Kolejna książka w moim nieoficjalnym postanowieniu czytania pozycji do ±250 stron.
Klasyka SF z lat 70. Naprawdę nie wiem jak mnie to ominęło więc postanowiłem nadrobić.
To opowieść o Juanie Rico, nastolatku który wstępuje na dobrowolną służbę w wojskach Federacji Terrańskiej.
Na samym początku jesteśmy rzuceni w sam środek akcji, aby następnie przez większą część książki- w pierwszoosobowej retrospekcji- dowiedzieć się szczegółów szkolenia żołnierza przyszłości.
Wbrew moim oczekiwaniom więcej tutaj wykładu moralizatorsko- patriotycznego. Autor miał konkretne przekonania na temat roli wojska i demokracji współczesnych mu lat- co wypowiada kilkukrotnie poprzez usta bohaterów. Dlaczego uważam, że to opinia autora? Brak bowiem w dziele miejsca choćby na cień antagonistycznej refleksji. Dyktatura wojskowa to szczytowe osiągnięcie cywilizacji.
Co nie zmienia faktu, że czyta się przyjemnie, akcja wciąga, a utwór ma przyjemną- klamrową kompozycję.
Dobra klasyczna literatura sf. Podobno jest film ale też mnie jakoś ominął. Co zrobić?
Człowiek z przeszłości rozmawia z człowiekiem współczesnym:
Ale macie kolonie na księżycu i na marsie i wysyłacie ekspedycje poza Układ Słoneczny, nie? Bo wiadomo że Ziemia kiedyś się skończy, wystarczy jeden meteoryt, nie?
Eeee...
No ale chociaż zakończyliście wszelkie wojny i konflikty i żyjecie razem w pokoju?
Ee... Ekhm... Właściwie to wiesz, jest taka wojna, gdzie rzucamy patykami w latające przedmioty z bombami.
No dobra, ale może chociaż stworzyliście jakiś wyższy byt który był by bliższy Stwórcy niż my, który poprowadzi nas dalej po krzywej postępu?
Em, no w sumie to tak...
I co z nim robicie?
Każemy mu generować obrazki jak baba ze starego obrazu liże cytrynę.
Stanisław Lem z każdą kolejną przeczytaną książką budzi mój coraz większy podziw. Nie mogę wyjść z zachwytu nad sprawnością z jaką konstruuje opowiadania - i nie chodzi mi tu jedynie o opowiadanie w sensie całej historii zawartej w książce, a o poszczególne opowieści rozgrywające się w ramach jej rozdziałów. Mam ogromną słabość do jego stylu, zwłaszcza gdy w roli narratora pierwszoosobowego odkrywa nie tyle obce światy, co skryte w głębi człowieka niezbadane rejony własnego jestestwa.
Moim zdaniem właśnie w tych rozdziałach Astronauci błyszczą. Uważam, że podstawą dobrego opowiadania science-fiction jest nie tyle otoczka futurystycznej przyszłości, czy też szeroko pojęte kontakty z obcą cywilizacją, co właśnie skupienie się na człowieczeństwie. Tutaj książka Lema nie zawodzi: jest szczerze, jest boleśnie, jest ciężko.
Fragmenty, które mnie trochę zmęczyły, to zbyt techniczne rozdziały z pierwszej części (Kosmokrator), które wyglądają na mało subtelną laurkę autora do nauki i naukowców. Ich gloryfikacja przewija się zresztą również w drugiej części, jednak w związku ze zmianą narracji dużo łatwiej to przełknąć. Niektóre elementy wydają się być bardzo naiwne, jak duża wiara w potęgę komunizmu. Nabierają jednak sensu, gdy pozna się historię książki, która była debiutem literackim Lema, jednak poprzedzona była stworzeniem bardziej współczesnego opowiadania pod tytułem Szpital Przemienienia, które borykało się z ciągłymi korektami ze strony wydawnictwa z racji braku odpowiednich wzmianek ideologicznych. Wygląda więc na to, że w Astronautach Lem postanowił zrobić systemowi dobrze dla świętego spokoju.
