#recenzja

0
136

To nadrabiając zaległości, od razu pokuszę się o mały update mojego sprzętu i taka mała #recenzja


A więc moja astrorodzinka powiększyła się w ostatnim czasie o Astroberry. A cóż to takiego? Debianopochodny system na RaspberryPi do zdalnej obsługi sprzętu astrofotograficznego. "Chałupnicza" i otwartoźródłowa alternatywa dla ASIAIR - dedykowanego oprogramowania od firmy ZWO. Które swoją drogą też stoi na malince, obsługuje tylko Canony/Nikony i dedykowane kamery od ZWO, a kosztuje ponad 3x tyle (1500 zł za standardową wersję vs 350 za raspbery Pi 4 model B 8gb). Wg. wielu opinii asiair działa zdecydowanie szybciej i ma przyjaźniejsze oprogramowanie, ale szkoda mi było tego nie przetestować.

Jak to działa?

Instaluje się system pobrany z https://www.astroberry.io/ na karcie pamięci, wkłada w raspberry, podpina kable, uruchamia malinkę i łączy z jej nowo utworzonym hotspotem. A tedy przez stronę internetową/VNC możemy podłączyć się do sprzętu i obsługiwać wszystko z ekranu swojego laptopa.


Zanim jednak do tego doszło, musiałem trochę pokombinować jak astroberry umieścić w pobliżu teleskopu i to tak, żeby nie dochodziło do plątania się kabli . Ostatecznie wykorzystałem krótką szynę dovetail i miejsce na guider (guider mam wpięty w miejsce szukacza). Przewierciłem obudowę (oczywiście zaizolowałem od spodu żeby śrubki nie stykały się z płytą główną) i przymocowałem do szyny, całość łatwo i wystarczająco sztywno jest teraz montowana na teleskopie. Dzięki niezmiennemu położeniu względem tuby, aparatu i kamerki, nie dochodzi do plątania się kabli, co jest chyba kluczowe przy organizacji sprzętu. Oczywiście z samymi kablami też muszę jeszcze zrobić porządek, ale to już temat drugorzędny

Efekt podłączenia całego sprzętu widoczny na zdjęciu.


Do raspberry podpięty jest montaż (przez pilot SynScan, ale nie jest to jedyna opcja) i kamerka do guidingu. Podpinałem jeszcze aparat, ale ostatecznie nie ogarnąłem jeszcze jego obsługi z poziomu astroberry i wolałem focić z wykorzystaniem MagicLantern.


I po co to wszystko?


A no po to, że teraz mogę z pomocą ekranu komputera ustawić montaż metodą dryfu (bardzo precyzyjne wyrównanie na gwiazdę polarną), skakać po niebie w poszukiwaniu obiektów i co najważniejsze - odpalić guiding bez konieczności wystawiania laptopa na noc na zewnątrz


Wrażenia?

Sprzęt ma potencjał, jest dość toporny ale nie uważam żeby chodził wolno. Może to kwestia tego, że zainstalowałem go na mocnym raspberry, może tego że jestem mniej wymagający


Obsługa wszystkiego ma imo dość wysoki próg wejścia, metodą prób i błędów potrzebowałem trzech nocy żeby poprawnie odpalić guiding, ale jeszcze nie udało mi się zsynchronizować montażu z tutejszą aplikacją do przeglądu nieba (KStars). Chodzi o to, że montaż, który miał się przemieścić na jakiś obiekt, przemieszczał się o 30-40% w osi DEC za daleko.

Sama aplikacja KStars jest właśnie dla mnie najbardziej toporna w całym oprogramowaniu i wiele bym oddał za możliwość używania Stellarium. Może i tak się da, będę musiał poszperać. Póki co postanowiłem że ogarnę ją chociaż w stopniu podstawowym, bo może okaże się że nie będzie taka zła.


Niemniej główna (dla mnie) funkcjonalność - guiding - jest bez zarzutu. Astroberry posiada zainstalowany PHD2 który działa dokładnie tak samo jak w desktopowej wersji. Pomógł mi ustawić montaż na gwiazdę polarną, a późniejsze prowadzenie bez problemu wyciągało 3-minutowe zdjęcie z punktowymi gwiazdkami. Dłuższych sesji nie próbowałem, bo zbyt przepaliłyby obiekt, który zaprezentuję w następnym poście


Także Astroberry spełnia w stopniu wystarczającym swoją funkcję i ma możliwości na dużo dużo więcej. Ale to wszystko wymaga sporo nauki. Bądź obejrzenia tutoriali, których nie che mi się oglądać


#astrofotografia #chwalesie #raspberrypi #teleskopy

631b1c4f-296e-4117-8689-07d26c4967f8

@Oczk Skubany To tłumaczy czemu nic nie wstawiałeś W stellarium ta wtyczka do obsługi teleskopów ogarnia indi. Wystarczy wpisać IP astroberry. Zastanawiam się bardziej jak ogarnąć avikowanie. Kurczę, 3 dni ustawiania. To przecież można do głowy dostać

Zaloguj się aby komentować

(Artykul) recenzja nowej gry twórców The Surge i Lords of the Fallen


Jeśli spodziewacie się jednak kolejnego souls-like’a, to trafiliście pod zły adres. Tym razem Deck13 Interactive postawiło na zwykłego RPG-a akcji.

To nie Lordsy, to nie The Surge, to Atlas Fallen

Podsumowując swoje pierwsze wrażenia z Atlas Fallen napisałem, że jeśli w temacie eksploracji piaskowego świata, walki i rozwoju postaci gra studia Deck13 Interactive nie zawiedzie, to będzie naprawdę dobrze. I wiecie co? Jest naprawdę dobrze. Ba! Powiem nawet więcej - już jutro na rynku zadebiutuje niezwykle udane RPG akcji. Tak, tak, Atlas Fallen to nie kolejny souls-like, choć momentami starcia są nieco wymagające. Jak podkreślano w przedpremierowych wywiadach, grze znacznie bliżej do Horizon: Forbidden West (lub Zero Dawn) czy też ostatnich części serii God of War. Tyle tylko, że rozmach nie ten…


Paradoksalnie jednak to, co dla wielu może okazać się wadą, dla mnie jest bezsprzeczną zaletą Atlas Fallen. To nie jest gra z wielkim, otwartym światem zapewniającym kilkadziesiąt godzin mocno zapętlonej rozgrywki. Owszem, mamy tu elementy charakterystyczne dla sandboxów, jak odpowiedniki punktów widokowych z Assassin’s Creed czy też inne, powtarzające się aktywności, niemniej już samo to, że główny wątek na normalnym poziomie trudności przechodzi się w 15 godzin świadczy o tym, że Atlas Fallen to znacznie skromniejsza (ale przez to wcale nie gorsza) produkcja. Tym bardziej, że zamiast jednej wielkiej mapy otrzymujemy tu kilka mniejszych lokacji, do których dostęp odblokowujemy na kolejnych etapach kampanii fabularnej, której…

