Nie ma co, Mushibugyo (2013) należy się co najmniej pół laurki, i wielką niesprawiedliwością jest, że seria nigdy nie dostała ciągu dalszego, na który ewidentnie szczuła. A co my tu mamy? To raczej staroświecki shounen, umiejscowiony gdzieś w szogunackim Edo, które trapione jest co i rusz przez gigantyczne owady, zwalczane przez naszych bohaterów. To pseudo-wiedźmiństwo, mimo iż brzmi nieszczególnie ciekawie, jest fascynujące z kilku względów.
Seans napędzany jest osobą głównego bohatera – Jinbei, młodego samuraja z zadupia, wezwanego do stolicy w zastępstwie ojca na stanowisko pogromcy robaków w urzędzie ds. ich zwalczania. To niespecjalnie bystry, ale bardzo szlachetny i dobroduszny chłopaczyna, zawsze nienagannie grzeczny w mowie, jakkolwiek nachalny w uczynkach. Nigdy złego słowa nie powie i zwyczajnie nie miewa przecież tak popularnych w shounenach momentów obniżenia nastroju, tragedie wyłącznie nastrajają go bojowo do walki o dobro i piękno – i nie brzydzi się cycuchów, na które regularnie wpada. Jinbei to topowy bohater, i być może wyłącznie brak owej nuty fatalnej sprawia, że nie jest specjalnie rozpoznawalny wśród bohaterów shounenów w ogóle.
Seria wcale zresztą nie przesadza z przygnębiającymi wątkami, które Jinbei sprawnie rozbraja niemal z marszu. Kontrastuje to fascynująco z tym, jak Mushibugyo nie wzdraga się od juchy i trupa ścielącego się gęsto, a same walki z robakami bywają dość dosłowne i obrzydliwe. Nie jest to pod tym względem jeszcze poziom niesławnego Fejto, na szczęście. Jak to w tego typu produkcjach, tłuką się tu zuchy sporo i głośno, i niewątpliwą wadą seansu jest to, jak mało power-upów ktokolwiek tu dostaje poza głównym bohaterem, stąd szczególnie taki czarownik Tenma jest zwyczajnie nieciekawy.
Seria zasługuje na pół laurki, bowiem – do mniej więcej połowy serialu, skupia się na jakichś jednostkowych historyjkach wokół miasta Edo, powoli wplatając wątek niezależnych łowców robali, których cele wcale niekoniecznie pokrywają się z celami naszych bohaterów. Zostają raczej bezceremonialnie zdjęci z planszy, i natychmiast zaczyna się kolejny wielki arc, trwający już do końca serialu, a przy tym wytracający sporo z początkowej świeżości. Być może nie zgodzimy się w tym punkcie, ale naprawdę w nosie mam ten przysłowiowy fabularny ‘progres,’ i zdecydowanie bardziej podoba mi się sączenie historii przez sploty drobnych wydarzeń, niż dramatyczne parcie na ciąg dalszy.
Mushibugyo tu traci, bowiem wyprowadza bohaterów z Edo, wrzuca na ekran kilka dodatkowych postaci drugoplanowych, które niemal natychmiast zdejmuje z tapetu, wreszcie zupełnie zmienia logikę walk – o ile do tej pory walczyli nasi bohaterowie z bezrozumnymi robalami, to od tej pory stawiać czoła będą robakoludziom, samoświadomym indywiduom, niekoniecznie sprawnie napisanym. Relatywizuje się zresztą wątek ich robaczywości do granicy zainteresowania, robiąc z nich niejako po prostu jakieś figury z bajki typu sentai, tyle że z motywem robaków.
Na ratunek przychodzą OVA, znowu wspaniale przyziemne i dobrodusznie sprośne, nagroda za forsowny marsz przez finał serialu właściwego. Jeżeliby w tej konwencji wykonano choćby i kolejny cour, pewnie bym nie śmiał nawet serialu krytykować, ale inaczej się potoczyły kości. Jak najbardziej warto obejrzeć, ale też będąc świadomym, że nie będzie to już nigdy tasiemiec na pięć sezonów i trzy kinówki, tylko drobiazg do obiadu.
Powoli kończy nam się sezon, byłem już w stanie zakończyć niektóre serie na malu zatem powoli mogę polecić co wg mnie powinno wzbudzić wasze zainteresowanie, jeśli jeszcze nie sięgneliście po dany tytuł. Dodatkowo, jeżeli porzuciliście którąś z polecanych serii zachęcam do dania drugiej szansy.
