Widzę Burton C Bell, daję olejkę z marszu:
https://open.spotify.com/track/40F1TsPN13r2fPtVc4A855
#industrialmetal #kurlajakietodobbbre
Widzę Burton C Bell, daję olejkę z marszu:
https://open.spotify.com/track/40F1TsPN13r2fPtVc4A855
#industrialmetal #kurlajakietodobbbre
Zaloguj się aby komentować
24 398 000 - 200 = 24 397 800
#pompujwpoprzekziemi
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Zaloguj się aby komentować
25 lipca 2026
Sobota
Święto św. Jakuba, apostoła
(Mt 20, 20-28)
Matka synów Zebedeusza podeszła do Jezusa ze swoimi synami i oddając Mu pokłon, o coś Go prosiła. On ją zapytał: "Czego pragniesz?". Rzekła Mu: "Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie, jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie". Odpowiadając Jezus rzekł: "Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?". Odpowiedzieli Mu: "Możemy". On rzekł do nich: "Kielich mój pić będziecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej i lewej, ale dostanie się ono tym, dla których mój Ojciec je przygotował". Gdy dziesięciu pozostałych to usłyszało, oburzyli się na tych dwóch braci. A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł: "Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym. Na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu".
Matthew 20:20-28
At that time: The mother of the sons of Zebedee came up to Jesus with her sons, and kneeling before him she asked him for something. And he said to her, ‘What do you want?’ She said to him, ‘Say that these two sons of mine are to sit one at your right hand and one at your left in your kingdom.’ Jesus answered, ‘You do not know what you are asking. Are you able to drink the cup that I am to drink?’ They said to him, ‘We are able.’ He said to them, ‘You will drink my cup, but to sit at my right hand and at my left is not mine to grant, but it is for those for whom it has been prepared by my Father.’ And when the Ten heard it, they were indignant at the two brothers. But Jesus called them to him and said, ‘You know that the rulers of the Gentiles lord it over them, and their great ones exercise authority over them. It shall not be so among you. But whoever would be great among you must be your servant, and whoever would be first among you must be your slave, even as the Son of Man came not to be served but to serve, and to give his life as a ransom for many.’
#ewangelianadzis
Zaloguj się aby komentować
#te
St
Zaloguj się aby komentować
W lipcu, a konkretniej właśnie dziś wypuściliśmy nowy utwór pt "Świeżo malowane"
a leci on tak:
https://www.youtube.com/watch?v=vPmUpSMoRkY&list=PL5xsPNCvdali-qtSPHTf-480X5JRWQ_ZJ&index=1
#tworczoscwlasna
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
To mi żona zajęcię znalazła na sobotnie popołudnie... szykuje się cały weekend w kamieniołomach ( ಠ ͜ʖಠ)
#ogrodnictwo

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Kiedy cieszysz się, bo wpadasz na golfa w sobotę, myślisz, że jesteś królem życia, a wtedy pojawia się syn koleżanki twojej starej...
#sport #golf
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Naszła mnie dziś taka myśl. Pojechałem dziś do Biedronki, bo perełkę mieli mieć w promocji po 2 złote puszka, normalna cena regularna to ok. 4 złotych.
Nie piję piwa codziennie, ale stwierdziłem temu się jeść nie daje, może sobie na półeczce czekać, czasem ktoś w wizytę wpadnie to też będzie czym poczęstować. Anyway, wbijam do tej Biedronki i perełki niet. Akurat znajoma tam pracuje, no i pytam czy już cała wyszła, może mają coś na magazynie. Odpowiedziała że może jedna zgrzewka przyjechała i to wszystko. Ale oni raczej w ogóle nie dostają perły.
No ok w okolicy po drodze miałem jeszcze 3 inne i w każdej to samo i ta sama odpowiedź że oni w ogóle tego nie dostają. No więc pytam, jak nie dostajecie jak to produkt z gazetki. Wszędzie tylko wzruszenie ramionami.*
I tak sobie uświadomiłem że żona jak pracowała w markecie spożywczym, dość często skarżyła się że mają jakiś produkt, który był w gazetce i miał być na promocji, oni to zamawiali, ale nie dostawali tego w ogóle, albo śladowe ilości.
Sam ostatnio w Lidlu się naciąłem na to, że pojechałem po wkrętarkę na promocji i tak samo, nie dostaliśmy w ogóle.
Jest ktoś z branży i potrafi mi wytłumaczyć dlaczego tak jest?
Bo na przykład też robię w sieciówce i co miesiąc zmieniają Nam się czoła promocyjne i nie daj buk jak coś zejdzie do zera i nie będzie zamówione. Wtedy gęsto musimy się tłumaczyć dlaczego dany towar nie został zamówiony. Dlatego zastanawiam się dlaczego to nie działa w innych sieciach.
