630 +1 = 631
Tytuł: Od Edfu do Faras
Autor: Kazimierz Michałowski
Kategoria: wspomnienia, popularnonaukowa
Wydawnictwo: Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe
Format: papierowa
Liczba stron: 269
Ocena: 6/10
Książeczka stanowi opis wybranych odkryć archeologicznych, których kierownikiem był Kazimierz Michałowski, symbol polskiej archeologii, członek zdecydowanie zasłużony dla polskiej nauki i niestety dość mało znany opinii publicznej (smutne tym bardziej, iż za Gierka Michałowski cieszył się naprawdę wielką popularnością, wyobrażacie sobie dzisiaj naukowca-celebrytę?). Książka ta została wydana w latach 70. w popularnej wówczas serii opracowań poświęconych starożytności, które były sygnowane charakterystycznym rysunkiem popiersia Nefretete z boku. Poszczególne rozdziały książki poświęcone są zazwyczaj kolejnym stanowiskom archeologicznym (m.in: Edfu, Mirmeki, Nubia, Palmyra, Faras, Abu Simbel).
Książka ta stanowi przykład pracy, które zaspakaja podstawowy głód, nie dając nic więcej. Cieszy mnie bardzo, że prof. Michałowski spisał za życia swoje relacje z badań archeologicznych. Cieszy mnie, że powstała popularnnaukowa synteza zawierająca najważniejsze informacje o badaniach polskich archeologów w rejonie Morza Śródziemnego. Cieszy mnie, że ta książka była tak ważna, że 50 lat późnmiej Tomasz Derda napisał kontynuację, która dokumentuje dalsze sukcesy polskich archeologów. Tylko kurczę, w książce jest więcej ziemniaczków niż mięsa. Za mało być archeologii samej w sobie, zaś nieco za dużo było osobistych wspomnień, szczegółów o tym, jak i z kim trzeba było kombinować, by niskimi kosztami można było osiągnąć dużo. Swoje robi też to, że książka choć liczy 269 stron, to tekst stanowi ok. 150 stron, reszta to fotografie, rysunki, spis ilustracji i wreszcie spis nazwisk członków ekspedycji, liczący 30 stron. Nie mogę narzekać na formę, bo ograniczona objętość oraz pierwotna forma (miał to być pamiętnik) narzuciły kierunek, ale nie pogniewałbym się, gdyby więcej było archeologii samej w sobie.
Prywatny licznik: 12/50
#bookmeter #ksiazki #bapitankombaczyta #archeologia #historia

Zaloguj się aby komentować
629 + 1 = 630
Tytuł: Szóstka wron
Autor: Leigh Bardugo
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Mag
Format: książka papierowa
ISBN: 9788367023641
Liczba stron: 496
Ocena: 7/10
Bardzo dobra książka w klimatach fantasy, dosyć banalna fabuła, ale ma kilka ciekawych zwrotów akcji, a bohaterowie są bardzo charakterni i każdego z osobna polubiłem. Ciężko mi się było oderwać od tej książki, a trafiłem na nią zupełnie przypadkowo na jakiś shorts na YouTube. Nie dużo elementów fantasy w niej, tak w sam raz dla mnie, bo takiego hardkorowego fantasy za bardzo nie lubię, a tutaj idealnie mi spasowało.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #czytanie #ksiazki #czytajzhejto


Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry,
Trochę się ostatnio obijałem, a mamy już kwiecień, więc czas na Podsumowanie 1 kwartału tego roku, zapraszam
Zacznijmy od cyferek:
Styczeń - 27 książek i 10 674 strony
Luty - 17 książek i 6 296 stron
Marzec - 26 książek i 8 754 strony
Łącznie 70 książek i 25 724 strony
Najlepsze książki:
Wiesław Myśliwski - Traktat o łuskaniu fasoli - jedna z najlepszych polskich książek jakie czytałem (LINK) - 10/10
Neal Shusterman - Głębia Challengera - wybitnie siadła mi ta historia, trudno mi nawet powiedzieć czemu, ale wszystko w niej grało (LINK) - 10/10
Petra Dvorakova - Wrony - jedna z lepszych krótkich książek, jakie przeczytałem do teraz (LINK) - 9/10
Jean-Baptiste Andrea - Czuwając nad nią - może trochę zbyt romantyczna, zbyt cukierkowa, ale dla mnie bliska ideału literatury pięknej (LINK) - 9/10
Matt Dinniman - Dungeon Crawler Carl - jedno z bardzo pozytywnych zaskoczeń tego roku, świetnie napisana i mega wciągająca LitRPG, czekam na tłumaczenie kolejnych tomów serii (LINK) - 9/10
Christopher Buehlman - Dwa ognie - dawno nie byłem aż tak zachwycony dark fantasy, jak w tym wypadku (LINK) - 9/10
(PS. autor polskiej okładki do zwolnienia - na wczoraj)
5 i 6 to ex aequo, trudno mi wybrać, która z nich jest lepsza, więc obie lądują na miejscu 5.
Najgorsze książki:
Aron Beauregard - Fleja - nie mogło być inaczej, typowa ch⁎⁎⁎ia z grzybnią, ciężko będzie ją przebić (LINK) - 1/10
Octavia E. Bulter - Przypowieść o talentach - po niezłym pierwszym tomie byłem totalnie zawiedziony drugim, nie polecam (LINK) - 3/10
Simon Beckett - The Bone Garden - książka totalnie zbędna w swojej serii, nic nie wnosi, nie daje nam więcej ulubionego bohatera, typowy skok na pieniążki (LINK) - 5/10
J.D. Kirk - Stosy kości - a jakby tak zebrać najlepsze motywy z innych książek i zobaczyć, jak czytelnicy to kupią? (LINK) - 5/10
M.M. Perr - Godziny gniewu - Podobnie jak u Becketta, kolejny tom serii, która mogła się zakończyć kilka tomów temu (LINK) - 5/10
Zaliczone wyzwania Goodreads:
1 Wyzwanie kwartalne: Zimowe (12 achievementów)
3 Wyzwania miesięczne: January Reader, February Reader, March Reader
Wyzwania miesięczne wymagają przeczytania tylko 1 ksiażki w danym miesiącu, ale wyzwanie kwartalne wymaga już trochę gimnastyki, szczególnie, że tylko 3 dostajemy za przeczytanie dowolonej książki. Każde kolejne daje nam listę książek do wyboru, najczęściej dość świeżych i po angielsku, z których musimy przeczytać 1, ale z pominięciem tych, które już czytaliśmy. Często wymagają wyjścia ze swojej strefy komfortu. Nie wszystkie są jawne od razu, często 5-6 jest ukryte i czekamy do kolejnego miesiąca, albo 2, żeby je poznać.
W styczniu udało sie też ukończyć czytelnicze bingo, ale o nim pisałem więcej TU, więc odsyłam Was do wpisu.
A w marcu zaliczyłem połowę mojego rocznego celu książkowego - 64 z 128 książek, więc może uda się pobić rezultat z 2025. Zobaczymy
#ksiazki #czytajzwujkiem #czytelniczepodsumowanie #czytajzhejto #wyzwaniagoodreads


