Jak długo po obudzeniu się wasz mózg załaduje do końca system operacyjny?
#pytanie #spanie #sen #bezsennosc
Jak długo po obudzeniu się wasz mózg załaduje do końca system operacyjny?
#pytanie #spanie #sen #bezsennosc
Zaloguj się aby komentować
Prasówka (bo dawno nie było)
/r/LucidDreaming
If you can't get SSILD, try this!
https://www.reddit.com/r/LucidDreaming/comments/1f47hzi/if_you_cant_get_ssild_try_this/
I invented a new lucid dreaming technique (FM-WBTB)
Yes you're all wrong.
https://www.reddit.com/r/LucidDreaming/comments/1f2ct18/yes_youre_all_wrong/
I lucid dream every night and here’s how I do it
A Guide to Time Dilation in Lucid Dreaming
https://www.reddit.com/r/LucidDreaming/comments/1f0tnx7/a_guide_to_time_dilation_in_lucid_dreaming/
/r/Meditation
Meditation made me realise that none of this shit matters anyway
What's the best evidence for you personally that you are not your thoughts?
/r/Mindfulness
Has anyone tried this website for meditation advice?
https://www.reddit.com/r/Mindfulness/comments/1f44iz1/has_anyone_tried_this_website_for_meditation/
/r/AstralProjection
Monroe institute guide for astral projection:
Everyone loves astral projection, but few understand its real purpose
https://www.reddit.com/r/AstralProjection/comments/1f06ypi/everyone_loves_astral_projection_but_few/
Do you still fear death?
https://www.reddit.com/r/AstralProjection/comments/1f05z4q/do_you_still_fear_death/
Materiały (książki, strony etc)
Dreaming Yourself Awake: Lucid Dreaming and Tibetan Dream Yoga for Insight and Transformation Hodel B, Wallace B
https://libgen.rs/book/index.php?md5=A89D9A1A7D51D541236B2DDB327C943C
Exploring the World of Lucid Dreaming - S. LaBerge
https://libgen.rs/book/index.php?md5=569F66783E09BF74A74F49CF32779662
Lucid Dreaming - S.LaBerge
https://libgen.rs/book/index.php?md5=5C93D7A23053BE83D962D2BF4BDD80F2
Dream Yoga: Illuminating Your Life Through Lucid Dreaming and the Tibetan Yogas of Sleep - A. Holecek
https://libgen.rs/book/index.php?md5=35F767D15685AA2DD5F9D02CDD254B02
Awakening to the Dream: The Gift of Lucid Living Hartong L
https://libgen.rs/book/index.php?md5=7EB6E6D94FC690ED381F3F0BAF9B1337
Zen Meditation in Psychotherapy: Techniques for Clinical Practice - C. Alexander Simpkins, Annellen M. Simpkins
https://libgen.rs/book/index.php?md5=B4685EBE289B97C456991587C6D38EFB
A Song for the King: Saraha on Mahamudra Meditation - Thrangu Rinpoche, Michele Martin, Peter O\'Hearn
https://libgen.rs/book/index.php?md5=8201E0C9DD4C2209473126BC3838421F
Psychology moment by moment: a guide to enhancing your clinical practice with mindfulness and meditation - Elise E. Labbé
https://libgen.rs/book/index.php?md5=A50DA5CD315203C771CC1785DD52F857
Cosmic Journeys: My Out-of-Body Explorations With Robert A. Monroe - R. McKnight
https://libgen.rs/book/index.php?md5=083AD22CD5B94D049110B955AB4E7DDA
Źródło obrazka:
#swiadomysen #sen #sny #luciddreaming #luciddream #medytacja #oobe #mindfulness

Zaloguj się aby komentować
Miałem przedziwny sen i szczerze, to chciałem go zapisać zanim mi wywietrzeje kompletnie z głowy. W sumie pomyślałem żeby zrobić z Kawiarenki taki sennik-pamiętniczek i po namowie @wrzoo trochę się przełamałem.
