no i tysiak poszedł się... chociaż detaliczna wartość szkiełek wynosi jakieś 1500, więc i tak (poza koszyczkiem pomarańczowym) kupione okazyjnie.
Odnoga ząbkowicka w kolekcji umacnia się. Trochę ze względu na to, że łatwiej dokupować coś pasujące do tego, co już się ma. Trochę z powodu nostalgii - dużą część Ząbkowic stanowią podarowane przez moją Babcie okazy, kupione w czasie, gdy pracował w Hucie Szkła Ząbkowice.
Jutro jadę po te szkiełka w dwa miejsca na odbiór osobisty - wieczorem spodziewajcie się fotorelacji ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
Dawno nie wykonywałam projektu bez zdobień wypukłych, ale kiedy już się trafił, to w moich ukochanych klimatach Kwadratowa kasetka malowana na zielono i ozdobiona motywem drzwi z "Hobbita", malowanym we własnym zakresie na podstawie drzwi z filmu (digital painting i wydruk nałożony metodą decoupage). Motyw runy na drzwiach świeci w ciemności, żeby każdy zainteresowany bez trudu znalazł drogę
Ta konkretna skrzynka ma już właściciela, ale mogę wykonać podobną Jeśli ktoś szuka oryginalnego prezentu lub chciałby zamówić pudełko z własnym motywem, zapraszam do kontaktu! Więcej moich szpargałów twórczych jak zawsze na #apaturiart .
Lusterko z Princem - dołączy do kolekcji "reklam" na szkle. Będzie wisiał obok lustra z reklamą Lambo Countach w podobnej estetyce.
Co ciekawe napis "Prince" jest nadrukowanym NA lustrze, a wizerunek piosenkarza jest podłoży pod szkłem.
Zdjęcie prosto z targu. Trzeba go poddać renowacji, wyczyscic, sprawdzić podklejenie wizerunku Princa i odmalować lub wyszlifować ramkę.
Uwielbiam reklamy na szkle - te niestandardowe. Reklamy alkoholi to taki standard, a mnie interesują bardziej ciekawe. W kolekcji mam wyżej wspomnianego Countacha (ktory zapoczątkowal odnogę reklam na szkle w kolekcji), Pszczółkę Maję czy lustrko z wi,erunkiem bolidu Ferrari.
Wpis przypominający o istnieniu tagu #modelarskarzeznia
Jako, że teraz na warsztacie mało się dzieje chciałbym pokazać jakiś mój ulep z przeszłości. Jest to prosty model Polikarpowa I-1 w skali 1:72. Zestaw skalda się dosłownie z kilki części i byłby błyskawiczny w budowie gdyby nie te skrzydła. Obróbka linii łączenia na krawędzi natarcia była upierdliwa ze względu na specyficzne ukształtowanie powierzchni płata. Od siebie dodałem kilka elementów kokpitu których i tak nie widać
Jest to miniatura radzieckiego myśliwca z lat 20. Wg niektórych źródeł jest to pierwszy radziecki produkowany seryjnie dolnopłat.
@Rzeznik samolot przeraźliwie ochydny, ale model pierwsza klasa. Malowanie raczej niezbyt wymagające, za to śmigło zrobiło na mnie wrażenie. Szacun za krawędź natarcia. Mi by się nie chciało spasowywać.
U-boot typ VII C, U-96 Revella z filmu Okręt, wydanie na upamiętnienie 40 rocznicy filmu. Kadłub zamknięty. Trochę było szpachlowania, ale niewielka ilość, następnie w miejsca szpachli prysnę surfacerem i zobaczymy czy trzeba będzie poprawiać.
Dziś nadszedł czas na zlanie na "cichą" fermentację stouta. Upiekłem 6 kg bananów, obrałem ze skórki i przelałem z fermentora do kega z bananami. Teraz sobie z tydzień poleżą przed rozlewem do docelowego kega gdzie będzie nagazowywany.
Wyszło czarne, słodkawe i dobre. Niestety banana nie czuć, może ledwie co wyczuwalne. To trzeba było nie ciśnieniowo fermentować tylko normalnie i wtedy by tych aromatów wiecej było. Ale i tak jest dobre.
Chciałem tylko zakomunikować, że dzisiaj powtórzyłem niebieski 6a, więc to nie był tylko błąd w matrixie :)
Końcówka trasy jest bardzo trudna (dla mnie :), kilka holdow, których nie bardzo lubię: dwa crimpy, trzy pinche, odwrócony jar i na koniec spory reach na prawą rękę, a że jestem raczej krótki 😉 to cała kombinacja jest "mordercza". Jest to zdecydowanie trudniejsze niż 6a, sam bym ocenił na 6a+ lub łatwy 6b. To chyba najbardziej wymagająca trasa jaką udało mi się zrobić.
Jak ktoś się zastanawia nad pontonem to firmę kolibri mogę polecić, bardzo mocny i trwały ponton. 7 lat go miałem i żadnych pęknięć ani nic. Ukraińska guma xD
Namoczone w wodzie, nałożone na odpowiednie miejsca, potraktowane Micro Solem. Jest to preparat, który pomaga kalce przylgnąć mocniej do modelu, szczególnie w miejscach o nierównej powierzchni i kształcie (np linie paneli). Zapobiega również powstawaniu pęcherzyków powietrza pod kalką.
Zostały zakryte bezbarwnym lakierem, który je ochroni przed zwinięciem się, zmianą koloru i odpadnięciem.
Detale potraktuję washem.
Dodaje także zdjęcie sprzed, aby ułatwić porównanie.
Macie jakieś fajne tutki jak zacząć malować figurki? Co prawda nie jest to Warhammer ale mam kilka gier z fajnymi figurkami (Ankh, Descent) i chciałbym je jakoś ładnie ogarnąć, ale nie wiem za co się zabrać. Będę wdzięczny za jakieś wskazówki, rady itp. 😃
Skaczę od projektu do projektu, ale niektóre ciągną się z uwagi na brak wiedzy/umiejętności/oczekiwanie na zamówienia.
Chciałem dostać pozytywnego kopa motywacyjnego i ukończyć jakiś mały model.
Padło na ornitopter rodu Atrydów z Diuny.
Model został wycięty z ramek, części spiłowane.
Przy składaniu starałem się usunąć widoczną linię gdzie stykają się części kadłuba.
Mimo, iż jest bardzo mały, zdecydowałem się malować go w częściach.
Na zdjęciach możecie zobaczyć częściowo złożony model, etap w czarnym podkładzie oraz malowanie.
Kolorami Atrydów była czerń i zieleń. Użyłem czarnego podkładu, by kolory na modelu były głębsze i ciemniejsze.
Zielony kolor wymieszałem w trzech odcieniach. Mieszanki to zielony i feldgrau (xD) z niemieckich mundurów używany do 1945 roku, oraz jasnym szarym (odcień podobny do pojazdów z gwiezdnych wojen), aby uzyskać lekko 'kosmiczny' wygląd.
Nakładałem w gradiencie od najciemniejszego na dole, do delikatnej szarości na górze, starałem się podkreślić i uwypuklić detale na szczytach.
Skrzydła musnąłem mieszanką metalicznego brązu i metalicznego srebrnego. Celem było nadanie im podobieństwa do skrzydeł ważki i odblasku jakby były obsypane unoszącym się w powietrzu piaskiem i melanżem
Następnym krokiem są kalki, złożenie całości oraz podstawka w stylu pustynnym.
Jakieś dwa lata temu wraz z mężem odkryliśmy frajdę, jaką daje chodzenie do opery.
Być może nigdy nie byliście w operze i chcielibyście zacząć, ale nie wiecie, z czym to się je. No to przyjdę Wam z pomocą! Też po części dlatego, że chciałabym zobaczyć w operze więcej młodych ludzi
Czym jest opera?
Opera to taki teatr na sterydach. W dużym skrócie, jest to spektakl, w którym śpiewacy odgrywają role i wypowiadają się, śpiewając. Akompaniuje im orkiestra.