Zbliżamy się wielkimi krokami do finału, ale naiwnym jest wg mnie sądzić, że zamkną serię wraz z końcem tego sezonu. Widziałbym raczej coś, co wyeksploatuje franczyzę do cna. Kolejny sezon + film byłyby tu jak znalazł – dostaniemy więcej dobroci a twórcy nahapią się szmalu. Seria zdecydowanie wysoko zawiesza poprzeczkę pod kątem wizualnym. Nie zdziwiłyby mnie doniesienia o nadużywaniu nadgodzin przez pracodawcę i fali rozwodów wśród pracowników po zakończeniu emisji. Znane nam postaci dostają często nowe ciuszki jak Ichigo czy Rukia w formie śnieżynki i całkowicie odświeżony design jak Kenpachi. Po moich początkowych zarzutach kapitanowie i społeczność dusz odbudowują się po ataku z zaskoczenia. Shinigami i Quincy klepią się po pyskach aż miło. Walki zwykle nie są przesadnie przeciągnięte, ale nie można też powiedzieć, że wybitnie wciągające. Zwykle jest po prostu poprawnie co nieszczególnie wzbudza jakieś większe emocje. Raczej wciąż seria jedzie na zbudowanych relacjach i emocjach z emisji sprzed lat niż buduje coś nowego. Jak już odgrzewamy tego kotleta to życzyłbym sobie chociaż świeżych ziemniaczków. Seans zdecydowanie do zaliczenia.
O serii wyraziłem się dość trafnie dlatego pozwolę sobie powtórzyć.
Seans z tych słodko-gorzkich. Bajkowy świat fantasy w pięknej oprawie graficznej. Ciekawe postaci poboczne, angażujące historie i wyzwania z przyjemną muzyką. Ma się wrażenie jakby wchodziło się do ekskluzywnej restauracji czujemy się wręcz troszkę onieśmieleni. Trwa to jednak tylko chwilę kiedy na ekran wraca Rudeus. Niczym żul wsiadający do autobusu zaczyna roztaczać wokól siebie odrażający zapach. Można to ignorować, ale zapach wręcz dusi.
A im dalej w las tym trudno nie odnieść wrażenia, że akcja stoi w miejscu, nie dzieje się nic, czego nie można by streścić w krótkim specjalu. Dalej jest to jedno z najładniejszych anime, jakie uraczymy w ostatnich latach. Szkoda tylko, że historię toczy przebrzydłe raczysko z przerzutami. Niechętnie to piszę, ale warto obejrzeć i wyrobić sobie własne zdanie.
Sezon podzielił nam się na dwie części. Wspomnienia Gojo najwyższa klasa. Nie ma co tu się dowalać pięknie wprowadza nas do tego jak powstał obecny rozkład sił w uniwersum JJK. Ta część jest dla mnie 10/10 i must watch. Wracamy jednak po kilku wybitnie dobrych odcinkach do rzeczywistości i głównych bohaterów pierwszej serii. Wracają te niskiego lotu żarty i taki sielski klimacik szkolny. Cisza przed burzą i ciekawi mnie jak to będzie wyglądało po zakończeniu emisji. Można ponarzekać na gorszą muzykę, ale jak coś się sprzedaje wizualnie to i w sumie warto wciepać gorszych artystów by ich trochę wylansować na popularnym tytule. Pomimo wað póki co wg mnie najlepsze z dużych anime tego sezonu, zachęcam nadrobić.
Przejdźmy zatem do kącika serii szczerze polecanych, bo i świetnych acz mniej znanych. Wszystkie dla mnie póki co na 8-10/10.
Seria troszkę mnie zawiodła przez wstrzymanie emisji, ostatnie sezony dają nam tym w kość. Pomimo trudności serial dowozi dalej. Mamy do czynienia z zabawną, emocjonalną historią ludzi wchodzących w swoją dorosłość. Zmagają się ze swoją przeszłościa, czy teraźniejszościa i brakiem doświadczenia życiowego. Nie przeszkadza to im jednak w parciu przed siebie i krok po kroczku rozwoju siebie. Apokalipsa zombie, która ich spotkała zaprzepaściła szansę na normalne życie, jednak stworzyła możliwości na przeżycie fascynującej przygody, którą wg mnie mamy szczęście śledzić. Fajna muzyka, solidna grafika, dużo dobrej treści i świetne żarty sytuacyjne. Seria ma kilka luk, które odbierają jej realizmu, ale to przecież apokalipsa zombie nie wszystko musi się tutaj trzymać 100% kupy. Dla mnie 10/10 dobrze wpasowuje się w moje gusta.