Pamiętajcie proszę tylko, że pierwszy raz coś takiego piszę, no i zgodnie z pradawną zasadą, że ten niesamowicie szczegółowy, fajny i emocjonalny sen, dla innych jest chaotyczny, nudny i bez sensu...
Dobra! Zaczynamy!
Śniło mi się, że...
Wahadłowiec, którym lecieliśmy, szumiał przeraźliwie. Wentylacja i klimatyzatory, z wysiłkiem godnym lepszej sprawy, starały się zachować nas nie tylko przy życiu ale też we względnym komforcie. Siedzenie, które przed startem wydawało się dekadencko luksusowe i wygodne, stało się twarde jakby wylano je z betonu, a pasy oplatały mnie całego, dusząc niczym tekstylna ośmiornica nieostrożną rybkę na dnie morza. Czułem każdy zbyteczny kilogram swojego ciała i każdą nierówność w wyściółce oparcia. I nie mogłem przestać się uśmiechać.
Okna, na czas wznoszenia się, były zakryte osłoną, przez co mogłem skupić się wyłącznie na wnętrzu pojazdu. Przyglądałem się wiec wszystkim rozwiązaniom, które zafascynowały mnie zresztą od momentu wejścia na pokład. Kabina przypominała wnętrze typowego samolotu pasażerskiego, tylko nabitego po uszy wszelkiego rodzaju klamrami, uchwytami i kotwami. Różniły się też panele na ścianach, mające często dziwny, przypadkowy i nieregularny charakter, tworząc mozaiko-puzzle, otaczające nas łukiem sięgającym sufitu prawie 3m nad naszymi głowami i ewidentnie ukrywające różne mechanizmy pod sobą. Same panele były miękkie w dotyku i niepokojąco przywodziły na myśl jakąś izolatkę w szpitalu psychiatrycznym, przygotowane zapewne by przyjąć na siebie nieostrożnych i gapowatych amatorów kosmosu. Nie było też schowków nad głowami, przez co całe wnętrze wydawało się przestrzenne i jakby zachęcało do skorzystania z niego.
Kabina miała około 10m długości, z przodu kończyła się ścianką ukrywającą toaletę oraz kącik obsługi. Na ściance wisiały monitory pokazujące mapkę z odległością do Stacji Orbitalnej oraz bliźniaczego wahadłowca lecącego przed nami. Za nimi znajdowały się zabezpieczone drzwi do kabiny pilotów. Z tyłu były wrota śluzy, którą weszliśmy na pokład. Siedzenia ułożone były w dwa rzędy, po dwa fotele, z przejściem między nimi. Rozrzutność, która wraz z ekskluzywnymi siedziskami, doprowadziłaby do zawału niejednego prezesa tanich linii lotniczych. Wszystko było białe, surowe, do bólu użytkowe i zdawało się sugerować, że ktoś bardzo się starał przebrać Jambojeta tak by przypominał wahadłowce z końca XX i początku XXI wieku.
Nagły dzwonek wyrwał mnie z podziwiania surowego i industrialnego wnętrza, a moja głupia mina udowodniła, że ma jeszcze przestrzeń do tego, bym mógł ośmieszyć się bardziej. Szarpnięcie rzuciło mnie w oplatające mnie pasy! Odbiłem się od nich lądując ponownie w objęciach nagle wygodnego fotela. A potem przestałem czuć i jedno i drugie. Niczym dziecko, cieszące się z odkrywania nowego smaku, zacząłem cicho chichotać i pozwoliłem by moje ręce uniosły się same do góry. Nieważkość!
Wahadłowiec wygasił silniki, które pozwoliły mu się wzbić na orbitę. Osłony okienne zaczęły podnosić się do góry, ukazując najpierw niezwykłą i głęboką ciemność, a następnie jarzącą się oślepiającym i błękitnym światłem Ziemię. Wygiąłem głowę do tyłu, by zobaczyć jak najwięcej przez niewielki bulaj. Nie byłem w stanie dostrzec niczego na powierzchni globu, nawet chmur. Ziemia zdawała się emitować jakieś własne, kojące światło, niczym latarnia morska po długiej i niedobrej podróży.
