Ktoś wie, czy Blu Tack jest szkodliwy dla roślin? Mam taką pelargonię, kupioną jako "mała roślinka do pokoju" i po roku dosłownie wyrosła pod sufit i ugina się pod własnym ciężarem, nawet z podpórkami. Musiałem wzmocnić konstrukcję i jedyne, co mi przyszło na myśl, to przytrzymać całość silną wersją Blu Tacka Jeśli to jakiś karygodny błąd, to nie bijcie, nie znam się na hodowli roślin, a internet nie bardzo chce mi odpowiedzieć na to pytanie.
Edit: Chatgpt mówi, że nie jest szkodliwy, ale ja jeszcze nie ufam AI
Po ponad roku spokoju moje migreny postanowiły powrócić i znowu uprzykrzać mi życie. Ostatnim razem brałem Amitryptylinę przez ponad 3 lata i, chociaż skutecznie blokowała ból, ciężko mi się żyło z efektami ubocznymi: cały czas byłem ospały, apatyczny, trudno zbierało się myśli i spadło mi libido. Po konsultacji z lekarzem tym razem próbuję czegoś innego, jak widać na zdjęciu.
Mam 41 lat, nie piję, nie palę, nie ćpam i nie mam większych problemów zdrowotnych, a jednak doświadczam więcej bólu niż wielu ludzi, którzy kompletnie nie dbają o swoje zdrowie. Trochę to niesprawiedliwe.
@Felidiusz Partnerka miała problemy ze światłem takie że jak się zapomniałem i podniosłem żaluzje w złym momencie to był dym. Nie wiem na ile to migrenowe tematy ale zauważyła że najczęściej występuje przy mocnym słońcu, wykoncypowała więc że to od mrużenia oczu, ale jakoś okulary przeciwsłoneczne nie pomagały...no to na urodziny dostała OKULARY: fotochromy z polaryzacją dla alpinistów, wycinające do 95% światła. Jak renkom odjoł.
@Felidiusz ja miałam migreny od kręgosłupa, po tym jak spałam na ciulowym łóżku i krzywo. Przeszły po wizycie u kregarza. Teraz jak mam migreny to albo jak temperatura jest >28C (co w UK rzadkość i tak) albo jak jestem odwodniona bo zapominam pić wodę lub nie mam czasu.
Myślałem, że algorytm YT coś pomylił, żeby mi coś takiego polecać do wysłuchania, a tu niezła niespodzianka. Efektowne granie na nostalgii, przyjemna nuta, leciutko poetyzowany tekst i atrakcyjna wokalistka i od teraz leci to u mnie z frekwencją wyższą niż ostatnie wybory
Prognoza pogody na dzisiaj zapowiadała słońce i do 12 stopni, czyli całkiem znośnie, więc postanowiłem zafundować sobie wędkarskie ostatki.
Nad stawem zameldowałem się o 7:30. Po przeciwnej stronie łowił jeszcze jeden zapaleniec i nikt więcej. I dobrze, bo ja nie lubię tłumów, chodzę nad wodę się wyciszyć, a nie błyszczeć w towarzystwie. Doradzano mi cieńszy przypon, więc zakładam taki o wytrzymałości 4 funtów, co się później okazało błogosławieństwem i klątwą jednocześnie. Poranek upłynął spokojnie - trochę okonków i leszczy, nic specjalnego.
Po 12 mam niezbyt obiecujące branie, ale ryba waży trochę, przy brzegu zaskakuje mnie swoim rozmiarem - karp ma około 4 kilogramów, ale zrywa mi się tuż przed załadowanie do podbieraka. Klnę jak szewc - oczywiście zrywa się ten cieńki przypon. Nic to, po uspokojeniu nerwów, zakładam nowy, o takim samym udźwigu, ale hamulec zmniejszam tak, że pracuje nawet przy wyciąganiu tych malutkich okonków. Albo coś to da, albo zmieniam grubość przyponu.