Są dwa główne elementy opery: muzyka oraz libretto. Libretto to tekst, scenariusz. Libretto śpiewane jest w języku oryginału (np. "Carmen" śpiewana jest po francusku). W teatrach operowych nad sceną znajduje się wyświetlacz, na którym na bieżąco wyświetlane jest tłumaczenie tekstu (przede wszystkim na polski, choć w niektórych teatrach, np. w Narodowym w Warszawie, polskie opery mogą być wyświetlane z napisami po angielsku). Tak więc nawet, jeśli nie rozumiecie śpiewu, to ratują Was napisy.
Opera składa się z aktów. Czasem są trzy, czasem cztery, czasem pięć... zależy od libretta. W czasie spektaklu robione są zazwyczaj 1-2 przerwy, około 15-20-minutowe. Wówczas można wyjść do foier, skorzystać z baru, toalety, rozprostować nogi.
Opery bywają też umajone tańcem - wówczas tancerze baletowi wykonują układy, towarzysząc śpiewakom na scenie. Mamy dzięki temu 2w1: idziemy i na operę, i trochę na balet! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Opera może trwać 2-3 godziny, czasem nawet ponad 3. Ale uwierzcie mi, dzieje się tam tyle, że szybko zlatuje.
W zależności od reżysera spektaklu, opera na deskach jednego teatru może wyglądać inaczej, niż na deskach drugiego. Sporo oper wystawianych jest w nowoczesnej formie, gdzie kostiumy i scenografia nie naśladują tradycyjnych z czasu premiery, są bardziej uwspółcześnione.
Bilety
Tu wszystko zależy od samego teatru operowego, ale podam Wam info na przykładzie Opery Bałtyckiej w Gdańsku. Miejsca w teatrach operowych są numerowane. Można je kupić wcześniej, albo w dniu spektaklu (choć należy się liczyć z tym, że będą gorsze lub nie będzie ich wcale). Niektóre teatry sprzedają bilety w niższej cenie w dniu spektaklu, by zapełnić salę.
Cena biletu zależy od miejsca, które wybierzecie. Miejsca, z których scena jest najlepiej widoczna (niekoniecznie pierwsze rzędy) to koszt wyższy, a im gorsza - niższy.
Przykładowo w Gdańsku bilety w tych rzędach premium kosztują koło 130 złotych, a najtańsze - 85 na droższe spektakle. Nasza opera jest, niestety, jedną z droższych. W Łodzi cennik podstawowy to 90 zł za miejsca premium, a 50 zł za miejsca gorsze, jeśli kupi się je odpowiednio wcześniej.
Teatry operower oferują różne formy zniżek: bilety ulgowe, zniżki na karty biblioteczne, zniżki na kartę dużej rodziny.
Pamiętajcie, że teatry operowe wystawiają nie tylko opery, ale też balety, operetki i inne spektakle. Przed zakupem biletu warto sprawdzić, na co planujecie iść
Wyjście do opery krok po kroku
Najważniejsza rzecz: nie spóźnij się. Jeśli spektakl zaczyna się o 19:00, to on naprawdę zaczyna się o 19:00. No, dobra - kilka minut po, ale nie ma tu takiej obsuwy, jaka jest w kinie czy na koncercie. Jeśli się spóźnicie, możecie nie wejść na salę aż do pierwszej przerwy. A to trochę kicha, bo jednak przegapiacie ponad godzinę spektaklu.
Opera idzie z duchem czasu, dlatego nie należy się aż tak przejmować strojem. Ja traktuję wyjście do opery jako okazję do usukienkowania się, ale nie ma co na siłę wbijać się w sztywne buty i marynarę. Jeśli wyglądacie czysto i schludnie, i jest Wam przy tym wygodnie, to najważniejsze. Wiecie, tak, jakbyście się wybrali na imieninową kawę do cioci, żeby mama Wam nie suszyła głowy.