Na ekranie z przodu zmienił się obraz pokazując widok z kamer na dziobie wahadłowca. Zobaczyliśmy Stację Orbitalną. Miała kształt ostro zakończonego wrzeciona, którego przęśliki tworzyło trzy niezależnie obracające się pierścienie, gwarantujące ciążenie w obszarach zamieszkałych. Lśniła na biało, połyskując rewią tysiąca refleksów ujawniających morze przyrządów, czujników i maszyn pozwalających przeżyć ludziom w niedostępnym kosmosie.
W obszar widoku kamery wleciał pierwszy wahadłowiec. Na jego ogonie nieregularnie żarzył się jeden z trzech ułożonych w stos silników. Zbliżał się szybko do Stacji. Pozazdrościłem im, że już zaraz tam będą, ale na pocieszenie postanowiłem cieszyć się widokiem planety za oknem. Patrzyłem w bezkresną czerń zastanawiając się jakie są szanse żebym mógł wyjść na spacer na zewnątrz i móc bezpośrednio doświadczyć tego co nazwano Kosmosem. Z rozmyślań wyrwał mnie szmer, a potem krótki jęk jakiejś współpasażerki. Spojrzałem na monitor, na obraz, który spowodował ten zamęt.
Poprzedzający nas wahadłowiec nie wygasił ciągle silnika i z przerażającą prędkością zaczął zbliżać się do stacji. Nie było widać, żeby używali silników kontroli trakcji i ciągle nie zmieniali kierunku lotu. Operatorzy stacji uruchomili ramiona wysięgników kierując je w stronę pechowego wahadłowca, próbując desperacko go pochwycić lub zwyczajnie opędzić się od śmiercionośnej drobiny. Łukowate pylony portowe uniosły się odsłaniając gniazda dokownicze i śluzy, tak jakby ktokolwiek jeszcze kiedyś miał z nich skorzystać. Stacja przypominała teraz białego grzyba, stroszącego swoje blaszki i pierścienie, przeczuwając nadchodzące wydarzenia.
Wahadłowiec uderzył w stacje w kompletnej ciszy. Jasne, w próżni nie roznosi się dźwięk, ale to cisza naszego statku tak mnie uderzyła. Nie było ani jednego westchnięcia, pisku, porządnej k⁎⁎wy rzuconej pod nosem, nawet klimatyzatory i wentylacja zamarły w ciszy dziejącej się tragedii. Dramat naszych towarzyszy przeszedł bez żadnego komentarza. Sam wahadłowiec rozsypał się w drzazgi tak, że uwierzyłbym, że był zbudowany z zapałek i posklejany w pożądany kształt gumkami recepturkami. Stacja w miejscu zderzenia zaczęła pękać, kruszyć się, jakby nie była zbudowana ze stali, tytanu, aluminium i plastiku, ale ze szkła! W końcu sam rdzeń złamał się w 2/3 swojej długości, a jego koniec, obracając się, odleciał w kierunku Ziemi. Po pozostałej części rdzenia zaczęły rozprzestrzeniać się pęknięcia, sięgając w końcu pierścieni z mieszańcami. Przez ułamek sekundy myślałem, że po prostu oderwą się od stacji i dalej krążąc, będą kontynuowały swoją podróż wokół planety. Nic bardziej mylnego. Naciągi, rury, okablowania oraz szyby windowe po prostu się złamały i urwały, tak jakby nie nadążały za pędzącymi pierścieniami. A one same zaczęły zachowywać się, jakby zbudowano je z plasteliny i jedne odcinki zaczęły zagłębiać się w innych. W końcu się... Nie, nie rozpadły. To nie oddaje istoty zjawiska. Pierścienie zdawały się zrzucać swoją metalową skórę i odsłaniać delikatne wnętrze pełne przerażonych ludzi. Siła odśrodkowa zrywała poszycie, szkielet i wszelką maszynerię, siejąc po okolicy śnieżycą zbudowaną z odłamków i zakończonych ludzkich żyć. W tym także ku nam.