…motywem przewodnim jest rękawica. To właśnie kierowana przez nas postać nie tyle otrzymuje możliwość, co po prostu staje się dzierżącą rękawicę bohaterką. Dzięki niej, jako wybraniec, będzie w stanie uratować świat przed złem, więc tak…, nietrudno się domyślić, że z jednej strony historia w Atlas Fallen bazuje na utartych schematach. Z drugiej jednak strony spodobało mi się to, jak opowieść idealnie komponuje się tu z mechanikami rozgrywki. To jedna z tych gier, w których ostatni boss spokojnie czeka na to, aż wy - bez pośpiechu - wykonacie szereg zadań głównych i misji pobocznych, by ostatecznie stawić czoła głównemu antagoniście. Nie zdradzając jednak szczegółów powiem tylko, że to finałowe starcie było dla mnie niestety sporym rozczarowaniem. I bynajmniej nie chodzi tu sam projekt walki, bo ta walka się odbyła…

GramTV przedstawia:ZAMKNIJ


Zanim jednak doszło do ostatecznego pojedynku, stoczyłem niezliczoną liczbę mniejszych, czy to z grupkami szeregowych przeciwników, czy też z bossami. Napisałbym, że potężnymi, ale tak naprawdę - choć walki w Atlas Fallen są mocno angażujące - w istocie żadne nie zapadło mi w pamięć na dłużej. Być może wynika to z faktu, że Deck13 Interactive dysponowało niezwykle ograniczonym budżetem, więc przygotowało skromną liczbę modeli przeciwników, którzy pojawiają się czy to na piaszczystych pustkowiach, czy też w zamkniętych lokacjach. Tak czy inaczej, złego słowa nie można powiedzieć o systemie walki. Ten jest niezwykle przyjemny i zapewnia mnóstwo frajdy niezależnie od tego, czy mierzymy się z zupełnie nowym przeciwnikiem, czy po raz kolejny z wrogiem, którego spotkaliśmy już jakiś czas temu.


Czuć, że to gra twórców The Surge

No właśnie. Pamiętacie jak w The Surge chcąc wyfarmić hełm, trzeba było atakować głowę przeciwnika? Albo pancerz? Wtedy celowało się w korpus. I tak dalej, i tak dalej. Atlas Fallen oferuje nieco zmodyfikowaną, ale bardzo podobną mechanikę. Otóż nie wystarczy tu zjechanie paska zdrowia do zera. Musimy zniszczyć wszystkie części naszego wroga oznaczone w lewym górnym rogu ekranu na czerwono; opcjonalnie możemy pozbyć się także tej złotej, by zdobyć więcej cennych przedmiotów. Nie jest to jednak niezbędne do wygrania danego starcia, więc tylko od nas zależy, jak podejdziemy do kolejnego pojedynku. A opcji mamy jeszcze więcej.


Tak jak w wielokrotnie docenianym Elden Ring, gdzie kultowe już chyba drzewo widać niemal z każdego miejsca w wirtualnym świecie, tak i w Atlas Fallen główny cel naszej wyprawy prawie zawsze widoczny jest (dosłownie) na horyzoncie. Oczywiście nie zdradzę, co to dokładnie oznacza, by nie psuć nikomu radości z zabawy. Choć z drugiej strony tak naprawdę już po zakończeniu prologu i kilku rozmowach z postaciami niezależnymi będziemy wiedzieli, o co w tym wszystkim chodzi. Zwłaszcza, że właśnie wtedy - po raz pierwszy - zajmiemy się ulepszeniem naszej rękawicy.

Eksploracja w Atlas Fallen jest angażująca i satysfakcjonująca również dlatego, że nie mamy tutaj wszystkiego, co da się zdobyć na wyciągnięcie ręki. A może jednak właśnie mamy? Za sprawą naszej rękawicy możemy skorzystać bowiem ze specjalnej zdolności pozwalającej nam na wydobywanie z piasku na przykład skrzyń z cennymi przedmiotami. Chociaż znacznie bardziej efektownie prezentuje się możliwość unoszenia zakopanych pod ziemią platform, dzięki którym dostaniemy się w pozornie niedostępne miejsca. Wracając jeszcze na chwilę do porównań dzieła Deck13 Interactive z hitem od From Software ciekawie zrealizowano tutaj mechanikę blokującą nam dostęp do większych lokacji widocznych w oddali. Zamiast znanych z Elden Ringa teleportów tutaj musimy skorzystać ze specjalnego obelisku, by aktywować umieszczane tymczasowo w przestrzeni platformy, po których należy skakać, docierając do celu danego zadania.


Statystyki postaci? A na co to komu?

Atlas Fallen, zamiast klasycznego systemu rozwoju postaci opartego na zwiększaniu poszczególnych statystyk bohatera oferuje możliwość zdobywania, a następnie ulepszania różnego rodzaju pancerzy. To właśnie dzięki nim zadajemy takie, a nie inne obrażenia, szybciej regenerują nam się umiejętności czy też mamy określoną liczbę punktów obrony. To dość ciekawe rozwiązanie, które idealnie pasuje do całości, bowiem w przypadku tak dość skromnej produkcji nie ma miejsca właśnie na typowe pozyskiwanie punktów doświadczenia.


Podsumowanie

Atlas Fallen to dla mnie taka mała, wielka gra, która - kolokwialnie pisząc - po prostu siadła mi jak mało która w ostatnim czasie. Stosunkowo niski budżet tytułu widać tu na każdym kroku, bo nie mamy dużego świata, zaawansowanego systemu rozwoju postaci, a i same lokacje nie należą również do największych, lecz wszystkie pomysły Deck13 Interactive czy to związane w eksploracją, czy też systemem walki sprawiają, że od recenzowanej produkcji ciężko się oderwać. Na tyle, że po ujrzeniu napisów końcowych i wykonaniu wszystkich zadań pobocznych, które udało mi się znaleźć, wciąż mam ochotę na więcej. To co, czekamy na Atlas Fallen 2?

https://www.hejto.pl/wpis/artykul-recenzja-nowej-gry-tworcow-the-surge-i-lords-of-the-fallen-jesli-spodzie

Tagi:

#recenzja

#Recenzjagry

#FocusHomeInteractive

#Deck13

#atlasfallen

@andi-solihin Spoko, ale dałbyś jakiegoś screenshota, albo link do gameplaya, bo przyznam że nie słyszałem o tej grze wcześniej a brzmi ciekawie.

Zaloguj się aby komentować

Barbie to również film z przesłaniem do mężczyzn


Tak jak obiecałem prawie tydzień temu, wrzucam jutro (czyli dziś ( ͡o ͜ʖ ͡o)) mój post na temat tego dlaczego według mnie Barbie nie tylko ma wartościowe przesłanie dla mężczyzn, ale jest ono wręcz ważniejsze niż część dla kobiet. A to z prostego powodu - rozmów o tym jak patriarchat krzywdzi przeciętnego mężczyznę nie prowadzi się praktycznie nigdzie.