Zaloguj się aby komentować
628 + 1 = 629
Tytuł: Krew Elfów
Autor: Andrzej Sapkowski
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: SuperNOWA
Format: audiobook
Ocena: 10/10
Po opisie walki z Riencem trudno byłoby wystawić tej książce niższą ocenę, niż 10, zwłaszcza że jestem fanem tych wszystkich postaci i tego świata. Sapkowski umiał w opisy walk. Widzicie? Do tej pory ciary, a skończyłem tamten fragment rano. XD
Jedyne do czego mógłbym próbować się przyczepić to te głosy wewnętrzne bohaterów, ale to jest krytyka mocno na wyrost. Czasami czułem, że wolałbym nie znać myśli danej postaci. Zwłaszcza Triss na początku. Wolałbym, żeby to fabuła zmusiła ją do wyznań, choć rozumiem taki zabieg. Tak jak na początku Merigold mnie irytowała i czuć, że jej intencje śmierdzą (no wiem, że tak, bo skończyłem Wiedźmina 2), tak jest przynajmniej jeden moment w którym trudno jej nie współczuć. Niby taki lekki opis, że w pewnej sytuacji nie miała włosów, a wyobrażenie zrobiło robotę.
Gdybym miał się skupić na tym, co mi się podobało, to bym wam pewnie całą książkę przekopiował, co nie ma sensu. Ale taką sceną która najbardziej mi się spodobała, była ta, gdy Geralt tłumaczy Ciri, dlaczego nie powinni się mieszać, przybliżając historię Aelirenn i jej walki.
Być neutralnym to nie znaczy być obojętnym i nieczułym. Nie trzeba zabijać w sobie uczuć. Wystarczy zabić w sobie nienawiść.
Ogólnie cała ta wyprawa z Yarpenem miała sporo fajnych momentów. Niby nic wielkiego się nie dzieje, a człowiek nie traci zainteresowania, bo ma przed sobą dylematy moralne i z pozoru proste historie i przemyślenia. Z pozoru. A no i zakończenie tej historii było świetne. Nikt tak dobrze nie opisuje "skurwysyństwa", jak Sapkowski.
Tak, jak wspomniałem, ja jestem pozytywnie uprzedzony. Uwielbiam ten świat za to, jak wiarygodny pod pewnymi względami się wydaje. Bez pięknych słów i udawania. Gdzie potworem może być absolutnie każdy. No i uwielbiam Geralta, Ciri i Jaskra. Innych też, choć Yennefer to tak średnio bym powiedział. Dobrze napisana postać, ale polubić trudno.
Cytat niżej jest trochę dla mnie. Sporo krytyki wylało się na CDPR za to, że główną bohaterką będzie Ciri, dlatego postanowiłem prewencyjnie zbierać sobie takie fragmenty, żeby nie musieć tego potem szukać daleko. XD
– Tak zwany Znak Aard, Ciri, to bardzo proste zaklęcie z grupy czarów psychokinetycznych, polegające na pchnięciu energii w żądanym kierunku. Siła pchnięcia zależy od koncentracji woli rzucającego i wydanej mocy. Może być znaczna. Wiedźmini zaadaptowali to zaklęcie, korzystając z faktu, że nie wymaga ono znajomości magicznej formuły – wystarcza koncentracja i gest. Dlatego nazwali to Znakiem. Skąd wzięli nazwę, nie wiem, być może ze Starszej Mowy, słowo “ard” znaczy, jak wiesz, “góra”, “górny” lub “najwyższy”. Jeżeli tak, to nazwa jest bardzo myląca, bo trudno o łatwiejszy czar psychokinetyczny. My, rzecz jasna, nie będziemy marnować czasu i energii na coś tak prymitywnego, jak wiedźmiński Znak. Będziemy ćwiczyć prawdziwą psychokinezę. Przećwiczymy to… O, na tym koszu, który leży pod jabłonią. Skoncentruj się.
Czyli o tym jak łatwo jest się nauczyć używać znaków. Otóż łatwo.
Okładka to trochę moja głupawka. Nie miałem co robić z rękami podczas nudnych dni w robocie, to stworzyłem takie coś, bo te domyślne okładki Audioteki są tragiczne. Jest tag do blokowania, bo planuję ukończyć całą serię i nie omieszkam sobie pobazgrać w trakcie. xD
Tak, przekleiłem ten segment z poprzedniej recenzji. xD
> #dziwensieodchamia <
#bookmeter #ksiazki #wiedzmin #audiobook #dziwenrysuje #perypetiedziwena

