@bojowonastawionaowca
I tak, i nie.
Ostrzegam, że sporo prywaty. xD
Jestem osobą o raczej małych potrzebach socjalnych i w zupełności zaspokaja je moja dziewczyna + granie z kumplami i kumpelkami + pisanie na Discordzie również z kumplami + sporadyczne rozmowy telefoniczne z rodziną. Czy są to bardzo zażyłe relacje? Trudno powiedzieć, ale z niektórymi kumplami znam się już przynajmniej sześć lat i wiem, że w razie czego mogę na nich liczyć - zaoferują wsparcie emocjonalne czy cuś.
I trochę się dziwię, że w dobie bardzo popularnego internetu jest tylu samotnych ludzi. Jasne, sam w czasach szkolnych, mimo że posiadałem jakichś tam znajomych, to wiecznie czułem, że nie pasuję. I internet stał się remedium na to - poznałem masę ludzi, z którymi grałem w gierki. Potem dołączyłem do gierkowego klanu, z którymi spotykamy się co roku na zlocie, znalazłem kolejnych kumpli, z którymi założyliśmy serwer Discordowy i dzisiaj uważam, że mam zdecydowanie zbyt wielu znajomych, żeby znaleźć czas, żeby z każdym w coś zagrać i nie zaniedbywać swoich relacji oraz zainteresowań. ; )
Ale powtórzę się, jestem samotnikiem o małych potrzebach socjalnych.
Jednocześnie samotność jest bardzo wygodna. Moja mama na przykład - po dwóch nieudanych małżeństwach i przynajmniej kilku nieudanych relacjach z mężczyznami raczej nie nastawia się na stworzenie kolejnej. Jasne, że ma trudny charakter, sam się o tym dobrze przekonałem, jednocześnie ma tak uporządkowane i wypełnione życie, że trudno byłoby jej znaleźć kogoś, kogo mogłaby do tego życia dopasować. A tak to nikt jej się nie pałęta po mieszkaniu, nikt jej niczego nie przestawia, nie wyjada, nie narzeka et cetera. Bardzo to rozumiem.
Sam jak zostałem rok temu singlem, to paradoksalnie okropecznie się z tego faktu ucieszyłem. Nagle zyskałem ogromną swobodę. Mogłem robić, co mi się żywnie podobało. Siedzieć z kolegami do późna, grając w gierki, a potem spać przynajmniej do południa, a na obiad zamówić sobie pizzę albo coś niezdrowego i gnić cały dzień w łóżku, oglądając filmy czy seriale - coś wspaniałego. Oczywiście nie przez cały czas, ponieważ w końcu mi się to znudziło, ale bardzo wtedy odżyłem.
I jak moja dziewczyna powiedziała - dla niej wejście w związek jest trudniejsze niż bycie samej, z czym bardzo się zgadzam. Jednak trzeba patrzeć na drugą osobę, dostosować się do jej potrzeb, nawyków, harmonogramu et cetera.
Też dzisiaj nie ma takiego parcia na wejście w związek. Albo ludzie po prostu preferują bardziej swobodne relacje - chociażby (nie)sławni przyjaciele z korzyściami. Też to rozumiem, bo to po prostu wygodne. Każdy żyje swoim życiem i spotykamy się wtedy, kiedy nam oboje to pasuje. Mimo to sam preferuję „normalny związek”.