#2137

179
4697

Zaloguj się aby komentować

13 723,58 + 11,02 + 12,01 + 16,01 + 10,26 + 11,02 + 2,63 + 7,01 + 1,34 + 10,11 + 21,37 = 13 826,36


No i kolejny tydzień minął. Ciężko było z nowym układem dnia, trzeba było skrócić dystanse ale udało się jakoś zachować codzienne bieganie. We wtorek nie dało się rano, to poprawiłem po południu W piątek, w ramach przygotowań do sobotniej nocnej dyszki przetestowałem buty i skalibrowałem czujnik micoach, zaliczając parę okrążeń na bieżni w tempie ~4:30/km. W sobotę rano potuptałem grzeczne 7 km żeby cokolwiek zaliczyć, ale myślami byłem przy nocnej dyszce...

I OTO NADEJSZŁA

Atmosfera super! Dziki tłum biegaczy, na Rynku tłumy kibiców. Muzyka, światła, serducho biło radośnie. Początkowy plan "potuptam se spokojnie z kolegą co zającuje na 49 minut" z nagła szlag trafił, gdy się okazało że kolega jednak będzie zającował na 44 minuty xD Oczywiście nie było innej opcji jak ustawić się na 44 minuty Jak się porywać, to na coś trudnego, nie? Żeby było weselej, okazało się że kolega jednak odpuścił, bo jutro (znaczy się dziś) leci maraton i planuje sub 3h (co pewnie zrobi na luzie, wariat jeden). No ale jak już tam stałem to co robić?

Poszło ostro. Najpierw było ciężko, bo dość ciasno - nie mogłem się przebić do zajączków, bo tyle ludzi się pchało i miejscami trzeba było zwolnić. Zając zastosował tradycyjną metodę odsiewania plew - pierwsze kilometry były w tempie w okolicach 4:08/km, i z zadowoleniem stwierdziłem że nawet daję radę. Tuż po pierwszym kilometrze zaskoczenie - na Dietla przebijała się między autami karetka, ale przebiegłem na długo przed tym zanim dojechała do skrzyżowania. Moje obawy o ciemność i niepewną nawierzchnię okazały się być mocno na wyrost - było całkiem spoko, choć przed pierwszym kilometrem jakieś dziewczę zaliczyło wywrotkę

Nie sprawdziłem trasy więc leciałem przyklejony do zająca. Było dobrze, na 5. kilometrze wpadła życiówka na 5 km (20:25), choć były dziwne rozjazdy znaczników i tego co mówił mój zegarek więc mam lekkie wątpliwości co do tej życiówki. Tempo mi trochę spadło, zając zaczął się oddalać - ale cisnąłem ile sił. No i wtedy pojawił się Wawel

Spodziewałem się podbiegu, ale nie spodziewałem się że będzie dużo krótszym podejściem - zdecydowanie ostrzejszym, niż się spodziewałem. W ogóle nawet nie przypuszczałem że tam jest podbieg xD taki ze mnie kurde Krakus. Wpadłszy na Dziedziniec Arkadowy zobaczyłem, że dogoniłem zająca - oj, coś to mieszkanie na szczycie wzgórza chyba daje Pan Zając wiedział jak prowadzić, zagrzewał do walki i przyspieszenia na zbiegu - z czego skorzystałem. Potem Planty, przelot Sławkowską... Pan Zając lekko zwolnił i zagrzewał do przyspieszania, fabryka na 100%... i meta! NIE WIERZĘ! Czas poniżej 44 minut! Ja pierdzielę, życiówka Najlepsze, że na ostatnim kilometrze nie tylko doszło te 100 metrów, ale w bonusie doszło kolejne ponad 100 xD Z tego co widzę, wszyscy mieli podobne odczucia - ktoś tu trochę namieszał z mierzeniem dystansu xD

Ostatecznie wyszło 43:33 i jestem open 404 - przy niemal 7500 biegaczy uważam to za bardzo fajny wynik W wynikach widzę, że mnie zaliczyło do M50 - w tej kategorii byłem siedemnasty Tak czy siak - mega czad! Nie spodziewałem się aż tak dobrego wyniku!