Same koncepty science-fiction, których czytelnik tego typu książek również jednak łaknie, są ciekawe, pomysłowe i szczegółowo opisane, a jakaś część z nich jednak dość celnie opisała tamtejszą przyszłość, a obecną teraźniejszość (chodzi mi głównie o ideę superkomputera oraz swego rodzaju ostrzeżenie przed nadmiernemu oddaniu decyzyjności maszynom). Ostatnie rozdziały udzielają odpowiedzi na większość pytań, które nurtują czytelnika podczas lektury, jednak osobiście wolę, gdy jest trochę bardziej tajemniczo i zamiast podanego na talerzu rozwiązania dostajemy pewne wskazówki, jak do niego dotrzeć (np. jak w późniejszym Niezwyciężonym).
Osobiście mogę śmiało polecić lekturę Astronautów. Czytało się to bardzo gładko i przyjemnie, poza wspomnianymi zbyt technicznymi rozdziałami. Muszę również ponownie oddać hołd autorowi i wspomnieć o tym, jak szybko ta powieść została napisana - pierwszy maszynopis powstał bodajże w 6 tygodni! Kolejne książki, które mam w kolejce do przeczytania, również wyszły spod pióra (czy może precyzyjniej: palców) Lema, także nie mogę się doczekać ich lektury.
W którymś z wywiadów Lem przyznał, że niechętnie patrzy na wznowienia tej książki (oraz "Obłoku Magellana"), bo bardzo się wstydzi ideologicznych wtrętów, jakie tam zamieścił. No ale halo, to były czasy najgłębszego, najczarniejszego stalinizmu, swoboda twórcza nie istniała, a same książki nie są topornymi produkcyjniakami, typowymi dla socrealizmu. Nie ma się czego wstydzić, wręcz przeciwnie - warto pokazywać, jak w totalitarnie spaczonym środowisku można napisać coś ciekawego z homeopatyczną porcją umizgiwania się do systemu.
@jonas Z tą homeopatyczną porcją bym jednak nie przesadzał, bo brak było temu subtelności, ale to właśnie jest to, co według mnie najbardziej Lema broni, ponieważ był to autor zdecydowanie wrażliwy i umiejętnie posługujący się słowem, dlatego dość toporne wstawki ideologiczne traktuję w podobny sposób jak kogoś mówiącego nagle wyraźnie i na baczność "WCALE NIE JESTEM DO TEGO ZMUSZANY". Krótko mówiąc: kto ma wiedzieć, ten wie
@Piechur Subtelniejsze wtręty zostałyby zapewne uznane za zbyt subtelne i tak czy owak kazano by mu dopisać jakieś sążniste peany na cześć marksizmu-leninizmu. No to walnął od razu o komunizmie jako doskonałym ustroju przyszłości i dali mu spokojnie pisać o planetach i rakietach. I też to odczytałem jako takie "mrugnij dwa razy jeśli kazali ci to robić, ale zabronili się odzywać".
[UWAGA BEDO SPOILERY DO WCZEŚNIEJSZYCH CZĘŚCI] skoro ta jest 5..
Zaczynamy rok od kolejnych bojów z Diuną. Tym razem było dużo lepiej niż przy fatalnej czwórce. Nawet bym powiedział że było dobrze.
W książce były takie szalone rzeczy jak fabuła, akcja, bohaterowie robiący cokolwiek prócz smęcenia, czy wreszcie po raz pierwszy od części 1. jakieś ciekawe światotwórstwo. Dowiadujemy się sporo rzeczy o znanych wcześniej organizacjach, pojawia się jedna nowa, akcja skacze po różnych planetach, są nowe wynalazki, i całość, nie tracąc tej fajnej herbertowej mistycznej aury, sprawia też bardziej futurystyczne wrażenie.
Fabularnie skaczemy 1500 lat do przodu. Ludzkość po śmierci ględzącego robala rozproszyła się na cały kosmos. W starym Imperium prym wiodą dwie potęgi - Tleilaxanie, którzy nauczyli się robić Przyprawę w kadziach, oraz Bene Gesserit ze swoim religijno-genetycznym mambo dżambo, zajmujące się m.in. szkoleniem biednych, recyklingowanych nadal Duncanów Idaho. Oprócz nich jest i nowa - z Rozproszenia powracają tajemnicze Dostojne Matrony - agresywne zgromadzenie kobiet wytrenowanych do walki i zniewalania chłopów seksem xd, które wydają się nie mieć zbyt przyjaznych zamiarów wobec reszty.