Na początku przypominało to krople deszczu uderzające w metalowy dach, by za chwilę przerodzić się w potworny szum, zgrzyt i pełne boleści zawodzenie. Nie wiem czy to statek wył, czy może stacja, czy może my. W nasze skrzydło uderzył większy odłamek. Nagłe szarpnięcie wbiło mnie przeraźliwym pędem w szelki pasów! W oczach mi pociemniało, byłem pewien, że złamałem kark i to koniec dramatu rozgrywającego się wokół mnie. Kapitan uruchomił silniki manewrowe, próbując wyrównać chaotyczny obrót wahadłowca i jednocześnie szarpiąc nami we wszystkie strony. Nacisk opadł i wkrótce poczułem znowu nieważkość, która tak mnie zachwycała te kilka chwil (całe życie) temu.
Wahadłowiec dalej obracał się sokół własnej osi, ukazując przez okno to błękitną Ziemię, to mrowie stacji. Z głośników dobiegł nas głos:
- "Mówi państwa kapitan. Udało nam się wyrównać obrót i uciec z chmury odłamków. Niestety krążymy teraz po niestabilnej orbicie okołoziemskiej. Musi... mmm... y... y...y..."
Zgasły wszystkie światła i monitory. Ciągle dało się słyszeć nieśmiały szum wentylatorów. Za oknem zobaczyliśmy Ziemię oraz otaczającą pojazd zielonkawą, mieniącą się zorze, która zaczęła przemieszczać się także przez ciemne wnętrze statku! Rzuciliśmy się do przeciwległej burty i zobaczyliśmy źródło poświty. Szczątki stacji żarzyły się jasnym światłem, rzygającym wszędzie na około przepiękną i przerażającą zarazem zorzą. Wybuchł atomowy reaktor stacji. Wahadłowiec był projektowany do lotów wewnątrz ziemskiej magnetosfery i nie ma żadnych osłon antyradiacyjnych. Zostaliśmy napromieniowani.
Włączyły się czerwone światła alarmowe. Karmazynowe twarze współpasażerów, skryte w cieniach rzucanych przez monochromatyczne światło, mówiły wszystko. Nikt nie odważył się odezwać, jakby jeden dźwięk miał złamać resztki rozsądku i spokoju na pokładzie. Próbowałem przypomnieć sobie o wiem o skażeniu radioaktywnym. Zdaje się, że czuje się ciepło, może człowiek się rumieni, potem czuje się dobrze, a potem pękają żyły i tętnice, komórki rozpadają się na oczach, tak że nie działają żadne leki przeciwbólowe. No, nie żyję... Zadziwił mnie samego mój spokój. Być może był to ciągle nieprzetrawiony pierwszy etap godzenia się z tragedią - zaprzeczenie. Chociaż wiedziałem przecież, że umrę. Było to bezdyskusyjne. Nie przyczyniłem się do tego w żaden sposób, ale to się stało i nic na to nie poradzę. W moich rękach zostało to jak odejdę. Czy tak jak sam wybiorę? Czy może w popromiennych cierpieniach? No dobrze, jak popełnić bezbolesne samobójstwo na niedziałającym wahadłowcu?!
Zauważyłem, że z tyłu wahadłowca zebrała się grupka pasażerów, którzy szeptem coś uzgadniają. Wydało mi się to podejrzane. Czy znają sposób by się uratować? Co oni knują?! Odpiąłem się od pasów i bezczelnie, pełen pewności siebie, podleciałem do nich! Zobaczyli mnie, ale nie zareagowali w żaden sposób. Odwrócili się i bez słowa udali w kierunku śluzy. "Bez sensu!" - pomyślałem - "Nawet jeśli śluza ma grubsze ściany to i tak już zostali napromieniowani i nic im nie da ukrywanie się w niej!". Grupka weszła do wnętrza oprócz jednego mężczyzny trzymającego ciągle okrągły właz. Stał zostawiając mi miejsce, jakby zapraszał do środka. Odsunąłem się, nie wiedząc co oni zamierzają. Mężczyzna kiwną nieznacznie głową i wszedł do środka zamykając za sobą właz. Spojrzałem przez wizjer, ciekawy co wymyślili by się ratować. Zobaczyłem, ze część osób zaczyna przytulać się do siebie, jakaś para się całowała, a mężczyzna, który wszedł ostatni, chwyta za dźwignie otwarcia zewnętrznych wrót.