Gdyby ktoś mi powiedział, że zagłosował na moje szczęśliwe małżeństwo jako anime sezonu nie byłbym zaskoczony. Seria dobra graficznie z pięknym openingiem i ciekawą historią. Spotyka się z krytyką przez wciepanie w to wszystko zdolności paranormalnych i trzeba przyznać, że dopóki seria się na nich nie skupiała była po prostu lepsza. Nawet jeśli zboczyliśmy trochę ze ścieżki realizmu wszystko jest w miarę spójne i ogląda się to bardzo dobrze. Dla miłośników dram must watch, dla przeciętnego animezjadacza warto rozważyć seans.
Lindenfilms mają jakoś ostatnio dobrą passę. To jest seria, której potrzebowaliśmy w świecie Kenshina. Stonowany głupkowaty humor, zrezygnowano z zapychaczy i historia pędzi niczym Lewandowski po kontrakt z Barceloną. Ciekawe postaci i dobrze rozwijane relacje między bohaterami. Wszystko w cieszącej oko oprawie graficznej. Tytuł o samurajach, więc oglądamy jak to główny bohater klepie zadki wszelkiej maści rzezimieszkom. Takie remake’i klasyków zawsze chętnie obejrzę i gorąco zachęcam.
I jeśli nie jest się koneserem to tutaj można poprzestać. Dalsze serie to tytuły raczej dla chętnych lub ludzi totalnie odklejonych od rzeczywistości wciągających isekaie do obiadku. W paru słowach czy polecam, czy jednak lepiej poświęcić czas na coś innego. Z tych lepszych:
Przypomina mi troszkę Yuukoku no Moriarty. Tworzy dużo szumu wokół siebie i kreuje się na wielce detektywistyczne a bardziej przypomina kino akcji i to dość mało wyszukane. 6-7/10
Koteł jest bardzo fajnie wykreowany. Historia rozwija się ciekawie i co rusz dostajemy jakieś wstawki z przeszłości uzupełniające naszą wiedzę o życiu bohaterów. Z dwóch serii Gohands z tego sezonu po moim początkowym zachwycie nad panią Hilary teraz skłaniam się do tego, że mistrzowski kot jest tą serią, którą warto obejrzeć. 6-7/10
Okazuje się, że seria nie rezygnuje ze swoich początkowych założeń i tutaj łapie plusika. Schemat postępowania bohaterów zaczyna jednak przypominać łapanie pokemonów co przestaje mieć już taki mroczny klimat. Wszystko odbywa się dodatkowo bez kosztów np. ran, utraty czegoś ważnego dlatego powoli zaczyna pojawiać się znieczulica na emocje i krzywdę postaci. Wciąż mam wrażenie, że kryje się w tym wszystkim jeszcze jakiś plot twist, ale trzeba być cierpliwym. Seria ma mieć 25 odcinków. 7/10
Twórcy Helcka po początkowych śmiesznych odcinkach musieli, w końcu włożyć tutaj trochę zawartości. Wygląda jak zwykłe przygody w świecie fantasy, tylko że parka bohaterów jest śmieszniejsza od średniej animowej. 7/10
Całkiem spoko anime o pojedynkach. Sili się na mądrzejsze niż jest, ale ogląda się to zaskakująco dobrze. Ziomek stara się oszukać szkołę, że jest największym przekoksem a pomagają mu w tym różnego rodzaju oszustwa, triki czy włamania do systemów informatycznych. 6-7/10.
Czas na tytuły dla koneserów przedział 4-6/10 w zależności jak dobrze dany gatunek wam wchodzi.
W bajki włożyć umiejętności negocjacyjne bohatera. Za to bardzo fajny isekai o ziomku, który stara się zostać kapłanem bitewnym. Można porównać do klasy paladyna z wielu gier. 6/10
Jak opisywałem jednemu ze znajomych to anime ugrzęzło gdzieś w mule na dnie jeziora. Ale jakoś kurczę zadomowiłem się w tym syfie i oglądam dalej. Anime o babeczce, która ląduje w grze randkowej i zbiera przydupasów jak zbierało się karty w wiedźminie II. 4-5/10
Nieśmiały romans dwójki bohaterów gdzie babeczka ma wadę wzroku stępnia z 13 posterunku i notorycznie zapomina okularów. Przejadło mi się po paru odcinkach, może komuś podejdzie bardziej. 4-5/10.
