planowałam 80-90 km, ale tak jakoś wyszło, że wpadła stóweczka, już druga w tym sezonie - bardzo się cieszę! Coraz lepiej mi wychodzą dłuższe dystanse.
Stufka asfalcikiem wyłącznie, może z kilka km szutru - widziałam z bliska zająca, wyskoczył mi pod koło - ale to są potwory! Zawsze kojarzą się z puchatymi kulkami, a to całkiem porządnie duże zwierzaki.
Ogólnie jechałam drogami, niektóre po remontach, niektóre w trakcie - ruch samochodowy nikły, a przez to, że jeden odcinek remontowany - ruch zerowy, tylko ja i swój rower!
Ruch wokół wiosek spory - kościółkowcy zapchali autami całą jedną wiochę, a w innej musiałam się przedzierać przez procesję - ale na spokojnie się udało przejść z rowerem bokiem. Gdy już zjechałam z dróg i doturlałam się do R10 to muszę przyznać - wysyp rowerzystów imponujący.
W niedzielę luzacka przejażdżka z kumplem. Chill outowo.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
@Mahjong też się parę lat temu przez procesję rowerem przedzierałem. Ale, że mój rower MTB robi głośne cyk, cyk cyk, cyk jak nie kręcę pedałami to wszyscy ludzie patrzyli się na mnie zamiast na księdza xD
Pojeżdżone! Tym razem spięłam pupę i skończyłam pracę o czasie i miło sobie kilometry kręciłam. Tak kręciłam zuchwale, że po jeździe wpadła jeszcze kolacja, by nadrobić stracone kalorie.
Wy też jesteście tak szalenie głodni jak zrobicie za jednym razem 50+km?
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Nie. Ja po skończonej jeździe, nawet 100-150km jestem dobrze najedzony. Czego się w życiu kolarskim nauczyłem to tego że jedzenie w trakcie jazdy jest NAJWAŻNIEJSZE :)
@dzangyl mi się często odpala lej po bombie, nim dłuższą była jazda, tym z reguły większy. Mogę jeść prawidłowo kręcąc, ale po unormowaniu tętna i ostygnięciu mięśni, przychodzi moment w którym żołądek zaczyna domagać się pełnoprawnego posiłku.
@Furto tak, tego nie neguję. To co jem w trakcie jazdy to tylko kalorie i paliwo. Po jeździe też mam dobry apetyt i ochotę na prawdziwe jedzenie, ale nie odczuwam głodu. Dziwne uczucie :)
No i to się oglądało! Tym razem historia filmowa obleczona prawdziwym mięsem fabularnym.
Akcja filmu dzieje się kilkanaście lat później po powstaniu śląsku (wtedy toczyła się akcja "Sól ziemi czarnej").
Mamy tu Jasia, młodego górnika, na którego po skończonej szychcie czekają jego synkowie, którzy zabierają od niego rzeczy i ruszają razem z nim do domu. W domu czeka piękna, młoda i kochająca żona, która umyje Jasiowi z synkami nogi, poda mu ciepły obiad. Brzmi mocno patriarchalnie, ale takie czasy wtedy były, zresztą Jasio kocha mocno swoją rodzinę, a na dzielni jest traktowany jak król.
Wszystko się zmienia, gdy nadchodzi wiadomość, że kopania ma zostać zalana, a wszyscy górnicy zostaną zwolnieni. Chopy postanawiają nie wracać więc z szychty i zaczynają strajk.
Jasio z jednej strony chce popierać kolegów i swoją pracę, a z drugiej strony boi się, że nie zobaczy już swojej rodziny - losy tego wszystkiego uderzają w niego i mężczyzna żyje w pewnego rodzaju wewnętrznym dysonansie co nie przeszkadza nam oglądać z jego perspektywy losy tegoż strajku.
Bardzo dobrze się oglądało, sporo humoru, wyrazistych postaci i naprawdę wspaniałych zdjęć Stanisława Lotha.
@Telezajaczek raczej matriarchalnie - za staryj piyrwy wszytko boło na gowie baby, dom, dziecka. Chop robioł na grubie, przynosił geltag, ale to baba rzondziła w doma