Około 14:40 znowu anemiczne branie, ale teraz to coś większego. Ryba specjalnie nie szaleje, ale przy moich ustawieniach hamulca każde jej szarpnięcie wyciąga metry żyłki, w końcu jednak ją przegoniłem kręcąc kołowrotkiem jak opętany. Newralgiczny moment wpakowania jej do podbieraka poszedł bezproblemowo i już mogłem świętować zwycięstwo. Mój nowy rekord karpiowy, chociaż nie wiem dokładnie, ile ważył. Drugi wędkarz robiąc mi zdjęcie i jeden z zarządców wody ocenili go na 12 - 14 funtów, czyli około 6 kilogramów. Świetne zakończenie tego sezonu, jak dla mnie. Chyba pozostanę przy tych cieniutkich przyponach, bo mieć na kiju dwa ładne karpie jednego dnia jeszcze mi się nie zdarzyło.
Coraz częściej w Yorku pojawiają się te plakaty na ulicach i działają mi na nerwy. Wszystkim tym młodym, naiwnym Anglikom życzę zasmakowania komunizmu w jego krystalicznie czystej formie choćby przez kilka tygodni - odechciałoby im się takiej agitacji politycznej. Tych młodych to jednak trudno winić, za tym musi stać ktoś mocniejszy i ciekawi mnie, kto tam tak naprawdę pociąga za sznurki za kulisami i czy tego kiedykolwiek się dowiemy.
Oby się to jednak już nigdy nie powtórzyło. Nigdzie i nigdy. Świat już dość wycierpiał.
za tym musi stać ktoś mocniejszy i ciekawi mnie, kto tam tak naprawdę pociąga za sznurki za kulisami i czy tego kiedykolwiek się dowiemy.
Za tym stoją rosnące koszty życia, młodzi szukają alternatywy dla obecnego systemu i taką znajdują. Jak kogoś można winić to władzę za to, że doprowadziła do takiej sytuacji.
Pogoda od rana była kiepska. Rozpadało się w drodze nad staw i jeszcze zanim rozłożyłem wędki, zdążyłem cały przemoknąć. Jak tylko przestało padać, zaczęło wiać i nie bardzo dało się łowić na spławik, więc założyłem bottom feedera na oba kije. Wpadło mi kilka leszczy, jakiś lin, karaś zwykły i drugi czerwonawy Pytałem potem zarządzcę, co to za ryba. Oni to określają po prostu "gold fish", ale to chyba nie jest dokładna nazwa gatunku.
W samo południe na kukurydzę branie mam takie, że o mało wędki mi do wody nie wciągnęło. Karp walczył głównie trzymając się dna i uciekając w lilie wodne, w pewnym momencie myślałem nawet, że mi się tam zerwie, bo targałem na żyłce sporo zielska. Na szczęscie poddał się po chwili i bez oporu wpłynął do podbieraka. Szczęście ogromne. Jedyne karpiki, jakie wcześniej w życiu złapałem miały długość mojej dłoni, a doskonale wiem, że w tym stawie pływają ogromne sztuki i jest ich sporo. Zupełnym przypadkiem zarządca wody pobierający opłaty przechodził wtedy obok mnie, zgodził się zrobić mi zdjęcie (przynajmniej raz mam jakieś normalne) i ocenił wagę karpia na około 10 funtów (4,5 kilo).
Po sesji fotograficznej karp wrócił do wody, a ja połowiłem jeszcze kilka godzin, ale nic znaczącego już nie wpadło.