Kupa straszna, ale akcje ma fajną. Ludzie zmieniają płeć jako swoją manifestację posiadania umiejętności magicznych więc dla wszelkiej maści genderowców must watch. Dla reszty takie se 4-5/10.
I tutaj się zatrzymam na chwilkę, bo anime przypadło mi do gustu. Król demonów reinkarnuje się w postaci chibi babeczki i nawiedza dawnego bohatera. Ten nie ułożył sobie życia celebryty i wylądował na marginesie społecznym. Trudna relacja bohaterów i ciekawe wydarzenia. Są cycuchy 6/10.
Fantazje twórców o możliwych problemach androidów i rozwijania sztucznej inteligencji w postaci humanoidów. Nawet było poważne dopóki nie wciepali tam dramatu yuri dwóch androidów. 5/10
Główny dostarczyciel scen ecchi tego sezonu. Kobitek jest sporo, każdy ma w czym wybierać, bohater nie grzeszy inteligencją i babeczki zresztą też. Sceny są sprośne i gęsto wypełniają każdy odcinek. 6/10
To jedno z tych szkolnych, których za cholerę nie jestem w stanie zrozumieć. Jakieś losowe postaci robią losowe rzeczy i obrażają się na siebie w losowych momentach. A wszystko co złe zwala się na faceta. 4/10
Isekai, ziomek potrafi skopiować wszystko co widzi, magię innych również. Całkiem przyjemnie się ogląda, ma się satysfakcję z poczynań bohatera. 5-6/10
Jak tu się nic nie dzieje. Kiepski sezon, durne karmienie bohatera wątpliwościami. Fundamenty fabuły zostały zburzone. Ni wiadomo w jakim kierunku to idzie 1-3/10
Ja z tego sezonu polecam jeszcze Biao Ren i Shiguang Dailiren 2. Wszystko chińskie, ale naprawdę całkiem niezłe. Dziwi mnie jedynie niska ocena na malu tego pierwszego. Co do drugiego to pierwszy sezon mi się bardziej podobał, ale ten też jest okej. Ogólnie jak nie macie już dobrych anime do oglądania to polecam przejrzeć te robione przez chińczyków. Niektóre są fajne i niech was nie zrażą simsowe postacie, dziwne animacje i częste używanie slowmotion w walkach.
Zwycięzcą wakacyjno-hawajskiego pojedynku jest Tapu Fini (58,3%), na drugim Tapu Lele (25%), trzecie miejsce egzekwo Tapu Koko (8,3%) i Tapu Bulu (8,3%).
Dziś wracamy do klasycznych trójek. Przed wami "Trio Światła" i motywy astralne. Jest to dość ciekawa zgraja. Dwa pierwsze stworki to różne drogi ewolucji tego samego pokemona, czyli Cosmoga. Za to trzeci potrafi połączyć się z tą dwójka i osiągnąć inną formę. Naprawdę ciakwa to mechanika gry.
Tytuł leżał u mnie na dysku od lat, ale w końcu na każdego przyjdzie pora.
W mieście Otomo grasuje morderca, ubrany w dość pokraczny kostium, ale jednak morderca.
Główny bohater - Hayato, postanawia napisać o tym artykuł, więc musi wrócić do swojego rodzinnego miasta. Po drodze pomaga pewnej małolacie, przez co zyskuje pomocnicę i sporo problemów. Miasto jest odcięte przez wojsko, więc od razu wiadomo że dzieje się tam coś dziwnego.
Co my tu mamy?
Mordercę w masce, sektę, wojsko, mutanty, krwawe rytuały i różnorakie ciemne interesy.
Czego tu nie ma?
Logicznego wyjaśnienia całości.
Ech, ale od początku. Postaci da się polubić, klimacik gęsty (nie tylko od dymu papierosowego, choć przyznam że dawno nie widziałem go tyle w jakiejkolwiek serii), całość jest interesująca. Fabuła rozwija się bez pośpiechu, ale przyjemnie się to śledzi. Jednak na sam koniec, autorzy próbują zamknąć wszystko w 2 odcinkach. Zupełnie jakby zapomnieli że nie mają do dyspozycji 26, a tylko 13 odcinków. Chaos. Pospiesznie pozamykane wątki, albo informacje których nie da się zrozumieć bez sprawdzenia wiki i ogólny bezsens.
OP na początku mi się nie spodobał, później go polubiłem. Miał taki vibe starych amerykańskich seriali typu X files albo Supernatural.
ED typowo melancholijno nudnawy.
Może gdyby faktycznie mieli więcej czasu antenowego, wyszłoby z tego coś dobrego. Jednak końcówka pogrzebała to anime.
5/10
Na koniec jest też dziwna akcja
SPOILER
z ciążą pomocnicy Hayato. Na wiki wyczytałem, że to jego dzieciak, ale to dziwne, bo oni nie mieli żadnych relacji tego typu. Ona nawet szukała gościa w którym była zakochana, a Hayato nawet specjalnie nie lubiła. Najdziwniejsze jest to, że ten dzieciak to późniejszy protagonista anime "Cyborg 009", a jego ojciec zostaje antagonistą. Wydaje się to dodane trochę na siłę.
Pojedynek starterów 7 generacji wygrał Rowlet (57,89%), na drugim miejscu Litten (26,32%), na końcu najmniej popularny Popplio (15,79%).
Co prawda wakacje się już skończyły, ale Wrzesień jest dość ciepły. Jeśli jednak komuś brak wakacyjnego klimatu to będzie pojedynek dla niego. Bo oto mamy "Duchowych Strażników Wysp" w stylu Hawajskim, albo raczej Alolańskim.
Tak więc do wyboru mamy jedno z wyspiarskich bóstw:
1. Kū (war, politics, farming and fishing)
2. Kāne (procreation)
3. Lono (fertility, agriculture, rainfall, music and peace,and formally fictillius)
kurrw wreszcie skonczylem ogladac wszystkie sezony jigoku shoujo strasznie monotonne to bylo ale jakos wytrwalem troche sie tez zawiodlem bo myslalem ze to bedzie bardziej brutalne... jeszcze musialem bulic 5zl za transfer na chomikuj zeby pobrac 2 3 i 4 sezon kurrw prxy okazji pobralo mi the empire of corpses ktore chcialem obejrzec obejrze je sobie za jakis czas
Nie znając kompletnie oryginału One Piece zabrałem się za serial i było świetne. Chyba najlepsza adaptacja anime jaka powstała. Świetnie dobrani do scenariusza aktorzy, nie jest przesadzone przeniesienie typowego dla anime stylu walk i zachowania bohaterów.
Zmobilizowało mnie to też do zaczęcia oglądania anime(chociaż ilość odcinków przeraża) i już od samego początku widać, że fabuła jest nieco zmieniona/dostosowana do serialu. Jak bardzo mnie nie pytajcie, bo jestem na etapie tego co w serialu jest w 1 odcinku
Serial połknąłem w jeden dzień. Mocne 8/10 jak ktoś lubi takie klimaty i jeśli będzie 2 sezon to z przyjemnością obejrzę.
@TenebrosuS Jedna z najbardziej frustrujących mang - zwłaszcza jak na koniec widzisz "Break next week" albo "Break next four weeks" bo Pan Oda chorowity jest.
Przyszła wreszcie pora na zmierzch bożyszcza, czyli ostateczne rozwiązanie kwestii deathnotowskiej. Być może słyszeliście kiedyś o tej niespecjalnie popularnej serii, jaką jest rzeczony Death Note (2006), z japońskiego Death Note, albo Katowski Kajecik. Seria ta istnieje w świadomości weebów wszelakich od tak dawna, że było całkowicie naturalnym, był nie miał nigdy wątpliwej przyjemności się z nią zaznajomić. Wątpliwej, bowiem nie jest to aż tak durna rozrywka, jaką jest choćby równie kultowy Code Geass. Death Note wcale sprawnie brnie przez swoje pierwsze fabularne hooki i nie potyka się o własne nogi, przykuwając do ekranu jak najlepszy dreszczowiec. Potem, jak to zwykle bywa, wreszcie nadąża za nim niedorzeczność całej hecy.
Znacie tę historię, prawda? Znudzony kostucha, Ryuk, zrzuca swój magiczny zeszyt do zabijania w świecie śmiertelników, żeby zobaczyć, co się niby stanie. Podnosi go oburzony na wszechobecny rozkład moralny Light Yagami, który, na szczęście Ryuka, nie jest jakimś tam kmiotkiem, który pobawi się chwilę i zaraz go coś zdmuchnie z planszy, tylko – geniuszem. To także licbus, ale jego życie szkolne nie jest zupełnie eksponowane, stąd darowano nam choćby tego krzyża. Light badawczo podchodzi do sprawy i zadaje sobie trudu, by doskonale zrozumieć reguły rządzące zeszytem – bo co to niby znaczy, kogokolwiek imię tu zapiszę, niechybnie zginie? Przez tych kilka odcinków jest naprawdę dobrze.
