Im dłużej myślę o tym filmie, tym niższą ocenę chcę mu dać. Zaczęło się od szóstki, a zjechało o oczko, a teraz zastanawiam się, czy nie wystawić czwórki. Zostawmy więc piątkę - średni.
Uwaga, spoilery.
Do pewnego momentu bardzo mi się podobał, nie będę ukrywał - jak to znajomy ujął, gdy poszedł do kina, myślał, że to film, który spodobałby się raczej jego mamie, niż jemu. Wychodzi na to, że bym się z nią pogadał. ; )
Przestało mi się podobać po pierwszej zmianie narratorki. A im dalej w las, tym gorzej. O zakończeniu nawet nie chce mi się mówić, było strasznie głupie. Zadziwiający zbieg okoliczności, że do domu przyjechała akurat policjantka, której siostra była kiedyś zaręczona z Andrew. Szkoda gadać.
Irański mechanik zbiegiem okoliczności spotyka człowieka, którego podejrzewa, że był jego prześladowcą w czasie więziennych represji
Film skutecznie łączy bycie politycznym dramatem i czarną komedią. Miejscami zbyt łopatologicznie wypowiada swoje tezy jak na mój gust, ale to dalej dobry film o cyklach zemsty
Szanuję Was Tomeczki, więc znowu przychodzę z prośbą o polecajkę. Tym razem chciałbym z Waszą pomocą stworzyć listę "formatywnych dzieł kultury" które kolektywnie uważamy że warto polecić do analizy albo spróbowania młodym chłopakom, żeby mieli z czego wyrosnąć na ludzi. Myślę bardziej o płycie "Kilka numerów o czymś" niż "Panu Tadeuszu". O kontrybucję w społeczności typu klan gry MMO a nie wolontariat w schronisku.
Film - Na zachodzie bez zmian
Serial - Ted Lasso lub The office (niby komedie, ale dzięki wielowymiarowym postaciom jednak głębsze dzieła)
Książka - Kwantechizm 2.0
Muzyka - Łona - Miej wątpliwość
@wombatDaiquiri z filmów mogę polecić "kidulthood" i drugą część "adulthood" bardzo fajnie pokazuje, ze wszystko co robimy ma konsekwencje, szczególnie gowniakom, którzy myślą, ze są Panami Świata. Polecam poszukać i obejrzeć, kiedyś był ciężko dostępny.
Niby to body horror, ale w sumie jakby też nie do końca horror, bo to zaledwie szaty mające przykryć metaforę związku.
Millie i Tim wyjeżdżają na wieś. Oczywiście ten wyjazd ma pomóc im związkowi. I pomaga, ale nie do końca tak jakby oni chcieli. Po tylu latach w ich relację wchodzi lekka stagnacja, zachowują się trochę jak stare dobre małżeństwo.
Niezbyt udana przygoda w lesie prowadzi do niezwykłych wydarzeń. Nagle ich ciała zaczynają działać na siebie jak magnes. Oboje będą próbować do samego końca nie dopuścić do fizycznego zjednoczenia, ale czy koniecznie to będzie najlepszy pomysł? Alternatywą pozostaje niedopasowany związek, który i tak będzie trwał, bo oboje mimo zanikającej między nimi chemii, która reprezentuje zakochanie, nie potrafią bez siebie żyć.
Myślałam, że będzie gorzej. Co prawda na moje oko to body horroru jest ilość legitna, lecz minimalna. Raczej robotę czynią tu aktorzy: Dave Franco i Allison Brie - i ten duet właśnie jest moim zdaniem siłą tego filmu.
@cebulaZrosolu e tam, fajny film w ubraniu body horroru. Nic wyjątkowego, ale dobrze się ogląda, niektóre sceny podnoszą włosy na skórze i wykrzywiają mordkę w obrzydzeniu xD
Jakoś nie czułem tej zachwalanej przez recenzentów chemii pomiędzy bohaterami. Może jedynie w scenie seksu, kiedy czuć, że często widzieli się nago, skoro są małżeństwem.
@cyberpunkowy_neuromantyk bo tam chemia była tylko na papierze, związek w fazie transformacji nie wykazuje cech typowych dla zakochanych, to już praktycznie pełnoprawne małżeństwo w lekkim kryzysie
Sergiusz i jego banda to nastolatkowie zafiksowani na fantasy, RPG i LARPpie. W szkole muszą się męczyć z zapyziałymi nauczycielami i bullerami, jeden szczególnie sobie przypodobał rzucanie jedzeniem w Sergiusza.
Wszystko się zmienia gdy do szkoły przychodzi nowa uczennica - Helena. Sergiusz natychmiast się w niej zakochuje i zaprzyjaźnia się z dziewczyną. Ale ona jakby się bała tego znęcania i przystaje z grupką "elitarnych" uczniów.
Tymczasem Sergiusz ma swoje problemy, z przyjaciółmi, którzy mu zwracają uwagę, że za bardzo się od nich odciął i z ojcem, który stara wychowywać samotnie dwóch synów, no i wiadomo, że nie do końca mu to wychodzi.
Ogólnie całkiem zgrabna komedia coming-out-of-age. Ma sznyt nerdowski, szkolny. Wiele razy pośmiane, i to dobrze pośmiane, ogólnie wyszło lepiej niż podejrzewałam. Good fun.
Fajna kontynuacja fajnej animacji. Przynajmniej kilka razy głośno się roześmiałem i ogółem dobrze się bawiłem, bez nudy.
Po seansie pomyślałem, że trochę szkoda, że nie było tutaj tak, jak w komiksach „Blacksad”. Rozchodzi się o dopasowanie gatunków zwierząt do pełnionej funkcji. Na przykład, że goryl był rzeczywistym „gorylem”, ochroniarzem, a pies policjantem. ; )
No i dużym minusem jest to, że przy polskim dubbingu piosenka nie została przetłumaczona.
Po zakończeniu II wojny światowej, marzący o bogactwie inżynier marynarki wojennej, Steve Martin przybywa do Luizjany wraz ze swoim przyjacielem, Johnnym Gambi by postawić platformę wiertniczą w zatoce. Dochodzi do spięć pomiędzy nimi a lokalnymi rybakami
@WujekAlien Obejrzałem zwiastun. Pomijając to, że będzie to słaby film, bo formuła już dawno się wyczerpała (i ogólnie trójka nie potrafi robić tego, co Clattenburg) to Walentowicz jest tu taki... zwykły. Nie ma tego vibe'u co w serialu, te kwestie czyta tak zwyczajnie. Pytanie, czy to tylko w zwiastunie tak jest i czy współpracowała z nim Antonina Kasprzak.
Wolontariuszka Jen, z jedną nogą krótszą od drugiej, mająca męża Amerykanina, pomaga w szpitalu nad opieką żołnierzy, którzy zapadli w tajemniczą śpiączkę. Sam film opowiada o tym gdzie przebiega granica pomiędzy jawą a snem.
Jen szczególną więź nawiązuje z żołnierzem Itt, nazywając go swoim "synem". Te rzadkie momenty gdy mężczyzna budzi się, spędzają razem, kontemplując własne życie i otaczający ich świat. A owy świat to właśnie "cmentarz wspaniałości". Cmentarz bo historia, pamięć i przeszłość, wspaniałość bo życie? Tak to można zrozumieć, przynajmniej na pierwszy rzut oka.
Sam tytułowy szpital stoi właśnie w miejscu gdzie kiedyś znajdował się cmentarz. Według legend cmentarz ten odwiedzali boscy królowe, który korzystali z energii zmarłych? A może śniących?
Jen spotyka dwie księżniczki z sanktuarium, które wyglądają jak zwykłe dziewczyny, i to one właśnie opowiadają Jen o owym cmentarzu.
To zapewne tłumaczy dziwną katatonię żołnierzy. Jen zaprzyjaźnia się również z dziewczyną-medium, która próbuje odczytać myśli śpiących żołnierzy. Pewnego dnia gdy Itt zasypia nagle w altance dziewczyna zabiera Jen jako Itt w podróż po królewskim pałacu.