Historię śledzimy głównie z perspektywy kilku Matek Wielebnych BG i Milesa Tega - emerytowanego dowódcy ich wojska. Ich motywacje i filozofia są dużo bardziej interesujące od religijno-polityczno-pseudofilozoficznych banałów Atrydów, którymi autor zamęczał nas wcześniej, i których apogeum była czwórka. Jednym z bohaterów jest też mistrz Tleilaxan i dowiadujemy się sporo o jego religii i planecie, włącznie z poznaniem sekretu kadzi aksolotlowych. A na Diunie, na której znowu hasają czerwie, pojawia się tajemnicza dziewczynka - Sziena, która potrafi je kontrolować.
I jak to u Herberta wszyscy oni uczestniczą w spiskach w spiskach, mają plany w planach i mówią dialogami pełnymi zagadek.
Dałbym tej części nawet wyższą ocenę gdyby nie rozczarowujący finał, który był zbyt szybki i chaotyczny. Niektóre sceny są wręcz pominięte bez wyraźnego powodu. Jakby chłopa termin gonił i trzeba było normę wyrobić. xd
@Hilalum Miałam te same wrażenia - w końcu coś się dzieje, koniec tego smutnego pseudofilozoficznego pitolenia, zarysowany ladnie świat (bo tomy od II do IV nie za wiele zarysowywały co się dzieje poza Arrakis), ciekawi bohaterowie, no i światopogląd BG o niebo dojrzalszy i ciekawszy niż ten Leto II. No i te straszne wiedźmy BG okazały się fajnymi kobietami. Kolejny tom jest kontynuacją tego więc też polecam - szkoda że w tym wątki się już urywają.
@serotonin_enjoyer są dwa kolejne napisane przez syna i jakiegoś drugiego chłopa, miałem ich nie tykać, ale jak poczytałem komentarze to chyba jednak sprawdzę. Bo z tego co zrozumiałem one, a także prequele, też są bardziej rozrywkowe i właśnie fanom tego ględzenia to przeszkadzało, oni w Herbercie widzą chyba jakiegoś filozofa. xD
Dom Wydawniczy REBIS zapowiada dodruk czwartego tomu cyklu Fundacja. "Agent Fundacji" Isaaca Asimova ponownie w księgarniach od 4 lutego 2025 roku. Wydanie w twardej oprawie z obwolutą ma 360 stron, w cenie detalicznej 69,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Pięćset lat od założenia jej przez Hariego Seldona Pierwsza Fundacja jest największą potęgą w Galaktyce. Na rządzonym twardą ręką przez burmistrz Branno monolicie pojawia się jednak rysa. Golan Trevize, członek Rady Wykonawczej na Terminusie, głosi pogląd, że zniszczona rzekomo Druga Fundacja nadal decyduje o losie Pierwszej. Tymczasem mentalista Stor Gendibal, jeden z trantorskich Mówców, podejrzewa istnienie organizacji kontrolującej z ukrycia obie Fundacje. Zarówno Trevize, jak i Gendibal wyruszają w przestrzeń, by dowieść swoich racji. Do ostatecznej rozgrywki, której stawką jest przyszłość Galaktyki, dochodzi w pobliżu rodzinnej planety Muła, tyle że do ścierających się sił dochodzi jeszcze jedna…
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Wydawnictwo IX, we współpracy z Polską Fundacją Fantastyki Naukowej, ogłasza kolejną edycję antologii. "Ku gwiazdom. Antologia polskiej fantastyki naukowej 2024" trafi do sprzedaży w styczniu 2025 roku. Poniżej okładka i spis treści.
Już po raz czwarty, wspólnie z Polska Fundacja Fantastyki Naukowej wydajemy rocznik antologii "Ku Gwiazdom". Zawartość tegorocznej edycji przedstawia się następująco:
dr hab. Leszek P. Błaszkiewicz
Na Księżyc i dalej
dr Emmanuella Robak
Antologie w świecie science fiction
Agata Francik
Cztery ściany świata
Mateusz Wyszyński
W cieniu kasztanowców
Marek Kolenda
Przebieralnia
Michał Walasek
Filtr
Maja Malinowska
Echo z Amaltei
Tomasz Kołodziejczak
Jeszcze nie dziś
Romuald Pawlak
Napięcie powierzchniowe
Magdalena Świerczek-Gryboś (Cool Story Naz)
OMG
Istvan Vizvary
Sito Erlenmachera
Marek Żelkowski
Trójkąt Pyrrusa
Mikołaj Maria Manicki
Heretycy nie płacą
Henryk Tur
Konglomerat
dr Krzysztof Czart
Pozasłoneczne światy
dr inż. arch. Leszek Orzechowski
Przyszłość zapisana w gwiazdach
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
@Whoresbane ostro, nie wiedziałem, że aż tak dlugo to trwa. Fundację spod pióra Asimova regularnie dodrukowują, co nie? Bo nie wiem, czy jest sens kupować aktualnie dostępne egzemplarze. Imperium i Roboty chyba wezmę, bo wszystko jest.
@Opornik oj tam oj tam- taki Tay bot został szybciej zdjęty z internetu, niż się w nim pojawił, bo internety już go wytrenowały Co prawda wytrenowały go w chwalaniu Hitlera i jego działań ale no cóż- nikt nie mówił że będzie idealnie. Ale bot się cieszył
Dom Wydawniczy REBIS przedstawia nowy tom z serii Wehikuł Czasu. "...i ujrzeli człowieka" Michaela Moorcocka wyląduje na sklepowych półkach 11 lutego 2025 roku. Wydanie w oprawie zintegrowanej, imitującej twardą, liczy 184 strony, w cenie detalicznej 44,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Poszerzona wersja uhonorowanej nagrodą Nebula noweli z 1966 roku.
Karl Glogauer nie jest jak wszyscy. Od dzieciństwa fascynuje go Ukrzyżowanie, uczy się aramejskiego, a do tego ma poczucie, że żyje w obcym świecie. Szukając swego miejsca na ziemi, błądzi wśród sekt i różnych dziwaków. Aż w końcu poznaje wynalazcę wehikułu czasu i zgadza się zostać jego królikiem doświadczalnym…
Skok do roku 28 n.e. omal nie kończy się dla Karla śmiercią. Ale większym wstrząsem jest jednak dla niego spotkanie z Jezusem. Losy Karla oraz syna cieśli Józefa splatają się w niezwykły sposób.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Książka "Stories of Your Life and Others" Teda Chianga jest przede wszystkim zbiorem opowieści, a nie jednolitą historią. Zawiera to, co powinno zawierać dobre Science-Fiction - filozoficzne, czasem religijne i egzystencjonalne rozważania w fikcyjnych światach obserwowane przez naukowy pryzmat. Czy podważanie ugruntowanych zasad arytmetyki ma swoje konsekwencje dla badającego? Czy nauka języka obcych siedmionogów, które przybyły na Ziemię, może zmienić nasze postrzeganie czasu i rozwiązać traumy, które zawisły w przeszłości, wciąż rzucając swój ciężki cień na teraźniejszość? Czy może, podobnie jak Hiob, jedna z bohaterek opowieści powinna zaakceptować swój los, by pozbyć się cierpienia?
Mieszanka nauk ścisłych, humanistycznych, ale i mniej mierzalnych ludzkich historii, losu, decyzji i naszych mitów jest gęstą treścią "Stories of Your Life and Others"
Co łączy Obcy: Romulus z grą Alien: Isolation? Skąd się wziął pomysł na jego nakręcenie? I co łączy Romulusa z Odyseją kosmiczną Kubricka? Zapraszam do ciekawostek z filmu Obcy: Romulus.
@kubex_to_ja trochę inaczej na niego spojrzałem po obejrzeniu making off, całość była robiona małą ekipą w Tajlandii i z tego powstał ten olbrzymi, piękny świat.. problemem w scifi i filmach jest to że wszystko już było
Kolejny film, który zna, a na pewno powinien znać każdy. Zapraszam do #piechuroglada
----------
Tytuł: Matrix
Reżyseria: Wachowscy/Wachowskie (jak kto woli)
Moja ocena: 4.5/5
W odległej przyszłości władzę nad światem przejmują maszyny, które budują wirtualną rzeczywistość, aby za jej pomocą kontrolować niczego nieświadomych ludzi. Garstka tych, którym udało się opuścić symulację, poszukuje Wybrańca, mającego ocalić i oswobodzić ludzkość.
Fenomenalne kino, jestem w stanie oglądać ten film wielokrotnie i w ogóle się nie nudzić. Sposób prowadzenia fabuły i akcji, zwracania uwagi widza na istotne fragmenty, a także budowanie świata są idealne. Część rzeczy nie zestarzała się może najlepiej, jak niektóre efekty komputerowe (mam na myśli głównie mątwy), ale ogromna ich część spokojnie broni się po tylu latach. Uwielbiam, jak brudny i wręcz dziadowski jest sprzęt na Nabuchodonozorze. Kocham rozbudowaną i precyzyjną choreografię przy wszystkich scenach walki, którą podziwiać można dzięki długim kadrom (walka Morfeusza ze Smithem, walka na stacji metra, uch, jakie to wszystko dobre!). No i oczywiście, czym byłby film o bohaterstwie bez fantastycznego czarnego charakteru? Bądźmy szczerzy, bez Hugo Weavinga Matrix nie byłby w połowie tak niesamowity. To, co zrobił w tej roli, jest dla mnie unikatowe, kradnie każdą scenę, zwyczajnie JEST Smithem. Fantastyczna robota. Przy którymś z kolejnych odtworzeń jedną z rzeczy, które mi jednak przeszkadzają, jest strasznie drętwa Carrie-Ann Moss. Wszyscy zawsze wskazują na Keanu jako tego drewnianego, ale uważam, że do tej roli nie mógł być lepiej dobrany, natomiast Trinity brzmi, jakby czytała wszystko z kartki, brak w tym emocji, nie czuję, żeby jej słowa miały jakąś wagę. Jest to jednak tylko mała niedoskonałość w tym dziele i nie psuje w ogóle jego odbioru. Polecam wszystkim, a zwłaszcza tym, którzy tak jak ja potrafią katować Matrixa kilka razy w roku - podłączycie się dzisiaj?
Dom Wydawniczy REBIS ogłasza najnowsze wznowienie książki Philipa K. Dicka. "Teraz czekaj na zeszły rok" zaplanowano na 28 stycznia 2025 roku. Wydanie w twardej oprawie z obwolutą liczy 272 strony, w cenie detalicznej 69,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Doktor Eric Sweetscent ma problemy. Jego planeta wplątała się w niemożliwą do rozstrzygnięcia wojnę z owadopodobnymi rigami. Jego żona jest uzależniona od zabójczego narkotyku, który przenosi ludzi w czasie, i szczerze pragnie, aby Eric także wpadł w ten nałóg. Jakby tego było mało, najnowszy pacjent Sweetscenta jest nie tylko najważniejszym, ale i prawdopodobnie najbardziej chorym człowiekiem na Ziemi. Sekretarz generalny Gino Molinari uczynił ze swojej ciężkiej choroby ważny element taktyki politycznej i Eric sam już nie wie, czy ma Mola wyleczyć, czy utrzymać przy życiu w obecnym stanie...
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Wydawnictwo Vesper przedstawia następną okładkę z trylogii Helikonia. "Lato Helikonii" Briana W. Aldissa ukaże się w 2025 roku.
W Campannlat, tropikalnym kontynencie planety Helikonia, lato osiągnęło swe apogeum, życiodajne słońce umożliwia rozkwit flory i fauny oraz wzrost potęgi Humanoidów. Obecnie władza spoczywa w rękach przywódców wielkiego imperium ze stolicą w Oldorando. Rozwój cywilizacji, zmiany w strukturach władzy i rywalizację między rasami Humanoidów i Anticipów śledzi jednak ktoś jeszcze. Od tysięcy lat Terranie obserwują planetę ze stacji kosmicznej Avernus. Na orbicie planety nadciąga jednak również okres zmian.
Gdy na Avernusie nadejdzie czas loterii, zwycięzca zyskuje możliwość zejścia na planetę by naocznie przekonać się o pięknie Helikoni. Wyprawa zawsze kończy się jednak śmiercią badacza, gdyż ludzie nie zdołali uodpornić się na charakterystyczne dla planety wirusy wywołujące wiosną Gorączkę Kości a zimą Tłustą śmierć – choroby przygotowujące rdzennych mieszkańców do nowych pór roku. A jednak nie brakuje chętnych by zakończyć monotonne życie na orbicie. Pomimo śmiertelnych konsekwencji, możliwość odwiedzenia powierzchni planety i interakcji z jej mieszkańcami uważana jest za wielki zaszczyt, a loteria cieszy się popularnością. Jeden z wybrańców spośród Terran po przybyciu na Helikonię angażuje się w wielką politykę, a pozostawione przez niego zaawansowane technologie nie pozostają bez znaczenia dla losów mieszkańców.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach