#narkotykizawszespoko

76
1023

nie każdy ma fb a wpis kapitalny:


Podobno bez tego filmu Michael Keaton nigdy nie zostałby „Batmanem”. Jeśli wierzyć hollywoodzkim legendom, to po obejrzeniu na zamkniętym pokazie „Czystego i trzeźwego” producent Jon Peters miał powiedzieć - on albo nikt. Co wcale nie dziwi. Rola Keatona w tym filmie jest poruszająca i niezwykle intensywna. Znany do tamtej pory tylko z komediowych ról aktor, wcielił się w debiucie reżyserskim Glenna Gordona Carona (twórca serialu „Na wariackich papierach”) w postać uzależnionego od narkotyków i alkoholu agenta nieruchomości, który pozwala by życie rozbiło mu się na milion małych kawałków. A potem powoli próbuje je poskładać.

Między 1987 a 1988 rokiem w odstępie kilku miesięcy do kin w Stanach trafiły trzy wielkie produkcje starające się zmierzyć z ówczesną społeczną plagą - kokainą. Biały proszek, zwłaszcza w środowiskach ludzi majętnych, był wtedy tożsamy z dobrą zabawą, a konsekwencje jego zażywania w zasadzie bagatelizowane. „Mniej niż zero”, „Jasne światła, wielkie miasto” i właśnie „Czysty i trzeźwy” próbowały nie tylko zwrócić uwagę na społeczny problem uzależnienia, ale też pokazać konsekwencje tzw. dobrej zabawy.

Pierwszy powstał na motywach powieści Breta Eastona Ellisa i trudno uznać go za film udany. Mimo brawurowej kreacji młodego Roberta Downey'a Jr. (kiedy jego problemy z używkami stały się publiczne, pisano, że w tym filmie zagrał po prostu siebie), była to rzecz z którą trudno utożsamić się widzowi. Wymuskane problemy wymuskanej młodzieży, bardziej irytowały niż zmuszały do refleksji. Podobnie rzecz miała się z „Jasne światła…”. Ten film również oparty był na motywach powieści, tym razem Jay’a McInerney’a (prywatnie przez lata bliski przyjaciel Ellisa). Tu z kolei mieliśmy do czynienia z zupełnie innym przypadkiem - bohater grany przez Michaela J. Foxa dawał się lubić i widz się z nim utożsamiał, ale nagromadzenie traum i tragicznych zdarzeń sprawiało, że trudno było się zdecydować, czy film jest o problemach z uzależnieniem, traumie związanej z wychowaniem czy depresji. I tak „Jasne…” stanęły dramaturgicznie rozkrokiem między traumami a co za tym idzie, dla wielu widzów stały się nieatrakcyjne emocjonalnie.

Z tego tria „Czysty i trzeźwy” okazał się być filmem (nomen omen) czystym gatunkowo, ale też i emocjonalnie angażującym, tak mocno, że po latach często wraca on jako instruktażowy film o wychodzeniu z uzależnienia pokazywany na terapiach. Co akurat mnie nie dziwi.

Scenariusz do „Czystego i trzeźwego” napisał Tod Carroll, dla którego tekst ten był swoistą formą autoterapii - sam był na odwyku a więc doskonale wiedział o czym i o kim pisze. Dlatego też w taki a nie inny sposób zbudował swojego bohatera - Daryla Poyntera.

Poznajemy go w chwili, gdy jest na szczycie świata. Jako agent nieruchomości nie dość, że zarabia setki tysięcy dolarów, to jeszcze jest wielbiony przez wszystkich w biurze i lokalnych barach. Bo Daryl jest królem życia. Zarabia, bawi się, prawie nie śpi, a przy życiu utrzymuje go kokaina, alkohol i przygodny seks. Pewnego poranka budzi się w łóżku obok pięknej, nagiej, ale martwej kobiety. To kochanka, która zmarła we śnie z przedawkowania.