"Nie!" - pomyślałem, po czym pęd statku, który nagle zaczął wirować z przeraźliwą prędkością, rzucił mną o ścianę. Bogu dzięki za inżynierów, którzy wymyślili ciamajdoodporne, miękkie panele... A może... A może szkoda, że nie rozbiłem głowy o ścianę w tym momencie? Gdy szaleńcze wirowanie, przestało rzucać mną w każdą stronę, desperacko, chwytając uchwyty umieszczone na ścianach i sufitach, podpłynąłem do kabiny pilotów, chcąc prosić ich o włączenie silników manewrowych, ustawienie się prosto do Ziemi i radę co robić dalej!
Drzwi były otwarte, wpłynąłem do środka i zobaczyłem obu pilotów. Przypominali mumie. Ich skóra wyglądała jak suchy i kruszący się pergamin. Była ściągnięta, odsłaniając zęby i wytrzeszczone oczy. Wyglądali jakby umierali tu wiele miesięcy. Pocili się krwią! Z okna ciągle sączyła się do wnętrza lepka, potworna, piękna zorza. Uciekłem natychmiast do kabiny pasażerskiej. Przywitały mnie jęki, zawodzenie i krzyki. Część ludzi wymiotowała krwią, część siedziała przypięta do foteli, wyjąc cichutko.
"Następny będę ja... Nie ma ucieczki... Nie ma łaski... Po prostu jeszcze się ruszam, a oni już nie mogą."
"Nic nie mogę zrobić z tą sytuacją! Nie zasłużyłem na nią! Nie przyczyniłem się do niej! Ale ona się stała i nic już z tym nie poradzę! Mam jeszcze siły by wybrać swoją śmierć. Mogę też pomóc tym ludziom"
Podszedłem do włazu śluzy. Ciągle była otwarta po zewnętrznej stronie. Zdjąłem jeden z białych, miękkich panelów, odsłaniając mechanizm awaryjnego odrzucenia drzwi śluzy. Zerwałem plombę i chwyciłem za dźwignię.
i się obudziłem...
#sen #sennik #dzienniksnow #naopowiesci

Zaloguj się aby komentować

Letnia muzyka do snu sprawia że zdrowy spokojny sen przychodzi łatwiej. Kwestia snu w wypadku wielu z nas jest tematem bardzo trudnym. Często chcemy zasnąć, lecz nasz mózg nie pozwala nam wprowadzić się w odpowiedni stan ...
#muzyka #sen #kwiaty #natura #fotografia
Dawno nie pisałem (chociaż nie wiem czy ktoś czekał na moje wpisy haha) to taki mały update, prace nad tarczą EEG do Arduino, pozwalającą badać odmienne stany świadomości jak LD chwilowo wstrzymałem, bo brakuje mi środków na komponenty, ale przyznam fajnie by było mieć takie urządzonko, też myślałem o scrapowaniu części z starych elektronicznych śmieci ale na razie brak na to czasu
Też myślałem o innym sposobie jaki stosuje m.in "Sleep as Android" czyli wykorzystanie żyroskopu / akcelerometru do badania faz snu (co chyba działa w taki sposób, że podczas fazy REM ciało się nie rusza bo jest sparaliżowane a podczas fazy NREM nie, ale nie jestem pewien, tu są dokumenty opisujące działanie - https://sleep.urbandroid.org/how-do-we-measure-your-dreams/ i jak aplikacja wykrywa fazę REM)
Jeszcze ciekawym pomysłem byłoby EOG (do wykrywania fazy REM przez monitorowanie ruchu gałek ocznych) ale to już wyższa szkoła jazdy
#sen #sny #swiadomysen #swiadomsny #oobe #ld #luciddream #luciddreaming
Zaloguj się aby komentować
#muzyka #sen
tego nie trzeba na reggae przerabiać. do snu zapraszam i nocne marki przepraszam. z czasem trzeba już się w wyro j⁎⁎⁎ąć i dalej jechać za obiecanym gulaszem.
Zaloguj się aby komentować
Co polecacie na dobry sen? Mam ten problem, że od dłuższego czasu budzę się w nocy. Czasem jest to spowodowane jakimś snem/koszmarem, ale rzecz w tym, że nie zawsze, albo i nawet rzadziej niż częściej. Chodzę spać jakoś w pół do pierwszej, wstaje sobie 7.20. Zawsze tak chodziłem spać i było git. Jestem bardzo nadpobudliwym człowiekiem i bardzo aktywnym i potrzebuję mniej wypoczynku od zwykłego człowieka.
Niestety codziennie budzę się o różnych godzinach: około 3:00, 4:00, 5:00. Różnie. Dzieje się to prawie codziennie. Raczej nie śpię dobrze, choć się wysypiam. Pewnie bania swoje robi.
Melatonina załatwi sprawę?
#pytanie #psychologia #sen #bezsennosc #gownowpis
@Lopez_ Kiedyś miałam duże problemy ze snem związane z chorobą tarczycy i lekarzem gamoniem, który diagnozował niedoczynność po TSH. Wiele miesięcy problemów z zaśnięciem, jakość snu też była słaba. Magnezy, melatoniny, ashwagandy, już nie mówiąc o melisce, odstawieniu kawy czy innych dziwnych pomysłach - nic nie pomagało. Jedyna rzeczą, która robiła różnicę (a problemy ze snem były związane z niezdiagnozowaną niedoczynnością), był trening Jacobsona i trening autogenny Schultza. Nie są to stricte treningi - są to techniki oddechowe i techniki pomagające w rozluźnieniu mięśni. Pomagają też w ten sposób, że musisz się skupić na tym co robisz, więc pozbywasz się gonitwy myśli (co też może być przyczyną bezsenności). Takie prowadzone treningi można znaleźć na YT albo spotify. Więc przed spaniem zakładasz słuchawki na uszy i wykonujesz trening, w międzyczasie polecam iść do lekarza po diagnostykę, bo bezsenność to może być zwiastun jakichś problemów ze zdrowiem.
@Lopez_ to i ja dorzucę swoje trzy grosze. Tak jak @mordaJakZiemniaczek napisał, na początku bym nie bawił się w melaninę i inne gowna. Opiszę Ci co działa u mnie i na co powinieneś zwrócić uwagę.
1. Dobry sen zaczyna się u mnie na ok. 10 godzin przed snem. Wtedy dopinam zazwyczaj ostatnią herbatkę i nie przyjmuje więcej kofeiny. Kofeina potrzebuje długiego czasu aby zostać zmetabolizowaną, jak jest w krwioobiegu to zaburza sen.
2. Codzienna rutyna, która pozwoli w równomierny sposób zmęczyć się psychicznie jak i fizycznie. Zauważyłem, że jak nie poćwiczę lub nie zmęczę głowy, to gorzej śpię.
3. Odpowiednią higiena sypialni. Łóżko jest tylko do spania i relaksu z małżonką. Żadnego derpienia, pracy, etc. w łóżku. Przez to organizm automatycznie wie, że jak leżę w łóżku to jest czas spania.
4. Odstawienie ekranów/telewizora na 2-1,5h przed snem.
5. Codzienna wieczorna rutyna. Pozwala mi to na przygotowanie się do snu. U mnie trwa ona ok. 1,5h i dobrze koreluje z odstawieniem telefonu.
6. Całkowite zaciemnienie sypialni. U mnie nie jest możliwe, dlatego śpię w masce na oczy. Założenie jej jest też ostatnim krokiem mojej rutyny i zazwyczaj zasypiam w kilka minut po tym 🙈
7. Stałe pory snu i spanie minimum 7h na dzień (co daje ok. 7,5h w łóżku).
@l__p apropos tej rutyny to niedawno w podcaście Modern Wisdom gość opowiadał, jak to jego kolega miał rutynę na 2h przed spaniem, łaził po ciemku, zęby mył po ciemku, a jego kobieta wparowała mu do kibla, oślepiła go zapalając światło, a na koniec padła i zasnęła jak kamień w dwie minuty. A chłop nie mógł zasnąć z wkurwienia
@mordaJakZiemniaczek u mnie rutynka to joga, umycie się i ogarnięcie w łazience, a na koniec czytanie książki przez godzinkę xD
Zaloguj się aby komentować
Śniły mi się dziś dwie rzeczy: brat oraz jakieś postacie z TV i tak sobie pomyślałem: ciekawe od czego zależy to, co pojawia się we śnie, analizując dzień poprzedni, zauważyłem, dwie zdarzenia: rozmowa z bratem oraz oglądanie programu w TV i jakiś komentarz w myślach
Możliwe że te dwa czynniki to:
1. Zachowanie cyklu snu
Faza REM na początku snu jest krótka, ale wzrasta z cyklem snu, według LaBerga nad ranem ilość snu REM jest największa, możliwe że nad ranem gdy jest dużo fazy REM, mózg przetwarza najnowsze wspomnienia
2. Zdarzenia
Zarówno rozmowa z bratem jak i komentowanie były krótkimi zdarzeniami, w które włożyłem jakieś "myślenie" na chwilę (zaangażowanie w czynność) ale potem o nich zapomniałem
Może to jakiś krok w kierunek indukcji snu
#swiadomysen #sen #sny #luciddream #luciddreaming
Zaloguj się aby komentować

Letnia muzyka do snu sprawia że zdrowy spokojny sen przychodzi łatwiej. Kwestia snu w wypadku wielu z nas jest tematem bardzo trudnym. Często chcemy zasnąć, lecz nasz mózg nie pozwala nam wprowadzić się w odpowiedni stan, dzięki któremu będzie możliwe przejście w spokojny głęboki sen...
#muzyka...
Okej dzisiaj znowu śniła mi się wojna, jednak nie w Bułgarii (jak ostatnio) a u nas.
I śniło mi się, że po wybuchu moździerza, gruzy przygniotły dłoń mojej żonie i musiałem jej ją obciąć scyzorykiem, a później wlamywałem się do magazynu toyoty żeby kraść miedziane rurki...
#sennik #sen
Zaloguj się aby komentować

Na podstawie statystyk wyszukiwań snów w Google opracowana została lista najpopularniejszych tematów snów w poszczególnych krajach. Najczęściej przewijającym się motywem są węże, natomiast w krajach rozwiniętych dominuje sen o wypadaniu zębów.
I choć w piosence "Must stop" ONR...
Ciekawe zastosowanie aplikacji Xtreme Clock od AVG Labs, jeśli wyłączy się dzwonek, wibracje i włączy się latarkę na miganie i nastawi na 5-6h to można mieć takiego trochę-DreamLightera - w skrócie to urządzenie działa tak: monitoruje sen i sprawdza czy użytkownik wszedł w fazę REM, jeśli tak miga światłami co ma uświadomić użytkownika. To tak w skrócie. Trochę to podobne, tylko że jak jest jedno światło można migać tylko nim na 2 oczy poza tym nie wykrywa fazy REM, dlatego ustawiamy na 5-6h bo po 5-6 godzinach długość fazy REM się zwiększa a odstęp między fazami REM maleje
#sen #sny #swiadomysen #swiadomesny #ld #lucddream #ld #luciddreaming
Zaloguj się aby komentować

Relaksująca muzyka może nie tylko pomóc uspokoić nasze skołatane nerwy, ale nawet ułatwić nam zasypianie. Przy problemach z bezsennością przeszkadza nadmiar myśli, zaśnięcie utrudnia też każdy dźwięk - samochody przejeżdżające za oknem, woda kapiąca z kranu, a nawet zbyt głośno tykający...
Sen, to jest kuźwa wszystko! Dotychczas trzymałem się mocno chodzenia spać o 23, ograniczenie niebieskiego światła przed snem, spokojny trening wieczorem itd.
O niedzieli chodzę spać w okolicach 2 i wstaję, przed 7, robota mnie przycisnęła, przed urlopem. No i kuźwa rozjechał mi się organizm totalnie, ciągle czuję głód, zatrzymuje wodę w organiźmie, łeb pęka jak na kacu, o braku skupienia nie wspomnam, bo tego można było się domyślić ale mało tego doszły jakieś stany depresyjne.
To jak ważny jest sen człowiek przekonuję się dopiero wtedy kiedy wyrabia sobię dobrą rutynę, a potem ją zaburzy.
Tak więc śpijcie regularnie Kasie i Tomeczki i jak zaniedbujecie ten element, to poprawcie to, komfort życia wzrośnie Wam nieprawdopodobnie, tylko na efekt trzeba poczekać tak przynajmniej 2 tygodnie.
A jak ktoś potrzebuje motywacji albo szuka wiedzy na ten temat, to bardzo polecam tę książke
#zdrowie #sen

Każdy ma inny organizm.
Ja idę spać jak jestem śpiący, nawet gdy jest to 1 w nocy będę spał i tak 6 godzin, bo życie mi na to pozwala.
I od zawsze zasypiam coś oglądając czy słuchając.
Zdrowy i mimo 67 lat na karku nadal mi nic nie jest 🙄
@SunSenMeo pełna zgoda, jest jednak wielu ludzi, którzy bagatelizują rolę snu lub nie wiedzą jaki wplyw na ich zdrowie lub po prostu samopoczucie i komfort ma sen właśnie
Mnie totalnie niszczy Euro, najpierw dogrywka Portugalii, wczoraj Austria z Turcją i trzeba było wybierać - albo trening rano albo sensowne spanie. Wygrała regeneracja.
Zaloguj się aby komentować
https://youtube.com/shorts/67g3Nmqo0\_Q?si=Y2\_G39t1IpsuO9j-
Zwłaszcza ostatni punkt w punkt, a rzucenie alkoholu w cholerę potrafi poprawić jakość życia znacząco w tym aspekcie.
Gadałem w pracy z gościem, który żalił się na jakość snu, częste wybudzenia, niespokojny, brak snu głębokiego w rezultacie. Doradziłem mu, żeby odstawił alkohol jak wróci do domu z rotacji na te dwa tygodnie- całkowicie.
"Ale te dwa, czasami trzy piwka pomagają mi zasnąć."
Nie dawały mu jednak się wyspać.
Na szczęście posłuchał.
I co się okazuje? Większość problemów ze snem przez te dwa tygodnie zniknęła.
U mnie dwa, trzy piwa w tygodniu i okazjonalne większe picie było źródłem wieloletniej deprywacji snu - skutkującej w ostatnim roku przywidzeniami podczas tych krótkich przebudzeń w nocy i ostatecznie autodiagnozą i wnioskiem: nie chcę sobie windukować jakiejś schizofrenii.
Przy okazji tego wywodu pochwalę się swoim kolejnym kamieniem milowym w transgresji.
#alkohol #sen #dieta #hejtokoksy

Potwierdzam. Jakiś czas temu odstawiałem alkohol na kwartał, zero, nic a nic, później robiłem okres z bardzo sporadycznym spożywaniem. Byłem w stanie regenerować się po nawet 8 treningach tygodniowo, albo kilkanaście dni bez dnia odpoczynku. Poprawiła mi się siła, wydolność, kompozycja ciała i nawet cholesterol.
Ale jak tu nie pić ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
Zaloguj się aby komentować

Ciekawa sprawa, miałem dziś sen o OBE i rozmawiałem trochę o świadomym śnie w śnie, wolałbym samo LD ale latanie jako duch też jest ciekawe
Co do OOBE, nie łączę go z LD, to dwie różne rzeczy ale niektóre ćwiczenia mogą być pomocne, na przykład przy praktykowaniu WILDa ale też zmienia...