Archeolog Angus znajduje dziwną czaszkę, nie potrafi zidentyfikować do jakiego zwierzęcia mogła należeć. Wraz parą sióstr idzie na przyjęcie gdzie poznaje lorda D'Amptona (w tej roli Hugh Grant), na którego posesji Angus znalazł czaszkę. Jak się okazuje istnieje mit, że przodek lorda zabił swego czasu strasznego potwora - białego wielkiego węża. Siostry wciąż natomiast przeżywają zniknięcie rodziców. Tajemnicze zniknięcia w tym regionie mogą zaraz stać się normą. Niedaleko stąd mieszka lady Sylvia Marsh - przedziwna, seksowna kobieta, która jak się okazuje wyznaje kult Białego Węża - Dionina, który przegrał z Bogiem i musiał opuścić Eden.
Kult sięga czasów rzymskich, a ukąszenie lady zamienia ludzi w wampiry. Nasza czwórka zamierza odkryć tajemnicę potwora oraz zmierzyć się ze złem panującym w wiosce.
Brzmi jak zwyczajny horror, prawda? Ale to horror Kena Russella. Więc sorry, ale nie może być zwyczajny. "Kryjówka Białego Węża" jest wręcz wypełniona erotyzmem, często zahaczającym o przedziwne fetysze jak na przykład wielkie zaostrzone dildo, które posiada (a nawet ubiera w wiadomym celu) nasza femme fatale, lady Marsh.
Niektóre wizje pojawiające się w tym filmie miały nawet taki vibe "Diabłów" tego samego reżysera - w "Kryjówce" zakonnice gwałcone przez rzymskich legionistów, w tle ukrzyżowany Jezus, którego krzyż oplata wielki biały wąż.
Obraz ten jest bardzo campowy, czasami wręcz mocno kiczowaty, ale wizja artystyczna Russella, który z chęcią sięga w inspirację starymi brytyjskimi horrorami, staje się w pewnym momencie miszmaszem tego wszystkiego co właśnie Russell wielbi umieszczać w swoich filmach czyli mocniejsze wątki erotyczne oraz wręcz mityczna lub religijna groza.
Te elementy budują film dziwny, dziwaczny, choć nie odbiegający wcale od prawideł standardowego horroru. Specyficzne ujęcia, nagość i motyw gore - to ujarzmia efektownie definicję filmu grozy i tworzy nową - horror według Kena Russella.
To przeżycie dość intensywne, zabarwione humorem, obrazoburcze. Russellowskie klimaty w swojej pełni. Nie każdemu może przypaść do gustu, bo to czasem jechanka bez hamulców, których brytyjski reżyser nigdy nie umiał zaciągać.
Dla fanów filmów tego pana to będzie gratka. Taka jak dla mnie.
@Mahjong obejrzane, musze przyznac, ze z przyjemnoscia(?). Na pewno z ochota. Ostatnio niewiele mialem sytuacji, ze film mnie wciagnal na tyle, ze nie mialem ochoty co chwile sprawdzac, ile jeszcze do konca. Tutaj caly seans przebiegl bez takiej potrzeby. Oczywiscie juz wiedzialem po Twoim opisie, czego moge sie spodziewac, wiec pewnie i moje reakcje na niektore sceny nie byly takie jakbym to ogladal "z marszu", ale wydaje mi sie, ze widywalem juz bardziej "hardkorowe" sceny ( ͡~ ͜ʖ ͡°) a ze nie mam nic przeciwko takowym to zaliczam ten film do kategorii "podobal mnie sie" i czekam na kolejne propozycje
Tytuł: Koszmar z ulicy Wiązów 2: Zemsta Freddy'ego
Rok produkcji: 1985
Kategoria: Horror
Reżyseria: Jack Sholder
Czas trwania: 1h 27m
Ocena: 4+/10
To nie był tak dobry seans jak pierwsza część. Widać brak ręki Cravena. Fabuła oscyluje wokół chłopaka Jessego, który z rodzicami wprowadza się do domu przy ul. Wiązowej. Jakiego domu to chyba nie muszę wspominać. Oczywiście zaczyna śnić okropne koszmary o spalonym mężczyźnie w pasiastym sweterku.