Ja się ogólnie zgadzam z tym że ból d⁎⁎y z powodu Ciri w W4 jest śmieszny, ale akurat argument z cytatu łatwo odbić. Pobawię się w adwokata diabła :P
– Znak Aard – stwierdziła spokojnie. – Chciałeś mi zaimponować? Za pomocą takiego samego gestu , wzmocnionego koncentracją, wysiłkiem woli i zaklęciem, mogę za chwilę wyrzucić polana przez komin, tak wysoko, że będziesz myślał, że to gwiazdy. – Ty możesz – przyznał. – Ale Ciri nie. Nie jest w stanie złożyć Znaku Aard. Ani jakiegokolwiek innego. Próbowała setki razy i nic. A sama wiesz, że do naszych Znaków wystarcza minimum zdolności. A zatem Ciri nie ma nawet minimum.
@Vakarian z tym że potem jak już trenuje z Yen, to ona jej pokazuje jak czerpać moc. Ciri tego nie umiała i dlatego nie była w stanie używać nawet znaków. Jak inaczej wytłumaczysz to, że Ciri potem normalnie posługuje się magią i w tej scenie z mojego cytatu dosłownie rozwala koszyk psychokinezą? Jeżeli potrafi używać magii psychokinetycznej, to potrafi tyle, co Triss w tej scenie z twojego cytatu. A Triss i Yen mogłyby używać znaku Aard. Po prostu dla nich jest zbyt słaby.
Rozszerzony cytat z mojego wpisu:
– Tak zwany Znak Aard, Ciri, to bardzo proste zaklęcie z grupy czarów psychokinetycznych, polegające na pchnięciu energii w żądanym kierunku. Siła pchnięcia zależy od koncentracji woli rzucającego i wydanej mocy. Może być znaczna. Wiedźmini zaadaptowali to zaklęcie, korzystając z faktu, że nie wymaga ono znajomości magicznej formuły – wystarcza koncentracja i gest. Dlatego nazwali to Znakiem. Skąd wzięli nazwę, nie wiem, być może ze Starszej Mowy, słowo “ard” znaczy, jak wiesz, “góra”, “górny” lub “najwyższy”. Jeżeli tak, to nazwa jest bardzo myląca, bo trudno o łatwiejszy czar psychokinetyczny. My, rzecz jasna, nie będziemy marnować czasu i energii na coś tak prymitywnego, jak wiedźmiński Znak. Będziemy ćwiczyć prawdziwą psychokinezę. Przećwiczymy to… O, na tym koszu, który leży pod jabłonią. Skoncentruj się.
– Już.
– Szybko się koncentrujesz. Przypominam: kontroluj wydawanie mocy. Wydać możesz tylko tyle, ile wzięłaś. Jeśli wydasz choćby odrobinę więcej, robisz to kosztem własnego organizmu. Taki wysiłek może pozbawić cię przytomności, a w krańcowym przypadku nawet zabić. Jeśli natomiast wydasz wszystko, co wzięłaś, tracisz możliwość powtórzenia, będziesz musiała czerpać jeszcze raz, a wiesz, że to niełatwe i bolesne.
– Ooo, wiem!
– Nie wolno ci osłabić koncentracji i pozwolić, by energia wyrywała się z ciebie sama. Moja Mistrzyni zwykła była mawiać, że wydawanie mocy musi odbywać się tak, jakbyś puszczała bąka na sali balowej: delikatnie, oszczędnie i pod kontrolą. I tak, by postronni nie połapali się, że to ty. Rozumiesz?
– Rozumiem!
– Wyprostuj się. Przestań chichotać. Przypominam, zaklęcia to sprawa poważna. Rzuca się je w postawie pełnej gracji, ale i dumnej. Gesty wykonuje się płynnie, ale powściągliwie. Z godnością. Nie robi się głupich min, nie krzywi, nie wysuwa języka. Operujesz siłą natury, okaż naturze szacunek.
– Dobrze, pani Yennefer.
– Uważaj, tym razem nie ekranuję cię. Jesteś samodzielną czarodziejką. To twój debiut, brzydulko. Widziałaś tamten gąsiorek wina na komodzie? Jeśli twój debiut wypadnie dobrze, twoja mistrzyni wypije go dziś wieczorem.
– Sama?
– Uczniom zezwala się na picie wina dopiero po wyzwoleniu na czeladników. Musisz zaczekać. Jesteś pojętna, więc jeszcze jakieś dziesięć lat, nie dłużej. No, zaczynamy. Składaj palce. A lewa ręka? Nie machaj nią! Opuść luźno lub oprzyj o biodro. Palce! Dobrze. No, wydaj.
– Aaach…
– Nie prosiłam, byś wydawała dźwięki. Wydaj energię. W ciszy.
– Haa, ha! Podskoczył! Koszyk podskoczył! Widziałaś?
– Zaledwie drgnął. Ciri, oszczędnie nie znaczy słabo. Psychokinezy używa się w określonym celu. Nawet wiedźmini stosują Znak Aard, by zwalić przeciwnika z nóg. Energia, którą wydałaś, nie strąciłaby przeciwnikowi kapelusza. Jeszcze raz, trochę mocniej. Śmiało!
– Ha! Ale pofrunął! Teraz było dobrze? Prawda? Pani Yennefer?
– Hmmm… Pobiegniesz potem do kuchni i zwędzisz trochę sera do naszego wina… Było prawie dobrze. Prawie. Jeszcze mocniej, brzydulko, nie bój się. Poderwij kosz z ziemi i porządnie walnij nim w ścianę tamtej szopki, tak żeby pierze poleciało. Nie garb się! Głowa do góry! Z gracją, ale dumnie! Śmiało, śmiało! O, jasna cholera!
– Ojej… Przepraszam, pani Yennefer… Chyba… wydałam trochę za dużo…
– Odrobinkę. Nie denerwuj się. Chodź tu do mnie. No, malutka.
– A… A szopka?
– To się zdarza. Nie ma się czym przejmować. Debiut, generalnie rzecz biorąc, należy ocenić pozytywnie. A szopka? To nie była wcale piękna szopka. Nie sądzę, żeby komuś bardzo brakowało jej w krajobrazie. Hola, moje panie! Spokojnie, spokojnie, po co ten gwałt i szum, nic się nie stało! Bez nerwów, Nenneke! Nic się nie stało, powtarzam. Trzeba po prostu uprzątnąć te deski. Przydadzą się na opał!
Podczas ciepłych, bezwietrznych popołudni powietrze gęstniało od zapachu kwiatów i traw, tętniło spokojem i ciszą, przerywaną brzęczeniem pszczół i wielkich żuków. W takie popołudnia Yennefer wynosiła do ogrodu wiklinowy fotel Nenneke, siadała w nim, daleko wyciągając przed siebie nogi. Czasami studiowała księgi, czasami czytała listy, które otrzymywała za pośrednictwem dziwnych posłańców, przeważnie ptaków. Niekiedy tylko siedziała zapatrzona w dal. Jedną ręką burzyła w zamyśleniu swe czarne lśniące loki, drugą głaskała po głowie Ciri siedzącą na trawie, przytuloną do ciepłego, twardego uda czarodziejki.
Zaloguj się aby komentować
627 + 1 = 628
Tytuł: Oddział chorych na raka
Autor: Aleksander Sołżenicyn
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Rebis
Format: ebook
ISBN: 9788375104288
Liczba stron: 456
Ocena: 8/10
To jedna z tych książek, które nie tyle się czyta, co przeżywa i które zostają w głowie na długo po odłożeniu. Akcja rozgrywa się w szpitalu onkologicznym w Taszkencie, gdzie spotykają się ludzie z różnych warstw społecznych: byli więźniowie łagrów, partyjni urzędnicy, młodzi pacjenci, pielęgniarki i lekarze. W centrum znajdują się dwaj pacjenci Oleg Kostogłotow - były zesłaniec i Paweł Rusanow, z drugiego końca drabiny społecznej. Obaj trafiają na oddział z chorobą nowotworową, do tego samego worka, gdzie tracą swoje ja i próbują odnaleźć sens życia po tym, co przeszli.
To jednak tylko punkt wyjścia, bo sama choroba jest tu czymś więcej niż tematem - staje się metaforą całego systemu. Oddział działa jak miniatura Związku Radzieckiego: różne postawy, różne życiorysy, różne stopnie "przewin" i kompromisów wobec systemu. Sołżenicyn bardzo wyraźnie pokazuje, że tak jak ciało może być chore, tak samo chore może być społeczeństwo, a pewnych rzeczy nie da się już całkowicie wyleczyć, można co najwyżej osiągnąć chwilową "remisję".
Największą siłą tej książki jest to, jak bardzo zmusza do zatrzymania się i refleksji. Bohaterowie stoją w obliczu śmierci i nagle okazuje się, że rzeczy, które wcześniej były ważne - status, kariera, układy - tracą znaczenie. Pojawia się pytanie: co tak naprawdę ma sens? I właśnie to mnie w tej książce najmocniej "przemieliło". To nie jest historia o chorobie, tylko o życiu widzianym z perspektywy bliskiej końca.
Jednocześnie to nie jest łatwa lektura. Struktura jest epizodyczna, mamy wielu bohaterów, a akcja schodzi często na drugi plan - bo ważniejsze są rozmowy, przemyślenia, zderzenia różnych światopoglądów. To książka bardziej do przemyślenia niż do wciągnięcia się. Momentami bywa ciężka i przytłaczająca, ale chyba właśnie taka miała być.
To bardzo mocna, refleksyjna powieść, która zostawia czytelnika z pytaniem, co w jego własnym życiu naprawdę jest ważne. A do tego jest refleksją na życie autora, który podobnie jak jego bohaterowie, trafił na oddział chorych na raka.
#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

