Patrzta jakie cuda znalazłem u rodziców. Poza tym co na zdjęciu mam kilka dodatkowych Kajków i Kokoszy, ale w stanie jeszcze bardziej sfatygowanym i bez okładek. Zaczytywaliśmy się w tym za gnoja z rodzeństwem jak nie wiem, nie jestem w stanie powiedzieć jak duży wpływ miał na nas zwłaszcza Kajko i Kokosz. Oj, będzie czytane
Ten i inne komiksy kupiłem pod wpływem fascynacji startrekowymi serialami. Pomyślałem, że spotkanie załóg z czterech serii jest świetnym pomysłem, nawet jeśli stało się to z powodu Q. Nie przepadam za tą postacią i uważam ją za męczącą, co na pewno było zamiarem scenarzystów. Podobnie zresztą uważają kapitanowie Gwiezdnej Floty, którzy mieli z nim do czynienia.
No i to spotkanie załóg zostało kiepsko wykorzystane. Załogantów jest na tyle dużo, że trudno było wykorzystać ich wszystkich już w czterdziestominutowym odcinku serialu (przez co niektóre postacie w ogóle się wtedy nie pokazywały), a co dopiero dać im odpowiednio dużo przestrzeni, by wszyscy mogli się zaprezentować na kartach komiksu. Ponadto przez decyzję fabularną, by kapitanowie rywalizowali ze sobą w turnieju zorganizowanym przez Q, nie mają zbyt dużo okazji do interakcji ze sobą. Szkoda, że nie spotkali się w innych okolicznościach, żeby mogli w spokoju porozmawiać ze sobą i powymieniać się doświadczeniami.
Co prawda były momenty, które mi się bardzo podobały, jak różnice technologiczne, do których musiała się dostosować załoga pierwszego Enterprise'a czy Worf, który zobaczył Dax, od dawna nieżyjącej w jego linii czasowej. Niestety, było tego zbyt mało.
Do tej pory pamiętam jak mnie gonił właściciel gazika z pasem za podobną ciekawość. Miałem 5 lat, Pan Ziomek pozwalał mi siedzieć w jego służbowym Gaziku 69 , ja jako młody chłopak świetnie się bawiłem w tym aucie. A że byłem/jestem ciekawy chłopak to wszystko trzeba było sprawdzac. I tka to już wiedziałem od czego jest gaz hamulec i sprzegło a obok był jeszcze jeden guzik w podłodze. Okazało się ze to był rozrusznik, a że auto zapaliło i okorowałem garaż i atrzymałem się na drzewie.
Autor: Matthew Mercer, Matthew Colville, Olivia Samson, Chris Northrop
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Kboom
Format: książka papierowa
ISBN: 9788396808226
Liczba stron: 168
Ocena: 4/10
Lubię serialową „Vox Machinę”, więc skuszony dobrymi ocenami postanowiłem na próbę kupić pierwszy tom komiksu. I niestety żałuję.
Zacznę od tego, że rysowniczka nie popisała się talentem. Kobiece twarze są tragiczne i przypominają męskie. W szczególności Keyleth została bardzo pokrzywdzona. Nie czepiam się za to, że bohaterowie niezbyt przypominają tych z animacji, ponieważ komiksy powstały przed serialem.
Jednakże nie ma co ukrywać, że na tle produkcji z Amazon Prime'a komiks wypada naprawdę blado. Także fabularnie.
Nie oczekiwałem epickiej przygody, zresztą nie za bardzo za takimi przepadam, tym bardziej, że to początki ekipy. Ale tak jak w sesjach RPG, w których brałem udział, nie lubiłem zbiegów okoliczności, że akurat postacie graczy trafili w to samo miejsce, tak nie spodobało mi się, że akurat większość ekipy znalazła się w tym samym czasie w tym samym mieście. Wiadomo, w komiksie w założeniach stanowiącym zamkniętą historię jest zbyt mało miejsca na taką fabułę, więc można powiedzieć, że czepiam się dla samego czepiania.
Jak zawsze doceniłem puszczanie oczka do czytelnika, że to tak naprawdę sesja RPG, podobnie kilkukrotnie zaśmiałem się z tekstów Scanlana. Problem w tym, że aktorzy głosowi w animacji robią sporo roboty grą głosem (99,9% zabawności Groga). Z wiadomych powodów nie da się oddać tego w komiksie, więc to kolejne pole, na którym zawiodłem się jak fan ekranizacji przygód Vox Machiny.
Może moja ocena byłaby wyższa, gdybym najpierw przeczytał komiks, a potem obejrzał animację, no ale cóż.
No i pozamiatane. Właśnie jestem w trakcie oglądania serialu, i przeszło mi przez myśl, by ogarnąć komiks, ale już sama okłada (różnice postaci w animacji i w komiksie) mnie zniechęca
@cyberpunkowy_neuromantyk ale mam na myśli oryginalny 'serial', kobiece twarze też były
My understanding of D&D is that the GM has the power to make the next quest a heist, but the players control whether the background music for this heist will be the Pink Panther theme, the Mission Impossible theme, or the Benny Hill theme.