Nie jest to slice of life z życia domorosłego mordercy niegodziwców, bowiem prędziuśko zostaje wyprofilowany przez policję jako mieszkaniec prawdopodobnie Tokio, prawdopodobnie uczeń, choćby po godzinach tego, kiedy konkretnie i kto konkretnie umiera. Nie może tak być, że ktoś tu sobie indywidualnie wymierza sprawiedliwość, mordując na odległość kogo popadnie, w jakiś magiczny, niewykrywalny sposób – do schwytania sztubaka wysłany zostaje najtęższy umysł na planecie, w osobie tajemniczego L, króla detektywów. Możemy się zastanawiać w tym momencie, czy bajka aby nie grała na długość 1-cour, choćby z racji tego, jak błyskawicznie rzeczy mają miejsce.
Do tego momentu zapewne widzowie Death Note wciąż niejako pamiętają Death Note, jednak im dalej w las, tym zabawy jest znacznie, znacznie mniej, wręcz w tempie wykładniczym. Najpierw torturowani jesteśmy „drugim zabójcą,” następnie rozwlekłym wątkiem dobrowolnego uwięzienia Lighta, następnie żenującymi podchodami L, który słusznie zakłada, że Light jest zabójcą, ale przecież stracił pamięć, więc czy na pewno jest tym zabójcą? Niech pomaga w śledztwie... Równolegle, motyw nadprzyrodzony zostaje haniebnie wyjawiony, chowając przy tym rewelacyjnego Ryuka do szafy już prawie do końca całej bajki. Dalej klasyka, koszmarny wątek korporacji Yotsuba, timeskip, kolejne postępowanie w sprawie zabójcy, tyle że już prowadzone przez jakiegoś dzieciaka. Finał godny głośnego rechotu.
Death Note wywala się ordynarnie na pysk pod ciężarem tych nieustannych gierek i podchodów, piętrzące się keikaku sprawiają, że staje się seansem koszmarnie powolnym i przegadanym, a wreszcie szytym już nieznośnie grubymi nićmi, znacznie wykraczając poza granice zawieszenia niewiary. Serial staje się zwyczajnie męczący, i ja osobiście wyznaczam początek swojego zmęczenia w momencie tego, gdy Light planuje z góry utratę pamięci przez zrzeczenie się zeszytu, ale zarazem planuje i odzyskanie zeszytu później, w karkołomnej kombinacji. Żonglerka (kilkoma) zeszytami tyle dała, że pogubiłem się zupełnie, i przestałem zwracać uwagę na to, kto powinien wiedzieć co w danym momencie.
Nie jest też to seans wizualnie atrakcyjny, ni w ząb. Dzieje się głównie w kilku wnętrzach na krzyż, i o ile nie ma uchybień w sztuce, to też nijak nie umila nam się zabawy w jakikolwiek niebanalny sposób. Ileż razy można gapić się na wymieniające się raz po raz gęby Lighta i L? Nie umilają nam tego ani na chwilę jakiekolwiek atrakcyjne cyce w obsadzie. Nadrabia nieco soundtrackiem, wcale niewielkim, jak na serial 3-cour. Znacie zapewne doskonale te wszystkie kościelne chórki, które przyspawane są do scen z Lightem, a także gitarowe wygłupy, gdy akurat to L jest górą. W finale Death Note pozwala sobie nawet na jakieś szafowanie 3d modelami samochodów, z całą pewnością w racjonalnym celu.
@tobaccotobacco Właśnie sobie czytam mangę bo oglądałem to wieki temu i zgadzam się z każdym zdaniem, ledwo już męczę ale tylko kilka zeszytów do końca. Anime wydawało się o wiele lepsze ale fakt że pamiętałem tylko początkowe wątki.
Tytuł jest streszczeniem fabuły. Zła korporacja wysyła na ziemiopodobną planetę pewnego zabijakę złodupca oraz loli robota z shotgunem, by zrobili rekonesans przed podbojem owej. Trafiają w sam środek wojny królestwa już sam nie pamiętam czego z królestwem demonów i mają tam swoje przygody.