Warto było wstać o 3 rano dla takiej zdobyczy. Piękny szczupak 5,11 kg z Foss Basin w Yorku. Ryba była w dobrej formie i walczyła do końca robiąc efektowne wycieczki. Nie jest to mój rekord, ale niewiele mu brakowało. Trochę ryzykownie mi się go odhaczało, bo kotwiczka tkwiła głęboko w jego pysku, głębiej niż długość moich szczypiec, a nie bardzo chciałem wkładać palce do takiej paszczy Po zważeniu i pstryknięciu fotki wrócił do wody, a ja postanowiłem się zwinąć, bo mój głód wędkarskich przygód na dzisiaj został zaspokojony
W tym roku łowienie na Foss Basin to już zupełnie inne rozdanie kart.
Przede wszystkim - nigdzie nie ma uklejek, które w zeszłym roku były absolutnie wszędzie i które stanowiły moją podstawę łowienia na żywca. W 2022 mogłem nałapać ich kilkanaście w ciągu godziny, w tym - nie ma ani jednej. Nie wiem, za gorąco jest, woda stoi nisko albo coś innego powoduje, że nie pojawiają się na tym odcinku. To rodzi pewne problemy, bo trzeba szukać płotek, krąpi czy okoni na żywca, a tych tu nigdy nie było dużo, albo przynajmniej ja nie wiem, jak i gdzie je złowić.
Pierwszy raz po otworzeniu sezonu na rzekach (po 15.06), złapałem tylko jednego okonka i miałem jedno branie szczupakowe, ale żyłka mi pękła (za ostro zaciąłem) i tyle mi woda dała. Dzisiaj byłem po raz drugi, o żywca znowu ciężko, trafiłem dwa krąpie i wyciągnąłem dwa szczupłe: 1,8 i 2,6 kilograma. Trzeci, rozmiarowo gdzieś pomiędzy tymi dwoma, zerwał mi się przy samym brzegu po brawurowym wyskoku z wody.
Trzeba będzie obmyślić jakąś nową strategię. Albo kupię jakieś martwe rybki albo wreszcie spróbuję pospinningować, co zawsze wydawało mi się atrakcyjne, ale nie miałem wiary we własne możliwości.
Zwykle nie mam problemów z piraceniem gier, ale, jak tylko usłyszałem, że wychodzi Gobliiins 5, sięgnąłem po portfel. Ta gra na to zasługuje, to fantastyczna i nostalgiczna podróż przypominająca mi poprzednie częsci zagrywane jeszcze na Amidze 600. Dodatkowo za oprawę graficzną odpowiada znów Pierre Gilhodes, czyli ten sam artysta, który pracował przy pierwszych czterech częściach. Uwielbiam ten styl, architektoniczne rozplanowanie, mnóstwo detali na planszach, coś wspaniałego. Dawno tak dobrze pieniędzy nie wydałem. Polecam!
@Felidiusz Nie pamiętam, kto to był, ale ktoś z moich dawnych znajomych (dawnych, bo dziś już nie mam żadnych ) zachwycał się tą grą. To bardziej jak Trine czy jak Lost Vikings czy jak co?
@Felidiusz uwielbiam przygodówki typu point and click. Wiele osób uważa, że takie gry są nudne, bo nie potrafią docenić warstwy artystycznej. Ręcznie robione ilustrację, ciekawa przygoda, świetna muzyka. Tematy często nawiązują do filozofii, nauki i sztuki a zagadki logiczne, bardzo mnie rozwinęły, jako dziecko.
Wypuszczając kazałem jej przyprowadzić starszego brata. Ten przyszedł z pół godziny później, wyśmiał mój hamulec i spokojnie wyciągając kilkanaście metrów żyłki wpakował się w lilie wodne, zaplątał i zerwał. Kiedyś jeszcze złowię ładnego karpia....
Wzorem starego powiedzenia: "Daj mężczyźnie rybę, a nakarmisz go na dzień; daj mu wędkę, a nakarmisz go na całe życie" mój kot nie przynosi mi półżywych ptaków. O nie, on dzisiaj przyniósł mi z dumą całe gniazdo, jakby chciał powiedzieć: "Chcesz się nażreć drobiu, szukaj takich wianuszków na drzewach".
