Do wygrania 3 egzemplarze książki „Poniedziałkowy imperator. 52 tygodnie z Markiem Aureliuszem”, która wzbudza w sobie ducha refleksji i pomaga w praktykowaniu stoicyzmu. Książka jest nagrodą w konkursie, którego organizatorem jest IMPERIUM ROMANUM. Co trzeba zrobić, aby móc się cieszyć z nagrody?
Aby wziąć udział w konkursie, należy w terminie do 18 marca 2026 r.:
+ napisać ciekawostkę dotyczącą świata antycznych Rzymian lub w jakiś sposób powiązaną z rzymską historią. Trzy najciekawsze teksty zostaną nagrodzone książkami, a ich prace zostaną opublikowane na stronie IMPERIUM ROMANUM.
Teksty, wraz z imieniem, nazwiskiem i adresem zamieszkania uczestnika (przesłane dane zostaną wykorzystane jedynie w wypadku wygranej w konkursie – przekażę je wtedy sponsorowi, by mógł przesłać nagrody, a same imiona i nazwiska zwycięzców opublikuję), należy wysłać zgłoszenie na adres: [email protected], umieszczając w tytule maila: „52 tygodnie z Markiem Aureliuszem”. Praca musi spełniać wymogi edytorskie.
Wśród uczestników, którzy nadeślą najciekawsze prace, wybrane zostaną zgodnie z regulaminem
+ 3 egzemplarze książki „Poniedziałkowy imperator. 52 tygodnie z Markiem Aureliuszem” autorstwa Marcina Choińskiego
Wieś:Rokitno – wieś w Polsce położona w województwie lubuskim, w powiecie międzyrzeckim, w gminie Przytoczna. Wieś Rokitno ma 714 mieszkańców w 2021 r. Miejscowość pierwotnie związana była z Wielkopolską. Ma metrykę średniowieczną i istnieje co najmniej od XIV wieku. Po raz pierwszy wieś wymieniana w łacińskojęzycznym dokumencie z 1378 r. Miejscowość początkowo była wsią rycerską, a potem stała się uposażeniem opactwa cystersów w Zemsku-Bledzewie . W 1460 król polski Kazimierz IV Jagiellończyk ustalił wymiar ciężarów i robocizn należnych królewskiemu zamkowi w Międzyrzeczu ze wsi należących do klasztoru bledzewskiego w tym z Rokitna. W 1580 miejscowość wymieniona jako wieś duchowna, własność opata bledzewskiego. Położona była wtedy w powiecie poznańskim województwa poznańskiego w Rzeczypospolitej Obojga Narodów . Po rozbiorach Polski miejscowość tak jak cała Wielkopolska znalazła się pod zaborem pruskim . Niemcy zgermanizowali polską nazwę miejscowości na „Rokitten”. Według spisu urzędowego z 1837 roku wieś liczyła 432 mieszkańców, którzy zamieszkiwali 46 dymów (domostw). Zabytki: kościół parafialny pod wezwaniem Matki Bożej Rokitniańskiej (Królowej Polski), z lat 1746–1756, diecezjalne Sanktuarium Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej , kaplica polna pod wezwaniem Najśw. Marii Panny, z 1758 roku, zespół sierocińca dla chłopców, obecnie Dom Pomocy Społecznej.
Data wykonania zdjęcia: 1934 r.
Opis zdjęcia: Klasztor, szkoła, rzeźnia i gospoda. Źródło
Zwycięzca losowania: @KatieWee
Jak chcesz wziąć udział w losowaniu kolejnego miasta kliknij w ten link
Codziennie lub w miarę możliwość będę wrzucał jakieś historyczne zdjęcie z jakiejś miejscowości w Polsce.
Aby wziąć udział w losowaniu miejscowości wystarczy wygrzmocić ten wpis.
O nazwę miejscowości będę pytał po wylosowaniu pioruna z tego wpisu poprzez hejto los.