Potem jeszcze poczekałem na znajomych, w tym na zajączkę z 1:04 która chciała ze mną wrócić. Jak się wszyscy zebraliśmy, podreptaliśmy ten kilometr z hakiem do auta i potem już porozwoziłem dziewczyny.

A dzisiaj? No byłem nabuzowany po wczorajszym biegu jak jasny pieron! Sam z niczego obudziłem się o 3 rano, jakimś cudem zmusiłem do ponownego zaśnięcia - ale i tak wstałem przed budzikiem, kwadrans przed 5. Niespiesznie się pozbierałem i o 5:21 wyruszyłem na mój tradycyjny dystans Biegło się bardzo fajnie, nawet zaskakująco szybko jak na poranek po rekordowym nocnym biegu - ostatecznie wyszło tempo 5:23/km. Po drodze spotkałem jednego rowerzystę i zero biegaczy - pewnie albo odpoczywali po dyszce, albo się szykowali na dzisiejszy Cracovia Maraton

Spoko to był tydzień i bardzo fajny weekend. Oby tak dalej
Arbuz zjedzony, a ja trzymam kciuki za znajomych lecących maraton


Miłej niedzieli!

#sztafeta #bieganie #2137

c8ab7a21-c127-46b4-a9e0-5d2af96ee784

Niepotrzebnie się wtrąciłem. Przez to teraz zdobywasz osiągnięcie

  • W sumie... Hardkor edyszyn! (350 km)



Listę swoich osiągnięć możesz zobaczyć na hejtostats

A jeśli masz dosyć Marvina marudzącego pod Twoimi postami, to możesz mu w ustawieniach powiedzieć, żeby się odczepił.

c0cba325-b93e-4e9e-bc4f-bfea0188eb0f

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

12 965,05 + 21,37 + 5,01 + 1,08 + 21,37 = 13 013,88


Kolejny fajny weekendzik


Nie było ciśnienia, więc oba dni z późnym

startem - wczoraj niewiele przed 7, a dzisiaj już niemal o 7:30


W każdym razie wczoraj wjechał uczciwy papatonik w tempie 5:18/km - w sumie szybciej niż się spodziewałem, ale nogi same niosły. Było bardzo przyjemnie - na termometrze +2°C, a wiatr, choć mocny, na kluczowym odcinku (Wały Wiślane) wiał w plecy.


A że jestem wariat, to tym razem nie zakończyłem papatonu pod domem, tylko w pobliskim parku z myślą o zaliczeniu parkrunu Ponieważ doleciałem na osiedle zbyt wcześnie, to zrobiłem jeszcze zakupy w biedrze i piekarni... i nagle się kuźwa późno zrobiło xD Doleciałem na miejsce, musząc jeszcze dobić ostatnie metry papatonu, gdy towarzystwo już odliczało do startu Doleciałem do 21,37 km, zatrzymałem i zapisałem aktywność, odpaliłem nową, poczekałem na GPS... w tym czasie wszyscy wystartowali Po chwili GPS złapał i pobiegłem jako ostatni - przede mną 94 osoby, miałem więc okazję poczuć jak to jest jak się ktoś stawi w zdecydowanie niewłaściwej strefie startowej xD Byłem ciut zmęczony, ale postanowiłem spiąć poślady żeby zobaczyć na ile mnie stać No i poszło chyba całkiem nieźle, bo przebiegłem te 5 km w średnim tempie ~4:40/km (a ten parkrun to sporo przewyższeń, 4 okrążenia a na każdym nawrotka i kilka bardzo ostrych zakrętów) kończąc na 18. pozycji Potem już tylko spokojny kilometrowy trucht do domu z zakupami w mięsnym po drodze


A dzisiaj było baardzo fajnie Obudziłem się o 6, pełen energii, po chwili wstała też żona. Na zewnątrz... -3°C ale jak mi zeszło na kawce z żoną, karmieniu kota, wymianie baterii w pasku (wytrzymała tym razem 8 dni, heh) to się zrobiła prawie 7:30, a temperatura zdążyła urosnąć do +2°C. Ustaliliśmy co mam kupić z pieczywa i śmignąłem.


Po wczorajszym - jak by nie mówić, intensywnym - dniu, gdzie na koniec nawet sobie nie zrobiłem rolowania obolałych nóg, nastawiałem się na spokojny trucht. Ale po pierwszych metrach stwierdziłem "nie chce mi się" i przyspieszyłem Doszło do tego, że po drodze się zorientowałem że jak tak dalej pójdzie to będę bez sensu stał pod zamkniętą piekarnią - więc oczywiście nie zwolniłem, tylko odszedłem na dalszy krąg, żeby dotrzeć do piekarni nieco po 8. Strategia była dobra, co prawda parę minut spędziłem w kolejce ale po chwili już leciałem w kierunku Wałów Wiślanych. Tym razem wiatr obrócił się o 180 stopni i był idealny wmordewind, ale niespecjalnie się tym zraziłem - poza tym leciałem w pełnym Słońcu, więc taki wiaterek przynosił nawet trochę miłej ochłody. Potem wleciałem do Lasku Mogilskiego, dzika tym razem nie było a potem przez COMCOM, okolice Zalewu Nowohuckiego i nową drogą obok Urzędu Pracy doleciałem do osiedla i pod dom.


I co? Średnia 5:10 min/km Wiem że to nic niezwykłego, ale miło że mimo dociążenia dzień wcześniej udało mi się polecieć lepiej. Nie mam teraz żadnych planowanych startów poza nocną dychą przed Cracovia Maratonem, ale tam kolega zającuje na 50 minut więc pewnie sobie towarzysko z nim podrepczę na luzaka.


Od poniedziałku zmiany w życiu i porannym rozkładzie dnia i będzie mi ciężej biegać rano, a już na pewno strzelać papatony ale w sumie to się bardziej rozbija o samodyscyplinę i chodzenie spać o jakichś normalnych porach typu 23-24. Się zobaczy. Trochę pewnie spuszczę z tonu, ale tylko trochę.


A póki co pękło 250 km w kwietniu.


Miłej niedzieli!


#sztafeta #bieganie #2137

943ef89e-60ab-4cfc-b616-da7c09a865ec

Sprawdziłem to kilka razy. Niestety nadal wychodzi, że zdobywasz osiągnięcie

  • W sumie... Hardkor edyszyn! (250 km)

  • Dokumentalista (30 zdjęć)



Listę swoich osiągnięć możesz zobaczyć na hejtostats

A jeśli masz dosyć Marvina marudzącego pod Twoimi postami, to możesz mu w ustawieniach powiedzieć, żeby się odczepił.

c0cba325-b93e-4e9e-bc4f-bfea0188eb0f
6cd4047d-9ea9-4f73-8576-4ee398acd9b3

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

12 442,75 + 21,37 + 21,37 + 11,39 + 21,37 = 12 518,25


No to kolejnych parę papatonów do kolekcji, a przy okazji pękło 200 km w kwietniu Wczoraj niestety obowiązki domowe i rodzicielskie nie pozwoliły na właściwy dystans, ale dobre i takie 11 z hakiem


Dzisiaj było fajnie, bo wybiegłem przed piątą rano i było -2°C W ruch poszły rękawiczki - chwilę myślałem nad opaską na uszy, ale uznałem to za mocny overkill. I dobrze, bo bym się chyba zagotował - wiatr był raczej słaby, a do tego wyszło piękne Słońce Biegło się nawet fajnie, coś tam starałem się trzymać uczciwe tempo - ale jak już zaczął się powrót pod górkę, to się rozleniwiłem i średnia mocno spadła.