To Freddy Krueger, który chce przejąć chłopaka by już na całego mordować także na jawie. I idzie mu nawet całkiem nieźle, ale chłopak zaczyna rozkminiać o co się rozchodzi i podejmuje nierówną walkę z psychopatycznym potworkiem.
Film jest wybornie homoerotyczny. Zamiast krzyczących panienek z latającą biustem mamy mokre męskie torsy i nawet parę razy gołe męskie pupcie się pojawiły.
Znów seans współdzielony, więc zabawa była niezła, co jednak nie skusiło mnie do podwyższenia oceny. To po prostu średni horror, powstały na pewnej bazie. Może i można było się pośmiać, pobawić, ale gdybym oglądała sama to bym była rozczarowana ostro. Za tydzień kolejna część - już się boję co tam będzie na mnie czekać
Tak sobie rozmyślam na temat recenzowania dzieł kultury.
Bardzo podobają mi się opinie @WujekAlien o książkach czy @Mahjong o filmach. Czuć i widać, że zapoznali się z danym utworem, potrafią też sporo opowiedzieć, dzięki czemu wiadomo, czego się spodziewać. Przez to dodałem już wiele powieści czy filmów do swoich list na przyszłość.
Ostatnio na Instagramie trafiłem na kilka filmików o książkach, które opierały się na generycznych sformułowaniach. Przykładowo: „porusza współczesne problemy” albo „zamyka współczesny świat w pigułkę, którą naprawdę trudno przełknąć, a jak się ją przełknie, to można porządnej psychodeli”. Jakie współczesne problemy? Nierówności społeczne? Wojnę na Ukrainie? Rosnącą polaryzację? Rasizm? Coraz bardziej popularne zjawisko samotności? Choroby psychiczne? No nie dowiemy się.
Może Instagram nie sprzyja dłuższym formom? Może trzeba przekazywać informacje w jak najszybszy sposób, jeszcze z milionem cięć (nie cierpię tego), żeby przypadkiem odbiorca się nie znudził? A może to tylko mój pech, że akurat natrafiłem na takie filmiki i istnieje wiele profili, którzy tworzą lepsze, krótkie opinie?
@cyberpunkowy_neuromantyk Instagram, to jest chyba najgorsze miejsce (poza TikTokiem, ale z tego nie korzystam) do zapoznawania się z recenzjami filmów, książek czy płyt. Tam jest byle szybciej i dalej, dalej... kolejny filmik, fotka.
11 lutego 1909r. urodził się Joseph Leo Mankiewicz
amerykański reżyser, scenarzysta i producent filmowy.
Napisał ponad czterdzieści scenariuszy i wyreżyserował 22 filmy. W latach 1949 i 1950 zdobył po dwa Oscary za scenariusz i reżyserię filmów List do trzech żon oraz Wszystko o Ewie[3].
Uzyskał także nominacje za reżyserię filmów Detektyw (1972) i Kryptonim Cicero (1952), za scenariusze do filmów Skippy (1931) oraz Bosonoga contessa (1954).
Nominację do Oscara dla najlepszego filmu uzyskała także wyprodukowana przez niego w 1941 Filadelfijska opowieść
Film opowiada o Williamie "Buffalo Billu" Codym (Paul Newman), który w 1885 roku prowadzi rewię "Wild West". Zatrudnia on wodza Siedzącego Byka, by uświetnić show, lecz ich zderzenie ukazuje mistyfikację legendy Dzikiego Zachodu.
Doborowa obsada a mocno średni. Liczyłem na normalny western a tu było tyle tyle go co kot napłakał
Jezuici prowadzą misję mającą na celu chrystianizację oraz ucywilizowanie ludów indiańskich zamieszkujących rozległe puszcze. Ich sytuacja ulega dramatycznej zmianie, gdy tereny, na których działają, zostają sprzedane Portugalii przez Hiszpanię.