Losowanie odbywać się będzie po godzinie 20, jeśli osoba biorąca udział w losowaniu wie, że może być niedostępna po tej godzinie, proszę niech profilaktycznie zostawi komentarz z nazwą miasta lub wsi w tym wpisie.
Nie ma ograniczeń dla użytkowników, można plusować ten wpis za każdym razem nawet jeśli już wygrałeś, i można cały czas prosić o zdjęcie z tego samego miasta nawet jeśli już zostało wylosowane, a jeśli się zdarzy że nie ma już zdjęć z danej miejscowości to użytkownik zostanie poproszony o podanie nazwy innej miejscowości.
Dopuszczam możliwość wpisania nazwy jakiejś wsi, ale nie obiecuje że znajdę zdjęcie z tej miejscowości oraz proszę o podanie dokładniejszych danych jak np. powiat i województwo.
Dziś pod wieczór zrobię losowanie, a jutro z rana dodam zdjęcie z opisem.
Brak odpowiedzi i brak podania nazwy miasta przez wylosowaną osobę w godzinach między 20 a 9 rano, będzie skutkował tym że OP sam wybiera za wylosowanego miejscowość.
Marcel André Henri Félix Petiot (ur. 17 stycznia 1897 w Auxerre, zm. 25 maja 1946 w Paryżu) – francuski seryjny morderca zwany kapitanem Valéry. Zamordował co najmniej 26 osób.
...
Zabójstwa
...
Po zajęciu Francji przez wojska niemieckie w 1940 Petiot zajmował się wystawianiem fałszywych zaświadczeń medycznych dla osób wyznaczonych do pracy przymusowej w Niemczech. W lipcu 1942 został skazany na grzywnę w wysokości 2400 franków za rozprowadzanie substancji odurzających. Sam Petiot przyznawał później, że był zaangażowany w działalność ruchu oporu. Jedynym, który potwierdzał, że Petiot prowadził działalność wywiadowczą przeciwko Niemcom, był amerykański szpieg John F. Grombach. Petiot utrzymywał także, że pomagał ludziom poszukiwanym przez reżim Vichy uciec z Francji, by osiedlić się w Argentynie. Jako Dr. Eugène miał kierować całą operacją przerzutu. W praktyce za sumę 25 tys. franków od głowy Petit obiecywał wyjazd do Argentyny. Po zainkasowaniu odpowiedniej sumy mordował kolejne osoby przy użyciu cyjanku, a następnie topił je w Sekwanie. Od 1941 mieszkał przy 21 Rue le Sueur. W tym domu dokonywał morderstw, tam też z czasem zaczął ukrywać zwłoki swoich ofiar.
~
Proces i wyrok
W marcu 1944 sąsiedzi Petiota zawiadomili policję zaniepokojeni gęstym dymem, wydobywającym się z komina jego domu. Policja i straż pożarna wkroczyli do mieszkania, gdzie w palenisku znaleźli ludzkie szczątki, a w kuchni stół na którym zabójca kroił swoje ofiary. W domu i wokół niego znaleziono 26 ciał ofiar. Kiedy Petiot wreszcie przyjechał do domu na rowerze, tłumaczył policjantom, że ciała należą do Niemców zlikwidowanych przez ruch oporu. Policjanci początkowo uwierzyli w wersję wydarzeń przedstawioną przez Petiota. Dalsze dochodzenie podawało w wątpliwość zeznania Petiota. Został aresztowany 31 października 1944 na stacji metra. W czasie procesu oskarżony bronił się, twierdząc że ciała znalezione w jego domu to kolaboranci zlikwidowani przez ruch oporu. Sąd w Paryżu skazał zabójcę na karę śmierci. Został zgilotynowany w 1946 roku.
Wydawnictwo Znak zapowiada nową książkę Dana Jonesa. "Henryk V. Największy wojownik na angielskim tronie" ma ustaloną premierę na 8 kwietnia 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie z obwolutą zawiera 496 stron, w cenie detalicznej 109,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
25 października 1415 roku Henryk V stał na grząskich od deszczu i krwi polach niedaleko miasta Azincourt i patrzył na efekt rzezi, jaką francuskiemu rycerstwu urządzili jego walijscy łucznicy. Miał 28 lat i odniósł swoje największe zwycięstwo, na zawsze zapisując się w dziejach Anglii jako jeden z jej najwybitniejszych władców.