>zostawia czytelnika z pytaniem, co w jego własnym życiu naprawdę jest ważne
Twórcy opisów książek lubią takie teksty, ale serio ktokolwiek miewa takie refleksje? xd Zwłaszcza gdy codziennie w wiadomościach słyszysz, że prawie twój sąsiad, którym mogłeś być ty, ma amputowane nogi i dziecko mu wpadło pod kombajn?
@JapyczStasiek Niestety tak, miałem takich kilka w życiu, raz jak ojciec miał zawał kilka lat temu, a ostatnio w święta, gdy zobaczyłem babcię żony, która jej nie poznała, bo ma zaawansowaną demencję. Przy czytaniu tej ksiązki kolejny, gdy zastanowiłem się, co zrobiłbym z diagnozą - "rak"?
Staram się patrzeć na książki jak na przelewanie myśli, uczuć i własnych doświadczeń na papier. Bo lepiej jest jednak czytać o czymś mało przyjemnym niż tego doświadczyć i uczyć się na własnych błędach.
Zaloguj się aby komentować
Newsy książkowe od Whoresbane'a!
Drugi news / 09.04.2026
Wydawnictwo Vesper ujawnia okładkę nowego Conana w serii Eony. "Conan. Krew węża" Stephena Michaela Stirlinga ukaże się w końcem maja 2026 roku.
Conan powraca — nie jako legenda, lecz jako żywy cień, który przecina mroki epoki, w nowej samodzielnej powieści S.M. Stirlinga. Ta opowieść swoje korzenie ma w ponurych, bezlitosnych historiach snutych niegdyś przez Roberta E. Howarda.
Opowieść ta zaczyna się we wczesnych latach życia Conana, w czasach, gdy młody jako wojownik opuszcza skute lodem pustkowia północy, by ruszyć na wędrówkę która odciśnie piętno na całej Erze Hyboryjskiej. Jako najemnik, żołnierz, złodziej i pirat kroczy szlakiem znacznym krwią, mierząc się z najeźdźczymi armiami, złowrogimi czarnoksiężnikami i monstrami rodem z koszmarów — mając przy sobie jedynie miecz i wolę, która nie zna strachu.
Conan, którego imię przetrwało w powieściach, komiksach, grach, filmach i oczekiwanym serialu Netflix, od dziesięcioleci inspiruje najbardziej mrocznych wizjonerów XX i XXI wieku. Ta książka otwiera nowy cykl opowieści — surowych, brutalnych i naznaczonych cieniem przeznaczenia.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°)
⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane
⇒ suppi.pl/ksiazkiwhoresbane
#ksiazki #czytajzhejto #vesper #fantasy #eony #stephenmichaelstirling #conan #conanbarbarzynca

Wydanie w twardej oprawie obejmie 468 stron, w cenie detalicznej 69,90 zł. Premiera 3 czerwca 2026 roku.
Wołam grzmocących newsa:
@LoginLoginsky @Schecterro @Czarnoksieznik_z_Angmaru @Astro @bscoop @bori @HerrJacuch @Vampiress @fonfi @Shagot @LaMo.zord @bojowonastawionaowca @WujekAlien @l__p @Trupus @Endrevoir @Garf @GEKONIK
Zaloguj się aby komentować
Newsy książkowe od Whoresbane'a!
Dom Wydawniczy REBIS zapowiada dodruk ze świata Diuny. "Ród Atrydów" Briana Herberta i Kevina J. Andersona wróci do księgarń 14 kwietnia 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie z obwolutą obejmuje 672 strony, w cenie detalicznej 119 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Powodowany żądzą zemsty i chciwością Elrood IX pomaga w przejęciu Ixa przez Tleilaxan, zmuszając do ucieczki ród Verniusów. Dzieci Dominika Verniusa znajdują schronienie na Kaladanie, ale po zamordowaniu Paulusa Atrydy ich los jest niepewny. Młody Leto Atryda musi nie tylko strzec ich, ale też dbać o przyszłość swego rodu. A ma potężnych i pamiętliwych wrogów.
Podczas gdy Bene Tleilax prowadzą na Ixie tajne badania, Szaddam Corrino i Hasimir Fenring spiskują przeciw Imperatorowi, a na odległej Arrakis imperialny planetolog Pardot Kynes rozpoczyna swe przełomowe prace, Bene Gesserit zbliżają się coraz bardziej do zakończenia swego programu eugenicznego, którego owocem będzie potężny Kwisatz Haderach…
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°)
⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane
⇒ suppi.pl/ksiazkiwhoresbane
#ksiazki #czytajzhejto #rebis #scifi #sciencefiction #brianherbert #kevinjanderson #diuna #dune

Zaloguj się aby komentować
626 + 1 = 627
Tytuł: Miecz Przeznaczenia
Autor: Andrzej Sapkowski
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: SuperNOWA
Format: audiobook
Ocena: 9/10
Dla mnie zbiór Miecz Przeznaczenia, to ten punkt, gdzie zaczyna się wiedźmińskie samo gęste. Tak, jak w przypadku Ostatniego Życzenia byłem w stanie wybrać najlepsze opowiadania, tutaj nie potrafię. Wszystkie mają w sobie coś fantastycznego, choć nie wszystkie są szczęśliwe.
Najbardziej zaskakujące było chyba opowiadanie "Wieczny ogień". To jaki tam powstaje chaos, jest po prostu piękne i chyba nie spotkałem się jeszcze z takimi scenami w innych tytułach, niezależnie od medium.
Gdyby ktoś mi zaczął wykręcać ręce, póki nie zdecyduję, które opowiadanie podobało mi się najbardziej i o ile jakaś zakapturzona postać by mnie nie uratowała, chyba wybrałbym "Coś więcej". Ta seria prawdziwych scen wymieszanych z halucynacjami była świetna. Zwłaszcza pewien obelisk, przy którym byłem przekonany, że imię pewnej rudowłosej kobiety było halucynacją, a tu proszę. Trochę ten temat rozwinę w recenzji Krwi Elfów. Chyba, bo nie wiem, czy taki detal można uznać za spoiler, zobaczymy.
A no i zakończenie w "Trochę poświęcenia" było mocne. Totalnie się tego nie spodziewałem. Wiadomo, świat wiedźmina jest brutalny, ale to... Ci, co przeczytali, wiedzą pewnie co mam na myśli.
Aaaaa i bym zapomniał. Pierwsze spotkanie Geralta z Ciri też mnie ujęło. Nie wiem czemu, ale lekko prychłem po tekście: "Wiesz Ciri, jak człowiekowi utną głowę, to można od tego umrzeć." Ich rozmowy to było to. xD
Okładka to trochę moja głupawka. Nie miałem co robić z rękami podczas nudnych dni w robocie, to stworzyłem takie coś, bo te domyślne okładki Audioteki są tragiczne. Jest tag do blokowania, bo planuję ukończyć całą serię i nie omieszkam sobie pobazgrać w trakcie. xD
Tak, przekleiłem ten segment z poprzedniej recenzji. xD
> #dziwensieodchamia <
#bookmeter #czytajzhejto #ksiazki #wiedzmin #audiobook #dziwenrysuje #perypetiedziwena

- Dlaczego więc twoje oczy pełne są strachu, Geralcie z Rivii? Twoje ręce drżą, jesteś blady. Dlaczego? Aż tak bardzo boisz się ostatniego, czternastego imienia, wykutego na obelisku? Jeśli chcesz, powiem ci, jak brzmi to imię.
- Nie musisz. Wiem, jakie to imię. Krąg się zamyka, wąż zatapia zęby we własnym ogonie. Tak być musi. Ty i to imię. I kwiaty. Dla niej i dla ciebie. Czternaste imię wykute w kamieniu, imię, które wymawiałem w środku nocy i w blasku słońca, w mróz, upał i deszcz. Nie, nie boję się wymówić go teraz.
- Wymów je zatem.
- Yennefer... Yennefer z Vengerbergu.
- A kwiaty są dla mnie.
Skończmy z tym - powiedział z wysiłkiem. - Weź... Weź mnie za rękę.
Wstała, zbliżyła się, poczuł bijący od niej chłód, ostre, przenikliwe zimno.
- Nie dziś - powiedziała. - Kiedyś, tak. Ale nie dziś.
- Zabrałaś mi wszystko...
- Nie - przerwała. - Ja niczego nie zabieram. Ja tylko biorę za rękę. Po to, by nikt nie był wówczas sam. Sam we mgle...
Dorosły człowiek, piąta dekada życia, czytałem te opowiadania naście razy, kilka razy słuchałem. Dalej jak czytam potrafią mnie brać dreszcze.
Zaloguj się aby komentować
625 + 1 = 626
Tytuł: Ostatnie Życzenie
Autor: Andrzej Sapkowski
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: SuperNOWA
Format: audiobook
Ocena: 7.5/10
Nie jest to moje pierwsze podejście do Wiedźmina, ale muszę się przyznać, że mimo przejścia gier po kilka razy, w przypadku książek zawsze kończyłem w okolicy połowy "Ostatniego Życzenia". Nie dlatego, że to słabe opowieści, a raczej ze względu na własną ułomność lat młodzieńczych. Teraz to zmieniam, a przynajmniej się staram korzystać, mając sporo czasu w pracy.
W przypadku tego zbioru opowiadań mam pewien problem z oceną, bo większość już znałem i to w miarę dobrze. To siłą rzeczy u mnie prywatnie trochę ujmuje tego efektu świeżości. No ale jest klimat i to całkiem dobry start serii. To, co bardzo mi się podoba w tych pierwszych dwóch książkach, jest podzielenie ich na osobne opowieści. Trochę to daje takie wrażenie misji w grach i motywuje do kończenia ich jednym ciągiem. Wiadomo, to są opowiadania z fantastyki, więc taka forma była wymuszona. I dobrze.
W kwestii ulubionych opowiadań chyba najlepsze dla mnie to Mniejsze Zło i Wiedźmin, choć każde ma coś w sobie.
Świat wykreowany przez Sapkowskiego ma to coś i ten zbiór dał dobre ku temu podwaliny.
Swoją drogą ten audiobook, jaki wydała SuperNOWA to absolutna klasa światowa. W skali do 10, u mnie ma jakieś 15. xD
Okładka to trochę moja głupawka. Nie miałem co robić z rękami podczas nudnych dni w robocie, to stworzyłem takie coś, bo te domyślne okładki Audioteki są tragiczne. Jest tag do blokowania, bo planuję ukończyć całą serię i nie omieszkam sobie pobazgrać w trakcie. xD
> #dziwensieodchamia <
#bookmeter #czytajzhejto #ksiazki #wiedzmin #audiobook #dziwenrysuje #perypetiedziwena

