@deafone ech żona miała podobnie ze zwichniętym nadgarstkiem. Baby na recepcji jej mówią: ojej, a mnie to bolą plecy a mnie tamto a po co przyszła. To żona: skoro Pani taka mądra i ma rentgen w oczach niech mi napisze na piśme, że wszystko jest dobrze, żadna kość nie naruszona itp.
Od razu udało się zarejestrować i do lekarza pójść.
Zaznacze tylko, że to nie był SOR tylko coś w stylu takiego niedzielnego dyżuru w szpitalu jeszcze zleconą przez szpital firmie Flack.
tak, kiedyś jakaś baba przyprowadziła synka bo się w palec pierdolnął, chyba młotkiem i robiła awanturę na całą poczekalnię, że jej synka przyjmuje Ukrainiec.
Ja wiem, że istnieje prawo popytu i podaży. Ja wiem, że jak się nie podoba, to mogę nie korzystać. Ja wiem, że mogę poczekać 2 lata na NFZ.
Mimo to, fakt że prywatna wizyta u psychiatry dziecięcego kosztuje 700 (siedemset!) zł uważam za chamstwo i kurwowaciznę oraz żerowanie na pacjentach. Potem się dziwią, że dzieciaki się wieszają, zanim otrzymają pomoc. Ja j⁎⁎ie.
Dla równowagi napiszę, że współpracuję z okulistą, który jeszcze dwa lata temu brał 60 zł za wizytę. W zeszłym roku podniósł na 80 zł, a w tym na 100. Pozostali okuliści, z którymi współpracuję biorą w tym samym czasie 230 zł. Zdarzają się więc w porządku lekarze, ale to raczej wyjątki.
Po pierwsze, stać nas na to, żeby, cytując za jednym lekarzem z Twittera, dostęp do usług medycznych to był "luksus, a nie konieczność". Bogaci zapłacą, a biedni? Panie, jeszcze nie będą chcieli wykonywać zaleceń (szkoła prywatna dla dziecka i psychoterapeuta dziecięcy 300 zł/h).
Po drugie, stać nas na to, żeby pozostawiać deficyty w NFZcie na rynku lekarzy wszelakich specjalności, tak, aby ambulatoryjna opieka specjalistyczna była niedostępna. Spoko, jak dojdzie do tragedii to, w najlepszym wypadku, wydamy kilkanaście tysięcy złotych na pobyt na SORze i oddziale psychiatrii dziecięcej. Stać nas
Po trzecie, stać nas na to, żeby lekarze zajmowali się duperelami. Sekretarka medyczna? A po co to komu, lekarz zamiast patrzeć na pacjenta będzie patrzeć na komputer ("e... gdzie jest e"). Na koniec przyjdzie dobrodziej, który zaoferuje przechowywanie poufnych danych w chmurze, tak, aby usprawnić minimalnie ten bajzel biurokracji i żeby potem stan zdrowia 19 mln pacjentów był informacją publiczną.
Stać nas na drogie leczenie prywatne, stać nas na wyrzucenie opieki specjalistycznej do Luxmedów wszelakich (które też już nie dają rady), niekompetentnych, ale za to przepłaconych lekarzy z kompleksem Boga, błędne diagnozy, kolejki, w których pacjenci przybliżają się do stanów wymagających pilnej (i drogiej) interwencji.
Nie stać nas za to na profilaktykę. Ile było walki o utrzymanie finansowania telefonu zaufania dla dzieci i młodzieży.
Cena dobijająca patrząc, że to jest proces a nie pomoc czarodziejską różdżką..
I właśnie dlatego szokujące bardziej jest że za taką cenę często i tak jest to krótka wizyta a nie dogłębna w której pacjent może się poczuć zaopiekowani, że ktoś się przykłada i co za tym idzie, że jest nadzieja na poprawę.
Mój mózg to tykająca bomba. System zatkał jeden tętniak, wywołał wylew i kazał "tego nie drążyć"
Na zdjęciu obok widzicie mój skan z 2022 roku. To wszystko, co widzicie na żółto, ten cały żółty twór, to jest moja ogromna malformacja. Główna tętnica żylna w mojej głowie, która to gówno zasilała, była powiększona do ponad 2,5 centymetra. Lekarze mieli gotowy plan ratunkowy – kilkanaście zabiegów embolizacji.
