#2137

179
4581

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

363,57 + 12,37 + 21,37 + 12,73 + 1,01 + 22,42 + 1,01 = 434,48


AMBA FATIMA, BYŁA FORMA A JEJ NI MA! xD


W skrócie: noworoczny bieg GPK zaliczony, 23 kilometry i 900 m przewyższeń, zaliczyłem łącznie trzy gleby - w tym dwie kuźwa w jednym miejscu xD Poszło słabo, ale i tak było bosko - bo o to chodzi w bieganiu!


No to mamy nowy rok. Stary zakończyłem papatonem, ale sylwester był intensywny i zakończył się rozwożeniem kolegów syna po domach, potem ogarnianie domu, a potem spańsko tak długie że już trochę nie było jak wygospodarować czasu na papaton. Skończyło się na skromnym minipapatoniku czeskim, który szedł nawet w miarę.


Następnego dnia znowu zaspałem, a że żona szła do pracy to odpuściłem sobie bieganie - ale wieczorem już nie wytrzymałem i musiałem się przebiec. Zabawna sprawa - cały dzień siedziałem w domu przy komputerze, w ciepłych ciuchach, pod kocykiem... i marzłem. Dopiero jak się przebrałem w krótkie ciuchy i zaliczyłem uczciwy papaton, to zrobiło mi się ciepło


Nie wiem czy to była kwestia pełnego brzucha, czy ogólnie świąt, czy też coś tam się ze mną dzieje, ale tętno wyszło dość wysokie, a pod koniec biegu szło mi wyjątkowo słabo. Zakładam, że to raczej kwestia obżarstwa i zapuszczenia się, bo ostatnio robiłem badania i są wzorowe.


Następnego dnia... no cóż, znowu sobie przyspałem, a potem uznałem że w sumie to mam większą ochotę poleniuchować i zjeść śniadanie z rodziną. I w sumie mogłem sobie odpuścić bieganie, ale dzień wcześniej wymyłem buty po poprzednim GPK (great timing, cud że się błoto nie wżarło w nie na stałe xD) i wypadało po założeniu na nie micoacha je skalibrować. Do bieżni mam ciut ponad 4 km, więc było jak znalazł na wieczorną przebieżkę. Znowu wysokie tętno, ale już jakby bardziej w rozsądnych granicach. Gdy dobiegłem do bieżni... oops, zamknięte. Nie biegłem na nic, więc przeskoczyłem przez zamkniętą bramę i zrobiłem 5 kółek. Kurczę, 50-letni stary cap przełazi przez bramę, może żona ma rację i faktycznie coś nie tak ze mną? xD

W każdym razie buty skalibrowane, wróciłem do domu, spakowałem wszystko co ważne, przygotowałem ciuchy na dzisiejsze zawody, rzuciłem się na obiad a potem kąpciu i lulu.


Dzisiaj w końcu obudziłem się o właściwej porze. Szybko ogarnąłem smarowanie, ciuchy, a potem wziąłem się za gotowanie owsianki na mleku. Niektórzy może tego nie tolerują, ale dla mnie jest to pokarm bogów - cudowny smak i daje energię na caluteńki dzień Jeszcze strzeliłem espresso (wiem, ryzykowne, ale co tam uzależniony jestem), wskoczyłem do auta i śmignąłem na miejsce.


No i powiem tak: było jak zawsze bosko! Oprócz mnie jeszcze dwie osoby były uczciwie ubrane Bylo sporo śniegu, mnóstwo liści i conieco lodu. I ten ostatni dał mi się we znaki - pod koniec pierwszej pętli byłem już dość pewny siebie, gdy nagle mnie pociągnęło do przodu i przejechałem dobrych parę metrów na tyłku. Bez większych strat, od czegóż jest tłuste dupsko? No i najlepsze, że na drugim okrążeniu uważałem... i znowu w tym samym miejscu się przejechałem. Widać było mi dane. A potem dosłownie minutę później, zaliczyłem kolejną glebę xD Ale już chwilę później była meta i radocha


Poszło słabiutko, mój drugi najgorszy czas na GPK. Może to jakiś spadek formy, może problemy które mnie ostatnio męczą (coś mi się na skórę rzuciło), może to że sobie coś porobiłem z prawym czworogłowym i teraz kuśtykam na obie nogi? Whatever, liczy się radość z biegania a ta jest absolutnie cudowna


Miłego wieczoru!