W tym poście będzie kilka spoilerów do filmu, więc jeśli nie jesteście zdecydowani czy iść to polecam mój post bez spoilerów

A jeśli już go oglądaliście lub was to nie obchodzi to zapraszam do lektury!


Postać Kena

Przekaz dla mężczyzn jest pokazany poprzez przyjęcie perspektywy Kena granego przez Ryana Goslinga. W pierwszym akcie filmu jest on przedstawiony jako pusty i głupi mężczyzna który potrafi tylko jedno - beach. Co to oznacza? Nawet nasz bohater nie jest tego pewien. Ale tak został sprzedany - jako Beach Ken. Jednego jest jednak pewien: chce być u boku swojej barbie. Która, jak wiele kobiet w dzisiejszych czasach, nie potrzebuje w życiu mężczyzny.


Czuje się on przez to rozdarty i niepewny co to właściwie znaczy być mężczyzną w Barbieland. Ryan Gosling świetnie pokazuje to wewnętrzne rozdarcie w scenie gdzie chciałby spędzić noc u Barbie, ale ona nie ma czasu (jak zresztą codziennie). Całą noc spędza on bez żadnego celu w swoim życiu, a jak się później dowiadujemy - Kenowie nie mają nawet swoich domów, w których tą noc mogliby spędzać. Barbie jest oczywiście nowoczesną kobietą więc nie musi sobie takimi rzeczami zawracać głowy. To według mnie już jest pokazanie tego jak dzisiejsze społeczeństwo traktuje problemy mężczyzn. To przecież oczywiste, że mężczyźni sami sobie poradzą.


Zderzenie z światem Patriarchatu

Drugim etapem podróży Kena jest zderzenie tego chłopca - z bardzo małym zrozumieniem świata - z światem w jakim żyjemy my. Widzi on mężczyzn na których skupiają się media i feminizm: prezydenta, policje, bogatych biznesmenów. Tych którzy zajmują jakieś zawody które dają im władzę. I wtedy do niego trafia oczywista na chłopski rozum dedukcja - taki świat jest za⁎⁎⁎⁎sty dla mnie! Po prostu wejdę do banku i zostanę dyrektorem! A nie, czekaj, chcą żebym miał dyplom z topowego uniwersytetu. Przechodzi on więc z miejsca do miejsca i wszędzie dowiaduje się że nie ma odpowiednich kwalifikacji na te stanowiska. Scena kończy się na plaży, gdzie okazuje się że nawet jego umiejętności w beach nie wystarczą na pracę ratownika, bo nie umie pływać.


Jak nietrudno się domyślić, Ken przedstawia tutaj jak świat wygląda dla nastolatka bądź młodego mężczyzny. Z jednej strony wszędzie słyszy że patriarchat jest wszędzie i z tego powodu kobiety mają dużo gorzej od niego. Z drugiej strony… nikt nie rozkłada przed nim czerwonego dywanu. Nikt mu nie pomaga. I ten brak pomocy sprawia, że coraz więcej mężczyzn wypada poza margines społeczeństwa. Już dziś o wiele więcej kobiet niż mężczyzn kończy uniwersytety. Dziewczynki już od szkoły podstawowej mają dużo lepsze wyniki od chłopców. Chłopcy o wiele częściej zmagają się z chorobami jak ADHD i autyzm. Mężczyźni umierają dużo wcześniej niż kobiety( 71,8 vs 79,7). Pomimo tego w Polsce przechodzą na emeryturę 5 lat później. Mężczyźni częściej uzależniają się od alkoholu i narkotyków. I wreszcie - mężczyźni popełniają samobójstwo 6 razy częściej niż kobiety.


Kiedy ostatnio słyszeliście żeby te problemy były poruszane w mediach z perspektywy mężczyzn? Ruch walczący o prawa mężczyzn praktycznie nie istnieje i było to bardzo dobrze widać w trakcie afery o ćwiczenia wojskowe nie tak dawno temu. Żadna partia - nawet Lewica która dąży do równości płci - nie opowiedziała się za zabronieniem tej praktyki nowoczesnego wykorzystywania tylko mężczyzn pod groźbą więzienia.


Powrót do Kendom?!

Ken zdecydował więc że wróci do Barbielandu i tam buduje patriarchat od nowa. Udaje się mu to zadziwiająco łatwo. Powstaje więc względnie męska utopia - drogie samochody, ćwiczenia na siłce, granie w siatkówke i picie piwerka które donosi wam seksowna Barbie. Taki Alpha Male land. Co ciekawe feministyczne Barbie również bardzo szybko akceptują ten świat. W końcu mogą sobie odpocząć i nie używać głowy. Zrozumienie skutków długofalowych takiego świata przychodzi dopiero z czasem (patrz: początek filmu z perspektywy Kena).


Barbieland całkowicie zmienia się w Kendom i do takiego świata wraca nasza tytułowa Barbie. Jako że widziała do czego doprowadził patriarchat w prawdziwym świecie: nie akceptuje tego stanu rzeczy i wtedy wchodzi monolog który “resetuje” głowy innych barbie. Jedna z bohaterek z prawdziwego świata tłumaczy co to znaczy być kobietą i jak życie to balansowanie wszystkiego: masz być ładna, ale nie za ładna. Masz być matką, ale mieć karierę.


Monolog nastawiony pod kobiety, ale z niewielkimi zmianami pasowałby również do mężczyzn. Masz być bogaty, ale nie żyć tylko pracą. Masz być twardy, ale też wrażliwy. Masz być pewny siebie, ale nie arogancki.


Barbie wymyślają więc plan by ten monolog przedstawić wszystkim Barbie. Żeby odciągać je od Kenów, wykorzystują potrzeby mężczyzn przeciwko nim samym. Udają, że potrzebują pomocy, na co Kenowie bardzo szybko reagują chęcią wytłumaczenia im jak to naprawić. “O nie, jak działa Photoshop?”, “Ja trzymam wszystkie oszczędności na lokacie”, “Czuje się taka brzydka”. Według mnie ta scena pokazuje pozytywną stronę mężczyzn, którzy mają wręcz zaprogramowaną potrzebę czucia się potrzebnymi i pomagania innym.


Kiedy wszystkie Barbie są już odprogramowane, wchodzą w drugą fazę planu gdzie wykorzystują zazdrość Kenów do skłócenia ich.


Walka między mężczyznami

Już na początku filmu jest pokazane że Ken o Barbie musi praktycznie cały czas walczyć z innymi Kenami w tym “feministycznym” (cudzysłów to nie przypadek) Barbielandzie. Ale w świecie rzeczywistym jest więcej rzeczy o które można walczyć niż tylko kobiety - pieniądze, stanowisko w pracy, oceny w szkole, granty na uczelni, głosy w wyborach, medale w sporcie… W każdym aspekcie życia znajdzie się coś o co toczy się wyścig szczurów. Nawet w miejscach gdzie kooperacja mogłaby przynieść o wiele większe korzyści. 