Poruszający film okraszony pięknymi zdjęciami oraz kojącą muzyką Ennio Morricone. Obraz o miłości i poświęceniu, zdradzie i przebaczeniu, a także chciwości i bezwzględności. Mocno wybielający samych misjonarzy, pokazujący zazwyczaj Indian jako niewinnych i czystych, jednak nie pozostawiający też złudzeń co do ludzkiej natury i tego, że tam, gdzie w grę wchodzą interesy, jakakolwiek cnota przestaje się liczyć. I choć na końcu pojawia się coś, co można interpretować jako motyw nadziei i przetrwania, to ja nie byłem w stanie go tak odebrać i w dalszym ciągu czuję po seansie smutek. Polecam wrażliwym duszom.
/ Post, który zamieściłem ostatnio na fejsie. Moje luźne przemyślenia /
Dziś po południu wraz z żoną obejrzeliśmy jeden z najbardziej wstrząsających filmów w naszym życiu. Z ciężkim sercem i pod napływem emocji postanowiłem podzielić się własnymi przemyśleniami. Szczególnie, że opowiada PRAWDZIWĄ HISTORIĘ - "Sound of Freedom. Dźwięk wolności".
Otóż sam film mówiąc krótko jest bardzo dobry. W odpowiednich momentach trzyma w napięciu, a kiedy trzeba, wzrusza do łez. Najwyraźniej nie było to tylko moje odczucie, gdyż odgłosy pociągania nosem docierały do mnie również z tej części kanapy, na której leżała Natalia. Twórcy w subtelny sposób przedstawiają ten nieludzki proceder jakim jest handel dziećmi w celach se*sualnych, tak więc osoby bez nerwów ze stali, będących w ciężkim, życiowym momencie być może nie powinny go oglądać - choć mimo tego całym sercem polecam, bo ten film potrafi zmienić człowieka na lepsze.
Aktorzy są wiarygodni, bez chwili wahania utożsamiamy się z przedstawionymi postaciami, szybko odczuwając do nich sympatię. Pomijając już fakt, że główną rolę gra tutaj Jim Caviezel odtwórca roli Jezusa Chrystusa w Pasji. Wyjątkowo przekonująco prezentują emocje, jakie targają nimi mierząc się z dramatami, które mogą wydawać się ponad siły ludzkie. Na pochwałę zasługują również ci najmłodsi aktorzy, gdyż odegrali swoje role niezwykle profesjonalnie, bez wyolbrzymionej dramaturgii. Wszystko świetnie wyważone.
Nie przedłużając jest to bez wątpienia jeden z najcięższych tematów, z jakim może zmierzyć się reżyser, aktorzy oraz widz (PE*OFILIA). Jak już napisałem, twórcy sprawnie i subtelnie poruszają się w tych zagadnieniach i dają widzowi odczuć tragedię bohaterów bez epatowania scenami przemocy fizycznej czy se*sualnej. A jest to tragedia bez wątpienia kolosalna. Film oparty został na prawdziwych wydarzeniach, część elementów historii została oczywiście zmodyfikowana na potrzeby produkcji kinowej, ale jest to nadal historia trzymająca w napięciu przez cały seans i niektóre zwroty akcji były wyjątkowo zaskakujące. Dziw bierze, że film otrzymał tak niskie noty od wielu światowych „guru” recenzentów.
Kiedy już jesteśmy przy "recenzentach", to nie sposób nie odnieść wrażenia, iż ocena "2" wydana przez jedną z tęgich głów portalu Filmweb jest zwyczajną zabarwioną politycznie zagrywką, a nie rzetelnym dziennikarstwem. Uderza to tym bardziej, że 7 na 10 ofiar handlu ludźmi to kobiety i można by się spodziewać, że recenzentki płci pięknej powinny poruszany temat wspierać, ale okazuje się, że w hierarchii celów współczesnego feminizmu wyżej jest niechęć do mężczyzn aniżeli troska o cierpiące kobiety, zwłaszcza te z klasy niższej. Ku zdziwieniu zamiast intensyfikacji debaty o tym, jak przeciwdziałać „sex trafficingowi” (z ang. handel ludźmi w celu wykorzystywania se*sualnego), my widzimy tytuły recenzji typu "bohater, którego nie potrzebowaliśmy".