Jednak Henryk V Lancaster to nie tylko słynny pogromca Francuzów. W swojej nowej książce Dan Jones maluje barwny portret angielskiego króla – od czasów jego dziecięcych wybryków, przez sięgnięcie po koronę, aż po triumfalny wjazd do Paryża, marzenie każdego średniowiecznego władcy Anglii. Poznajemy człowieka szalenie odważnego, ale też wyrachowanego – a jak trzeba, to i okrutnego.
Chociaż Henryk V rządził Anglią tylko dziewięć lat, zostawił po sobie legendę. Stał się wzorem dla swoich następców i bohaterem słynnego dramatu Shakespeare’a. Teraz pamięć o nim przywraca uwielbiany przez polskich czytelników Dan Jones, który kolejny raz udowadnia, że o historii da się pisać porywająco. Jego Henryka V czyta się jak najlepszą powieść!
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Miasto:Kruszwica – miasto w Polsce, w województwie kujawsko-pomorskim, w powiecie inowrocławskim, nad jeziorem Gopło . Według danych GUS z 1 stycznia 2025 roku Kruszwica liczyła 8987 mieszkańców. Data założenia VI wiek. Kruszwica w tym czasie była niewielką osadą o charakterze otwartym. w X i XI wieku Kruszwica stała się znaczącym ośrodkiem miejskim z grodem na wyspie, gdzie rezydowali polscy królowie i książęta. Czasy Bolesława Krzywoustego i Bolesława Kędzierzawego były pomyślne dla Kruszwicy. Od 1271 roku następuje upadek grodu. W tym samym roku Kruszwica zostaje spalona przez Bolesława Pobożnego . W latach 1350–1355 z rozkazu Kazimierza Wielkiego wzniesiono zamek (z „Mysią Wieżą”). Władysław Jagiełło w 1422 roku nadał Kruszwicy magdeburskie prawa miejskie. Potop szwedzki , mający miejsce w latach 1655–1660 spowodował zniszczenie miasta i spalenie jego zamku. Koniec XIX w. był dla Kruszwicy zdecydowanie korzystny, gdyż oddano do żeglugi uregulowaną Noteć , która połączyła Kruszwicę z Kanałem Bydgoskim . Okres międzywojenny to dalszy rozwój miasta, w szczególności poczyniono duże inwestycje w sektorze rolno-spożywczym. Tendencja została zachowana i w latach 1952–1956 wybudowano zakłady przemysłu tłuszczowego oraz Wytwórnię Win i Przetworów Owocowo-Warzywnych, które w 1976 roku otrzymały największą w Polsce olejarnię (90 000 ton oleju rocznie). Zabytki: Układ urbanistyczny Starego Miasta, Ruiny późnogotyckiego zamku – z pozostałą Mysią Wieżą , Kolegiata św. Piotra i Pawła – z 1120–1140 w stylu romańskim, Kościół kopułowy św. Teresy od Dzieciątka Jezus – z 1922, Wieża ciśnień przy ul. Portowej w Kruszwicy , Grodzisko wczesnośredniowieczne na południowym końcu Półwyspu Rzępowskiego, Zabytkowy pałac przy ul. Popiela 3 – będący siedzibą Parku Krajobrazowego "Nadgoplański Park Tysiąclecia" . W Kruszwicy czekają na turystów także rejsy statkiem po jeziorze, wypożyczalnie jachtów, kajaków oraz rowerów wodnych, stadnina koni i przejażdżki bryczką po okolicy, plaże i kąpieliska, tarasy widokowe na jezioro i inne atrakcje. Po jeziorze pływa od 1971 roku statek wycieczkowy „Rusałka ”. W Kruszwicy co roku organizowane są regaty wioślarskie o puchar Europy i Polski, a także kilku mniejszych kategorii.
Codziennie lub w miarę możliwość będę wrzucał jakieś historyczne zdjęcie z jakiejś miejscowości w Polsce.
Aby wziąć udział w losowaniu miejscowości wystarczy wygrzmocić ten wpis.
O nazwę miejscowości będę pytał po wylosowaniu pioruna z tego wpisu poprzez hejto los.
Losowanie odbywać się będzie po godzinie 20, jeśli osoba biorąca udział w losowaniu wie, że może być niedostępna po tej godzinie, proszę niech profilaktycznie zostawi komentarz z nazwą miasta lub wsi w tym wpisie.
Nie ma ograniczeń dla użytkowników, można plusować ten wpis za każdym razem nawet jeśli już wygrałeś, i można cały czas prosić o zdjęcie z tego samego miasta nawet jeśli już zostało wylosowane, a jeśli się zdarzy że nie ma już zdjęć z danej miejscowości to użytkownik zostanie poproszony o podanie nazwy innej miejscowości.
Dopuszczam możliwość wpisania nazwy jakiejś wsi, ale nie obiecuje że znajdę zdjęcie z tej miejscowości oraz proszę o podanie dokładniejszych danych jak np. powiat i województwo.
Dziś pod wieczór zrobię losowanie, a jutro z rana dodam zdjęcie z opisem.
Brak odpowiedzi i brak podania nazwy miasta przez wylosowaną osobę w godzinach między 20 a 9 rano, będzie skutkował tym że OP sam wybiera za wylosowanego miejscowość.
„Nazywam się Maximus Decimus Meridius…” czyli jak jedna liczba robi Rzym
Gdy Maximus w „Gladiatorze” wypowiada swoje pełne imię, brzmi to jak deklaracja władzy nad życiem, ale w samym środku tej kwestii siedzi detal, który jest bardziej rzymski niż cała filmowa zbroja: „Decimus”. To nie jest ozdobnik scenarzystów ani przypadkowy łaciński dźwięk. To realny trop, bo w starożytnym Rzymie część imion męskich była dosłownie liczebnikami porządkowymi i znaczyła dokładnie to, co sugeruje ucho: Quintus piąty, Sextus szósty, Septimus siódmy, Octavius ósmy, Decimus dziesiąty. Dzisiejszy odbiorca prawie automatycznie dopowiada do tego prostą historię, że ktoś był piątym synem, szóstym dzieckiem albo dziesiątym potomkiem, a więc dostał „liczbowe” imię jak etykietę na słoiku, tylko że Rzym rzadko działał tak równo, jak lubimy sobie wyobrażać, i właśnie w tej szczelinie między „brzmi logicznie” a „nie da się tego udowodnić” kryje się najlepsza ciekawostka.
Najczęściej powtarzane wytłumaczenie mówi, że takie praenomina miały wskazywać kolejność urodzenia dziecka w rodzinie. To nie jest absurd, bo w pewnych przypadkach mogło tak być, zwłaszcza we wcześniejszych okresach. Problem w tym, że gdyby to była żelazna reguła, rzymski świat byłby pełen męskich Primusów, Secundusów, Tertiusów i Quartusów, a tymczasem klasyczna, „stara” praktyka nie pokazuje takiego kompletu jako normalnego zestawu praenomenów. W męskich imionach liczbowych dominują raczej pojedyncze, utrwalone formy, a inne są rzadkie, archaiczne albo pojawiają się późno i często na obrzeżach imperium, co sugeruje, że system nie był ani pełny, ani do końca „rachunkowy”. To prowadzi do drugiego wniosku, bardziej zgodnego z rzymskim sposobem myślenia o rodzinie: nawet jeśli liczebnik kiedyś coś liczył, szybko mógł stać się elementem tradycji rodowej, czymś powtarzanym jak stały zestaw imion, niezależnie od tego, czy syn był pierwszy, piąty czy jedyny, bo w Rzymie imię miało nie tylko opisywać człowieka, ale przede wszystkim wpiąć go w ciąg rodu i w pamięć domu.