Walka ma w tym momencie kulminację podczas “Beach off” podczas którego Kenowie podzieleni na dwie frakcje idą ( ͡° ͜ʖ ͡°) trzepać ( ͡° ͜ʖ ͡°)  tych drugich Kenów. Ta scena kończy się uświadomieniem sobie przez Kenów że łączy ich więcej niż dzieli podczas tańca i świetnego kawałka muzycznego. Moim zdaniem to jest najbardziej pozytywne zakończenie wątku w filmie. Poza tym w sumie to nie zmienia się praktycznie nic. Ale o tym za chwile.


Ta walka również jest “feature and not a bug” patriarchatu. I cierpią na tym nie tylko kobiety, ale również mężczyźni. Nawet dyrektorowie Mattela przyznają że woleliby się połaskotać na spotkaniu zarządu, ale muszą być poważni i męscy. Ale szczególne cierpią Ci na dole drabiny społecznej. To jest problem z tym co oferuje młodym mężczyznom prawica w wykonaniu np. Jordana Petersona czy Andrew Tate. Oni mówią: zmień siebie a pewnego dnia to TY będziesz tym facetem na górze który korzysta z “dobrodziejstw” patriarchatu. Tylko niestety dla nich statystyka jasno mówi, że jakkolwiek wszyscy nie będziemy się starać, duża część społeczeństwa dalej będzie na dole. Dążenie do poprawienie sytuacji jednej osoby nic nie zmieni, oprócz sprawienie że dalej będziemy trwali w systemie który niszczy ludzi na dole.


I am Kenough

Po walce Kenowie zdają sobie sprawę że Barbie ich oszukały i przegłosowały zmianę konstytucji z powrotem na tą starą kiedy oni walczyli. Główny Ken załamuje się bo rozumie, że bez patryjarchatu wszystko wróci do tego jak było i znowu zostanie on bez swojej Barbie, jako zabawka dla niej kiedy tego potrzebuje. Zaczyna płakać, ale Barbie mówi mu że przecież może być po prostu Kenem, bez niej. I wtedy dostajemy za⁎⁎⁎⁎sty screenshot który widzicie załączony do posta, który moim zdaniem jest głównym przekazem do mężczyzn: Bycie po prostu wystarczającym jest ok: I am Kenough. Nie musisz walczyć by być na szczycie i mieć akurat Barbie by coś osiągnąć. Nie zmieniaj się w obraz który pokazują Ci media albo influencerzy żeby kogoś zdobyć. Bycie sobą dla siebie, takim jak tego chcesz jest po prostu wystarczające.


Happy end?

Zwykle to co charakteryzuje filmy to że świat filmu zmienił się na lepsze. Co więc w sumie zmieniło się w świecie Barbie? Bogaci dyrektorzy Mattela dalej zatrzymują stanowiska i zarabiają kasę na sprzedaży lalek. Nawet więcej, po wypuszczeniu nowej lalki. Dalej również raczej nie będą się łaskotać.


Barbie znowu rządzą w Barbielandzie, Kenowie dalej nie mają domów ani pracy. A nie, przepraszam, może paru z nich dostanie nic nie znaczące stanowiska. Ma to być żartobliwe nawiązanie do społeczeństwa USA, tylko z płciami na odwrót.


Barbie została prawdziwą kobietą. Dla niej faktycznie zmieni się dużo, ale co z resztą Barbie dalej zamkniętymi w Barbielandzie?! Gdzie jest ich przemieniający monolog?


I to moim zdaniem również jest zabieg celowy - ani żadna jedna osoba, ani nawet grupa ludzi nie jest w stanie zmienić świata. Kapitalizm i patriarchat sprawiają że wyścig szczurów jest wymagany do osiągnięcia sukcesu w życiu i wciągniecie kobiet do tego systemu jaki mamy dziś nie rozwiąże problemu. A dokładnie to proponował feminizm tak jak rozumie go większość ludzi dzisiaj. Potrzebujemy zmodyfikować ten system tak by spróbować stworzyć świat oparty na kooperacji zarówno wśród osób tej samej płci jak i pomiędzy nimi. Świat w którym płcie są faktycznie, a nie tylko pozornie, równe. I dotyczy to nie tylko rozwiązywania problemów kobiet.


Mężczyźni powinni się wspierać zamiast ze sobą walczyć. To jest prawdziwe znaczenie męskości, które ten film bardzo mocno promuje.


PS. film krytykujący kapitalizm wczoraj przekroczył barierę 1 mld dolarów zysku… Znowu cytat z #discoelysium okazuje się trafiać w sedno: Kapitał jest w stanie wchłonąć w siebie wszelką krytykę. Nawet ci, którzy krytykują kapitał, w końcu go wzmacniają (oryginał: “Capital has the ability to subsume all critiques into itself. Even those who would critique capital end up reinforcing it instead”


#filmy #film #recenzja #barbie

5d93f32f-11a8-4c1a-af20-ef6035b0f73f

Fajnie fajnie ale jedna uwaga


"Chłopcy o wiele częściej zmagają się z chorobami jak ADHD i autyzm. "


Tak naprawdę są częściej diagnozowani. Kryteria diagnostyczne są nastawione na chłopców, nie uwzględniają maskowania się dziewczyn.

Zaloguj się aby komentować

#perfumy


#recenzja


Lattafa Ansaam Silver


kupione na Amazon za 116 zł.


Dobre opinie na parfumo.net oraz fragnatica więc postanowiłem zaryzykować. Według opini klon Azzaro The Most Wanted oraz Armani z serii Stronger with You.


Rzeczywiście tak jest. Z racji, że Azzaro The Most Wanted Perfum to jeden z moich ulubionych zapachów to Lataffa to był strzał w dziesiątkę.


Dla mnie to Azzaro zmieszane z kolejnym z ulubionych zapachów YSL Nuit de L' Homme Blue Electrique.


Po czasie od aplikacji zapach nie zmienia się. Cały czas jest tak sam.


Projekcja dobra, tak jak trwałośc.


Nie jest to 1 do 1 i nie warto się na to nastawiać ( jak przy każdym arabie, bo są to podobne zapachu, ale zazwyczaj inne)


Podobieństwo duże, ale inny. Nie oznaczone to, że zły. Wręcz przeciwnie. Jeżeli ktoś lubi takie klimaty The Most Wanted to na pewno będzie zadowolony. W tej cenie to mój must have w kolekcji i chyba najlepszy zapach od Lattafy zaraz obok Lattafa Pride Eternal Oud lub Bade'e Al Oud Oud for Glory.