Przede mną weekend, pewnie się domyślacie co wpadnie xD


Za to od poniedziałku zmienia mi się trochę harmonogram dnia - a zwłaszcza poranków - i obawiam się, że ciężko będzie strzelać codziennie papatony, średni dystans raczej zmaleje.


No i koniec końców odpuszczam Cracovia Maraton Jak najbardziej się czuję na siłach i pewnie bym na luzaka przebiegł, ale żona tak panikuje na samo brzmienie słowa "maraton" że uznałem że nie ma co się aż tak stawiać. Na spokojnie sobie za rok pobiegnę, przynajmniej będzę już w pełni w kategorii M50 Ale przynajmniej polecę sobie nocną dyszkę - nadal jest taka fajna trasa z przelotem przez Wawel więc będzie bardzo fajnie!


Miłej reszty piątunia!


#sztafeta #bieganie #2137

ed68a2e0-18ec-4c8c-8d89-6746f5202016

Tak. To ja uznałem, że to wystarczy do przyznania osiągnięcia

  • W sumie... (150 km)

  • W sumie... Hardkor edyszyn! (200 km)



Listę swoich osiągnięć możesz zobaczyć na hejtostats

A jeśli masz dosyć Marvina marudzącego pod Twoimi postami, to możesz mu w ustawieniach powiedzieć, żeby się odczepił.

ee34779a-d52b-4bbb-a9ca-f14269954e0d
c0cba325-b93e-4e9e-bc4f-bfea0188eb0f

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

12 065,40 + 21,37 + 21,37 = 12 108,14


Jestem prosty enron, mam obowiązki enrońskie.


KRYĆ SIĘ!


I mokrych jajek


#sztafeta #bieganie #2137 #swieta

260e623d-1b9b-4178-911c-ecd514db7f25

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

11 919,09 + 12,37 + 9,00 = 11 940,46


No masz, gapa ze mnie xD


Miał być standardowy papatonik, dzień w miarę luźny - więc się specjalnie nie spinałem, wstałem spokojnie przed 6. Miałem spokojnie sobie pobiec - a tymczasem obudził się najmłodszy syn, a po chwili drugi... i zgłosił problem z bólem barku (ostatnio go sobie popsuł), więc trzeba było kombinować jak go ratować. Szczęśliwie kąpiel i okład z żywokostu naprawiły sytuację, a już się zastanawiałem czy na sygnale z nim nie jechać na jakiś SOR...


Wyruszyłem w końcu o 7:22 - i biegło się przyjemnie, choć powoli. Doleciałem do piekarni po 7 kilometrach, kupiłem chleb zamówiony przez żonę... a tu telefon. Już się bałem, że coś poważnego - ale okazało się, że lista zakupów rozszerzyła się o piersi z kurczaka - i to w trybie CITO xD Jedyne dwa sklepy w których kupuję mięso w Krakowie to mój osiedlowy i drugi, koło którego właśnie byłem - a że nie chciałem ryzykować że ten osiedlowy jest zamknięty (albo pusty), to kupiłem od razu te filety i z bólem serca ruszyłem najkrótszą drogą do domu. Dotarłem, dobijając do minipapatoniku czeskiego - tak na wszelki wypadek, gdybym nie dostał pozwolenia na dalszy start


I co zrobiłem? A raczej co miałem zrobić? Stop, klik klik, wznów później, gotowe.


A co zrobił zegarek, czyli co zrobiłem ja? Bzzt aktywność zapisana xD

No nic, widać tak było pisane 

Ale ponieważ jeszcze nie wszystkie zakupy załatwiłem, to przekazałem żonie wszystkie rzeczy, wziąłem drugi plecaczek i śmignąłem dalej. Akurat dochodziła 9 rano, punkt 9 doleciałem do startu naszego parkruna - nawet zdążyłem zapozować do wspólnej fotki, po czym wystartowaliśmy.


Jak zwykle niespecjalnie się starałem, a im później tym bardziej zaczynałem cisnąć. Kurde niereformowalny głupek xD nigdy się nie nauczę dać se na luz… Niedługo po starcie byłem szesnasty, ale że nasz parkrun jest dość specyficzny z licznymi podbiegami i ostrymi zakrętami/nawrotkami, to na koniec awansowałem do 10. pozycji, którą mi kolega ukradł niedaleko przed metą - sam dotarłem równo w 23 minuty, więc nie tak źle jak na staruszka po 13 kilometrach biegu 

Chwilę pogadałem, życzyłem wszystkim wesołych świąt i poleciałem dokończyć zakupy. Nie mogło oczywiście zabraknąć arbuza w biedrze - kocham naszą biedrę, panie zawsze dla mnie kroją arbuza a czasami nawet z własnej inicjatywy robią połówki i ćwiartki. Potem jeszcze dwa sklepy - i koniec końców do domu dowiozłem równe 21,37 kilometra choć w dwóch ratach.


A potem znajomy wysłał fotkę - akurat postanowił sobie strzelić parkrun na Błoniach, który zawsze jest obstawiony przez najszybsze dziki. Fotka z jego tokenem po ukończeniu... tokenem numer 1 Jezu co za gość!


A żeby już nie zanudzać - to życzę Wam wszystkim Wesołych, Radosnych, Pogodnych, Błogich, a jeśli ktoś chce to i


ROZBIEGANYCH Świąt, kochani! Trzymajcie się!


#sztafeta #bieganie #2137

44307a30-9e27-45c1-be1f-b9e3869e6d51

Tak, to ja to liczyłem. Tak, wyszło, że zdobywasz osiągnięcie

  • W sumie... (80 km)



Listę swoich osiągnięć możesz zobaczyć na hejtostats

A jeśli masz dosyć Marvina marudzącego pod Twoimi postami, to możesz mu w ustawieniach powiedzieć, żeby się odczepił.

ee34779a-d52b-4bbb-a9ca-f14269954e0d

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

11 667,92 + 21,37 + 21,37 = 11 710,66


I tak sobie mija dzień za dniem na tej wsi Tak, wiem, powinienem był wczoraj wrzucić wczorajszy papaton, ale że poszedłem usypiać synka to w zasadzie na tym się dzień dla mnie zakończył xD


A dzisiaj luzik - dzień niespieszny, żadnego ciśnienia, jedynie trzeba było kupić chlebek do święcenia i banany Wstałem na luzaka o 5:30, powolutku się ogarnąłem, wypiłem kawkę, pogadałem z żoną, po czym tuż przed 7 wybrałem się na tuptanko.


Wczorajszy papaton ominął okolice Wisły, takoż i dzisiejszy - ileż można biegać tą samą trasą? Pewnie jutro tam wrócę, może boćki już dotarły? Zobaczymy.


Aha, bynajmniej nie szykuję papatonowego kwietnia - tak po prostu wyszło


Miłego Piątunia!


#sztafeta #bieganie #2137

f3618a78-56a4-4695-a724-40a78142d529

To ten moment, w którym z przykrością informuję o osiągnięciu

  • Ja nie dam rady?! (21,37 km)

  • Kapitan barki (kwiecień)

  • W sumie... (60 km)

  • Nie mogę rozmawiać bo biegnę! (10 000 km)

  • Dokumentalista (20 zdjęć)



Listę swoich osiągnięć możesz zobaczyć na hejtostats

A jeśli masz dosyć Marvina marudzącego pod Twoimi postami, to możesz mu w ustawieniach powiedzieć, żeby się odczepił.

36853423-9e4c-4b7c-8489-9c7381578963
cec0fe2c-9dc3-4d0b-b198-207906778337
ee34779a-d52b-4bbb-a9ca-f14269954e0d

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować