#ksiazki

126
7917

178 + 1 = 179


Tytuł: Wczoraj byłaś zła na zielono

Autor: Eliza Kącka

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Karakter

Format: książka papierowa

ISBN: 9788368059151

Liczba stron: 288

Ocena: 5/10


Prywatny licznik: 1 + 1 = 2


Książka bynajmniej nie przeciętna, ale mimo wszystko w mojej ocenie ląduje właśnie w przeciętniactwie, co jest wypadkową kilku skrajności w mojej ocenie. Ale po kolei.


Książka jest autobiograficznym opisem przeżyć matki wychowującej neuroatypowe dziecko. Pewnie, że większość z nas tutaj jest nieco neutoatypowa, jednakże opisywane dziecko zdecydowanie wykracza poza to nasze standardowe "nieco". Autorka naprawdę dobrze oddaje swoje niemalże nieustanne zagubienie w próbie nadążenia za procesami myślowymi dziecka. Niby takie życie naznaczone było schematami, a nawet najmniejsze od nich odstępstwo kończyło się problemami (i to w najbardziej prozaicznych kwestiach, jak podróż do domu czy zakupy), ale również nie obywało się bez wyłamania się z tego schematu, i to w najmniej spodziewanym (i bez żadnej komunikacji ze strony dziecka) momencie. Niewiele jest w Polsce takich książek.


ALE. Choroba zdobywców polskich nagród literackich niestety ma się tutaj bardzo dobrze - książka jest absolutnie przepełniona niepotrzebnymi (moim zdaniem) wypełniaczami i bardziej skupia się na samej sobie niż na tym, co faktycznie ma do przekazania. O ile części skupione na wymianie zdań i próbę "nadążania" za tokiem myślenia dziecka czytało się naprawdę dobrze, tak fragmenty pokazujące przemyślenia autorki były po prostu okropne. Niestety pierwsza połowa książka stała w dużej mierze nimi i wielokrotnie miałem myśli o porzuceniu książki, bo zdania ewidentne były wielokrotnie przepisywane, aż w końcu osiągnęły formę, z której autorka była zadowolona. Nic nie odejmując autorce, widać, że swoje wykształcenie wyższe w polonistyce nie poszło na marne - szkoda tylko, że dzieje się to z cierpieniem dla czytelnika. Nie skończyłbym tej książki, gdyby nie to, że w pewnym momencie poddałem się i ilekroć wchodziły przemyślenia autorki, to szukałem wzrokiem końca akapitu i zaczynałem czytanie od kolejnego. I nie uważam, żebym dużo "treści" książki w ten sposób utracił, co najwyżej mogę żałować tego, że nie przeczytałem kolejnej błyskotliwej metafory (spoiler alert: nie żałuję). Szczerze mówiąc, takiej faktycznej wartościowej treści to ja tam widziałem ze 100 stron, nie więcej.


Poza tym mam wrażenie bardzo dużego niedokończenia tej książki. Gdzieś 5/6 książki zajmuje okres od narodzin dziecka po początek nauki w szkole podstawowej, w dodatku bardzo mocno przemieszany ze sobą - nie dałbym rady uporządkować poszczególnych wydarzeń na osi czasu. No i oczywiście przemyślenia i próby domysłów autorki na temat dziecka - one w sumie zajmowały większość miejsca. Reszcie życia, mniej więcej do czasów nastoletnich, poświęcono zaledwie ostatnie 40-50 stron. Trochę to wyglądało, jakby problematyczne były tylko te parę początkowych lat, a później już przyzwyczajenie i luzik - trochę nie sądzę. Poza tym w zasadzie całość skupia się wyłącznie na życiu wewnątrzrodzinnym. No i ten fragment z porodówki wrzucony od czapy na koniec, jakby autorka nie miała na niego lepszego pomysłu. Zmagania z systemem, które również z pewnością były, są w książce w zasadzie nieistniejące. Trochę jakby autorka wybrała z całości okresu życia dziecka wyłącznie te okresy, które wydawały jej się odpowiednio nadające się na Prozę Najwyższej Jakości. Ale w sumie mamy do czynienia z literaturą piękną, a nie reportażem, więc nie powinienem narzekać, trochę inne zasady tu panują.


Mały plusik jeszcze ode mnie za 3 "wtręty" z listą "dobrych rad" jakie usłyszała od wszelakiej maści nieznajomych, którzy bez znajomości sytuacji musieli wtrącić swoje chłoporozumskie 3 grosze. Urocze przełamywanie dominującego stylu książki.


Tak więc tematyka i próba oddania problemu - bardzo dobre, ale forma opisu dla mnie absolutnie okropna (co nie oznacza, że nikomu się nie spodoba! @George_Stark w swojej opinii był zachwycony i absolutnie to szanuję!). Jak nic gdzieś pomiędzy wychodzi przeciętność, która przeciętnością zdecydowanie nie jest Ale takie są uroki oceny punktowej.


A do laureatów polskich nagród literackich już wystarczająco się w ostatnich latach zraziłem (nie pozdrawiam Zyty Rudzkiej i Doroty Masłowskiej). Nie kupiłem tej książki i absolutnie się z tego cieszę, po prostu nie mój typ.


#bookmeter #ksiazki #autyzm

#owcacontent

ce879d3a-9ad8-4e07-acd4-0f7a01de1736

@bojowonastawionaowca o, a mnie te "dobre rady" zirytowały najbardziej! Było dla mnie dziwne jak można coś takiego rozpamiętywać, a potem umieścić w książce.

W pewnym momencie doszłam do wniosku, że nie polubiłybyśmy się z autorką, która tak bardzo skupia się na tym co powiedzą o niej inni, że z powodu swojej córki zaczyna użalać się nad sobą.

U mnie te 7/10 było właściwie za język

@WujekAlien no właśnie to zależy xD dla mnie była mecząca, ale jak widać po zalinkowanym wpisie, są osoby, którym taki sposób zbudowania książki się podoba Zależy czy wolisz kwiecistość języka czy skupiasz się na treści

Dzięki za recenzję tej książki, mam ją na liście, ciekawa jestem teraz, jakie będą moje spostrzeżenia. Wielokrotnie myślałam o wpisaniu swoich doświadczeń, ale uważam, że nie mam ku temu warsztatu. Ciekawa jestem, czy odnajdę siebie w tej książce.

Zaloguj się aby komentować

176 + 1 = 177


Tytuł: Ciało. Arcydzieło siedmiu milionów lat ewolucji

Autor: Juan Luis Arsuaga

Kategoria: popularnonaukowa

Wydawnictwo: Znak

Format: papierowa

ISBN: 9788324069019

Liczba stron: 624

Ocena: 8/10


Miałem dokończyć "Życie. Fascynującą podróż (...)", ale biblioteka domagała się zwrotu tej książki, bo zrobiła się rezerwacja i trzeba było zmienić kolejność książek.


Książka stanowi opowieść o ewolucji i roli poszczególnych fragmentów naszego ciała, od stóp do głowy. Widać ogromną wiedzę i fascynację tematem przez autora, który bardzo ciekawie tłumaczy powstawanie i działanie poszczególnych elementów ciała, porównuje je z anatomią innych naczelnych. Takie "Było sobie życie", ale adresowane już dla dorosłych. Arsuaga interesuje się również sztuką. Często opisując dane zagadnienie stosuje porównanie do dzieł sztuk (głównie z bliskiego mu madryckiego Prado).


Szkoda tylko, że książkę musiałem czytać w pośpiechu, właśnie przez rezerwację. Starałem się robić notatki z co ważniejszymi i ciekawszymi informacjami, ale mając kilka dostępnych dni niezbyt dobrze to wyszło Książka zdecydowanie dobra, ale jak ma się ją na własność i czyta się ją w wolnym tempie, gdy się nie jest z zawodu medykiem lub nauczycielem biologii. Jako humaniście z Temu łatwiej o wiele łatwiej było mi zapamiętać tylko fragmenty, gdzie biologia zderzała się z rzeźbiarstwem lub malarstwem.


Parę ciekawostek, które sobie zanotowałem:

* naczelne wyróżniają się od ssaków m.in. tym, że zamiast pazurów mają paznokcie;

* najdłuższy mięsień w ciele to mięsień krawiecki;

* mózg noworodka jest większy od mózgu dorosłego szympansa;

* penis jest średnio dłuższy o jedną trzecią od wymiaru pochwy (nieironicznie takie informacje powinny być uczone na poziomie szkoły, bo potem dzieciaki uczą się o wymiarach z porno i mają kompleksy...);

* homo sapiens i neandertalczyk ważyli średnio tyle samo, ale neandertalczyk miał masywniejsze kości i był nieco niższy, przez co w oczach współczesnych może wydawać się wyraźnie grubszy, choć oba gatunki mogły mieć zbliżoną dietę;

* tu ciekawostka ode mnie: w renesansowym Rzymie sekcje zwłok były z trudem tolerowane. Nie karano za nie, ale Leonardo da Vinci i Michał Anioł mieli z tego powodu nieprzyjemności. Uzupełnienie od Arsuagi: w XVII-wiecznej Holandii sekcje zwłok były popularną rozrywką, która była dostępna dla każdego, kto wcześniej uiścił opłatę.


Prywatny licznik: 2/50


#bookmeter #biologia #medycyna #ksiazki #bapitankombaczyta #czytajzhejto

b3100409-a18e-47c2-b4e9-89d7eee97f80

Zaloguj się aby komentować

Hej, polećcie jakieś #ksiazki do nauki czytania dla chłopaka 6 lat? Coś, żeby zaciekawiło, w miarę krótkie historie. Może #komiksy, gigant ? Wolałbym książkę, tylko te "Ala ma kota" średnio wciągające są.

@Whoresbane strrraszna historia to tak średnio dla 5latka. Zabójstwa, tortury i ofiary z ludzi to w moim odczuciu za duży hardkor dla przedszkobazy. U mnie na 10 lvlu dopiero te książki weszły, a kupiłam je jak młody miał 4 lata jakoś

@zakar My zaczynaliśmy od historyjek na bazie ulubionych animacji młodego, typu Auta, Listonosz Pat, Kubuś Puchatek oraz klasyczne polskie wiersze dla dzieci. Z komiksów mogę polecić serię Mali bogowie. Zabawne historyjki luźno bazujące na mitologii greckiej. Nawet my z mężem czytamy i się podsmiechujemy.

c4ed9cad-d6b2-4ea2-a64b-2c675be4fb89

Zaloguj się aby komentować

172 + 1 = 173


Tytuł: Triumf Endymiona

Autor: Dan Simmons

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Mag

Format: e-book

Liczba stron: 874

Ocena: 7/10


Czwarta i ostatnia część cyklu. Miałem nadzieję że poziom troszkę podskoczy w stosunku do części trzeciej ale nadzieja matką głupich. Błędy popełnione wcześniej ciągną się dalej.

Ogólnie jest to całkiem dobra książka ale miała potencjał na dużo więcej. Wątki pozamykały się w większości całkiem fajnie. Historia jako całość spoko.


Uwaga spojlery.


Najśmieszniejsze że jeden z największych minusów to główny bohater xD No nie dałem rady chłopa polubić. Druga bohaterka czyli Enea też jest dość denerwująca. A ich związkowi nie da się kibicować. Kolejnym minusem mocno związanym z tą dwójką jest spora nuda przez większość czasu. Przez ponad 1/3 książki Endymion znowu rusza na rejs po rzece między planetami tym razem w pojedynkę. A tam szalone przygody typu atak kamieni nerkowych, latanie kajakiem jako paralotnią, połamanie nóg na drzewie i czołganie się w błocie. Przez kolejne 1/3 książki spędzamy czas na "tybetańskiej" planecie. I tu autor częstuje nas z jednej strony opisem przyrody który mógł by stawać w szranki z Orzeszkową, a z drugiej zalewa nas potokiem imion postaci którzy nie odgrywaja żadnej roli. Pewnie aż tak bardzo by mi to nie przeszkadzało gdyby nie to że marnując czas na takie pierdoły równocześnie nie rozwinął wątków które mogły być mega fajne. Po pierwsze ojciec de Soya. To że w momencie gdy jego historia zaczyna się robić mega ciekawa nagle przestajemy śledzić jego losy bezpośrednio to była zbrodnia. Chyba autor skapowal się że jest on ciekawszy niż główni bohaterowie i postanowił go uciszyć xD Po drugie ten gruby kardynał. Od początku wydawało się że będzie to mega ważna postać, nakręcająca jakieś intrygi wewnątrz samego Watykanu a był to spory niewypał. Tak samo ten szef Mercantilusa. Już coś zaczyna działać, coś kręcić i gówno z tego. Wszystko ucięte zanim się zaczęło. Papiez Hoyt w zasadzie jest jakimś tylko tłem do wydarzeń. Ehhh.

Pod koniec akcja trochę nabiera tempa i zakończenie jest nawet w porządku. Chociaż tego twista na koniec rozkminiłem już dużo wcześniej.

Ocena 7 chyba uczciwa bo czytało się nawet przyjemnie mimo wielu wad. I obie książki z endymionem oceniam właśnie na 7. Dwie pierwsze na mocne 8 i cały cykl na takie naciągane 8.

Prywatny licznik: 2/30


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #literatura #czytajzhejto #hejtoczyta

63c4ccad-9392-4d83-a5bf-1b69e0ec7bb3

Zaloguj się aby komentować

171 + 1 = 172

Tytuł: Rzym. Wędrówki z historią w tle

Autor: Bożena Fabiani

Kategoria: historia

Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN

Format: e-book

Liczba stron: 527

Ocena: 9/10

---

Wspaniała książka. Pani Bożena Fabiani wciela się w rolę przewodnika po Rzymie i wielką pasją snuje bardzo ciekawe opowieści wokół mniejszych i większych zabytków lub ich detali. Zdecydowanie większość książki to opowieści o pozostałościach z czasów wczesnochrześcijańskich, no ale nie tylko, bo i jest miejsce na refleksje nad współczesnymi resztkami antyku czy rozmachem baroku. Książka na pewno pozwala się nakręcić przed wizytą w mieście, a przy okazji sporo się dowiedzieć o historii, sztuce i architekturze Rzymu.

#bookmeter #ksiazki #historia #rzym

1c42b2d9-8725-4443-85c6-0beddf3f9521

Zaloguj się aby komentować

Newsy książkowe od Whoresbane'a!

Wydawnictwo Olesiejuk prezentuje następną powieść z Kolekcji Legend. "Ja, Jedi" Michaela A. Stackpole'a nadejdzie 25 lutego 2026 roku. Wydanie w dwóch wersjach - miękkiej oprawie i twardej z barwionymi brzegami - zawiera 656 stron, w cenie detalicznej 64,99 za miękką i 129,90 zł za twardą. Poniżej okładki (miękka z lewej, wizualizacja twardej z prawej) i krótko o treści.


TRAGICZNA OPOWIEŚĆ O PILOCIE X-WINGA, ROZDARTYM MIĘDZY SWOJĄ BOHATERSKĄ PRZESZŁOŚCIĄ A POTĘGĄ, JAKĄ MÓGŁBY POSIĄŚĆ – JEŚLI TYLKO ODWAŻY SIĘ PRZEJŚĆ NA CIEMNĄ STRONĘ MOCY.

Corran Horn był oficerem Służby Ochrony Korelii, zanim postanowił związać swój los z Nową Republiką. Jako wnuk legendarnego bohatera Jedi nosi w sobie uśpioną Moc, która wciąż czeka na przebudzenie. Mimo to zdążył już zdobyć sławę w Eskadrze Łotrów – elitarnej formacji pilotów X-wingów, będącej postrachem Imperium i piratów grasujących na szlakach handlowych.

Kiedy jego żona, Mirax, znika podczas tajnej misji dla Nowej Republiki, Corran przysięga ją odnaleźć. Rozpoczyna szkolenie w Akademii Jedi Luke’a Skywalkera, wierząc, że rozwój jego ukrytych zdolności pomoże mu w poszukiwaniach. Rozczarowany metodami mistrza, postanawia jednak odejść.

Teraz działa samotnie. Wykorzystując swoje doświadczenie w działalności wywiadowczej, musi przeniknąć do bezlitosnej organizacji, sabotować jej działania i doprowadzić do jej upadku — wszystko po to, by odzyskać ukochaną. Aby jednak odnieść sukces, Corran zmierzy się z własnym dziedzictwem Jedi i stanie przed najtrudniejszym wyborem w życiu: ulec ciemnej stronie Mocy… albo zginąć.


#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach

Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°) ⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

#ksiazki #czytajzhejto #olesiejuk #starwars #gwiezdnewojny #kolekcjalegend #michaelastackpole

178abce0-366b-444d-b625-481e21abd806

Zaloguj się aby komentować

169 + 1 = 170


Tytuł: Sen o bohaterach

Autor: Adolfo Bioy Casares

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Format: e-book

Liczba stron: 183

Ocena: 8/10


Miało być coś z Ameryki Południowej, a "Sen o bohaterach" miałem na liście już jakiś czas, więc się dobrze złożyło. Autor nie jest tak znany w Polsce, jak jego bardziej znany przyjaciel - Jorge Luis Borges, z którym wspólnie wydał kilka książek.


"Sen o bohaterach" ma w sobie coś z książek, które udają historię o zwykłych ludziach, a potem - bez powiadomienia - wprowadzają w nią mechanizm magiczny, jakby w tle od początku pracowała maszyna przeznaczenia, której główny bohater nie może uniknąć. Już pierwsze strony ustawiają wszystko tak, żeby czytelnik czuł, że coś się wydarzy w karnawale 1927, że nie jest on po prostu epizodem, ale pęknięciem rzeczywistości, przez które życie bohatera i jego tożsamość się rozdzielą bezpowrotnie. Punktem kulminacyjnym życia Emilio, są trzy dni i trzy noce karnawału, które przeżywa razem z przyjaciółmi po wygranym zakładzie bukmacherskim, a to, co zobaczył pod koniec trzeciej nocy, choć nie pamięta, stanie się "przedmiotem porządania" - czymś, co zyskał i utracił jednocześnie.


I to jest dla mnie najlepszy skrót tej powieści: Gauna traci coś, czego nie potrafi nawet nazwać, a potem spędza lata, próbując odzyskać nie rzecz, tylko stan duszy, który osiągnął w tym zapomnianym momencie. Zwykłe życie: praca, znajomi, miłość, przegrywają z jego wewnętrznym przymusem "odtworzenia" utraconej nocy.


To nie jest realizm magiczny w stylu fajerwerków i jawnych cudów. To realizm magiczny na chłodno: magia rodzi się z ambiwalencji i z tego, że świat zewnętrzny pozostaje realistyczny, a to co niepojęte i niedoścignione zaczyna przeczyć prawom fizyki. Ten moment nie przyjdzie też znienacka, bo zostaje zaanonsowany przez narratora, który zatrzymuje akcję i mówi do czytelnika: teraz trzeba iść powoli, bo zaczyna się część magiczna opowieści - po czym od razu podsuwa racjonalne wyjaśnienia magii (zmęczenie, alkohol, warunki karnawału), jakby chciał odebrać nam grunt pod nogami… i natychmiast dodaje, że nawet jeśli wszystko da się opisać psychologicznie, to "pozostają okoliczności niewytłumaczalne albo przynajmniej magiczne".


Jakby tego było mało, to dostaniemu tu jeszcze jeden filar realizmu magicznego (dobra, będą jeszcze dwa, ale drugiego nie zdradzę, żeby nie psuć frajdy z czytania) - przymus powtórzenia. Karnawał zaczynający się w 1930 roku ma odbić karnawał z 1927 jak negatyw i znowu narrator gra dwoma rejestrami: z jednej strony widzimy, że Gauna "przygotowywał się psychicznie" do odzyskania stanu z 1927 (czyli sam sobie to wytwarza), a z drugiej strony pewne elementy wracają zbyt "precyzyjnie" (ten sam blondyn, to samo Armenonville, te same kluby czy kawiarnie, ta sama mechanika drogi i te same zwierzęta spotkane przy drodze).


Podsumowując:

Świetnie gra tu pętla przeznaczenia i próba jej dopełnienia, ucieczka od codzienności na rzecz utraconej cząstki siebie. Pokazanie, że życie bohatera nie jest pełne, dopóki nie odzyska tej cząstki, że zacznie się zapadać w głąb, straci sens, przyjaciół, a nawet najpękniejsza kobieta u boku przestanie mu się podobać. Książka jest hipnotyzująca, trudno się od niej oderwać bez poznania, co było "tym", co Emilio utracił i jak się potoczy jego życie, gdy "to" odzyska. Hipnotyzująca jest też opisywana rzeczywistość bohaterów, to co robią, jak rozmawiają, jakie ich życie jest realne i tuż obok czytelnika, że niemal czujemy zapach klubu, czy dźwięk muzyki.


Osobisty licznik: 20/128

#czytelniczebingo (20/25) - pole 12 - Książka autora z Ameryki Południowej


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #czytajzwujkiem

6b6ed6fc-d527-4337-be72-59d81b1f771b
45c214cd-1f70-417c-899c-c86c045fdc9a

Zaloguj się aby komentować

167 + 1 = 168


Tytuł: Wayne Gretzky. Opowieści z tafli NHL (99: Stories of The Game)

Autor: McLelland Day Kirstie, Gretzky Wayne

Kategoria: sport

Wydawnictwo: Wydawnictwo SQN

Format: e-book

ISBN: 978-83-7924-794-3

Liczba stron: 408

Ocena: 7/10


Najlepszy hokeista w historii zabiera nas w podróż po niuansach najlepszej hokejowej ligi świata i reprezentacji Kanady. Czy może być lepiej? Ano mogłoby Mimo mnóstwa soczystych ciekawostek podanych na tacy przez Pana Gretzkyego całość napisana jest, w moim odczuciu, dość chaotycznie. Kiepskie tłumaczenie jeszcze potęguje to wrażenie. Niemniej polecam każdemu fanowi #hokej czy to jako wprowadzenie w świat #nhl czy też uzupełnienie wiedzy. Pomaga naprawdę zrozumieć tą ligę. Dla pozostałych (zwłaszcza Europejczyków) bardzo ciekawym może być odkrywanie jak działa PRYWATNA, profesjonalna liga sportowa. Na szczęście Wayne czuje się w tym temacie jak ryba w wodze i nie szczędzi szczegółów


Prywatny licznik: 1


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki

ce535531-cf03-426c-9968-dd93e2497c90

Zaloguj się aby komentować

Dziękuję @adsozmelku za wygraną książkę Finansowa Forteca. Pomimo inwestowania od kilku lat miałem w planach kupić tę księgę (ma prawie 800 stron!) i tak jakoś odkładałem to w nieskończoność aż w końcu ją wygrałem:) teraz czas poczytać żeby rozbudować swój portfel inwestycyjny. #kzp #ksiazki

21554c3e-d461-432d-b24d-e08949591ac4

Zaloguj się aby komentować

166 + 1 = 167


Tytuł: Odprysk świtu


Autor: Brandon Sanderson


Kategoria: fantasy, science fiction


Format: audiobook


Liczba stron: 176


Ocena: 7/10


Krótka odskocznia od przygód głównych bohaterów.


Autor prezentuje nam lepiej kilka postaci, które już wcześniej pojawiły się w cyklu.


Lubię te przerywniki, bo fajnie uzupełniają główna oś fabularną.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #czytajzhejto #ksiazki

2931471d-32a6-404d-910c-98e2bff67f2a

Zaloguj się aby komentować

Siemano

Siedzę sobie przy kawie czarnej jak moje myśli i przeglądam nowy książkowy nabytek. Ponieważ aktualnie dziedzic Isildura mocno wchodzi w tematy militarne, to nabyłam mu Encyklopedię dawnej broni, a że akurat ciągle gram KC2 to i sama zerkam czy są tam militaria z gry.

I tak zastanawiam się przy tej kawie, czy mój refleks w wyłapywaniu jego "sezonówek" i działania w kierunku poszerzania zainteresowań oddalą Młodego od sołszalmediowego spierdolenia... Czy tiktokzombie może są bliżej niż się zdaje?

Na drugim zdjęciu kubek after coffee dla ciekawych grafiki

#gownowpis #rodzicielstwo #ksiazki #militaria #wychowaniebezinternetu #kawazhejto

61128216-8ca8-4f39-bba2-3cfd07668cd7
b6091012-9902-47c4-bfff-984c7dd62c09

@Kaligula_Minus wspieraj zajawki dziecka. Nawet, jak po latach nie będzie miał już z nimi nic wspólnego, to będzie to tzw. wartością dodaną do Waszej relacji. Zapamięta to. Ja do dziś pamiętam, że mój ojciec zawsze wspierał moje zainteresowania, nawet takie chwilowe.

Dziś staram się tak samo robić z moimi synami. Jak tylko któryś się czymś jara, to inwestuję w to jego zajaranko.

Dobrze robisz.

@WatluszPierwszy dzięki. Robię to głównie po to, by chłop nie wsiąkł w internety. Jak widzę te garbate dzieci co nawet jak idą do szkoły to telefony mają w łapach to mi się gały wywracają.

Zaloguj się aby komentować

Newsy książkowe od Whoresbane'a! 


Wydawnictwo MAG wznowi drugi tom Sagi o Zielonych Kościach. "Wojna o jadeit" Fondy Lee w sprzedaży od 13 lutego 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie liczy 644 strony, w cenie detalicznej 69 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.


Na wyspie Kekon rodzina Kaulów jest uwikłana w gwałtowny konflikt o panowanie nad stolicą oraz o dostęp do magicznego jadeitu, zapewniającego wyszkolonym wojownikom zielonej kości nadludzkie moce, na które mieli monopol od stuleci.

Poza granicami Kekonu zanosi się na wojnę. Na wyspę pożądliwe spojrzenia kierują potężne mocarstwa oraz żądni zysku przestępcy. Jadeit, najcenniejszy kekoński surowiec, może zapewnić im majątek i umożliwić zdobycie przewagi nad rywalami.