Bajka jest generycznym niskojakościowym kasztanem-wypełniaczem sezonu, który mocno męczy widza już od pierwszego odcinka. Nie uświadczymy tutaj niczego co by przypominało fabułę, a aspekt komediowy całkowicie leży. Komuś coś się ostro pojebało i stwierdził, że jak napcha pod korek krindżowego fanserwisu to będzie jednoznaczne z komedią. Nie jest. Postacie to kolejna porażka, a jej synonimem jest główny bohater, który miał być cheeky bastard, a wyszedł z niego cheeky retard. Miała to być taka cool postać lekkoducha zdobywającego "punkty zła" za niecne uczynki, które może wymienić na nagrody od swojej korporacji. A na ekranie mamy typa, który biega i łapie wszystkich za cycki.
Wieje nudą od prawa do lewa, jedyną atrakcją są kolejne sceny napastowania drużyny przez głównego bohatera, a kulminacyjnym momentem animu, gdzie osiąga swój peak, jest sytuacja, w której główny bohater rozpina rozporek, wyciąga fujarę i kładzie ją na czole pewnemu dygnitarzowi.
Tytuł nie bardzo nadaje się nawet jako typowy odmóżdżacz, bo wymagałoby to zejścia do poziomu odmóżdżenia będącego zagrożeniem dla życia i zdrowia. Parodia isekaia musi spełniać jeden obowiązkowy warunek - musi choć trochę śmieszyć. Tu niestety się nie udało.
Dodatkowy minus za żenujące i nieśmieszne nawiązania do Konosuby.
Litten jest ok, ale jego finałowa forma to pomyłka. Powinien być fire/fighting, za to Teapig powinien być fire/dark. Pomijając to i tak jest dość nudny, choć ma fajną shiny wersję.
Popplino, fuj. Jestem fanem wodnych starterów, ale ten jest najzwyczajniej w świecie paskudny. Jego dalsze formy są nawet gorsze. Okropieństwo.
Rowlet to elegancki jegomość. Muszka z liści jest świetna. Kolejna forma dostaje fryz na bogatego dzieciaka, zaś ostatnia wygląda jakby stracił pozycję i został rzezimieszkiem. Nie przepadam za wyglądem ostatniej formy, ale fajnie, że dostaliśmy poka typu grass/ghost.
Piętnaście lat temu na ziemi coś jebło, co konkretnie, nie wiadomo.Teorii jest wiele, wszystkie to tylko domysły. Pewny jest tylko stan faktyczny jaki to pozostawiło - niewielkie skupiska ludzi żyją w wyizolowanych grupkach żerując na resztkach cywilizacji, a grasujące tu i ówdzie monstra od czasu do czasu pożerają co mniej uważnych.
Seria jest podzielona na dwie części - jedna to migawki z życia grupy dzieciaków żyjących w zaawansowanej technologicznie enklawie, gdzie dorastają pod czujnym okiem szerokiego grona naukowców. Druga, to tułaczka żyjących na powierzchni ludzi, próbujących przeżyć na ruinach świata. Tu obserwujemy dwie postacie, młodego chłopaka i odrobinę starszą dziewczynę, którzy zawarli pakt - znajdą razem "Niebo", choć dla każdego z nich niebo jest czymś innym. Kwintesencją bajki jest rozgryzienie w jaki sposób splatają się losy pierwszej i drugiej grupy.
Tengoku Daimakyou jest fantastycznym kinem drogi. Podróż Kiruko i Maru przez post-apokaliptyczne ruiny Japonii to jedna z przyjemniejszych rzeczy jakie mi ostatnio przyszło oglądać w anime. Jest między nimi chemia, ich perypetie są mocno ugruntowane w przedstawionym świecie, wiarygodne oraz trzymające w napięciu. Turlają się po tym złowrogim świecie szukając wiatru w polu i unikając niebezpieczeństw czyhających na nich na każdym kroku.
Troszkę gorzej wypadł aspekt gówniaków trzymanych w złotej klatce, ale może jestem niesprawiedliwy i moja delikatna niechęć wynika tylko i wyłącznie z oklepania tego tematu. Ten motyw w chińskich bajkach ograny jest do bólu i o ile miał tu swoje quirki oraz twisty i ostatecznie nie wypadł jakoś specjalnie źle, to jednak troszkę za mało by dorównać jakościowemu post apokaliptycznemu szabrowaniu, w kontraście do którego został zestawiony.
Wizualnie seria jest mocną pozycją w portfolio Studia I.G., czyli górna półka górnej półki. Mamy śliczne klimatyczne scenerie z motywem przewodnim upadku ludzkości, postacie o fajnym designie i pierwszorzędnie zekranizowane sceny akcji. Good job. Jest tylko jedno ale, o którym wspomnę poniżej.