Żeby wiedzieć, co się dzieje w trakcie opery, możecie sobie przed spektaklem przeczytać informacje o niej w Internecie, albo zakupić u pań bileterek program. Albo możecie poczytać sobie o operze po spektaklu, żeby uniknąć spoilerów.
Gdy przychodzicie do opery, najczęściej pierwsze miejsce, do którego się kierujecie, to szatnia. Tam oddajemy kurtki i parasole. Nie spotkałam się z płatną szatnią w operze.
Z szatni wychodzimy do foyer. Jest to pomieszczenie będące, powiedzmy, poczekalnią. To tu gromadzą się widzowie przed spektaklem zanim otwarte zostaną drzwi na widownię oraz w czasie przerwy. We foyer zwykle można kupić napoje, ciasta itp. Nikt nie spojrzy na Was krzywym okiem, jeśli butelkę z wodą zabierzecie na salę, ale kawki czy jedzenia już raczej się nie wnosi.
Przed rozpoczęciem spektaklu usłyszycie 3 dzwonki.
Pierwszy dzwonek informuje, że można wchodzić na salę. Podchodzicie wówczas do pani bileterki, ona sprawdza Wasz bilet, i możecie wchodzić na salę.
Drugi dzwonek informuje, że trzeba sprężać poślady, jeśli jeszcze nie weszliście na salę. Spektakl wkrótce się rozpocznie, więc tym bardziej zmierzajcie w stronę pań bileterek.
Trzeci dzwonek to dzwonek śmierci. W sensie, oznacza, że spektakl się rozpoczyna, i po nim już raczej na salę nie wejdziecie.
Gdy panie bileterki Was przepuszczą, zmierzacie na widownię. W przypadku większych sal jest kilka wejść. Są oznaczone, więc znając swój rząd i miejsce, nie zgubicie się. Zajmujecie swoje miejsce i nasłuchujecie, jak orkiestra się stroi i wykonuje ostatnie ćwiczenia. To mój ulubiony fragment. Niektórzy podchodzą też do podscenia, gdzie rezyduje orkiestra, i zaglądają do nich. Imo spoko, ale gdybym to ja grała w orkiestrze, nie chciałabym, żeby ktoś przyszedł i patrzył się na mnie tak z góry...
Myślę, że nie muszę o tym powtarzać, ale przed operą wyłączacie telefon. Fajnie, gdybyście włączyli tryb "Nie przeszkadzać", żeby nie było słychać wibracji. W dobie smartwatchy dobrze jest też zrobić tak, żeby Wasz telewizor na nadgarstku nie świecił, bo gdy zgasną światła, to wszystko widać.
Niestety, z moich obserwacji wynika, że to osoby starsze nie szanują innych widzów oraz występujących, i z jasnością ekranu na 100% przeglądają wysłane im memy na WhatsAppie już po zgaśnięciu świateł.
Gdy zgasną światła, rozpoczyna się spektakl. Zachowujemy ciszę. Po chwili na podsceniu powinien pojawić się dyrygent - zwyczajowo witamy go oklaskami. Dyrygent rozpoczyna spektakl uwerturą - to jest pierwszy motyw muzyczny, który może nam towarzyszyć w dalszych częściach spektaklu. Zazwyczaj jest grany jako "wstępniak" jeszcze zanim śpiewacy operowi wyjdą na scenę.
Co z klaskaniem? Uwierzcie mi, ja jeszcze nie wyczułam, kiedy jest ten właściwy moment na inicjację oklasków. Dlatego klaszczę wtedy, kiedy inni też klaszczą. Tak jest najbezpieczniej. Zazwyczaj oklaski pojawiają się po ważniejszych ariach lub trudniejszych partiach wokalnych.
Po godzinie-półtorej - przerwa. Możecie pozostać na sali, ale naprawdę polecam rozprostowanie kości i wyjście do foyer. Po kilkunastu minutach znowu usłyszycie dzwonki - zmierzajcie na salę, by zdążyć przed trzecim.