Polecam.

ac565134-6089-4a67-b8bf-8b2a7549bbb6

Zaloguj się aby komentować

#filmy #barbie #recenzja


Część bez spoilerów


Byłem wczoraj na Barbie, pomimo tego że jeszcze tydzień temu wiedziałem o filmie tylko tyle, że wyszedł w ten sam dzień co Oppenheimer. Moja siostra zaproponowała żeby się przejść i... zdecydowanie nie żałuje decyzji.


Jako że zakładam, że większość społeczności Hejto to płeć męska, która zapewne też nie ma w planach iść na film o lalce dla małych dziewczynek to chciałem dla was wcielić się w rolę mojej siostry (don't kink shame me ( ͡° ͜ʖ ͡°) ) i przekonać was, że warto na niego iść. A może nawet - tak jak w moim przypadku - znajdzie się on waszej topce wszechczasów.


Przede wszystkim: nie jest kierowany do dzieci. Teoretycznie rekomendowany wiek to 13+. Jednak tematyka moim zdaniem jest wręcz zbyt poważna dla nastolatków. Sam w sobie scenariusz to głównie bardzo dobrze zagrana komedia z doskonałą obsadą i choreografią. I pod tym względem nawet jeśli całkiem olać fabułę i przekaz filmu, to myślę że i tak warto go obejrzeć. Chyba na wszystkie żarty cała sala kinowa reagowała śmiechem i uważam że były dość oryginalne i bardzo zróżnicowane.


Role większości bohaterów (szczególnie głównych) są tak doskonale obsadzone i zagrane, że wydają się być pisane specjalnie pod nich. Zresztą podobno rola Kena była pisana z Ryanem Goslingiem w zamyśle. I chyba zagrał rolę zwieńczającą z której będzie zapamiętany jak Johnny Depp wcielający się w Jacka Sparrowa.


Ale to co zdziwiło mnie najbardziej pozytywnie, to że reżyserka i scenarzystka Greta Gerwignie nie traktuje mężczyzn jako żartu, a bardzo poważnie podchodzi do ich problemów. Nie jest to film feministyczny w stylu: "Super kobiety ratują świat przed złymi i głupimi mężczyznami a w ogóle to patriarchat to żenada c'nie?". Film, oczywiście w żartobliwy i delikatnie parodiowy, ale jednak bardzo prawdziwy sposób przedstawia i dokonuje dekompozycji świata rzeczywistego za pomocą odbicia w świecie lalek Martela. Jak każda bardzo dobra parodia. Pod tym względem, przez większość czasu czułem się jak oglądając standup George Carlina, albo grając w #discoelysium .


Trochę odjechał mi ten post pod względem długości, więc chyba część ze spoilerami umieszczę w osobnym wpisie. Tym bardziej że zachęcam do oglądnięcia filmu zanim sobie cokolwiek zaspojlujecie! Mam nadzieje że uda mi się go wstawić już jutro rano, ale zachęcam też do dyskusji w komentarzach. Najbardziej zachęcam tych którzy się kompletnie nie zgadzają z moją opinią( ͡~ ͜ʖ ͡°)

@ThisIsFine Tyle że w wywiadach, panie reżyserka i producent, czyli Greta i Margot, mówią że to jak najbardziej jest feministyczny film. Podają też bzdurną definicję feminizmu i twierdzą, że on jest również dla mężczyzn, bo równe prawa itd. Jak kończy się Barbie? Wszystko wraca do starego ładu, gdzie kobiety są zajebiste, a mężczyźni bezwartościowi?

@ThisIsFine to jest jedyna sensowna recenzja tego filmu jaka do tej pory przeczytalam. Malo mnie interesuja filmy zajmujace sie takimi tematami i truizmami, ale ciekawy przekaz widze. Piorun dla Ciebie za napracowanko

Zaloguj się aby komentować

Recenzja: Historia wychowania w starożytności


Książka "Historia wychowania w starożytności" autorstwa Henri-Irne Marrou to kompendium wiedzy o wychowaniu i edukacji na przestrzeni wieków (X p.n.e. - V wiek n.e.) w epoce starożytności (greckiej i rzymskiej), które jest rezultatem długich badań autora. Książka wydana została przez wydawnictwo Aletheia.


Henri-Irne Marrou to francuski historyk i badacz z XX wieku, którego zainteresowania skupiały się przede wszystkim na późnym antyku, okresie średniowiecza i historii edukacji. Recenzowana pozycja jest rezultatem jego analizy źródeł i opracowań w kwestii wychowania.


Książka jest masywną pozycją, liczącą niemal 600 stron właściwej treści i ponad 100 stron przypisów uzupełniających. Oceniając pracę nie sposób nie dostrzec ilości imponującego materiału, jaki zgromadził autor oraz mnogich przypisów u dołu strony, które odnoszą się do konkretnych źródeł. Jak historyk w przedmowie zaznacza, powstało wiele poważnych publikacji i opracowań tyczących się omawianego zagadnienia. Zamierzeniem autora była jednak sytneza prac i przedstawienie wniosków, uwzględniając najnowsze badania.


Książka składa się de facto z trzech głównych części: okresu od Homera do Izokratesa; okresu helleńskiego; i okresu rzymskiego. Jesteśmy przeprowadzani przez kolejne zagadnienia, m.in.: "rycerstwo homeryckie", wychowanie spartańskie, pederastię, filozofie, kulturę paidei, kolejne etapy wychowania greckiego i rzymskiego czy stopień zaangażowania państwa w kwestie edukacji. Finalnie autor porusza także temat chrześcijaństwa i pojawienia się szkół teologicznych.


Podsumowując, mnogość tematów i względnie łatwy język pozwalają zaproponować książkę praktycznie każdemu, kto chciałby lepiej zrozumieć proces ewolucji edukacji w świecie grecko-rzymskim. Jest to bardzo zgrabne kompendium dotyczące tematyki wychowania w starożytności. Nie mam niestety kompetencji do porównania pozycji względem innych publikacji tego typu, jednak z mojej perspektywy (zwłaszcza w kwestii rzymskiej) jest to bardzo wartościowa publikacja.


https://imperiumromanum.pl/recenzje/recenzja-historia-wychowania-w-starozytnosci/


#imperiumromanum #ciekawostki #ksiazki #recenzja #historia #rzym #antycznyrzym #gruparatowaniapoziomu #listaimperiumromanum #ciekawostkihistoryczne #ancientrome #wojsko #europa #swiat #militaria #venividivici #qualitycontent #archeologia

Zaloguj się aby komentować

#perfumy #recenzja


Skoro mamy lato to czas na przedstawienie typowego zimowego zapachu


Salvatore Ferragamo Spicy Leather


W skrócie świetny skórzany zapach.

Nie kojarzę w jakiej innej kompozycji jest w taki sposób ukazana skóra.

Dochodzą cytrusy, szałwia, szafran co ze sobą bardzo dobrze współgra.