Bajka delikatnie sypie się w dalszej części, pojedyncze wątki poboczne zaczynają odstawać jakościowo od reszty, a jako punkt graniczy wyznaczam tu odcinek numer dziesięć. Jest to gościnna wizyta reżyserska pana Ikarashiego znanego z tytułów Triggera i moim skromnym zdaniem jest to dramat. Dotychczasowa spójność artystyczna serii zostaje dosłownie zdemolowana, a postacie zmieniają się w śmiesznie machające łapkami pokemony z dużymi głowami. To był błąd. Dalej seria dążąc do finału stawia dosyć mocno na shock value, którym chce zagiąć widza, robi się mrocznie i nieprzyjemnie, a przecież ten jeszcze nie pozbył się z głowy triggerowych śmiesznotek i fikołków, które mu przed chwilą zaserwowano. Kto to w ogóle wymyślił.
Ostatecznie jest to takie trochę gorsze Shinsekai Yori, wiele elementów tutaj się pokrywa. Dzieciaki manipulowane przez dorosłych, odkrywanie swojej seksualności, mroczne i ciężkie motywy niekoniecznie z happy endem. Tajemnica jest niezła, sporo jest zostawione dla widza by rozgryzł sam i rozkminił sobie jakąś pasującą teorię. Widziałem, że troszkę ludzie rzucali w tę serię błotem bo homo/trans/lgbt, ale można to całkowicie zignorować. To jest jedna z tych sytuacji, gdzie jest to całkiem legitny wątek fabularny i nie ma się do czego przyczepić. Rzadki przypadek.
Podsumowując - troszkę gorsze Shinsekai Yori to ja biorę w ciemno każdego dnia.
Obejrzałem w swoim życiu kilkanaście, może więcej anime, które mi się w większości mi się podobały, niektóre miały genialne pomysły na które żaden zachodni serial by się nie odważył, jednak wydaje mi się że nie chciałoby mi się poświęcać czasu na kolejne produkcje, od każdego anime jakie próbowałem ostatnio oglądać się odbijałem. Poza tym chyba każde jest o dojrzewających nastolatkach, czy Japończycy mają jakąś obsesję na tym punkcie? Ok, nie wszystkie takie są ale wszystkie popularne.
@Wannasauna bo wszyscy pracują w korpo, a czasy nastoletnie wyglądają tak że za jakąś pierdołą ugania się wianuszek dziewczyn wliczając w to jego siostrę
Wielki turniej na najlepszą eeveelucję dobiegł końca. Zwycięzcą okazał się Eevee (50%), na drugim miejscu był Flareon (26,47%), trzecie miejsce zajął Umbreon (23,53%).
Cieszy mnie wygrana Eevee. Jak widać nie trzeba się zmieniać, aby być najlepszym. Tak jak w obrazku rozpoczynającym turniej, tak i na końcu podstawowy lisek jest na topie.
Choć przyznam, że jestem zaskoczony przegraną Umbreona.
Dziś mamy ostatni pojedynek 6 generacji. Mamy tu 3 mityczne poki, które łączy jedynie to, że zostały zaprezentowane w magazynie CoroCoro. No i mają kółka w designie.
Po tygodniu mamy wyniki 3 grup z wielkiego turnieju na najlepszą eeveelucję. Oto wyniki z grup, których zwycięscy zaraz zmierzą się w ostatecznym pojedynku.
Tak jak przypuszczałem Umbreon był zdecydowanym faworytem 1 grupy. W 2 grupie niespodzianka, zawsze uważałem ognistego za tego najnudniejszego. 3 grupa cieszy mnie wygrana Eevee.
Doceniam surrealizm, brutalność i czarny humor tej produkcji. Ma też ciekawy klimat i mocne momenty, ale ogólnie to dość mocno przeceniane dzieło jeśli mam być szczery. W dużej mierze działa jako parodia klasycznych shounenów typu Naruto czy Bleach, ale nie wprowadza żadnych dużych innowacji. Lubie ale nie kocham.
kurrw obejrzalem 1 sezon jigoku shoujo a 3 pozostale mozna znalezc po polsku chyba tylko na chomikuj krrw ogolocic mnie na 5zl chca zlodzieje #przegryw #anime #animedyskusja #zalesie
@PrzegralemZycie panie ja jestem tluk ja nawet na rowerze sie jezdzic nie nauczylem i nie zdalem 2 razy 1 klasy technikum a co dopiero jezyka sie nauczyc