*To nie była desperacja, tylko już ciekawość.
#gownowpis
@Dalian
potrafi mi wytłumaczyć dlaczego tak jest?
Ty masz przyjść do sklepu. Może skoro już w nim jesteś, a nie ma tego co chciałeś to weźmiesz coś innego. Ten sam mechanizm co z regularnym przetasowaniem regałów i rozmieszczenia towarów, masz się kręcić i oglądać towar, szukając tego po co przyszedłeś. Może weźmiesz coś jeszcze co ci wpadnie w oko i kupisz więcej niż planowałeś. Jakiś bubek biurwa pokazał w excelu, że to czasem działa i już radzie nadzorczej kapie ślina z mordy na myśl o 0,6% wzrostu.
W Lidlu była dzisiaj podobna promocja, 12 w cenie 6 i zakupiłem 24 Pilsner Urquele w puszce po 3,14 (pi) PLN sztuka. Wszystkie piwa objęte promocją były dostępne a byłem po 16 i co najlepsze nie trzeba mieć karty lojalnościowej żadnej żeby skorzystać. Więc plus dla Lidla.
Biedra w ogóle leci w kule, mieli ostatnio promocję na jajka, drugie opakowanie 50% taniej. Tylko że cena za M z wolnego wybiegu jak była jakoś ponad 11 złotych wcześniej to skoczyła jednocześnie na 13,49 więc w sumie oszczędzałeś może złotówkę musząc kupić dwa opakowania.
Zaloguj się aby komentować
Ja nie wiem czemu oni się tak obrażają.
Cisnąc dzisiaj pod górkę usłyszałem od kolesia na elektrycznym rowerze, że "a po tak się męczysz, zobacz jak można" i pojechał pod górę z prędkością 50km/h.
Jednak zdołał usłyszeć moje - "dlatego właśnie jesteś spaślakiem" i się zatrzymać, żeby się spruć, że go obrażam xd To po c⁎⁎j mnie zaczepiasz.
Rok temu dzieciak mający z 140cm i ważący tyle co ja, mój rower, mój samochód, moja stara i proxima centauri - wyprzedzał mnie wielokrotnie na hulajnodze mówiąc "a po co się tak męczysz hahaha".
To samo usłyszał i potem z matką mnie autem dogonili. Matka 200 kilo locha, nawet z tego auta nie była w stanie wysiąść. A dziecko płacze, bo go spasionym nazwałem. Zaczęli wysiadać z auta, to podjechałem 100 metrów i krzyczę, że jak podbiegniecie to przeproszę. No i znowu obraza majestatu, a dzieciak to się tak zagotował, że poczułem że ktoś rosół gotuje.
Nie mam nic do grubych, ale bawią mnie grubaski na wszelkich elektrycznych sprzętach, którzy czują się fajnie, bo wyprzedzają pedalarza i muszą mu o tym oznajmić xd Gadki są rzadkie, ale popisówki coraz częstsze.
Tylko czemu jeszcze nigdy się nie popisywał nikt normalnych rozmiarów. Same Obelixy i kilka dzieciaków, ale im wybaczam. Oni i tak pewnie nie dożyją mojego wieku jeżdżąc mając 12 lat po 70km/h na deseczce z silnikiem. Ja mam pietra przy 40km/h z górki na jednak solidniejszym rowerze, a ci kask założą i nieśmiertelni.
Ehh, i wkrótce te wszystkie elektryki pójdą w stronę zwykłego prawka i motocykli, bo idioci nie umieją korzystać. A w sumie szkoda, bo fajny sprzęt. Sam jak zaniemogę to będę pyrkał rowerkiem elektrycznym.
#gownowpis
@npnptcn
Zaczęli wysiadać z auta, to podjechałem 100 metrów i krzyczę, że jak podbiegniecie to przeproszę
Piękne xD
@npnptcn mnie zawsze wkurwiało wyzywanie od chudych, czego nie jesz itd. Bo mam k⁎⁎wa problemy z tarczycą i przez to za⁎⁎⁎⁎stą przemianę materii, ile zjem tyle wydalę dość szybko. Przez to po 30 problemów z jelitami się nabawiłem. Ale nie o tym. Takich jak byłem za dzieciaka to można było wyzywać, ale jak już grubasa nazwie się ulańcem to już nie. Bo się spaślaki obrażają. Hipokryzja do sześcianu.
We współczesnym spierdolonym świecie bycie świnią żrąc byle gówno jest body positive, tylko jest to body unhealthy lub brain unhealthy.
Zaloguj się aby komentować
Witamy w Altacraz ( ͡o ͜ʖ ͡o)
#filmnawieczor
Zaloguj się aby komentować
Trochę pozmieniały się plany na dzisiaj bo w Twierdzy Srebrna Góra zeszło nam sporo więcej niż było założone- ale to dobrze. Za to park linowy jutro.