Zaloguj się aby komentować
618 + 7 = 625 Tytuł: Cykl Demoniczny Malowany Człowiek 2 tomy Pustynna Włócznia 2 tomy Wojna w blasku dnia 2 tomy Tron z czaszek pierwszy tom, w trakcie drugiego zrezygnowałem z czytania Gatunek: fantastyka Autor: Peter V. Brett Ocena: 2/10 (strata czasu)
Pewnie się zastanawiacie, jakim cudem przeczytałem 7 tomów cyklu, który oceniam jako tragiczny. Otóż to skomplikowane. Pierwsze 2 części (4 tomy są świetne). Świat przedstawiony jest bardzo ciekawy, idea świata, w którym ludzkość jest na krawędzi wyginięcia, bo nocą po ziemi grasują demony, z którymi praktycznie nie da się walczyć, jest świeża. Ludzie są trochę jak zaszczute szczury, chroniąc się w budynkach oznaczonych runami. Postaci są dobrze skonstruowane, choć tak naprawdę główny protagonista jest jeden w 1 części i zupełnie inny w drugiej części (i fajnie, dobrze jest poznać świat z zupełnie innej perspektywy). No ale niestety autor musiał przejść serię udarów pomiędzy stworzeniem drugiej części a kolejnymi. Od książki "Wojna w Blasku dnia" zaczyna się upadek serii z klifu. Nagle seria zrobiła się mega napalona, niedorzecznie harlequinowa, postacie zamieniły się w idiotyczne kukły a wydarzenia przestały trzymać się kupy. Czytałem już wyłącznie siłą rozpędu, ale po dłuższej walce poddałem się, żałując wielu godzin straconego życia, a najbardziej żałując zniszczenia świetnej historii i świetnych postaci. No trudno, do zapomnienia.
#bookmeter #ksiazki #fantasy

Zaloguj się aby komentować
Mała prośba o zlokalizowanie tytułu książki na podstawie tylko moich mętnych wspomnień okładki :) Może ktoś z hejtowych Sherlocków miał okazję się z nią spotkać w swoim życiu i ma lepszą pamięć, niż moja.
Książką nie była gruba. Powiedziałbym maksymalnie 100-150 stron, format trochę mniejszy niż szkolny zeszyt.
Książka była w obwolucie.
Na okładce było krzesło ze złamaną nogą (mógł to być też stół, nie jestem pewien. Ale raczej krzesło). Na obwolucie był ten sam przedmiot, ale złamaną nogą była naprawiona przy pomocy bandaża.
Możliwe, że było odwrotnie - na obwolucie ranne krzesło, a na okładce po kuracji.
Okładka była namalowana, nie zdjęcie.
Wydaje mi się, że mogła być to książka dla dzieci/młodzieży w wieku szkoły podstawowej. Wydana raczej za czasów PRLu, wydaje mi się, że maksymalnie w latach 80.
Jako dziecko (lata 90.) dostałem ją od babci, która miała w domu cały regał książek pozostawionych przez mojego wujka i jego rodzinę gdy się wyprowadzali. Rodzinka miała dwoje dzieci właśnie w wieku szkoły podstawowej, stąd moje przypuszczenie.
Książka i obwoluta były również w idealnym stanie, także raczej nie była to bardzo stara książka i raczej należała do kuzynostwa niż wujka i cioci.
Będąc w podstawówce oddałem tą książkę do swojej szkolnej biblioteki (była taka akcja, że można było przynosić niepotrzebne książki żeby zasilić wspólny księgozbiór).
Nigdy tej książki nie przeczytałem, nawet nie próbowałem. Z jakiegoś powodu 30 lat później sobie o niej przypomniałem i nie daje mi to spokoju.
Pomożecie?
#ksiazki #pytanie
@tegie AI może mieć rację:
Sławomir Mrożek cienkie tomiki absurdalne pomysły graficzne często właśnie zdeformowane przedmioty jako metafora 💡 I serio — motyw „krzesło ze złamaną nogą + bandaż” brzmi idealnie jak Mrożek 🔍 Konkretne typy (warto sprawdzić okładki) Możliwe, że chodzi o jedno z tych: „Małe prozy” „Słoń” „Wesele w Atomicach” „Opowiadania” „Donosy rzeczywistości” Niestety nie da się zdjęcia takiej książki znaleźć w Internecie.
Zaloguj się aby komentować
617 + 1 = 618
Prywatny licznik: 5+1=6
Tytuł: Wielki skok Grupy Lazarus
Autor: Geoff White
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Szczeliny
Format: książka papierowa
ISBN: 9788381353366
Liczba stron: 432
Ocena: 7/10
Korea Północna to nie tylko rodzina Kimów i głód i ubóstwo całej reszty, to także fascynująca historia grupy hakerów, która na świecie znana jest poprzez miano Grupy Lazarus. I o nich właśnie jest ta książka, aczkolwiek tytuł delikatnie wprowadza w błąd - nie jest to reportaż o jednym skoku, ale o tym, jak poprzez kolejne wyczyny rozwijały się ich umiejętności i plany. Począwszy od wykradnięcia danych wytwórni Sony w odpowiedzi na film ośmieszający przywódcę Korei Północnej, aż znacznie większe kradzieże faktycznej gotówki czy kryptowaluty - wszystko ku chwale ojczyzny (i by przywódcy Korei mogli kupować luksusowe towary bez przeszkód międzynarodowych sankcji). Sporo miejsca poświęcono aspektom technicznym poszczególnych kradzieży, wykorzystywania zacofania technologicznego czy nawet dogodnego kalendarza. Kawał znakomitej śledczej roboty.
Książka napisana jest przez autora podcastów dla BBC, co (niestety) widać bardzo mocno, jako że każdy rozdział kończy się zajawką, o czym to nie przeczytamy w kolejnym rozdziale. Mnie bardzo ta maniera irytowała i za to ocena poszła o stopień w dół. Do reszty książki naprawdę trudno się jakkolwiek przyczepić, zdecydowana polecajka.
#bookmeter #ksiazki #koreapolnocna
#owcacontent