Dla Daryla początkowo zdaje się to nie być problemem. Ot przypadek, z którym trzeba sobie poradzić, czyli zapić, zaćpać i zapomnieć. I tu pojawia się pierwszy problem. Policja doskonale wie co zaszło w mieszkaniu. Potem wyskakuje problem numer dwa - nawalony Daryl w kokainowej euforii zdefraudował pieniądze należące do firmy. Początkowo Daryl planuje zrobić, to co uzależnionym wychodzi najlepiej - uciec. Kiedy jednak to okazuje się być skomplikowane, nasz bohater zapisuje się na odwyk. To ma być miesiąc spokoju, który pozwoli mu odkuć się finansowo i wrócić na dawne tory. Tyle że klinika odwykowa to nie biuro. Nie da się do niej wejść i wyjść. Osaczony Daryl powoli zacznie uświadamiać sobie skalę swoich problemów, ale nim się obudzi i zacznie podejmować świadome decyzje będzie musiało minąć bardzo, ale to bardzo dużo czasu.

Prezydent Ronald Reagan w swoim dzienniku zapisał, że siedemnastego września 1988 roku oglądał z Nancy - "długi i niezbyt rozrywkowy film o walce z uzależnieniem".

I pełna zgoda - „Czysty i trzeźwy” to długi film. Trwa ponad dwie godziny, a oglądanie go często dla osób uzależnionych (właśnie minęło dwanaście lat od mojego odwyku a tym samym dwanaście lat trzeźwości więc wiem, co piszę) przypomina grzebanie paluchem z solą w otwartej ranie. Nie ma tu scen okrutnych. Nie ma scen znęcania się nad bliskimi, czy jakiś poruszających scen upadku. Jest po prostu Daryl, który przechodzi przez każdy krąg piekła uzależnienia a pokazane jest to w tak wiarygodny i ludzki sposób, że aż czasami trudno wytrzymać.

I tu wielkie brawa należą się Keatonowi, który na naszych oczach buduje postać, która przechodzi przez każde emocje i każdy model zachowania. Jest czuły, kiedy może coś załatwić. Jest dowcipny, kiedy potrzebuje manipulować, jest wściekły i opryskliwy, kiedy ktoś rozszyfrowuje jego gry. Do tego jest paranoikiem, który głęboko wierzy, że za wszystkie problemy w jego życiu, odpowiedzialni są mityczni oni. Przez nich ma problemy w pracy, przez nich umarła dziewczyna, przez nich musiał okraść szefa. Oni, oni, oni. Wszyscy są winni, tylko nie on.

Trudno więc opowieść o uzależnionym megalomanie, który niszczy wszystkich bliskich uznać za film rozrywkowy. Jest bolesny. Przykry i prawdziwy.

Jasne - w puencie swojego tekstu Tod Carroll daje nadzieję. Pozwala bohaterowi przejść przemianę i stanąć przed lustrem. Może to brzmieć dla kogoś naiwnie. Może zalatywać optymizmem. Ale nie jest to cukierkowy i ckliwy optymizm. Ładnie wymieszana jest tu tragedia z radością, z której jasno wynika, że w trzeźwieniu nie ma drogi na skróty. Nie da się trochę nie pić i trochę nie ćpać. Jest albo-albo. Czy też jak mawiał mój terapeuta - wybór jest prosty. Albo żyjesz, albo umierasz. Trzeciej drogi brak. I o tym jest to opowieść.


#narkotykizawszespoko #narkotykiniezawszespoko #film #ogladajzhejto #hollywood #uzaleznienia


link do profilu źródłowego: https://t.ly/qlhds

4cc47284-8e53-493f-a524-603b993a9283

Zaloguj się aby komentować

Betel zapakowany do spożycia dla wyższych sfer chyba, Tonkin 1916. Ponoć 4 najbardziej popularna używka na świecie, ale w przeciwieństwie do alkoholu czy marihuany jest bardzo niebezpieczna i negatywne skutki mogą wystąpić bardzo szybko. Poparzyć się idzie podczas nieumiejętnego żucia. Poparzenia w jamie ustnej, rak gardła i przełyku, niszczenie dziąseł, próchnica i po latach czarne zęby.

#historia #starszezwoje #narkotykizawszespoko

37b5b0f2-96e4-4d65-a5ca-d171c4a0b342

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

W poszukiwaniu drugiego pudla rzeczy do powieszenia na ścianie (oj ścianę też muszę kiedyś pokazać!) znaleźliśmy szklany relikt poprzedniego #narkotykizawszespoko życia.