Jestem kociarzem, koty miałem zawsze i uważam że jesteś dzbanem. Chcesz mieć kota wychodzącego, to naucz go chodzenia że smyczą i chodź se z nim na spacery. Mental wypuszczania kota porównuje do mentalu puszczania psa luzem na wsi żeby sobie sam znalazł jedzenie.
Odwiedziłem wczoraj z moją Kasią Shibden Hall - budynek z 1420 roku będący siedzibą rodu Lister, w tym także Anne Lister, zwaną złośliwie Gentleman Jack, często określaną jako pierwsza współczesna lesbijka. Żyła na przełomie XVIII i XIX wieku, miała bardzo silny charakter, odstawała od ówczesnych kanonów zachowań. Podobno była całkiem sprawna fizycznie, ubierała się cała na czarno, miała głód wiedzy, ale żeby go zaspokoić, musiała wynajmować prywatnych nauczycieli, bo kobietom nie wolno było edukować się na uniwersytetach, przez wiele lat podróżowała po całym świecie, prowadziła dzienniki (zapisała w nich ponad pięć milionów słów, w tym częściowo kodem, który po latach udało się rozszyfrować), no i otwarcie gustowała w kobietach, co w tamtych czasach budziło spore poruszenie. Wdała się w kilka burzliwych romansów, ale jej największą miłością okazała się Ann Walker, z która wzięła nieformalny ślub (przystąpiły razem do komunii, od tamtej chwili uznawały się za małżeństwo) w Kościele Świętej Trójcy w Yorku. Trochę przez przypadek odwiedziłem kiedyś ten kościół i oprócz pamiątkowej tablicy pełno przed wejściem dekoracji, jak mniemam zostawionych przez lesbijskie lub homoseksualne pary.
Ann Lister jest bohaterką serialu na HBO - "Gentleman Jack", który - według przewodników Shibden Hall - bardzo wiernie oddaje część jej życia, jedynym poważnym odstępstwem jest motyw pewnej zbrodni, w której ciało zostało zjedzone przez świnie. Co ciekawe, pierwszy sezon kręcono na miejscu, w prawdziwych komnatach Shibden Hall, ale poczas drugiego sezonu nastąpiła pandemia i producenci zmuszeni byli zbudować te same pomieszczenia w studiu. To musiało sporo kosztować. Niestety, mimo zamysłów stworzenia pięciu sezonów, serial anulowano po dwóch i prawdopodobnie nigdy nie powstanie reszta, ale i tak wzbudził on ogromne zainteresowanie turystyczne i w pewien sposób ocalił Shibden Hall, które wcześniej okazywało się nierentowne.
Na koniec kilka zdjęć. Jakby co, ten cylinder nie jest oryginalny i każdy mógł go przymierzyć
W UK mamy okres ochronny na rzekach, więc chodzę teraz na niewielki staw w mojej okolicy - Railway Pond. Staw jest naprawdę pełen ryb - płotki, wzdręgi, leszcze, liny, karasie, klenie, okonie, a nade wszystko - przepiękne karpie. Te ostatnie w słoneczne dni potrafią wylegiwać się tuż pod powierzchnią, doskonale je widać i przynajmniej niektóre mają zdrowo ponad 10 kilogramów. Niestety - jak wspomniałem - karpiarzem jestem cienkim i mimo kilkukrotnych posiadówek, nadal nie udało mi się żadnego złapać. Pogadałem trochę z zarządcami wody, którzy przychodzą codziennie skasować £5 za połów i dostosowałem się do ich rad - dłuższy, cieniutki przypon i bardzo mały haczyk - chyba 16. Karpie z tego stawu były już wielokrotnie wyławiane i po prostu zrobiły się bardzo ostrożne. Co ciekawe - kulki karpiowe, pellety i tego typu sprawy nie bardzo się tu sprawdzają, za to na białe i