Parametry też bardzo dobre.


Na plus na pewno ładny i dobrze wykonany flakon.


Jeżeli ktoś planuje j już zakupy na zimę to polecam.

@prodigium co do sezonowych towarów jakaś logika jest, np. dużo promocji na rowery pojawia się na koniec sezonu, ok. września lub października.

Inna sprawa, że zapachy zimowe wąchane w upale tracą cały urok

Zaloguj się aby komentować

Recenzja: Gramatyka monet rzymskich okresu republiki i cesarstwa


Książka „Gramatyka monet rzymskich okresu republiki i cesarstwa” autorstwa Bartosza Awianowicza to prawdziwe kompendium wiedzy o monetach rzymskich okresu republiki i cesarstwa oraz ich legendach. Pozycja została wydana przez Wydawnictwo Naukowe UMK.


Dr Bartosz Awianowicz jest filologiem klasycznym, który specjalizuje się w łacinie i numizmatyce antycznej, zwłaszcza rzymskiej. Na swoim koncie ma już kilka publikacji; tym razem postanowił skupić się na analizie i rozwiązaniu skrótów łacińskich, jakie znajdziemy na licznych zachowanych monetach rzymskich z czasów republiki i cesarstwa.


Książka, na ponad 400 stronach, w sposób niezwykle merytoryczny przedstawia gramatykę języka łacińskiego, strukturę imienia rzymskiego i tytulatury i analizuje legendy z różnego okresu państwa rzymskiego. Najbardziej godną podziwu pracą była umiejętna systematyka i podział egzemplarzy numizmatycznych na kartach pozycji. Czytelnik kupując książkę otrzymuje nie tylko fachowy opis przykładowych monet i i umieszczonych skrótów, ale przede wszystkim możliwość samodzielnemu przyjrzenia się znaleziskom. W książce znajdziemy bardzo dużo zdjęć monet rzymskich, z szerokiego zakresu czasowego.


Nie wydaje mi się, by na polskim rynku wydawniczym była lepsza pozycja poświęcona tematyce skrótów i legend na monetach rzymskich. Książka jest genialnym prezentem dla każdego, kto interesuje się numizmatyką i lubi czytać antyczne eksponaty. Jak się okazuje, monety rzymskie kryją olbrzymią ilość informacji, a w czasach antycznych stanowiły swojego rodzaju propagandę i drogę komunikacji władzy ze społeczeństwem.


Reasumując, uważam że dr Bartosz Awianowicz stworzył niezwykle imponujące dzieło, które warto mieć na swojej półce; zwłaszcza w sytuacji kiedy będziemy chcieli lepiej zrozumieć daną monetę rzymską. Na domiar wszystkiego książka została wydana w bardzo elegancki sposób. Gorąco polecam!


https://imperiumromanum.pl/recenzje/recenzja-gramatyka-monet-rzymskich-okresu-republiki-i-cesarstwa/


#imperiumromanum #ciekawostki #ksiazki #recenzja #historia #rzym #antycznyrzym #gruparatowaniapoziomu #listaimperiumromanum #ciekawostkihistoryczne #ancientrome #wojsko #europa #swiat #militaria #venividivici #qualitycontent #archeologia

6e8dd0fa-999b-45bc-af42-41d9cf9632b2

Zaloguj się aby komentować

Recenzja: Orły Imperium. Zdrajcy Rzymu


Książka "Orły Imperium. Zdrajcy Rzymu" autorstwa Simona Scorrowa to 18 tom słynnej serii, opowiadającej o losach przyjaciół: centuriona Makrona i trybuna Katona. Tym razem zostają oni zamieszani w akcję dyplomatyczną, której celem jest udanie się na dwór króla Wologazesa i nawiązanie porozumienia z Partami. Książka wydana została przez wydawnictwo Publicat.


Myślę, że nie trzeba zbytnio przedstawiać głównych bohaterów powieści, gdyż ich losy dla wielu pasjonatów cyklu są bardzo dobrze znane. W powieści przyjdzie nam poznać dodatkowo m.in. wybitnego wodza Korbulona, który dowodzi armią rzymską na wschodzie i przygotowuje wojska na ewentualną wyprawę na Partów; oraz Apoloniusza, tajnego agenta Korbulona, który bierze udział w misji Katona do króla Partów. Nie zabraknie także takich postaci, jak: wierny pies Kasjusz; syn Katona - Lucjusz; czy ukochana Makrona - Petronnela oraz osób związanych z dworem Partów.


Akcja powieści toczy się w roku 56 n.e., kiedy w Rzymie władzę dzierży cesarz Neron, a Korbulon niepewny sytuacji politycznej stara się zadbać o jak najkorzystniejszą sytuację na granicach wschodnich Imperium. W tym celu decyduje się wysłać zaufanego i sprawdzonego oficera - Katona - do samego króla Wologazesa, aby zapewnić chwilowy pokój na limes. Jak się jednak okazuje, "łatwe" zadanie jest przeplecione licznymi intrygami oraz walką i śmiercią wielu ludzi. Makron w między czasie pozostaje w obozie oddziałów pretoriańskich i pracuje nad poprawą dyscypliny wśród żołnierzy. Na domiar wszystkiego, panujący głód doprowadza do rebelii wojsk.


Dla wygody Czytelnika, na początku książki umieszczono spis postaci, które pojawiają się w 18 tomie powieści. Dodatkowo zamieszczono mapę pogranicza rzymsko-partyjskiego, co ułatwia śledzenie drogi Katona do stolicy Partów. Na końcu książki otrzymujemy wywiad z autorem powieści, w której ustosunkowuje się on do wybranych pytań. Wydaje się to być formą posłowia, w której autor przedstawia swoje przemyślenia i informacje o omawianych miejscach i bohaterach.


Podsumowując, tom 18 jak najbardziej nie zawiódł i autor w bardzo ciekawy przedstawia dalsze losy naszych bohaterów. Nie brakuje scen walki, pościgów, czy zwrotów akcji. Dodatkowo, jak zawsze, możemy liczyć na solidną dawkę wiedzy historycznej o Rzymie oraz Partii.


https://imperiumromanum.pl/recenzje/recenzja-orly-imperium-zdrajcy-rzymu/


Gdzie kupić? https://www.poczytaj.pl/ksiazka/orly-imperium-18-zdrajcy-rzymu-scarrow-simon,563457?pp=5


#imperiumromanum #ciekawostki #ksiazki #recenzja #historia #rzym #antycznyrzym #gruparatowaniapoziomu #listaimperiumromanum #ciekawostkihistoryczne #ancientrome #wojsko #europa #swiat #militaria #venividivici #qualitycontent #archeologia

cceed48e-8bd9-41cd-93f2-645646d79e38

Zaloguj się aby komentować

Recenzja: Boski Neron


Książka "Boski Neron" autorstwa Zenona Gołaszewskiego to powieść historyczna mająca na celu przedstawienie sylwetki Nerona w zupełnie innym, lepszym, świetle. Autor stara się ukazać cesarza, jako reformatora i postać tragiczną. Pozycja została wydana przez wydawnictwo WIMANA.


