Tytuł: Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka
Autor: Swietłana Aleksijewicz
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Czarne
Format: audiobook
ISBN: 9788375368505
Liczba stron: 512
Ocena: 7/10
Zbiór wspomnień osób urodzonych w ZSRR. Opowieści rozmówców skupiają się na próbach odnalezienia się w nowej, kapitalistycznej rzeczywistości.
Podobnie jak w recenzowanym wcześniej przeze mnie reportażu Wojna nie ma w sobie nic z kobiety, także tutaj mamy do czynienia z wieloma świadectwami – od wspomnień byłego enkawudzisty po wywiad z menedżerką z korpo. Tak jak w Wojnie, owe wspomnienia zostały przedstawione przez Aleksijewicz w sposób maksymalnie bezstronny, bez oceniania rozmówców czy wdawania się z nimi w polemikę.
Jeśli czegoś tu brakuje, to ogólnych statystyk dotyczących sytuacji społeczno-ekonomicznej po rozpadzie ZSRR, które nadałyby kontekst utyskiwaniom bohaterów, oraz wspomnień przedstawicieli narodów bałtyckich, które z kolei stanowiłyby dopełnienie dla świadectw z Kaukazu, Białorusi, Ukrainy i Azji Środkowej zawartych w reportażu.
Dla wiernych widzów Andromedy to pozycja must read, aczkolwiek nie liczcie, że zrozumiecie po niej ruski mental, bo cywilizowany człowiek nigdy go nie zrozumie.
@AndzelaBomba Ruski mental jest skomplikowany na poziomie pływaka żółtobrzeżka. Bo już pierwsza lepsza ryba ma w porównaniu do średniego kacapa łańcuch wnioskowania i wzorce zachowań daleko bardziej zaawansowane. Ale w tym skromnym zasobie Wańki z Muchosrańska znajdują się wnioski z próby zaszczepienia kapitalizmu i demokracji w chlewiku zwanym Rosją. Negatywne nad wyraz. O tym zajmująco pisze noblistka.
Książka, która w doskonały sposób tłumaczy rosyjską mentalność. Jak żyć normalnie w państwie, gdzie najpierw sąsiad podpierdzielał cię, żeby wzięli cię na przesłuchania i tortury, ale jak wróciłeś, to musiałeś być dla niego grzeczny, bo przecież nie wolno było powiedzieć, gdzie się było. Ofiary musiały żyć obok katów i się grzecznie uśmiechać.
Krótki opis: oparta na prawdziwych wydarzeniach historia Henry'ego, młodego chłopaka z mieszanej irlandzko-włoskiej rodziny, który w latach 50. rozpoczyna karierę w nowojorskim półświatku.
Świetny film z zapadającymi w pamięć kreacjami aktorskimi. Mimo pewnego komediowego przerysowania, wydaje się być wiernym przedstawieniem nowojorskiego półświatka drugiej połowy ubiegłego wieku.
@AndzelaBomba świetna produkcja. Ten tytuł oraz "Dawno temu w Ameryce" dla mnie zawsze były ponad "Ojcem Chrzestnym". Jakieś takie bardziej dynamiczne, przez co fajniej się ogląda.
Kolejna adaptacja HrabiegoMonteChristo się szykuje, tym razem #woke bo widocznie lesbijka Eugenia (zgodna z lore) i czarni Caderousse oraz Haydee w serialu z 2k24 (niezgodni z lore) to za mało dla "współczesnego widza".
Wróżę kolejny kasowy niewypał (o ile projekt nie zostanie wcześniej porzucony). Nie dość, że ludzie są już zmęczeni blackwashingiem, to w tamtym roku wyszedł i film, i serial, i na nową wersję, nawet, jeśli miałaby być ona zgodna z powieścią, jest zwyczajnie za wcześnie.
Krótki opis: Łowca androidów K odkrywa tajemnicę, która może odmienić losy ludzi i replikantów.
Nieczęsto zdarza się, że sequel dorównuje oryginałowi, a jeszcze rzadziej, gdy wnosi coś nowego do lore. Tymczasem ten film nie dość, że dorównał jedynce, to momentami wręcz ją przebijał. Jedynie postać Wallace'a i wątek ruchu oporu psują nieco wrażenia, bo trochę zalatują sztampą.
Według mnie, to absolutny must watch.
Ze względu na czas trwania, jak i dość ciężki klimat, nie jest to film, który polecałabym na seans w tygodniu wieczorem w ramach relaksu po robocie. Lepiej obejrzeć go któregoś wolnego dnia, gdy będzie się w stanie w pełni na nim skupić.
Dostępny na filmanie i najpopularniejszych serwisach streamingowych w PL.
@AndzelaBomba Eee, nie. Remake nie ma istotnego składnika: metafizyki. Improwizowany monolog Hauera dorównuje szekspirowskim. Zgoda, BR 2049 jako integralny twór zapisało się w historii kina i rzeczywiście jest must have dla każdego kinomana, jednak jest dziełem bardziej popkulturowym i nie tak uniwersalnym w podkładzie myślowym czy filozoficznym jak dzieło Scotta.
Byłem na tym w kinie i pamiętam że strasznie mi się ciągnął 😐
Było to trochę lat temu (nie wiem w sumie z 7 lat temu grali to w kinie?) ale pamiętam też, że wychodząc już z kina mieliśmy takie samo zdanie : stary blade runner dużo lepszy.
Co nie znaczy że był zły, ode mnie 6.5/10 gdzie ten stary z Fordem ma solidne 8.
Kraków, rok 1569. Kacper Ryx kształci się na UJ na medyka. Dzięki swojej niezwykłej inteligencji znajduje sobie niedługo inne zajęcie, zostaje bowiem pierwszym w kraju detektywem. Jego pierwsze śledztwa dotyczą kradzieży królewskiej pieczęci, morderstwa młodej mieszczki oraz zaginięcia owianego złą sławą alchemika Twardowskiego.
Największą zaletą tej powieści jest barwny opis XVI-wiecznego Krakowa. Wydaje się, że autor zrobił w tym temacie research, chociaż rzuciły mi się w ucho dwie historyczne nieścisłości (jeden z bohaterów jest weteranem wojen husyckich, jednak toczyły się one ponad 100 lat wcześniej; mistrz Twardowski pracował w przeszłości na zlecenie sławnego patrona alchemików króla Rudolfa II Habsburga, ale ten władca wstąpił na tron dopiero w 1576).
A tak poza tym, to słabo, mocium panie. Intrygi kryminalne są tak banalne i przewidywalne, że randomowy odcinek CSI to przy tym arcydzieło gatunku. Autor tak bardzo poświęcił się budowaniu klimatu Krakowa, że zapomniał, że w kryminale historycznym klimat miejsca i czasu akcji powinien równoważyć się z intrygą. Dodatkowo, po opisie wydawcy można się spodziewać, że główny nacisk będzie położony na uknutą przez braci Mniszech i zrealizowaną z pomocą imć Twardowskiego intrygę z podstawieniem królowi „odrodzonej Barbary Radziwiłłówny”, czyli Barbary Gizanki ( https://pl.wikipedia.org/wiki/Barbara_Gizanka ). Tymczasem przez pierwsze 10 rozdziałów akcja kręci się wokół śledztwa Kacpra w sprawie śmierci rozwiązłej dziewczyny, a jak sprawca tej zbrodni zostaje ukarany, to wtedy autor łaskawie powraca do wątku poszukiwań Twardowskiego.
Jak ktoś wciąż chciałby się zapoznać z tą serią, to odradzam audiobook dostępny na Storytelu ze względu na kiepskiego lektora.
Krótki opis: piękna archeoloszka przypadkowo wybudza wampirycznego Zbigniewa Bońka. Zdesperowana, prosi o pomoc w walce z potworem meksykańską odpowiedź na duet Wędrowycz&Korczaszko.
Gdyby oceniać tę produkcję w standardowych kategoriach filmowych, to dno i metr mułu, ale w kategorii "film tak zły, że aż dobry", to 10/10 xD
Film dostępny na Youtube i Dailymotion w wersji oryginalnej, ale idzie znaleźć w Google napisy po angielsku i po polsku (lecz te ostatnie to chyba Google translation).
@AndzelaBomba Zachęciłaś opisem, czasem lubię sobie obejrzeć coś takiego, przy czym współczesne produkcje polskiej kinematografii, wypadają na arcydzieło
Życie i czasy Przemysła II, pierwszego króla po rozbiciu dzielnicowym.
W ramach krótkiego opisu fabuły, powinnam napisać więcej, niż powyższe zdanie, jednak nie jestem w stanie. Od początku dużym problemem, jaki miałam z tą książką, był fakt, iż bardzo mało tu wyrazistych intryg i konfliktów fabularnych, które definiowałyby opowiadaną historię. W pierwszej połowie książki jedynym tak naprawdę konfliktem fabularnym jest nienawiść pomiędzy Mechtyldą a Lukardis. W drugiej połowie zawiązuje się parę innych intryg, lecz nie wydają się one wpływać znacząco na fabułę - większość wydarzeń nadal dzieje się sama z siebie, mocą imperatywu historycznego (ten jeden plus, że autorka zrobiła research i dość wiernie opisała wydarzenia), a nie jest efektem konkretnych działań lub zaniechań bohaterów, czego przecież powinno się wymagać od powieści historycznej.