#sztafeta #bieganie #2137

0f76b7f4-43a9-4a5b-be69-347efda8bb5a

@WujekAlien jeez, gdzie dzisiaj było -13? 😮Wydawało mi się, że najzimniej było w Małopolsce a u nas już w południe było powyżej zera

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

43 585,18 + 11,05 + 17,32 + 17,32 + 21,37 = 43 652,24


No i nadjszedł on - koniec roku! Roku, który zakończyłem dokładnie tak jak zacząłem - czyli papatonem xD

Papatonem, których było w tym roku równe 110


Rok, który był wyjątkowy pod wieloma względami - biegowo i nie tylko, ale skupmy się na bieganiu


Absolutny życiowy rekord - 6032 km, co było możliwe dzięki tak wielu różnym nietypowym sytuacjom, że raczej już się nie powtórzy. I chyba by mi się nie chciało xD Grudzień to była ostra walka, bo było wyjątkowo dużo przeciwności losu zdrowotno-logistycznych, przez które moja liczba bezbiegowych dni urosła aż do pięciu. Ale koniec końców się udało, nawet przebiłem nieco 300 km w grudniu (łącznie 326) ale w wykresie kilometrów wyraźnie widać że nie było lekko.


Absolutny rekord miesiąca - 700 km zaliczonych w maju. Miesiąc wypełniony codziennymi papatonami, czasem z dodatkowymi biegami bo jak świrować to na całego


Rekordowe 42 dni codziennych papatonów - tak wyszło, że załapała się śmierć papieża, konklawe i wybór nowego.

Rok, w którym zaliczyłem pierwsze okrążenie wokół Ziemi. Powiedziałby mi ktoś 15 lat temu, że będę mógł uczcić przebiegnięte 40k kilometrów to bym go śmiechem i bebzonem zabił!


Zrobiona życiówka w maratonie - 3h21m, ponad godzinę lepiej od maratońskiego debiutu


Poprawiona życiówka w półmaratonie - w końcu, po 11 latach, poprawiłem o 2 minuty (do 1h35m) wynik zrobiony na swoim pierwszym półmaratonie xD


Znacząco poprawiona życiówka na 5 km - 20:38. Zacząłem na serio wierzyć, że kiedyś zejdę poniżej 20 minut


Do tego doszło jeszcze 525 km spacerów.


A dzięki pięcioletniemu wyzwaniu widzę, że przez ostatnie 5 lat zaliczyłem 25600 km (bez, hehe, półtora kilometra).

I tak jakoś przeleciał ten rok. Fajnie było, więcej się takie wariactwo nie powtórzy. To był też ostatni rok w kategorii M40 - w przyszłym (pod koniec, ale jednak) zmieniam na kolejną


Zdjęcie sprzed paru dni, ale je lubię i bardzo dobrze pokazuje w jakim stanie najczęściej można mnie spotkać o poranku


WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO NA TEN NADCHODZĄCY ROK!


#sztafeta #bieganie #2137

13e23359-f6d1-4a68-9da1-b25e79035c30
bcaf804e-2898-423a-8ef2-2eb3c8eb8ace

@bacteria chyba Cię pojebało, za przeproszeniem. Ze #sztafeta mam tyle wspólnego, co raptem parę piorunów, a OP jest żywą legendą tego portalu Nie ma co mu umniejszać.

@scorp no weź, rozwodu mi życzysz? xD Gdybym liczył, ile razy w grudniu słyszałem "powinieneś się na jakiś czas wstrzymać"... to bym się kurczę nie doliczył 😅

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

43 033,77 + 21,37 = 43 055,14

Pamiętaj, aby dzień świenty świencić! 😉

Tragicznie obżarty po wigilii położyłem się spać gdzieś o 1:30... ale organizm tak się domagał uczciwego papatonu #2137 że kwadrans po 5 się obudziłem i poszedłem się ogarniać. Na zewnątrz - 7°C, odczuwalna - 12°C - więc trochę trwało, zanim się ze wszystkim zebrałem i nasmarowałem wszelakimi mazidłami. Potem poszedłem po pasek HRM, który se wczoraj wziął padł i trzeba mu było wymienić baterię. Jak już skończyłem, to zgłosiła się kota z reklamacją że nie dostała szynki. No i wtedy nagle padło TAAATOOO TAAATOOOO i trzeba było najmłodszego syna uśpić kołysanką. No i tak się z moim wychodzeniem zrobiło, że dopiero o 6:44 wybiegłem xD

Było mroźno, ale nie dramatycznie. No może na Wałach Wiślanych, jak wmordewind wjechał na pełnej, było nieco bardziej rześko 😅 ale jak najbardziej do przeżycia. Trochę liczyłem na Słońce, które teoretycznie miało zaszczycić poranek swoim obliczem - ale ten punkt programu akurat nie wyszedł.

Było fajnie, mocno pustawo - ale dwóch biegaczy spotkałem, co na te warunki uważam i tak za niezły wynik 😎

Jak wróciłem do domu to akurat wstała żona, więc sobie strzeliliśmy pyszną kawkę do dokładki serniczka 😁

Teraz czas się rzucić w dalszy wir konsumpcji - ale to już koniec szaleństw, bo wczorajsze wciśnięcie się w świąteczną garderobę uświadomiło mi, że dość folgowania sobie z jedzonkiem 😢

Miłego świętowania! ♥️

#sztafeta #bieganie

10c53332-803b-444d-8784-a6e632aa66cc

Zaloguj się aby komentować