Zenon Gołaszewski jest pisarzem i historykiem, który ma swoim koncie liczne publikacje popularnonaukowe i historyczne; z czego dwie poświęcone są czasom rzymskim. "Boski Neron", jak tytuł wskazuje, skupia się na postaci Nerona - niezwykle kontrowersyjnym władcy rzymskim, który do historii przeszedł m.in., jako pierwszy z cesarzy, który rozpoczął prześladowania chrześcijan lub na polecenie którego miał wybuchnąć pożar w Rzymie, aby później ten mógł zbudować sobie potężny pałac. Do naszych czasów zachowały się źródła antyczne, które jednak nierzadko sobie przeczą i wskazują na fałszowanie historii. Z tego też względu, autorzy mają szansę na naszkicowanie zupełnie odmiennego rysu psychologicznego i biografii bohatera.


Autor bardzo umiejętnie rysuje nam postać młodego Nerona, który za sprawą zdecydowanej i gotowej na wszystko matki Agryppiny, staje się adoptowanym synem cesarza Klaudiusza i jego następcą. Jak się okazuje, młodzieniec spełnia pokładane w nim nadzieje i rządzi roztropnie, będąc wspieranym przez gremium doradców: nauczyciela - Senekę Młodszego i prefekta pretorianów – Sekstusa Afraniusza Burrusa. Agrypina z czasem staje się zbyt agresywna i nie podatna na kontrole, w związku z czym - bez wiedzy - Nerona ginie w "wypadku".


Autor przedstawia nam Nerona, jako osobę wrażliwą, myślącą o innych i o artystycznej duszy. Jego otoczenie i senatorzy knują spiski, w wyniku których pewnego razu poroni jego żona Poppea Sabina. Z kolei słynny wybuch wielkiego pożaru w roku 64 n.e. w Rzymie zastaje Nerona poza miastem. Młody władca rusza jednak natychmiast do stolicy i organizuje akcję pożarniczą. Po zdławieniu pożaru, bazując na informacjach od swojego otoczenia, oskarża chrześcijan o podpalenie i skazuje wybrane osoby na publiczne egzekucje, unikając jednak masowych prześladowań. Po pożarze Neron, nierzadko z własnych pieniędzy, pokrywa koszta odbudowy zniszczonego miasta i wspiera mieszkańców.


Czytając powieść Pana Zenona Gołaszewskiego miałem cały czas przeczucie, że autor panuje nad fabułą, którą uzupełniał o antyczne zwroty (nie zabrakło także przypisów) i przekazy oraz umiejetnie posługuje się znaną nam wiedzą historyczną. Na minus - niestety brak wykorzystanych źródeł na końcu publikacji lub szerszej bazy książek opisujących postać Nerona; oraz brak ilustracji, które urozmaiciłyby treść.


Podsumowując, książka jest napisana w bardzo przyjemny sposób, a postać Nerona naszkicowana w taki sposób, że darzymy ją dużym szacunkiem i sympatią. Niepewne czasy, w jakich przyszło żyć Neronowi i otaczający go rządni władzy ludzie, powodują, że Neron staje się finalnie zbędnym pionkiem na planszy do gier i zmuszony jest popełnić samobójstwo. Gorąco polecam książkę!


https://imperiumromanum.pl/recenzje/recenzja-boski-neron/


#imperiumromanum #ciekawostki #ksiazka #recenzja #historia #rzym #antycznyrzym #gruparatowaniapoziomu #listaimperiumromanum #ciekawostkihistoryczne #ancientrome #wojsko #europa #swiat #militaria #venividivici #qualitycontent #archeologia

ceee808d-aceb-4b76-b5f2-e621fe0d41cb

Zaloguj się aby komentować

Recenzja: Bestie zza muru


Książka „Bestie zza muru” autorstwa Roberta Lee to pierwszy tom nowej serii „Braterstwo areny”. Fabuła opowiada o losach dwóch byłych gladiatorów, którzy zostają wysłani daleko na północ Brytanii, aby w tajemniczej misji odszukać pewną kobietę i dziecko. Akcja toczy się w czasach rządów Septymiusza Sewera. Książka wydana została przez wydawnictwo REBIS.


Robert Lee, jak się okazuje, ma na swoim koncie różne powieści historyczne, które dotychczas skupiały się na przedstawieniu świata wikingów lub XIV-wiecznej Szkocji. Tym razem jednak zdecydował się na akcję w czasach antycznego Rzymu; jak się okazuje bardzo słusznie.


Głównymi bohaterami powieści są gladiatorzy oraz przyjaciele Drust, który jest Trakiem; i Kag, pochodzący z Kaledonii. Akcja toczy się pod koniec panowania starego cesarza Septymiusza Sewera, który w roku 208 n.e. udaje się do Brytanii z ambitnym planem podboju Kaledonii (dzisiejsza Szkocja), aby umocnić pozycję dynastii. Nasi bohaterowie otrzymują od swojego patrona Septymiusza Structusa tajemnicze zadanie odnalezienia porwanej kobiety i jej dziecka; a ich głównym przeciwnikiem ma być niejaki „Pies”. W wyprawie towarzyszą im kompani, także byli gladiatorzy m.in. Sib, Kwintus, Maniusz czy Ugo.


Do plusów zaliczyć należy bardzo ciekawe przedstawienie dialogów i akcji; a przede wszystkim bardzo przyjemny sposób przekazywania wiedzy i ciekawostek o gladiatorach czy wyścigach rydwanów. Po pierwszych zdaniach dostrzec można wprawę pisarza w tworzeniu intrygującej fabuły oraz przygotowanie merytoryczne. Robert Lee za wszelką cenę stara się ukazać brutalny (nie brakuje tutaj krwawych i realistycznych opisów) i tajemniczy świat cesarstwa rzymskiego: od Rzymu, po Trypolitanię czy Brytanię.


Autor na końcu publikacji umieścił słowniczek z użytymi łacińskimi sformułowaniami, które w fabule starał się zgrabnie zamieszczać i tłumaczyć; oraz zwięźle przedstawione tło historyczne.


Do minusów – z pewnością brak mapy poglądowej miejsca akcji, zaznaczenia ziem Kaledończyków; zarysowania, gdzie przebiegały mury Antoninusa i Hadriana czy gdzie znajdowało się główne miasto rzymskie na czas inwazji Sewera – Eboracum (obecny York).


Podsumowując, książka jest jak najbardziej godna polecenia. Na rynku jest wiele powieści historycznych i autorów zajmujących się światem Rzymian; jak się okazuje jednak wciąż jest miejsce na kolejne powieści historyczne w tematyce rzymskiej. Z pewnością Robert Lee będzie wymieniany obok takich nazwisk jak Ben Kane, Geraint Jones, Robert Fabbri czy Harry Sidebottom.


Gdzie kupić? https://www.poczytaj.pl/ksiazka/bestie-zza-muru-low-robert,561376?pp=5


#imperiumromanum #ciekawostki #ksiazki #recenzja #historia #rzym #antycznyrzym #gruparatowaniapoziomu #listaimperiumromanum #ciekawostkihistoryczne #ancientrome #wojsko #europa #swiat #militaria #venividivici #qualitycontent #archeologia #rebis

2d7d63b2-49cd-40fa-b152-322c75b38df6

Zaloguj się aby komentować

#recenzja #perfumy


Wczoraj trafił do mnie świeżak na lato, czyli


JOOP FRESH WOW


Typowy letniaczek, o przyzwoitych parametrach.


Projekcja nie powala, trwałość też bez szału, nie jest to poziom Joop Homme EDT


Ale za cenę 55 zł /40ml jest dobrze.


Polecam

d97264cd-64ae-42c5-87e8-f581a8659e2d

Zaloguj się aby komentować

Recenzja: Ciemniejący wiek. O niszczeniu świata klasycznego przez chrześcijan


Książka „Ciemniejący wiek. O niszczeniu świata klasycznego przez chrześcijan” autorstwa Catherine Nixey to pozycja podejmująca się ukazania chrześcijaństwa w świecie antycznym w nieco inny i bardziej kontrowersyjny sposób. Autorka odważnie prezentuje swoje spojrzenie na rolę chrześcijaństwa w upadku Rzymu i kultury antycznej. Książka została wydana przez wydawnictwo Filtry, które wydaje pozycje zachęcające do społecznej dyskusji na wiele kontrowersyjnych tematów.


Catherine Nixey to angielska dziennikarka i historyczka, która za recenzowaną książkę wyróżniona została prestiżową nagrodą Jerwood, przyznaną przez Królewskie Towarzystwo Literatury (z siedzibą w Londynie). Publikacja uznana została także przez „The New York Times”, „The Spectator”, „The Observer” oraz BBC History za jeden z najważniejszych tytułów w 2018 roku.


Jak sama autorka zaznacza, pochodzi z religijnego domu, gdzie jej matka jest byłą zakonnicą, a ojciec byłym mnichem. Jak się jednak okazuje, autorka nie miała żadnych nieprzyjemnych doświadczeń w świecie kościoła, a jej publikacja nie ma charakteru ofensywy na instytucję jako taką. Jest to swego rodzaju manifest, mający na celu odkrycie społeczeństwu nieprzyjemnych kart historii kościoła i wiary chrześcijańskiej w czasach antycznych. Publikacja ma skłonić do dyskusji i poruszyć kontrowersyjny temat roli kościoła w historii.


Autorka w swojej treści bazuje na źródłach, gdzie dużą część stanowią zapiski pisarzy chrześcijańskich, którzy w zaledwie dwa wieki po śmierci Jezusa na krzyżu tworzyli propagandę, nawoływali do nieprzychylnej postawy wobec kultury klasycznej oraz radowali się destrukcyjnymi działaniami wyznawców. Stopniowa ekspansja wiary chrześcijańskiej, jej zalegalizowanie oraz triumf pod koniec IV wieku n.e., jako jedynej religii państwowej, oznaczały zmianę podejścia do wartości które głosili pierwsi wyznawcy Chrystusa. Zaczęły się prześladowania, niszczenie posągów antycznych, oznaczanie rzeźb znakiem krzyża, konfiskata mienia, palenie bibliotek i dzieł antycznych, zakazywanie dawnych rytuałów.


Tym jednak co najbardziej poraża, jest fakt że autorka w swoich opisach bazuje przede wszystkim na źródłach. W książce znajdziemy wiele przypisów, odwołań do literatury i tekstów źródłowych. Poznajemy historię o brutalnym mordzie wybitnej kobiety-naukowiec Hypatii z Aleksandrii w 415 roku, zburzeniu świątyń w pięknej Palmyrze w 387 roku, zniszczeniu świątyni Serapisa w Aleksandrii w 392 czy ucieczce ostatnich filozofów neoplatonizmu w 529 roku z Aten; są to brutalne opowieści i dowody na to, jak niekiedy wiara potrafi przysłonić wzrok i skłonić do najgorszych rzeczy.


Jak zaznacza wielokrotnie autorka, oczywistym jest że kościół, mnisi czy inni chrześcijanie wielokrotnie czynili godne rzeczy i pozwalali m.in. zachować część twórczości antycznej lub krzewili równość wśród ludzi. Niestety jednak, do historii powszechnej przeszły jedynie dobre uczynki kościoła; jego prawdziwe oblicze nie jest nam jednak w pełni znane.


Przechodząc do treści – liczy ona niemal 400 stron, która podzielona została na 16 rozdziałów, w których poruszane są kolejne zagadnienia, które zarysowują kontrowersyjną postawę kościoła i wiary chrześcijańskiej. Na końcu znajdziemy recenzję pozycji autorstwa profesora Stanisława Obirka, bibliografię, indeks i spis przypisów.


Pozycja wydana została w sposób przykuwający oko – czarna okładka z fragmentem płomienia. Dodatkowo treść urozmaicona została o ilustracje. Na minus: przypisy na końcu książki oraz bardzo słabe mocowanie kartek; po wielokrotnym przekartkowaniu, kartki zaczęły się odczepiać.


Podsumowując, książka jest moim zdaniem jak najbardziej do polecenia. Autorka używa w swojej pracy bardzo przyjemnego języka, a opisy są zwięzłe i ciekawe. Wszystkie historie i opowieści bazują na źródłach, co jedynie dodaje fachowości twórczości.


Naturalnie, zdaję sobie sprawę, że wiele osób może odebrać tę publikację jako atak na własne ideały; myślę jednak że warto czasami spojrzeć na wszystko z drugiej strony i nie widzieć wszystkiego tylko w barwach białych lub czarnych.


https://imperiumromanum.pl/recenzje/recenzja-ciemniejacy-wiek-o-niszczeniu-swiata-klasycznego-przez-chrzescijan/


#imperiumromanum #ciekawostki #ksiazki #recenzja #historia #rzym #antycznyrzym #gruparatowaniapoziomu #listaimperiumromanum #ciekawostkihistoryczne #ancientrome #wojsko #europa #swiat #militaria #venividivici #qualitycontent #archeologia


-----------------------------------------------------------------------------


Jeżeli podobają Ci się treści, jakie gromadzę na portalu oraz, którymi dzielę się na social media, wdzięczny będę za jakiekolwiek wsparcie: https://imperiumromanum.pl/dotacje/

be4a40ab-73f5-44a8-b522-31e235b3eaa2

Zaloguj się aby komentować