Moim zdaniem, owo rozmycie fabularne wynika z tego, że autorka od początku wprowadza pierdyliard POV i skacze między nimi jak małpa na gumie. Ledwie poznaliśmy jakąś postać i nie orientujemy się jeszcze, w jakim celu pojawia się na kartach powieści, myk, pora na kolejne POV. Nie muszę chyba mówić, że taka praktyka nie dość, że utrudnia polubienie/znienawidzenie postaci, to torpeduje dobre prowadzenie historii i kreślenie intryg. Dla porównania: w audiobookowej wersji czytanej przez Filipa Kosiora i słuchanej na prędkości 1.0, przeciętna długość POV to 10-15 minut; w audiobookowych adaptacjach trylogii Pierwszego Prawa, czyli innej historii z dynamicznymi intrygami i zmieniającymi się POV, jeden rozdział, obejmujący zazwyczaj POV pojedynczej postaci, to już jakieś 30-45 minut.
Trzecią bolączką tej powieści są wątki i elementy fantastyczne. Tutaj zacznę od słowiańskich wierzeń, które według opisu wydawcy powinny odgrywać dużą rolę w fabule. Z tego, co czytałam w różnych źródłach, w XIII wieku rodzimowierstwo nie było jeszcze tak do końca wyplenione, zwłaszcza na peryferiach państwa Piastów, czyli Pomorzu i Mazowszu. Liczyłam więc na pogłebiony i prawdopodobny historycznie opis pokątnego wyznawania dawnej wiary. Tymczasem za cały „wątek słowiański” robi tutaj wannabe Loża Czarodziejek, które planują sparzyć Lukardis z jej przyrodnim bratem, by wyhodować Lechitę al Gaiba, a gdy im to się nie udaje, zwyczajnie porzucają swój program eugeniczny i zaczynają korzystać z blasków (lecz nie cieni) życia kurtyzan. O wiele, wiele, wiele więcej miejsca poświęcono za to magicznym zwierzętom herbowym. W ogóle, co to miało niby być z tymi ożywionymi symbolami herbowymi, jakiś Disney dla ubogich? xDD
Generalnie, w życiu wychodzę z założenia, że jeśli coś jest określane i reklamowane w mediach jako „polskie [x]”, to jest znacznie gorsze od oryginału. Niestety, także w tym wypadku, powieść szumnie określana „polską Grą o tron” stoi kilka poziomów niżej od uniwersum Martina. Sorry, ale jak dla mnie, same a’la średniowieczne realia, sceny morenki (w tym przypadku kiczowate), postacie ladacznic, książęta geje i baby karmiące piersią dobrze już wyrośnięte dzieci nie wystarczą, by stworzyć dzieło mogące dorównywać GoT. Oj szkoda, po lekturze świetnej Sydonii i tylu pozytywnych recenzjach zamieszczonych w necie przez fanów powieści liczyłam na naprawdę porywającą serię, która trafi do mojej biblioteczki.
Tutaj jeszcze słowo odnośnie audiobooka i jednocześnie przesłanie do pracowników wydawnictwa Aleksandria, jeśli jakimś niepojętym cudem natrafią kiedyś na ten wpis: plis, wycinajcie w montażu odgłosy picia lektorów xD
@AndzelaBomba to nie usuwam. Dotychczas od Cherezinskiej to tylko Sydonie czytałam, spodziewałam się, że większość jej książek jest napisana na wysokim poziomie Sydonii, ale widocznie to autorka nieregularna.
Krótki opis: historia słynnej przestępczej pary z lat 30.
Dobry film i w kontekście epoki rzeczywiście nowatorski.
Niestety, jest parę rzeczy, które podczas seansu na tyle mnie zirytowały, że ostatecznie daję 0,5 pkt w dół:
- Nierówne tempo - w połowie filmu akcja siada i myślę, że można by spokojnie wyrzucić 20 minut i historia wcale by na tym nie straciła. W końcu po co był np. wątek Gene'a Wildera i jego dziewczyny?
- Gra aktorska odtwórczyni roli szwagierki Clyde'a. Ilekroć ta postać pojawiała się na ekranie, chciałoby się ją udusić. I to ma być niby rola godna Oscara? Chyba Złotych Malin!
- Soundtrack, którego albo nie ma, albo jest w postaci muzyczki rodem z Benny Hilla.
Warto obczaić, bo to klasyka, ale na tyle specyficzna, że niekoniecznie może trafiać w gust dzisiejszego widza.
Przerzucanie wszystkiego w kąkuter jest może i szybsze i tańsze, ale powoduje zanik kunsztu, rzemiosła, wyobraźni i umiejętności nieszablonowego myślenia.