Jest też alternatywna teoria, która tłumaczy, dlaczego te imiona wyglądają na „liczbowe”, a nie tworzą ładnej drabinki od jeden do dziesięć. W starym rzymskim kalendarzu część miesięcy nosiła nazwy oparte na liczebnikach: Quintilis był „piątym miesiącem”, Sextilis „szóstym”, a dalej mamy September, October, November, December, których rdzeń do dziś zdradza dawne liczenie. Jeśli w bardzo wczesnym, niemal mitycznym etapie rzymskiego porządku takie nazwy miesięcy miały realną wagę, to imię Quintus czy Sextus mogło być kiedyś skrótem od miesiąca urodzenia, podobnie jak Decimus mógł brzmieć jak echo „dziesiątego miesiąca” w archaicznym liczeniu roku. Warto jednak powiedzieć to tak, żeby nie wejść na minę: współczesny problem polega na tym, że dla konkretnych historycznych osób rzymskie źródła prawie nigdy nie zapisują wprost motywu nadania praenomen, więc nie da się uczciwie stwierdzić, że konkretny „Decimus” na pewno urodził się wtedy i wtedy, a konkretny „Sextus” był szóstym synem. Można mówić o sensie językowym, można mówić o możliwym pochodzeniu, można opisać mechanizm, który mógł działać w bardzo dawnych czasach, ale nie wolno robić z tego metryki przybitej do każdego człowieka z inskrypcji.
Co ciekawe, pełniejszy „liczbowy” porządek widać częściej w imionach żeńskich: Prima, Secunda, Tertia, Quarta, Quinta, Sexta, Septima, Octavia, Nona, Decima. To wygląda tak, jakby liczenie miało większą skłonność do ujawniania się właśnie przy córkach, a nie przy synach, i da się to spiąć z praktyką rozróżniania kobiet w obrębie tej samej rodziny, kiedy imię rodowe bywało wspólne dla sióstr, a rozróżnienie robiło się dodatkiem, przydomkiem, kolejnością. Jednocześnie i tu trzeba uważać, bo to znów jest opis tendencji i praktyk, a nie gwarancja, że każda „Tertia” była trzecia. Rzym działał jak system dopóki nie wchodził zwyczaj, a zwyczaj wchodził zawsze, bo w wielu domach imiona krążyły jak dziedziczone narzędzia, a nie jak precyzyjne etykiety.
I dlatego „Gladiator” jest tak wdzięcznym haczykiem. Maximus Decimus Meridius nie musi być postacią historyczną, żeby jego „Decimus” było trafione. Ono jest wiarygodne, bo odsyła do realnego repertuaru rzymskich imion, a jednocześnie idealnie pokazuje, jak łatwo współczesny odbiorca dopisuje proste znaczenie, które może być już tylko legendą. Decimus mógł w bardzo dawnych czasach oznaczać „dziesiąty”, mógł być śladem po nazwie miesiąca, mógł być też po prostu tym, co w danej rodzinie powtarzano, bo tak brzmiała tradycja rodu. To są prawdziwe liczby zamienione w imiona, ale rzadko działają jak metryka. Z czasem przestały liczyć dzieci i miesiące, a zaczęły liczyć ród. Powtarzane z pokolenia na pokolenie, mówią bardziej o nawyku i ciągłości niż o kolejności urodzeń.
Jeżeli podobają Ci się treści, jakie gromadzę na portalu oraz, którymi dzielę się na social media, wdzięczny będę za jakiekolwiek wsparcie: https://imperiumromanum.pl/dotacje/
"Pocztylioni miłości"- tekst na podstawie artykułu Marii Kwaśnik opublikowanego pod tym samym tytułem
W średniowieczu na terenie Krakowa roznoszeniem korespondencji, głównie handlowej, trudnili się tzw. posłańcy cechowi. Po tych czasach pozostały dostępne do obejrzenia w muzeach obesłania cechowe: sygnety czy też skrzyneczki, w których umieszczano wiadomość dla odbiorcy. Urzędowe wieści rozgłaszano z kościelnej ambony, ewentualnie czynił to woźny magistratu-ratusza w specjalnie do tego wyznaczonym miejscu. Przesyłki krajowe i zagraniczne najpierw przewozili kupcy, a od XVI wieku czyniła to poczta uruchomiona w tym czasie na polecenie króla.