barwione robaki najczęściej można je złapać. W sobotę z rana było dosyć chłodno, ale pogoda szybko się poprawiła. Niebo czyste i praktycznie żadnych wiatrów. Delikatne nęcenie (większego nie ma sensu na tak małej wodzie) i od samego początku miałem sporo brań. Nie brałem ze sobą siatki, bo nie widzę sensu dodatkowego męczenia ryb, ale przez sześć godzin spokojnie wyciągnąłem około 40 ryb, głównie leszcze i klenie, kilka płotek i dwa liny, ale wszystko mniejszego kalibru. Około 12 wreszcie zaciąłem coś większego. "Jeśli to karp, to żaden rekordowy okaz" - pomyślałem. Po krótkiej walce w moim podbieraku wylądowała przepiękna złota rybka - karaś i to nieźle utyty - prawdziwy prosiaczek, ważył 1,46 kg. Pokazałem jego zdjęcie zarządcy i podobno jest ich tu kilkanaście, zarówno złotych jak i srebrnych. Nic to, na karpia jeszcze przyjdzie czas, tej ryby trzeba się nauczyć, a tymczasem cieszę się z tej zdobyczy.
@Felidiusz jak mówisz, że w słoneczne dni pływają przy powierzchni to kup interceptor od kordy i spróbuj na chlebek z powierzchni.
Ja to z karpiami nie mam nic wspólnego bo wolę na muchę za pstrągami pochodzić (w sumie dzięki temu nie dotyka mnie kwestia końca sezonu na rzekach) ale mam feedera takiego średniej mocy i kiedyś dla testu na chlebek takiego bydlaka złowiłem.
@Felidiusz aj szkoda. Wg mnie łowienie czy to karpi, pstrągów, szczupaków czy kleni jest najbardziej widowiskowe i dla mnie osobiście przynosi największą frajdę. Ogółem powodzonka i więcej takich grubych karasi życzę.
Taka muzyka rodzi się tylko z własnego cierpienia.
Tego nie można wiarygodnie podrobić, to musi płynąć z serca.
Ren to urodzony w Walii muzyk, kompozytor, gitarzysta. Po ukończeniu studiów został ulicznym muzykiem, aż w 2009 ktoś ze stajni Sony odkrył jego talent i zaproponował mu kontrakt. Ren był w czasie nagrywania materiału na album, gdy jego problemy zdrowotne (borelioza, zespół chronicznego zmęczenia, choroba autoimmunologiczna, problemy ze zdrowiem psychicznym) znacznie się pogorszyły i przykuły go do łóżka. Sony wycofało się z konraktu. Ren przez cztery lata walczył o swoje zdrowie praktycznie nie wychodząc z domu. W 2015 w końcu zostaje prawidłowo zdiagnozowany i jego stan się polepsza. W 2016 wydaje samodzielnie swój pierwszy album "Freckled Angels", ale prawdziwą sławę przynosi mu dopiero nagrany później utwór "Hi Ren", w którym opowiada o swojej problemach ze zdrowiem, również tych psychicznych. Internet dosłownie eksplodował po jego publikacji.
Aż trudno uwierzyć, że tyle energii płynie od kogoś zmagającego się z zespółem chronicznego zmęczenia. Utwór trwa ponad dziewięć minut i Ren daje w nim z siebie wszystko: zmienia tempo, barwę głosu, śpiewa, rapuje, a nawet wrzuca monolog. To są żywe, surowe emocje, które aż wylewają się z głośników, to niemal manifest poetycki, od którego pieką oczy. Te dziewięć minut mija niezauważalnie. Dodatkowo ta nietypowa, ascetyczna sceneria, migające lampy i ubiór Rena nadają niesamowity klimat.
Jako ktoś, kto spotyka się z problemami psychicznymi w pracy i życiu prywatnym, jestem pod dużym wrażeniem. Porównanie ich do wahadła wydaje mi się bardzo trafne. Ostatnie zdanie Rena wywołuje u mnie ciarki.