Gdy spektakl się skończy, na scenę opadnie kurtyna. To jest moment, w którym klaszczemy. Na scenę zaczną wychodzić po kolei ci, którzy nas zabawiali: zespół taneczny, chór, partie zespołowe, partie solowe, dyrygent... Dobrym zwyczajem jest oklaskać każdego. Sporo osób na widowni będzie wstawać, żeby wyrazić swój zachwyt danym występem. No ale, wiecie, nie musicie. Nie ma obowiązku.
I to tyle! Przeżyliście swoje pierwsze doświadczenie operowe Gdy artyści opuszczą scenę, możecie zmierzać do wyjścia. Nie ma bisów. Kierujecie się do szatni, odbieracie swoje manatki, i idziecie w świat.
Jaka opera na początek?
Każdy fan opery udzieli Wam innej odpowiedzi, moja brzmi: fajnie jest pójść na coś, czego motywy muzyczne znacie. Carmen, na której byłam ostatnio, utwierdziła mnie w tym przekonaniu. Naprawdę dobrze się bawiłam, i miło było słuchać arii, które znam.
Jeśli macie ochotę na emocje, to z całego serca polecam Madame Butterfly. Jest w moim top 3, i raczej nieprędko z tej topki wypadnie. Znajoma skrzypaczka trafnie powiedziała, że jest to jedna z niewielu oper, w której dzieje się, nie jest banalna. Bo, niestety, gdy już się zacznie wkręcać w opery, to szybko okazuje się, że motyw nieszczęśliwej miłości będzie nam towarzyszył chyba zawsze. Madame Butterfly też go ma, ale jest przy tym tak emocjonująca, że siedzimy i przeżywamy wszystko, co się dzieje na scenie.
Dużo dobrego słyszałam też o Rigoletto oraz Cyruliku sewilskim, z których motywy muzyczne są mi znane, ale nie widziałam ich jeszcze na scenie. Są to lekkie, przyjemne opery.
Fajne te opery, fajne, ale drogo w opór...
No dobra, nie jest najtaniej. Ale opłacenie gaży takiej rzeszy ludzi wymaga środków. Z powietrza się nie wezmą.
Ale jest jeszcze fajna opcja bezpłatna: OperaVision. To portal, na którym wrzucane są spektakle z teatrów operowych i baletowych z całej Europy. Są dostępne do obejrzenia przez określony czas, regularnie pojawiają się nowe spektakle.
To chyba tyle Mam nadzieję, że zachęciłam Was choć trochę do zainteresowania się operami. To naprawdę nie jest elitarna rozrywka, a może okaże się, że się Wam spodoba tak, jak i mi.
@Wrzoo Oni rewelacyjnie śpiewają ale do mnie ten wokal nie przemawia a byłem na kilku a na włoskie bel canto to mam wręcz alergię. Ale dobry balet jak np. Święto wiosny albo muzyka symfoniczna na żywo to ma takie pierdolnięcie że nie do wyobrażenia ludzim umysłem.
Swego czasu (będąc 13/17 smarkiem) uczestniczyłem w kilku sztukach jako tancerz właśnie. "Krakowiacy i Górale" i "Straszny Dwór" po kilka razy. Nigdy przedtem nie brałem udziału w takim widowisku i pamiętam, że nawet jako część artystyczna tego przedsięwzięcia, cała otoczka, orkiestra symfoniczna zrobiła na mnie za każdym razem takie wrażenie, że aż sam sobie się dziwiłem. Nie da się tego porównać do niczego innego. Polecam niedecydowanym bo warto chociażby sprawdzić co to i jak smakuje. Rozmach zazwyczaj wbija w fotel. Dzięki @Wrzoo za super wpis bo zapewne dzięki niemu wzrośnie odrobinę frekwencja:)
@Wrzoo fajny wpis, dzięki! Ojciec zabrał mnie kiedyś na jakąś Operetkę w Bydgoszczy i podobało mi się, ale ni cholery nie pamiętam co to było... muszę się rozejrzeć za jakimś fajnym teatrem, koncertem, albo może nawet Operą gdzieś koło siebie.