Zaloguj się aby komentować
616 + 1 = 617
Prywatny licznik: 4+1=5
Tytuł: Waleczne serca. Kobiety Dzikiego Zachodu
Autor: Katie Hickman
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Znak Horyzont
Format: książka papierowa
ISBN: 9788324090631
Liczba stron: 464
Ocena: 7/10
Cóż za szok i niedowierzanie, że mam zaległości w pisaniu różnych rzeczy (życie pewnego Kima czy zimowe wyzwania...) na hejto, na czele z recenzjami przeczytanych książek - a tych od lutego trochę poszło...
Książka jest - szok i niedowierzanie po raz kolejny - o kobietach na Dzikim Zachodzie. Oczywiście nie tych, które tam "naturalnie" występowały, a o tych, które po długiej drodze (przez parę lat uważanej za niemożliwą do przebycia przez kobiety) wylądowały tam w poszukiwaniu nowego świata i lepszej przyszłości. Kobiety z absolutnie każdej grupy społecznej: od bycia żonami misjonarzy, poprzez te uprowadzone przez Indian, aż po kobiety, bez których porządek czy życie mogłoby się zawalić. Białe, czarne, żółte, młodsze czy starsze. Zarówno te bardziej znane, jak Olive Oatman czy Sarah Bowman, jak i "anonimowe" żony czy niewolnice.
Bardzo duża rozpiętość geograficzna, tematyczna, poszczególne postacie są przybliżane tak w sam raz, wraz z okolicznościami i warunkami, w jakich żyli ówcześnie żyjący ludzie - ot idealnie dla zdobycia dodatkowego wymiaru amerykańskiego osadnictwa na zachód od Missisipi, bo jednak zdecydowana większość dzieł kultury opowiada o tamtejszej działalności mężczyzn, podczas gdy nie da się zasiedlać nowego terenu bez przedstawicieli drugiej płci
Na minus mapy, które pojawiają się wewnątrz tekstu, ale dopiero PO fragmencie ich dotyczącym. Nie wiem, co za idiota wpadł na taki pomysł, ale bardzo mocno złorzeczyłem za pierwszym natrafieniem na mapę.
Temat Dzikiego Zachodu był do tej pory przeze mnie dosyć pomijany - jasne, że w dzieciństwie oglądałem jakieś westerny w samo południe, ale nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek został w temat wciągnięty. Nie wykluczam, że tym razem chwyciło
#bookmeter #ksiazki #dzikizachod
#owcacontent

Zaloguj się aby komentować
#filmy #ksiazki
Uj z tym, że czytam/słucham teraz 4 książki na raz - jeszcze jedna nie zaszkodzi.
W sumie czytam dwa ebooki, słucham dwóch audiobooków, więc przyda się do towarzystwa papierówka

Zaloguj się aby komentować
615 + 1 = 616
Tytuł: Z dziejów herezji
Autor: Dan Abnett, Mike Lee, Anthony Reynolds, James Swallow, Gav Thorpe, Graham McNeill, Matthew Farrer
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Copernicus Corporation
Format: książka papierowa
Liczba stron: 366
Ocena: 7/10
“Życie, o które nie warto walczyć, nie jest prawdziwym życiem” Bulveye
Antologia opowiadań stanowiąca X część cyklu Herezja Horusa.
Zarówno poziom jak i forma opowiadań okazała się zróżnicowana. W zbiorze znalazło się miejsce zarówno na typową dla serii militarną akcję jak i na wywiadowcze rozgrywki, horror, czy filozoficzną dyskusję o wierze. Wartościowa pozycja, wnosząca do całokształtu Herezji istotne elementy lub przynajmniej ciekawe smaczki.
Zbiór zawiera następujące opowiadania:
Dan Abnett - Krwawe gry - 6/10
Mike Lee - Wilk u bram - 8/10
Anthony Reynolds - Dzieci Burzy - 6/10
James Swallow - Głos - 7/10
Gav Thorpe - Zew Lwa - 6/10
Graham McNeill - Ostatni kościół - 9/10
Matthew Farrer - Po Desh’ea - 7/10
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #warhammer40k

Zaloguj się aby komentować
Newsy książkowe od Whoresbane'a!
Drugi news / 08.04.2026
Wydawnictwo MAG przedstawia okładkę do nadchodzącego wznowienia. "Atlas chmur" Davida Mitchella w księgarniach w maju 2026 roku.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°)
⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane
⇒ suppi.pl/ksiazkiwhoresbane
#ksiazki #czytajzhejto #mag #fantastyka #davidmitchell

Zaloguj się aby komentować
Newsy książkowe od Whoresbane'a!
Wydawnictwo MAG uaktualnia zarys planu wydawniczego na okres maj - czerwiec 2026 roku
MAJ
---------------------------
Pierce Brown - "Światłodawca"
Michael J. Sullivan - "Nolyn"
Michael J. Sullivan - "Wieża koronna" (nowe wydanie)
David Mitchell - "Atlas chmur" (nowe wydanie)
CZERWIEC
---------------------------
Ray Bradbury - "451 stopni Fahrenheita" (nowe wydanie)
Robert Jackson Bennett - "Kropla zepsucia"
Michael J. Sullivan - "Róża i cierń" (nowe wydanie)
Chris Beckett - "Ciemny Eden" (Uczta Wyobraźni, nowa okładka)
Chris Beckett - "Matka Edenu" (Uczta Wyobraźni, nowa okładka)
Chris Beckett - "Córka Edenu" (Uczta Wyobraźni, tylko nowa okładka)
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°)
⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane
⇒ suppi.pl/ksiazkiwhoresbane
#ksiazki #czytajzhejto #mag #fantastyka

Zaloguj się aby komentować