Dziesięcioletnia Polly musi ukrywać się wraz ze swoim ojcem przed złymi ludźmi. On dopiero co wyszedł z więzienia i natychmiast ruszył na pomoc córce, bo wie, że skoro odciął się od silnie nacjonalistycznej grupy przestępczej to wyrok na niego i jego rodzinę już zapadł.
Dużo akcji, ale też sporo smętów. Dużo różnych rozwiązań realizacyjnych. A jednak to nie stworzyło dla mnie ogółem dobrego rozrywkowego kina. Gdzieś zaszlachtowano duszę tego filmu po drodze.
Po prostu wygląda jak kolejne popowe akcyjne kino, które ma zachwycić zwykłego widza streamingów.
@pszemek prequel. Cały film się zastanawiamy, czemu stara siedzi z tyłu, a film buduje napięcie. Czy się pokłócili? Czy ją bije? A może ją porwał i tylko kłamie, że to jego żona?
Dopiero na końcu filmu wjeżdża plottwist że ona jedzie z przodu
Tytuł: Czy to wystarczająco czarne?!? Renesans czarnego kina
Rok produkcji: 2022
Kategoria: Dokumentalny / Muzyczny
Reżyseria: Elvis Mitchell
Czas trwania: 2h 15m
Ocena: 7/10
Dla miłośników kina.
Kawałek historii czarnego kina. Od jego początków do boomu blaxploitation. O trudnościach rasowych, o tym jak spory wpływ miało czarne kino na kino ogólnie. Dość prężna filmowa "encyklopedia" kina afroamerykańskiego. Łatwa w odbiorze, choć czasem miałam wrażenie nadinterpretacji pewnych wątków, no ale film jest opowiadany i zrealizowany przez czarnego krytyka filmowego, więc trudno by nie patrzył on na to ze swojej perspektywy.
W każdym razie interesujący dokument o filmach, czyli to co takie potworki jak ja - bardzo lubią - filmy o filmach.
Ot dokument o Arturze Szpilce. O jego życiu i karierze. Dla mnie dość fascynująca postać, bo swego czasu był chodzącym pijarem boksu (niekoniecznie można to ocenić dobrze, no ale był), jego przeszłość zostawia wiele do życzenia: koleś od dzieciaka bił się z kim popadnie, był ultrasem i chuliganem, siedział w "więźniu".
Ale to mnie właśnie fascynuje w Szpilce - że miał, mimo zaczątków kariery sportowej w wieku nastoletnim, wszelkie papiery na zostanie chuliganem, recydywistą, ćpunem i hazardzistą do potęgi. To niemalże cud, że jednak ta kariera sportowa popędziła go w trochę inną stronę - nadal mógł być sobą, czyli nieogarniętym głupcem, nadal mógł bić, ale już bez tego wątku bycia szkodnikiem społeczeństwa. Ba!, można nawet napisać, że przysłużył się społeczeństwu, bo zaczął mu zapewniać rozrywkę.
W filmie jest też aspekt problemów psychicznych - nawet taki "arbuz" intelektualny jak Szpilka musiał zmierzyć się ze swoimi wewnętrznymi demonami. To tylko pokazuje, że depresja może dotknąć każdego.
Ogólnie interesujący dokument dla kogoś kto interesuję się boksem lub MMA (to ja!), więc nie będzie to czas stracony. Szpilka nie świeci inteligencją, ale faktem jest, że ma wymaksowaną charyzmę, więc od oglądania go gadającego nie będzie nas raczej boleć głowa.
@kodyak W sumie tak, też mnie irytuje ten trend, szczególnie że jako fanka tenisa już jestem przeżarta kontentem serialowo-dokumentalnym o tym i to jest tak strasznie nudne...
Ale Szpilka ma charyzmę, plus, jeśli się interesuje jego karierą sportową (żadna ze mnie fanka, ale znam coś tam z jego osiągnięć i porażek), to wchodzi na lekko ten film.
@Mahjong komentarz znajomego o tym "dziele": "nudny dokument o neandertalczyku ktory ma IQ rośliny, no ale dobra w tych czasach nie potrzeba ani grama inteligencji aby osiągnąć sukces w jakiejkolwiek dziedzinie xD"
Proszę szanowanego państwa stało się, piekło zamarzło. W wieku 38 lat wziąłem się za serię filmową, może nie tyle co hejtowaną przeze mnie co niedocenianą. Młody czarodziej z błyskawicą na czole nie miał u mnie wysokich notowań bo w czasie premiery filmów mniej więcej byłem zagorzałym fanem Władcy Pierścieni, Harrego uważałem za dziecinną historię. I tu się pojawia moja hipokryzja bo nigdy nie przestałem lubić kreskówek w tym dobranocek xD
Ale wracając do Harrego, no kurde, oglądałem to z zapartym tchem, widać że Rowling ma pomysł na ten świat, młoda Emma jest jednocześnie wkurzająca da się ją polubić. Draco przypadł mi do gustu chociaż jest taki trochę bullym, Harry i Ron z entuzjazmem odkrywają Hogward. Słyszałem, że im dalej w las tym bardziej jest to mroczna historia i podoba mi się ta koncepcja. A najlepsze jest to, że jak skończę filmy to będę mógł zagrać w grę która została bardzo ciepło przyjęta nie tylko przez fanów.
Obsada: Jim Brown, Ernest Borgnine, Donald Sutherland, Gene Hackman, Warren Oates
Czas trwania: 1h 31min
Ocena: 7/10
Grupa złodziei kradnie pół miliona dolarów w czasie meczu futbolu amerykańskiego. Gdy dochodzi do podziału łupu, wychodzi na jaw, że pieniądze zniknęły.
Jedynkę uwielbiam, a dwójka to jakiś męczący zlepek wrzucanych po sobie losowych scen, które ani nie trzymają w napięciu, ani nie tworzą jakiejś wciągającej całości, ani w większości nie są śmieszne. Jest parę perełek jak nawiązanie do Milczenia owiec, scena wzajemnej psychoterapii głównych bohaterów, czy burmistrz pozer, który siedzi jak p⁎⁎da łajany przez trzęsącego miastem Rysia, ale całości to nie ratuje.
Do tego nowi bohaterowie - nijaki wąż, który jest tylko po to żeby fabuła szła do przodu, oraz kompletnie wkurwiająca bobrzyca z vibem "how do you do fellow kids". I bardzo słaba, dużo bardziej infantylna niż w jedynce polska wersja, z wisienką na torcie - brakiem polskiej piosenki.
I tak, wiem że to bajka dla guwniaków, ale tak gdzieś od czasów Szreka bajki kręci się tak, żeby podobały się też dorosłym. I przy Zwierzogrodzie numer 1 jakoś się to udało. xD
Przewidywalna historia – pewnie dlatego, że została oparta na wspomnieniach prawdziwej osoby, która ucierpiała w wyniku zamachu bombowego podczas Maratonu Bostońskiego. A tak na poważnie, to nawet gdyby fabuła została wymyślona, to i tak raczej byłaby przewidywalna.
Niemniej obecność Jacka Gyllenhaala, do którego mam ewidentną słabość, sprawiła, że film oglądało mi się bardzo przyjemnie. Uwielbiam jego kunszt aktorski, chociaż patrząc po wywiadach, odnoszę wrażenie, jakby wcale nie musiał grać – jakby sam był zmęczony życiem i ciągle próbował wygrzebać się z dołka. Może to kwestia bardzo podobnych ról. A może taki po prostu już jest.
Niemniej, bardzo błyszczał i mocno ciągnął ten film ku górze.
Spodobało mi się pokazanie obciążenia, które spada także na rodzinę osoby niepełnosprawnej, co dodatkowo wzmaga frustrację i bezsilność odczuwaną przez inwalidę. Początkowo Jeff wymaga ogromnego wsparcia – dom nie został dostosowany do jego potrzeb i na przykład mężczyzna musi być wnoszony i znoszony po schodach. Podobnie z łazienką; choć bolesna do obserwowania, scena pierwszego skorzystania z „toalety” została świetnie przedstawiona. Główny bohater raczej nie poradziłby sobie sam – nie tylko fizycznie, ale także psychicznie.
Jako osoba ze zdiagnozowaną depresją utożsamiam się z jego odczuciami. Trudno jest wytrzymać z własnymi myślami, a co dopiero z poczuciem, że stanowi się obciążenie dla bliskich. Kiedy wydawałoby się, że wszystko jest w porządku, że nie ma powodów do narzekania, przecież nic ci się nie dzieje, mózg mówi coś zupełnie odmiennego. Oczywiście nie chcę się porównywać do kogoś, komu amputowano obie nogi, ponieważ to bardzo niesprawiedliwe porównanie dla takiej osoby, jednakże jestem w stanie jej współczuć i ją zrozumieć. Tak samo jak jestem w stanie zrozumieć zachowanie dziewczyny głównego bohatera, która poświęciła dużo, żeby pomóc swojemu chłopakowi i nie ma co się jej dziwić, że w pewnym momencie miała dosyć. Pomaganie osobie w kiepskim stanie psychicznym to nie jest łatwa sprawa, szczególnie, gdy ta próbuje odepchnąć najbliższych, ponieważ może uważać, że nie zasługuje na taką pomoc.
Lubię filmy, które w jakiś sposób mnie poruszają. „Stronger” zdecydowanie do nich należy.
Są filmy które ogląda się jedynie raz w życiu i jest to niewątpliwie taki obraz. Tak jak "jedna bitwa po drugiej" była dla mnie definicją kina rozrywkowego, tak najnowszy film Smarzowskiego stoi na dokładnie przeciwnym biegunie. Mocne kino, rewelacyjnie zagrane przez dwie czołowe postacie, ale dawno już fotel w kinie nie był tak dla mnie niewygodny. Być może niektóre postacie czy sytuacje zostały przerysowane, ale ponoć WS sporo rozmawiał z ofiarami przemocy domowej, podczas pracy nad "domem dobrym". Na mały minus nieco chaotyczna kompozycja tego filmu, czasami nie wiadomo było co jest prawdą. Przy czym był to raczej celowy zabieg.
Clay Anderson napada wraz z bandą na bank, po czym każdy z nich ucieka w inną stronę. Po wyczerpującej jeździe mężczyzna musi zatrzymać się na pobliskiej farmie. Gospodarstwo należy do pastora.
Chyba nie miałam jednak nastroju na komedię wczoraj wieczorem. Pośmiałam się przez pierwszą połowę filmu, potem już trochę rzadziej.
Mimo to wciąż lepsza komedia niż killery i inne niepłaczące chłopaki - przynajmniej dla mnie.
Pewien żołnierz przypadkiem bierze do niewoli niemieckiego generała. W jego radosnych poczynaniach pomaga mu radziecka żołnierka Marusia. I to ich relacja jest główną osią filmu, a nie jakiś tam generał.
Na początku para nie przepada za sobą, acz jest zmuszona razem przebywać. Jednak jak to bywa "kto się czubi ten się lubi" i po serii ciętych ripost w swoją stronę para żołnierzy zaczyna do siebie pałać uczuciem.
Lekko propagandowy ton nie przeszkadza w sumie w oglądaniu, bo tam prawie każda scena i każdy dialog ma charakter humorystyczny.
Na filmwebie skarżą się na wersję bez napisów - to fakt, w filmie wiele dialogów jest po rosyjsku i niemiecku. Znalazłam wersję zrekonstruowaną ładnie na 35mmonline i tam można włączyć napisy jak coś - podaję info.
Warto przypomnieć ciekawostkę - w trylogii "Władca Pierścieni" ("The Lord of the Rings", 2001-2003) Petera Jacksona, mieliśmy zobaczyć sceny przyszłości, gdzie Frodo postanowił zatrzymać pierścień i zostaje... Gollumem! Te fragmenty jednak nigdy nie znalazły się w finalnej wersji filmów
Generalnie j LO jest jakas jebnieta ale to wiedza chyba wszyscy co z nią byli (oczywscie jlo do dzisiaj gra ofiarę) a Ben już widać że ma na wyjebce jej fochy
W #piechuroglada jedyny i niepowtarzalny Alejandro "I shit on the United States" Jodorowsky
----------
Tytuł: The Holy Mountain
Rok produkcji: 1973
Reżyseria: Alejandro Jodorowsky
Kategoria: #surrealistyczny
Czas trwania: 114 min
Moja ocena: /10
Co ja oglądnąłem xD Nie wiem nawet jak to podsumować. Była to ciekawa podróż: nie zawsze przyjemna, przeważnie zabawna, momentami nawet trochę głęboka, ale przede wszystkim totalnie zakręcona. Jedno jest pewne - taki film nigdy więcej nie powstanie, i pewnie dobrze, że tak jest. Myślę, że moim głównym błędem przy oglądaniu było to, że nie zarzuciłem wcześniej kwasa. W każdym razie czas zleciał mi szybciej niż przy El Topo. Polecam @Alembik i @ErwinoRommelo
@Piechur dobra maryśla styknie na seans? Podchodzę z kijem do tego filmu i jakoś podejść nie mogę, może jakiś boost pomoże w typie focus na filmie dzięki trawce?
@Mahjong Myślę, że jak najbardziej. Trzeba trochę przestawić tory myślenia i potraktować to jak majaki. W każdym razie jest też kilka na prawdę zabawnych tekstów i sytuacji, jak możesz to spotęgować trawką, to śmiało
Podczas podwodnej wyprawy u wybrzeży Kuby Johnny odnajduje XVII-wieczny statek, w którym znajduje się skarb. Wraz ze wspólnikiem postanawiają wydobyć go z wraku.
Dostępny na CDA.
Nic specjalnego ale na tle wczorajszego to nawet wybitny bym powiedział a już napewno wciągał i nie nudził
Ależ bym się piwa napił. Już 2,5 miecha bez żadnego 🫡
I to nawet nie tyle o alko chodzi, co o indeks glikemiczny - browar ma 110!
Za to gorzała 0 a rum to różnie, ale dzisiaj rum wjeżdża wieczorem.