Otoczona ze wszystkich stron rodzina Kaulów jest zmuszona zawrzeć nowe, niebezpieczne sojusze, stawić wrogom czoło w ciemnych ulicach oraz zapomnieć o honorze, by zapewnić przetrwanie sobie i wszystkim kekońskim zielonym kościom.

Wojna o jadeit to drugi tom Sagi o zielonych kościach, trylogii o rodzinie, honorze, a także o tych, którzy żyją i umierają w zgodzie ze starożytnymi prawami krwi oraz jadeitu.


#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach

Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°) ⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

#ksiazki #czytajzhejto #mag #fantasy #fondalee

93ee428e-1112-451b-ab84-94b9575c8cb8

Zaloguj się aby komentować

Prawie się załapałem na nowego Wegnera, bo płatność służbową kartą kultura nie przeszła na ŚK i nie zauważyłem powiadomienia, że czekają na płatność, ale w końcu jest
#ksiazki #chwalesie

0f9d1468-380a-44ac-941d-595a90b6f771

Zaloguj się aby komentować

164 + 1 = 165

Tytuł: Karaibska Krucjata: Płonący Union Jack

Autor: Marcin Mordka

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Format: e-book

ISBN: 9788383300542

Liczba stron: 400

Ocena: 5/10


Dawno temu uważałem ją za najlepszą powiastkę ze stajni Fabryki Słów, jaka trafiła mi do rąk własnych, gdy jeszcze wybredność tylko raczkowała wewnątrz mnie. Była ona z tych, co po których spodziewasz się zdobycia pęku lauru w drugiej lub trzeciej części, gdyż tak dobrze mogła rozwinąć się w niespodziewanym kierunku. Po przeczytaniu "Kapitana Blooda" postanowiłem dalej kontynuować tematykę i wrócić do tego, co niegdyś naprawdę szczerze ceniłem. Po tylu latach coś zostało z sympatii, aż do czasu przeczytania drugiej części. Ale o tej szkoda marnować słowa.


Czemu tak mi się podobała? Bo umieszczała w sobie spory korowód nietuzinkowych postaci marynarzy i dawała nadzieję dorzucenia nowych. Przeciągali się szaleńcy, głupcy, poszukiwani wyrokiem prawa, specjaliści w swoich dziedzinach, pijacy, karni strażnicy, a nawet pies z papugami i małpą. Pod dowództwem zdzecinniałego kapitana dezertera, silnego dzika zastępcy i stoicko-pedantyrejnego z angielska porucznika piechoty morskiej byli kompanią wyrzutków zachowującą pozory profesjonalnej jednostki marynarki w świecie zmierzchu piractwa, chcącymi odnaleźć sławę i bogactwo na zdobytej szczęściem fregacie. Mając do czynienia z typowymi wyzwaniami życia na morzu i zaciskającym się spiskiem o konotacji polityczno-paranormalnej brnęli przez to dzielnie stawiając czoła wrogim zakusom i potrafiąc zachować niepotrzebny honor pomagając swojakom wbrew ciążącej banicji. Uwielbiałem tę statkową towarzyskość, zachowanie proporcji wulgarności z młodzieżowych fantazyjniaków nie do uniknięcia w takich dziełach, lekki humor, realizmy morskiego postępowania i odniesienia historyczne.


A potem zrozumiałem, że nie na darmo książka była wydawana w Fabryce Słów. Staromodnym tropem nad załogą czuwa plot armor w "okrutnie samobójczych misjach". Ginie trzech, rannych sześć - na trzystu giną nienarodzeni choćby z imienia. Nasza załoga to szumowiny, ale kapitan-indywidualista larpuję na Royal Navy, mimo osobistej kosy z nimi, więc nie do końca. W ogóle mimo liczebności postaci mało są rozwinięte, czego dobitnym przykładem jest kuk Samuel: istny diabeł tasmański, postrach załogi statku, truję załogę celowo lub tak go nauczono.. nieważny. Też próbował zrobić żyda-kwatermistrza, po czym po prostu porzucił. Fabuła staję się klasyczną walką dobra ze złem o ratowanie świata. Antagonista robi sprawnie przeprowadzoną intrygę, tylko potem przestaję być umysłowo sprawny, próbując przekabacić bohatera na swą stronę przez porwanie. Ładne te diamenty, tylko twój pomagier próbował ukraść mój statek oraz dymał mi dziewczynę. I jeszcze dałeś broń zdolną pokonać ciebie, gdyż tak pewny byłeś swych umiejętności negocjacyjnych. Gdzieś tak w czwartej instancji, czyli przy końcu humor ulatuję i przez to w miarę dopływa do przylądka Horn. Ale jak wspomniałem, zabierając się do drugiej części tylko czekają ciebie bóle głowy od wgryzającego kanibala z Filipin.