Od roku 1863 na terenie Krakowa działalność rozpoczął Instytut Posługaczy(ostatecznie w 1886 roku zmieniono nazwę na Stowarzyszenie Posługaczy Publicznych). Instytut ten funkcjonował przez około 80 lat, mniej więcej do końca II wojny światowej.
Zakres oferowanych usług był bardzo szeroki:
-Tansport mebli
-Transport towarów z fabryk do sklepów i mieszkań
-Dostarczanie pism, pakunków i przesyłek pieniężnych
-Prace porządkowe w ogrodach
-Organizacja zabaw dla osób prywatnych jak i instytucji publicznych
-Opieka nad chorymi
-Nocna straż przy sklepach, fabrykach oraz magazynach.
Wynagrodzenie za daną pracę było znane z góry dzięki istniejącemu cennikowi usług.
Posługacze potwierdzali wykonanie usługi uzupełniając tzw. "Markę Posługacza", na której zapisywali rodzaj usługi i swój indywidualny numer. Podczas pracy korzystali z różnorodnych pomocy: wozów, wózków ręcznych, taczek, koszy do noszenia kwiatów, sanek do spuszczania i wyciągania kas ogniotrwałych, poduszek pod fortepiany, młotów czy też haków.
Posługacz musiał spełniać kilka warunków, "umieć język krajowy, rozumieć mowę niemiecką, mieć poświadczenie miejscowej policji, że jest moralny, trzeźwy i charakteru nieposzlakowanego, przy tym powierzchowność zgrabną i nieodrażającą, zachowanie się skromne i uprzejme. Musi być zdrów i do pracy zdolny. Wiek ogranicza się do 50 roku życia".
Strój posługacza składał się z niebieskiej bluzy z czerwonym kołnierzem, czerwonej czapki rogatywki z indywidualnym numerem oraz napisem "Stowarzyszenie Posługaczy", skórzanego pasa oraz kaletki na dokumenty.
W dobrych okresach zarobki posługaczy były podobno bardzo dobre. Ich liczba wynosiła maksymalnie 108 osób, co miało miejsce w latach 1892-1894. W końcowych latach istnienia czyli po roku 1930 w Stowarzyszeniu było przeciętnie około 20 osób. Członków Stowarzyszenia nazywano "posłańcami", byli też określani jako "ekspresi" lub "pocztylioni miłości", często bowiem za ich pośrednictwem zakochani przekazywali sobie dowody miłości.
O posłańcach pisał w swojej książce Stanisław Broniewski:
"Do nabycia zająca lub dzika należało zwrócić się do sklepu Hawełki, nie tylko dlatego, aby liczni znajomi przechodnie mogli skomentować zamożność nabywcy, ale i dlatego, że odniesienie do domu można było powierzyć posłańcom czyli ekspresom, którzy na Rynku i ulicy Szczepańskiej zawsze podpierali skarpy Krzysztoforów(członkowie Stowarzyszenia przebywali w dziesięciu punktach Krakowa, gdzie czekali na ewentualnych klientów). Łatwo ich było rozpoznać po czerwonych, płaskich rogatywkach z daszkiem i mosiężnym otokiem. Czerwony nos i takiejże barwy twarz zahartowane na wiatrach przeciągających tu od ulicy Sławkowskiej, sumiasty wąs i francjozefowskie bokobrody i poczciwe spojrzenie siwych oczu. Taksa(opłata) ekspresów nie była zbyt wygórowana, za świadczenia nie objęte taksą płaciło się według dyskretnej umowy. Bardziej krzepcy posłańcy nie tylko transportowali do domów dzika czy sarnę, zdarzało im się też targać fortepiany. Znali praktycznie całe miasto, a przy okazji także bardzo wiele sekretów swych licznych klientów."