Sam (Scanlan) niezawodnie zawsze wybierał Benny Hilla
Trolle z Troy (tytuł oryginału:Trolls de Troy) – francuska seria komiksowa z gatunku fantasy autorstwa Christophe’a Arlestona (scenariusz) i Jeana-Louisa Mouriera (rysunki), ukazująca się od 1997 nakładem wydawnictwa Soleil Production. Po polsku publikuje ją wydawnictwo Egmont Polska[1][2]. Seria Trolle z Troy jest powiązana fabularnie z seriami Lanfeust z Troy i Lanfeust w kosmosie.
Fabuła
Trolle są stworzeniami, które obok ludzi są głównymi istotami zamieszkującymi świat Troy. Są one największymi wrogami ludzi, ale jednocześnie odznaczają się dużym poczuciem humoru. Polują na smoki i ludzi i przyrządzają ich na różne sposoby. Jednak ludzie postanawiają wytępić trolle. Ytoll Tetram ze swoją przyrodnią córką Wahą, która jest człowiekiem sposobami próbują uratować swój gatunek.
Uwielbiam ten humor Stanowczo nie dla dzieci, bardzo dużo ester eggów.
#kino #filmy #gownowpis #pytanie #weekend #komiksy Mowa o Harley Quinn ze stajni DC Tak lubię te odmóżdżacze jak i stajnie MARVEL ale tam się wkurwiłem bo mi uśmierciły Czarna Wdowa. Jak myślicie która której by wpierdol spuściła bo mowa tutaj o pani psycholog która najpierw robi a potem pomyśli. Czy wyważona emocjonalnie baletnica która analizuje każdy swój krok?
Która postać Ci przypadła do gustu i która by wygrała starcie :)
@Alawar I co to zmienia? Mam rozumieć, że jak jakiś nastolatek ogląda teraz np. Ojca Chrzestnego to możesz mu spierdolić seans spoilerując zakończenie? No bo przecież to stary film...
Jaram się jak Papcia stodoła. Wieczorem uroczyste otwarcie orenżady z woreczka i czytadło do spania. Pierwsze wrażenie bardzo pozytywne niczym powrót z kiosku Ruchu z nową ksiegą z przygodami .
@WatluszPierwszy @Spider @mannoroth jestem totalnie nieobiektywny, bo znam rysownika osobiście, ale jak pierwszy raz zobaczyłem te plansze, to myślałem, że to jakieś zaginione rysunki Papcia
Jesteśmy klonami człowieka, który nazywał się Lawrence Khan. Jest nas 10 miliardów egzemplarzy i mamy jedną wspólną świadomość. Kapral Khan był jednym z naszych przodków.
albo
Jeśli nie będę mogła być twoją żoną Williamie, będę twoją pielęgniarką.
W drugim tomie akcja zdecydowanie się zagęściła i przez większość czasu z zainteresowaniem śledziłam przygody protagonistów. Niestety, w zeszycie 11. autorzy popełnili rzecz dla mnie niewybaczalną (za co ocena o pkt w dół) – zagadka Czarnej Stodoły została rozwiązana i to w banalny, przemaglowany już wzdłuż i wszerz w horrorach oraz SF sposób. Zbyt szybkie rozwiązanie tajemnicy uniwersum oraz opisy fabuły dalszych części na Lubimyczytać skutecznie zniechęciły mnie do dalszej lektury.
Autor: Jeff Lemire, Andrea Sorrentino, Dave Stewart
Kategoria: komiks
Wydawnictwo: Mucha Comics
Format: książka papierowa
ISBN: 9788365938503
Liczba stron: 168
Ocena: 6/10 (niezła)
Współczesne USA. Wilfred „Fred” Quinn, katolicki duchowny w średnim wieku mający problem z alkoholem, zostaje zesłany do prowincjonalnej parafii Gideon Falls, której poprzedni proboszcz zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach. Wkrótce w miasteczku dochodzi do kilku brutalnych morderstw, które wydają łączyć się z lokalną legendą Czarnej Stodoły – tajemniczego miejsca objawiającego się co jakiś czas wybranym osobom, powiązanego z niewyjaśnionymi morderstwami i zaginięciami. Równocześnie na trop Czarnej Stodoły wpada Norton Sinclair, chory psychicznie chłopak i maniakalny zbieracz, który wciąga w swoje poszukiwania prowadzącą jego przypadek psychiatrę Angelę.
Po trzech tomach cyklu tudorowskiego z rzędu potrzebowałam krótkiej odskoczni od królewskich klimatów, a że od jakiegoś czasu zbiorcze wydanie Gideon Falls walało się po mojej biblioteczce, uznałam, że komiksy będą idealnym przerywnikiem.
Propsy za posępny wizualny klimat, chociaż fabularnie wypada ciut gorzej – pierwszy tom to historia bardziej w stylu Kinga, niż Twin Peaks (do którego otwarcie nawiązuje), osobiście liczyłam na bardziej oryginalną historię, coś w stylu Fatale duetu Brubaker&Phillips. Niemniej, pierwszy tom zainteresował mnie na tyle, że z rozpędu sięgnęłam po drugi.