PS. Jest tutaj fantastyka. Choć w tej części mało to stanowi powód, dlaczego lepiej nie wprowadzać fantastyki do książki


#bookmeter #ksiazki #morze #piraci

03a1dadf-accc-450b-a428-e13a2cd85dc4

Zaloguj się aby komentować

162 + 1 = 163


Tytuł: Luna to surowa pani

Autor: Robert A. Heinlein

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

Format: audiobook

Liczba stron: 400

Ocena: 6/10


Kolonia karna na Księżycu, technik Manny, samoświadomy superkomputer "HOLMES (Mike)", charyzmatyczny Profesor i rewolucja przeciw Ziemskiej hegemonii. Polityczny traktat miesza się tu z planem powstania, podręcznikiem konspiracji i rozwojem AI, a tłem są księżycowe realia: gospodarka niedoboru, "plantacja" pożywienia dla Ziemii, woda i powietrze jako waluta, złożone małżeństwa jako dostosowanie do surowych warunków osadniczych.


Pomysły - jak na rok wydania (1966) - wciąż potrafią szokować, a relacja Manny’ego z Mike’em jest jednym z najmocniejszych punktów książki. Problem w tym, że powieść mocno się zestarzała. Technologia potwornie odstaje: mamy księżycową kolonię, a superkomputer, rządzący jej życiem, działa i komunikuje się jak urządzenie o mocy obliczeniowej dzisiejszej… mikrofalówki, z klimatem kart perforowanych, rozdzielni telefonicznych i analogowych obejść. Komunikacja i możliwości Mike’a są sinusoidą: raz wszechwiedzący i błyskawiczny, raz bezradny wobec podstawowych rzeczy. Do tego Heinlein często zwalnia akcję, żeby wyłożyć ideologię i modele ustrojowe czytelnikowi - co wypada ciekawie jako esej, gorzej jakomotor napędowy fabuły.


Największy zgrzyt to finał: przewidywalny, zbyt gładki dla mieszkańców Księżyca i mało satysfakcjonujący jak na stawkę "wojny o niepodległość" i o prawa do współistnienia i samostanowienia. Postacie kobiece są pomijane jak @bori na tym portalu choć według założeń odgrywają ogromną rolę i rządzą planetą i jej rozwojem. Plus za liczne nawiązania do Sherlocka Holmesa i jego uniwersum.


Podsumowując:

Niezły rozmach i kilka świetnych idei. Zanurzenie w wiarygodnym postapo i nowoczesnej SF - nie do końca udane. Szanuję, bo to klasyka, ale emocjonalnie i technologicznie ta wizja już nie niesie takiej frajdy z lektury, jak w momencie premiery.


Osobisty licznik: 19/128

#czytelniczebingo (19/25) - pole 2 - SF, w którym technologia jest moralnym problemem

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajhejto

72a59b46-28c5-476b-9d03-882e910a97fc
d505200e-65e0-4976-a987-ac28ca94f7a4

@Hjuman za pomysł dałbym i 9, tylko on się w obecnych czasach nie broni, za duzy “skok technologiczny” zrobiliśmy od lat 60. i za dużo jest niekonsekwencji technologicznych w samej książce

@WujekAlien napisane stylem podobnym do "Kawalerii kosmosu"? Jeśli tak, to muszę wrzucić na listę do przeczytania.

Juan Rico I jego historia to jedna z moich ulubionych historii.

@jarezz niestety nie czytałem, więc nie podpowiem. Tu historia i relacje bohaterów są super, sam pomysł też, może po za zakończeniem. Technologicznie jest niestety gorzej. Jest wiele rzeczy, które aż by się prosiły o odświeżenie książki o najnowsze rozwiązania technologiczne.

@WujekAlien Kawaleria też najświeższe Nie była, a już na pewno film nie pokazywał jej tak jak została opisana.

Sam pomysł na system społeczny, armię, relację bohaterów i sama fabuła mnie wciągnęła Na tyle, że czytałem książkę kilkanaście razy.

Zaloguj się aby komentować