Kilka razy już padła propozycja, żeby taki "wazon" wstawić do kolekcji i pisałam, że jak znajdę to wstawię. A ja danego słowa dotrzymuje.


Tak więc zagadka: który wazon na zdjęciu nie pasuje do reszty ( ͡° ͜ʖ ͡°)?


#bardzobrzydkierzeczy #heheszki

8e599106-f3b4-4ebd-85f3-e1392623194e

który wazon na zdjęciu nie pasuje do reszty

@MoralneSalto niezła próba, na zdjęciu nie ma ani jednego wazonu ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

@cebulaZrosolu praca zdalna to zbawienie, o ile człowiek jest zdolny w takim stanie wykonywać swoje obowiązki. Problem w tym że po wiadrze nie jest XD

Nope, walenie czegokolwiek przed pracą - alko, zioła, proszków itp. to finalna czerwona flaga że warto sobie zrobić przerwę. Dalej już tylko w dół.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

#narkotykizawszespoko #ciekawostki #hejtojointclub

Będzie krótka ciekawostka ze świata #marihuana dzięki której poczułem się troche jak bohater "My, Dzieci z dworca Zoo"


No więc co jakiś czas palę marihuanę, i używam do tego waporyzatora (dla osób które nie wiedzą jak to wygląda jest na drugim obrazku). Cały proces wygląda tak że mieli się w młynku mniej więcej 0.1-0.15g suszu. Następnie wsypuje się to do komory pomiędzy ustnikiem a resztą waporyzatora. Klikamy przycisk, waporyzator nagrzewa się do ustawionej temperatury (w moim wypadku 200 stopni Celsjusza), następnie odmierza nam ustalony czas (u mnie 4 minuty) podczas którego można po prostu się z niego zaciągać jak z klasycznego e-papierosa. Bez klikania niczego (oprócz uruchomienia). Kiedy minie czas waporyzator wibruje i sie wyłącza. Pozostaje nam otworzyć ustnik, i wyrzucić "wypaloną" marihuanę. Zalety tego są przynajmniej 4:

-Dużo mniej szkodliwy. Większość szkodliwych substancji przy paleniu papierosów czy marihuany bierze się z samego procesu spalania, i w innej formie te same narkotyki nie są tak szkodliwe (dlatego nigdy nie pale fajek, ale nie mam problemów z tabaką czy snusem). Tutaj to eliminujemy. Nie sprawia to że jest to zdrowe, ale czemu by nie minimalizować działań szkodliwych


-Suszem zazwyczaj jest "czysta" marihuana (bez domieszek tytoniu czy innych ziół, co sie normalnie daje do jointów). Dla mnie to spora zaleta, ponieważ po jednym zaciągnięciu tytoniem zbiera mi sie na rzyganie (przy tabace nie mam problemów z nikotyną)


-Pakujemy mało substancji, ale to nie sprawia że faza jest slabsza. Mnie trzyma porównywalnie długo co po całym joincie. Oznacza to że samo palenie jest tańsze. Tym sposobem wejście na fazę kosztuje mnie 7.50zł (0.15g 50zł/g), gdzie przy joincie (minimum 0.3g, 50zł/g) będzie to co najmniej 15-20zł


-To co się ulatnia z waporyzatora, praktycznie nie zostawia zapachu. Samo urządzenie jest dosyć dyskretne. W razie problemów można je wyłączyć w trakcie. Jest też opcja łatwego zatkania ustnika palcem co skutecznie blokuje dalsze ulatnianie sie zapachu z waporyzatora, co jest niemożliwe przy odpalonym joincie. Samo urządzenie jest też dosyć dyskretne, i złapane w odpowiedni sposób przypomina e-papiersosa. Można chodzić na bezczela w łapie, i nikt nie powinien się połapać


A wady? Zdaję się być wyjątkiem który faktycznie czuje waporyzator. Żaden mój znajomy za tym nie przepada. Mówią że słabo kopie. Dodatkowo nieoczywista wada: jako że urządzenie jest bardzo oszczędne jeżeli chodzi o zużycie materiału, to kusi go nadużywać, a wtedy dochodzą liczne negatywne skutki przewlekłego palenia