W filmie nie widzimy świata snów, nawet owa podróż po pałacu odbywa się wyłącznie w wyobraźni naszej i bohaterów, chociaż prawdopodobnie oni naprawdę przechadzają się po ścieżkach przeszłości.
Jednak owy świat snu, który przenika do rzeczywistości, jest bardzo wyczuwalny. Na tyle wyczuwalny, że czasem i sama Jen będzie potrzebowała klucza by zrozumieć po której stronie akurat się znajduje.
Weerasethakul opowiadał, że film ma także wymiar polityczny, dotyczący Tajlandii. Niestety, bez umownie poznanej historii, szczegółów, ciężko to odczytać. Ale jako film o tym co mamy przed oczami, o nieustającej chęci na sen, by oderwać się od rzeczywistości i tej cienkiej granicy, którą gdy już przesuniemy, ciężko ją potem zauważyć i wrócić do czystej jawy, to spełnia się absolutnie.
Realizacyjnie jest bardzo pięknie, wiadomo, to slow cinema, więc ujęcia trwają przysłowiową wieczność, specyfika ujęć nie zawsze oddaje jakąś ideę, albo to my widzowie mamy trudność z odczytaniem. Myślę jednak, że gdybym przysiadła do pisania o tym filmie w dłuższej formie - w trakcie researchu znalazłabym odniesienia, wszędzie tam gdzie w głowie zostawiłam pytajnik.
Podobało mi się. Muszę przyznać, że przeszłam dzięki festiwalom filmowym niezłą drogę od uczuleniowca na "wolno dziejące się filmy" do fanki powolnego rozkoszowania się kinem.
Oglądam kolejne Parki Jurajskie, teraz drugą trylogię i nie mogę.
Raz że CGI mnie irytuje ale jeszcze bardziej to, że te filmy o tym, że ludzie podejmują serię debilnych decyzji a bogacze bawią się w boga i…. ileż można. W każdym filmie w
zasadzie to samo.
Widziałem też reboot z Jahanson i to już w ogóle było wołanie o pomstę do nieba.
@TwojStaryJeSuchary te dwa pierwsze z tą laską co biegała na obcasach jeszcze nawet ujdą, jak się dobrze popije, ale ostatnie dwa to są jakieś abominacje.
@zachlapany_szczypior amen. Mnie już drugi z tą laską irytował - mamy świat gdzie ANI RAZU nie udały się eksperymenty z dinozaurami i co? I powtarzamy w kółko te same błędy. Irytuje mnie to.
Dałem się skusić po obejrzeniu shorta z tego filmu - spodobał mi się koncept męża, który „próbował przez dwadzieścia dziewięć lat małżeństwa”.
Nie chcę demonizować kobiety, ale dziwię się, że chłop tyle z nią wytrzymał. Mnie zaczęła irytować już od pierwszego pojawienia się na ekranie, począwszy od dziwnego akcentu po sposób komunikacji. Często też atakowała swojego męża, głównie słownie, ale zdarzyło się i fizycznie. Nic zaskakującego, że mężczyzna wolał po prostu milczeć, być nieobecny, co było jednym z zarzutów.
To mnie dziwi, że ludzie w związkach potrafią być dla siebie niemili i często się krytykują. Ba, potrafią nawet ośmieszać drugą osobę w towarzystwie. Może to kwestia niedopasowania do siebie, może kwestia braku odpowiednich wzorców.
Na przykład o synu głównych bohaterów jego koleżanka powiedziała, że często wydaje się nieobecny. O to samo oskarżyła go jego matka, że zachowuje się jak ojciec. Przejął wzorce po rodzicielu, co przy takiej matce również nie powinno dziwić - po prostu wolał jej nie wchodzić w drogę, bo i tak nie mógł mieć własnego zdania. Gdy rozmawiali o wierze w Boga, usłyszał tylko, że gdyby dobrze zrozumiał pewne rzeczy, to by na pewno w niego wierzył, a skoro tak nie jest, to się myli. Kobieta nawet nie potrafiła dyskutować, ponieważ uważała, że tylko ona ma rację.
Po prostu czasem są ludzie, z którymi naprawdę trudno jest żyć. Czy to ich wina? Poniekąd tak, ponieważ trzeba włożyć sporo pracy w to, żeby związek był udany, co oznacza przede wszystkim pracę nad sobą. I tego chyba zabrakło w przypadku głównych bohaterów.
Chaotyczny film, który niby ma opowiadać o końcowej erze twórczości Davida Bowie, ale jakoś tak się rozpędzili, że przedstawili skrawek prawie każdej dekady Bowiego, i dopiero ostatni kwadrans jest o finalnej płycie - swoistym epitafium twórcy, który umarł zaraz po premierze "Black Star".
Ale mimo wszystko zawsze miła ta podróż z panem Bowie, bo pokazuje jak bardzo wszechstronnym i indywidualnym artystą był. Nie bał się brać za rogi z żadną muzyką, szukał inspiracji w różnych gatunkach, byle zawsze postawić na swoim. Jak ktoś fajnie się wypowiedział o nim w tym dokumencie - że Bowie był Elvisem swoich czasów.
Luksemburg, wiek XIX. Trudne czasy tworzą trudnych ludzi do życia - pewna osada radzi sobie całkiem nieźle z przeciwnościami losu. Ale władzę sprawuje tam rodzina Graffów z obrzydliwym ojcem na czele, który uważa się wręcza za boga, wytyczającego los zwykłym ludziom. Jesteście głodni? damy wam chleb w zamian za jedną z waszych córek. Bowiem nestor rodu goni za rozmnażaniem się rodziny Graffów, co sam spełnił całkiem nieźle mając kilku synów.
Dziewczynki, gdy tylko zaczynają miesiączkować, zostają oddane najpierw do dyspozycji seniora Graffa.
Helene przy pomocy jej rówieśnika - syna Graffa, Jona - chce uciec z osady. Ale zostają przyłapani. Ojciec okalecza w ramach kary własnego syna, a Helene wraz z matką i ojcem opuszcza wioskę. Tam jej rodzice zostaną zabici a ona sama zostawiona na śmierć.
Lata później do osady przybywa dziwna, wytatuowana na twarzy kobieta. To właśnie dorosła już Helen, która przybyła by zemścić się na rodzinie Graffów.
W rodzinie jest kiepsko trochę, bowiem synowie Graffa chociaż płodzą na potęgę wnuków, to ci zaraz umierają po narodzeniu. Linia Graffów stoi więc na skraju załamania. Do tego dochodzi konflikt z wojskiem, które nadzoruje budowę kolei. Owy konflikt stworzy właściwie sama Helen, która wchodzi do osady, udając osobniczkę, która chce z nimi żyć, a tak naprawdę od środka chce pozbyć się po kolei każdego Graffa.
Brzmi nieźle, co? I tak jest przez jakąś część filmu. Jednak im bliżej końca tym bardziej męczył mnie ten film.
Realizacyjnie to sprawia wrażenie miszmaszu, niby pod batutą reżysera, ale czasem ten styl ucieka, rozwarstwia się by znów być zwykłym solidnym kręceniem. To na pewno nie pomogło dynamice filmu, która najpierw tworzy z Helene silną i zdecydowaną heroinę, potem feminę, która chce uwolnić też żeńską zniewoloną część osady Graffów, potem ofiarę graffowskich oprawców. Ech, sama postać chyba nie wie kim ma być, na szczęście cel zemsty wciąż żywy i gorący.
Może i bym dała 6/10, bo jednak fajowe zdjęcia (mimo realizacyjnego niezdecydowania), fajni aktorzy no i ten sznyt europejskiej egzotyczności w postaci historii Luksemburga. Do tego motyw zemsty - to zawsze dobry haczyk na widza. Ale druga połowa filmu, gdy straciła świeżość tego wszystkiego co wspomniałam, uwydatnia po prostu średnią solidność tego filmu.
Arystokrata proponuje kochankowi swojej żony nietypową umowę. Zgodzi się na rozwód pod warunkiem dokonania przez niego kradzieży drogocennych klejnotów.