#galaretkanomore
Zjedzone: ? c⁎⁎j wi, ale dzisiaj idę spać lekko głodny
Spalone: 4 200 kcal
Kroki: 25 700
Wędrówka: 8.36 km/ 200m w górę
Bieg: 8.20 km
Spacer: 2.74 km
#chlopskadyscyplina
#dobrenawyki
Wyskoczyłem jeszcze do Dino po kolkę zero i Somersby jabłkowy zero alkoholu i kcal.
Muszę jutro zluzować bo to jak mnie najmłodszy wpieniał to głowa mała- dzisiaj to chyba miał apogeum swojego autyzmu.
Na spacerze spotkałem samicę Rohatyńca Nosorożca. Była przepiękna i gigantyczna!
#adelbertthemighty


Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
#kanalzero #heheszki #heheszkipolityczne #humorobrazkowy #memy #bekazpisu #bekazzakolaka #bekazestanowskiego #polityka

Zaloguj się aby komentować
Wojna
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna
W swoim profilu mam dwie odznaki za sylwestra z Hejto. Jedna głosi "Sylwester 2025 z Hejto", a druga po prostu "Sylwester z Hejto" bez daty (╯ ͠° ͟ʖ ͡°)╯┻━┻
#hejto #piekloperfekcjonistow

Zaloguj się aby komentować
342 993 + 2 + 2 + 270 = 343 267
Lubuska Szosa 500 250 km
Opowieść to będzie o tym, jak spierdzieli się prawie wszystko, oczywiście przy dużym udziale opowiadającego, lecz i tak skończyć z tarczą, a nie na niej. Serdecznie Państwa zapraszam na relację z wyścigu.
Start w Lubuskiej Szosie planowałem od dawna. W ubiegłym roku gdybałem 250 czy 500 km, ale szybko nastawiłem się na najdłuższy dystans. Kusiła szybka trasa i korzystne okoliczności logistyczne, więc pozostało wybrać właśnie tę opcję.
Ten wyścig stanowił dla mnie główny punkt sezonu 2026. Wszystko szło dobrze, noga w tym roku pięknie podaje, waga zredukowana względem ubiegłych lat, udało się pozytywnie ukończyć Pierścień Tysiąca Jezior 610 km, pico bello. Do tego na wspomnianym PTJ poznałem typa, który ukończył wyścig w prawie identycznym czasie jak ja, choć nie widzieliśmy się zupełnie na trasie. Mieliśmy razem startować w jednej grupie, z jego znajomkiem.
Niestety problemy zaczęły się po środowej przejażdżce. Wskutek awarii ratchetu (taki system zazębiania tylnej piasty), zaczęło mi się robić ostre koło. Nie było to bardzo problematyczne, ale w obliczu wyścigu na długim dystansie, wolałem to naprawić. No i spierdoliłem jeszcze bardziej, a w sumie nie wiem nadal dlaczego xD Wyczyściłem z syfu okolice łożysk, pierścienie, sprężynki, a po zamontowaniu koła, okazało się że piasta przez 1/4 obrotu, praktycznie staje w miejscu. Łańcuch hałasuje, spada, normalnie kataklizm. Pozostał zatem w praktyce jeden dzień, a ja mam niesprawny rower. Zajekurwabiście. Ani oddać do serwisu, ani nic. Decyzja: spróbuję ogarnąć to w piątkowy wieczór. Na próbie się skończyło. Całe 2 minuty przed północą.
Czas na bilans zysków i strat. Zysków nie ma. Straty: nie mam narzędzia pracy na kilka godzin przed startem, a powinienem już spać. Szybka decyzja, przerabiam starą szosę, dodaję lemondkę, ogarniam napęd, montuję akcesoria, zmieniam koszyki na bidon etc. Przed 1:00 skończyłem, trudno, jakoś dotrwam. Pozostało poprawić gpx, bo organizator dodał mały objazd. I wtedy sobie to uzmysłowiłem. Och, co za gamoń, co ja odpierdoliłem.
ZAPOMNIAŁEM
K⁎⁎WA
SPODENEK
Ale jak?!?!?! I wtedy sobie przypomniałem. Późną porą w czwartek, zabieram koszulkę i potówkę, tutaj są skarpetki, a tam bibsy. Ale nie te, one na takiej trasie zatrą mnie jak papier ścierny, 3h jazdy to max. Idę do suszarki, bo robiłem pranie we wtorek. O, a tutaj jest pomiar tętna, bo znowu zapomnę. Do suszarki już nie docieram.
No i c⁎⁎j, no i cześć. Pół godziny deprechy.