No ale jeszcze nie napisałem o tym co zostaje po "paleniu". Angielska nazwa tego to Already Vaped Bud (AVB). Jest to mocno wysuszona marihuana ze zredukowaną ilością THC. Ja to przechowuję w słoiku. Ludzie z tego robią np. masło konopne, a z niego ciastka z marihuaną. U mnie nie było totalnie efektu. Słyszałem szacunki że przy moim "paleniu" w temperature 200 stopni, powinno pozostać ok. THC w objętości 20% pierwotnej masy. Nie mam tego jak sprawdzić niestety, bo nie mam sprzętu labolatoryjnego który umożliwiłby zmierzenie tego. Próbowałem to wyciągać izopropanolem i coś idzie, ale nie wiem czy nie wyciągam czegoś oprócz THC, co by zakłamało pomiar. I tutaj przechodzimy do momentu gdzie poczułem się jak bohater "My, dzieci z dworca Zoo".


Jako że skończył mi się "niespalony" materiał, to załadowałem waporyzatorem zawartością tego słoika. Ten sloik w ogóle jest ciekawy, bo pamiętam ile razy zapełniłem ten słoik, więc mogę dzięki niemu szacować ile palę.

Potwierdzam, działa. Słabiej ale zawsze. Wali jednak skarpetą i sam proces palenia jest średnio przyjemny (na świeżo jest całkiem niezły smak tej pary). Poczułem się troche jakbym był o krok od walenia brudnego cracku w publicznym toitoiu

6f3c43fd-41f0-48f9-875f-3358bf2a7ce0
a81456c6-fcdb-4ec6-802a-29ecca806650

Vapowanie jest mega ale trzeba się przyzwyczaić, i trochę "przejść" na Vapowanie, I wtedy czujesz kopa, a jeśli palisz jointy i vapujesz, to Vapowanie nie będzie dla ciebie tak mocno odczuwalne co byłoby bez jointa.


Ja używam solo 2 od arizer, w połączeniu z bongiem od czasu do czasu - tak, vapek łączymy z bongiem, puszczasz ogromne chmury które nie śmierdzą a jesteś zrobiony jak po normalnym bongu 😉 zachód już tak jara od paru lat. Peace ✌️

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Nikogo to nie obchodzi, ćpaj w samotnosci, i tam pozostań. W świecie urojen amfetaminowych. Juz sie zaczely skoro widzisz na hejto bagiety

@Cybulion jestem marzycielem, urojenia to nic nowego dla mnie. Jeszcze dzisiaj psychoza amfetaminowa nie wjechała ,ale staram. Jak będę miał to nie omieszkam Cię o tym powiadomić

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

@MiernyMirek szkoda że nic się nie zmieniło. O takich rzeczach słyszałem jeszcze w szkole, w filmie (chyba na podstawie lektury) "My, dzieci z dworca zoo"

@MiernyMirek dobrze napisany reportaż, najbardziej kłuje w oczy podejście miasta Frankfurt. Po pierwsze porównanie Hesji do Bawarii mocno naciągane, bo Bawaria ma ponad 2x więcej ludności. Poza tym temat jest trudny, ale luźne podejście nigdy się nie sprawdzi w takich przypadkach i będzie powodować, że problem będzie trwać dłużej niż powinien. Ogólnie Frankfurt jest chyba najgorszym niemieckim miastem pod wieloma względami

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Jakby kogo ciekawiło, wcale nie pytałem jak zrobić crack. xD

Przeczytałem w necie "koko w mikrofali" i zapytałem co to w ogóle znaczy. xD

d0588880-e9b3-448a-a644-d0e941faefd9

Zaloguj się aby komentować

@A_I dlatego ci wszyscy dlugowieczni ludzie jak ich popytać pili jakiś alkohol do praktycznie swojego końca xD


Moze to być tylko przypadek, pewnie i jest to tylko przypadek


Jednak zawsze z ogromnym dystansem podchodzę do każdego fanatyzmu


Jestem przeciwnikiem na pierdolenia się jak szpadel, jednak drinka czy 2 wieczorem od czasu do czasu go nawet trzeba xD

Zaloguj się aby komentować