Zrobili dokładnie jeden.
Zatkali mały kawałek i mnie zostawili. Zablokowanie tylko jednego fragmentu przy tak wielkiej pompie sprawiło, że gigantyczne ciśnienie z tej 2,5-centymetrowej żyły zaczęło rozsadzać całą resztę. Nie zostałem wezwany na kolejny zabieg. Dzwoniłem, prosiłem, błagałem o termin. System milczał, a w mojej głowie tykał zegar.
W październiku stało się to, co przy takiej fizyce musiało się stać – dostałem potężnego wylewu.
Trafiłem na stół dokładnie do tego samego szpitala, który mnie zignorował. Kiedy rano się obudziłem, zapytałem lekarza prosto w oczy: dlaczego musiałem tu trafić dopiero po wylewie? Dlaczego mnie tak zostawiliście? Wiecie, co usłyszałem?
"Proszę tego nie drążyć. Teraz panu pomożemy."
I tak mi, k⁎⁎wa, pomogli, że po tym wszystkim znaleźli w mojej głowie trzy nowe tętniaki, które wywaliło od tego ciśnienia. Usłyszałem wyrok: nie mogę robić dalszej embolizacji. Jeśli zatkają kolejny kawałek, to znowu rozpieprzy całą resztę, bo ciśnienie z tej 2,5-centymetrowej żyły w ogóle nie spada. Mamy 2026 rok, a ja jestem tykającą bombą.
Od czasu embolizacji kilka razy prawie umrłem mojej żonie na rękach. Non stop wracam, dosłownie wstaję z martwych, a ona i nasza pięcioletnia córka Jagoda muszą na co dzień patrzeć na mój stan iataki padaczki które są bezpośrednim zagrożeniem Życia a zaczęły się dopiero po pierwszej embolizacji. Zastanawiacie się pewnie, jakie wytyczne po tym wszystkim dostałem z NFZ-u? Zalecono mi, żebym uważał, jak sram, bo mogę wybuchnąć.
Całe życie prowadziłem firmę budowlaną, płaciłem potężne składki, utrzymywałem ten system. Dziś, przez ich błędy, zostałem wyłączony z gry. Zbieram pieniądze na spłatę długów, w które przez to wszystko wpadliśmy. Moja żona zapierdala jak wół, ale sama nie utrzyma dwóch kwiaciarni i całego naszego życia. Dokładny cel zbiórki i to, na co idą te pieniądze, opisałem szczegółowo w samej zrzutce.
Od razu uprzedzam: moje prywatne dokumenty medyczne nie latają publicznie po internecie dla każdego. Cała moja historia choroby, wypisy, ten skan z 2022 roku i cel zbiórki zostały w 100% rygorystycznie zweryfikowane przez administrację portalu Zrzutka.pl. Kto ma wątpliwości, niech przeczyta ich regulamin weryfikacji medycznej. Tam nie przechodzą żadne wałki.
Kładę przed wami gołą prawdę o tym, jak państwo najpierw rozjebało mi zdrowie, a potem kazało zamknąć mordę. Jeśli możecie dorzucić jakikolwiek grosz, żeby pomóc nam wyjść z długów – z całego serca dziękuję. Jeśli nie – zostawcie chociaż plusa, żeby ten post poszedł w świat i pokazał, jak naprawdę wygląda leczenie w Polsce.
Ale wredni jesteście dla niego, chłop umiera nie chce zostawić długi dziecku to ma u dowalacie, że nie szczepi. No nie szczepi i c⁎⁎j, jest wolnym człowiekiem na prawo wyboru, czy to słuszny wybór to mniej ważne. Teraz zwraca się do was o pomoc bo boi się o przyszłość rodziny. Jak chcecie to pomóżcie jak nie to nie widzę potrzeby wyzywania go od szurów. Nie tak sobie wyobrażam ten portal. Zrozumienie, akceptacja, pomoc wdzięczność to są wartości, którymi powinniśmy się kierować.
Pytanie z innej beczki - o płaceniem gigantycznych składek prowadząc firmę budowlaną. Czy dla siebie płaciłeś podwyższoną składkę zdrowotną czy minimum? Oczywiście to nie ma znaczenia dla objęcia ubezpieczeniem, ale zawsze rozwala mnie argument "płacenia gigantycznych składek". Ja na UOP płacę składkę adekwatną do tego ile zarabiam.