A właśnie, że potrzebowaliśmy! Statystyki wskazują, iż skala niewolnictwa gwałtownie się powiększa, a każdego roku do sieci trafiają tysiące nowych treści po*no z udziałem dzieci. Co więcej, spora część aktorek filmów dla dorosłych to ofiary handlu ludźmi i tutaj warto zadać sobie pytanie, czy otwierając tego typu strony nie wspieramy ich działalności? Statystyki wskazują na to, że korzystanie z takich stron xxx jest pośrednim wspieraniem handlu ludźmi i napędzaniem tej obrzydliwej machiny wyzysku, dehumanizacji i deprawacji.
Ale chwileczkę, czy wybitnie wyedukowani psycholodzy nie powtarzają od lat, że korzystanie z por*ografii jest zdrowe, a nawet niezbędne do prawidłowego rozwoju ludzkiej seksualności? Otóż nie, nie jest to zdrowe. Korzystanie z por*ografii to aktywność, która szybko przeradza się w kompulsję i uzależnienie. Całkowicie zaburza obraz naturalnej relacji dwójki szanujących się ludzi, a co więcej, jak wykazano to w badaniach obrazowych, uzależnienie od por*ografii powoduje "wygładzenie" płatów czołowych kory mózgowej i pogorszenie zdolności do myślenia abstrakcyjnego i samokontroli. Zanim ktoś mnie nazwie szurem, to proszę dokonać samodzielnego przeglądu literatury naukowej (PubMed).
Co więcej prowadzi to do niezdolności odczuwania przyjemności i satysfakcji z normalnych stosunków intymnych, a niekiedy impotencji. Ludzki popęd w ogromnej mierze regulowany jest przez dopaminę, która wydziela się w odpowiedzi na bodziec oraz w trakcie skutecznego zdobywania obiektu pożądania. Z tym że tolerancja dla dopaminy wzrasta, tak jak tolerancja dla alkoholu czy innych narkotyków. Dlatego też dla uzyskania podobnego poziomu pobudzenia i satysfakcji konieczne są co raz większe dawki środków stymulujących i tak samo jest z por*ografią. Osoby uzależnione oglądają co raz bardziej intensywne treści, otwierają jednocześnie wiele zakładek z różnymi filmami, żeby przeskakiwać między nimi aż dochodzą do takiego momentu, że dla poczucia nowości i ekscytacji konsumują treści, których kilka lat wstecz nigdy by nie dotknęły. Zjawisko to jest dobrze opisane w literaturze i niestety przemilczając to wszystko, dajemy jednocześnie ciche przyzwolenie. Im młodszy jest mózg wystawiony na działanie takich treści, tym większe są patologiczne zmiany w jego strukturze oraz funkcjonowaniu i jest to o tyle niebezpieczne, iż teraz masowo dajemy dostęp do Internetu dzieciom, które z własnej woli lub bez niej są eksponowane na takie treści.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że cały ten instagramowo-netfliksowo-tiktokowy szlam sprawia, że stajemy się zobojętniali na ogromną krzywdę jaka spotyka obecnie od kilku do kilkunastu milionów dzieci, będących se*sualnymi niewolnikami, ku wszechobecnej akceptacji. Jest to nasza mała osobiście, lecz wielka globalnie tragedia, gdzie często Ci na samej górze są uwikłani w „te” sprawy.
Jestem w pełni świadomy, że poruszając „tę” tematykę wystawiam się na atak z jakiejkolwiek strony w naszej odwiecznej wojnie polsko-polskiej lub jak kto woli damsko-męskiej. Mimo to moim wpisem chciałbym zachęcić do obejrzenia tego filmu (link poniżej) pragnąc jednocześnie dać trochę otuchy nie tylko młodym facetom, którzy czują, że są w szponach nałogów, ale przede wszystkim młodym kobietom, które poddawane są nieustannej se*sualizacji i uprzedmiotowieniu. Istnieje czyste zło, a sama zmiana świata to katorżnicza praca, lecz każdy może przecież zacząć od osoby, którą codziennie widzi w lustrze. Może gdy nabierzemy w tym nieco pokory i zaczniemy częściej pracować nad sobą zamiast szukać wad wśród innych, to życie na tej dziwnej planecie pośrodku nieskończonego kosmosu stanie się nieco mniej samotne i nieznośne, a nasze bezbronne dzieci poczują się bardziej bezpieczne, "bo Dzieci Boże nie są na sprzedaż..." - cytat z filmu.
Pozdrawiam,
Paweł
*niestety pewne słowa musiałem ocenzurować – polityka Facebooka. Część zawartego tekstu jest zaczerpnięta z Internetu.
Link do obejrzenia filmu ON-LINE (przed publikacją był blokowany 5 lat i nie ma go na żadnym innym VOD). Cena 14,99zł:
W dzieciństwie w moim domu telewizor służył raczej jako sprzęt do bajek dla mnie. Rodzice korzystali z niego dość rzadko. W związku z tym zapamiętałem głównie kreskówki oraz od czasu do czasu oglądaną przez mamę klasykę kina i polskie seriale. Jednym z nich był "Jan serce". Jednak oprócz tego, że jako nastolatek zarejestrowałem w głowie, że grał w nim Kazimierz Kaczor nic o tej produkcji nie wiedziałem. Na szybko: facet w wieku 40 lat wiedzie typowe życie tzw. starego kawalera mieszkającego z matką. Jego problemem jest to, iż pozostaje idealistą i w pewnym sensie romantykiem szukającym miłości. Ktoś w internecie napisał, że po takim serialu, to tylko kupić sznur. Fakt, jest niewesoło. Tytułowy Jan miota się uczuciowo między różnymi kobietami nie zaznając szczęścia. Jednak nie to mnie trzymało przy ekranie. Akcja dzieje się we wczesnych latach 80. i doskonal pokazuje w jakiej szarzyźnie pogrążony był nasz kraj. Wszechobecna bylejakość, wóda lejąca się przy każdej okazji, a jak nie wóda, to piwko na smutki, na radości, przy rozmowie, po rozmowie a jak nie piwko to "pani naleje dwa koniaki". Janek ma 40 lat a wygląda gorzej niż mój ojciec emeryt z problemami kardiologicznymi. Dodatkowo serial świetnie pokazuje toksyczną relację syn-matka z której niby każde chce się uwolnić ale nie potrafi chociaż powinno walnąć pięścią w stół i ułożyć sobie życie po swojemu. Duży plus za sceny, które są niemal jak z filmu dokumentalnego np. bal dla samotnych organizowany przez biuro matrymonialne. Serial na pewno nie dla współczesnego widza. Sceny bywają długie, dialogi rozwleczone. Przyznam, że kocham klimat kina sprzed lat, ale nawet dla mnie było to czasami nie do zniesienia. No i momentami chciałem potrząsnąć Jankiem, który w tym swoim idealizmie jest nie do zniesienia nawet dla mnie urodzonego romantyka. Chciałem go trzepnąć w łeb i powiedzieć "weź se chłopie znajdź normalną laskę a nie te toksyczne baby". Aha Janek jest kibicem Polonii Warszawa i za to ma plusa.
@ArmandoNumber5 pewnie chodzi Ci o ten wpis: https://www.hejto.pl/wpis/jezeli-bylby-jakis-serial-majacy-oddac-ducha-przegryw-to-jan-serce-zdecydowanie-
Też miałem małe Deja Vu jak zacząłem czytać ten dzisiejszy ;)
Kolejny "szybki" film Safdiego. Dynamika akcji czasem wkracza na takie zakręty, że prawie driftujemy w kinowym fotelu (lub na kanapie, jak kto woli). Chalamet podąża z charyzmą i potęgą ambicji niczym na złamanie karku jako Marty.
To typ faceta, który nie cofnie się przed niczym by dążyć do swojego celu - tym celem jest wyjazd do Tokio, na mistrzostwa w tenisie stołowym. Dla Marty'ego nie ma granic nie do przekroczenia - podejmie się wszystkiego byle zdobyć, to co chce.
Wielkie zachwycenie jest tym filmem, ale dla mnie jednak Nieoszlifowane diamenty miały bardziej równą dynamikę. Marty biega, piędzi, krzyczy - jest go wszędzie pełno, Wypełnia obraz całym sobą i dobrą decyzją było obsadzenie Chalameta.
Jednak już w trakcie i po seansie czułam się przytłoczona - nie ma tam czasu na głębszy oddech, refleksje same się nawijają, ale akcja leci dalej i czas na rozmyślania minął. Oglądając ten film czułam się jakbym robiła speedrun chociaż film trwa przecież 2 i pół godziny, więc całkiem sporo!
Film z dwupaku - poszłam do kina właśnie na Martiego, był moim docelowym seansem, ale jak idę do studyjniaka to lubię jeszcze dołożyć jakiś seans, jeden po drugim i tam wpadła przed Martym "La grazia", która mnie po prostu rozwaliła i zdominowała ten filmowy wieczór. Marty wypadł po tym obrazie nieźle, ale nie aż tak nieźle.
Prezydent Włoch (fikcyjny) i jego ostatnie pół roku mandatu. Akcja filmu skupia się wokół dwóch próśb o ułaskawienie i ustawy o eutanazji. Podróżujemy więc razem z Prezydentem (w tej roli znakomity Tony Servillo) nie tylko przez gabinety i rozmowy o polityce, ale także przez jego życie - wielka tęsknota za zmarłą żoną, skomplikowane stosunki z córką, którą Prezydent wprost wielbi i ceni mocno - wie już, że ona go przerosła.
W tym filmie każda wymiana zdań jest ważna, a przemyślane zdjęcia dodają uroku, nie jest to przy tym wcale nadęty obraz (papież w dredach odjeżdżający na skuterze vibe). Oglądało mi się wybornie, wprost na spiętej d⁎⁎ie. Jestem absolutnie zachwycona tym obrazem, nie spodziewałam się, że tak mnie skupi i tak weźmie równocześnie za głowę i serce.
Warto zobaczyć prawdziwe rozterki głowy państwa, szczególnie w czasach gdy na czele jednego z największych krajów na świecie jest klaun, który uprawia ze swojego zawodu pośmiewisko.
W filmie Sorrentino nie ma tego - tu są poważne sprawy i prezydent czuje wielką wagę swoich decyzji.
Mały, niepozorny ninja w kratkę znowu wraca do akcji i jak zwykle pakuje się w kłopoty większe niż on sam. Jest sporo absurdu, czarnego humoru i tekstów zdecydowanie nie dla najmłodszych dzieci.
Taxi
Kraj produkcji: Francja Gatunek: komedia sensacyjna / akcja
Taksówkarz który zamienia ulice Marsylii w tor wyścigowy łamiąc wszelkie możliwe przepisy. Gdy jego klientem zostaje policjant bez prawa jazdy razem w zmodyfikowanym Peugeot 406 usiłują złapać niemiecki gang złodziei.
Teściowie 3 Kraj produkcji: Polska Gatunek: Komedia familijna / komedia obyczajowa
Kto powiedział, że chrzciny są spokojne? Tutaj to dopiero pole minowe… Na prowincji, gdzie cisza powinna panować jak w kościele, chrzciny zamieniają się w ciąg obyczajowo‑kabaretowy, każdy ma swoje żale, tajemnice i… romansowe plany!
Wielki marsz
Kraj produkcji: USA Gatunek: Thriller / horror
Fabuła filmu to najbardziej ekstremalny spacer dla odważnych! 50 uczestników rusza w świat przyszłości, gdzie każdy krok może być ostatnim, a tempo… cóż, nie zna litości. Jeśli myślałeś, że maratony są męczące, poczekaj, aż zobaczysz, co się dzieje, gdy ‘idź albo giń’ staje się oficjalną regułą gry.
Wakacje Jasia Fasoli Kraj produkcji: Wielka Brytania Gatunek: Komedia
Jaś Fasola jedzie na wakacje, a po drodze psuje wszystko, co się da, myli taksówki, kręci „film” i przypadkowo ląduje na festiwalu filmowym.
@AdelbertVonBimberstein @TyGrySSek Osobiście bardziej podobał mi się pierwszy sezon pełny humoru jaki mnie bawił. Ten film był trochę inny i nie do końca w moim guście ale myślę, że zawsze warto sprawdzić bo ogólnie ma dobre oceny.