Nockę skończyłem o 7:00 rano, na dworze -2 stopnie, całą drogę do domu zastanawiałem się, czy w taką pogodę warto iść na ryby. Kij tam, zakładam cztery warstwy ubrań i startuję nad kanał. Nad wodą nikogo, rozkładam sprzęt, łapię żywca i po pół godzinie branie. Pierwszy szczupak 2,8 kg, czyli już nie jest źle. Drugiego szczupaka zaciąłem z pół godziny później, ale się wypiął. Zabrakło mi wtedy uklejek na żywca i założyłem trochę większą płotkę. Następne branie może po kwadransie i od razu wiem, że to coś większego. Hamulec śpiewał piękną wędkarską pieśń, ryba trzymała się dna i ani myślała się pokazać. Po około trzech minutach zrywa się w najmniej spodziewanym punkcie zestawu - oderwał się jeden z haczyków kotwiczki! Czegoś takiego się nie spodziewałem, może ryba była zapięta tylko na ten jeden hak, może słabszy spaw - trudno powiedzieć. Ale miałem na haku chyba rybę życia i mimo ostrożnego holowania ją straciłem Na pocieszenie na kolejną płotkę wpada jeszcze jeden zębol - 3,9 kg tuż przed końcem połowu. W ogólnym rozrachunku jest remis 2:2 między mną a rybami. Ciekawy dzień, chociaż tej zerwanej sztuki będę jeszcze trochę żałował. Na koniec zdjęcie zębatego wariata sprzed paru dni, który zdołał wpierdzielić uklejkę równą połowie swojej długości. Propsy za żarłoczność Nawet nie zasygnalizował brania, tylko mi żywiec zaczął się jakoś tak ochoczo kręcić
@Felidiusz nigdy nie ogarnę tego jak można męczyć rybę tylko dla swojej przyjemności. Rozumiem później ją zjeść. Sam łowiłem, ale zawsze zjadłem to co złapałem. "Dreszczyk emocji" to to samo jakbyś strzelał z pistoletu do paintballa w sarny.
Znacie te memy "Expectation vs reality"? Dzisiaj sam się tak naciąłem.
Zamówiłem sobie trzymetrową wędkę na ebay`u. Miała być karpiowa. Zdziwiłem się, że szła trzy tygodnie, ale okazało się, że sprzedawca, chociaż miał angielski nick, tak naprawdę albo jest Chińczykiem, albo zamawia sprzęt z Państwa Środka. Paczka wydała mi się jakaś mała i lekka. Po otwarciu okazało się, że przyszedł taki duży ołówek Rozłożyłem ją (faktycznie ma trzy metry) i sprawdziłem, jak to pracuje i nie mam krztyny zaufania do materiału i jego wytrzymałości. Dziecku bym to może dał na płotki, ale nie na profesjonalne łowienie karpi po kilka czy kilkanaście kilogramów. Nic, odsyłam to jutro za Jangcy i idę po staroświecku do sklepu wędkarskiego, żebym mógł sprzęt na oczy zobaczyć przed zakupem.
Pierwsze zdjęcie z ebay`a, drugie po rozpakowaniu.
Zostałem sumem Z tej okazji dzielę się ciekawym rockowym kawałkiem.
Mewithoutyou ma ciekawy wokal, ale najbardziej rozwala mnie ten perkusista, trochę jakby wyjęty z innej bajki: okulary z bazaru, na spodniach czerwone plamy (krew?), a na perce gra odwróconymi pałeczkami - to jakaś technika, ktoś się zna?
No i naprawdę skomplikowany tekst, o którym w necie można znaleźć całe wypracowania, łączący motywy biblijne, wędrówkę narodu wybranego z odniesieniami wojennymi.
Dajcie tej piosence szansę. To kawał dobrego rocka.