Przychodzi mi myśl. Sprawdzam jedno, drugie, dobra, spróbuję. Decathlon otwarty od 9, numer do orga znaleziony. Piszę z prośbą o zmianę dystansu, rano przeczytam. Z wkurwienia przez blisko godzinę nie mogę zasnąć, a budzę się ponad pół godziny przed budzikiem. 4,5 godziny snu, elegancko. Spoglądam na telefon:
"nie ma problemu, ale nie gwarantujemy medalu"
Ciul z medalem, here we goooooooooo
Za dziesięć 9:00 jestem pod roletą sklepu, wpadam, przymierzam, płacę, przebieram się w kiblu (słuchając jak gość w kabinie obok walczy o życie) i rura na start. Tracker odbieram 3 minuty przed startem. Izi pizi.
Rozglądam się, a tam sama konina. Dyski, kaski aero, wytopione łydy. Będzie wesoło.
Ruszamy dosyć żwawo... żartuję, bo to jest po prostu galop. Zmiany mocne, poniżej 30 km/h jest tylko na podjazdach 5%+. Na pierwszym punkcie kontrolnym, na 71. km średnia wynosi 36,7. Matko święta. Przerwa max 5 minut, jedziemy dalej. Po kilku km, brak ostrzeżenia i wpadam w dziurę. Uff, dętki całe, ale połamało się gniazdo od licznika i ten dynda na lince xDD Za⁎⁎⁎⁎ście. Myślę sobie o tym, jak przetrwam ten dystans po takim śnie i na 108. km otrzymuję odpowiedź, tam gdzie zawsze. Łapie mnie skurcz na wewnętrznej części uda. Udaje mi się z nim wygrać, przypuszczam że to może być kwestia mozolnej pracy z rozciąganiem. W ubiegłych latach takie ekscesy kończyły się zsiadaniem z roweru. Jeszcze tego nie wiem, ale skurczów tego dnia zaliczę blisko 10. Nie jestem jednak jedyny, przez nie z koła spada nam nawet znany w ultrasowej całej Polsce jeden kozak. Upał również robi swoje. Z trudem docieram do PK2 i tam mam już więcej czasu na parę rzeczy. Tylko jakimś cudem, jedno gniazdo odłożyłem do starej podsiodłówki i mimo braku idealnego spasowania, montuję na nowo licznik. Do tego ściągam buty, bo stopy pieką (ale tylko w 1 punkcie, a nie tak jak wcześniej) i się rozciągam. Szybkie uzupełnienie kalorii i gnamy dalej. Do mety pozostaje 90 km i jazda pod wiatr. Ten niestety okazuje się kręcić i sporo jest jazdy z podmuchem bocznym. Końcówka jest już ciężka, skończyła mi się woda w bukłaku, a żołądek nerwowo reaguje na samą myśl o izo w bidonach i słodkich żelach. Ogólnie najchętniej bym wszystko zwrócił. Z trudem pochłaniam wymagane minimum i toczę się do mety. Tempo spadło, ale nie tylko u mnie. Grupka się rozrywa na licznych końcowych podjazdach. Walczę na nich ze skurczami i bólem stóp. Nie mogę rozluźnić nóg, bo stopy bolą. Nie mogę odciążyć stóp, ponieważ mnie spina. Udaje mi się jednak ostatecznie dotrzeć do mety i to w bardzo dobrym czasie, którego się kompletnie nie spodziewałem.
Piękny to był wyścig, nie zapomnę go nigdy.
PS. Medal też dostałem
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin

@Furto Boli od samego czytania. Walka z własnym organizmem to jedno, po prostu ma się petensję do siebie (i motywację na następny sezon). Ale nic tak nie potrafi rozjebać psychy, jak problemy ze sprzętem na dzień przed zawodami, drutowanie po nocy i 4h niespokojnego snu... Znam z autopsji, choć w innej branży siedzę. Jedynym plusem w takiej sytuacji jest to, że wówczas odpuszcza mi zupełnie ciśnienie na wynik i podchodzę do tematu z nastawieniem "cóż, to będzie tylko bardzo drogi trening, kto mi zabroni
@zed123 dokładnie tak. Im więcej spierdoli się po drodze, tym często lepiej jest na trasie. Bo można być idealnie przygotowanym, ale tak się zapętlić w myśleniu o starcie, że po 20km cie ciśnie sraczka, bo kortyzol szedł przez overthinking.
A jak się dzieje, wszystko się sypie i lecisz już na pałę spóźniony, to ciśniesz. Nie było czasu się zastanawiać nad tym wszystkim, ot, ledwo starczyło czasu żeby w ogóle wyruszyć.
I często właśnie wtedy jest się najlepszą wersją siebie. Nie wymęczyło się oczekiwaniem, poszło problematycznie, ale płynnie. Zawsze najlepiej wypadałem wszędzie, gdzie zaspałem i wpadałem na ostatnią chwilę, a najgorzej jak pół dnia czekałem wielce gotowy xd
Zaloguj się aby komentować