@vrkr tak, ponieważ pośrednicy w postaci prywatnych firm ubezpieczeniowych nie ustalaliby dowolnych stawek tak, jak teraz w systemie publiczno-prywatnym. Uśredniony koszt za przelot i przede wszystkim za zachowanie zdrowia się obniży. A ilu podobnych, wymagających natychmiastowej pomocy, próbując nie popaść w długi, umrze po drodze?
Jebane głąby w szpitalu kazały przyjść na kontrolę, więc musiałem odpuścić pracę. Nie chcieli jednak dać już zwolnienia. Mogli od razu powiedzieć, że nie będzie zwolnienia, to bym ich olał i normalnie poszedł do pracy. Przez konsultacje online i wizytę stacjonarną w luxmedzie próbowałem wydębić zwolnienie, ale nie pykło. Mój błąd? Byłem szczery.
Pamiętajcie Kasie i Tomki - kłamcie i nie miejcie skrupułów, j⁎⁎ać służbę zdrowia i kłamcie.
Jak ludzie sobie ogarniają zwolnienia z dnia na dzień? Wszyscy mają znajomego lekarza, czy co? Czy zawsze biegunka?
@Apaturia nie wiem co za problem, ale polecam iść może na część zabiegów prywatnie wcześniej, jakbym wiedział że mi ulży to bym chodził. Ja 3 mies czekałem, to niby krótko. Ale tylko urlop skończę i znowu się zapisze po pracy na zabiegi. A w między czasie do neurologa, bo ortopedzi to chcą ciąć Tyle mi na fizjo powiedzieli
Pani Kasia z Urzędu Wojewódzkiego: szpital zawieszał oddział, powołując się za każdym razem na "siłę wyższą"!!
Szpital: No tak odział był zamknięty...ale nie dla wszystkich😁
I cyk kolejne miliony na konta lekarzy...
A ty pacjencie czekaj cierpliwie w kolejce..
Szpital miejski w Miastku dziesięć razy zawieszał działanie oddziału chirurgii. Odsyłał swoich pacjentów, ale salę operacyjną zajmowali wtedy pacjenci neurochirurgów ze spółki Spine. Tylko w 2024 r. na zawieszonym oddziale wykonali oni co najmniej 458 zabiegów. Narodowy Fundusz Zdrowia twierdzi, że nic o zawieszonym oddziale nie wiedział.
Szpital zapłaci karę z pieniędzy podatników (bo to publiczna placówka) do budżetu państwa, z którego to budżetu pobrał kasę na te oszukańcze kontrakty?
Dobrze rozumiem?
@paczjapa Tak, choć pomijasz w swoim rozumowaniu rozdział władzy samorządowej od centralnej. Szpital zapłaci karę ze swoich środków, a właścicielem szpitala jest (?) samorząd. Tym samym samorząd będzie albo musiał dofinansować szpital kosztem innych obszarów swojej działalności, albo go zamknie. Pieniądze trafią do centralnego NFZ osłabiając pozycję samorządu, który niechlujnie nadzorował swój szpital.
Jednak tak, ostatecznie zapłacą za to mieszkańcy tracąc szpital lub inne usługi samorządowe, ale "teoretycznie" mogą za to rozliczyć władze miejskie w trakcie następnych wyborów. Hmm, choć właściwie to mogą nawet rozliczyć ich nawet szybciej, jak dowodzi przykład Krakowa.
Analogicznie widzimy to na poziomie UE, która w ramach kary blokowała KPO dla Polski. Też w sumie jedne środki z instytucji publicznej nie trafiły do innej instytucji publicznej, ale w wyborach parlamentarnych stanowiły jakiś tam wątek ważący na wyniku.
Można dodać, że kara ze strony NFZu nie wyklucza postawienia zarzutów defraudacji albo działania na niekorzyść spółki konkretnym osobom. To jednak rola prokuratury albo miejskich prawników.
@matips OK, czyli krócej, zapłaci podatnik (lokalny), ale lokalnym bonzom z głowy włos nie spadnie - nikt osobiście nie odpowie za podpisanie umów na ponad 13 mln zł.
Kara będzie dotyczyć "placówki" i "samorządu" czyli magicznych instytucji zarządzanych przez anonimów, a nie np. członków zarządu, którzy powinni ww. kwotę pokryć z własnej kieszeni.